21 kwietnia 2026

Nowy Jork opodatkuje zamożnych właścicieli mieszkań. I nikt się nie skarży. Pomysł do skopiowania przez polskie metropolie?

Nowy Jork opodatkuje zamożnych właścicieli mieszkań. I nikt się nie skarży. Pomysł do skopiowania przez polskie metropolie?

Lewicowy burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani obiecywał w kampanii wyborczej w 2025 roku opodatkowanie najbogatszych mieszkańców, ale dotąd nie mógł realizować swoich planów, bo sprzeciwiała się temu – również lewicowa – gubernatorka stanu Nowy Jork Kathy Hochul. Jednak w przypadku podatku od najwięcej wartych mieszkań zmieniła zdanie i sama zaproponowała podwyżkę. Inwestujący w nowojorskie mieszkania raczej nie uciekną od wyższej daniny. Czy polskie metropolie mogą brać przykład z Wielkiego Jabłka?

Nowy podatek zaproponowany przez Hochul, a poparty przez Mamdaniego będzie ich pierwszym takim projektem, ale być może nie ostatnim w mieście, które walczy z wysokim deficytem budżetowym i rosnącym długiem. Dotąd Hochul nie chciała się zgodzić na podwyżki podatków, mimo że jest przedstawicielką tej samej partii – Demokratów – i ma podobne jak Mamdani mocno lewicowe poglądy. Problem w tym, że Hochul przygotowuje się do swojej kolejnej kampanii wyborczej i nie chciała rozpoczynać jej od podwyżek podatków.

Zobacz również:

Wybory na gubernatora stanu Nowy Jork odbędą się w listopadzie tego roku, czyli być może do tego czasu mieszkańcy miasta nie usłyszą o kolejnych planach zwiększania podatków. Dlaczego więc Hochul zdecydowała się na podatek dla najbogatszych właścicieli mieszkań? Czy zadecydowały potrzeby budżetowe lub wpływ nowego burmistrza Nowego Jorku, który z podwyżek podatków dla bogatych chciał finansować szereg swoich pomysłów na poprawę warunków życia i sytuacji mieszkaniowej mniej zamożnych mieszkańców?

Jaki dokładnie plan mają demokratyczni politycy Hochul i Mamdani? Czy uda im się wprowadzić go w życie, kto najwięcej zapłaci za polepszenie doli biedniejszych Nowojorczyków i czy przypadkiem ci najbogatsi nie zaczną głosować nogami? Czy możliwe jednak, żeby milionerzy zechcieli opuścić takie miasto jak Nowy Jork, nawet jeśli stanie się nieco mniej dla nich przyjazne finansowo? Czy i kiedy Nowojorczyków czekają inne podatki? I czy polskie metropolie mogą wziąć z lewicowych nowojorskich pomysłów przykład?

Rok 2026 rozpoczęliśmy w „Subiektywnie o Finansach” od publikacji artykułu o pomysłach radykalnie lewicowego nowego burmistrza Nowego Jorku. To miasto jest siedzibą największych światowych giełd, spółek, banków i instytucji finansowych, to serce globalnych finansów, a jednocześnie miejsce zamieszkania setek, jeśli nie tysięcy milionerów i miliarderów z Ameryki i całego świata. Kapitalistyczne serce globu otrzymało dla równowagi bardzo mocno lewicowego burmistrza. Co proponował w kampanii wyborczej? O tym czytajcie tutaj:

Podatek od pied-à-terre nie uderzy w Nowojorczyków?

Kathy Hochul zaproponowała nowy podatek od domów o wartości ponad 5 milionów dolarów, a pomysł został entuzjastycznie przyjęty przez Zohrana Mamdaniego, bo wpływy z podatku pójdą na potrzeby miasta. Urzędujący od 1 stycznia Mamdani narzekał, że brak mu narzędzi do realizacji zapowiedzianej polityki społecznej, głównie obniżenia czynszów mieszkań dla mniej zamożnych mieszkańców, bo budżet miasta nie pozwala na dodatkowe wydatki. Drogą na podreperowanie finansów są wyższe podatki, na które musi zgodzić się urząd gubernatora.

Opodatkowanie bogatych było jednym z głównych punktów jesiennej kampanii wyborczej obecnego burmistrza, ale do tej pory spotykało się z oporem liczącej na reelekcję Hochul. Teraz oboje mogą połączyć siły, żeby przeprowadzić plan pozyskania środków do nowojorskiego budżetu. Chodzi o wprowadzenie corocznej opłaty od luksusowych drugich domów o wartości 5 milionów dolarów lub więcej. Takich nieruchomości jest w metropolii dużo, więc całkiem możliwe, że pieniędzy na miejskie polityki społeczne nie zabraknie.

Dla Hochul nowy podatek to może być nawet atut w kampanii wyborczej. Tłumaczy ona, że podatek wcale nie uderzy w mieszkańców miasta. Ma bowiem dotyczyć drugich domów kupowanych w amerykańskiej metropolii przez milionerów i miliarderów z innych miast Ameryki lub przez cudzoziemców. Posiadacze tych nieruchomości utrzymują drogie apartamenty w najlepszych lokalizacjach i korzystają z infrastruktury miasta, więc powinni się mocniej dokładać do wspólnej kasy – uważa pomysłodawczyni. Podatek nie dotyczyłby właścicieli domów, którzy wynajmują je mieszkańcom na stałe miejsce zamieszkania. 

Nową daninę Hochul nazwała „podatkiem od pied-à-terre”, czyli drugich mieszkań, które nie służą jako podstawowe miejsce zamieszkania. Skąd będzie wiadomo, czy ktoś mieszka w Nowym Jorku na stałe czy ma tam tylko drugie lokum, w którym od czasu do czasu przebywa? Hochul powołała się na badanie New York City Housing and Vacancy Survey z 2023 roku (badanie przeprowadzane jest co trzy lata). Badanie oparte jest na bardzo precyzyjnych wywiadach ze wszystkim stałymi i czasowymi mieszkańcami miasta.

Wśród wielu kategorii informacji zbieranych w trakcie ankiet dotyczących zasobów mieszkaniowych są też takie, które potem są podstawą do sporządzania wskaźnika pustostanów w Nowym Jorku (New York City Housing and Vacancy Survey – NYCHVS). Badanie zbiera dane o wszystkich lokalach mieszkalnych we wszystkich pięciu dzielnicach miasta i w odniesieniu do wszystkich mieszkańców, niezależnie od tego, kim są i gdzie mieszkają. Łatwo więc wskazać stałych mieszkańców i opracować mapę podatku.

Według Hochul podatek dotyczyłby około 13 000 najdroższych nieruchomości, które nie są głównymi miejscami zamieszkania, co stanowi ułamek łącznej liczby mieszkań, szacowanej na 58 810 lokali, które są wykorzystywane „sezonowo, rekreacyjnie lub okazjonalnie”. Nowy Jork to mekka nie tylko dla najbogatszych, ale też ogromne centrum turystyczne, kulturalne czy biznesowe. Sporo mieszkań w pobliżu największych nowojorskich atrakcji czy w okolicach Wall Street to praktycznie baza hotelowa.

Proponowany podatek pied-à-terre w stanie Nowy Jork ma być roczną dopłatą (surcharge) do już istniejącego podatku od nieruchomości. Nie podano na razie konkretnej stawki procentowej – projekt przewiduje progresywną skalę zależną od wartości nieruchomości nakładaną dodatkowo na istniejący podatek od nieruchomości. Stawki, jak czytam w dokumentach opublikowanych przez urzędników stanowych, będą dostosowane do potrzeb Nowego Jorku.

Kasa ma pójść na potrzeby Nowego Jorku. Budżety stanu i miasta to dwa odrębne dokumenty, jednak w praktyce i tak większość stanowych podatków pobierana jest w mieście i wydawana na potrzeby miasta. Budżet stanu na rok 2025–2026 wynosił 254 miliardy dolarów, natomiast budżet miasta to 116,5 miliarda dolarów z deficytem 7 miliardów dolarów. Miasto dostało na ten rok na pokrycie części deficytu 1,5 miliarda z budżetu stanowego. Według informacji ratusza nowy podatek mógłby przynieść rocznie około 500 milionów dolarów i trafiłby do miejskiej kasy. 

Mamdani popiera i… publikuje listę nazwisk

Tuż po oświadczeniu gubernatorski na temat wprowadzenia podatku, nowojorski ratusz opublikował listę nazwisk zamożnych właścicieli nieruchomości. „Dzięki wsparciu gubernator Hochul jesteśmy o krok bliżej zrównoważenia budżetu poprzez opodatkowanie ultrabogatych i globalnych elit podatkiem od pied-à-terre”.

Wielu bogaczy ze świata kupuje w Nowym Jorku nieruchomości mieszkaniowe za gotówkę, co pokazuje fatyczny stan ich możliwości. Mamdani w oświadczeniu zwrócił uwagę na miliardera Kena Griffina. Griffin, założyciel funduszu hedgingowego Citadel z Miami, jest właścicielem najdroższego mieszkania, jakie kiedykolwiek sprzedano w Nowym Jorku. To kupiony w 2019 roku za 238 milionów dolarów penthouse w ołówkowym wieżowcu przy 220 Central Park South (na zdjęciu poniżej). Niektórzy właściciele nie ograniczają się do jednego lokum.

Media amerykańskie donosiły, że ten sam bogacz z kupił niedawno również dwurodzinny apartament za 38 milionów dolarów, sąsiadujący z innym jego apartamentem za 45 milionów dolarów przy Park Avenue. Wartość majątku Griffina miesięcznik „Forbes” oszacował w styczniu 2026 roku na 51,2 miliarda dolarów. Griffin jest 34. najbogatszym człowiekiem świata. Mimo że ma podobno mieszkania i domy warte w sumie około 1 miliarda dolarów, to hojnie finansuje też cele charytatywne, na które wydał już ponad 1,5 miliarda dolarów.

Nie jest na razie jasna logistyka proponowanego podatku. Cytowany przez dziennik „The Wall Street Journal” Bill Kowalczuk, pośrednik w obrocie nieruchomościami w Coldwell Banker Warburg, nie obawia się, że danina wpłynie znacząco na mieszkaniowy sektor luksusowy. „Niebo się nie zawali” – twierdzi Kowalczuk. „Mówimy o osobach, które kupują dom za ponad 5 milionów dolarów jako drugi dom, więc nie jest tak, że kogokolwiek to zrujnuje” – dodaje. W tym przypadku rzeczywiście wpływ na nastroje właścicieli będzie znikomy.

„WSJ” przypomina, że w 2014 roku podobny podatek zaproponował ówczesny senator stanowy Brad Hoylman-Sigal. Właściciele pied-à-terre o wartości od 5 do 6 milionów dolarów mieli płacić 0,5% kwoty powyżej 5 milionów dolarów rocznego podatku, a stawka stopniowo miała wzrastać, osiągając pułap 4% podatku plus 370 000 dolarów rocznej opłaty od nieruchomości o wartości ponad 25 milionów dolarów. Motyw takiego podatku jest więc od dawna obecny w nowojorskiej debacie publicznej jako potrzebny instrument.

Kowalczuk przypomniał obawy zgłaszane w trakcie kampanii wyborczej Mamdaniego, które dotyczyły tego, że po zwycięstwie obecnego burmistrza z miasta zaczną odpływać milionerzy, a i bogatsi mieszkańcy, przestraszeni wizją wyższych podatków, zaczną się rozglądać za domami i mieszkaniami poza Nowym Jorkiem. „Cały ten [efekt Mamdaniego] polegający na ucieczce ludzi na Florydę – niektórzy przeprowadzają się na Florydę, owszem, ale ich mieszkania są kupowane przez innych bogatych ludzi – nie nastąpił” – twierdzi Kowalczuk.

CZYTAJ O INNYCH POMYSŁACH NA PODATKI:

włosi chcą opodatkować złoto

CZYTAJ WIĘCEJ O SPADKACH:

co najbardziej opłaca się dziedziczyć

Ile luksusowych pied-à-terre kupowanych jest w Nowym Jorku?

Czy są obawy przed potencjalnym exodusem bogactwa? Sektor nieruchomości luksusowych nie wykazuje oznak spowolnienia. A ryzyko podatkowe może być coraz większe, jeśli ktoś należy do klasy bogaczy. Przecież w międzyczasie Zohran Mamdani zaproponował jeszcze nowy 2% podatek dla nowojorczyków zarabiających 1 milion dolarów lub więcej, co objęłoby na pewno sporo stałych mieszkańców miasta. Na razie na dodatkowe podatki nie zgadza się gubernatorka stanowa, ale po wyborach na jesieni to się może zmienić.

Według danych ratusza sprzedaż domów na Manhattanie w cenie 4 milionów dolarów lub wyższej – stanowiących mniej więcej 10% rynku – wzrosła w październiku o 20,8% w porównaniu z ubiegłym rokiem, przewyższając tym samym cały rynek, gdzie sprzedaż wzrosła o dość solidne 12,7%. W zeszłym tygodniu, według Olshan Realty, 37 domów na Manhattanie sprzedało się za ponad 4 miliony dolarów, co stanowi trzeci z rzędu tydzień z ceną powyżej średniej, w którym odnotowano sprzedaż ponad 30 takich bardzo drogich domów.

Ten boom na rynku nieruchomości z jednej strony wynika ze stałego wieloletniego trendu lokowania pieniędzy w najbardziej stabilnych i bezpiecznych miejscach na świecie, a do takich należy Nowy Jork, ale też można go ostatnio łatwo wytłumaczyć rekordowymi zyskami na rynku akcji Wall Street. W całej Ameryce, ale i w samym sercu systemu finansowego Ameryki, przybyło po prostu bardzo wielu posiadaczy wysoko wycenianych aktywów. Nie mówiąc o ludziach związanych z rozwijającym się sektorem AI.

Ewentualne dalsze plany Mamdaniego, które w dużym stopniu zależą od podniesienia podatków dla firm i najbogatszych osób fizycznych, zależą od zgody stanu, a na proponowany podatek dla milionerów, który miałby objąć około 35 000 gospodarstw domowych, gubernatorka oczekująca na reelekcję ostatnio się nie zgodziła, bo wcześniej zapewniała w swojej kampanii wyborczej, że ​​nie popiera podnoszenia podatków i nie zgodzi się na nowe obciążenia dla Nowojorczyków.

Według agencji Bloomberg, podobny „podatek dla milionerów” w Bostonie, który obejmował 4% podwyżkę podatku dla osób o dochodach powyżej 1 miliona dolarów, przyniósł 5,7 miliarda dolarów w ciągu dwóch lat – znacznie więcej, niż oczekiwano – i nie spowodował panicznej ucieczki z miasta. Bostonu, podobnie jak – z innych powodów – Nowego Jorku, nie da się bowiem zastąpić innym miejscem na Ziemi. Chodzi o bostońskie uczelnie, nagromadzenie talentów naukowych, lokalną gospodarkę i tradycję.

Dla Nowego Jorku byłby to przede wszystkim obszar Dolnego Manhattanu, z gigantycznym nagromadzeniem instytucji finansowych, prawnych, politycznych i społecznych. Aktywność zawodowa w tym centrum świata i mieszkanie w pobliżu, to dla wielu ludzi życiowe być albo nie być, podstawa ich pracy i życia. Niezależnie od cen nieruchomości, kosztów życia i nawet konieczności zapłacenia wyższych podatków, które zasilą politykę społeczną ratusza.

Mamdani i jego pomysły. Inspiracja dla polskich metropolii?

Zohran Mamdani nie ukrywał, że celem jego aktywności politycznej w Nowym Jorku będzie polityka społeczna przyjazna mniej zamożnym lub zupełnie biednym mieszkańcom metropolii. Tym grupom mieszkańców zamierza poprawić warunki życia i zwiększyć dostępność tanich mieszkań na wynajem w mega drogim mieście. Na razie nie udało się z podatkiem dla osób z dochodami ponad 1 milion dolarów, więc na pierwszy rzut poszli właściciele mieszkań.

Taki podatek nie jest niczym nowym i jest stosowany np. przez kraje takie jak Francja, Wielka Brytania i Kanada, które w ten sposób pobierają daniny od nierezydentów, czyli przybyszy z innych krajów. Jednak w przypadku Nowego Jorku może chodzić równie dobrze o obywateli amerykańskich z innych części kraju, a to już jest nowa koncepcja – mniej związana z rezydencją podatkową, a bardziej z opodatkowaniem bogactwa. Przy czym nikt nie wspomina o ograniczeniu spekulacji nieruchomościami, problemie pustostanów czy schłodzeniu rynku luksusowych mieszkań.

Argumenty, które zgłasza Mamdani, są czysto podatkowe i pragmatyczne. Czy tego typu podatek miałby szansę w polskich metropoliach, w których dynamicznie rośnie rynek luksusowych mieszkań? Warszawskie media pełne są ogłoszeń o bardzo drogich mieszkaniach – czy to w najnowszych inwestycjach, np. nowo wybudowanych wieżowcach w centrum miasta, czy w pieczołowicie odrestaurowanych śródmiejskich kamienicach. W porównaniu z Nowym Jorkiem to oczywiście mikroskopijna skala, ale jak na nasze warunki…

Lubimy zbierać inspiracje ze świata i wzorować się na pomysłach z Zachodu. A więc z samego serca tego Zachodu możemy przeszczepić też taki pomysł. Pomysł może funkcjonować równolegle z innymi mieszkaniowymi projektami – opodatkowaniem pustostanów (rozważanym w niektórych polskich miastach) czy podatkiem katastralnym od trzeciego posiadanego mieszkania.

Jednak to, co może zadziałać w realiach nowojorskich, nie musi zagrać w Warszawie. W Nowym Jorku powszechnym zjawiskiem są ultraluksusowe mieszkania kupowane często przez inwestorów z najodleglejszych części świata, którzy nie przejmują się cenami. To zjawisko nie ma wielkiego wpływu na podaż mieszkań dla zwykłych mieszkańców, bo ten rynek i tak jest poza ich możliwościami zakupu czy wynajęcia. To zjawisko globalne, charakterystyczne dla kilku, kilkunastu lokalizacji na świecie, np. Paryżu, Londynu.

W Warszawie czy innych polskich metropoliach mamy do czynienia raczej z rynkiem lokalnym, ograniczonym do naszego kraju czy wręcz miasta. W polskich realiach lepiej mogą funkcjonować pomysły związane z ograniczeniem niedoboru mieszkań, ograniczeniem pustostanów, rosnących cen w wyniku wykupywania mieszkań przez fundusze inwestujące w nieruchomości. Takich naprawdę ultraluksusowych nieruchomości nie ma aż tak dużo. Debata publiczna na temat cen koncentruje się przede wszystkim na standardowym rynku mieszkań.

Scenariuszem bardziej prawdopodobnym w Polsce, zamiast podatku od superluksusu, byłyby raczej podatki od pustostanów czy ograniczenie w kupowaniu całych bloków z wieloma mieszkaniami. Zazwyczaj narzędziem cywilizującym rynek mieszkaniowy w różnych krajach jest podatek katastralny, ale mimo wielu przymiarek do jego wprowadzenia, na razie chyba nie ma na to szans.

Pomysły takie jak z Nowego Jorku to narracja: „opodatkujmy bogatych, to lepiej będzie biedniejszym”. W mocniejszej wersji: „zabierzmy bogatym, oddajmy biednym”. Niestety, realizacja takich i podobnych im haseł, o czym mieliśmy okazję się przekonać w naszym kraju przez 45 lat po II wojnie światowej, nie działa dobrze. Choć mają one pewne zalety. Zwiększają presję na regulację rynku mieszkań, pokazują problemy miasta. Zobaczymy, jakie efekty przyniesie polityka podatkowa, którą prowadzi Zohran Mamdani.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

wynajem krótkoterminowy

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

Źródło zdjęcia: Jermaine Ee/Jordan Merrick/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu