Rozejm, a może nawet pokój na Bliskim Wschodzie? W Islamabadzie w Pakistanie trwają dziś amerykańsko-irańskie rozmowy pokojowe na najwyższym szczeblu od kilkudziesięciu lat. Niezależnie od tego, czy cieśnina Ormuz zostanie odblokowana, świat przez lata będzie odczuwał skutki wojny w Zatoce Perskiej. Logistykę i transport będzie znacznie łatwiej przywrócić, niż produkcję w zbombardowanych petrochemiach. Irańskie rakiety tuż przed rozejmem uderzyły w tę szczególnie ważną, bez której świat nie będzie już taki sam. Jakie będą konsekwencje zbombardowania kompleksu Jubail?
Wśród wielu wiadomości o ostrzałach i bombardowaniach, które dotknęły Iran ze strony USA i Izraela, a z drugiej strony – kraje arabskie Zatoki Perskiej ze strony Iranu, można było przeoczyć informację o zbombardowaniu przez Iran gigantycznego kompleksu petrochemicznego na terytorium Arabii Saudyjskiej. Dopiero z czasem poznamy prawdziwe znaczenie wojny w tym regionie dla całego globu, ale w przypadku petrochemii w Jubail – możemy poznać je wcześniej.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Jeśli prawdą jest, że Iran poważnie uszkodził kompleks petrochemiczny Jubail w Arabii Saudyjskiej, to wszyscy możemy mieć problemy. Informacji oficjalnych jest mało, ale o sprawie napisała ostatnio agencja Reuters. Jej dziennikarze operujący na miejscu zweryfikowali fakt ataku na tereny petrochemii i potwierdzili pożary. W mediach społecznościowych pojawiły się filmy pokazujące wybuchy na terenie zakładów.
Dlaczego to akurat miejsce miałoby być aż tak ważne i jaki wpływ na światową gospodarkę miałoby wyeliminowanie, choćby czasowe, produkcji w tym kompleksie petrochemicznym? Czy odczujemy to również my, oddaleni od bliskowschodniego teatru wojennego o wiele tysięcy kilometrów?
CZYTAJ TEŻ:
Dymy nad Jubail. Tak płoną kluczowe arabskie inwestycje
Już wiadomo, że odblokowanie cieśniny Ormuz nie zakończy konsekwencji wynikających z wojny w Zatoce Perskiej. Część infrastruktury bogatych w ropę i gaz państw z Zatoki Perskiej jest uszkodzona i będzie musiała zostać odbudowana, co może potrwać nawet kilka lat. Zaatakowano m.in. pola naftowe w Katarze i Kuwejcie oraz ropociąg do Morza Czerwonego, którym przynajmniej część ropy naftowej można transportować omijając cieśninę Ormuz.
Analitykami rynków surowcowych tuż przed ogłoszeniem rozejmu wstrząsnął komunikat. „Iran we wtorek zaatakował kompleks petrochemiczny Jubail w Arabii Saudyjskiej, serce sektora przemysłowego w tym kraju”. To był niemal ostatni moment na taki atak tuż przed upływającym ultimatum prezydenta Donalda Trumpa dla Iranu. USA groziły – jeśli cieśnina nie zostanie otwarta – zbombardowaniem wielu obiektów infrastruktury cywilnej, w tym kluczowych mostów, linii transportowych i przesyłowych, zakładów przemysłowych. Trump zagroził nawet, że „tej nocy zginie cywilizacja”.
W ostatniej chwili przywódcy Iranu zdecydowali się na rozmowy ze znienawidzonym przez nich amerykańskim prezydentem, ale… tuż przed tym zaatakowali Jubail – rozległe miasto przemysłowe, w którym znajduje się wiele ważnych zakładów petrochemicznych, w tym warta kilkadziesiąt miliardów dolarów inwestycja państwowego giganta naftowego Saudi Aramco. Znajduje się tam petrochemiczna spółka tego koncernu – SABIC.

Uderzenie w Jubail było nie tylko odwetem, ale i demonstracją siły i tego, że Iran jest zdolny do celnych ataków w samo przemysłowe serce swoich sąsiadów z regionu, którzy są sojusznikami USA. Zaś Ameryka nie potrafi ich obronić. Iran pokazał, że może skutecznie blokować cały obszar transportowy i logistyczny wykorzystywany przez petrodolarowe kraje – Arabię Saudyjską i emiraty z Zatoki Perskiej. I że może paraliżować ich zdolności produkcyjne. To wiszące nad regionem zagrożenie może już zresztą na trwałe pozostać w głowach inwestorów na całym świecie.
Jubail Industrial City to – pod względem powierzchni i skali rozbudowania instalacji produkcyjnych – największe na świecie miasto przemysłowe, które zostało założone w 1975 roku i znajduje się we wschodniej części Arabii Saudyjskiej, tuż nad Zatoką Perską. Zajmuje ponad 1000 km2 kwadratowych i na tym obszarze znajdują się wielkie zakłady przemysłowe, głównie petrochemiczne, lotnisko oraz obiekty portowe. Kompleks przyczynia się do wypracowywania około 7% PKB Arabii Saudyjskiej.

Co produkuje Jubail i dlaczego jest takie ważne?
Jubail jest jednym z najważniejszych na świecie ośrodków produkcji petrochemicznej. Poza regionem Jubail są jeszcze dwa kompleksy petrochemiczne, ale mniejszych rozmiarów. Rynek tworzyw sztucznych w Arabii Saudyjskiej think tank Mordor Intelligence oszacował niedawno na milion ton w 2025 roku, ale już w 2031 r. ma mieć wartość 1,42 mln ton.
Ta dynamika ma odzwierciedlać przejście kraju z produkcji petrochemicznej na produkcję polimerów o wyższej wartości. Branże motoryzacyjna, elektroniki użytkowej i opakowań do żywności mocno zwiększyła globalny popyt na gatunki specjalistyczne polimerów (jednocześnie w segmentach masowych jest ich nadpodaż). Raport ośrodka Mordor Intelligence przewiduje, że popyt na polimery będzie rósł w tempie co najmniej 7-8% rocznie (głównie chodzi o produkcję tworzyw sztucznych typu PET).

Atutem Jubail Industrial City jest to, że zbudowano tam zintegrowane kompleksy, w których wszystkie etapy i procesy produkcyjne, np. kracking etanu, synteza monomerów i polimeryzacja, znajdują się obok siebie. To obniża koszty wytwarzania, transportu i magazynowania (pomijając, że surowiec też jest dostępny na miejscu i tani). Pod względem efektywności produkcji produktów petrochemicznych żadne miejsce na świecie nie może się równać z Jubail.
Tworzywa tzw. konstrukcyjne, czyli takie o zaawansowanych parametrach technologicznych, wysokiej wytrzymałości mechanicznej, odporności i stabilności wymiarów są alternatywą dla metali. Zapewniają odporność na mechaniczne urazy, na ścieranie, na temperatury i odkształcenia. Są właściwie we współczesnym przemyśle niezastąpione. Widać to choćby w przemyśle motoryzacyjnym czy sprzęcie AGD, gdzie większość dawniej używanych części metalowych została zastąpiona przez tworzywa.

Świat używa plastiku (z Jubail), ale broni się przed nim…
Całkiem niedawno, bo w styczniu 2025 roku, Arabia Saudyjska, największy eksporter ropy naftowej na świecie, razem m.in. z dwoma potentatami w produkcji i eksporcie tego surowca – Iranem i Rosją, a także potentatami produkcji plastiku – Chinami i Indiami, zablokowała próby ograniczenia produkcji plastiku w Jubail podczas rozmów na ten temat w Pusan w Korei Południowej. „Arabia Saudyjska inwestuje znaczne środki w swoją dyplomację środowiskową” – mówił wtedy jeden z negocjatorów tej naftowej koalicji cytowany przez brukselski portal Politico.
Dla kraju takiego jak Arabia Saudyjska, którego bogactwo zależy od ropy naftowej, jest to kwestia egzystencjalna. Przemysł tworzyw sztucznych wart jest około 700 mld dolarów rocznie i wciąż rośnie. To właśnie ten sektor może być motorem napędowym popytu na ropę, kiedy już świat przejdzie z transportu naftowego na elektryczny.
Na przeszkodzie planom Saudyjczyków, którzy ulokowali w Jubail centrum produkcji plastiku, mogła stanąć wtedy tylko szeroka koalicja krajów zaniepokojonych globalnym plastikowym zanieczyszczeniem. Plastik zalega w oceanach, rzekach, jeziorach, a jego mikrocząsteczki przedostają się do ziemi, są spożywane przez zwierzęta, osadzają się na roślinach – wszystko to może dostawać się z żywnością i wodą do naszych organizmów. Na czele koalicji krajów zaniepokojonych ekspansją plastiku stoją kraje Unii Europejskiej.
Powstała inicjatywa traktatu ograniczającego produkcję i ekspansję tworzy sztucznych. O tym można przeczytać tu. Koalicja producentów ropy naftowej i plastiku okazała się jednak tak skuteczna, że na razie nie ma mowy o globalnych ograniczeniach. Tylko zaangażowanie takich globalnych graczy na rynku konsumpcji plastiku jak Brazylia, Indonezja, Indie i Chiny, które na razie nie poparły protestu, mogłoby wywrócić ten biznes do góry nogami. Albo może to zrobić… wojna.

Konsekwencje zależą od skali zniszczeń
Na razie nie wiemy, jaka była skala zniszczeń w Jubail i na jak długo mogą zostać zaburzone procesy produkcji i transportu produktów z tego obszaru. Gdyby rzeczywiście doszło do wielu zniszczeń w samym środku tego petrochemicznego miasta, to skutki byłyby dla Arabii Saudyjskiej i świata bardzo poważne. Jubail to „węzeł krytyczny” przemysłu petrochemicznego w regionie, jeden z największych centrów tego sektora na świecie, który odpowiada za około 6-8% globalnej produkcji petrochemikaliów.
To nie jest jedno pole naftowe czy gazowe, czy jedna fabryka. Tak naprawdę to cały złożony ekosystem produkcji plastików, ale też nawozów sztucznych i chemikaliów. Co oznaczałoby jego zniszczenie lub poważne uszkodzenie dla produkcji plastiku na świecie? Świat może odczuć wzrost cen, ale też niedobory tego materiału w wielu sektorach przemysłowych. Gdyby odbudowa zdolności produkcyjnych petrochemii miała potrwać nie miesiące tylko lata, to przerwy w dostawach byłyby niemożliwe do zneutralizowania przez przemysł.
Brak łatwych zamienników to niejedyny problem. Krótkoterminowym skutkiem jest wzrost cen. Natomiast długofalowo na tym, że Iran wybił Arabii Saudyjskiej petrochemiczne zęby, może skorzystać ktoś, kto również ma ropę naftową i podobny przemysł, ale dotąd nie mógł rozwinąć skrzydeł, bo konkurencja była zbyt bogata, potężna i tania – z Jubail pochodziły tanie i dobre produkty, bo wszystko było na miejscu i blisko konsumentów z Europy, Indii czy Chin. To USA, które od lat, a szczególnie w trakcie kadencji Trumpa, zabiegają o przenoszenie produkcji do Ameryki.
O długofalowych skutkach dla naszego kontynentu pisał już po ogłoszeniu rozejmu brukselski portal Politico. Rozejm absolutnie nie oznacza, że gospodarka Europy wyszła ze strefy zagrożenia. To zagrożenie w pełni poznamy dopiero za jakiś czas i odczujemy w naszych portfelach. Już wiadomo, że europejskie kraje będą musiały poczekać nawet trzy lata na wznowienie dostaw skroplonego gazu ziemnego z kompleksu Ras Laffan, który został zaatakowany przez irańskie drony w marcu.
Atak na Ras Laffan był tylko jednym z wielu w regionie, przeprowadzonych przez Iran, który chciał zwiększyć koszty ekonomiczne kontynuowania wojny dla USA i ich sojuszników z Zatoki Perskiej. Ale na pierwszy plan wybija się, zdaniem Politico, właśnie atak na kompleks petrochemiczny w Jubail. „Oceny szkód wciąż trwają, ale spółka Sadara, utworzona przez amerykańskiego giganta chemicznego Dow Chemicals i Saudi Aramco – głównego dostawcę tworzyw sztucznych i surowców dla innych gałęzi przemysłu – została zamknięta na czas nieokreślony”.
Iran zmienił świat na lata?
Zaawansowany plastik wykorzystywany jest właściwie w każdym sektorze współczesnej gospodarki. To opakowania, elektronika, samochody, budownictwo, a nawet – chipy krzemowe. Mniejsza dostępność i wyższe ceny materiałów to recepta na pełzający kryzys. Przede wszystkim – kryzys zerwanych łańcuchów wartości i dostaw. USA mogą zyskać na przejęciu roli niektórych ośrodków z Zatoki Perskiej, ale Bliski Wschód straci stabilność, będzie długo odbudowywał swój potencjał produkcyjny.
Co to oznacza dla Polski? Jesteśmy importerem petrochemikaliów i tworzyw, a nasz przemysł jest wrażliwy na koszty. Kłopoty mogą mieć takie sektory jak opakowaniowy (produkty żywnościowe, kosmetyki), produktów AGD (Polska jest europejskim liderem w tej branży), przemysł meblowy (również Polska jest liderem w produkcji), sektor motoryzacyjny (plastiki wykorzystywane w autach) i budownictwo (rury, izolacje, okna, drzwi itp.). Mogłoby dojść do przestojów, do spadku marż, do ograniczenia produkcji i aktywności gospodarczej przez sporą część podmiotów.
Sam atak na saudyjski kompleks petrochemiczny to jeszcze nie katastrofa. Dopiero szczegółowy obraz zniszczeń pokaże skalę problemów, z którymi być może będziemy musieli się zmierzyć. Niepokojące jest to, że już po kilku dniach od ataku na Jubail ani Saudi Aramco, ani saudyjski rząd nie przekazały żadnego komunikatu na temat wielkości strat i czasu potrzebnego na naprawy.
Powrót do wojny byłby katastrofą, bo Iran namierzył wiele strategicznych celów i zapewne nie omieszkałby uderzyć w te najbardziej wrażliwe. Ale koniec wojny paradoksalnie nie oznacza, że wrócimy do „starej” rzeczywistości. Niewykluczone, że będziemy przez lata żyli z wyższymi cenami paliw (także tych do ogrzewania domów), ale i wszystkiego, do czego wytworzenia potrzebne są zaawansowane plastiki.
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
CZYTAJ TEŻ:
Źródło zdjęcia: Vandan Patel/Oleksandr Sushko/Unsplash







