18 sierpnia 2026

Astronomiczna kara KNF nałożona na wielki bank. Pokazała ciemną stronę popularnej alternatywy dla lokat. Misselling jak za dawnych lat

Astronomiczna kara KNF nałożona na wielki bank. Pokazała ciemną stronę popularnej alternatywy dla lokat. Misselling jak za dawnych lat

Astronomiczna kara nałożona przez KNF i ciemna strona popularnej alternatywy dla lokat. Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła 47,5 mln zł kary finansowej na największy polski bank za uchybienia przy oferowaniu klientom tzw. lokat strukturyzowanych. To pokazuje, że oferowana przez wiele banków alternatywa dla tradycyjnych lokat to wciąż dla banków zbyt często okazja do golenia klientów, a nie wspierania ich w dywersyfikacji ich oszczędności. Co poszło nie tak? I czy to oznacza, że tzw. lokat strukturyzowanych trzeba unikać jak ognia?

Średnie oprocentowanie lokat bankowych spadło poniżej 2,5%. W niektórych bankach wciąż można zarobić 4-5% i pokonać inflację (nawet po odliczeniu podatku Belki), ale w największych bankach – tam, gdzie trzymamy najwięcej oszczędności – z reguły nie ma takich lokat, które by pozwalały utrzymać realną wartość pieniądza. Dlatego bankowcy usilnie namawiają nas do przekierowania części oszczędności z lokat terminowych i kont oszczędnościowych w bardziej dochodowe, lecz wciąż mało ryzykowne miejsca.

Zobacz również:

„Bilet” do zysków wyższych, niż na lokacie. O ile bank nie kombinuje

Najważniejszą alternatywą są fundusze inwestycyjne lokujące pieniądze klientów w krótkoterminowe obligacje (tu do wzięcia wciąż jest 4-5% przy niskiej wahliwości wartości pieniędzy) oraz notowane na giełdzie fundusze ETF śledzące indeks obligacji, którym do końca „życia” zostało już niewiele czasu. A jeśli dla kogoś to zbyt trudne, to banki proponują tzw. lokaty strukturyzowane, czyli „zakład” pozwalający mieć szansę na zysk dwa-trzy razy większy, niż na tradycyjnej lokacie i pewność ochrony kapitału.

Zapewne większość z Was wie jak to „chodzi”. Kupujemy w banku „bilet” do oprocentowania np. 8% rocznie, który można zrealizować, jeśli np. indeks akcji pójdzie w górę o przynajmniej 20% przez rok. Albo jeśli złoty nie spadnie poniżej 4,40 zł za euro. Żeby bank mógł nam te ekstra-pieniądze wypłacić, kupuje za niewielką część pieniędzy, które od nas dostaje, opcję giełdową, czyli lewarowany instrument pochodny, który – w przypadku realizacji opisanego w nim scenariusza – wypłaca kilka razy więcej, niż się zainwestowało. A jeśli coś pójdzie nie tak, to jest bezwartościowy.

Jeśli więc wpłacimy 10 000 zł na tzw. lokatę strukturyzowaną, to bank kupi za np. 500 zł taką opcję, a pozostałe 9 500 zł ulokuje w obligacje oprocentowane w taki sposób, żeby za rok można było wypłacić klientowi startowe 10 000 zł, czyli gwarantowany kapitał. Zaś ekstra-zysk będzie wtedy, gdy okaże się, że opcja jest warta nie 500 zł, tylko np. 1500 zł (choć może też być warta zero).

Co może pójść nie tak? Bank może być chytry lub chciwy (albo jedno i drugie). I chcieć zaoszczędzić na opcji, żeby mieć więcej pieniędzy dla siebie. Wtedy kupi tanią opcję, która opisuje scenariusz bardzo mało prawdopodobny, który oznacza, że szansa klienta na zarobek jest prawie żadna. Bank „wygrywa” zawsze, bo zgarnia marżę wynikającą z tego, że np. kupił opcję za 50 zł, a nie za 500 zł (wtedy chowa do kieszeni 450 zł).

