W Holandii wielka awantura dotycząca… nowego podatku od zysków kapitałowych. My tu w Polsce narzekamy na podatek Belki, który pożera 19% zysków z oprocentowania lokat i obligacji oraz zarobku w funduszach i ETF-ach, a w Holandii padł pomysł, według którego inwestorzy mieliby od 1 stycznia 2028 roku płacić podatek od… niezrealizowanych zysków kapitałowych. I to drakoński: 36%! A więc wystarczy, że kurs akcji albo wycena funduszu pójdzie w górę i cyk, już trzeba płacić od tego podatek! Inwestorzy protestują. I być może nawet uda im się zablokować ten „innowacyjny” pomysł. Urzędnicy wpadli nań, bo doszli do wniosku, że Holendrzy inwestują zbyt… długoterminowo
Podatek Belki, pożerający 19% zysków, które osiągamy z lokowania kapitału, tradycyjnie i już od wielu lat jest na jednym z pierwszych miejsc na liście do szybkiego zlikwidowania. Inwestorzy przekonują, że jest to uporczywa bariera dla rozwoju polskiego rynku. I że gdyby tego podatku nie było, to Polacy chętniej inwestowaliby pieniądze. Podatek Belki przynosi do budżetu ostatnio po 10 mld zł rocznie.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Podatek od niezrealizowanych zysków. Kolejny pomysł na wpływy do budżetu?
Na razie możemy liczyć tylko na OKI, czyli projekt specjalnego konta, które „chroniłoby” przed podatkiem Belki kwotę do 100 000 zł, o ile w większości byłaby zainwestowana (a nie ulokowana w banku lub w obligacjach). Większość Polaków jest rozczarowana, że obietnica wyborcza całkowitego zlikwidowania podatku Belki nie zostanie zrealizowana. Ale zdecydowanie mogło być gorzej. Nasz podatek to nic w porównaniu z tym, co wymyślili w Holandii.
Inwestorzy mieliby tam od 1 stycznia 2028 roku płacić podatek 36%, od… niezrealizowanych zysków kapitałowych. Podatek miałby więc dotyczyć nie tylko dochodów, które inwestorzy faktycznie dostali do ręki po sprzedaży akcji, udziałów w funduszach czy ETF-ów z zyskiem (czyli powyżej ceny zakupu), a także po uzyskaniu odsetek, dywidend czy czynszu za wynajem mieszkania. Płaciliby też podatek od rocznego wzrostu wartości aktywów, takich jak akcje, obligacje i kryptowaluty, nawet jeśli aktywa te nie zostały sprzedane.
Jak to miałoby działać? Jeśli ktoś ma np. portfel inwestycji na emeryturę, którego nie rusza, a co najwyżej tylko do niego dopłaca, a jego wartość wzrośnie w ciągu roku, skarbówka potraktuje ten „papierowy” zysk jako rzeczywisty dochód podlegający opodatkowaniu stawką 36%, niezależnie od tego, czy inwestor coś sprzedał. A co jeśli poniesie stratę? Na to też znaleźli paragraf.
Zrealizowanie zysku (czyli wyjście z inwestycji) pozostałoby podstawą do naliczenia podatku tylko w przypadku inwestowania w akcje czy fundusze przez firmy oraz dużych inwestorów posiadających pakiety własności akcji dające co najmniej 5% udziałów w spółkach. A także w przypadku inwestowania w startupy. Podobnie ma być w przypadku wzrostu wartości mieszkania czy domu, w którym podatnik mieszka (czyli tzw. pierwszego miejsca zamieszkania).
Swoją drogą w polskim projekcie ustawy o koncie OKI też jest zawarty podobny podatek od zmiany wartości aktywów. Byłby on naliczany, gdyby na koncie OKI znalazło się więcej niż 100 000 zł, czyli kwota wolna od podatku Belki. Wówczas „włączałby” się podatek naliczany od zmiany wartości tej „nielegalnej” nadwyżki, przechowywanej na koncie OKI. No, ale w Polsce — o ile konto OKI wejdzie w życie — to będzie podatek, w którego płacenie inwestor będzie wpadał de facto „na własne życzenie”. A w Holandii nie byłoby przed nim ucieczki.
Wyobrażacie sobie? Płacić 36% podatku od samego wzrostu wartości portfela, mimo że nie zobaczyliście tych pieniędzy jeszcze na oczy? Nowy podatek został uchwalony w holenderskim parlamencie w lutym tego roku i musi jeszcze zostać zaakceptowany przez Senat. Jednak zaczęły się protesty inwestorów i pojawiło się ryzyko, że senatorowie się zbuntują. Ministerstwo Finansów w obawie przed porażką w głosowaniu ma jeszcze zaproponować jakieś poprawki łagodzące ten dosyć niekonwencjonalny, jak na rozsądnych zwykle Holendrów, pomysł.
Nowy holenderski rząd przestraszony reakcją inwestorów zapowiada też kolejną debatę nad nowym podatkiem. Czasu jest niewiele, bo władze skarbowe chcą mieć półtora roku na wprowadzenie odpowiednich zmian w procesach, procedurach i systemach informatycznych przed uruchomieniem rozliczania tego podatku. Czy kolejny pomysł europejskiego rządu na pozyskanie dodatkowych wpływów do budżetu — tym razem nie kosztem miliarderów, jak w przypadku pomysłu francuskiego ekonomisty Gabriela Zuckmana, tylko zwykłych inwestorów i właścicieli aktywów — może stać się nową rzeczywistością?
CZYTAJ O INNYCH POMYSŁACH NA PODATKI:
Holendrzy mają problemy: ludzie inwestują zbyt… długoterminowo
To, co wynaleźli Holendrzy, to pomysł znacznie bardziej dokuczliwy niż nasz poczciwy podatek Belki, którego zryczałtowana stawka 19% płacona jest dopiero wtedy, gdy zysk zostanie faktycznie zrealizowany. Opodatkowanie „zysków” wynikających z samego wzrostu wartości aktywów, ale bez zrealizowania ich sprzedaży, może być niezgodne z intencjami posiadacza takich aktywów, który planuje np. inwestycje długoterminowe i nie planuje korzystać z tych pieniędzy przez wiele lat.
Jeśli ten nowy podatek jest zaskakujący, to warto przypomnieć, że przez długi czas w Holandii obowiązywały równie nietypowe zasady obliczania podatku na podstawie… zryczałtowanych zysków z oszczędności i inwestycji, czyli wskaźnika narzucanego odgórnie i urzędowo, a nie na podstawie realnych wyników. Nową zasadą ma być opodatkowanie zysków na podstawie rzeczywistego wzrostu kapitału. I to brzmi rozsądnie oraz bardziej sprawiedliwie niż ryczałt, choć rzeczywisty wzrost wartości portfela inwestycji niekoniecznie musi oznaczać, że te pieniądze trafią do kieszeni holenderskiego inwestora. A i tak miałyby być opodatkowane.
Podatek ma być roczny i przepisy nie rozróżniają sytuacji, w której inwestor wziął zyski do ręki, oraz takiej, w której nie sprzedał aktywów. Pod uwagę brana jest tylko aktualna wartość rynkowa tych aktywów oraz ich wartość rok wcześniej. Od tej różnicy miałby być naliczony podatek w wysokości 36%. Siłą rzeczy w odniesieniu do niektórych sytuacji będzie musiał być zapłacony również wtedy, gdy aktywa wciąż będą w posiadaniu inwestora. Ministerstwo Finansów tłumaczy, że chodziło o to, żeby uniknąć… zbyt długiego odroczenia opodatkowania.
Nie przecierajcie oczu ze zdziwienia, dobrze przeczytaliście! Oni tam w Holandii mają problem z tym, że inwestorzy zbyt długo „kiszą” swoje inwestycje i minister finansów prędzej złoży swoje szczątki do grobu, niż dostanie jakieś pieniądze od wzrostu tych aktywów. My tu w Polsce zastanawiamy się, co zrobić, żeby ktoś chciał długoterminowo oszczędzać np. na emeryturę, a w Holandii mają problem, bo nikt nie chce zainkasować zysków przez dziesięciolecia.
Nowy pomysł ma nie tylko urealnić płacony podatek (czyli uzależnić go od rzeczywistych wyników), ale też uwolnić podatników czy banki od konieczności długoterminowego ewidencjonowania kosztów nabycia aktywów. W teorii brzmi to dosyć rozsądnie — jeśli kupiłem akcje 45 lat temu (w erze papierowej dokumentacji), to muszę tę dokumentację dotyczącą cen zakupu nadal trzymać.
Jeśli mam portfel złożony z kilkudziesięciu papierów wartościowych, które kupowałem systematycznie (a nie w jednej transakcji), to muszę trzymać całą szafę takich papierowych dokumentów i dbać o to, żeby się nie zniszczyły ani nie wyblakły. To rzeczywiście jest nieoczekiwany problem, jednak z drugiej strony pojawia się inny — wiele osób może zostać zmuszonych do sprzedaży swoich aktywów tylko po to, żeby zapłacić podatek od wzrostu ich wartości.
Trochę to przypomina problemy ludzi przejmujących w spadku nieruchomości, które są bardzo dużo warte. Podatki spadkowe w wielu krajach zachodnich są bardzo wysokie i ktoś niespecjalnie zamożny może nie móc przejąć odziedziczonego mieszkania o wartości np. 2 mln euro, bo nie będzie miał skąd wziąć pieniędzy na zapłacenie podatku od tego spadku. Konieczność zapłaty podatku od aktywów, których inwestor nie zamierza sprzedawać, może oznaczać przymusową sprzedaż tylko dlatego, żeby móc zapłacić podatek.
Jeśli komuś zabraknie środków na rozliczenie z fiskusem i, chcąc nie chcąc, będzie musiał sprzedać część aktywów, to może się okazać, że zrobi to w sytuacji rynkowej innej, niż wcześniej planował, nie zawsze korzystnej. Oszczędności i inwestycje to nie spadek, tylko aktywa zakupione za własne pieniądze i inwestorzy powinni mieć prawo do wyznaczenia sobie własnych zasad obecności na rynku.
CZYTAJ WIĘCEJ O SPADKACH:
Podatek od niezrealizowanych zysków wymusił wyrok sądu?
Skąd w ogóle pomysł na grzebanie w podatku od zysków kapitałowych? Rząd holenderski musiał zmienić zasady podatku od oszczędności i inwestycji rozliczanego w jednej z kategorii podatkowych, tzw. Box 3 ze względu na wymogi prawne. Sąd Najwyższy w czerwcu 2024 roku orzekł, że zasady zawarte w Box 3 naruszają europejskie prawa człowieka. Chodzi o to, że opodatkowanie powinno być oparte na rzeczywistych, a nie domniemanych zyskach z oszczędności i inwestycji.
Sąd uznał, że formularz podatkowy Box 3 pozwala na raportowanie rzeczywistych zysków z oszczędności i inwestycji. Podatnicy mogą więc płacić podatki na podstawie faktycznych danych, a nie zakładanego odgórnie przez ustawodawcę zryczałtowanego zysku. A rząd zinterpretował ów wyrok tak, że rzeczywisty zysk obejmuje wszystkie zrealizowane, jak i niezrealizowane zmiany wartości aktywów bez uwzględnienia inflacji. Wielu posłów, którzy głosowali za tym projektem, przyznawało potem, że nie był to najlepszy pomysł, ale… konieczna była jakaś zmiana ustawy. I to taka, której znów nie zakwestionuje sąd.
Cóż z tego, że opodatkowanie niezrealizowanych zysków z posiadanych aktywów niekoniecznie się wszystkim posłom podobało, jeśli poprzedni system został unieważniony przez Sąd Najwyższy, pozostawiając rząd bez prawnej możliwości opodatkowania tej kategorii dochodów? Gdyby powstała luka prawna, budżet holenderskiego państwa traciłby rocznie około 2,3 miliarda euro, bo nie mógłby pobierać podatku od dochodów kapitałowych. Nie jest to w budżecie holenderskim znacząca kwota, ale w przeliczeniu na złote to tyle, ile Polska ma rocznie z podatku Belki.
NIE ZAPOMNIJ ROZLICZYĆ PODATKU OD ZYSKÓW:

A co to właściwie jest ten Box 3? W Holandii dochód osobisty dzieli się na trzy rodzaje dochodu podlegającego opodatkowaniu. Te trzy kategorie ujęte są w oddzielnych tabelach zeznania podatkowego, które noszą nazwy Box 1, 2 i 3. Box 1 to ta część zeznania podatkowego, która zawiera dochody z pracy, opodatkowane według stawek progresywnych do maksymalnej stawki 49,5%. Tutaj mieści się też podatek od wartości domu, w którym się mieszka. W Box 3 podatnicy rozliczają dochody z aktywów i ze swoich oszczędności oraz inwestycji na rynku kapitałowym jako inwestorzy indywidualni.
Tabela Box 2 zawiera dochód z inwestycji „znacznego udziału„, np. z posiadania co najmniej 5% akcji danej spółki, opcji na akcje o takim udziale lub praw głosu w spółce holenderskiej lub zagranicznej. Box 2 to wyspecjalizowana kategoria podatkowa stosowana dla dywidend i zysków kapitałowych, ujęte są tam też zyski kapitałowe, podlegające opodatkowaniu po sprzedaży 5% lub więcej akcji w spółce. Ten podatek dotyczy np. założycieli spółek, menedżerów wynagradzanych akcjami lub opcjami, właścicieli spółek krajowych i zagranicznych.
W 2026 roku 38 883 euro dochodu w Box 1 jest opodatkowane według stawki 8,1% (przy czym składki na ubezpieczenie społeczne wynoszą w tym przedziale 27,65%). Dochód między 38 883 euro, a 78 426 euro jest opodatkowany stawką 37,56%, a dochody powyżej 78 426 euro są opodatkowane stawką maksymalną 49,5%. W Box 2 zyski z kapitału opodatkowane są w wysokości 24,5% do poziomu 68 843 euro i 31% od wszystkiego, co jest powyżej tego progu.
A co z kontrowersyjną tabelą Box 3? W starym systemie fiskus stosował fikcyjną stopę zwrotu w odniesieniu do wszystkich aktywów, niezależnie od tego, co inwestor faktycznie zarobił. Ale to właśnie zakwestionował Sąd Najwyższy. I dlatego ma zostać wprowadzony nowy podatek od aktywów. Ma on mieć dość wysoki próg kwoty kapitału wolnej od podatku – wynosi on 57 684 euro (jeśli więc ktoś ma mniejszy portfel inwestycji i mu on puchnie od zysków, nie płaci podatku). Wolny od podatku ma być też zysk do 1800 euro rocznie. W przypadku lokat bankowych podatnicy zapłaciliby podatek tylko od odsetek od kapitału. Sam kapitał nie podlega opodatkowaniu, bo w banku się nie zwiększa.
Ponadto, jeśli inwestor poniesie stratę netto w danym roku, strata ta może zostać przeniesiona i wykorzystana do zmniejszenia zysków podlegających opodatkowaniu w dowolnym przyszłym roku, bez limitu czasowego, z tym że chodzi tylko o straty powyżej 500 euro (mniejszych strat nie będzie można przenosić). Wartością początkową do opodatkowania ma być wartość z dnia wejścia w życie ustawy. Odliczenia od dochodu obejmowałyby: opłaty za prowadzenie rachunku oszczędnościowego, koszty transakcyjne, opłaty za doradztwo w związku z zakupem akcji lub obligacji, koszty utrzymania drugiego domu, wynajmowanej nieruchomości, garażu wolnostojącego lub magazynu.
Dla Holendrów ważne jest na pewno to, że domy, w których się mieszka, nie podlegają opodatkowaniu w Box 3 tylko w Box 1, gdzie właściciele domów płacą od dawna podatek według stałych zasad na podstawie wartości rynkowej domu (jej wzrost jest de facto traktowany jak wzrost dochodu z pracy).
ZOBACZ ROZMOWĘ O PODATKACH OD INWESTOWANIA:
Inwestorzy protestują, nowy rząd chce wszystko przemyśleć
Nowy holenderski rząd ugiął się pod presją społeczną i chce sprawę jeszcze raz przemyśleć, a na razie – zatrzymać w parlamencie prace nad planem podatku od aktywów w ramach Box 3. Minister finansów chce wprowadzić poprawki. Jakie? Jeszcze nie wiadomo. Przedstawiciele rządu teraz wypowiadają się o uchwalonej wcześniej przez holenderski odpowiednik naszego Sejmu ustawie krytycznie, twierdzą, że trzeba ją jeszcze raz omówić w parlamencie.
Ustawa spotkała się z krytyką głównie ze strony osób zamożnych, które na nowych zasadach mogą najwięcej stracić, i nawet mogą stanąć w obliczu wyprzedaży aktywów na pokrycie zobowiązań podatkowych. W pewnym momencie do dyskusji internatów, którzy rozprawiali szeroko o śmiesznym pomyśle holenderskich ustawodawców, wtrącił się na platformie X nawet Elon Musk. Pod wpisem jednego z uczestników dyskusji, który uznał, że z tym podatkiem „będzie zabawnie”, najbogatszy człowiek świata wstawił swój krótki, ale znaczący komentarz – roześmianą buźkę.

Pomysł skrytykowali przedstawiciele holenderskiej organizacji wspierającej startupy Techleap. Młode innowacyjne firmy mają zwyczaj płacenia swoim pracownikom części wynagrodzenia i wypłacania premii w akcjach. Nic dziwnego, że obawiają się one różnych pomysłów podatku od wzrostu wartości aktywów. Co prawda nowe zasady zawierają wyjątek dla akcji startupów i ich akcjonariusze płaciliby podatek tylko od wzrostu wartości w momencie sprzedaży, jednak startupy uznały nowe kryteria podatkowe za zbyt surowe.
Do sprawy włączył się przedstawiciel holenderskiej rodziny królewskiej, książę Constantijn, który ostro skrytykował ustawę. Obawia się on, że Holandia stanie się mniej atrakcyjna dla inwestorów i talentów z zagranicy. Według niego, rząd wysyła tym podatkiem zły sygnał w świat, że inwestorzy i przedsiębiorcy nie są mile widziani. Niby na papierze wygląda to sprawiedliwie: ci, którzy zarabiają więcej, płacą więcej. Ale system staje się również dużo bardziej skomplikowany i co najważniejsze – mało przewidywalny.
Inwestorzy musieliby dokładnie śledzić, o ile wzrasta wartość ich akcji lub innych aktywów i inwestycji. Dla osób inwestujących np. w kryptowaluty lub w aktywa międzynarodowe może to oznaczać dodatkową niepewność i konieczność ciągłego monitorowania zmian. Według Techleap, kraje coraz mocniej konkurują ze sobą o przyciągnięcie innowacyjnych firm i inwestorów. Jeśli przepisy podatkowe w tym zakresie staną się bardziej skomplikowane, a podatki wyższe, przedsiębiorcy mogą chętniej wybierać inny kraj.
Przedstawiciel Techleap, książę Constantijn, zwraca uwagę, że startupy często polegają na inwestorach, którzy są skłonni podejmować ponadstandardowe ryzyko. Jeśli ci będą musieli zapłacić coroczny podatek od zysków papierowych, mimo że jeszcze nie zarobili, może to ich zniechęcić do inwestycji. Według niego może to być szczególnie szkodliwe na wczesnym etapie rozwoju firmy.

Przy tak dużej fali krytyki nowy rząd nie miał wielkiego wyboru i musiał zareagować. Jaka będzie ostateczna propozycja rządu i jaki docelowy kształt ustawy? To wyniknie za jakiś czas z dyskusji z parlamentarzystami, a także przedstawicielami inwestorów i biznesu holenderskiego.
Inwestorzy oczekują oczywiście, że rząd wprowadzi podatek od rzeczywistych zysków z aktywów, ale taki, który będzie płacony dopiero po fizycznym zrealizowaniu tych zysków, czyli – zgodnie z podstawową logiką inwestycyjną i podatkową. Ciekawa sprawa – cały problem wziął się z tego, że holenderscy inwestorzy są… zbyt długoterminowi. Gdyby – tak, jak Polacy – mieli średni czas trwania lokaty w banku, inwestycji w obligacje, czy inwestycji na rynku kapitałowym trwający rok, dwa, pewnie problemu by nie było. A tak – trzeba kombinować. Ech, żebyśmy my kiedyś mieli takie problemy…
————————-
CZYTAJ WIĘCEJ O POLAKACH-INWESTORACH:
——————————–
CZYTAJ WIĘCEJ O PODATKACH:
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH
Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.
>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj
>>> Samcikowy profil w portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj
>>> Nasz profil w Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj
>>> Połącz się z Samcikiem w Linkedin jak 26 000 ludzi. Dołącz tutaj
>>> Nasz profil w YouTube subskrybuje 12 000 widzów. Dołącz do nich tutaj
>>> „Subiektywnie o Finansach” jest już w BlueSky. Dołącz i obserwuj!
———————————
CZYTAJ TEŻ W CYKLU „BEZPIECZNY PORTFEL Z PZU”:
Źródło zdjęcia: Maciej Danielewicz











