5 czerwca 2026

Polska już w pułapce zadłużenia? Narysowali krajobraz po rekordowych dziurach budżetowych. I policzyli, ile jeszcze zostało nam czasu

Polska już w pułapce zadłużenia? Narysowali krajobraz po rekordowych dziurach budżetowych. I policzyli, ile jeszcze zostało nam czasu

Poziom długu publicznego w Polsce rośnie w zastraszającym tempie. Czy można to wytłumaczyć wyłącznie zbrojeniami? Czy to wciąż jeszcze „odpowiedzialne finansowanie potrzeb państwa”? Jest ryzyko, że w końcu ktoś nam wystawi rachunek — najpierw inwestorzy kupujący obligacje, potem agencje ratingowe, a na końcu obywatele, którym trzeba będzie wytłumaczyć, że życie na kredyt kiedyś może się źle skończyć. Jak daleko jesteśmy jeszcze od ściany? I co możemy zrobić, żeby zmniejszyć ryzyko nieprzyjemnego scenariusza? Ile czasu nam jeszcze zostało?

Czy Polska jest jeszcze krajem, który rozsądnie korzysta z kredytu, czy już takim, który można porównać z konsumentem uzależnionym od kredytu, który spłaca jedną kartę kredytową drugą, podwyższając wciąż limity kredytowe, a przy okazji opowiadając rodzinie, że to „element długofalowej strategii finansowej”? Czy możemy wierzyć politykom, którzy uspokajają, że nie ma się co przejmować, bo przecież „wyrośniemy z długu”, gdyż gospodarka będzie rosła i pieniędzy na spłacanie obligacji będzie coraz więcej?

Zobacz również:

Czy wydatki na obronność są wiarygodnym i wystarczającym wyjaśnieniem szybko rosnącego zadłużenia Polski? I najważniejsze: czy zdążymy sami uporządkować finanse państwa, zanim zrobią to za nas zagraniczni spekulanci, którzy sprawdzą w końcu naszą siłę finansową? Nad tym zastanawiali się ekonomiści z największych banków podczas Europejskiego Kongresu Finansowego. Mam dla Was kilka praktycznych wniosków, które wyłoniły się z rozmowy o tym czy Polska ma już duży problem finansowy.

Czy Polska może utonąć w długu? Jak wyglądamy na tle Europy?

Polska nie zbankrutuje w najbliższym czasie. Sprzedajemy obligacje (popyt na nie jest duży), obsługujemy odsetki, mamy dostęp do największych rynków finansowych świata, złoty jest mocny, banki „produkują” po 40 mld zł zysków rocznie, a przede wszystkim mamy wciąż przyzwoite tempo wzrostu gospodarki. A to oznacza, że z roku na rok coraz wyższe są wpływy z podatków. Ekonomiści największych polskich banków mówią, że właśnie to jest najbardziej zdradliwe.

Kryzysy finansów państwa rzadko zaczynają się od spektakularnego bankructwa. Częściej zaczynają się od tego, że wszyscy przez długi czas mówią: „jeszcze nie jest źle”. A potem nagle okazuje się, że „jeszcze nie jest źle” rośnie do rozmiarów, których nie da się już załatwić nowelizacją budżetu, wprowadzeniem jednego podatku albo sztuczką księgową polegającą na przesunięciu wydatków poza budżet. Czy już jesteśmy w takim momencie?

W 2025 r. deficyt (czyli dziura budżetowa) rządu i samorządów wyniósł w Polsce 7,3% PKB, czyli około 284 mld zł. O tyle mniej państwo i samorządy zebrały z podatków i otrzymały z innych źródeł, niż wydały. To był drugi najwyższy deficyt w całej Unii Europejskiej. Przed nami w niechlubnym rankingu była tylko Rumunia, gdzie deficyt wyniósł 7,9% PKB. Dla porównania: średni deficyt w Unii Europejskiej wyniósł 3,1% PKB.

Jeszcze gorzej wygląda dynamika tempa zadłużania się Polski. Robimy to coraz szybciej. W 2022 r. deficyt budżetu wynosił w Polsce 3,4% PKB. W 2023 r. było to już 5,2% PKB, rok później 6,4% PKB, zaś w zeszłym roku już 7,3% PKB. Cztery lata z rzędu topienia finansów publicznych w nowych długach. To nie jest jednorazowy poślizg ani przejściowe odchylenie od równowagi. To jest recydywa.

Źródło: Raport „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026” Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski

Raport przygotowany przez Ludwika Koteckiego, Marka Skawińskiego i Pawła Wojciechowskiego („Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026”) zaprezentowany podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Finansowego nazywa ten moment „fiskalnym punktem zwrotnym”. To dość eleganckie określenie na sytuację, w której państwo jeszcze się nie przewraca, ale coraz szybciej traci równowagę. Problem nie polega na tym, że Polska już dziś jest niewypłacalna, lecz na tym, że zaczyna przyzwyczajać się do deficytu, który w normalnych warunkach powinien zapalać lampki ostrzegawcze.

Na koniec 2025 r. dług publiczny Polski według unijnej metodyki (EDP) wyniósł 59,7% PKB. Uspokajający argument tych, którzy uważają, że „można więcej” brzmi: „No dobrze, ale przecież inni mają znacznie więcej”. To prawda. Średnie zadłużenie krajów Unii Europejskiej wyniosło w zeszłym roku 81,7% PKB, a dla krajów strefy euro – 87,8% PKB. Grecja – najbardziej zadłużony kraj – miała dług na poziomie 146,1%. PKB, Włochy – 137,1% PKB, a Francja 115,6% PKB. Zadłużenie powyżej wartości całorocznej produkcji dóbr i usług w kraju miała też Belgia (107,9% PKB) oraz Hiszpania (100,7% PKB).

Na tle Stanów Zjednoczonych polski dług również wydaje się niski. General governement debt w USA wynosi około 120,8% PKB, czyli mniej więcej dwa razy tyle – w proporcji do wartości gospodarki – niż polski dług w relacji do PKB. Ale Stany Zjednoczone mają luksus, którego Polska nie ma: emitują dług w najważniejszej walucie rezerwowej świata. A amerykański rynek obligacji jest „najgłębszym” rynkiem długu na świecie.

Na amerykańskie Treasuries wciąż gigantyczny popyt zgłaszają banki centralne, fundusze inwestycyjne i emerytalne, firmy ubezpieczeniowe z całego świata, instytucje finansowe i inwestorzy prywatni chcący bezpiecznie ulokować nadwyżki finansowe. Polska nie ma dolara, tylko złotego. Nie jest on walutą, w której świat parkuje oszczędności w czasie paniki. I nie gromadzi w polskich obligacjach swoich rezerw dewizowych.

Mogłoby się wydawać, że Polska – z długiem poniżej 60% PKB – wygląda jak rozsądny kredytobiorca, który przyszedł do banku w garniturze, z dobrą historią kredytową i mówi, że potrzebuje jeszcze trochę gotówki. Tyle że rynki finansowe nie patrzą tylko na tę jedną liczbę – poziom zadłużenia. I tutaj zaczyna się mniej przyjemna część opowieści.

Źródło: Raport „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026” Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski

Płacimy odsetki dwa razy wyższe niż Niemcy. Jakie są tego przyczyny?

Najbardziej wymowny sygnał nie znajduje się w samej relacji długu do PKB, tylko w rentownościach obligacji, które emituje polski rząd. Rentowność polskich obligacji 10-letnich wynosi obecnie ok. 5,7%. W tym samym czasie niemieckie obligacje 10-letnie dają rentowność na poziomie 3%, hiszpańskie euroobligacje mają rentowność ok. 3,4%, portugalskie mniej więcej tyle samo. Nawet greckie, choć to wciąż potwornie zadłużony kraj, mają rentowność 3,7%. Na pocieszenie: amerykański rząd płaci za swoje 10-letnie obligacje ok. 4,5%, czyli nie tak dużo więcej, niż Polska.

Polska ma dług publiczny znacznie niższy niż Grecja, Włochy, Francja czy Stany Zjednoczone, a mimo to za 10-letnie pożyczanie pieniędzy płaci więcej niż wiele państw znacznie bardziej zadłużonych. Grecja — ta Grecja, którą przez lata pokazywano jako straszak dla nieodpowiedzialnych finansów publicznych — ma dług ponad dwukrotnie wyższy niż Polska, ale jej 10-letnie obligacje są oprocentowane niżej niż polskie. Włochy mają dług przekraczający 130% PKB, ale finansują się taniej niż Polska. Poniżej rentowność rynkowa polskich obligacji 10-letnich.

No dobrze, ale dlaczego płacimy więcej? Pierwszy powód jest taki, że naszą walutą nie jest euro. Tak samo jak większość naszego długu (ok. 20% jest w walutach zagranicznych). Kraje strefy euro emitują dług w walucie, za którą stoi Europejski Bank Centralny. Polska emituje dużą część długu w złotym (ok. 80%), więc inwestor zagraniczny bierze na siebie ryzyko kursowe. Jeśli złoty się osłabi, jego zysk w euro albo dolarze może stopnieć. Za to ryzyko trzeba dopłacić. 

Nie tak dawno Polska emitowała trochę euroobligacji i wtedy płaciła poniżej 3% w skali roku. Program pożyczkowy SAFE – także wyrażony w euro – przewiduje koszty pożyczek rzędu 3,1-3,4% w skali roku. A więc pożyczać w euro możemy taniej, ale to bardziej ryzykowne dla nas. Do tego dochodzi mniejsza płynność polskiego rynku obligacji, premia za inwestowanie w regionie mniej zamożnym, o wyższym poziomie inflacji. mniejszej przewidywalności polityki gospodarczej.

Źródło: Raport „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026” Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski

Dług w złotych oczywiście ma też swoje zalety (przynajmniej dla rządu). Spadek wartości krajowej waluty nie powoduje takiego spadku zainteresowania kupowaniem długu, jak w przypadku obligacji denominowanych w złotym i kupowanych przez Polaków. Taki dług można również częściowo zdewaluować poprzez dodruk pieniądza. To wywoła inflację, czyli spadek realnej wartości długu (o ile jego oprocentowanie jest niższe od inflacji).

Na koniec i tak ktoś za to zapłaci. W tym przypadku zwykły Polak. Im biedniejszy, tym bardziej ucierpi. Inflacja jest ukrytym podatkiem. Uderza w oszczędności, dochody emerytów, wynagrodzenia. Podnosi rentowności obligacji i może prowadzić do spirali płacowo-cenowej. Stabilność cen jest elementem wiarygodności fiskalnej. Jeśli ta spadnie, wzrost kosztów finansowania i konieczność zaciskania pasa i tak przyjdą. Dług w złotych pozwala przetrwać dłużej, ale też nie bez końca.

W tym roku prawdopodobnie doczekamy się w końcu obniżek ratingów od głównych agencji oceniających ryzyko inwestowania w polskie obligacje i ryzyko niewypłacalności państwa. W ostatnim roku agencje ratingowe obniżały nam perspektywy ratingu, ale samą ocenę pozostawiały bez zmian.

Źródło: Raport „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026” Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski

Rosnące koszty obsługi długu, czyli niekończąca się kula śnieżna

Stąd też samo porównanie długu do PKB może być mylące. Państwo z długiem wynoszącym 60% PKB może być bezpieczne, jeśli ma niski deficyt budżetowy (czyli jego zadłużenie rośnie wolno), tani dostęp do finansowania lub wiarygodny plan wychodzenia z długów. Ale państwo z długiem 60% PKB może też zacząć pachnieć problemem, jeśli co roku dokłada 6–7% PKB wynikające z deficytów w kolejnych budżetach, coraz drożej roluje dług i próbuje wmówić wszystkim, że jakoś to będzie zamiast przedstawić plan na przyszłość.

Średnia stopa oprocentowania istniejącego długu Polski (sektora general governement) wynosi około 4,5%. To średnia, czyli wciąż obejmuje obligacje emitowane w czasach niższych stóp procentowych. Nowe emisje są już jednak znacznie droższe — rentowności wynoszą około 5–5,5%. Z czasem tańszy „stary” dług będzie zapadał i trzeba go będzie zastępować droższym nowym długiem. Autorzy raportu szacują, że koszty obsługi długu – czyli same odsetki – mogą wzrosnąć z około 2,5% PKB w 2025 r. do około 3% PKB w 2029 r.

Dziesiątki miliardów złotych rocznie, zamiast pracować w gospodarce, będą szły na odsetki. Każdy dodatkowy punkt procentowy PKB przeznaczony na obsługę długu to pieniądze, których nie będzie na ochronę zdrowia, kolej, energetykę jądrową, modernizację armii, wynagrodzenia nauczycieli, badania naukowe, mieszkalnictwo albo obniżenie podatków. Odsetki nie otworzą nowego szpitala, nie zbudują elektrowni, nie kupią amunicji i nie poprawią jakości edukacji. Odsetki są rachunkiem za wczorajsze decyzje.

Źródło: Raport „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026” Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski

Ten mechanizm potrafi sam się nakręcać. Wysoki deficyt budżetowy oznacza większe potrzeby pożyczkowe państwa. Większe potrzeby pożyczkowe oznaczają, że trzeba wyemitować więcej obligacji. Większa podaż obligacji przy słabnącej wiarygodności państwa oznacza wyższe rentowności tych papierów. I wyższe koszty obsługi długu. Wyższe koszty obsługi długu powiększają deficyt. I kółko się zamyka.

Czy już jesteśmy w takiej sytuacji? W pewnym stopniu tak, bo w ostatnich latach skumulowany wzrost wydatków polskiego budżetu był wyższy niż wynikało to z planów i prognoz dla polskiej gospodarki. Jak wynika z tabeli zamieszczonej w raporcie, nawet jeśli w 2026 r. nasze tempo wzrostu wydatków będzie niższe od zaleconego przez Radę Unii Europejskiej (a raczej nie będzie), to i tak skumulowany wzrost wydatków względem roku 2023 będzie wyższy.

Ratować nas może wzrost gospodarczy – czyli coraz wyższe dochody z podatków. Kłopot w tym, że makroprognozy dla Polski nie są szczególnie kojącym plasterkiem. Konsensus prognostyczny Europejskiego Kongresu Finansowego pokazuje gospodarkę, która nadal rośnie, ale coraz wolniej. Najwyższe tempo rozwoju mamy już raczej za sobą: w kolejnych latach wzrost PKB ma stopniowo zsuwać się z okolic 3,5% w stronę mniej więcej 2,5–3%.

To komunikat, że wzrost gospodarki nie będzie już w stanie „przykrywać” budżetowych grzechów. Jeśli ktoś liczy na to, że szybki wzrost gospodarczy i wzrost dochodów z podatków sam rozwiąże problem długu, to te prognozy pozbawiają złudzeń. Brzmią jak uprzejme, ale stanowcze: „proszę nie fantazjować”.

Za wzrostem gospodarki stoją dwa silniki, które w Polsce zwykle robią najwięcej roboty: konsumpcja i inwestycje. Konsumenci nadal będą wydawać pieniądze, ale już bez takiej fantazji, a inwestycje po mocniejszym odbiciu mają ponownie zwolnić. Politycy lubią zakładać, że gospodarka „jakoś dowiezie” — firmy zainwestują, gospodarstwa domowe wydadzą pieniądze, podatki napłyną, a budżet odetchnie. Tyle że w prognozach EKF tego nie widać.

Źródło: Raport Makroekonomiczne wyzwania i prognozy dla Polski (edycja czerwiec 2026 r.)

Polski problem składa się więc z kilku elementów. Deficyt (czyli dziura w budżecie) jest bardzo wysoki. Ma w dużej mierze charakter strukturalny, a więc nie wynika jedynie z chwilowego spowolnienia gospodarki. Rok w rok po prostu wydajemy za dużo. Koszty obsługi długu rosną. Do tego dochodzą gigantyczne potrzeby: modernizacja armii, transformacja energetyczna, rosnące wydatki zdrowotne, inwestycje infrastrukturalne. Dlatego Polska nie „wyrośnie z długu”. Komisja Europejska prognozuje, że jeśli czegoś nie zrobimy, to za 10 lat będziemy państwem tak zadłużonym jak Francja.

