Państwo od lat próbuje pogodzić dwie sprzeczne rzeczy: z jednej strony czerpie z alkoholu miliardy złotych podatków, z drugiej musi potem finansować leczenie, ratownictwo, policję, sądy, opiekę społeczną i wszystkie te mniej widoczne koszty, które pojawiają się wtedy, gdy picie przestaje być „prywatną sprawą” konsumenta. Rząd znów chce podwyższyć podatki wliczone w cenę alkoholu. Powinny być jak najwyższe czy nie ma to sensu? A może inaczej ograniczyć dostęp do alkoholu?












