Cena paliwa na stacjach już za kilka dni może zjechać nawet do 6 zł za litr. Cieszycie się? Możecie już przestać. Będą bolesne skutki uboczne. Obniżenie cen paliw poprzez zmniejszenie stawki podatku VAT i akcyzy to kolejny przykład tzw. helicopter money, czyli rozrzucania pieniędzy bez większego sensu, zamiast dostarczania im w miejsca, gdzie są najbardziej potrzebne. Tym, co dziś najbardziej by się przydało, byłyby bony paliwowe dla firm transportowych, logistycznych oraz dla rolników. Tymczasem przedsiębiorcy – najbardziej potrzebujący dziś wsparcia – na pomyśle „CPN” zyskają najmniej
Prawdopodobnie za kilka dni ceny na stacjach paliw spadną znacząco. Premier zapowiedział, a parlament błyskawicznie przegłosował ustawę, na podstawie której czasowo ograniczone będą podatki zawarte w cenie paliw. Pakiet nazywa się CPN (cena paliwa niższa). Ulga będzie spora, bo w cenie każdego litra paliwa mniej więcej połowę stanowią takie elementy jak VAT, akcyza, czy podatek paliwowy. Państwo w skali roku z opodatkowania sprzedaży paliw ma 70-80 mld zł (czyli co szóstą złotówkę zbieraną z podatków).
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Podatek VAT ma spaść z 23% do 8% (co zapewni jakieś 90 gr obniżki ceny paliwa na każdym litrze), zaś podatek akcyzowy zapewni zejście cen paliwa o kolejne 30 gr niżej. Dodatkowo minister energii ma codziennie ustalać maksymalną cenę paliw na stacjach, która ma się opierać na obniżonej o wartość podatków cenie hurtowej paliwa w Orlenie (jedyny hurtowy sprzedawca w Polsce) oraz standardowej marży stacji. To oznacza, że po kieszeni dostaną zwłaszcza właściciele mniejszych stacji, w których mniejszy udział stanowi sprzedaż pozapaliwowa.
CPN, czyli helicopter money. Cena paliwa spadnie do 6 zł za litr
Na pierwszy rzut oka ten pakiet wygląda na niezły pomysł. Jeśli będziemy tankować taniej, to być może – poza tym, że będziemy szczęśliwsi przy wielkanocnych stołach – mniejsza będzie presja inflacyjna. A to właśnie rozbujania inflacji wskutek wysokich cen paliw najbardziej obawiają się politycy i ekonomiści. Wyższa inflacja spowoduje wzrost ceny pieniądza, co z kolei zahamuje całą gospodarkę i ściągnie na rząd wyższe koszty obsługi zadłużenia.
Jeśli jednak bliżej przyjrzeć się pomysłowi rządu – staje się jasne, że antyinflacyjne korzyści będą iluzoryczne, zaś drogocenne pieniądze z państwowego budżetu (potrzebne choćby do ratowania bankrutującej ochrony zdrowia) będą znów beztrosko rozrzucane z helikoptera, nie trafiając prawie w ogóle w miejsca, gdzie rzeczywiście są potrzebne. A najbardziej potrzebne są w firmach transportowych, logistycznych i u rolników.
To przedsiębiorcy prowadzący biznes kupują najwięcej paliwa i przeważnie jest to olej napędowy, który podrożał znacznie bardziej, niż benzyna (średnio z 6 zł do 8,5 zł za litr, gdy benzyna E-95 – z 5,7 zł do 7,2 zł za litr). W dodatku ich popyt jest najmniej „elastyczny”, czyli – w odróżnieniu od zwykłych konsumentów paliwa – nie mogą oni nie kupić paliwa i „przeczekać” najwyższe ceny. Właśnie w ich przypadku wzrost ceny paliwa niesie największe ryzyko bankructwa (i strat podatkowych państwa) lub przerzucenia cen paliwa na ceny wszystkich towarów w sklepach.
Rząd – jeśli chciałby możliwie w największym stopniu ograniczyć skutki wysokich cen paliw dla gospodarki – powinien właśnie przedsiębiorcom z najbardziej „wrażliwych” na ceny paliwa branż refundować skutki wojny w Zatoce Perskiej. Tymczasem robi coś dokładnie odwrotnego: w znacznie większym stopniu obniża ceny właścicielom aut „cywilnych”, przedsiębiorców w dużej części zostawiając na lodzie.
Dlaczego tak twierdzę? Przecież obniżka cen paliwa dotyczy wszystkich, a więc także przedsiębiorców. Teoretycznie najwięcej powinni zyskać ci, którzy kupują na stacjach najwięcej paliwa – czyli właśnie właściciele firm. Niestety, tak nie będzie. Wszystko przez strukturę obniżki cen. Zdecydowana większość z niej – 90 gr z całości 1,2 zł „ulgi” – ma pochodzić z obniżenia podatku VAT. A tak się składa, że dla przedsiębiorców ten podatek jest „niewidzialny”. A więc i „ulga” będzie mniej widoczna, niż u kierowcy Ferrari, tankującego swoje sportowe auto taniej o 1,2 zł.

Rząd pomaga konsumentom bardziej niż przedsiębiorcom
Załóżmy, że kupuję paliwo do baku za 7,2 zł (płacąc jednocześnie jakieś 1,35 zł podatku VAT), a potem przewożę jakiś towar, wykonuję usługę, „produkuję” jakieś dobra – które sprzedaję za 12,3 zł. Załóżmy, że paliwo jest moim jedynym kosztem. Z tej ceny, którą wystawiam mojemu kontrahentowi, 2,3 zł stanowi podatek VAT, który odprowadzam do urzędu skarbowego. Ale nie w całości, bowiem najpierw odliczam od tej kwoty VAT, który sam zapłaciłem (czyli 1,35 zł zawarte w cenie paliwa). I „netto” wpłacam urzędowi skarbowemu 0,95 zł podatku VAT.
O ile więc dla konsumenta zmniejszenie podatku VAT i akcyzy oznacza spadek ceny paliwa o 1,2 zł na litrze, o tyle z punktu widzenia przedsiębiorcy – tylko o 30 gr na litrze, ponieważ VAT i tak jest dla niego „niewidzialny”. Przedsiębiorca dostanie więc znacznie mniejszą ulgę. A powinien dostać większą, bo po pierwsze zużywa znacznie więcej paliwa, a po drugie – w jego przypadku większy koszt oznacza również wyższe ceny w wielu innych miejscach.
Zatem jeśli już „inwestujemy” pieniądze podatników (które mogłyby pójść np. na finansowanie badań profilaktycznych) i przekazujemy je kierowcom, to przekazujmy je tym, którzy tego potrzebują bardziej niż inni (czyli przedsiębiorcom, używającym więcej paliwa i niemogącym sobie pozwolić na rezygnację z zakupu) oraz tam, gdzie te pieniądze mogą przynieść większy skutek „antyinflacyjny”.
Owszem, można powiedzieć, że rząd aż tak wiele nie „oddaje” tych pieniędzy podatników. Gdy paliwo było po 5,5 zł za litr, to VAT wynosił 1 zł na każdy litr. Gdy paliwo kosztuje 7,2 zł, to VAT wynosi już 1,35 zł. Jeśli teraz rząd obniży ten VAT z 23% do 8%, to VAT przy obecnej cenie paliwa wyniesie 0,55 zł. „Strata brutto” ministerstwa z powodu obniżenia stawki VAT wyniesie 1,2 zł, ale „strata netto” już tylko 0,45 zł na każdym litrze. Częściowo rząd odda tylko „nadmiarowe zyski” w postaci VAT liczonego od wyższej ceny. Mimo wszystko: pieniądze podatników będą rozrzucane z helikoptera przez rząd kraju, który w ostatnich kilku latach zwiększał zadłużenie najszybciej w całej Unii Europejskiej.
Wśród skutków ubocznych może być m.in. zaburzenie konkurencji na rynku stacji benzynowych (o ile przyjmiemy, że jeszcze jakaś jest, bo wszyscy kupują i tak paliwo w hurcie od Orlenu, wyłączywszy import), zaburzenia w naszych głowach (ustalanie cen przez urzędnika to patologia, niedobrze przyzwyczajać się do takich rzeczy), nieefektywne używanie pieniędzy podatników (może ich zabraknąć na ważniejsze cele) oraz ryzyko wzrostu inflacji (na czym stracą wszyscy, którzy nie inwestują pieniędzy).
A jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie się przedłuży – może się zdarzyć także racjonowanie paliwa (gdyby się okazało, że jest ono na tyle tanie, iż opłaca się nim spekulować). Niska cena paliwa w czasie kryzysu może być problematyczna, bo destabilizuje rynek.
A może bon paliwowy zamiast helicopter money?
W Polsce sprzedaje się rocznie 22 mld litrów oleju napędowego rocznie (z tego 70–80% kupuje branża transportowa, logistyczna, firmy z rolnictwa i budownictwa) oraz „tylko” 7 mld litrów benzyny (w 80% „konsumowanej” przez zwykłych ludzi). Być może więc – zamiast dotować głównie konsumentów (oni zyskują 1,2 zł na litrze, a przedsiębiorcy tylko 30 gr na litrze) i poświęcać 25 mld zł w skali roku (2 mld zł w skali miesiąca), przygotować bon paliwowy dla najbardziej dotkniętych branż, który pozwoliłby im zatankować taniej jakiś kontyngent paliwa.
Skoro 65% konsumpcji paliw i oleju napędowego w Polsce to biznes, można byłoby tym samym kosztem zapewnić 1,4-1,5 zł obniżki ceny oleju napędowego lub benzyny dla przedsiębiorców, czyli sprowadzić cenę oleju napędowego w okolicę 7 zł za litr (przed kryzysem było niecałe 6 zł) oraz cenę benzyny E-95 w okolice 5,8 zł (czyli niemal do poziomu sprzed kryzysu). Owszem, „cywilni” kierowcy by cierpieli (dla nich cena paliwa zostałaby wysoka), ale byłoby to maksymalnie efektywne z punktu widzenia gospodarki wykorzystanie pieniędzy podatników.
Być może wymagałoby to jakichś przebojów z Unią Europejską (zgoda na pomoc publiczną), z całą pewnością wymagałoby to wcześniejszego planowania i przygotowań technicznych oraz wypracowania procedur przepływu pieniędzy. Przedsiębiorca musiałby się zapewne zarejestrować w jakimś systemie, uwierzytelnić, „wgrać” do niego swoje rachunki za tankowanie i uzyskać zwrot części wydatków (lub stosowne obniżenie podatku do zapłacenia). Jeśli kryzys potrwa dłużej, być może warto taki plan opracować.
——————————
CZYTAJ WIĘCEJ O CENACH PALIW:
——————————-
CZYTAJ TEŻ O KONSEKWENCJACH WOJNY:
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
ZOBACZ WIDEOPORADNIKI O LOKOWANIU PIENIĘDZY:
——————————
CZYTAJ JAK TERAZ LOKOWAĆ KASĘ:


zdjęcie tytułowe: Copilot Designer









