1 stycznia 2026

Nieruchomościowa rewolucja w Nowym Jorku. Milionerzy sfinansują tanie mieszkania na wynajem? Ryzykowny plan nowego burmistrza

Nieruchomościowa rewolucja w Nowym Jorku. Milionerzy sfinansują tanie mieszkania na wynajem? Ryzykowny plan nowego burmistrza

Burmistrzem Nowego Jorku został lewicowy polityk Zohran Mamdani. I właśnie oficjalnie objął swój urząd. W kampanii wyborczej obiecał mieszkańcom ambitne programy społeczne takie jak finansowana przez miasto opieka nad dziećmi i przystępne cenowo mieszkania na wynajem. Źródłem finansowania miałby być m.in. podatek dla najbogatszych. Czy to dobra droga? 

Wybory na burmistrza Nowego Jorku przyniosły zaskakujący wynik. Nie dość, że wygrał muzułmanin z południowoazjatyckiej rodziny (choć jego rodzice to absolwenci szacownego Uniwersytetu Harvarda), to jeszcze polityk o zdecydowanych lewicowych poglądach. Dla Donalda Trumpa to niemal „komunista”. Będzie rządził miastem, które od ponad 200 lat jest symbolem krwiożerczego kapitalizmu, niepohamowanej żądzy zysku i bogacenia się, a także siedzibą największej giełdy świata i największym światowym skupiskiem milionerów.

Zobacz również:

Jednym z flagowych projektów, którymi Mamdani przyciągnął uwagę wielu mieszkańców miasta, ale głównie tych młodszych i tych mniej zamożnych, była jego zapowiedź obniżenia cen wynajmu mieszkań. Wysokie koszty mieszkań to jedna z najczęstszych skarg mieszkańców na jakość życia w Nowym Jorku. Nie ma w tym zresztą niczego dziwnego, dotyczy to większości wielkich metropolii, również np. Warszawy. Ale jednak w Nowym Jorku brak dostępnych cenowo mieszkań przybrał ostatnio postać wyjątkowo dramatyczną.

Ceny mieszkań w Nowym Jorku rosną szybciej niż wynagrodzenia

Średni czynsz za mieszkanie jednopokojowe na Manhattanie w listopadzie 2025 roku wynosił 4778 dolarów i był o niemal 20% wyższy niż trzy lata temu. Na Brooklynie średni czynsz za mieszkanie jednopokojowe wynosi 3625 dolarów i w tym przypadku wzrost ceny wyniósł około 5%.

Kogo stać na płacenie takich czynszów? Inflacja w Nowym Jorku w tym czasie wyniosła niecałe 14%. A płaca minimalna według BLS poszła w górę już tylko o 10% (wynosi 16,5 dolara za godzinę, od stycznia to będzie 17 dolarów). Wzrost średnich zarobków za godzinę pracy w Nowym Jorku tym bardziej nie goni wzrostu czynszów w najlepszych dzielnicach. Przeciętne godzinowe wynagrodzenie wzrosło przez ostatnie trzy lata o 6% i wynosi obecnie prawie 44 dolary.

Nic dziwnego, że Nowojorczycy mają trudności w opłacaniu czynszu za mieszkania. Zagłosowali więc za Mamdanim, który zaproponował dwa rozwiązania. Z jednej strony stopniowy wzrost płacy minimalnej, żeby w 2030 roku osiągnęła poziom 30 dolarów za godzinę. A z drugiej strony regulację czynszów i stopniowe przejmowanie prywatnych zasobów mieszkaniowych wystawianych na sprzedaż przez organizacje non-profit, które miałyby być operatorami mieszkań na wynajem.

Według portalu z ogłoszeniami kupna i wynajmu domów i mieszkań Zillow średnie ceny wynajmu mieszkania w całym mieście osiągnęły w listopadzie 2025 roku poziom ok. 3700 dolarów. Dokładnie pięć lat temu średnia nowojorska cena to było niecałe 2500 dolarów. Różnica w wysokości czynszów między Nowym Jorkiem a średnią dla całego kraju jest ogromna. W listopadzie w USA średni czynsz za mieszkanie wyniósł 1925 dolarów, czyli niemal dwa razy mniej niż w Nowym Jorku.

Uporanie się z lawinowym wzrostem kosztów wynajmu mieszkania to więc dla nowego burmistrza Nowego Jorku sprawa pierwszorzędna. Problem, z którym nie poradziło sobie wiele rządów w różnych miejscach na świecie, Mamdani będzie musiał rozwiązać (albo przynajmniej „nadgryźć”) dość szybko, bo od tego zależy jego polityczna przyszłość. Zanim opowiem, jaki ma plan, dwa słowa o samym Mamdanim, który właśnie zajmuje fotel burmistrza Nowego Jorku.

Kim jest Mamdani i dlaczego Nowojorczycy mu zaufali?

Mamdani, jak miliony Nowojorczyków, urodził się za granicą. Przyjechał z hinduskimi rodzicami z Ugandy dopiero w wieku siedmiu lat. W Nowym Jorku jednak nie jest to nic dziwnego. Według najnowszych danych z 2025 roku ok. 3,1 miliona mieszkańców miasta nie urodziło się w USA, to ok. 38% ogółu Nowojorczyków. Pełne dane o strukturze narodowościowej i kierunkach przyjazdów do Nowego Jorku dostępne są na stronie Center of Migration Studies CMS.

Nie jest też niczym nadzwyczajnym, że Mamdani jest muzułmaninem, bo mieszkańców tego wyznania jest obecnie w Nowym Jorku ok. miliona, przy czym liczba ta dynamicznie rośnie od wielu lat i obecnie jest już porównywalna z liczbą nowojorskich Żydów. Za wzrostem liczby mieszkańców z innych regionów świata idzie również wzrost ich znaczenia politycznego, a preferencje wyborców imigranckich są tradycyjnie raczej po stronie Demokratów, co było też widoczne w ostatnich wyborach w Nowym Jorku.

Mamdani nie jest więc przedstawicielem tradycyjnych amerykańskich elit polityczno-finansowych jak wielu burmistrzów Nowego Jorku przed nim, np. Michael Bloomberg. Ale nie jest w tym wyjątkiem – bezpośredni poprzednik Mamdaniego czarnoskóry burmistrz Eric Adams, również Demokrata, chętnie przypominał, że urodził się na biedniejszych przedmieściach Brooklynu jako czwarte dziecko sprzątaczki i rzeźnika, a w młodości miał kłopoty z prawem i dobrym zachowaniem.

Nowy burmistrz jest ambitnym imigrantem, który musiał sam wykuwać swoją przyszłość, choć na pewno miał nieco łatwiej niż Eric Adams, bo rodzice Mamdaniego ukończyli Uniwersytet Harvarda. Matka Mira Nair jest reżyserką filmową, a ojciec profesor Mahmood Mamdani wykłada na Uniwersytecie Columbia. Zohran od czasów studiów był bardzo aktywny politycznie, był m.in. współzałożycielem oddziału studenckiego radykalnej organizacji Students for Justice in Palestine. Na pewno będzie najmłodszym burmistrzem Nowego Jorku w historii, bo ma dopiero 34 lata.

Zanim jednak Mamdani zajął się na dobre wielką polityką, pracował w Nowym Jorku jako doradca ds. mieszkalnictwa, pomagając ubogim właścicielom domów w Queens walczyć z eksmisjami. Nic dziwnego, że jego kampania wyborcza w dużym stopniu koncentrowała się na zwiększeniu bezpieczeństwa i przystępności cenowej miasta. Takie tematy były co prawda poruszane też przez innych kandydatów, ale Mamdani wyróżniał się radykalizmem propozycji, co docenili mniej zamożni i młodsi wyborcy.

Jednym z najbardziej popularnych punktów planu mieszkaniowego Mamdaniego było zamrożenie czynszów na cztery lata w około milionie mieszkań. Specjaliści rynku mieszkaniowego alarmowali, że taka czteroletnia blokada podwyżek mogłaby źle wpłynąć na rynek wynajmu, a także na sytuację finansową właścicieli budynków i jakość samych mieszkań (nie opłacałoby się ich remontować). Spadłyby też dochody sporej grupy właścicieli lokali na wynajem.

Jednak takie zapowiedzi spodobały się wyborcom, którzy nie mają wysokich dochodów i nie mogą sobie obecnie pozwolić na wynajęcie mieszkania, a także tych mieszkańców, którzy obawiali się kolejnych podwyżek czynszów. W realizacji tego projektu pomoże nowemu burmistrzowi nowojorska ustawa COPA dotycząca rynku mieszkaniowego.

Burmistrz Nowego Jorku chce zatrzymać mieszkania. Ale jak?

Testem dla nowego burmistrza będzie realizacja przyjętej przez Radę Miasta w grudniu ustawy New York Community Opportunity to Purchase Act, w skrócie COPA. Ustawa musi zostać podpisana przez burmistrza, a ma zacząć obowiązywać od 2027 roku. Da ona uprawnionym podmiotom non-profit pierwszeństwo w składaniu ofert zakupu prywatnych wielorodzinnych budynków mieszkalnych wystawianych na sprzedaż. Celem ma być ograniczenie spekulacji budynkami mieszkalnymi i utrzymanie mieszkań w miejskim zasobie z ograniczonym czynszem.

Właściciele niektórych tańszych budynków mieszkalnych z trzema lub więcej lokalami mieszkalnymi będą musieli przekazać miastu i organizacjom non-profit informację o zamiarze sprzedaży budynku, a społeczności lokalne będą miały prawo pierwokupu. W ciągu 120 dni od wystawienia budynku na sprzedaż właściciele nie będą mogli przyjmować żadnych ofert z rynku, tylko będą musieli oczekiwać na decyzje organizacji lokalnych, a jeśli nie zastosują się do tych zasad, mają podlegać wysokim karom finansowym lub innym karom sądowym.