Źródło: Raport „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026” Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski

Jak pomóc Polsce wyjść z długu?

Sposób na uniknięcie kryzysu nie polega na tym, żeby wziąć topór i ciąć wszystko równo niczym drwal. Polska nie potrzebuje ślepej polityki zaciskania pasa bez rozróżnienia między wydatkami rozwojowymi a zwykłym przejadaniem pieniędzy. Potrzebuje stopniowego, wiarygodnego i trwałego obniżania deficytu (czyli dziury w kolejnych budżetach) przy jednoczesnym zachowaniu zdolności gospodarki do wzrostu.

Najgorszy wariant to czekać, aż decyzje o takich działaniach wymusi rynek, czyli inwestorzy kupujący polskie obligacje. Wtedy rząd straci luksus wyboru tempa i struktury dostosowania się do nowej sytuacji. Gdy trzeba szybko poprawić wynik, najłatwiej tnie się inwestycje. Można odsunąć budowę drogi, linii kolejowej, elektrowni, sieci przesyłowej, projektu cyfrowego. A to najgorszy rodzaj oszczędności. Budżet może przez chwilę wyglądać lepiej, ale gospodarka w przyszłości rośnie wolniej. A jeśli rośnie wolniej, to dług w relacji do PKB stabilizuje się trudniej. I tak oszczędność może długoterminowo zamienić się w samobója.

Źródło: Raport „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026” Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski

Sławomir Dudek, przewodniczący Rady Fiskalnej przy premierze, twierdzi że lata 2025–2026 dawały najlepszą przestrzeń do przeprowadzenia głębszej korekty budżetu, bo gospodarka nadal rosła, a napływ środków unijnych wzmacniał inwestycje:

Niestety, chyba się trochę spóźniliśmy, bo najlepsze momenty do większej konsolidacji już są za nami. Takie momenty były w 2025 roku i 2026 roku. W 2026 roku mamy „w bilansie” 3% PKB, które otrzymamy w funduszach unijnych. To był najlepszy moment na wyższą restrukturyzację budżetu, który niestety zmarnowaliśmy”

Lepsze byłoby dostosowanie wydatków w skali po 0,5–0,8 pkt proc. PKB rocznie przez kilka lat niż gwałtowne cięcie o 1,5–2 pkt proc. PKB wtedy, gdy inwestorzy stracą cierpliwość. Rynki nie oczekują, że Polska w jeden rok stanie się fiskalnym mnichem i zacznie chodzić boso po nadwyżce budżetowej. Oczekują wiarygodnej ścieżki pokazującej, że dług zostanie ustabilizowany, a dziura budżetowa nie będzie wiecznym sposobem finansowania politycznej wygody.

Źródło: Raport „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026” Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski

Transfery społeczne i emerytury. Jak ograniczyć wydatki mądrze?

Najtrudniejszy politycznie obszar to transfery społeczne. Polska przez lata budowała system świadczeń powszechnych. Problem nie polega na tym, że państwo wspiera rodziny, seniorów czy osoby o niższych dochodach. Problem polega na tym, że część pieniędzy trafia także do tych, którzy wsparcia nie potrzebują. A potem brakuje pieniędzy tam, gdzie potrzeby są duże.

Państwo powinno przejść od logiki „każdemu po równo, bo tak jest politycznie bezpiecznie” do logiki adresowania świadczeń. Jeśli celem świadczenia jest ograniczanie ubóstwa, pieniądze powinny trafiać przede wszystkim do grup zagrożonych ubóstwem. Jeśli celem jest demografia, trzeba uczciwie sprawdzić, czy dany instrument rzeczywiście zwiększa dzietność. Jeśli celem jest rekompensata inflacji, świadczenie nie powinno na stałe przyklejać się do budżetu.

Najbardziej racjonalny kierunek to progi dochodowe albo mechanizmy wygaszania świadczeń dla gospodarstw o wysokich dochodach. Nie musi to oznaczać gwałtownej likwidacji programów socjalnych. Może oznaczać stopniowe zamrażanie nominalne, indeksację „włączaną” tylko dla osób o niższych dochodach, ograniczenie świadczeń dla najzamożniejszych albo przesuwanie części pieniędzy z transferów gotówkowych na usługi publiczne: żłobki, przedszkola, opiekę długoterminową, transport lokalny, zdrowie psychiczne dzieci, edukację i mieszkalnictwo.

To jest mniej efektowne niż przelew na konto, ale często znacznie bardziej rozwojowe. Dobry żłobek, dostępny transport i sprawna szkoła mogą zrobić dla rodziny więcej niż kolejny program, który wszyscy dostają bez względu na dochód, a którego koszt potem grzecznie dopisujemy do deficytu.

Jeśli transfery społeczne są trudne, to emerytury są politycznym polem minowym. Starzenie się społeczeństwa to jeden z największych długoterminowych problemów finansów publicznych. Polska będzie miała coraz więcej emerytów i relatywnie mniej osób pracujących. To oznacza presję na system emerytalny, ochronę zdrowia i opiekę długoterminową. Nawet jeśli dzisiejszy deficyt uda się ograniczyć, demografia będzie przez lata działała przeciwko budżetowi.

Najbardziej oczywisty temat to wiek emerytalny. Polska ma niski wiek emerytalny kobiet na tle wielu państw europejskich. Utrzymywanie bardzo wczesnego wyjścia z rynku pracy przy rosnącej długości życia oznacza jedno z trzech: niskie emerytury, rosnące dopłaty z budżetu albo jedno i drugie. Politycy wiedzą to doskonale. Tylko że wiedzieć, a powiedzieć to wyborcom, to dwie różne dyscypliny sportu.

Podniesienie wieku emerytalnego jest politycznie toksyczne, ale można zacząć od rozwiązań mniej konfliktowych: silniejszych zachęt do dłuższej pracy, likwidowania barier zatrudniania osób po 60. roku życia, elastycznego łączenia pracy z emeryturą, ograniczania przywilejów branżowych i wyrównywania efektywnego wieku przechodzenia na emeryturę. Jeśli ludzie mają pracować dłużej, państwo musi stworzyć warunki, w których dłuższa praca będzie opłacalna, możliwa i społecznie akceptowalna.

Drugim elementem jest przegląd dodatkowych świadczeń emerytalnych. Trzynaste i czternaste emerytury stały się trwałym elementem systemu, ale nie są dobrze powiązane z długoterminową równowagą finansów publicznych. Bardziej racjonalne byłoby skoncentrowanie dodatkowego wsparcia na emerytach o najniższych świadczeniach, zamiast utrzymywać szerokie transfery niezależnie od sytuacji majątkowej.

Podatki, czyli zachcianki szwedzkie, a dochody polskie

Restrukturyzacja budżetu nie może opierać się wyłącznie na cięciach. To byłaby politycznie wygodna bajka dla jednych i koszmar dla drugich.  wskazuje na podstawowe napięcie: Polska próbuje finansować coraz szerszy zakres wydatków, nie mając trwałej bazy dochodowej charakterystycznej dla państw o rozbudowanym modelu usług publicznych. Mówiąc prościej: chcielibyśmy mieć państwo, które dużo robi, ale nie bardzo chcemy odpowiedzieć na pytanie, kto i jak ma za to płacić.

Nie oznacza to, że rozwiązaniem jest proste podniesienie podatków wszystkim. System podatkowy powinien być stabilny, przewidywalny i szeroki. Polska ma problem z wyjątkami, preferencjami, arbitrażem między formami opodatkowania i nieustannymi zmianami prawa. Jeśli podobny dochód z pracy jest opodatkowany zupełnie inaczej w zależności od „formy prawnej” podatnika (czyli ryczałt, działalność gospodarcza, etat, umowa o dzieło), system zachęca nie do produktywności, tylko do kombinowania. A potem wszyscy udają zdziwienie, że baza podatkowa przecieka.

Pierwszy kierunek to poszerzanie bazy podatkowej, a nie tylko podnoszenie stawek. Trzeba ograniczać preferencje podatkowe, które nie mają uzasadnienia rozwojowego ani społecznego. Drugi kierunek to większa neutralność między różnymi formami zatrudnienia i działalności gospodarczej. Trzeci to opodatkowanie majątku, zwłaszcza nieruchomości, przy ochronie osób o niskich dochodach. Czwarty to lepsza egzekucja podatków sektorowych i koniec traktowania wybranych branż jak bankomatów, do których państwo podchodzi, gdy akurat brakuje gotówki.

Podatki sektorowe mogą dać krótkoterminowy efekt, ale nie rozwiążą luki fiskalnej rzędu ponad 4% PKB. Jeśli  stabilizacja długu wymaga dziesiątek lub ponad 100 mld zł, to pojedynczy podatek od banków, energetyki czy dużych firm jest tylko drobną częścią układanki. Nadmierne poleganie na takich daninach grozi ograniczeniem inwestycji i przerzuceniem kosztów na konsumentów. Czyli znów: politycy mówią, że opodatkowali wielki biznes, a obywatel płaci w cenie usługi.

Obronność i inwestycje. Czy można na tym oszczędzać?

Polska nie może zrezygnować z wysokich wydatków obronnych. Położenie geopolityczne, wojna za wschodnią granicą i zmiana priorytetów USA powodują, że bezpieczeństwo militarne jest realnym zobowiązaniem państwa. To nie jest temat do księgowego minimalizowania. Problem polega na tym, że wydatki obronne trzeba finansować w sposób trwały, a nie wyłącznie na zasadzie: „teraz pożyczmy, potem się zobaczy”.

Zakup sprzętu wojskowego to dopiero początek. Czołgi, artyleria, samoloty, systemy obrony powietrznej czy amunicja generują później koszty utrzymania, serwisu, infrastruktury, szkolenia, wynagrodzeń i modernizacji. Dzisiejsza decyzja inwestycyjna tworzy jutrzejszy wydatek bieżący. Jeśli państwo finansuje skokowy wzrost wydatków obronnych długiem, ale nie wskazuje trwałych źródeł dochodów albo oszczędności w innych obszarach, to tworzy problem na dekady.

Dlatego potrzebne jest wieloletnie planowanie obronne z jasnym podziałem na wydatki inwestycyjne i bieżące. Inwestycje w krajowy przemysł obronny mogą mieć wyższy efekt gospodarczy niż import gotowego sprzętu: wskaźniki wzrostów gospodarczych za sprawą inwestycji w zbrojenia są dodatnie, ale mniejsze niż w przypadku klasycznych inwestycji infrastrukturalnych). Niemniej jednak, nie powinny być pretekstem do nieefektywności.

Państwo musi wiedzieć, które wydatki wzmacniają potencjał krajowej gospodarki, a które są czystym kosztem importowym. Im więcej wydatków obronnych zostanie powiązanych z krajową produkcją, technologią i eksportem, tym mniejszy będzie ich koszt netto dla gospodarki.

Polska potrzebuje oszczędności, ale nie przez zniszczenie inwestycji publicznych. To byłby klasyczny błąd: poprawić wynik w krótkim terminie, a w długim obniżyć potencjał gospodarki. Inwestycje w energetykę, sieci przesyłowe, kolej, porty, cyfryzację, przemysł obronny, edukację techniczną i zdrowie publiczne zwiększają potencjalny wzrost PKB. A wyższy potencjalny wzrost jest jednym z warunków stabilizacji długu.

Najważniejsze jest rozróżnienie między wydatkiem a inwestycją. Nie każdy wydatek publiczny jest zły i nie każda oszczędność jest dobra. Jeśli państwo tnie inwestycje kolejowe, energetyczne albo cyfrowe, może przez chwilę poprawić deficyt, ale osłabia produktywność. Jeśli natomiast ogranicza transfery dla gospodarstw o wysokich dochodach albo likwiduje nieskuteczne dopłaty sektorowe, zmniejsza deficyt bez niszczenia przyszłego wzrostu.

Większy ciężar dostosowania powinien spaść na wydatki bieżące o niskim tzw. mnożniku fiskalnym i uporządkowanie dochodów, a nie na inwestycje publiczne o wysokiej stopie zwrotu. Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski oraz Sławomir Dudek podkreślili, że mnożniki fiskalne transferów społecznych są niskie, podczas gdy wydatki infrastrukturalne mają znacznie wyższy wpływ na PKB.

Wniosek? Jeśli już trzeba oszczędzać, to przynajmniej nie na tym, co daje gospodarce tlen. Poniżej tabela stworzona przez autorów raportu ukazująca, gdzie można szukać cięć budżetowych. Połowę wszystkich wydatków polskiego budżetu można określić jako „sztywne”, czyli trudne albo bardzo trudne do zredukowania.

Źródło: Raport „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026” Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski

Jak Polska może wyjść z długów? Już nie może. Co więc zrobić?

Jak wyrazić w konkretnych liczbach to, co należy zrobić, żeby wyprowadzić Polskę ze spirali wzrostu zadłużenia? To już bardzo trudne, w zasadzie na wzrost zadłużenia jesteśmy skazani – chyba, że zgodzimy się na drastyczny spadek poziomu wydatków społecznych, ale to mało prawdopodobne. Oby tylko ten wzrost zadłużenia był wolniejszy. Choćby taki, jak prognozuje Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

To ta zielona linia. Różowa to ta, o której w zeszłym roku myślało polskie Ministerstwo Finansów, ale nie jest w stanie zrealizować tej koncepcji. Pomarańczowa to ścieżka wzrostu zadłużenia do poziomu „francuskiego”, rysowana przez Komisję Europejską jeśli nic nie zrobimy.

Gdyby się okazało, że już za 10 lat  osiągamy zadłużenie takie jak Francja w proporcji do wielkości gospodarki, ale nadal płacimy za ten dług odsetki dwa razy wyższe, niż Francja, to nasze obciążenie tymi odsetkami przekraczałoby 3,2% PKB. To byłoby do zniesienia tylko w przypadku, gdyby nasza dziura budżetowa nie przekraczała 1-2% PKB (dla porównania: w tym roku przekroczy 7% PKB).

Dziury budżetowe musiałyby być z roku na rok coraz mniejsze. A więc powinny spaść z obecnego poziomu grubo ponad 7% PKB rocznie do poziomu 4-5% PKB. Co to oznacza w praktyce? Że w tym roku przy poziomie PKB szacowanym na 4,2 biliona zł powinniśmy mieć dziurę budżetową nie przekraczającą 210 mld zł. W przyszłym roku, gdy PKB wzrośnie nominalnie do 4,45 biliona zł, dziura nie mogłaby przekraczać 220-230 mld zł. I tak dalej.

Tymczasem plan rządu na ten rok przewiduje 272 mld zł dziury w budżecie (dochody niecałe 650 mld zł, wydatki 920 mld zł), a do tego dochodzi jeszcze większy dług samorządów – w tym np. szpitali zarządzanych przez władze lokalne. W dodatku w połowie maja Ministerstwo Finansów opublikowało komunikat dotyczący wykonania budżetu za okres styczeń-kwiecień 2026 roku, z którego wynika, że zaledwie po czterech miesiącach realizacji budżetu, deficyt w kasie państwa wynosi już blisko 90 mld zł. Gdyby nie przesunięcie części dochodów z VAT z zeszłego roku – byłoby prawie 100 mld zł.

Jest więc realne ryzyko, że w tym roku dziura budżetowa sięgnie okolic 300 mld zł. Mówimy więc o konieczności – jeśli za 10 lat mamy nie stanąć wobec ryzyka bankructwa z długiem przekraczającym 106% PKB – ograniczenia dziury budżetowej o 50-60 mld zł rocznie. Tego się nie da zrobić samym wzrostem gospodarczym.

Kluczowym problemem przestaje być dziś sam poziom długu, a jego dynamika. Tempo jego przyrostu jest na tyle wysokie, że nawet przy solidnym wzroście gospodarczym nie jesteśmy w stanie go zatrzymać. Przy założeniu wzrostu PKB na poziomie około 3% rocznie, relacja długu do PKB i tak wzrośnie nam do 75%. I jedyne co możemy zrobić, to walczyć o to, żeby ją tam ustabilizować.

Na razie robimy „pełzające” podwyżki podatków. Po pierwsze, poprzez zamrożone progi podatkowe, co oznacza, że wraz ze wzrostem wynagrodzeń coraz więcej osób wpada w wyższy, 32-procentowy próg podatku PIT. To automatycznie zwiększa dochody państwa o 0,3% PKB rocznie. Po drugie zamrożone są wynagrodzenia w sferze budżetowej – rosną nominalnie, ale tylko o inflację. W efekcie ich udział w PKB stopniowo maleje. Podobnie jest ze świadczeniami socjalnymi, które nie są waloryzowane. Np. świadczenie 800+ (koszt: 60 mld zł rocznie) nie jest waloryzowane inflacją. Jego udział w PKB będzie spadał.

Według wyliczeń Międzynarodowego Funduszu Walutowego te działania w perspektywie kilku lat mogą dać efekt rzędu ok. 2% PKB – i to jak dobrze pójdzie. Tymczasem aby ustabilizować finanse publiczne potrzebujemy dwa razy większego ścięcia dziury budżetowej – o jakieś 4% PKB rocznie. A te 2% PKB to mniej więcej wspomniane wyżej 60-80 mld zł rocznie.

Ściągawka na wybory. Żebyśmy zatrzymali się przed ścianą

Plan, który miałby realnie zabezpieczyć Polskę przed kryzysem fiskalnym, powinien zacząć się od stabilizacji długu publicznego w relacji do PKB na poziomie 75%. A w tym celu – stopniowego obniżania deficytu (czyli dziur budżetowych) najpierw w okolice 5% PKB rocznie (zamiast dotychczasowych 7-7,5%), a potem do poziomu zgodnego z regułami Unii Europejskiej (3% PKB rocznie). Chodzi o polityczne zobowiązanie wobec wyborców, rozpisane na kilka lat, z konkretnymi działaniami po stronie wydatkowej i dochodowej.

Po stronie wydatkowej konieczny jest przegląd transferów społecznych. Świadczenia powinny być oceniane według skuteczności, kosztu i adresowania – czytam w raporcie o długu publicznym opublikowanego w ramach Europejskiego Kongresu Finansowego. Programy powszechne powinny być stopniowo przekształcane w selektywne. Dodatkowe świadczenia emerytalne powinny być skoncentrowane na osobach o niskich dochodach. Waloryzacje i automatyczne mechanizmy wzrostu wydatków powinny być analizowane pod kątem długoterminowego kosztu.

„Odchudzenie administracji” jest też ważne, ale nie rozwiąże problemu. Może przynieść oszczędności, ale luka fiskalna jest zbyt duża, by zamknąć ją symbolicznymi cięciami. Znacznie większe znaczenie mają transfery, system emerytalny, ochrona zdrowia, obronność, podatki i koszty długu. Po stronie dochodowej potrzebne jest uporządkowanie podatku PIT, zasad pobierania składki zdrowotnej (koniec z „pasażerami na gapę”), przegląd preferencji podatkowych i wzrost opodatkowania majątku. Zatem podatek katastralny jest w drodze. System podatkowy powinien być bardziej przewidywalny i mniej podatny na arbitraż.

W inwestycjach trzeba jasno ustalić priorytety. Nie wszystko da się sfinansować jednocześnie. Państwo musi określić, które projekty mają najwyższą stopę zwrotu strategicznego: energetyka, sieci, obronność, kolej, porty, cyfryzacja, zdrowie, edukacja techniczna. Projekty o niskiej efektywności albo czysto prestiżowe powinny ustąpić tym, które realnie zwiększają potencjał wzrostu.

Każda partia polityczna powinna być zmuszona do pokazania finansowania swoich obietnic. Demokracja nie polega na obiecywaniu wszystkiego wszystkim. Polega też na mówieniu, z czego trzeba zrezygnować, żeby sfinansować coś ważniejszego. Mamy 10 lat, żeby wyhamować pociąg jadący na ścianę. Nie wiemy z czego jest zrobiona ta ściana, ale wiemy gdzie mniej więcej się znajduje.

CZYTAJ TEŻ:

polska trzecią siłą w europie

BNP paribas trzy trendy

inflacyjny spisek

wydatki na zbrojenia grecka tragedia

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM: 

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

——————————

zdjęcie tytułowe: Bank Pekao/EKF

Subscribe
Powiadom o
74 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
RAFAL
21 dni temu

Tego nie można wyłącznie wytłumaczyć zbrojeniami . Niewiele się mówi o ogromie stanowisk urzędniczych i synekur politycznych za nieadekwatną kasę . Przecież teraz byle kierownik w urzędzie w pierdziszewie pobiera ok 6tys netto / mc . Dyrektor , który ma pod sobą często kilka osób ok 10 tys / netto . Takich ludzi są tysiące .Starosta, burmistrz Koziej wólki ok 20 tys /netto . Chociaż np. sekretarz woj. w poł- wsch Polsce pobrał w 2024 prawie 400 tys zł a w 2025 coś ok 340 tys zł . Takze chyba sami zaczęli się trochę ograniczać .

Admin
21 dni temu
Reply to  RAFAL

Prawda, ale na wywaleniu na zbity pysk niepotrzebnych urzędników raczej nie będzie 80 mld zł rocznie oszczędności. Nawet jak Pan wywali 100 000 urzędników na pysk to nadal zaoszczędzi Pan tylko 12 mld zł rocznie (to jest 0,3% PKB jeśli dobrze liczę, a potrzebujemy 2%). A uzysk netto będzie mniejszy, bo ci wywaleni na pysk urzędnicy nie pójdą do sklepu i nie zrobią popytu, więc nie będzie dochodów z VAT oraz PIT. Także proszę szukać też dalej 😉

Nowy
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

To co urzedasów trze trzeba wesprzeć jak nierobów artystów.

Admin
21 dni temu
Reply to  Nowy

Generalnie trzeba wspierać kasą publiczną głównie tych, którzy „produkują” coś, co generuje duży mnożnik dla gospodarki oraz tych, którzy potrzebują realnie pomocy – zwłaszcza jeśli potrzebują jej z powodu błędnej polityki państwa, np. nie dostali szansy na wykształcenie, bo urzędnik zlikwidował pociąg do miasta, a drugi urzędnik wygenerował bańkę cen nieruchomości i uniemożliwił awans komuś utalentowanemu. Czy artyści do tej grupy należą? Różnie. Jeśli ktoś np. pracuje w szkole i tam uwrażliwia dzieci, rozbudza ich wyobraźnię, poprawia motorykę małą (jakieś garncarstwo), pokazuje kontekst i historię Polski przez pryzmat sztuki – nawet jeśli nic nie produkuje, to zasługuje na wsparcie podatników,… Czytaj więcej »

Stef
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Haha. Lista beneficjentow dotacji na B+R: Samsung Polska, LG Polska, Polarna… czyli spółki które stać na badania.

Ppp
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Tylko, żeby społeczeństwo chociaż nieco zaakceptowało oszczędności kosztem siebie, to rząd i urzędnicy muszą zacząć od siebie – czyli RAFAL ma rację ze względów psychologicznych, choć matematycznie faktycznie jest tego za mało. Ja bym do tego dodał finansową odpowiedzialność urzędników i funkcjonariuszy za ich działania – jeśli bezpodstawnie „zgnoili” obywatela, powinni nie tylko zapłacić mu odszkodowanie z własnej kieszeni, ale też oddać pensje, ponieważ marnowali czas służby. Dzięki temu zajmowaliby się PRACĄ, a nie szarpaniem obywateli z byle powodu lub bez powodu – dzięki czemu byliby wydajniejsi i na przyszłość mogłoby być ich mniej. Czas i pieniądze można by też… Czytaj więcej »

Admin
20 dni temu
Reply to  Ppp

Być może racja, że powinni zacząć od siebie.
Natomiast Japonię bym zostawił w spokoju, oni do niedawna płacili 0% za obligacje

Stef
20 dni temu
Reply to  Ppp

Urzędnik w urzędzie powiatowym często zarabia minimalną lub powyżej. Tyle że praca spokojna. Znam przypadki że człowiek poszedł na kierownika w doskonale i ma 2x tyle.

Xxx
18 dni temu
Reply to  Ppp

*Ja bym do tego dodał finansową odpowiedzialność urzędników i funkcjonariuszy za ich działania – jeśli bezpodstawnie „zgnoili” obywatela, powinni nie tylko zapłacić mu odszkodowanie z własnej kieszeni, ale też oddać pensje, ponieważ marnowali czas służby.” Niesamowicie, że ludzie potrafią myśleć tak wąskotorowo. Czyli mamy taką sprawę matczaka w której wszystko wskazuje, że sprawa miała być zamieniona pod dywan ale internet narobił takiego szumu,. że się nie dało. I teraz taki urzędnik zajmujący się taką sprawą – tylko nie tak medialną – będzie miał z tyłu głowy, matajczak to jest gość z koneksjami i będą próbowali uwalić tę sprawę, a jak… Czytaj więcej »

Max
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

12 mld złoty rocznie to jest według Pana tylko? Poza tym te urzędasy są jak rak, to się rozrasta, taka tego natura. Dlatego trzeba zrobić czystkę od czasu, do czasu.

Admin
19 dni temu
Reply to  Max

Nie, każdy grosz się liczy, ale są tu tacy, którzy myślą, że jak się zwolni wszystkich urzędników to zapanuje szczęście i bogactwo

Nowy
21 dni temu
Reply to  RAFAL

Gościu masz ewidentnie problem z demokracja. Przecież demokracja to tylko i przede wszystkim praca swoim ludziom czy tym z PSL, ko, PiS czy lewatywa. Już pewnie interesują się tobą służby państwa ha tfu Tuska.

Admin
21 dni temu
Reply to  Nowy

Aha, więc w dyktaturze nie ma klik, złodziejstwa, ssania publicznych pieniędzy? W Rosji żadnej korupcji? Na Białorusi zero łapówkarstwa? W Chinach nikt nie rozkrada majątku państwa? Proszę się tam przenieść, sprawdzić przez pięć lat i wrócić (a jak Pana tam wsadzą do łagru – to tym lepiej, bo pozna Pan na własnej skórze jak się sądzi ludzi w standardach innych niż demokratyczne i przestanie Pan bredzić).

RAFAL
20 dni temu
Reply to  Nowy

Sam Tusk już kiedyś mówił o tzw. ,, klasie próżniaczej „” . Uzył określenia z książki ,, teoria klasy próżniaczej” Veblena

Stef
20 dni temu
Reply to  RAFAL

W ministerstwa 10 000 brutto + 13 stka+ dwie nagrody to już standard na szeregowym stanowisku typu inspektor.

Są instytutu gdzie dyrektor ma 40 000 brutto + nagrody.

Xxx
18 dni temu
Reply to  Stef

Tak wiemy Stef. Wynagrodzenia w budżetówce są niskie i mało ciekawe i dyrektor w budżetówce zarabia mniej niż nie jeden kierownik w prywatnej firmie. Jak Ci nie pasują te niskie zarobki, to nie masz obowiązku pracować w budżetówce.

Maciek
21 dni temu

Zadłużenie rośnie nam koszmarnie, to fakt.
Na plus chyba tylko to, że coraz większa część obligacji jest w rękach inwestorów indywidualnych – czyli „odsetki” zostają w kraju.
Udział inwestorów zagranicznych nam regularnie spada.

Admin
21 dni temu
Reply to  Maciek

Dokładnie tak. Odsetki od długu zostają w kraju. Ryzyko polega na pokusie, żeby spłacić dług wartością pieniądza. Premier Morawiecki i rząd PiS okradli w ten sposób Polaków na 30% wartości ich oszczędności, dzięki czemu mimo drukowania kasy jak szaleni nie wygenerowali wzrostu długu do PKB. Proszę zauważyć, że nikt z okradzionych się nie zorientował i premier Morawiecki wciąż chodzi po kraju bez ochrony, chociaż nikt w historii nie ukradł Polakom więcej pieniędzy 😉

Niko
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

A,jakie wałki na działkach od kościoła we Wrocku poczynił i sobie swobodnie hasa ,to nie jest państwo prawa…złodzieje kradną grube miliony jak nie miliardy w polityce a babcie ze spróbowała wafelka w sklepie pod pręgierz umieszczają🙃

Admin
21 dni temu
Reply to  Niko

Jedynym sposobem, żeby tego nie było, jest państwo minimum – czyli sprywatyzowanie wszystkiego, co się da. Ale po pierwsze sposób tej prywatyzacji też mógłby być niesprawiedliwy (i pogłębić nierówności), a po drugie nie ma już kraju na świecie, w którym panuje taki ustrój, ludzie na to nie zagłosują. A jedynym sposobem na ograniczenie korupcji jest niezależne od rządów sądownictwo i prokuratura – tak, żeby nawet polityka wysokiego szczebla dało się wsadzić do więzienia, a wcześniej szybko osądzić jeśli ukradnie pieniądze albo naciągnie prawo jak gumkę od majtek

Niko
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Powiem brutalnie w Chinach szybko rozwiązujå takie problemy dosyć brutalnie pod mur…oczywiście nie jestem za tym ale jakaś kolonia karna dla tych co najwiecej kradnå by sie przydała.

Admin
20 dni temu
Reply to  Niko

Tylko, że w Chinach to jest wojna gangów. Jeden gang jest przy władzy, a drugi pod murem. A jak ten drugi wpadnie na pomysł, żeby się podzielić, to pod mur idą przypadkowi obywatele

Stef
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Niby tak ale tam kradnie jedna partia od lat a u nas inna co 4 lata*

*nie dotyczy PSL.

Admin
19 dni temu
Reply to  Stef

„Najbliższe wybory wygra nasz koalicjant”

Stef
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Nawet pan sobie nie zdaje sprawy ile jest nikomu nie potrzebnych instytutu czy firm poległych pod ministerstwa w tym pod kulturę czy Edukację.
Tylko żaden rząd ich nie ruszy bo to stanowiska.
A co do prywatyzacja to poza kilkoma branżach typu infrastruktura to wszystko powinno być prywatne albo zlikwidowane zaczynając od Poczty

Admin
19 dni temu
Reply to  Stef

Zgadza się: trzeba by wpuścić do rządu kogoś, kto nie potrzebuje stanowisk. Znamy kogoś takiego? 😉

Xxx
18 dni temu
Reply to  Stef

Stef ale tak na logikę, zaryzykuję że masz jej wystarczająco. Jak idą cięcia w budżetówce to jak myślisz komu się dostaje w pierwszej kolejności, ziomkom i znajomką czy normalnym pracownikom urzędów?

RAFAL
21 dni temu
Reply to  Niko

Ale walczył razem z ojcem z komuną i chyba nawet rzucał butelkami , za co kosciół jest mu wdzięczny 🙂

Admin
20 dni temu
Reply to  RAFAL

Można dziękować modlitwą, nie trzeba ziemią 😉

Xxx
18 dni temu
Reply to  Niko

No ale jak się zwolnić połowę urzedniczek odpowiedzialnych za rejestrację samochodów to RAFALEK będzie szczęśliwy, że „darmozjady” na pysk wyleciały. Ale już tego typu przekrety to spoko:) Napisałem „darmozjady” nie żeby obrazić, tyljo bo w RAFAŁKOWEJ LOGICE rejestracja samochodów nie generuje zysku, a więc urząd taki jest wyłącznie kosztem, a to spełnia RAFAŁKOWĄ definicję bycia darmozjadem w której każdy zawód powinien istnieć tylko jeżeli wygeneruje zysk wyższy od pensji. Przypominam, że sprzątaczka już nie jest darmozjadem w RFAŁKOWEJ logice, bo mimo iż ona nie generuje zysku to ona zapewnia funkcjonowanie firmie która utonęła by w śmieciach więc jej akurat ten… Czytaj więcej »

Mario
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Mało tego, ten PIS i Morawicki okradł jeszcze pozostałych Europejczyków, no bo Panie ta pisowska inflacja to na cały świat poszła, tak to właśnie było. No i później Unia musiała wszystkich ratować przez KPO. I nikt się Panie nie zorientował, tzn prawie nikt bo Pan Redaktor przejrzał tych złodziei na wylot.

