20 kwietnia 2026

„Benzyna po 10 zł za litr to może być tylko kwestia czasu” – obawiają się niektórzy analitycy. Kiedy na stacjach będzie drożej niż w czerwcu 2022 roku?

„Benzyna po 10 zł za litr to może być tylko kwestia czasu” – obawiają się niektórzy analitycy. Kiedy na stacjach będzie drożej niż w czerwcu 2022 roku?

Utrzymujące się wysokie ceny ropy naftowej to niestety nie jest dobra wiadomość ani dla kierowców, ani dla turystów lubujących się w podróżach samolotami. W ostatnich tygodniach cena amerykańskiej ropy WTI dwukrotnie dobijała się do poziomu 120 dolarów za baryłkę. Rynek ropy naftowej znajduje się w stanie największego szoku od lat 70. XX wieku. Część analityków mówi: niezależnie od dalszego przebiegu wojny w Zatoce Perskiej benzyna po 10 zł za litr to tylko kwestia czasu. I to niezbyt długiego. Zapewne przesadzają, ale… Co musiałoby się stać, byśmy tyle płacili?

Kruche zawieszenie broni, które co chwilę jest zrywane albo stawiane pod znakiem zapytania. Takim krótkim zdaniem można chyba podsumować stan konfliktu na Bliskim Wschodzie. Mniejsza beczka prochu już wybuchła, a lont prowadzący do tej większej został podpalony. Cieśnina Ormuz częściowo zablokowana (zamiast 20 mln baryłek z ropą dziennie przepływa przez nią tylko 3,8 mln). 8 kwietnia doszło do ataku na kluczowy saudyjski rurociąg omijający Ormuz w kierunku Morza Czerwonego, co pogłębiło paraliż eksportowy regionu.

Zobacz również:

Na razie kraje OPEC+ starają się wysyłać sygnały stabilizacyjne. Na początku kwietnia grupa ośmiu państw z kartelu (m.in. Arabia Saudyjska, Rosja, ZEA) ogłosiła zwiększenie wydobycia o 200 000 baryłek dziennie od maja 2026 r., jednak przy globalnym deficycie szacowanym przez niektórych naukowców na 13–18 mln baryłek dziennie – który wynika zarówno z blokady cieśniny, jak i ze zniszczeń infrastruktury na Bliskim Wschodzie – większe wydobycie OPEC+ niewiele zmienia.

Sprawa jest poważna, bo nawet U.S. Energy Information Administration szacuje deficyt ropy naftowej na około 9,1 mln baryłek dziennie. Pojawiają się estymacje, które mówią, że wydobycie ropy w samym regionie Zatoki Perskiej spadło o ponad 13 mln dziennie w marcu z powodu braku możliwości magazynowania surowca.

Co prawda poszczególne kraje mają rezerwy strategiczne benzyny i innych paliw, ale w niektórych przypadkach w magazynach widać już dno. Norwegia ogłosiła właśnie, że jej rezerwy strategiczne paliw wystarczą tylko na 20 dni. Premier Jonas Gahr Stoere powiedział, że rząd rozważa powszechne wprowadzenie pracy zdalnej, by zmniejszyć mobilność obywateli i zredukować popyt na paliwa transportowe.

Zapasy w Norwegii są ponad czterokrotnie mniejsze niż w sąsiedniej Szwecji czy Finlandii, które dysponują rezerwami na 90 dni. Problemem jest brak odpowiedniej infrastruktury dla magazynowania gotowych paliw w Norwegii. Kraj, który w marcu 2026 roku zanotował historyczny rekord przychodów z eksportu ropy i gazu, nie jest w stanie zagwarantować stabilności dostaw gotowych paliw.

