Pozabankowa karta kredytowa: 1000 zł do wzięcia. Ale czy warto wziąć? Na rynku istnieje wiele ofert kredytowych, zarówno bankowych, jak i pozabankowych. Dla klientów szukających szybkiego dostępu do dodatkowych pieniędzy oraz możliwości zapłacenia bezgotówkowo i przez internet pożyczonymi pieniędzmi punktem zaczepienia bywa karta kredytowa. Problem w tym, że sama etykieta „karta kredytowa” niewiele mówi o rzeczywistym koszcie finansowania. Dlaczego?
Karta kredytowa to narzędzie, które może być albo najtańszym źródłem finansowania zakupów albo… najdroższym. Wszystko zależy od tego, czy umiemy jej używać tak, żeby była za darmo. Czyli płacić pieniędzmi instytucji finansowej, ale nie ponosić kosztów. O opłacalności karty kredytowej decydują także długość okresu bezodsetkowego, sposób naliczania opłat oraz warunki promocji towarzyszącej ofercie. Czasem karta kredytowa jest nią tylko z nazwy.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Dziś pod lupę biorę pozabankową kartę kredytową od Providenta reklamowaną limitem wydatków do 15 000 zł, możliwością płatności pożyczonymi pieniędzmi zarówno w sklepach, jak i w internecie oraz promocją, w której klient może zyskać nawet do 1000 zł. Karta ma dawać wygodę, szybki dostęp do pieniędzy, bezpieczeństwo transakcji i brak kosztów wtedy, gdy klient nie korzysta z karty albo spłaca zadłużenie w wyznaczonym terminie.
To brzmi atrakcyjnie, zwłaszcza dla osoby, która nie chce lub nie może skorzystać z klasycznej karty kredytowej w banku. Ale czy naprawdę się opłaca? I czy reklama mówi prawdę? Sprawdzam!
Pozabankowa karta kredytowa ProviSm@rt. Strach się bać?
Zanim zaczniemy liczyć opłacalność promocji i sprawdzać, czy 100 zł miesięcznego bonusu rzeczywiście może się klientowi opłacić, trzeba najpierw uczciwie odpowiedzieć na prostsze pytanie, co właściwie Provident sprzedaje pod nazwą Provi Sm@rt. To jest pozabankowa karta kredytowa z odnawialnym limitem, oferowana nie przez bank, lecz przez firmę pożyczkową.
Na poziomie funkcji użytkowych ten produkt wygląda bardzo nowocześnie i na pierwszy rzut oka przypomina zwykłą kartę kredytową, którą można dostać w banku. Provident komunikuje limit do 15 000 zł, płatności kartą w sklepach stacjonarnych i internecie, możliwość wypłaty gotówki, dostęp do aplikacji ProviGo, obsługę PIN-u i e-PIN-u, zabezpieczenie 3D Secure oraz mechanizm chargeback Mastercard. Klient dostaje więc nie „pożyczkę w kopercie”, tylko pełnoprawny produkt kartowy, którym można posługiwać się na co dzień.
Do tego dochodzi kilka cech, które marketingowo wyglądają bardzo dobrze. Wydanie karty kosztuje 0 zł, transakcje bezgotówkowe kosztują 0 zł, elektroniczne miesięczne zestawienie kosztuje 0 zł, zablokowanie i odblokowanie karty na wniosek klienta kosztuje 0 zł, nadanie albo zmiana PIN-u w aplikacji ProviGo również kosztują 0 zł. To właśnie na tej podstawie Provident może na stronie komunikować „zero kosztów” – i formalnie nie jest to nieprawda, o ile mówimy o samej obsłudze karty jako narzędzia płatniczego.
Ważna jest też konstrukcja umowy. Umowa o kartę jest zawierana na 48 miesięcy, natomiast sam limit kredytowy jest przyznawany na 12 miesięcy. To znaczy, że klient nie dostaje produktu „na jedną transakcję”, tylko rozwiązanie, z którego może korzystać dłużej, o ile nadal spełnia warunki przewidziane przez wystawcę. Umowa o kartę jest jednocześnie umową o kredyt konsumencki.
Gdy spojrzeć na sam opis oferty, można odnieść wrażenie, że Provi Sm@rt jest po prostu alternatywą dla bankowej kredytówki: jest karta, jest limit, jest aplikacja, są płatności online, są zakupy bezgotówkowe i jest promocja dla aktywnego użytkownika. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy klient przechodzi od warstwy funkcji do warstwy kosztu, bo tu kończy się podobieństwo do typowej karty bankowej, a zaczyna logika produktu pożyczkowego opakowanego w kartę.
I właśnie dlatego przed analizą promocji trzeba rozdzielić te dwie rzeczy. Z jednej strony Provi Sm@rt ma cechy wygodnej karty płatniczej: plastik, limit, aplikację, zdalną obsługę, brak opłaty za wydanie i brak abonamentu za samo posiadanie. Ale z drugiej strony ma typowy zestaw cech pożyczki pozabankowej.
Karta kredytowa: coś na wzór pożyczki
Zacznijmy od cyklu rozliczeniowego, bo od tego często zależy, czy karta będzie tania czy droga. Miesięczny cykl rozliczeniowy trwa od 28 do 31 dni i zaczyna się od dnia zawarcia umowy, a po jego zakończeniu klient otrzymuje miesięczne zestawienie transakcji. W zestawieniu znajduje się informacja o wykonanych operacjach oraz o minimalnej kwocie do spłaty.
Trzeba dobrze rozumieć, czym Provi Sm@rt różni się od wielu bankowych kart kredytowych. Typowy bankowy okres bezodsetkowy jest opisywany jako około 50-60 dni, bo obejmuje cały cykl rozliczeniowy i dodatkowy czas na spłatę po jego zakończeniu. W Provi Sm@rt okres bezkosztowy kończy się już wraz z bieżącym cyklem rozliczeniowym, więc maksymalnie może trwać około 31 dni i bywa dużo krótszy, jeśli transakcja została wykonana pod koniec cyklu. Nie mamy więc praktycznie żadnego buforu bezpieczeństwa, jeśli chodzi o możliwość odroczenia spłaty pieniędzy.
I oczywiście, jeżeli klient spłaci całość zadłużenia z transakcji bezgotówkowych jeszcze do końca bieżącego cyklu rozliczeniowego, Provident nie nalicza ani odsetek, ani opłaty za korzystanie z limitu kredytowego. To jest najważniejsza zasada w całym produkcie, bo tylko w tym wariancie można mówić o faktycznie bezkosztowym użyciu limitu przy zakupach bezgotówkowych.
Natomiast jeżeli klient nie spłaci całej kwoty w tym terminie, karta przechodzi z trybu bez kosztów w tryb „kredytu odnawialnego”. Provident wskazuje, że spłata minimalna obejmuje część kapitałową w wysokości 4% wykorzystanych kwot w cyklu rozliczeniowym, odsetki, opłatę za korzystanie z limitu oraz opłaty związane z transakcjami gotówkowymi, jeśli takie wystąpiły. Dzień wymagalności spłaty minimalnej przypada 14 dni kalendarzowych po zakończeniu cyklu rozliczeniowego
Z kolei jeśli klient wypłaca gotówkę, karta staje się jeszcze mniej opłacalna. Z tabeli opłat wynika, że wypłata gotówki z bankomatu kosztuje 7% wartości transakcji, a transakcja gotówkowa u doradcy klienta kosztuje 10% wartości transakcji. To oznacza, że Provi Sm@rt jest skonstruowana przede wszystkim pod szybkie transakcje bezgotówkowe, a nie pod finansowanie codziennych braków gotówki.
Kolejna sprawa to RRSO: w karcie Provi Sm@rt wynosi w reprezentatywnym przykładzie 56,01%, podczas gdy oprocentowanie nominalne to 15%. To ważne, bo RRSO jest wskaźnikiem pokazującym pełniejszy, roczny koszt kredytu: w przykładzie Providenta na 4500 złotych, spłacić będzie trzeba 6194,76 zł. Z całkowitego dodatkowego kosztu rzędu 1649,76 zł, aż 1113,75 zł stanowią opłaty miesięczne, a tylko 536,01 zł odsetki.
RRSO karty Provi Sm@rt wynosi 56,01%, a więc jest zdecydowanie wyższe niż w przypadku typowych bankowych kart kredytowych, gdzie ten wskaźnik najczęściej mieści się mniej więcej na poziomie 15%. To pokazuje, że mimo faktu, iż Provi Sm@rt jest sprzedawana jako karta kredytowa, to pod względem całkowitego kosztu kredytu w skali roku wyraźnie odbiega od standardu znanego z ofert banków.
Pozabankowa karta kredytowa: 1000 zł do zyskania
Jak to działa? Pierwsza część bonusu zależy od wysokości przyznanego limitu oraz od zachowania klienta w pierwszym cyklu rozliczeniowym, czyli w okresie liczonym od dnia zawarcia umowy do dnia poprzedzającego ten sam dzień kolejnego miesiąca. Jeśli klient dostanie limit od 2000 zł do 5000 zł, musi w tym pierwszym cyklu wykonać transakcje bezgotówkowe na co najmniej 300 zł i terminowo spłacić kwotę wskazaną na pierwszym miesięcznym zestawieniu transakcji.
Nagrodą za spełnienie tych warunków są karty podarunkowe do sklepów Biedronka o wartości 300 zł. Jeśli natomiast limit wyniesie co najmniej 5100 zł, próg wymaganych transakcji rośnie do 400 zł, ale wtedy nagroda startowa także jest wyższa i wynosi 400 zł w kartach podarunkowych Biedronka. To oznacza, że pierwsza część promocji nie jest automatyczna: nie wystarczy dostać karty, lecz trzeba jeszcze w odpowiednim czasie wykonać wymagany obrót bezgotówkowy i nie spóźnić się ze spłatą pierwszej kwoty wskazanej przez Providenta.
Druga część promocji jest prostsza, ale rozciągnięta w czasie. Przez sześć kolejnych miesięcy następujących po miesiącu zawarcia umowy klient musi co miesiąc wykonywać transakcje bezgotówkowe na łączną kwotę co najmniej 500 zł, a za każdy miesiąc, w którym spełni ten warunek, otrzyma 100 zł zwrotu przekazywanego na rachunek karty. Jeśli warunek uda się spełnić we wszystkich sześciu miesiącach, daje to łącznie 600 zł.
Trzeba jednak pamiętać, że do wymaganego obrotu nie zaliczają się wszystkie operacje: wyłączone są między innymi transakcje zwrócone, operacje związane z hazardem, zasilenia portfeli elektronicznych oraz transfery pieniężne, więc nie każdy wydatek wykonany kartą przybliża klienta do nagrody. W dużym skrócie: jeśli przyznany zostanie nam limit powyżej 5000 złotych, w pierwszym cyklu wykonamy transakcje na 400 złotych, spłacimy je w terminie, a przez kolejne 6 miesięcy będziemy wydawać co najmniej 500 złotych (wyłączając wykluczenia), to faktycznie te 1000 złotych w postaci zwrotów i voucherów możemy dostać.
Kredytówka trochę „na niby”. Komu to się opłaca?
Ogólnie rzecz biorąc, produkt Providenta, to karta kredytowa na warunkach pożyczki, czyli mówiąc wprost – produkt droższy (chyba że spłacamy wszystko w terminie) i bardziej ryzykowny – bufor bezpieczeństwa w postaci dodatkowych dni na bezodsetkową spłatę po zakończeniu cyklu rozliczeniowego nie istnieje.
Z drugiej jednak strony, czego by nie mówić, te 1000 złotych faktycznie można zaoszczędzić. Ale tylko wtedy, gdy będziemy bardzo ostrożnie i restrykcyjnie ze wspomnianej karty kredytowej korzystać. Pamiętajmy, że produkt ten (jak i każdy inny) został stworzony również po to, by ktoś na nim zarobił. Istnieje więc szansa, że w obliczeniach firmy jasno i wyraźnie wyszło, że więcej osób wpadnie w próg odsetkowo-opłatowy niż tych, którym uda się zgarnąć bonusy.
Dla kogo może być ta oferta? Ciężko powiedzieć. Może być to rozwiązanie dla osób, które z jakichś przyczyn nie chcą iść do zwykłego banku. Może ktoś ma nieco gorszą historię kredytową (choć nie może być ona zła, bo Provident też sprawdza BIK i bazy dłużników, bez wiarygodności płatniczej pieniędzy nie pożyczy), może pracuje na umowach, których banki nie lubią albo po prostu potrzebuje pieniędzy „na wczoraj” i nie chce przechodzić przez bankową biurokrację (choć w wielu bankach tej biurokracji nie ma).
Na koniec warto więc postawić jedno pytanie. Czy skoro komuś brakuje pieniędzy i nie ma jak ich dostać z banku, to czy dobrym rozwiązaniem jest wybranie potencjalnie dużo droższej i bardziej ryzykownej alternatywy? Pozabankowa karta kredytowa i 1000 zł w prezencie to pakiet, który kusi. Ale nie jest to pokusa nie do odparcia.
—————————–
CZYTAJ WIĘCEJ O FIRMACH POZABANKOWYCH:
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
zdjęcie tytułowe: AntiM/Pixabay




