Analitycy się dziwią, a niektórzy czytelnicy „Subiektywnie o Finansach” węszą spisek. Zaskakująco niskie dane o inflacji opublikowane w piątek przez Główny Urząd Statystyczny – tylko 3,1% w skali roku – to rzecz dla wielu podejrzana. Przecież wszędzie słyszymy, że drogie paliwo musi przełożyć się na ceny wszystkiego, podobnie jak rosnąca płaca minimalna. Czujemy w portfelach, że wydajemy w sklepach coraz więcej. A GUS podaje, że w maju – w porównaniu do kwietnia – ceny… spadły o 0,3%. Czy to możliwe?
Ogłoszone w piątek dane dotyczące inflacji zadziwiły większość analityków. Spodziewali się kolejnego wzrostu inflacji – wszak kryzys w Zatoce Perskiej wciąż pompuje ceny ropy naftowej i gazu, co musi przełożyć się na ceny w całej gospodarce – a tymczasem polski urząd statystyczny zaraportował… spadek cen o 0,3% w porównaniu do poprzedniego miesiąca. W kwietniu inflacja wynosiła 3,2%, zaś analitycy spodziewali się jej wzrostu w maju do 3,7%, zdarzały się też przewidywania sięgające 4%. Zamiast tego Główny Urząd Statystyczny podał, że majową inflację mieliśmy niższą – wyniosła tylko 3,1% w skali roku.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Wiosną zwykle nowalijki podbijają ceny. W tym roku nie?
Szczególnie zaskoczył spadek cen żywności – aż o 1% w ciągu miesiąca. „Dane sugerują, że efekty drugiej rundy związane ze wzrostem cen paliw pozostają jak na razie ograniczone” – komentowali analitycy Banku Pekao. Te efekty drugiej rundy to wyższe żądania płacowe w wyniku rosnących cen oraz jeszcze szybciej rosnące ceny dyktowane przez handel w odpowiedzi na te żądania płacowe. To się na razie nie dzieje. Mamy najniższy wzrost płac od kilku lat.
„Ceny żywności sezonowo w maju zazwyczaj rosną – tymczasem w tym roku GUS zaraportował ich spadek. Ceny „nowalijek” lubią zamieszać w wiosennych odczytach cen żywności, jednak tegoroczny majowy ich spadek był najgłębszym widzianym w tym miesiącu od co najmniej 15 lat„
– piszą analitycy Pekao. I obawiają się, że to po prostu efekt przesunięcia wejścia na rynek polskich owoców i warzyw (które są zdrowsze i smaczniejsze, ale znacznie droższe od zagranicznych). „Spodziewamy się, że za niskim odczytem cen żywności stały głównie warzywa” – zdają się potwierdzać tę hipotezę analitycy PZU. Opublikowane przez GUS dane analitycy XTB ocenili jako „bezprecedensowe”.

Inflacja na poziomie 3,1% w skali roku to odczyt o 0,5 punktu procentowego niższy od tzw. konsensusu wynikającego z prognoz analityków, a więc ze średniej przewidywań ludzi, którzy prawie niczym innym się nie zajmują. „Tak duże odchylenia od prognoz zdarzają się niezwykle rzadko, nawet w niestabilnym otoczeniu makroekonomicznym”. Spadek cen żywności o 1% w ciągu zaledwie miesiąca jest – ich zdaniem – szokujący.
„Spadki tego pokroju obserwowaliśmy historycznie w miesiącach letnich (czerwiec-sierpień), w maju taka sytuacja nie miała jednak jeszcze nigdy miejsca (zarówno w przypadku całego koszyka, jak i cen żywności). Mówimy tu o okresie ostatnich 36 lat”.
Skutki niskiej inflacji to mniejsze prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych – od razu spadły rentowności polskich obligacji skarbowych notowanych na giełdach. Inwestorzy spodziewają się teraz stabilnych stóp procentowych przez sporo kolejnych miesięcy. Poniżej wykres pokazujący jakich odsetek inwestorzy żądają za obligacje 10-letnie.

Natychmiast ożywili się natomiast ci, którzy od dłuższego czasu podejrzewają, że GUS – najpewniej na polecenie rządu – sztucznie zaniża inflację, żeby nie musieć waloryzować rent i emerytur, płac w budżetówce i żeby mniej odsetek płacić za obligacje. Pan Aleks węszy spisek na wysokim szczeblu: „Przecież to norma od lat – niby prawie nie ma inflacji, a ceny w sklepach przez rok wzrosły minimum o 5%. Manipulacja koszykiem inflacyjnym to standard” – pisze pan Aleks, nie podając wszakże źródła informacji o tej „prawdziwej” inflacji.
„Kabaret. GUS podał szacunkowy odczyt inflacji pokazując spadek cen o 0,3% w stosunku do kwietnia przy spadku cen paliw i żywności. A przecież średnia cena paliw na stacjach była o ok. 5% wyższa niż w kwietniu. Każdy widzi, że GUS bierze dane z sufitu. Przecież przy takich manipulacjach i zakłamywaniu rzeczywistości nie ma sensu inwestować w antyinflacyjne obligacje skarbu państwa. Czy są jakieś instytucje, które kontrolują GUS? Czy ktoś może ponieść odpowiedzialność za fałszowanie danych i okradanie obywateli? Dno i granda”
– wścieka się kolejny czytelnik, który zapewne obawia się niższego oprocentowania swoich obligacji antyinflacyjnych Czyli 10-letnich, „płacących” tyle, ile wynosi inflacja plus 2 punkty procentowe oraz 4-letnich, „płacących 1,5 punktu procentowego powyżej inflacji ogłoszonej w poprzednim miesiącu za jeszcze poprzedni miesiąc.
Komu zależy na zaniżaniu wskaźnika inflacji w GUS?
Z tymi cenami na stacjach benzynowych to nie do końca jest tak, jak pisze czytelnik. Miesiąc temu litr oleju napędowego był po 7,01 zł, zaś litr benzyny E-95 był po 6,13 zł. Dziś litr oleju napędowego kosztuje średnio 6,58 zł (a więc aż o 6% mniej niż miesiąc temu), zaś litr benzyny E-95 średnio kosztuje 6,27 zł. To drożej, ale tylko o 2%. Generalnie więc – jeśli weźmiemy pod uwagę, że oleju napędowego zużywamy w skali kraju kilka razy więcej, niż benzyny – można powiedzieć, że wydatki spadły (choć jeśli wziąć tylko wydatki konsumentów, to pewnie było płasko).
„Nie chodzi tylko o dzisiejszy odczyt. GUS manipuluje od wielu miesięcy. Przyjrzyjcie się jak zmieniły się odczyty inflacji po zmianie metodyki jej liczenia przez GUS od stycznia 2026 roku” – namawia pan Maks. Rzeczywiście, raz w roku polski urząd statystyczny zmienia koszyk inflacyjny (czyli skład modelowego portfela zakupów) i przeważnie budzi to kontrowersje. A w tym roku zmienił też sposób liczenia inflacji. Wskaźnik CPI (inflacji konsumenckiej) oraz HICP (inflacji według standardów unijnych) jest obliczany według nowej klasyfikacji COICOP 2018, która zastąpiła dotychczasową wersję z 1999 r. [CIĄG DALSZY ANALIZY PONIŻEJ]
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
To nowa, bardziej szczegółowa klasyfikacja wydatków gospodarstw domowych. Jej wpływ na zmianę wskaźnika inflacji jest szacowany na 0,1-0,3 punktu procentowego, a więc raczej niewiele. Tym niemniej jakieś zmiany z tego wynikają i posiadacze obligacji, których oprocentowanie zależy od wskaźnika inflacji, są podejrzliwi. Czy słusznie?
Przede wszystkim: nie ma jednej, „centralnej” inflacji dla wszystkich. Każdy z nas ma swoją, prywatną inflację, której wartość przeważnie nie ma wiele wspólnego z tą oficjalną. Ale uśrednione dane GUS też są potrzebne, bo w oparciu o nie ustala się wiele rzeczy w gospodarce – od waloryzacji emerytur po oprocentowanie obligacji. Gdyby rząd mógł inflacją sterować, to chciałby mieć ją z jednej strony na poziomie umiarkowanym (bo wtedy rosną przychody z podatków), a z drugiej strony – jak najniższym (bo wtedy mniej płaci za własne długi i nie musi waloryzować różnych rzeczy zbyt wysoką stawką).
Jeśli więc piszecie w komentarzach i e-mailach, że rząd – za pomocą prezesa GUS – „fałszuje” inflację (czyli ją zaniża), to jest to o tyle kontrowersyjna teza, że w zasadzie trudno powiedzieć jaka inflacja dla rządu byłaby dobra: bardziej 2% czy bardziej 4-5% w skali roku? Wbrew pozorom to nie jest takie oczywiste: przy tak wielkiej dziurze budżetowej, jaką mamy, wyższa inflacja jest błogosławieństwem, przynajmniej dopóki nie to zarzyna gospodarki – rząd nakłada na ludzi „podatek inflacyjny” i spłaca nim zaciągnięte przez siebie długi. Po co więc miałby zaniżać inflację?
Sceptycy powiedzą: to nie chodzi o „prawdziwą” inflację, lecz o tę raportowaną, która służy do waloryzowania niektórych wynagrodzeń, świadczeń, emerytur, oprocentowania obligacji. Gdyby „prawdziwa” inflacja była wyższa niż ta raportowana, to rząd mógłby korzystać z możliwości jakie daje „podatek inflacyjny” (czyli zbierać więcej pieniędzy z podatków), ale nie płacić kosztów inflacji (wynikających z różnych waloryzacji).
„Jak oni to liczą?”. Sprawdzam inflacyjny spisek „spożywczy”
Poza argumentem nawiązującym do logiki wydarzeń jest jeszcze rzeczywistość cen w sklepach. Czy rzeczywiście „wszystko drożeje”? Pewną podpowiedź daje w tym zakresie spożywczy koszyk cenowy, prowadzony wspólnie przez portal DlaHandlu.pl oraz PortalSpożywczy.pl. A więc przez dwa miejsca w internecie poświęcone głównie branży handlowej. W koszyku znajduje się 50 popularnych towarów, które prawdopodobnie znajdują się w naszych koszykach zakupowych – dla każdego sklepu takich samych (ewentualnie możliwie najbliższych zamienników).
Są to napoje (sok jabłkowy, woda niegazowana, piwo, herbata), rzeczy na śniadanie (kawa, czekolada, płatki do mleka, dżem), nabiał (masło, ser biały, ser żółty, jogurt, jajka, śmietana, margaryna, olej), ketchup, musztarda, cukier, mąka, sól, dwa rodzaje makaronu, mięso i ryby (parówki, polędwica, kurczak, schab, kiełbasa, śledź), owoce (jabłka, cytryny, pomarańcze, pomidory, papryka, pieczarki), no i rzeczy do kuchni (papier toaletowy, ręczniki papierowe, płyn do naczyń, mydło, pasta do zębów, płyn do czyszczenia, szampon, proszek do prania).
Ceny zbierane są przez ankieterów lub podawane przez sklepy i weryfikowane przez audytorów. Dla każdego z największych miast wystawiany jest ranking najtańszych sklepów. Przeważnie w ostatnim czasie wygrywa go francuska sieć Auchan, zaś najwyższe ceny ostatnio ma Żabka lub Carrefour Express. Najwięksi antagoniści polskiego rynku spożywczego – Lidl i Biedronka – przeważnie idą ramię w ramię (albo raczej łeb w łeb), z niemal identycznymi wartościami całych koszyków – i wcale nie są najtańsi na rynku.
Ceny nie są spisywane tego samego dnia, lecz falami, w okresie kilkunastu dni. Dlatego okres porównawczy jest raczej z dokładnością do tygodnia-dwóch, niż co do dnia. Można spojrzeć na statystyki i znaleźć wskazania historyczne, czyli wyniki poprzednich fal dla poszczególnych sieci handlowych i sklepów z poszczególnych miast. I właśnie na tę rzecz spojrzałem, żeby ustalić czy GUS rzeczywiście może fałszować rzeczywistość. Portale DlaHandlu.pl i PortalSpożywczy.pl nie mają żadnego interesu, by zaniżać ceny. [CIĄG DALSZY ANALIZY PONIŻEJ]
——————————
CZYTAJ WIĘCEJ O ZAKUPACH:
Co wynika ze statystyk? Otóż w najtańszej sieci, czyli sklepach Auchan, koszyk 50 produktów w ciągu ostatniego roku potaniał z 394 zł do 371 zł, czyli o prawie 6%. W niemal najdroższej sieci Żabka ten sam koszyk produktów rok temu kosztował 599 zł, a dziś jest to od 593 zł (np. w Gdańsku) do 597 zł (np. w Warszawie). Różnice są minimalne, ale raczej pokazują symboliczny spadek cen, niż ich wzrost.
U największych antagonistów – w sklepach Lidla i Biedronki – ceny i ich zmiany są bardzo podobne. W Biedronce zauważono spadek cyferek na wywieszkach cenowych w ciągu ostatnich 12 miesięcy z 427 zł do 410 zł (a więc o niecałe 4%), zaś w Lidlu spadek z 422 zł do 402 zł, czyli o równe 20 zł (w przeliczeniu na procenty będzie ok. 5%). Na koniec sprawdziłem jeszcze sieć Netto w kilku największych metropoliach. Tutaj koszyk potaniał z 461 zł do 446 zł, a więc o mniej więcej 3%. Zatem spadek cen w sklepach to nie wymysł GUS, ani fatamorgana. On rzeczywiście następuje.
Jest też inne narzędzie mierzące ceny. To raport UCE Research obejmujący ponad 48 000 sklepów. Wynika z niego, że w kwietniu (danych za maj ze zrozumiałych powodów jeszcze nie ma) ceny codziennych zakupów były o 3,7% wyższe niż rok wcześniej (w lutym i marcu ten wskaźnik pokazywał wzrost o 3,8% w skali roku). Wskaźnik UCE Research mierzy jednak nie tylko ceny żywności – jeśli wyjąć tylko „spożywkę”, to roczny wzrost cen podliczono na 3,3%.
To symbolicznie mniejszy roczny wzrost cen w sklepach, niż był w poprzednim miesiącu, co sugeruje, że w kwietniu ceny żywności w sklepach były takie, jak w marcu. Jak było w maju? Tego nie wiemy, bo UCE Research nie podaje żadnych „szybkich szacunków”, jak GUS w przypadku inflacji, ale jest całkiem możliwe, że było podobnie.
To nie spisek, to oszczędność? Konsumenci nie wydają już więcej
Jak więc tłumaczyć fakt, że co innego nam się wydaje, a co innego pokazują oficjalne dane? Z powyżej cytowanych wyliczeń wynika, że jeśli mamy w głowach drożyznę na zakupach spożywczych, to raczej jest to złudzenie optyczne lub rzeczywisty wzrost naszych wydatków, ale… wynikający z większych zakupów (bo na więcej nas stać) bądź ze zmiany nawyków i kupowania w droższych miejscach (np. na bazarkach, gdzie przeważnie jakość produktów jest premium, a ceny – w odróżnieniu od tego, co widzimy w supermarketach – raczej rosną, niż spadają.
Omawiając jakiś czas temu wyniki finansowe sieci sklepów Dino zastanawialiśmy się czy agresywna walka o klienta między sieciami dyskontów (słynny bój na reklamy Biedronki i Lidla) oraz pomiędzy dyskontami a mniejszymi marketami mogła doprowadzić do sytuacji, w której ceny produktów spadły. [CIĄG DALSZY ANALIZY PONIŻEJ]
CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIM KONSUMENCIE:
Porównanie wartości sprzedaży największych sieci do inflacji żywnościowej pokazuje niepokojący fakt: wartość sprzedaży w ujęciu realnym w „starych” sklepach – czyli bez uwzględnienia efektów otwierania nowych placówek – niemal przestała rosnąć (a więc Polacy nie wydają w sklepach więcej pieniędzy, gdy uwzględnimy inflację). Klienci stali się bardziej wybredni, ale też podchodzą do zakupów bardziej selektywnie.
Ostatnie niezbyt łatwe lata zachęciły, a może nawet zmusiły Polaków, do stosowania bardziej racjonalnego podejścia do zakupów, również tych spożywczych. Niski wzrost płac, niepewność przyszłości, rosnące (wolno, ale jednak) bezrobocie, większa skłonność do oszczędzania, rosnące nasycenie rynku sklepami, być może też większe rozwarstwienie dochodów (postępująca koncentracja bogactwa) to mogą być czynniki, które – w powiązaniu z niskimi cenami energii i nadprodukcją wielu produktów – powodują, że o ile usługi drożeją przez cały czas, to żywność zaczęła tanieć. Czy też to zauważyliście w sklepach, z których korzystacie?
——————————
CZYTAJ WIĘCEJ O SKLEPACH:
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
———————————
ZOBACZ NASZE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Raz w tygodniu „Magazyn Subiektywnie o Finansach”, a poza tym rozmowy z mądrymi ludźmi o inwestowaniu, komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
——————————
CZYTAJ, TO TEŻ CIEKAWE:
——————————
zdjęcie tytułowe: FinanceVisual, Jerzy Górecki, Pixabay















