Bardzo podobnie do usługi Jush wypadł Lisek. Tutaj same produkty kosztowały 34,31 zł, a więc praktycznie tyle samo co w Jush. Różnicę zrobił model opłat: 3,99 zł opłaty serwisowej, 1,98 zł za torbę, 7,99 zł za dostawę, obniżone rabatem o 3 zł (który, zakładam, nie każdy zawsze dostanie), plus 1 zł kaucji. Łącznie wyszło 46,27 zł (49,27 bez rabatu), czyli 18,56 zł więcej niż w Biedronce (łącznie z promocją). W procentach to około 67% dopłaty za komfort i szybkość.

Najciekawiej wypada Frisco, bo tu widać, jak bardzo można pomylić tańszy koszyk z tańszymi zakupami. Same produkty kosztowały 32,40 zł, czyli najmniej ze wszystkich aplikacji. Gdyby patrzeć tylko na ceny towarów, można by uznać Frisco za zwycięzcę. Ale końcowy rachunek mówi coś zupełnie innego.
Dostawa kosztowałaby 17 zł, pakowanie 4,95 zł. Finalnie zapłata wyniosłaby aż 55,85 zł, czyli 28,14 zł więcej niż w Biedronce. Mówię, wyniosłaby, ponieważ minimalny koszyk we Frisco to 100 zł: od takiej kwoty można złożyć zamówienie. Plusem Frisco jest na pewno znacznie szersza oferta produktowa niż w przypadku Liska czy Jush.
Warto wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy – we Frisco na dostawę trzeba zaczekać nieco dłużej. Gdy sprawdzaliśmy usługę około godz. 9.00 rano, najbliższy termin dostawy był dopiero na 20:00–21:00. Lisek i Jush rozwiązują problem typu „skończyło się masło i woda, potrzebuję tego za 30 minut”. Frisco działa raczej jako supermarket online do większych, planowanych zakupów z wyprzedzeniem.

Mocne strony każdej z platform. Jak opłaca się robić zakupy?
Przy małych zakupach żadna z tych platform realnie się nie opłaca cenowo, bo właśnie wtedy koszty dodatkowe mają największy udział w rachunku. To nie jest kwestia tego, że jedna aplikacja „jest dobra na szybkie zakupy”, tylko że mały koszyk najmocniej obnaża procentową cenę wygody. Przy zakupach za około 30 zł dopłata za samą usługę sięgała kilkunastu złotych, czyli ponad połowy wartości produktów.
Właśnie dlatego te aplikacje zaczynają mieć sens dopiero wtedy, gdy wartość koszyka rośnie szybciej niż koszty stałe dostawy i pakowania. Jeśli zamiast kilku rzeczy kupujesz produkty na dwa, trzy dni za 80–120 zł, te same 7–10 zł za dostawę przestają być aż tak bolesne procentowo. Wtedy wygoda kosztuje już nie 60–70% wartości koszyka, tylko bliżej kilku, kilkunastu procent.
To szczególnie dobrze widać we Frisco. Przy małym koszyku ta platforma wypada najgorzej właśnie dlatego, że działa jak supermarket do większych zakupów, a nie szybki sklep „na brakujące rzeczy”. Minimalna wartość koszyka 100 zł i bardziej odległe sloty dostawy pokazują, że ten model został zaprojektowany pod tygodniowe zakupy rodzinne. W takim scenariuszu 17 zł za dostawę rozkłada się na znacznie większy rachunek i przestaje podwajać koszt. Przy zakupach za 400 złotych dla całej rodziny, na które zeszłoby mnóstwo czasu, realnie dopłacamy niewiele, a oszczędność czasu jest ogromna.
Mocną stroną Liska i Jush nie jest więc „opłacalność przy małych zakupach”, tylko szybkość i wygoda w sytuacji awaryjnej. Jeśli czegoś zabrakło i potrzebujesz tego natychmiast, płacisz nie za cenę produktów, lecz za rozwiązanie problemu. Z finansowego punktu widzenia to nadal się nie opłaca, ale może być racjonalne życiowo, jeśli alternatywą jest 40 minut wyjścia do sklepu.
Najuczciwszy wniosek brzmi więc tak: im mniejszy koszyk, tym mniej opłacalne są zakupy online. Te platformy zaczynają bronić się ekonomicznie dopiero przy większych, bardziej zaplanowanych zakupach, gdy koszt dostawy staje się małym dodatkiem do dużego rachunku, a nie jego połową. Rzecz w tym, że poniekąd pod mniejsze zakupy zostały zaprojektowane.
Wiemy, ile kosztuje wygoda, ale czy warto za nią dopłacać?
W przypadku małego koszyka, takiego jak szybkie uzupełnienie lodówki, zakupy z dostawą do domu niemal nigdy nie wygrywają cenowo z fizycznym sklepem. Nawet najtańsza opcja online oznacza dopłatę rzędu kilkunastu złotych. Jeśli taki „mały koszyk ratunkowy” robimy dwa, trzy razy w tygodniu, miesięcznie robi się z tego 150–200 zł dodatkowego kosztu.
Czy to oznacza, że zakupy online się nie opłacają? Niekoniecznie. W rzeczywistości kupujemy nie tylko jedzenie, ale też czas. Jeśli wyjście do sklepu zajmuje 40 minut, a aplikacja oszczędza nam ten czas, dopłata 15–20 zł może być racjonalna. Szczególnie dla osób pracujących dużo, z małymi dziećmi albo mieszkających dalej od dużego sklepu.
Największym kosztem nie są same produkty, tylko opłaty wokół nich. Dostawa, pakowanie, torby, opłaty serwisowe i kaucje potrafią podnieść rachunek o połowę, a czasem nawet więcej. W praktyce więc pytanie nie brzmi, gdzie masło jest tańsze, lecz czy oszczędność 30–40 minut jest w mojej konkretnej sytuacji warta 18 zł.
Warto też na koniec dodać, że takie aplikacje są fajne i potrzebne, bo nieraz mogą ułatwić życie. Każda z nich składa się na digitalowe, wygodne i nowoczesne państwo, w którym żyjemy. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy od tej wygody się uzależniamy. Jeśli nie chcemy przepłacać za zakupy i liczymy każde możliwe oszczędności, Jush, Lisek czy Frisco nie powinny być dla nas substytutem zwykłej wycieczki do sklepu.
Dlatego aplikacje te najlepiej traktować nie jako alternatywę dla Biedronki, lecz jako usługę premium: płacimy więcej, ale w zamian kupujemy czas, wygodę i brak konieczności chodzenia po sklepie. W praktyce więc najbardziej opłaca się nie szukać „najtańszej aplikacji”, tylko dopasować sposób zakupów do sytuacji: małe zakupy nadal najlepiej robić po drodze w sklepie stacjonarnym, a większe i planowane zamówienia można przerzucać do online, gdzie koszt wygody procentowo przestaje aż tak boleć.
——————————-
CZYTAJ WIĘCEJ O ZAKUPACH:
——————————
CZYTAJ WIĘCEJ O SIECIACH HANDLOWYCH:

———————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
zdjęcie tytułowe: Pixabay