Właściciele domów boją się o ograniczenie ich praw własności. Prawo pierwokupu przez organizacje non-profit w połączeniu z długotrwałym procesem może stać się barierą w transakcjach na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Co prawda może pomóc w ograniczeniu spekulacji, ale może też skutecznie zablokować chęć właścicieli do sprzedaży budynków, jeśli mieliby otrzymać za nie niższą cenę.

W związku z ustawą COPA media nowojorskie zastanawiają się teraz, czy popierające Mamdaniego w wyborach i promowane przez niego organizacje non-profit nie zaczną rządzić Nowym Jorkiem i będą przejmować dużą część budżetu przeznaczonego na cele mieszkaniowe. Czy zapłata za polityczne poparcie nie nastąpi przypadkiem w postaci ułatwień podczas realizacji ustawy?

Organizacje non-profit, czyli NGO, zatrudniają w Nowym Jorku około 660 000 pracowników, mają wpływ w sumie na około 1,4 miliona miejsc pracy w mieście. W ostatnim roku fiskalnym miasto wydało niemal 16 miliardów dolarów na kontrakty związane z usługami społecznymi, z których większość została przekazana organizacjom pozarządowym. Wiele z NGOsów jest niemal całkowicie zależnych od kontraktów miejskich. To coraz potężniejsza siła społeczna i polityczna w mieście.

Sektor NGO oferuje co prawda dla swoich pracowników niższe wynagrodzenia niż sektor prywatny lub publiczny, ale za to przyciąga młodych ludzi często o poglądach mocno lewicowych. Są to zagorzali wyborcy Mamdaniego, a ich podopieczni również głosują na kandydatów o lewicowych poglądach. Dla miasta współpraca z NGOsami jest korzystna, bo pozwala obniżyć koszty bieżące, ale też przyszłe – miasto nie musi dbać o finansowanie emerytur i świadczeń dla rzeszy pracowników, co zazwyczaj jest dużym obciążeniem zatrudnienia w sektorze publicznym.

Jednak suma kosztów współpracy z organizacjami non-profit jest spora, równa mniej więcej deficytowi w budżecie miasta. W ostatnich latach to corocznie około kilkanastu miliardów dolarów. Nowy burmistrz może jeszcze zwiększyć skalę tej współpracy i powiększyć deficyt z przeznaczeniem na nowe projekty socjalne. Skalę działania organizacji non-profit w Nowym Jorku pokazuje najnowszy raport na ten temat z 2025 roku. Ponad 33 000 nowojorskich NGOsów zatrudnia łącznie niemal 16,8% pracowników całego sektora prywatnego w mieście.

Nowy amerykański sen to… coś w rodzaju dekretu Bieruta?

Zwolennicy coraz większej roli organizacji non-profit w życiu miasta twierdzą, że przekazywanie budynków NGOsom poprawi ochronę mniej zamożnych mieszkańców. W praktyce będzie to jednak też oznaczało wzrost kosztów dla miasta. To podatnicy miasta wezmą na siebie ostatecznie finansowanie programów mieszkaniowych, bo NGOsy nie mają własnych pieniędzy. Spadnie też na pewno znaczenie wolnego rynku mieszkaniowego, a wzrośnie rola powiązań politycznych miasta z organizacjami lokalnymi.

Krytycy takiego mechanizmu obawiają się, że wzrośnie znaczenie polityczne władz miasta jako dysponenta coraz większych środków przeznaczanych na coraz hojniejsze programy mieszkaniowe. Rola NGOsów nie ograniczy się do korzystania z realizacji ustawy COPA. Wśród innych ważnych projektów społecznych są m.in. „darmowe” świadczenia dla mieszkańców? Faktem jest, że od wielu lat miasto ma do czynienia z pompowaniem wydatków socjalnych. Widać to choćby po liczbie pracowników NGO-sów, która wzrosła przez dwie dekady dwukrotnie!

Czytaj też:

z tym pomysłem czynsz spadnie?

Obiecywane przez nowego burmistrza zamrożenie czynszów odbędzie się na pewno kosztem sektora prywatnego, czyli wielu drobnych właścicieli wynajmujących swoje mieszkania w Nowym Jorku. Nowojorscy „prywaciarze” może i czasem proponują dosyć wysokie ceny wynajmu, choć zasadniczo podążali w ostatnich latach za wzrostem inflacji. Ale co miałoby być w zamian? Media nowojorskie pytają, czy niedługo część nieruchomości nie zamieni się w opłacane ze środków publicznych miejsca pracy dla aktywistów z organizacji pozarządowych.

Oby nie oznaczało to czegoś w rodzaju nowojorskiego Dekretu Bieruta. Ten dekret z 1945 roku zrywał z prywatną własnością kamienic i placów w zrujnowanej Warszawie i doprowadził do skomunalizowania wszystkich nieruchomości mieszkaniowych w stolicy. Miał pomóc w odbudowie miasta, ale trwale zmienił oblicze rynku nieruchomości, nie nastąpiły tu istotne zmiany nawet po 1990 roku. Wciąż w Warszawie o tym rynku niemal w całości decydują urzędnicy Ratusza.

Zerwanie z własnością prywatną może wydawać się wielu młodym mieszkańcom Nowego Jorku atrakcyjne i bezpieczne, bo obiecuje stabilne czynsze pod kuratelą urzędników. Jednak w niektórych miejscach miasta już podobno widać efekty wcześniejszych programów, które przypominają sytuację, jaką znamy np. z Warszawy. Mieszkania komunalne o umiarkowanych czynszach są często mniej zadbane niż inne nieruchomości. Nowojorskie media opisują podobną sytuację z ich miasta:

„Tysiące mieszkań objętych regulacjami – szczególnie w budynkach w 100% objętych stabilizacją czynszów – znajduje się już w głębokiej trudnej sytuacji finansowej i popada w ruinę”.

Regulowane czynsze to ulga dla osób z niższymi dochodami, a takich jest w Nowym Jorku ok. 25%, ale z kolei to kłopoty finansowe dla właścicieli nieruchomości, którzy w obawie przed przejęciem mieszkania przez organizacje non-profit lub przed zamrożeniem czynszu, mogą wstrzymywać się z remontami i bieżącymi naprawami, które jednak kosztują tyle, ile się za nie płaci na wolnym, a nie regulowanym przez miasto rynku. A jeśli wynajem będzie nieopłacalny, to czy dojdzie do sprzedaży zasobów po obniżonej cenie? Szybciej wtedy zostaną skomunalizowane.

Już teraz perspektywa niskich czynszów obniża ceny niektórych budynków, bo kupujących zniechęcają potencjalne opóźnienia w transakcjach i koszty przestrzegania nowych przepisów. Może być więc tak, że COPA przekaże płynnie sporo nieruchomości organizacjom non-profit po obniżonej cenie. Niektóre media obawiają się, że regulacje doprowadzą właścicieli budynków do niewypłacalności, a wtedy zostaną przejęte za bezcen.

Czy miasto stać obecnie na tak radykalne społeczne programy? Burmistrz Eric Adams odziedziczył miasto z silną gospodarką i mógł sobie pozwolić na zwiększenie liczby pracowników sektora publicznego o 35 000 osób i zwiększenie budżetu o kwotę 25 miliardów dolarów. Sytuacja gospodarcza obecnie jest słabsza, co może oznaczać, że nowy burmistrz będzie miał mniejsze możliwości budżetowe. Jednak to akurat jest argument za przekazaniem przez miasto programów społecznych w ręce organizacji non-profit, zamiast zatrudniania pracowników miejskich.

Na grafice poniżej struktura zasobów mieszkaniowych Nowego Jorku z najnowszego raportu o stanie gospodarki miasta w II połowie 2025 roku:

Więcej budować? Deweloperzy z Nowego Jorku w strachu

Czy COPA i zaniżanie wysokości czynszów rozwiążą trudności mieszkaniowe miasta? Mandani zdiagnozował sytuację jako problem chciwych właścicieli istniejących zasobów mieszkaniowych. Niektórzy jego krytycy pytają jednak, czy lepiej byłoby zwiększyć liczbę budowanych nowych mieszkań. Być może od razu z przeznaczeniem na powiększanie zasobów mieszkań komunalnych.

W Nowym Jorku kolejnym problemem jest to, że nowych mieszkań nie powstaje ostatnio zbyt wiele. Według danych platformy zbierającej informacje z rynku nieruchomości CoStar skala budownictwa mieszkaniowego w mieście gwałtownie spadła w tym roku i może to mieć związek właśnie z już prowadzoną i zapowiadaną przez Mamdaniego polityką dostępności cenowej mieszkań.

Jak informuje dziennik „Commercial Observer„, liczba rozpoczętych budów mieszkań w cenach rynkowych spadła o 67% w porównaniu z 2024 rokiem, ze średnio 7500 kwartalnie od 2021 roku do 2500 w 2025 roku. Liczba mieszkań w budowie zmniejszyła się w tym samym okresie z 71 000 do 47 000.

Wielu deweloperów twierdzi, że jednym z winowajców jest miejska ulga kwotowa w podatku od nieruchomości. Miała ona pomóc w rozwoju budownictwa mieszkaniowego o przystępnych cenach, ale właściciele nieruchomości twierdzą, że tak się nie stało. Victor Rodriguez, analityk platformy CoStar w rozmowie z „Commercial Observer” jest nastawiony raczej pesymistycznie.

„Kiedy zwiększa się koszty dla dewelopera, może on ostatecznie dojść do wniosku, że nie warto się narażać”.

Koszty budowy już wcześniej stanowiły barierę, ponieważ Nowy Jork jest jednym z najdroższych rynków budowlanych na świecie. Ceny gruntów wciąż rosną, rosną też ponadproporcjonalnie wynagrodzenia pracowników budowlanych.

Czytaj też: Tanie kredyty? A może pomysł na pierwsze mieszkanie pożyczyć z drugiego końca kontynentu? Rząd buduje mieszkania i sprzedaje je chętnym za… pół ceny

Trump dał, burmistrz Nowego Jorku zabierze?

Mamdani chce zajrzeć do kieszeni bogaczy. Tych akurat w mieście nie brakuje. I niedawno otrzymali oni wielką obniżkę podatków federalnych zawartą w równie wielkiej – i w dodatku „pięknej” – ustawie budżetowej „One Big Beautiful Bill Act” autorstwa administracji Donalda Trumpa.

Ta najnowsza ustawa budżetowa, w skrócie OBBBA, która jest jednym z flagowych projektów obecnego prezydenta USA, daje bardzo bogatym podatnikom bardzo hojne zniżki. Dlaczego więc nie uszczknąć co nieco na potrzeby mniej zamożnych Nowojorczyków? Tak przynajmniej zapowiadał w czasie wyborów na burmistrza lewicowy kandydat Zohran Mamdani.

OBBBA wprowadza obniżki podatków w sumie o 4,5 biliona dolarów i zmniejsza federalne wydatki na Medicaid i SNAP o 1,2 biliona dolarów. Demokraci potępili ustawę jako obniżkę podatków dla miliarderów, a Republikanie bronili jej jako pakietu potrzebnych gospodarce ulg podatkowych dla klasy średniej. Instytut Polityki Fiskalnej (Fiscal Policy Institute) przeanalizował rozkład ulg wynikających z OBBBA i potwierdził, że ustawa przynosi korzyści głównie podatnikom najbogatszym. I to wręcz milionerom.

Okazało się, że 70% ulg podatkowych trafi w skali całego kraju do 20% najbogatszych gospodarstw domowych, czyli tych zarabiających powyżej 120 000 dolarów rocznie, przy czym 1% najlepiej zarabiających w milionach dolarów otrzyma średnioroczną obniżkę podatków w wysokości aż 100 000 dolarów.

FPI szacuje, że program OBBBA pozwoli najbogatszym nowojorskim podatnikom, którzy zarabiają milion i więcej dolarów rocznie, zaoszczędzić w ciągu jednego roku łącznie sporo ponad 12 miliardów dolarów w podatkach federalnych. Odpowiada to średnio 2,7% dochodu tych ludzi.

Jest jeszcze dodatkowa ulga – odliczenie od federalnego podatku dla właścicieli firm typu pass-through. To firmy wybierające specjalny status podatkowy, żeby uniknąć podwójnego opodatkowania. Zyski i straty przekazują – pass-through – do wspólników, którzy płacą podatek tylko raz, a firma nie płaci podatku. To popularne rozwiązanie dla małych i średnich firm, które poszukują elastyczności w zarządzaniu finansami. Zgodnie z ustawą OBBBA niektórzy z najbogatszych właścicieli przedsiębiorstw typu pass-through otrzymają dodatkową ulgę podatkową w wysokości 20%.

Ile milionerzy stracą na Mamdanim?

W kontrze do OBBBA Mamdani obiecywał w kampanii wyborczej podniesienie „miejskiego” podatku dochodowego dla najbogatszych mieszkańców miasta z 3,9% do 5,9%. W połączeniu ze stanowym podatkiem dochodowym, który wynosi 10,9% dla najbogatszych, podwyżka ta spowodowałaby, że Nowy Jork wskoczyłby na pierwsze miejsce wśród amerykańskich miast z najwyższymi podatkami dla najwięcej zarabiających. Z raju dla milionerów stałby się więc… piekłem? Media od razu zaczęły ostrzegać, że bogacze zaczną uciekać z miasta i że wpływy z podatków mogą spaść.

Miliarder inwestujący w sektorze funduszy hedgingowych Bill Ackman twierdził, że zarówno firmy w mieście, jak i zamożni mieszkańcy „już pakują walizki i szukają alternatywnych miejsc do życia”. Z pomysłami Mamdaniego nie zgadzała się gubernatorka Nowego Jorku, Kathy Hochul. Obawiała się exodusu bogaczy ze stanu Nowy Jork. Przed wyborami przeciwnik Mamdaniego, były gubernator Nowego Jorku, Andrew Cuomo, zażartował, że jeśli Mamdani wygra, „nawet ja przeprowadzę się na Florydę”.

Sprawę możliwych ucieczek milionerów zbadał Cristobal Young, ekonomista i socjolog z prestiżowej nowojorskiej uczelni Cornell University. Przeanalizował dane o podatkach płaconych przez milionerów w New Jersey i Kalifornii, dane o migracji miliarderów z listy Forbesa oraz dane za kilkadziesiąt lat pochodzące z agencji ściągania podatków IRS (Internal Revenue Service) zawierające informacje o miejscu zamieszkania osób z dochodami miliona i więcej dolarów. Co pokazały dane?

„Osoby o najwyższych dochodach są często postrzegane jako „mobilni milionerzy”, którzy nieustannie poszukują miejsc do życia z niższymi podatkami. W rzeczywistości często niechętnie opuszczają miejsca, w których zbudowali swoją karierę i wychowali rodziny.”

Najważniejszym wnioskiem z badań Cristobala Younga było to, że milionerzy mają niskie wskaźniki migracji. Najczęściej zmieniają miejsce zamieszkania ludzie młodzi i mało zarabiający, ich migracja między stanami wynosi około 4,5% rocznie, a wyjeżdżają najczęściej w poszukiwaniu tańszych mieszkań. Osoby zarabiające ponad milion dolarów rocznie przeprowadzają się o połowę rzadziej: zaledwie 2,4% z nich co roku pakuje walizki. Kolejne wnioski? Kiedy milionerzy się przeprowadzają, rzadko robią to ze względów podatkowych.

Modele migracyjne z i do Nowego Jorku zostały opisane w opracowaniu FPI z 2024 roku. Widać, że najpopularniejszymi stanami docelowej migracji dla Nowojorczyków są: Floryda i New Jersey. Jednak dla 1% najlepiej zarabiających to już Connecticut, New Jersey i Kalifornia, a wszystkie te trzy stany mają wysokie podatki dla milionerów.

Przeprowadzki do Nowego Jorku? Tylko dla młodych i mądrych

Ludzie oczywiście wiedzą, że niektóre stany mają niższe podatki, ale dla większości ucieczka od podatków to raczej zły interes. Społeczne i ekonomiczne koszty wyrwania się z korzeniami są większe niż potencjalne oszczędności podatkowe. Young przywołuje dwa wydarzenia, które zaprzeczają tezie, że bogacze pouciekają z Nowego Jorku. Pierwszym z nich była ustawa Trumpa z 2017 roku o cięciach podatkowych. Pakiet reform podatkowych podniósł wówczas podatki dla osób o wysokich dochodach w stanach takich jak Nowy Jork, New Jersey i Kalifornia.

Niektórzy ekonomiści przewidywali, że najbogatsi opuszczą te stany. W artykule zatytułowanym „Żegnaj, Kalifornia. Żegnaj, Nowy Jorku”, opublikowanym w „The Wall Street Journal”, ekonomiści Arthur Laffer i Stephen Moore przewidywali, że 800 000 osób rocznie będzie uciekać z tych stanów. Nie takiego się nie stało. Nie odnotowano wzrostu migracji. Przeprowadzki milionerów natomiast były zauważalne, owszem, ale w roku 2020 i spowodowane zostały przez pandemię Covid-19 i możliwość pracy zdalnej, a nie przez obciążenia podatkowe.

Naukowcy wyciągnęli wniosek, że życie społeczne i sprawy gospodarcze są bardzo ściśle ze sobą powiązane i nie da się ich rozdzielić. Reforma podatkowa z 2017 roku nie miała wpływu na migracje najbogatszych osób, ponieważ koszty społeczne takiej przeprowadzki są dla nich zbyt wysokie. Kiedy pandemia zniszczyła tak wiele aspektów życia towarzyskiego, sytuacja się zmieniła. „Jeśli twoje biuro, szkoła, przyjaźnie i codzienne obowiązki nie są już dla ciebie stałym punktem odniesienia, co utrzymuje cię w miejscu o wysokich podatkach?” – pyta Cristobal Young.

Po ustąpieniu pandemii modele zachowania bogaczy powróciły zresztą do poprzednich schematów. Jest tu jeszcze jedna nauka, zauważa Young. Wiele miast i stanów w USA uważa, że obniżając podatki, przyciągną najzamożniejsze osoby, ale „to zazwyczaj daremny trud. W normalnych czasach bogaci są głęboko zakorzenieni i nieruchomi”. Chyba że chodzi o zachęty dla ludzi młodych, dopiero zaczynających kariery zawodowe. Oni będą na pewno wrażliwi na zachęty podatkowe, ale na pewno nie w najwyższych stawkach, bo nie będą tyle zarabiali.

I tu przyda się powrót do Mamdaniego. Młodzi ludzie co prawda za mało zarabiają na płacenie podatku od milionów, ale… mają nadzieję, że w ciągu swojej kariery zawodowej będą taki podatek płacić. I jeśli miasto pomoże im w osiągnięciu sukcesu, to za kilka dekad będzie mogło taki podatek pobrać.

A obecni milionerzy? Czy można się spodziewać, że Nowojorczycy spakują walizki i przeniosą swoje firmy na Florydę, do Teksasu, Georgii i Arizony, czyli do miejsc, w których bardzo dynamicznie rozwija się amerykański biznes? Politolog Charles Lipson twierdzi, że Nowy Jork jednak trochę ryzykuje przeniesieniem swoich talentów i kapitału do stanów, które teraz sprzyjają przedsiębiorczości i tworzeniu miejsc pracy, ograniczając biurokrację i stawiając na konkurencję:

Jak będzie w rzeczywistości? Zapewne się wkrótce przekonamy. Z jednej strony warto obserwować zachowanie milionerów, gdy zostaną obciążeni dodatkowym niewielkim (dwuprocentowym) podatkiem. Z drugiej – realizację planów nowego burmistrza Nowego Jorku, a zwłaszcza pomysłów dotyczących prawa pierwokupu sprzedawanych mieszkań przez podmioty uzależnione od samorządu. Czy to rzeczywiście zwiększy zasób tanich mieszkań i czy nie przyniesie skutków ubocznych?

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

Źródło zdjęcia: Patrick Tomasso/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
32 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Stef
3 miesięcy temu

Tak tak. Z pewnością bogaci nie znajdą sposobu żeby to obejść. Mając prawników po 1000 USD/h. Ewentulnie podniosa cene m2

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Stef

Prawo pierwokupu trudno byłoby obejść. Dodatkowego podatku też raczej nie da się ominąć bez przeniesienia rezydencji podatkowej. Ale ogólnie plan Mamdaniego jest tyleż kozacki, co ryzykowny.

BadaczTalmudu
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jak trudno? Ja widzę tu przekręt na podatnikach i sposób na korzystne pozbycie cię nieruchomości na trudnym, kryzysowym rynku. Wystawia się ofertę ofertę sprzedaży po zawyżonej cenie i kupna po zawyżonej cenie przez podstawioną własną spółkę z osobowością prawną. I jak gmina chce skorzystać z pierwokupu, to niech płaci zawyżoną cenę, a będzie chciała, jak sprzedający „przekona” urzędników, przecież to nie ich kasa, tylko podatników. A jak nie skorzysta, to problemu też nie ma – nowy podmiot ma nieruchomość po wyższych cenach, czyli amortyzacja i koszty będą większe, czyli podatki mniejsze i uzasadnienie do podania do urzędu o zgodę na podwyżkę… Czytaj więcej »

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

Prawo pierwokupu nie oznacza obowiązku, więc handel mieszkaniami przez podstawiane spółki nie musi być sposobem na wzbogacenie się. Trzeba by jednocześnie przekupić urzędnika, żeby chciał skorzystać z prawa pierwokupu po zawyżonej cenie.
Co do zasady regulacje czynszów zwykle powodują spadek dostępności mieszkań, a nie jej wzrost. W dużych miastach zawsze będzie mniej mieszkań, niż chętnych. Trzeba mieć politykę na poziomie kraju, która promuje decentralizację i ułatwia przemieszczanie się.

maciej
3 miesięcy temu
Reply to  Stef

Parafrazując. Nie róbmy niczego bo bogaci i tak mogą wszystko. Trzeba próbować do skutku aż mieszkania przestaną być dobrem inwestycyjnym.

BadaczTalmudu
3 miesięcy temu
Reply to  maciej

Przeciwnie socjalisto. Przez stulecia zamiast być okradanym przez ZUS, rodziny odkładały kasę na mieszkania, by na starość mieć „emeryturę” z wynajmu mieszkania. Potem następne pokolenie miało już 2 mieszkania (a wpłaty na ZUS przepadają. Dlatego państwowe emerytury muszą być przymusowe – gdyby były opłacalne, to nie musiałyby być) aż w końcu kamienicę. Tak budowała się klasa średnia i bogactwo społeczeństw. Ale socjaliści chcą traktować ludzi jak bydło hodowlane – wykorzystywać za życia, dokonywać eutanazji na emeryturze i pilnować, by nic nie przekazali dzieciom, grabiąc do zera („umieraj z zerem na koncie” – tak na tym portalu zachwalano) co się da podatkami… Czytaj więcej »

Aleks
3 miesięcy temu

Dobre – praktycznie wynajmuja 1 lokal za 3 500$ na miesiac taka osoba nie musi pracowac … skoro minimalna stawka godzinowa to 16$ to daje miesieczne wynagrodzenie 2 560 $ (16$ x 8 godzin x 20 dni roboczych)…

BadaczTalmudu
3 miesięcy temu

Cóż: lewackie krainy jak Kalifornia, Chicago, NYC przodują w „White Flight” do republikańskich stanów Południa (i teraz już nie tylko whiate, ale wszystkich z kasą, poza Somalijczykami i innymi przekręciarzami dorabiającymi się na publicznej pomocy…) i będzie jak zwykle – „pomoc” z podatków tych, którym tam jeszcze chce się pracować, trafi do lewackich przekręciarzy z politycznymi koneksjami, a jak jakieś tanie publiczne mieszkania wybudują po wielokrotnym przekroczeniu kosztów, to trafią do „najbardziej potrzebujących”, czyli zamienią się w patologiczne slamsy, jak takie bodaj 3 wieżowce w Chicago, które zostały opanowane przez gangi i handlarzy narkotyków i policji nigdy nie udało się do nich… Czytaj więcej »

BadaczTalmudu
3 miesięcy temu

I jeszcze jedno – 48000 najbogatszych Amerykanów ma indywidualne umowy podatkowe z IRS, objęte klauzula tajności. Jak kilkanaście lat temu przyznał W. Buffett „To niemoralne, ale płacę niższe podatki od mojej sekretarki”… Jak mieszkają w NYC, to pewnie w służbowych mieszkaniach należących do ich korporacji, które ciągle przynoszą straty lub minimalne zyski, choć pewnie rezydencję podatkową czy wyborczą mają gdzie indziej i za mieszkanie w NYC pewnie z firmy biorą jeszcze dodatki na „delegację”… :-))))

Aleks
3 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

W Polsce tak robia nasi biznesmeni…wystarczy założyć spółkę z o.o. – zatrudnić sie na etacie,zyski wypłacać do…założonej fundacji rodzinnej…I voila – pit estoński zalatwia wszystko…tak w skrócie ujmujac

Niko
3 miesięcy temu

Nie wiem może mam jakieś skrzywienie ale uważam ze spekulacje cenami mieszkaʼn można by było trochę przychamować jest tyle innych tematów na których można sobie inwestować czy spekulować,jednak mieszkania to zbyt strategiczny temat do spekulacji.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Niko

Z drugiej strony: jak czegoś jest za mało to cena tego czegoś rośnie. Jak rośnie, to pojawiają się spekulanci. Pytanie czy można ich odciąć, ale to tak, jakby próbować odcinać misia od miodu.

Niko
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Polowanie na misia😉

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Niko

Z nagonką 😉

Niko
3 miesięcy temu

Buffett nie inwestuje podobno w nieruchomości więc można zarabiać na czymṣ̌ innym😉

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Niko

Buffett w ogóle w mało co inwestuje. Nieruchomości – nie. Kryptowaluty – nie. Sztuczna inteligencja – nie. Złoto – nie. Gość ma smutne życie 😉

Niko
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Może i smutne ale długo żyje bo nie ma tyle na głowie😅,podobno była żona miała już dość tej nudy 😉

Michał
3 miesięcy temu

W Wiedniu budowanie gminnego zasobu lokalowego rozpoczęli od nałożenia wysokiego podatku na najbogatszych. I źle na tym nie wyszli.

A propos, w Amsterdamie ostatnio uchwalili, że posiadanie więcej niż jednego mieszkania wymaga specjalnego pozwolenia od miasta. Zrobili to, bo dowiedzieli sie, że 3000-4000 mieszkań w mieście stoi pustych.

Z danych o zużyciu prądu wynika, że w Warszawie 100 tys. mieszkań stoi pustych i nikomu to nie przeszkadza.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Michał

No właśnie to mnie zastanawia – dlaczego w Wiedniu wyszło, a w innych miejscach nie za bardzo? Ma Pan jakąś hipotezę?
O tym Amsterdamie pisaliśmy w „Subiektywnie o Finansach”:
https://subiektywnieofinansach.pl/nowe-pomysly-na-wiecej-mieszkan/

Stef
3 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Nacjonalizacja lokali po II WS?
Niemiecki ordnung.?
Czas?

BadaczTalmudu
3 miesięcy temu
Reply to  Michał

Tak? Jak wygląda Wiedeń teraz a jak wyglądał dawniej? Co nie udało się Kara Mustafie za Sobieskiego udało się ostatnim nierządom austriackim… :-))))

Aleks
3 miesięcy temu
Reply to  Michał

No tak,ale dużo osób nie ma nawet meldunku w Wwie…Znam takich co maja lokal na pare dni w roku,bo ich po prostu na stac…a nie chcą w Wwie nocować w hotelach.

TomR
3 miesięcy temu
Reply to  Michał

W Wiedniu budowanie gminnego zasobu lokalowego rozpoczęli od nałożenia wysokiego podatku na najbogatszych”
Austria, wzrost PKB:
2004 wynosi minus 1,3%
2003 wynosi minus 0,95%

BadaczTalmudu
3 miesięcy temu

Ale jak ktoś (chyba Milton Friedman) kiedyś mądrze powiedział, krytykując „Plan Balcerowicza”: „Polska powinna politykę bogatych kraje naśladować z okresu, kiedy były biedne i się bogaciły, a nie obecną, kiedy są bogate i biednieją”… :-))))

RafałX
3 miesięcy temu

Żymianie szybko wybija mu te pomysły:)

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  RafałX

Tak, oni nie lubią takich numerantów 😉

Loki
3 miesięcy temu

Zły pomysł, bo przecież każdy biedak może stać się milionerem. A już szczególnie w Ameryce. Wystarczy tylko chcieć i wcześnie rano wstawać.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Loki

Wyczuwam ironię 😉

TomR
3 miesięcy temu

Żeby utrwalić socjalizm trzeba wyprodukować wystarczająco dużo wyborców uzależnionych od socjalizmu – na tyle dużo żeby ich starczyło do wygrania w wyborach. Np. w Nowym Jorku jest 1 milion nieruchomości z regulowanym czynszem. Zoran Mamdani uzyskał 1,11 miliona głosów w wyborach.
Podobnie jest w Europie – Francja i Wielka Brytania mają powyżej 50% biorców netto z budżetu, co pozwala trwale wygrywać socjalistom.
W USA w wyborach federalnych się nie udało, bo tamtejsi socjaliści zapomnieli, żeby dawać socjal wyborcom, a nie imigrantom, zwłaszcza nielegalnym.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu