Trwa polityczna wojna o nadzór nad światem kryptowalut. Czy ma być – jak chciałaby prawica – liberalny, czy też względnie ścisły, którego firmy krypto nie polubią, ale który da okruchy bezpieczeństwa klientom? Czy ten ściślejszy ma w ogóle sens, skoro można zarejestrować firmę w innym kraju i działać w Polsce bez problemów „regulacyjnych”? A może kryptowalut w ogóle trzeba zabronić? Kilka dni temu pojawił się raport mówiący o tym, że kryptowaluty są… groźne dla demokracji. Czy może w tym coś być? O jaką stawkę naprawdę toczy się gra?












