Rząd się wreszcie obudził i zaproponował zmiany podatkowe. Lepiej późno, niż wcale, chociaż nie jest to żadna wielka reforma, a co najwyżej korekta dająca ulgę klasie średniej, czyli tej grupie podatników, która jest najbardziej dzisiaj uciśniona. Zdecydowanie łatwiej byłoby przeprowadzać większe zmiany trzy lata temu, gdy zadłużenie państwa było o bilion złotych niższe. Czy podatkowe pomysły rządu mają sens?












