Spadną ceny paliw. Premier Donald Tusk poinformował, że rząd wprowadzi działania osłonowe: obniżkę VAT i akcyzy (a to prawie połowa ceny paliwa) oraz kontrolę cen na stacjach. Szczegóły ma podać minister finansów, ale już wiadomo, że zastosowane narzędzia mają dać obniżkę ceny paliwa na stacjach benzynowych o ok. 1,2 zł na każdym litrze paliwa. Obniżki podatków VAT i akcyzy to standard działań rządów w kryzysowych sytuacjach (kilka europejskich państw już się na to zdecydowało). Ale to, że na polskich stacjach mają obowiązywać maksymalne ceny detaliczne, które ma ustalać minister energii… Nie bez powodu proponowany przez premiera pakiet jest nazywany CPN (ceny paliwa niżej). Trochę przypomina też PRL
Premier zapowiedział, że działania osłonowe pojawią się bardzo szybko, żeby jeszcze przed Wielkim Piątkiem Polacy mogli zatankować taniej. Na jakiś czas zostanie obniżona stawka VAT na paliwa z 23% do 8%. Spadną też stawki akcyzy na paliwa, ale tylko do wymaganego przepisami unijnymi minimum: o 29 groszy na benzynę, o 28 groszy na olej napędowy.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Premier zapowiedział też wprowadzenie nowej daniny – od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych, tzw. windfall tax. To pomysł znany z poprzedniego szoku paliwowego po ataku Rosji na Ukrainę. Producenci paliw osiągali wtedy bardzo wysokie zyski wynikające z sytuacji rynkowej (a nie z ich działań). Niektóre kraje Unii Europejskiej opodatkowały te zyski, by podreperować swoje finanse publiczne.
W Polsce w roku 2022 takiego domiaru nie udało się wprowadzić, ale okazuje się, że pomysł wciąż żyje. Po słowach premiera kurs Orlenu runął jak raniony strzałą. Jeszcze w trakcie konferencji prasowej premiera spadek kursu sięgał 6%. Inwestorzy najwyraźniej trochę się przestraszyli.
CZYTAJ, ILE TO MOŻE KOSZTOWAĆ:
Na stacjach będzie taniej. Ma też być… cena maksymalna
Będzie wreszcie tańsze paliwo. Jak to ma działać? Szczegółów znamy mało, ale ramy planu nakreślił premier na konferencji prasowej. O ile może spaść cena litra paliwa na stacjach benzynowych? Premier obiecywał, że może to być około 1,2 zł na każdym litrze i ma to dotyczyć wszystkich rodzajów paliw sprzedawanych na stacjach. Kiedy moglibyśmy taniej tankować? Premier obiecał, że juro gotowa ustawa mogłaby się znaleźć na biurku prezydenta. Ceny na stacjach mogłyby spaść jeszcze przed świątecznymi wyjazdami w przyszłym tygodniu.
Obniżenia VAT i akcyzy się spodziewano. Ale sensacją jest wprowadzenie maksymalnej ceny detalicznej paliw ustalanej codziennie przez ministra energii. To niestandardowe rozwiązanie, chyba bardzo rzadko stosowane w gospodarkach rynkowych, ma obowiązywać w czasie, kiedy będą funkcjonować obniżone stawki VAT i akcyzy. Minister energii „ręcznie” będzie już w przyszłym tygodniu ustalał ceny maksymalne na stacjach paliw. To brzmi trochę szokująco.
Chodzi pewnie o to, by właściciele stacji stracili możliwość zbyt mocnego podkręcania cen i zwiększania marży (czyli przerzucania do swoich kieszeni obniżek podatków. Czy nie jest to jednak jak rąbnięcie siekierą w sytuacji, w której wystarczyłby zwykły młotek? Przecież w kraju działa Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który mógłby sprawdzać, czy stacje nie zawyżają cen paliw.
Istnieje niebezpieczeństwo, że taka kontrola cen paliw będzie promowała największe stacje, które duży procent dochodów mają ze sprzedaży pozapaliwowej. A więc premier może (niechcący?) „zabić” konkurencję na polskim rynku detalicznym. Premier zdradził, że cena maksymalna paliwa będzie ustalana przez ministra energii „na podstawie wskaźników średniej ceny hurtowej oraz minimalnych kosztów operacyjnych„.
Cały ten pakiet ma też dwie inne wady. Po pierwsze, to pomysły, które de facto przerzucają pieniądze z kieszeni tych, którzy korzystają z komunikacji miejskiej (nie mają samochodów) do kieszeni kierowców. I to wszystkich. Najwięcej zyskają ci, którzy posiadają najbardziej luksusowe, a więc i najbardziej paliwożerne samochody. Pieniądze z podatków – liczone w miliardach złotych – nie trafią do ochrony zdrowia, czy na inwestycje, tylko na dopłaty do paliwa.
Po drugie, narzędzia pomocowe należałoby kierować głównie tam, gdzie są najbardziej potrzebne, czyli do osób, które używają paliwa do prowadzenia działalności gospodarczej, firm rolniczych – tam koszt paliwa rzeczywiście może być ogromnym problemem. Zrzucanie pieniędzy w ramach „helicopter money” po raz kolejny: czy nas na to stać? Być może to czas na jakiś bon paliwowy, który można byłoby bardziej precyzyjnie adresować do najbardziej potrzebujących?
Czy rząd nie zareagował zbyt nerwowo? Na to pytanie trudno odpowiedzieć, bo jest faktem, że idą święta i wysokie ceny paliwa będą głównym tematem rozmów przy stołach wielkanocnych. Inne rządy europejskie podejmują podobne działania. Ale z drugiej strony trudno nie zauważyć, że ceny paliw dziś są realnie znacznie niższe, niż w 2022 r., gdy interweniował poprzedni rząd. Wtedy ceny E-95 dochodziły do 8 zł za litr, teraz są w okolicach 7,2-7,3 zł, a przecież od tego czasu inflacja wyniosła ok. 30%. A więc do sytuacji, w której byliśmy w 2022 r., dzieli nas coraz większy dystans.
Poza tym wpadamy powoli w pułapkę regulowania wszystkiego. Skoro ceny paliw mają mieć poziom maksymalny, to co będzie, gdy w górę pójdą ceny żywności z powodu wzrostu cen nawozów sztucznych? Czy będą też ceny maksymalne na artykuły spożywcze w sklepach? Ceny paliw to tylko początek. Rosnące w jeszcze większym stopniu ceny gazu mogą spowodować poważniejsze konsekwencje, jeśli chodzi o koszty.
Ceny paliw urzędowe, paliwa nie zabraknie?
Niższe ceny to wspaniała wiadomość. jednak trzeba pamiętać, że ceny paliw na świecie nie zatrzymały się dziś i nie zatrzymają jutro. Na razie trwa wojna na Bliskim Wschodzie i wahania cen wciąż mogą być duże i znacznie przekroczyć 100 dolarów za baryłkę ropy Brent. Może być więc tak, że obecna obniżka będzie widoczna w naszych portfelach przez pewien czas, przez tydzień, dwa, ale po Wielkanocy i tak zobaczymy z powrotem ceny 7-8 zł za litr diesla na stacjach. Bo po prostu wzrosną ceny jako punkt odniesienia dla cen detalicznych.
Ceny paliw będą niższe, ale co jeśli zaczną je wykupywać goście z zagranicy? Premier uspokajał i zapowiedział, że przygląda się sytuacji na Słowacji, która wprowadziła ograniczenia dla kupujących z obcymi tablicami rejestracyjnymi, co w praktyce obecnie oznacza, że głównie dla Polaków. Zapytany, czy rząd nie obawia się turystyki paliwowej, premier zapowiedział monitorowanie sprzedaży, a jeśli będzie taka potrzeba – wprowadzenie jakichś ograniczeń, np. na wzór słowacki.
Pozytywne jest to, że – jak zapewnił premier – paliwa nam nie zabraknie. Zewsząd w mediach słyszymy o problemach z transportem surowca z regionu Zatoki Perskiej, gdzie utknęło setki tankowców z ropą i gazem, ale Polska jest w dobrej sytuacji, nie mamy kłopotów z dostawami, a rząd nie przewiduje żadnych limitów czy ograniczeń w sprzedaży paliwa na stacjach. Premier uznał, że limitowanie to jeden z gorszych pomysłów i zasadniczo konsumenci nie lubią takich rozwiązań.
Jednak, gdyby była potrzeba ostrzejszych działań, to rząd „nie zawaha się użyć twardych narzędzi, jeśli skala turystyki paliwowej będzie niepokoić”. Na razie rząd przyjrzy się, jak będzie wyglądała sytuacja kilka dni po wprowadzeniu nowych zasad, które obniżą ceny. Wtedy okaże się, czy będą konieczne dodatkowe działania osłonowe dla podaży paliwa.
Jak dużo będą kosztowały proponowane rozwiązania? To zależy też od okresu, w jakim będą one obowiązywać. Gdyby to było kilka miesięcy, koszty na pewno sięgnęłyby kilku mld zł. Ale rząd może sobie odbić te straty, bo chce przycisnąć do zapłaty dodatkowego podatku od nadmiarowych zysków Orlen. Nasz narodowy koncern paliwowy i tak ma dobre wyniki finansowe, będzie go stać na dołożenie się do wspólnej budżetowej kasy. Ile budżet może wyciągnąć z Orlenu w postaci windfall tax? Tego jeszcze nie wiadomo.
Działania podobne do tych z 2022 roku, poza ceną maksymalną
To podobne działanie, jakie zastosował poprzedni rząd w 2022 roku, po ataku Rosji na Ukrainę. W 2022 roku interwencja na rynku paliw polegała na działaniach państwa (obniżki podatków), a z drugiej strony Orlenu. W ramach „Tarczy antyinflacyjnej” rząd obniżył wtedy podatki. VAT na paliwa został obniżony z 23% do 8% w okresie luty-lipiec 2022 roku, spadła też stawka akcyzy i opłata paliwowa. W efekcie do budżetu nie trafiły pieniądze z tych danin. Działania Orlenu polegały na obniżenia marż detalicznych, wprowadzaniu promocji (rabaty 30-40 groszy na litrze). Były także interwencyjne obniżki cen, w ramach których ceny benzyny spadały o około 20 gr za litr, a diesel taniał nawet o ponad 30 gr.
Jakie były koszty budżetowe tych akcji? Rząd nie podawał dokładnych danych, ale z podatków paliwowych (VAT, akcyza itp.) budżet uzyskuje łącznie około 70–80 mld zł. Obniżka VAT o 15 pkt proc. zabrałaby budżetowi w skali roku około 15-25 mld zł, ale ponieważ trwała pół roku, koszt mógł wynieść około 8-12 mld zł. Do tego doszły obniżki akcyzy i opłat, które mogły sięgnąć kilku mld zł. Łącznie koszty interwencji rządowych mogły się zamknąć w kwotach około 10–15 mld zł.
Jakie były efekty dla konsumentów? W wyniku obniżenia VAT cena mogła spaść o 60-70 gr za litr, a całość obniżek (VAT, akcyza, opłaty) mogła dać niższe ceny na stacjach benzynowych o około 1 zł na litrze. Działania Orlenu dawały dodatkowe obniżki 20-40 gr na litr, z tym że były ograniczone do konkretnych krótszych okresów.
Ile wtedy trzeba było zapłacić za paliwa na stacjach? Na początku 2022 roku ceny benzyny wynosiły około 5,7 zł za litr, a diesel kosztował 5,8 gr za litr. Po interwencji ceny utrzymywały się w okolicach 6-6,5 zł za litr, mimo wciąż drożejących paliw na świecie, np. w grudniu 2022 roku cena benzyny wyniosła 6,6 zł za litr. Bez interwencji ceny byłyby wyższe o około 1 zł. Jednak były i negatywy rynkowe – ludzie wykupywali tańsze paliwo, więc pojawiały się braki w dostępności, budżet nie dostał swoich pieniędzy, zaburzone zostało działanie rynku.
Jakie kwoty „utracone” przez budżet w 2026 roku są w grze? Z VAT od paliw budżet może mieć około 30-40 mld zł, to około 8-10% wpływów z podatku VAT w skali całego roku. Akcyza paliwowa to około 30 mld zł w skali roku. Opłaty paliwowe i emisyjne to około 8-12 mld zł. Wszystkie dochody państwa z podatków w 2026 roku to około 580 mld zł, z czego cały VAT to 330-350 mld zł, a akcyza 103 mld zł.
Rząd podał, że w efekcie obecnych działań rządu, koszty dla budżetu państwa z tytułu obniżki VAT to ok. 900 mln zł miesięcznie, a obniżki akcyzy ok. 700 mln zł miesięcznie. Uprawnienie ministra Finansów w tym zakresie będzie obowiązywać do 30 czerwca 2026 r.
Wszystkie wpływy budżetu państwa w 2026 roku z paliw wyniosłyby według założeń z końca 2025 roku wpisanych do ustawy budżetowej około 70-80 mld zł. Ogółem dochody z paliw to około 12-15% dochodów państwa z podatków. Ponieważ państwo ma też inne dochody, to ogólnie z paliw budżet uzyskuje w skali roku około 10-12% wszystkich wpływów.
CZYTAJ WIĘCEJ:
CZYTAJ TEŻ:
CZYTAJ O WOJNIE:

——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————-
Źródło zdjęcia: FinanceVisual