Admin
20 dni temu
Reply to  Mario

W strefie euro inflacja była jednak dwa razy mniejsza ;-). W Polsce – są na to dane – covidowy druk pieniędzy w stosunku do PKB był jednym z największych na świecie. Czyli rząd najmniej dbał o posiadaczy oszczędności. Za to jest kara chłosty.

Mario
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Macieju, tępi Pan populizm, i słusznie, a sam Pan wrzuca populistyczne kawałki. Inflacja w strefie euro to nic innego jak średnia. Były kraje z połową inflacji polskiej ale były też kraje z porównywalną (Litwa, Łotwa, Estonia, Słowacja) lub niewiele niższą (Belgia, Holandia, Grecja, Portugalia). Poza tym, jeżeli już mamy trzymać się faktów to za dodruk chłosta należy się przede wszystkim Glapińskiemu a nie Morawieckiemu. Ponadto artykuł dotyczy długu a nie inflacji a tu już mamy kolejkę ministrów z nowego rozdania do potężnej chłosty 🙂

Admin
20 dni temu
Reply to  Mario

A to pełna zgoda. Natomiast Glapiński drukował, żeby się przypodobać Morawieckiemu. Więc chłosta dla obu ;-)). A poza tym to koledzy Morawieckiego z BGK i PFR drukowali te obligacje, które kupował potem PKO BP i natychmiast sprzedawał do NBP. Raczej jest konsensus w świecie, że covidowe drukowanie mieliśmy „rozpuszczone jak dziadowski bicz” 😉

Ppp
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

A ile wynosiła zsumowana inflacja w latach 1990-1995? 30% robili w dwa MIESIĄCE, a nie osiem lat. A to byli podobno ci „mądrzy”.
Pozdrawiam.

Admin
20 dni temu
Reply to  Ppp

Oni raczej „sprzątali” po komunistach. Inflacja w latach 1990-1995 to był efekt bankructwa komunizmu

Aleks
20 dni temu
Reply to  Maciek

Tyle ze im wiecej dlugu krajowego w kraju tym większa ochota zeby go „nie splacac”.
A wszyscy wiemy co sie stało z obligacjami sprzed 2 wojny światowej…splacono tylko wierzycieli zagranicznych,a krajowi mogli sobie kuponami wytapetowac pokój.

Admin
20 dni temu
Reply to  Aleks

Owszem, jest pokusa. Ale lepsze to, niż wisieć na pasku zagranicznych spekulantów…

Jarek
21 dni temu

Obawiam się, że wśród rządzących obowiązuje przekonanie, że nawet jeśli agencje ratingowe obniżą nam ocenę, to polskie banki i tak będą kupować obligacje skarbowe, więc nawet to może nie skłonić decydentów do refleksji i zmiany podejścia w temacie zadłużenia.

Admin
20 dni temu
Reply to  Jarek

To prawda, będą kupować. A jak nie będą chciały, to się podwyższy podatek bankowy (którego się nie płaci od zakupów obligacji) i już będą chciały. To jest dość ryzykowna sytuacja

Paweł
21 dni temu

Problemem są tzw „elity” polityczne , nie tylko dlatego że to one sprawiły że sytuacja jest jaka jest . Większym problemem z nimi jest to że od wielu lat nie mają chęci , odwagi itp żeby wdrożyć poważne reformy które zmieniły by sytuację . A takich reform do zrobienia jest wiele , choćby w służbie zdrowia , systemie emerytalnym , administracji państwowej , programach socjalnych itd . To ciężkie i bolesne reformy ale im szybciej się je zacznie tym lepiej , czas tu tylko działa na nie korzyść . Ale żadna ekipa nie chce tego zrobić i nawet nie widać… Czytaj więcej »

Admin
20 dni temu
Reply to  Paweł

Politycy nie chcą zrobić tych reform, bo większość społeczeństwa ich nie chce. To jest jedyna przyczyna…

Paweł
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie chce bo nie wierzy w ich skuteczność , a nie wierzy w ich skuteczność bo nie wierzy politykom na co sobie ciężko zapracowali przez długie lata

Admin
20 dni temu
Reply to  Paweł

No, ale takie stękanie, że politykom nie można wierzyć, to nie jest sposób na wyjście z kłopotów. Bo to z kolei powoduje, że do polityki idą tylko ludzie, którzy do niczego innego się nie nadają, nieudacznicy życiowi. Kto mający mózg i sukces zawodowy chciałby uprawiać zawód, którego ludzie nie szanują?

Stef
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Czy wiekszość społeczeństwa nie chce likwidacji przywilejów mundurówki albo Krus? Ma Pan link do ankiety/badań potwierdzających tę śmiało tezę?
Czu to tylko Pana redaktora widzi mi się?

Admin
19 dni temu
Reply to  Stef

To akurat większość by poparła. Niestety postulatów byłoby więcej. I jeśli z pięciu postulatów każdy nie spodobałby się innej mniejszościowej części, to z tych mniejszości zebrałaby się większość, która by wywiozła reformatora na taczkach. Piszę to z bólem, bo nie świadczy to o nas dobrze

Xxx
18 dni temu
Reply to  Stef

Większość społeczeństwa chce likwidacji uprawnień emerytalnych dla mundurówki, generalnie większość Polaków przyjęłaby przepis „każdy kto zarabia więcej ode mnie płaci 72% podatku od nadwyżki”. Bo większości Polaków nie zależy zeby praca mundurowki byla uczciwie wyceniona tylko żeby bylo jak najtaniej. Co gorsza wielu Polaków myslu, że emerytura policyjna to taki owocowy czwartek, który firma może wycofać i nikt płakać nie będzie. Jak zlikwidujesz dodatkowy benefit emerytalny to ludzie uznają warunki pracy za nieatrakcyjne i pójdą pracować w inne miejsca, więc na koniec dnia zamienisz emeryturę czyli płacenie policjantowi za kilkadziesiąt lat pod warunkiem, ze przepracował wszystkie lata oraz nie ma… Czytaj więcej »

Aleks
20 dni temu

Za duzo socjalu dla nierobów. Nie wnikajac w szczegoly problemem sa zbyt duże wydatki: – 800+ – 13tki i 14tki (oderwane od stazu pracy a zależne od dochodow emeryta) te kwoty rocznie to 110 mld zł…zatem program SAFE to tylko 1,5 roku placonego socjalu (!) Dodajmy do tego doplaty do KRUS i emerytur resortowych z bardzo dużymi przywilejami – tu powinno byc ograniczenie kwotowe np.nie wiecej niż 2x średniego wynagrodzenia. Przykład patologii: Krystyna P.z TK pobiera 30 tys zl miesiecznie + 10 tys zl z ZUSu, KG Policji zarabia 48 tys zl m-cznie…(ile emerytury dostanie ??? Min.30 tys miesiecznie lub… Czytaj więcej »

Admin
20 dni temu
Reply to  Aleks

Tak, dobre wnioski, zwłaszcza z tymi emeryturami to jest bomba, która wkrótce wybuchnie

Xxx
18 dni temu
Reply to  Aleks

„Za duzo socjalu dla nierobów. Nie wnikajac w szczegoly problemem sa zbyt duże wydatki: – 800+” Hahahhahaa nierób nie zrobił sobie dzieci bo dobrze wie, że te 800 zł co na nie dostanie to wyda przed połową miesiąca i cwaniakuje:D Lenistwo to właśnie unikanie nisko płatnej pracy rodzica, przynoszącej indywidualne straty finansowe. A socjalem jest to, że dalej nie wprowadzono wam podatku tytułem utraconych wpływów PIT, CIT, VAT w związku z nieposiadaniem dzieci. Nie ukrywajmy ale wplywy PIT, CIT, Vat które ma polska dzięki osobą bezdzietnym które umarły do 2025 roku wynoszą zero. Te osoby sobie żyły, płaciły niskie podatki… Czytaj więcej »

Last edited 18 dni temu by Xxx
Aleks
17 dni temu
Reply to  Xxx

„szybko wpychają u rodziców w 32% próg”
???
Ktos chyba mocno zabalował, albo pali wyjatkowo mocne zioło …
„Ulga dla rodzin wielodzietnych (4+): Zwalnia z podatku PIT przychody do kwoty 85 528 zł rocznie dla każdego pracującego rodzica lub opiekuna.
Wspólny limit małżonków: W przypadku małżeństw limit ten sumuje się do kwoty 171 056 zł przychodu zwolnionego z podatku.”

Xxx
15 dni temu
Reply to  Aleks

„Ktos chyba mocno zabalował, albo pali wyjatkowo mocne zioło …” Przede wszystkim chciałem Ci pogratulować. Jesteś pierwszą osobą którą znam, która zdecydowała się na posiadanie 4 dzieci zmotywowaną zwolnieniem z podatku PIT, która mówi, że te dodatkowe pieniądze to dużo. Gratulacje przyjacielu tak trzymać, niech więcej ludzi zrobi sobie 4 dzieci, prauje ciężko, bo z lekkiej pracy za minimalną krajową nie otrzymasz takiej dużej rodziny, i odlicza te drobne kwoty ze swojego PIT. To dużo lepsze niż gdybyś był bezdzietnym, który dużo częściej niż rodzic stwierdza,. że styknie mu gdy zarabi minimalną krajową za lekką pracę i zapłaci od niej… Czytaj więcej »

Grzegorz
20 dni temu

Dobry obiektywny artykuł. Komentarz dla „zasięgu”. Sugeruje przyjrzeć się również temu co rządy robią/NIE ROBIĄ w kierunku zwiększenia dochodów Państwa.

Admin
20 dni temu
Reply to  Grzegorz

Komentarze nie zwiększają „zasięgu”. W sensie: zwiększają tym, że są, ale nie zwiększają z tego powodu, że mają konkretną treść 😉

Grzegorz
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Wiem, wiem:) Ale osobiście jak widze artykuły z dużą ilością komentarzy bo bardziej zachęca mnie do przeczytania. Niestety nie czytam wszystkich artykułów SoF… 😉

Admin
20 dni temu
Reply to  Grzegorz

Z całą pewnością komentarze bywają nawet ciekawsze niż teksty, co mnie nie martwi, bo oznacza, że społeczność ma wysoki poziom mądrości 😉

Zbigniew
20 dni temu

Panie Macieju a czy aktualnie główna petla na szyję (SAFE) to nie będzie dodatrkowo dla gospodarki „efekt stłuczonej szyby”? Czy ta potłuczona szyba nie „pobije popytu” na inne dobra?
Co do Pana opinii nt. „okradania” – okradanie inflacją to już od wielu lat wynalazek międzynarodowy a w Polsce w abstrakcji od tego kto akurat rządzi.
Prostacki ekonomicznie sposób – taka kula sniegowa – przy wyższej inflacji wyższe nominalnie wpływy. Emerytury, obligacje, pensje min. i inne etc. rewaloryzowane/wyliczone z rocznym opóxnieniem etc. Więc jakoś to się kręci.

Admin
20 dni temu
Reply to  Zbigniew

To prawda, dlatego rządy nie mają powodu, żeby walczyć z inflacją na poziomie 3-5% rocznie, która bardzo szybko okrada ludzi z wartości ich pracy i oszczędności, ale wygląda niegroźnie. A usłużni politykom prezesi banków centralnych bredzą, że 3-4% inflacji to „prawie w celu” i że nie trzeba się przejmować. Co do SAFE to wydaje mi się, że jest to problem na tyle odroczony, że raczej nie będzie kroplą, która przeleje czarę. Albo będzie już i tak źle i czara dano będzie przelana, albo będzie dobrze i wtedy koszt SAFE będzie niezauważalny w coraz większym budżecie państwowym.

Xxx
18 dni temu
Reply to  Zbigniew

Super jest pod jednym artykułem czytać, że inflacja jest zaniżana bo rzadowi się to opłaca. A pod drugim, że inflacja jest pompowana bo rządowi się to opłaca.
Od razu wiadomo, że ludzie mają to doskonale przemyślane i mają stabilne poglądy.

Mike
19 dni temu

Czyli co, wyjście inflacyjne ? 😉

Admin
19 dni temu
Reply to  Mike

Chyba, że uda się ustabilizować dług w okolicach 75% PKB

kuba
18 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

dług to nam ustabilizuje wojna i zaczniemy od zera ale po rosyjsku.

Admin
18 dni temu
Reply to  kuba

Myślę, że Putin jest zbyt wielkim przegrywem, a rosyjska gospodarka w zbyt kiepskim stanie, żeby to się mogło wydarzyć. Putin nie jest w stanie zająć nawet Donbasu. Niestety nie ustabilizuje nam też długu 😉

Janek
16 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Obawiam się, że z nami poszłoby mu dużo łatwiej…

Admin
16 dni temu
Reply to  Janek

Ale nie pójdzie, bo nie potrafią przeskoczyć tylu oczek na planszy

Rado
16 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

W dalszym ciągu mają atom…

Derko
19 dni temu

Pytanie, które nie padło, jest takie: czy kupować nadal detaliczne obligacje dla suwerena? Czy zmniejszyć ich procentowy udział w inwestycjach? Tak samo z funduszami obligacyjnymi – jest ryzyko, że coś się źle zacznie dziać, to zanotują straty. Więc może cosik kapitału wycofać, bo jak mówi p. Kuczyński, kryzys zadłużenia kiedyś wystrzeli (na całym świecie) i on tego nie chce chce dożyć….brrrr…

Admin
18 dni temu
Reply to  Derko

Nigdy nie warto stawiać wszystkiego na jedną kartę. 10-letnich obligacji mam trochę w portfelu, ale mam też trzyletnie oraz sporo zagranicznych i korporacyjnych. Myślę, że warto obserwować sytuację, ale nie ma co panikować.

remi
18 dni temu

Najzabawniejsze, że wszyscy prognozujacy zakladają, iż w najbliższej dekadzie nadal bedzie trwala globalna hossa, nie nastapi zaden kryzys finansowy, zadne zalamanie wycen aktywow. A wiadomo, ze akcje w USA, skad rozchodzi sie wiekszosc szokow finansowych, sa obecnie na poziomach wycen poprzedajacych duze spadki. Jedna Nvidia ma kapitalizacje na poziomie ok. 5 bln USD, czyli niewiele ponizej kapitalizacji wszystkich brytyjskich i niemieckich spolek razem wzietych. Zarowno wartosc zadluzenia publicznego i prywatnego jak kapitalizacja rynku akcji w stosunku do PKB sa na rekordowych poziomach. Ryzyko, ze cos pojdzie nie tak, jest bardzo wysokie. A my jedziemy z budzetem bez jakiejkolwiek zakladki. Czeka… Czytaj więcej »

Admin
18 dni temu
Reply to  remi

Tak, jedziemy bez żadnej zakładki na nieprzewidziane wydarzenia. Ryzykowne

Cherubin
17 dni temu

„CPN” też ujmuje z budżetu sporą sumkę. Powinien być jak najszybciej zakończony, bo ceny ropy spadły.

Admin
17 dni temu
Reply to  Cherubin

No, 17 mld zł w skali roku, masakra

Gutwand
17 dni temu

Uśmiechamy się brygada, no co jest…!!!?

Admin
17 dni temu
Reply to  Gutwand

Brygada to się uśmiechała jak rząd p. Morawieckiego okradał Polaków inflacją na 30% wartości ich oszczędności. Przypominam, że w czasie rządów poprzedniej koalicji zadłużenie Polski nominalnie wzrosło o bilion złotych (prawie). A w relacji do PKB nie wzrosło tylko dlatego, że rząd okradł Polaków inflacją. Niewykluczone, że teraz skończy się tak samo, ale „uśmiechamy się brygada” na razie powinno się odnosić do tego złodziejstwa, które już się odbyło, nieprawdaż? 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu