Czy Narodowy Bank Polski może „sprezentować” rządowi 185 mld zł na zakupy sprzętu wojskowego, żeby zastąpić europejski program SAFE? Takie zapewnienia padły na wspólnej konferencji szefa banku centralnego Adama Glapińskiego oraz prezydenta Karola Nawrockiego. Problem w tym, że żadne konkrety nie padły (poza ładną nazwą: „Polski SAFE 0%”). O co tu chodzi? Czy jest jakakolwiek — zgodna z prawem i nieniszcząca wartości polskiej waluty — możliwość „uwolnienia” wielkich pieniędzy przez NBP i to bezkosztowego? Sprawdzam możliwości. Z życzliwości
Zaskakująca propozycja prezesa NBP oraz prezydenta może być oczywiście tylko próbą zrobienia „szumu” przed decyzją Karola Nawrockiego dotyczącą zawetowania udziału Polski w unijnym programie SAFE. Przypomnę, że Polska ma z niego otrzymać 44 mld euro, ale nie za darmo. Spłacalibyśmy te pieniądze przez 45 lat przy oprocentowaniu 3,1–3,6% i z 10-letnią karencją w spłacie rat kapitałowych (czyli do 2036 r. spłacalibyśmy tylko odsetki).
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Prezydent jest sceptyczny w stosunku do SAFE, bo nie chce obciążać obecnych nastolatków spłacaniem tak długoterminowego długu i uważa, że Polska mogłaby pożyczyć te pieniądze na porównywalnych warunkach bez pomocy Unii Europejskiej (to ostatnie jest mocno wątpliwe, nie emitowaliśmy obligacji w euro na tak długi termin). Pożyczka z SAFE będzie też powiązana z warunkiem respektowania unijnych wartości (m.in. praworządności). Niewykluczone, że zgłoszenie niekonkretnego pomysłu „alternatywy dla SAFE” jest tylko robieniem sztucznej mgły informacyjnej, która ma dać prezydentowi alibi do weta w sprawie SAFE.
„Polski SAFE 0%”: czy to może być realna alternatywa?
Przyjmijmy jednak na chwilę, że to nie jest tylko szum informacyjny, lecz w głowach szefa NBP i prezydenta kiełkuje jakiś realny pomysł na „uwolnienie” z NBP gigantycznej kwoty 185 mld zł. Prezydent ogłosił, że „Polski SAFE 0%” nie byłby pożyczką i nie trzeba byłoby spłacać od tego odsetek. Prezes NBP dodał zaś, że te 185 mld zł zostałoby „wykreowane” i zaznaczył, że nie chodzi o przekazanie rządowi rezerw dewizowych, bo to byłoby niezgodne z prawem. Prezes NBP trafiłby po czymś takim przed Trybunał Stanu, a może i do więzienia.
Adam Glapiński powiedział też, że aby zmaksymalizować korzyści z „Polskiego SAFE 0%” potrzebna byłaby współpraca z rządem, a nawet zgoda wszystkich sił politycznych. Bez zmian ustawowych (nie wiadomo jakich) pomysł obu urzędników też mógłby być podobno zrealizowany, ale w okrojonej postaci. Podczas konferencji prasowej nie padły żadne konkrety. Spróbuję więc rozważyć potencjalne opcje.
Polski bank centralny podaje, że na koniec zeszłego roku wartość jego rezerw dewizowych wynosiła 231 mld euro, czyli mniej więcej 989 mld zł według obecnego kursu euro (4,28 zł). Z tego ponad 20% stanowią sztabki złota (550 ton) o wartości rynkowej mniej więcej 270 mld zł. Reszta to obligacje emitowane przez najbardziej wiarygodne państwa (głównie obligacje w euro i dolarach amerykańskich).
Te rezerwy mogą być użyte wyłącznie do ochrony wartości polskiej waluty — złotego. Gdyby, z jakichś przyczyn, jego notowania zaczęły gwałtownie spadać, bank centralny może rzucić na rynek denominowane w obcych walutach aktywa i obronić wartość złotego. Im większe rezerwy walutowe, tym mniejsza ochota świata spekulantów, by „testować” możliwości banku centralnego. Dlatego właśnie banki centralne gromadzą tzw. aktywa rezerwowe. Prawo zabrania ich udostępniania rządowi, np. na pokrycie deficytu budżetowego.
Jaki więc pomysł może stać za koncepcją polskiego SAFE? Skoro nie można oddać rządowi rezerw dewizowych, a prezes Adam Glapiński ogłosił, że nie ma też możliwości powtórzenia operacji wykonywanej w czasie pandemii Covid-19 (wtedy rząd emitował obligacje, kupowały je banki komercyjne, a potem błyskiem odsprzedawały bankowi centralnemu, zwiększając możliwości pożyczkowe rządu), to wchodzą w grę tylko trzy (cztery?) inne potencjalne opcje.
>>> Sprzedaż części rezerw dewizowych, np. złota. NBP kupował złoto po znacznie niższych cenach niż te, które obowiązują na rynku. Ma tego złota dużo, jego wartość rynkowa to 270 mld zł. Sprzedanie części tego złota zagwarantowałoby więc zysk NBP, który mógłby trafić do budżetu państwa. Byłby on prawdopodobnie dodatkowo powiększony przez efekt osłabienia złotego, bo tego typu transakcje byłyby odczytane przez inwestorów jako zmniejszenie zdolności państwa do obrony swojej waluty. Skutkiem ubocznym mógłby być wzrost rentowności obligacji emitowanych przez rząd (bo dług kraju o mniej bezpiecznej walucie jest wyżej wyceniany).
Sęk w tym, że NBP może sprzedać rezerwy dewizowe tylko w konkretnej sytuacji. Może to nastąpić w celu stabilizacji rynku walutowego, zapewnienia płynności płatniczej kraju, zagrożenia stabilności sektora bankowego czy poprawy struktury rezerw (wtedy zamienia się jedne aktywa na inne). Chęć wygenerowania zysku i podzielenia się nim z rządem nie jest żadnym z tych przypadków. Poza tym nie ma możliwości wygenerowania w ten sposób 185 mld zł, a tym bardziej nie w krótkim czasie. Nie mówiąc o tym, że sprzedaż kilkuset ton złota wpłynęłaby na jego cenę na rynkach globalnych.
>>> Zastawienie części rezerw dewizowych, np. obligacji. Zdarzało się w historii banków centralnych, że zastawiały swoje rezerwy. Ale zwykle były to operacje, w których po drugiej stronie stały inne banki centralne albo instytucje międzynarodowe (np. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który udzielał pożyczki, czasem nieoprocentowanej, na ratowanie waluty danego kraju). W jaki sposób taki zastaw mógłby być nieoprocentowany? Czy ktoś udostępniłby nam 185 mld zł bez odsetek w zamian za aktywa banku centralnego o wartości np. 250 mld zł? Przypominałoby to pożyczkę w lombardzie.
Teoretycznie mógłbym sobie wyobrazić, że inwestorzy gotowi udostępnić Polsce kapitał uzyskaliby nie tylko zastaw na aktywach NBP (np. w postaci obligacji), ale też prawo do korzyści z tego zastawu (np. przejmowaliby też odsetki). Nie sądzę, żeby dało się to zrobić w ramach regulacji dotyczących NBP. Poza tym znaleźć kogoś, kto pożyczy pod zastaw posiadanych przez NBP obligacji kwoty liczone w setkach miliardów złotych, mogłoby nie być łatwiej niż znaleźć chętnego do udzielenia nam pożyczki w ramach SAFE (oh, wait, przecież tego pożyczkodawcę już znaleźliśmy).
Gdyby polski SAFE miał być czymś w rodzaju „pożyczki lombardowej z przejęciem odsetek”, to oznaczałoby ograniczenie zbywalności części polskich rezerw dewizowych. NBP nie może tak ograniczać sobie możliwości interweniowania w obronie złotego.
”Polski SAFE 0%”, czyli „Polish Wealth Fund”? A może Eurozone?
>>> Wydzielenie z aktywów banku centralnego „sovereign wealth fund”. To pomysł, który rzucił nie tak dawno były prezes NBP Marek Belka. Ten ekonomista i były polityk uważa, że NBP nie potrzebuje aż takich rezerw walutowych. W różnych zamożnych krajach funkcjonują narodowe „fundusze bogactwa”, do których trafiają np. przychody ze sprzedaży surowców. Ale zwykle zarządza nimi osobna instytucja i nie pochodzą one z rezerw banku centralnego.
O ile mi wiadomo, zdarzają się wyjątki, ale raczej w krajach, w których rezerwy walutowe są głównym źródłem nadwyżek finansowych kraju (czyli napływa do niego dużo inwestycji i walut obcych). Takim funduszem „doklejonym” do banku centralnego jest np. fundusz działający przy Hong Kong Monetary Authority (HKMA). Fundusz Exchange Fund jest finansowany rezerwami dewizowymi banku centralnego Hongkongu. Na podobnej zasadzie działał fundusz zarządzany przez Saudi Arabian Monetary Authority (SAMA), ale, o ile mi wiadomo, już się to zmieniło.
Doklejone do banków centralnych są wealth funds w niektórych krajach afrykańskich. Nie jestem pewny, czy to są dobre benchmarki. Przeważnie jednak tego typu państwowymi funduszami zarządzają osobne instytucje, niezależne od banków centralnych tych krajów. Natomiast z całą pewnością nie da się takiej operacji zrobić bez konieczności zmiany ustawy regulującej działalność NBP, a być może też i bez zmiany konstytucji. A więc nie da się tego zrobić na tyle szybko, żeby nie stracić czasu w porównaniu z momentem fizycznej możliwości użycia funduszy z unijnego SAFE.
Na dziś nie widzę zgodnej z prawem i możliwej do przeprowadzenia szybko opcji uzyskania 185 mld zł z rezerw banku centralnego. Nawet gdyby to się dało zrobić, to byłyby to trudne i obarczone mnóstwem ryzyk operacje wymagające współpracy wszystkich sił politycznych (o tym zresztą wspominał prezes NBP). A zatem nie byłyby pełnoprawną alternatywą dla SAFE, które już leży na stole i pieniędzy z tego funduszu moglibyśmy użyć dosłownie w ciągu dwóch miesięcy.
>>> Wejście do strefy euro. 220 mld euro do wzięcia. Jest jeden sposób, by dobrać się do pieniędzy znacznie większych niż 185 mld zł, ale… nie sądzę, żeby prezes Adam Glapiński akurat ten pomysł miał na myśli, występując na wspólnej konferencji z prezydentem. Tym pomysłem byłoby wejście do strefy euro. Przystępując do Eurozone musielibyśmy dołożyć do wspólnego „kotła”, czyli skarbca Europejskiego Banku Centralnego, pewną ilość rezerw, a dokładnie 7% całego kapitału banku – ok. 10 mld euro.
Natomiast cała reszta, czyli 220 mld euro… Gdybyśmy chcieli te pieniądze przeznaczyć na całkowitą spłatę zadłużenia zagranicznego, ufundować „fundusz sił zbrojnych”, byłoby to prawdopodobnie możliwe (choć pewnie wymagałoby zmian prawnych). Niestety to też nie jest zbyt szybko dostępna opcja. Nie spełniamy żadnego z kilku warunków wejścia do strefy euro, Polacy nie popierają pozbycia się polskiej waluty, a gospodarka niekoniecznie by na tym skorzystała. Więc to też raczej odpada.
AKTUALIZACJA: Nazajutrz po publikacji tego tekstu poznaliśmy — nieoficjalnie — więcej szczegółów koncepcji wykorzystania rezerw dewizowych NBP na potrzeby zbrojeń.
Dwa ryzyka grzebania przy rezerwach Banku Centralnego
Są natomiast dwie potencjalne rafy dotyczące grzebania przy rezerwach banku centralnego. Po pierwsze: to jest puszka Pandory. Jeśli raz się „rozhermetyzuje”, to będzie już zawsze nieszczelna. Zawsze potem znajdzie się okazja, by z tych rezerw podbierać pieniądze. Drugie ryzyko — w pewnej części wynikające z pierwszego — to obniżenie wiarygodności złotego, za którą prezes NBP jest przecież odpowiedzialny. Majstrowanie przy rezerwach w tak niepewnej sytuacji geopolitycznej może się zakończyć niekontrolowaną utratą wartości przez złotego, czyli zbiednieniem nas wszystkich.
Ciekaw jestem, czy czegoś nie zauważyłem i są jeszcze jakieś opcje, które chodzą po głowie prezesowi Adamowi Glapińskiemu i prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, czy też to wszystko jest jednak tylko zasłona dymna i szum informacyjny, który ma ułatwić prezydentowi zawetowanie programu SAFE pod pozorem istnienia jakiejś tajemniczej „alternatywy”. Piszcie w komentarzach, jeśli dojdziecie do wniosku, że jednak Święty Graal w postaci darmowych 185 mld zł z NBP istnieje.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
CZYTAJ WIĘCEJ O SAFE:
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————-
zdjęcie tytułowe: TVN24/Pixabay/Canva