Problemy mają też niektóre linie lotnicze. Stowarzyszenie linii lotniczych IATA ogłosiło, że od końca maja mogą się zacząć ograniczenia w lotach z powodu braku lub zaporowych cen paliwa lotniczego. Już w tym miesiącu 160 lotów odwołała z tego powodu linia lotnicza KLM, a za Oceanem Delta Airlines. Włoskie lotniska poinformowały, że albo w ogóle nie mają paliwa lotniczego, albo je reglamentują. To oznacza, że linie lotnicze mogą tam lądować, ale nie mogą dotankować samolotów.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

amerykański bank jpmorgan zapasy ropy

JUBAIL

wojna w zatoce ceny nawozów

Polska nie jest w dużym stopniu, jak kraje azjatyckie, uzależniona od ropy z Zatoki Perskiej, większość ropy naftowej sprowadzamy z Norwegii oraz USA. Mamy też relatywne zapasy zarówno ropy naftowej, jak i benzyny. Jednak 15-20% krajowego zużycia benzyny sprowadzamy z zagranicy, więc nie jesteśmy w 100% bezpieczni, gdyby cena paliwa w Polsce była na tyle niska, że nie opłacałoby się go importować.

Mimo zapewnień Komisji Europejskiej o stabilnych zapasach ropy, ceny paliw na stacjach w Polsce wzrosły o 20–30% w miesiąc. Przypomnijmy, że pod koniec marca litr Pb95 kosztował na stacjach około 7,1 zł. Oczywiście, jak wiemy, cena benzyny w ostatnich tygodniach dość mocno spadła z uwagi na mechanizm ceny maksymalnej – została ona odgórnie ograniczona do poziomu ok. nieco ponad 6 zł za litr, co umożliwiła obniżka VAT-u na paliwa do 8% (na razie tymczasowo do końca kwietnia) oraz radykalne cięcie akcyzy, a także uruchomienie rezerw strategicznych.

Cena litra Pb95 na stacjach w Polsce

Źródło: e-petrol.pl

Benzyna po 10 zł za litr? Co się składa na taki scenariusz?

Czy może być drożej na stacjach? Sytuacja geopolityczna pozostaje skrajnie napięta. Rynek czeka na wynik negocjacji w sprawie pełnego odblokowania Cieśniny Ormuz. Jeśli zawieszenie broni zostanie zerwane, to nie będzie wesoło na rynku paliw. Analitycy Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) ostrzegają przed scenariuszem, w którym cena ropy rośnie w okolice 180–200 dolarów za baryłkę. To już mogłoby doprowadzić do globalnej recesji.

Niektórzy menedżerowie twierdzą, że tak naprawdę ceny dochodzą powoli do takiego poziomu. Kilka dni temu prezes banku HSBC w wywiadzie dla agencji Bloomberg stwierdził, że jeśli ktoś próbuje zdobyć ropę z Bliskiego Wschodu, to rzadko kiedy płaci za nią mniej, niż 140-150 dolarów za baryłkę. Transport ropy kosztuje dodatkowo 30-40 dolarów w przeliczeniu na baryłkę, a koszt ubezpieczenia frachtu (z wyłączeniem ubezpieczenia od wojny, które zostało w ogóle wycofane) wzrósł z 0,25% do 5% jego wartości.

„Najwyższa cena, jaką widziałem, i mam nadzieję, że już więcej nie zobaczę, to 286 dolarów za baryłkę ropy, która dotarła do Sri Lanki” – powiedział prezes HSBC. Sri Lanka jest w 100% zależna od dostaw ropy z Zatoki Perskiej. A wraz ze zmniejszaniem zapasów ropy w kraju, rząd Sri Lanki był w stanie zapłacić każdą cenę za to, by kupić ropę naftową z Zatoki Perskiej.

Niektórzy analitycy rynku paliw w nieoficjalnych wypowiedziach mówią, że w zasadzie nie ma już szans na powrót ceny baryłki ropy do cen sprzed kryzysu, czyli rzędu 60 dolarów. Po prostu za duża część potencjału wydobywczego w Zatoce Perskiej jest uszkodzona. I za mała jest szansa na to, że Iran przestanie kąsać. Sytuacja została trwale zdestabilizowana przez atak Izraela i USA. Najwięksi pesymiści w rozmowach mówią, że ich zdaniem cena benzyny na stacjach może dojść nawet do 10 zł za litr. „To już w zasadzie tylko kwestia czasu” – twierdzą.

Czy mają rację? Nie muszą jej mieć. To skrajnie pesymistyczny scenariusz, ale oczywiście można spróbować narysować okoliczności, które sprawią, że to się rzeczywiście wydarzy. Postanowiłem to zrobić. Podkreślam: nie jest on scenariuszem bazowym (czyli najbardziej prawdopodobnym), ale niestety nie jest też niemożliwy. Postawiłem sobie dwa istotne pytania.

Po pierwsze: przy jakiej cenie baryłki ropy benzyna Pb95 mogłaby kosztować powyżej 10 zł za litr przy założeniu, że nie byłoby żadnych dotacji i mechanizmów ochronnych? Po drugie: po ile benzyna musiałaby być na stacjach, żeby była realnie droższa niż w 2022 roku, tuż po ataku Rosji na Ukrainę? Przypomnijmy, że na niektórych stacjach w połowie 2022 roku zobaczyliśmy ponad 8 zł za litr! Jednak kilka lat minęło, a przecież mieliśmy inflację.

A co się składa na cenę paliwa na stacjach?

Zaczynam od pytania nr 1. Najpierw musimy zrozumieć, co dokładnie składa się na cenę, którą widzimy na dystrybutorze. Pamiętajmy, że cena paliwa na stacji jest wypadkową globalnych notowań ropy, kursów walutowych, kosztów operacyjnych rafinerii oraz stabilnych, acz wysokich obciążeń podatkowych (które w warunkach braku dotacji stają się głównym multiplikatorem wzrostu cen). W Polsce cena paliwa przy dystrybutorze jest obciążona trzema rodzajami danin – są to akcyza, opłata paliwowa, opłata emisyjna. Do tego dochodzi podatek od towarów i usług (VAT), który ma charakter procentowy i jest naliczany od sumy wszystkich pozostałych składników.

Składniki ceny litra Pb95 przy cenie ok. 6,2 zł za litr

Źródło: reflex.com.pl

Podatek akcyzowy na paliwa silnikowe jest najważniejszym kwotowym składnikiem ceny paliwa, który nie ulega zmianie wraz z wahaniami notowań ropy na giełdach światowych. Według danych Ministerstwa Finansów oraz aktualnych stawek obowiązujących od 1 stycznia 2026 roku stawka akcyzy na benzynę silnikową wynosi 1529,00 zł za 1000 litrów. Oznacza to, że niezależnie od tego, czy ropa kosztuje 40 dolarów czy 200 dolarów za baryłkę konsument płaci 1,53 zł podatku akcyzowego w każdym zakupionym litrze paliwa. W scenariuszu braku dotacji rządowych odrzucamy czasowe obniżki (do poziomów minimalnych dopuszczalnych w Unii Europejskiej), takie, z którymi mamy do czynienia obecnie (0,29 zł na litrze).

Opłata paliwowa to przychód Krajowego Funduszu Drogowego (KFD) i jest corocznie waloryzowana przez Ministra Infrastruktury. Na rok 2026 stawka ta została ustalona na poziomie 210,29 zł za 1 000 litrów benzyny (0,21 zł/l), co stanowi wzrost o około 4% w stosunku do roku 2025. Z kolei opłata emisyjna, wprowadzona w celu finansowania funduszy związanych z transformacją energetyczną i transportem niskoemisyjnym, utrzymuje się na poziomie 80,00 zł za 1 000 litrów (0,08 zł/l). Sumarycznie, te dwa składniki dodają do każdego litra benzyny blisko 0,29 zł obciążenia.

Podatek VAT w wysokości 23% w scenariuszu bez dotacji (bez preferencyjnej stawki 8%, stosowanej w okresach kryzysowych), to podatek nakładany na sumę ceny netto (koszt zakupu w rafinerii plus marża detaliczna) oraz wszystkich podatków kwotowych (akcyza, opłata paliwowa, opłata emisyjna). Oznacza to mniej więcej tyle, że każda złotówka wzrostu ceny ropy w rafinerii przekłada się na 1,23 zł wzrostu ceny litra Pb95 na stacji.

Idąc dalej, trzeba wyjaśnić, że cena, po której rafineria sprzedaje paliwo stacjom detalicznym, nie zależy wyłącznie od ceny samej ropy. Jest to skomplikowana funkcja kosztów przerobu, marż rafineryjnych, kosztów energii oraz kursu walutowego. Modelowa marża rafineryjna w przypadku naszego polskiego giganta PKN Orlen oscyluje w granicach 8–15 dolarów za baryłkę (w lutym wynosiła 10,50 dolarów), ale może gwałtownie rosnąć w okresach gwałtownych napięć geopolitycznych lub deficytu mocy przerobowych w Europie. Można przyjąć, że koszty rafineryjne to około 60% ceny litra Pb95.

Teraz kwestia kursów walutowych. Ropa naftowa na rynkach światowych jest kwotowana wyłącznie w dolarach amerykańskich. Dla polskiego kierowcy oznacza to, że cena paliwa jest funkcją dwóch zmiennych: ceny surowca w dolarach oraz siły nabywczej złotego. W okresach kryzysów globalnych najczęściej dochodzi do korelacji negatywnej, bo cena surowców rośnie, kapitał ucieka do dolara, a złoty słabnie. Zmiana kursu o USD/PLN o 0,10 zł podnosi koszt 1 litra benzyny o około 6-7 groszy.

Benzyna po 10 zł za litr? To (niestety) możliwe. Kiedy?

W jakich warunkach może się zdarzyć, że benzyna będzie po 10 zł za litr? Taka cena na dystrybutorze oznaczałaby, że cena netto w rafinerii (bez żadnych podatków) musiałaby wynieść około 6,15 zł za litr. Jest to wartość ekstremalnie wysoka, biorąc pod uwagę, że przy cenach ropy rzędu 80 dolarów za baryłkę cena netto w rafinerii oscyluje wokół 3,60–3,90 zł za litr. Wydaje się, wedle moich szacunkowych obliczeń prowadzonych w arytmetyczny i proporcjonalny sposób, że baryłka ropy musiałaby kosztować gdzieś w przedziale 180–210 dolarów, czyli dwa razy więcej niż obecnie i znacznie powyżej historycznego rekordu.

Przypomnę, że w lipcu 2008 roku, tuż przed wybuchem wielkiego kryzysu finansowego, ceny baryłki ropy WTI i Brent przekroczyły na chwilę 147 dolarów. Przy czym licząc realnie, z uwzględnieniem inflacji, to zapewne szczyt z 1980 roku jest rekordem wszechczasów, bo w dzisiejszych cenach odpowiadałby kwocie ponad 160 dolarów za baryłkę.

No dobrze, ale wróćmy do sytuacji, gdy pęka bariera 10 zł za litr Pb95. Estymując różne scenariusze, można też stwierdzić, że realny jest nawet taki, w którym ten poziom jest osiągnięty przy cenie ropy na poziomie „ledwie” około… 170 dolarów za baryłkę. Niektórzy analitycy wieszczą, że taki poziom ceny baryłki jest całkiem łatwy do osiągnięcia – w przypadku totalnego załamania podaży z Bliskiego Wschodu. Dodatkowo należy pamiętać, że im większy kryzys, tym złoty byłby słabszy względem dolara, a to dodatkowo wpływałoby na podwyżki na stacjach. Tak więc przy kursie USD/PLN na poziomie 4,40 zł sprawa już by wyglądała inaczej.

Co stałoby się z cenami i z naszą gospodarką, gdybyśmy zobaczyli cenę benzyny na poziomie 10 zł za litr? Oj, lepiej nie myśleć. To miałoby potężne implikacje dla całej gospodarki i dla naszych domowych budżetów. Co prawda w przypadku paliw płynnych elastyczność cenowa popytu jest relatywnie niska, czyli on generalnie jest trudny do „zgaszenia”, bo przecież ludzie muszą dojeżdżać do pracy, a firmy muszą transportować, ale przy poziomie 10 zł za litr mogłoby dojść do przekroczenia „progu bólu”.

To mogłoby pociągnąć za sobą spadek zapotrzebowania na benzynę, co wymusiłoby na rafineriach ograniczenie marż w celu zachowania płynności sprzedaży. Pamiętajmy, że 10 zł to taki piękny, okrągły i doniosły psychologicznie poziom, który naprawdę mógłby szokować i mocno wpływać na psychikę konsumentów. Paliwo jest kosztem bazowym w niemal każdym sektorze gospodarki, począwszy od rolnictwa, przez transport, po turystykę. Cena 10 zł za litr benzyny spowodowałaby gwałtowny wzrost cen towarów na półkach sklepowych i wzrost cen usług. To z kolei napędzałoby presję płacową i osłabiało złotego. Typowy gospodarczy korkociąg.

Warto jednak jeszcze raz podkreślić, że to, w jakich warunkach i przy jakiej cenie baryłki ropy zobaczylibyśmy cenę 10 zł za litr Pb95, zależy od wielu czynników. W scenariuszu dość głębokiego kryzysu globalnego, mogłoby to stać się już w momencie przebicia się ceny ropy przez poziom 170 dolarów za baryłkę, jeśli jednocześnie złoty dynamicznie by się osłabiał. Oczywiście, pamiętajmy o przyjętym założeniu braku działań osłonowych ze strony państwa.

CZYTAJ TEŻ:

iran odblokował zatokę ormuz

Benzyna realnie droższa niż w czerwcu 2022 roku? Czyli po ile?

Zostało nam jednak jeszcze drugie palące pytanie. Po ile benzyna musiałaby być na stacjach, żeby była realnie droższa niż w 2022 roku, tuż po ataku Rosji na Ukrainę? Na niektórych stacjach w połowie 2022 roku zobaczyliśmy ponad 8 zł za litr. Kilka lat minęło, a po drodze mieliśmy dość wysoką inflację.

Warto wrócić jeszcze na chwilkę do roku 2022. Polski rząd, starając się amortyzować skutki inflacji, wprowadził Tarczę Antyinflacyjną, która w przypadku paliw polegała na radykalnym obniżeniu stawki podatku VAT z 23% do 8%. Gdyby nie interwencja fiskalna, ceny nominalne w czerwcu 2022 roku nie wynosiłyby około 8 zł za litr Pb95, lecz przekroczyłyby zapewne barierę 9 zł za litr.

Według raportów portalu e-petrol, w tygodniu kończącym się 22 czerwca 2022 roku, średnia ogólnopolska cena benzyny Pb95 wynosiła 7,92 zł/l, przy czym w niektórych regionach dobijała ona do 7,99 zł/l. Pojawiały się różnice regionalne, ze względu na logistyczne wyzwania związane z dystrybucją paliw. Dla celów naszej analizy możemy przyjąć poziom 7,95 zł/l za reprezentatywny dla cen detalicznych benzyny Pb95 w Polsce w czerwcu 2022 roku.

Obliczanie realnej wartości pieniądza w czasie wymaga zastosowania mechanizmu procentu składanego w odniesieniu do wskaźników cen towarów i usług konsumpcyjnych. Inflacja skumulowana nie jest prostą sumą rocznych odczytów inflacji, lecz iloczynem kolejnych wskaźników cenowych, co pozwala na uchwycenie efektu bazy (a raczej: „bazy w bazie”). Przypomnijmy, że na początku 2023 roku inflacja osiągnęła odczyt 18,4% (luty 2023). Potem nastąpił proces dezinflacji, który sprowadził odczyty w pobliże celu Narodowego Banku Polskiego.

Posługując się kwartalnymi wskaźnikami CPI, które publikuje Główny Urząd Statystyczny (GUS), oszacowałem skumulowany wzrost cen od czerwca 2022 roku do marca 2026 roku na około 20,65%. To oznacza spadek siły nabywczej pieniądza o jedną piątą! Dodajmy, że w 2022 roku średnioroczna inflacja wyniosła 14,4%, ale nasze obliczenia startują od połowy owego roku. Skumulowany wzrost cen o około 21% w ciągu niecałych czterech lat to dużo. To zmienia perspektywę oceny nominalnych cen towarów o wysokiej częstotliwości zakupu, takich jak benzyna.

Jeśli zwaloryzujemy średnią cenę 7,95 zł za litr z czerwca 2022 roku o 20,65%, to okazuje się, że benzyna Pb95 w kwietniu 2026 roku musiałaby kosztować na stacjach średnio 9,59 zł za litr, aby można było uznać ją za realnie droższą niż w szczytowym momencie kryzysu z 2022 roku. Wow. To dużo. To niemalże te feralne 10 zł, które rozważaliśmy przed chwilą!

Jednak na drodze tych obliczeń, można dojść do niezwykle zaskakującego i właściwie optymistycznego wniosku. Biorąc pod uwagę fakt, że aktualne średnie ceny benzyny Pb95 w Polsce (kwiecień 2026 roku) wynoszą około 6,19 zł/l, paliwo jest obecnie realnie o około 31% tańsze niż w czerwcu 2022 roku! Jednak pamiętajmy, że w czerwcu 2022 roku cena 7,95 zł była sztucznie zbijana przez obniżoną stawkę VAT (8%).

Warto jeszcze zestawić ceny paliwa z poziomem wynagrodzeń. Na jakie zakupy na stacjach mogliśmy sobie pozwolić w czerwcu 2022, a na jakie możemy teraz? Według danych GUS, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w czerwcu 2022 roku wynosiło około 6554 zł brutto, czyli przy cenie benzyny 7,95 zł można było za nie kupić około 824 litrów paliwa. W 2026 roku, po serii podwyżek płacy minimalnej oraz wzroście wynagrodzeń w odpowiedzi na wysoką inflację lat 2023–2024, przeciętne wynagrodzenie zbliża się do poziomu 9 000 zł brutto i przy obecnej cenie benzyny można kupić za nie ponad 1 450 litrów benzyny! Dla przeciętnego Polaka tankowanie w 2026 roku jest znacznie mniejszym obciążeniem budżetu niż w 2022 roku.

Cieszmy się tą chwilą. Cieszmy się tym, że rząd obniżył VAT na paliwo. Cieszmy się, że co prawda sytuacja geopolityczna znów jest trudna, ale polska waluta zachowuje się lepiej niż w 2022 roku i na razie jest relatywnie mocna. Kurs USD/PLN na poziomie 3,60 zł sprawia bowiem, że baryłka ropy jest dla polskiej rafinerii znacznie tańsza niż cztery lata temu! To dlatego, mimo wysokiej skumulowanej inflacji, w okienku dystrybutora nie widzimy 8 zł za litr Pb95.

By tankowanie zaczęło nas boleć tak jak w połowie 2022 roku, cena baryłki ropy musiałaby skoczyć ponad poziom 170 dolarów, a jednocześnie złoty musiałby znacznie słabnąć. Na szczęście na razie jest dość daleko do takiego stanu. Choć, powtórzę jeszcze raz, niektórzy analitycy w nieoficjalnych rozmowach stawiają hipotezę, że deficyt na rynku ropy i coraz trudniejsze relacje USA z resztą świata sprawiają, iż jest to scenariusz, który się wydarzy. Choć nie wiadomo kiedy dokładnie.

CZYTAJ O SKUTKACH UBOCZNYCH:

cena paliwa w dół helicopter money

kto wygrywa na kontroli cen paliw

Źródło okładki: PKN Orlen, Pixabay

Subscribe
Powiadom o
17 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Michał
2 dni temu

Akurat to wzrost ceny oleju napędowego wpływa na koszty transportu – finalnie ceny produktów 🙂

Ppp
2 dni temu

Analiza ciekawa, ale kiedy wszystko zależy od tego, którą nogą wstanie Trump dzisiaj rano (czyli ok. 12-14-tej naszego czasu) – przewidywanie czegokolwiek nie ma sensu. W Piątek wieczorem mieliśmy silne spadki na ropie, bo zanosiło się na pokój. A dzisiaj rano ostrzelany statek irański i znowu zanosi się na wojnę i ropa leci do góry.
Pozdrawiam.

Admin
2 dni temu
Reply to  Ppp

Tym bardziej trzeba brać pod uwagę także czarne scenariusze…

joey p
1 dzień temu
Reply to  Ppp

Pewnie ktoś ze znajomych królika robi niezłe spekulacje na surowcach.

Kol
1 dzień temu

Na razie na pokój się nie zanosi, więc taka cena jest jak najbardziej realna.

Admin
1 dzień temu
Reply to  Kol

Niestety też nie mam najlepszych przeczuć w tej sprawie

Jacek
1 dzień temu

W Japonii wczoraj tankowałem za 3.8 pln/l Benzyna. Diesel niewiele droższy. Zwykła stacja w centrum Tokio.
Można? Można. Jak to robią, nie zagłębiałem się w temat.

Admin
1 dzień temu
Reply to  Jacek

Aaaa, to trzeba się zagłębić, opowiedzieć nam, a my powiemy rządowi. I też tak będziemy mieli!

das
1 dzień temu
Reply to  Maciej Samcik

Główną różnicą są bezpośrednie dotacje do rafinerii … W marcu ok.80gr/l

Mmmm
1 dzień temu

Czyżby pomarańczowy Donald przeprowadzał najlepszą akcję promocyjną elektryków?

joey p
1 dzień temu
Reply to  Mmmm

Trochę miesięcy takich zawirowań i Chińczycy nieźle zarobią na najnowszych akumulatorach. Stratni będą Szejkowie, bo kto robi dziesiątki tysięcy rocznie szybko przesiądzie się na elektryka. Zostaną działkowicze z jakimiś 1.0 jeżdżonymi w weekendy.

Mmmm
1 dzień temu
Reply to  joey p

Chińczycy podobno minęli już szczyt zapotrzebowania na ropę i zapotrzebowanie ma spadać coraz szybciej. Jeżeli tak się stanie to pewnie pociągnie to innych. Coś jak kryzys lat 70 zmienił motoryzację w świecie a amerykańska wielka trójca motoryzacji przetrwała ale nigdy już nie odzyskała pozycji sprzed kryzysu.

James85
1 dzień temu
Reply to  joey p

Ktoś kto robi dziesiątki tysięcy rocznie na pewno nie przesiądzie się na elektryka. No chyba, że są samochody które mają zasięg co najmniej 600 km a ich naładowanie do pełna trwa nie dłużej niż 15 minut. Wówczas to ma sens. Natomiast póki co elektryk jest dobry dla osoby która jeździ codziennie do pracy przykładowo 100 km i w weekendy zrobi kolejnych kilkaset. Ponadto mieszka w domu i posiada fotowoltaike na starych zasadach.

Mmmm
1 dzień temu
Reply to  James85

Jak zawsze.m to zakeży. Jak ktoś robi trasę do Chorwacji na raz to oczywiście elektryk nie dla niego. Ale jak ktoś cały dzień jeździ autem po mieście to już inaczej to wygląda. Tutaj 600 km zasięgu to elektryki od dawna mają. Dzisiaj nie ma też dużych różnic w cenie zakupu. Tesla 3 czy Toyota Camry w zasadzie jedne pieniądze kosztują. Pewnie jest jakiś powód, że coraz więcej taksówek elektrycznych widać.

Zbyszek
1 dzień temu
Reply to  James85

Są już samochody elektryczne z zasięgiem 750 km a ich cena to aktualnie 186tyś zł. (ATesla 3 Long Range RWD).

A co do eksploatacji zerknij proszę na te rozpiskę. Grafika z grudnia 2024, wg obecnych cen paliw elektryk jeszcze bardziej się opłaca.

1000019556
James85
20 godzin temu
Reply to  Zbyszek

Ok, zgodzę się z zasięgiem tylko co z ładowaniem pojazdu. Mam pracę gdzie jadę dzisiaj z Warszawy do Gdańska następnego dnia Gdańsk Szczecin, powrót trzeciego dnia do Warszawy. Gdzie mam zatankować pojazd elektryczny, w czasie zbliżonym do tankowania spalinowego.

Zbyszek
6 godzin temu
Reply to  James85

W takim scenariuszu ładujesz się w nocy korzystając z ładowarek na parkingu hotelowym (coraz więcej hoteli ma taką opcję). Meldujesz się w hotelu ok godz 18ej, wpinasz samochód w ładowarkę i na drugi dzień o godz 7ej rano wsiadasz do naładowanego samochodu. Alternatywnie – zajeżdżasz sobie na ładowarkę supercharger, tam ładowanie trwa ok 30 min (jeśli ładujesz się od niemal zera). We wszystkich wymienionych miastach są superchargery. Trzecia opcja – ładujesz się w trasie pomiędzy miastami, przerwa 25 min na kawę i rozprostowanie kości: https://www.tesla.com/pl_pl/supercharger https://elektromobilni.pl/mapa-stacji-ladowania/ Oczywiście nie twierdzę, że mamy dużo ładowarek i jest to opcja na każdego –… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu