Drogie auto z niską ratą. Realna możliwość czy reklamowa ściema? Rynek motoryzacyjny w Polsce przechodzi obecnie najbardziej radykalną zmianę modelu własności od dekad. Widać tę zmianę w agresywnych kampaniach reklamowych dealerów i koncernów motoryzacyjnych oferujących luksusowe SUV-y i limuzyny w cenach, które na pierwszy rzut oka wydają się nierealne. 1000 zł miesięcznie i wsiadasz do auta, na które Cię nie stać?
Jeszcze dziesięć lat temu wyznacznikiem statusu i rozsądku finansowego był zakup samochodu na własność – za gotówkę lub w klasycznym leasingu zmierzającym do pełnego wykupu. Dziś coraz częściej mamy do czynienia z zupełnie innym modelem użytkowania samochodu. Czy rzeczywiście można jeździć samochodem za 300 000 zł, płacąc za niego miesięcznie 1000 zł?
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Jakie elementy rzeczywistości finansowej w branży motoryzacyjnej decydują o tym, że, jak widzimy w reklamach, rata miesięczna za BMW, Volvo czy Audi to 1000 zł, a czasem i mniej? Gdzie w tym wszystkim ukryte są koszty, o których sprzedawcy (chyba) nie za bardzo lubią nam wspominać? Zanim, pobudzony reklamą samochodu za 1000 zł miesięcznie, pobiegniecie do salonu, przeczytajcie.
Luksusowe auto z niską ratą. Jak działają takie oferty?
Zacznijmy od podstaw, czyli od psychologicznego triku, na który łapią nas koncerny motoryzacyjne do spółki z firmami finansującymi. Przez dekady żyliśmy w przekonaniu, że samochód się „posiada”. Kupujesz, chuchasz, dmuchasz, spłacasz kredyt, a na koniec masz w ręku poczucie własności. A nawet nie poczucie, tylko własność. Ale świat się zmienia. Wchodzimy w erę subskrypcji.
Skoro płacisz abonament za Netflixa, żeby oglądać filmy, których nie masz na własność, i płacisz za Spotify, żeby słuchać muzyki, której nie masz na płycie CD, to dlaczego nie płacić abonamentu za używanie luksusowego samochodu? To właśnie esencja nowoczesnych ofert reklamowych typu „Volvo już za 1000 zł miesięcznie”. Marketingowcy doskonale wiedzą, że przeciętnego Kowalskiego już nie stać na zakup auta z wyższej półki na własność.
Ba, nawet klasyczny leasing, w którym spłaca się całą wartość auta w trzy, cztery lata (czasem w pięć), zabiłby domowy budżet z ratą rzędu 7000-8000 zł miesięcznie. Co więc wymyślono? Sposób na to, byś płacił tylko za to, co rzeczywiście zużywasz.
Jak wspomniałem wyżej, by zrozumieć fenomen niskiej raty, musimy najpierw porzucić tradycyjne myślenie o zakupie samochodu. W klasycznym kredycie lub tradycyjnym leasingu operacyjnym celem klienta jest spłata całej wartości pojazdu, aby na koniec stać się jego właścicielem. Jeśli auto kosztuje 200 000 zł, a my chcemy je spłacić w trzy lata, prosta matematyka podpowiada, że sama rata kapitałowa (bez odsetek) musiałaby wynosić ponad 5500 zł miesięcznie.
Inżynieria finansowa znalazła jednak na to sposób, wprowadzając pojęcie Wartości Rezydualnej (RV – Residual Value). To fundament, na którym zbudowane są wszystkie oferty typu „abonament”. Mechanizm jest następujący: firma finansująca nie wymaga od Ciebie spłaty całej wartości samochodu, lecz jedynie tej części, którą „zużyjesz” w trakcie trwania umowy.
Analitycy bankowi szacują, ile dany model będzie wart po trzech latach eksploatacji. Samochody marek premium, takie jak Audi, BMW czy Mercedes, mają jedną kluczową przewagę nad autami popularnymi – wolniej tracą na wartości procentowo (a przynajmniej takie jest założenie). Jeśli bank uzna, że luksusowy SUV za 300 000 zł po trzech latach wciąż będzie wart 180 000 (czyli 60% ceny początkowej), to do spłacenia przez klienta pozostaje jedynie 120 000 zł utraty wartości.
Gdy rozłożymy tę kwotę na 36 miesięcy, rata kapitałowa spada drastycznie. Klient płaci więc za amortyzację, a nie za własność. Po zakończeniu umowy po prostu oddaje kluczyki i może wziąć kolejne nowe auto. To właśnie wysoka prognozowana wartość końcowa sprawia, że czasem rata za luksusowo wyposażone Volvo jest zbliżona do raty za dobrze wyposażonego Opla.
1000 zł miesięcznie i dobre auto. Prześwietlam ofertę
Diabeł, jak zawsze w finansach, tkwi w szczegółach umowy, a niska rata na banerze reklamowym jest często jedynie wierzchołkiem góry lodowej kosztów. Pierwszym elementem, który weryfikuje opłacalność interesu, jest opłata wstępna zwana czynszem inicjalnym. W reklamach często widzimy raty rzędu 1000–1500 zł netto za auto klasy premium. Gdy jednak wczytamy się w ofertę, okazuje się, że ta kwota obowiązuje przy wpłacie własnej na poziomie 20–30% wartości pojazdu. Zweryfikowałem to na autentycznym przykładzie.
Jakiś czas temu przeglądając internet, natrafiłem na ofertę: nowe auto z wyższej półki (o wartości 300 000 zł) za 1000 zł miesięcznie. Odrobinę się zdziwiłem, bo w końcu mówimy o samochodzie, na jakie prawdopodobnie nie byłoby mnie stać. Ale reklama twierdziła inaczej. Postanowiłem więc sprawdzić, jak to działa i… zadzwoniłem do salonu. Okazało się, że oferta przeznaczona jest dla firm, a ratę w wysokości 1000 zł faktycznie można uzyskać. Są jednak warunki. Jakie?
Po pierwsze wpłata własna. Okrągłe 20% na dzień dobry. Postanowiłem zapytać, ile w przypadku tego konkretnego auta będę musiał zapłacić. Po chwili usłyszałem: 37 000 zł netto, czyli jakieś 45 000 zł z podatkiem VAT. Czyli żeby móc mieć auto za 1000 zł miesięcznie, najpierw muszę „stracić” (bo tych pieniędzy nigdy nie odzyskam) kwotę, za którą kupiłbym na własność kilkuletnie auto ze średniej półki.
Czas trwania umowy? 36 miesięcy. A więc tylko przez taki czas będę mógł samochodu używać. Ale nie mogę go używać bez ograniczeń. Roczny limit kilometrów wynosi 45 000 km rocznie. Jeśli wyjeżdżę więcej, to za każdy dodatkowy kilometr płacę ekstra. No i przede wszystkim: auta nigdy nie dostaję na własność. W dużym skrócie: płacę w ciągu trzech lat łącznie 73 000 zł, potem oddaję kluczyki i zostaję z niczym. Oczywiście poza wspomnieniami i wygodą, bo w końcu przez trzy lata można pojeździć autem, na które mnie nie stać.
I jeszcze trzeba pilnować kilometrów. Przekroczenie jest kosztowne. W umowie zawsze znajduje się stawka za każdy nadprogramowy kilometr – zazwyczaj od 50 groszy do nawet 2 złotych w przypadku aut luksusowych. Łatwo policzyć, że przekroczenie limitu o 20 000 kilometrów na koniec kontraktu może oznaczać dopłatę rzędu kilkunastu tysięcy złotych. To ukryty koszt, którego nie widać na pierwszy rzut oka, a który może uderzyć pod koniec umowy.
Nie można też zapominać o kosztach ubezpieczenia i serwisu, które w przypadku aut premium są znacząco wyższe niż w przypadku marek popularnych. W modelach abonamentowych firma finansująca często wymaga, a w zasadzie wrzuca w koszty najmu, pełnego pakietu ubezpieczeń, w tym GAP (Guaranteed Asset Protection), który chroni przed stratą finansową w przypadku kradzieży lub szkody całkowitej. GAP przy drogich autach zazwyczaj jest koniecznością, a to dodatkowy koszt doliczany do raty.
Największą niewiadomą i źródłem stresu dla wielu użytkowników jest jednak moment zwrotu pojazdu. To właśnie wtedy dochodzi do ostatecznego rozliczenia „taniości” oferty. Firmy leasingowe posługują się przewodnikami zwrotu pojazdów, które precyzyjnie określają, co jest normatywnym zużyciem, a co szkodą. O ile drobne rysy przy klamkach czy odpryski od kamieni na masce mogą zostać wybaczone, o tyle wgniecenie na drzwiach, porysowana felga czy plama na tapicerce zostaną wycenione bez litości.
Co istotne, wycena naprawy nie odbywa się po stawkach warsztatu „u pana Mietka”, ale według cenników autoryzowanych serwisów. Zdarzają się sytuacje, w których klient oddający auto otrzymuje fakturę końcową na kilka lub kilkanaście tysięcy złotych za usunięcie usterek, które w jego ocenie były błahostkami. To ryzyko jest ceną, którą płacimy za brak konieczności wykupu auta na własność.
To w końcu warto czy nie warto? Dlaczego tego typu oferty są tak popularne?
Dlaczego więc te oferty są tak popularne? Dla przedsiębiorców w Polsce, a to oni stanowią większość klientów na auta premium, kluczowe jest to, że rata leasingowa lub rata za miesiąc najmu stanowi koszt uzyskania przychodu. Dodatkowo mamy możliwość odliczenia 50% lub 100% podatku VAT (w zależności od sposobu użytkowania auta). Nawet przy limicie amortyzacji do 150 000 zł (dla aut spalinowych), możliwość wrzucenia w koszty opłaty wstępnej oraz części rat odsetkowych sprawia, że realny koszt samochodu jest o około jedną trzecią niższy niż dla klienta indywidualnego.
Przedsiębiorca patrzy na auto jak na narzędzie – płaci stałą kwotę miesięczną, ma zapewnioną mobilność i prestiż, a kapitał, który musiałby zamrozić w zakupie auta za gotówkę, może pracować w firmie na towarze czy inwestycjach. Z punktu widzenia cashflow płacenie nawet 3000 zł miesięcznie jest bezpieczniejsze dla płynności firmy niż jednorazowy wydatek 300 000 zł. Gorzej z uzasadnieniem opłacalności najmu dla klienta indywidualnego, zwykłego konsumenta.
Warto też zwrócić uwagę na aspekt makroekonomiczny. Wysokie stopy procentowe, z którymi zmagaliśmy się w ostatnim czasie, paradoksalnie sprzyjały popularności najmu w stosunku do klasycznego kredytu lub leasingu z niskim wykupem. W tradycyjnym leasingu spłacamy kapitał szybko, więc odsetki naliczane od dużej kwoty są bardzo bolesne. W najmie spłacamy głównie utratę wartości, a duża część kapitału (wartość końcowa) jest „zamrożona” na koniec umowy. Choć od niej również płacimy odsetki, to miesięczne obciążenie jest niższe, co pozwala zachować zdolność kredytową.
To sprawia, że dla wielu firm i konsumentów najem stał się jedyną dostępną formą sfinansowania nowego, bezpiecznego samochodu w czasach drogiego pieniądza. Oferty najmu i leasingu z wysokim wykupem to nie magiczna sztuczka, która sprawia, że luksus tanieje. To precyzyjnie skalkulowany produkt finansowy, który przesuwa koszty w czasie i zmienia ich strukturę. Płacimy mniej co miesiąc, bo nie kupujemy auta, a jedynie prawo do jego eksploatacji w ściśle określonych ramach. Niska rata jest możliwa dzięki wysokiej wartości rezydualnej auta, ale jest obwarowana restrykcjami dotyczącymi przebiegu i stanu technicznego.
Dla świadomego klienta biznesowego, który akceptuje te zasady i potrafi o auto dbać, jest to rozwiązanie wygodne. Pozwala jeździć nowocześniejszym i bezpieczniejszym samochodem niż w przypadku zakupu gotówkowego. Pułapka czai się jednak na tych, którzy patrzą wyłącznie na wysokość miesięcznej raty, ignorując wpłatę własną, koszty ubezpieczenia i ryzyko opłat końcowych.
Jeśli rata za wymarzone Audi czy BMW stanowi znaczną część Twojego rozporządzalnego dochodu i nie masz poduszki finansowej na ewentualne dopłaty przy zwrocie, te oferty mogą okazać się finansową miną, a nie okazją życia. Zanim więc podpiszesz umowę, policz całkowity koszt użytkowania (TCO), a nie tylko to, co miesiąc ubędzie z konta. Luksus zawsze kosztuje – pytanie tylko, czy płacisz za niego gotówką, ratą, czy stresem przy zwrocie pojazdu.
CZYTAJ TEŻ:
——————————-
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
zdjęcie tytułowe: FinanceVisual