I dlatego właśnie niektóre tzw. lokaty strukturyzowane przypominają skomplikowaną układankę. „Możesz zarobić 10% rocznie, o ile kurs żadnej z pięciu spółek z indeksu nie spadnie przez rok bardziej, niż o 10% i jednocześnie nie wzrośnie powyżej 20%, a także nie zakończy roku poniżej poziomu, na którym go rozpoczął”. Na pierwszy rzut oka widać, że ktoś nam próbuje wcisnąć iluzję: „włóż 10 000 zł w „zakład” z szansą, że dostaniesz 1000 zł odsetek w roku i zwrot kapitału”. Szansa jest żadna, ale bank zarobi, bo kupił tanią opcję zamiast takiej, która daje jakieś szanse na sukces. Klientowi się o tym nie mówi.

CZYTAJ TEŻ:

12-miesięczna lokata

trzymasz pieniądze bez procentów bank musi ostrzec

Astronomiczna kara KNF za toksyczną sprzedaż tzw. lokat

I mniej więcej za to jest astronomiczna kara od KNF w wysokości 47,5 mln zł nałożona na PKO BP, największy polski bank. Uzasadnienie jest miażdżące, bowiem mówi się w nim o działaniach „w sposób nierzetelny, nieprofesjonalny i niezgodny z najlepiej pojętymi interesami klientów poprzez nieinformowanie klientów o istniejących konfliktach interesów”. Rzecz dotyczy produktów oferowanych klientom od lutego 2022 roku do marca 2023 roku.

Najbardziej dojmujące uchybienia dotyczyły sprzeczności między interesem banku, a „obowiązkiem działania przez ten bank w sposób rzetelny, z uwzględnieniem najlepiej pojętego interesu klienta”. Wiadomo, że w interesie banku jest minimalizowanie kosztów zakupu opcji giełdowej. „Podejście zakładające minimalizację kosztów zakupu opcji, poprzez przyjęcie niższego od 100% współczynnika partycypacji, było równoznaczne z pogorszeniem warunków wypłaty odsetek z lokaty strukturyzowanej dla klienta” – pisze KNF w komunikacie.

Innymi słowy potwierdza, że bank przeznaczał na zakup opcji mniej pieniędzy, niż to, co wynikało z kwot wpłacanych przez klientów. Zdaniem KNF to był konflikt interesów, o którym bank nie informował klientów. Pewnie gdyby wyłożył klientom kawę na ławę, to nikt przy zdrowych zmysłach by tego produktu nie wziął z bankowej półki…

Czy bank mógł działać inaczej? Mógł. Zarobek banku mógł pochodzić z prowizji za zakup tzw. lokaty strukturyzowanej. A więc: klient otrzymuje szansę na zysk np. 8%, gwarancję ochrony kapitału, ale przy zakupie płaci np. 2% opłaty manipulacyjnej, która jest zyskiem banku. Wtedy nie ma konfliktu interesów – bank kupuje najdroższą dostępną opcję (maksymalizując szansę klienta na zysk), a jednocześnie sam zarabia na opłacie, która jest jasno komunikowana. Bank chciał zarobić więcej, więc wpadł w konflikt interesów, o którym klientów nie informował.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

po 11 latach oszczędzania ochłap od banku

„Pełen komplet” uchybień, czyli misselling jak za dawnych lat

To nie wszystko. KNF pisze też w swoim komunikacie, że był drugi konflikt interesów, który odnosił się do sprzeczności między interesami klientów z segmentów bankowości osobistej i prywatnej (czyli tych z wyższej półki) w stosunku do „zwykłych” klientów. Ci „lepsi” dostawali lepsze warunki wypłaty gwarantowanej i dla nich bank kupował trochę droższą opcję. Różnicowanie klientów na „lepszych” (czyli bogatszych) i „gorszych” (czyli biedniejszych) w bankowości się zdarza, ale nie powinno być tak, że ci „gorsi” finansują zyski „lepszym” w ramach jednego produktu.

KNF stwierdził też, że bank nie zbadał, czy umowy tzw. lokaty strukturyzowanej były oferowane właściwym klientom, bo nie przeprowadzał żadnych ankiet dotyczących potrzeb, cech i celów oszczędnościowych klientów. „Powodowało to powstanie ryzyka nabywania lokat strukturyzowanych przez osoby, których wiedza, doświadczenie, sytuacja finansowa lub tolerancja ryzyka były niezgodne z określoną przez bank grupą docelową” – pisze KNF.

Poza tym informacje sprzedażowe dotyczące tych tzw. lokat były „nierzetelne, mogące budzić wątpliwości i wprowadzać w błąd”, a przy opisywaniu kategorii ryzyka tych tzw. lokat, bank nieprawidłowo przypisał lokaty strukturyzowane do produktów nieskomplikowanych. „Doprowadziło to do nieprecyzyjnego opisania kategorii ryzyka, nieodpowiadającej profilowi ryzyka potencjalnego klienta”.

Mamy więc – jak to mówią – „pełen komplet”. Zbudowanie produktu inwestycyjnego z wbudowanym konfliktem interesów pomiędzy bankiem i klientem, sprzedawanie go w nierzetelny sposób, preferowanie części klientów kosztem innych klientów, wprowadzanie klientów w błąd. Rzeczy, które – jak sądziłem – w bankach działy się może 20 lat temu, a dziś już nie powinny. Astronomiczna kara od KNF to chyba w tej sytuacji bardzo spóźniona reakcja – mówimy o nieetycznej sprzedaży sprzed pięciu lat, odpowiedzialni za to pracownicy już pewnie dawno zgarnęli premię i poszli w siną dal.

CZYTAJ TEŻ:

kara dla brokera

afera getback wraca

Czy tzw. lokata strukturyzowana zawsze musi być „toksyczna”?

Dobrze, że Komisja Nadzoru Finansowego rzecz wykryła i się nią zajęła. Niestety, w mniejszym lub większym stopniu to zjawisko dotyczy większości oferowanych klientom tzw. lokat strukturyzowanych. Wystarczy spojrzeć na warunki niektórych oferowanych „lokat” i już wiadomo, że zysk klienta jest mało prawdopodobny, a bank schowa do kieszeni sporo kasy na zakupie tanich opcji.

Poproszę jeszcze o kilka takich kar, bo niezmiennie mnie wkurza traktowanie klientów jak „mięso armatnie”, które istnieje tylko po to, żeby wyciskać z niego jak najwyższe marże. Można sprzedawać produkty i usługi inwestycyjne uczciwie, grać z klientem w jednej drużynie. Owszem, wtedy zarabia się mniej, ale nie ma ryzyka, że się później będzie płaciło kary. I że klienci będą się bali robić z bankiem jakiekolwiek interesy wykraczające poza deponowanie pieniędzy.

Nadzór – o ile będzie przeglądał systematycznie oferty banków pod względem stopnia ich toksyczności – może sprawić, żeby kombinowanie się nie opłacało. Bo produkt strukturyzowany sam w sobie nie jest niczym złym. Ja używam takich produktów do zabezpieczania się przed niezbyt prawdopodobnymi scenariuszami. Jeśli kupuję więcej polskich akcji, to jednocześnie kupuję produkt strukturyzowany, który zarobi np. 8%, gdy polskie akcje potanieją o więcej, niż 20%. Mam ochronę kapitału, tracę więc tylko to, co zarobiłbym na odsetkach, a zabezpieczam się na każdy scenariusz.

Jeśli ktoś jest gotów zaryzykować brak zysku, żeby zarobić dwa razy tyle, ile zarobiłby na zwykłej lokacie – też nie ma w tym nic złego. Banki powinny oferować produkty strukturyzowane proste, w miarę krótkoterminowe i brać za nie uczciwą prowizję, zamiast kombinować jak by tu najwięcej zarobić kosztem klienta.

W tego rodzaju produktach (niesłusznie nazywanych „lokatami”) niestety dość często zysk banku jest stratą klienta. I to jest problem. Chodzi o to, żeby prowokowanie takiej sytuacji zawsze było stratą banku. I to na tyle bolesną, żeby bankowi nie opłacało się jej ponosić.

——————————

CZYTAJ WIĘCEJ:

kwestia staranności czyli to nie było oszustwo

czynności zwykłego zarządu i zablokowane pieniądze

wspólne pieniądze w małżeństwie

była żona mieszka były mąż płaci raty

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

zdjęcie tytułowe: Pixabay/Canva

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu