Pożyczyła 25 000 zł, a kazali jej oddać ponad 54 000 zł. Lichwa czy po prostu „taki mamy klimat”? W branży finansowej mówią, że pacta sunt servanda. Pożyczkodawca nie chciał więc negocjować zmiany warunków umowy. Sprawa trafiła do sądu. Pożyczkodawca miał w ręku weksel in blanco podpisany przez dłużniczkę, więc sprawę wygrał. I zabrał się za… egzekucję długu poprzez zajęcie i sprzedaż mieszkania, w którym mieszkała dłużniczka. Pozamiatane? Wręcz przeciwnie. Zapraszam do przeczytania o niewielkim – wydawałoby się – długu, który stał się gigantycznym problemem
Firmy pożyczkowe dobrze wiedzą, że klient w stresie (i pilnej potrzebie) nie czyta dokumentów tak, jak zrobiłby to prawnik. Zazwyczaj po prostu patrzy na kwotę, ratę, termin wypłaty pieniędzy i pyta, gdzie podpisać. Weksel, prowizja, opłaty dodatkowe, deklaracja, koszty pozaodsetkowe — wszystko to, okiem spieszącego się człowieka jest nadmiarem papierologii, na którą nie ma już czasu. Tyle że niestety często diabeł tkwi w szczegółach, a prawdziwa cena pożyczki nie wygląda już tak korzystnie, jak obiecywano w reklamie.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Ale podpisaliśmy umowę. Pacta sunt servanda. Nie mamy pieniędzy, żeby oddać. Pożyczkodawca nie chce negocjować zmiany warunków umowy. A my chowamy głowę w piasek, bo nie wiemy co robić. Sprawa trafia do sądu. Pożyczkodawca nie tylko podał nas do sądu, ale też sprawę wygrał. Pozamiatane? Okazuje się, że niekoniecznie.
Kobieta w pułapce. Pożyczyła 25 000 zł, kazali jej oddać…
Wszystko zaczęło się od pożyczki na 25 000 zł w firmie pożyczkowej, zawartej kilka lat temu. Oprocentowanie pożyczki wynosiło 9,95%. Samo w sobie nie wyglądało jeszcze jak finansowy dramat. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy do oprocentowania doliczono całą resztę ukrytych kosztów. Firma pożyczkowa doliczyła aż 22 000 zł prowizji oraz niemal 3 000 zł innych kosztów. W efekcie kobieta, która pożyczyła 25 000 zł, miała do spłaty ponad 54 000 zł. Czyli ponad dwa razy więcej, niż otrzymała. Pożyczka została zabezpieczona wekslem in blanco.
Do weksla sporządzono deklarację wekslową. To bardzo ważny element tej historii, bo weksel in blanco nie jest zwykłym dodatkiem do umowy. To mocne narzędzie w rękach wierzyciela, a dla konsumenta: nierzadko ekspresowy bilet do sądu. Klient podpisuje bowiem dokument, który później może zostać uzupełniony o określoną kwotę — zgodnie z zasadami wskazanymi w deklaracji wekslowej. Gdy pojawiają się problemy ze spłatą, weksel bardzo ułatwia egzekucję długu.
I dokładnie tak stało się tutaj. Gdy u klientki pojawiły się problemy ze spłatą rat, firma pożyczkowa wezwała ją do natychmiastowego wykupu weksla. Kobieta nie miała pieniędzy, więc pożyczkodawca skierował sprawę do sądu. Sprawą zajął się Sąd Rejonowy w Wejherowie, który wydał wyrok zaoczny i zasądził kwotę, na którą opiewał weksel, wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie. Do tego klientka została obciążona kosztami procesu w wysokości ponad 8 000 zł. Absolutna miazga.
Wyrok zaoczny wydaje się wtedy, gdy pozwany nie bierze aktywnego udziału w sprawie — na przykład nie odpowie na pozew, nie stawi się na rozprawie albo nie przedstawi swojej wersji wydarzeń. Sąd nie ma wtedy przed sobą pełnego obrazu sporu dwóch stron, tylko głównie twierdzenia powoda, czyli – w tym przypadku – firmy pożyczkowej. I jeśli te twierdzenia nie budzą poważnych wątpliwości, sąd może wydać wyrok bez wysłuchania pozwanego. W tym przypadku nie budziły. Tym bardziej, że na stole był podpisany przez dłużnika weksel.
Szybko u pechowej dłużniczki pojawił się komornik, który wszczął egzekucję z nieruchomości należącej do klientki. Czyli po prostu chciał zabrać jej mieszkanie. Z pożyczki w wysokości 25 000 zł zrobił się więc problem, który mógł skończyć się licytacją mieszkania kobiety.
Było o krok od licytacji mieszkania. (Nie)spodziewana pomoc
Pełnomocnik klientki – która w pewnym momencie zorientowała się, że bez prawnika nie ma szans z walcem egzekucyjnym – zwrócił się po pomoc do Rzecznika Finansowego. W toku analizy okazało się, że w aktach sprawy brakowało… umowy pożyczki. Ot, taki drobiazg. Skoro umowy nie było w aktach, to sąd nie mógł sprawdzić, z czego wynikała kwota dochodzona przez firmę. Nie mógł ocenić, czy całkowity koszt pożyczki mieścił się w maksymalnym limicie kosztów pozaodsetkowych przewidzianym w ustawie o kredycie konsumenckim.
Sąd ograniczył się do badania formalnej poprawności weksla. Sprawdził, czy został podpisany, czy został wypełniony zgodnie z deklaracją wekslową i czy klientka została wezwana do wykupu weksla. Innymi słowy: sąd zbadał instrument zabezpieczenia, ale nie zbadał transakcji, którą ten instrument zabezpieczał. A weksel nie bierze się z kosmosu. On zabezpiecza konkretną umowę, konkretne zobowiązanie. Jeśli za wekslem stoi umowa konsumencka, musi zostać zweryfikowana.
Rzecznik Finansowy wniósł tzw. skargę nadzwyczajną. Wskazał, że sąd przyjął za prawdziwe twierdzenia firmy pożyczkowej, mimo że budziły one uzasadnione wątpliwości. Rzecznik zarzucił też sądowi, że umowa zawarta z konsumentem zawierała klauzule abuzywne. W tym miejscu trzeba napomnieć, że skarga nadzwyczajna to nie jest zwykła apelacja. To narzędzie wyjątkowe, zarezerwowane dla spraw, w których prawomocne orzeczenie może rażąco naruszać prawo. Skargę nadzwyczajną wnosi się w terminie 5 lat od uprawomocnienia się orzeczenia.
Sąd Najwyższy wziął sprawę na warsztat i kilka tygodni temu przychylił się do argumentacji Rzecznika Finansowego. Uchylił wyrok zaoczny Sądu Rejonowego w Wejherowie. Następnie przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Dzięki temu klientka dostała szansę, by uchronić mieszkanie przed licytacją komorniczą. To nie znaczy jeszcze jednak, że dług automatycznie zniknął i klientka na pewno nie będzie musiała nic zapłacić. Sprawa ma zostać zbadana jeszcze raz, tym razem z uwzględnieniem tego, co wcześniej zostało pominięte. Sąd będzie musiał spojrzeć na umowę pożyczki i koszty, które do niej doliczono.
CZYTAJ TEŻ:
Pożyczyła 25 000 zł. Czy naprawdę mogła stracić mieszkanie?
Ustawa o kredycie konsumenckim nie reguluje bezpośrednio procedury licytacji nieruchomości dłużnika, mówi o tym Kodeks postępowania cywilnego. Mówi on, że wierzyciel (np. bank lub firma pożyczkowa) nie może organizować licytacji komorniczej mieszkania, jeżeli wysokość długu (bez odsetek) jest mniejsza niż 5% szacowanej wartości nieruchomości. Na szczęście jakiś czas temu przepisy zabroniły też stosowania przewłaszczenia jako sposobu zabezpieczenia spłaty długu (a firmy pożyczkowe czasem stosowały taki rodzaj zabezpieczenia, pożyczkobiorcy przepisywali na firmy własność swoich mieszkań).
Przypadek tej pożyczki (sprawa ma sygnaturę II NSNc 317/24) potwierdził, że wierzyciel nie może „ominąć” ochrony konsumenta poprzez szybkie wyegzekwowanie długu z weksla in blanco. Nawet jeśli sprawa trafia do komornika z nakazu zapłaty, sądy mają obowiązek badać ukrytą pod wekslem umowę pożyczki. Jeśli koszty pożyczki były nielegalne, nie wolno prowadzić egzekucji.
Prawo bankowe mówi z kolei, że zanim instytucja finansowa wypowie umowę kredytu lub pożyczki i skieruje sprawę na drogę sądową (co jest wstępem do zajęcia majątku, w tym nieruchomości), ma ustawowy obowiązek umożliwić konsumentowi restrukturyzację zadłużenia. Oznacza to propozycję zmniejszenia rat lub zawieszenia spłat. W tym przypadku prawdopodobnie takiej próby nie było – od razu nastąpiła akcja windykacyjna.
A gdyby sprawa trafiła już do komornika, to on też ma obowiązek stosować najmniej uciążliwy dla dłużnika sposób egzekucji. Jeżeli dług można spłacić poprzez zajęcie części wynagrodzenia, emerytury, konta bankowego lub nadpłaty podatku (czyli położyć rękę na zwrocie z urzędu skarbowego), licytacja nieruchomości nie powinna być w ogóle brana pod uwagę. Nie wiem czy w tym przypadku dłużniczka miała jakiś inny majątek lub dochody, ale to, że komornik od razu próbował zabrać się do egzekucji długu z nieruchomości wygląda co najmniej dziwnie.
CZYTAJ TEŻ:
Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tej historii?
Najważniejszy wniosek z tej sprawy jest taki: przy pożyczce nie patrzymy tylko na oprocentowanie. Ono może wyglądać całkiem niewinnie, a prawdziwy koszt będzie w prowizjach i opłatach. Zanim podpisze się umowę, trzeba zadać sobie proste pytania: ile pieniędzy dostaję do ręki? Ile łącznie oddam? Skąd bierze się ta różnica i co się stanie, jeśli spóźnię się ze spłatą?
Kolejna sprawa jest taka, że weksel in blanco to nie jest zwykły załącznik do umowy. To mocne narzędzie, które może bardzo przyspieszyć dochodzenie długu przez firmę pożyczkową. Klient często słyszy, że „to tylko zabezpieczenie”, a później ten dokument staje się podstawą ekspresowego wyroku do sądu. Dlatego przed podpisaniem weksla trzeba wiedzieć dokładnie, kiedy może zostać wypełniony, na jaką kwotę i według jakich zasad (precyzuje to deklaracja wekslowa). Nie wystarczy ustne zapewnienie pracownika firmy pożyczkowej.
Trzecia rzecz: nie wolno ignorować pism z sądu. Wyrok zaoczny może zapaść wtedy, gdy pozwany nie bierze aktywnego udziału w sprawie — nie odpowie na pozew, nie przedstawi argumentów, nie stawi się na rozprawie. A potem taki wyrok może stać się podstawą egzekucji komorniczej. W tej historii skończyło się wszczęciem egzekucji, czyli sprawa z poziomu „mam problem z pożyczką” przeszła na poziom potencjalnej utraty dachu nad głową. W tej sprawie wystarczyło pojawić się w sądzie i podnieść zarzut, że skoro w aktach nie pojawiła się umowa, to przybicie klauzuli wykonalności na procedurze egzekucji jest nadmierną ekstrawagancją.
I ostatni wniosek: nawet jeśli sprawa już zaszła daleko, nadal warto szukać pomocy, ale nie można liczyć na cud w ostatniej chwili. Rzecznik Finansowy może interweniować w wyjątkowych sytuacjach, np. przez skargę nadzwyczajną, ale to ostatnie koło ratunkowe, które wcale nie musi „zadziałać”. Trzeba mieć dokumenty, opisać zastrzeżenia i pokazać, że doszło do poważnego naruszenia prawa. Najlepiej reagować wcześniej. Im później się zacznie, tym trudniej zatrzymać tą całą machinę.
ZOBACZ TEŻ:
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
zdjęcie tytułowe: Copilot AI



