Trwa wielki spór o to, czy Polska powinna brać pieniądze z unijnego programu pożyczek SAFE. Sprawa nie jest prosta ani oczywista. Z jednej strony oprocentowanie nie jest szczególnie okazyjne, ale z drugiej — samodzielnie nie pożyczylibyśmy pieniędzy na tak długo na sensownych warunkach. Jest też inny dylemat: czy w ogóle powinniśmy zadłużać się w euro. A nawet jeśli, to może… pożyczyć te pieniądze od własnych obywateli, zamiast od amerykańskich funduszy? Polacy w bankach trzymają 36 mld euro, w większości prawie bez odsetek
Coraz goręcej robi się wokół koncepcji, by Polska pożyczyła na zbrojenia 44 mld euro (prawie 200 mld zł) w ramach unijnego programu SAFE. Politycy prawicy uważają, że to zły pomysł, bo będziemy te pieniądze musieli wydać głównie w Niemczech i we Francji, zasilając tamtejszy przemysł, zamiast własny. Politycy rządzącego obozu pukają się w czoło i obiecują, że duża część pieniędzy będzie zainwestowana w polską obronność i polski przemysł zbrojeniowy. I pokazują pierwsze kontrakty z polskimi firmami (m.in. na ponad 20 mld zł z Hutą Stalowa Wola).
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Czy plusy programu SAFE nie przesłaniają nam minusów?
Przeciwnicy uczestnictwa w SAFE mówią, że spodziewane oprocentowanie (3-3,5% w skali roku, nie ma jeszcze oficjalnych liczb) nie jest szczególnie atrakcyjne, bo Polska emituje na podobnych warunkach samodzielnie euroobligacje. Zwolennicy wzięcia tych pieniędzy odbijają piłeczkę i dowodzą, że nikt nie pożyczyłby nam na taki procent pieniędzy na 45 lat. Owszem, emitowaliśmy euroobligacje na 3% rocznie, ale pięcioletnie, a SAFE to pożyczki rozłożone na wielokrotnie dłuższy czas. W dodatku przez 10 lat spłacalibyśmy tylko odsetki (bez rat kapitałowych).
Przeciwnicy programu SAFE mówią, że pożyczając w ramach Unii Europejskiej, musimy zgodzić się na mechanizm warunkowości, więc będziemy trzymani przez urzędników z Brukseli na „krótkiej smyczy”. I że pożyczanie w euro to ryzykowny pomysł, bo zwiększy część naszego zadłużenia podatną na różnice kursowe. Zwolennicy programu uważają, że lepiej pożyczyć tanio z warunkami (których i tak nikt nie uruchomi, bo biurokracja unijna jest za mało gibka) niż drogo bez warunków lub nie pożyczyć w ogóle i stracić niepodległość, gdy nie będziemy mogli się obronić przed agresją Rosji.
SAFE nie jest na pewno czymś, co może nas doprowadzić do bankructwa. Dziś Polska jest zadłużona na 2 biliony zł, a więc dodanie do tego długu 200 mld zł nie będzie katastrofą. Na obsługę samych tylko odsetek od tego długu wydamy w tym roku 110 mld zł (jedną szóstą dochodów z podatków). Odsetki od pożyczek SAFE, gdy już zaczniemy je spłacać, będą stanowiły 5-6 mld zł rocznie. Rata kapitałowa wyjdzie mniej więcej drugie tyle w skali roku. Ryzyko jest więc niewielkie, a za te pieniądze możemy kupić sobie bezpieczeństwo.
CZYTAJ RZETELNĄ ANALIZĘ PROGRAMU SAFE:
Natomiast są dwa słabe punkty SAFE. Po pierwsze jest to program oparty na pożyczkach, czyli instrumencie stosunkowo mało elastycznym w porównaniu z obligacjami. Obligacje można spłacić wcześniej lub zrolować, ewentualnie sekurytyzować (czyli zamienić na inne papiery wartościowe), a w przypadku pożyczki nie będzie to możliwe. Po drugie Unia Europejska będzie pożyczać pieniądze w ramach SAFE na światowych rynkach finansowych, czyli w dużej części od wielkich amerykańskich funduszy inwestycyjnych, takich jak BlackRock czy Vanguard.
Z drugiej strony: polskie obligacje kupują przecież ci sami inwestorzy. Choć tylko w części i to niezbyt dużej, ostatnio są to raczej polskie banki, fundusze i firmy ubezpieczeniowe, zagraniczny popyt na polskie obligacje emitowane w złotych w poprzednich latach był umiarkowany.
A może pożyczyć euro od… Polaków, którzy trzymają je w bankach?
Bazując na tym ostatnim argumencie, zastanawiam się, czy polski rząd nie mógłby podjąć próby sprzedania obligacji „wojennych”, być może denominowanych w euro, żeby było taniej, skierowanych do… polskich inwestorów indywidualnych. Być może można byłoby zrobić to równolegle z procesowaniem projektów w ramach SAFE. Gdyby się okazało, że Polacy są w stanie sfinansować w jakiejś części potrzeby zbrojeniowe naszego kraju, moglibyśmy ograniczyć część finansowaną z SAFE. To z pewnością wytrąciłoby oręż z rąk przeciwnikom brania pieniędzy z SAFE. Rząd powiedziałby: „pożyczamy też od swoich obywateli, SAFE to tylko uzupełnienie”.
Czy to realny pomysł? Cóż, Polacy trzymają w bankach mniej więcej 1,45 biliona złotych. Dla porównania: w detalicznych obligacjach skarbowych mamy 150 mld zł. Wydaje się więc, że obligacje nie są szczególnie atrakcyjnym obiektem naszych oszczędnościowych westchnień. Ale jeśli zauważymy, że tylko 425 mld zł z kwoty naszych oszczędności w bankach to depozyty terminowe (a ponad bilion złotych to takie, które można bezkarnie zabrać z dnia na dzień), popularność obligacji jawi się w innym świetle.
Jeszcze ważniejsze jest, że w bankach trzymamy też 155 mld zł w walutach obcych. W większości są to pieniądze na kontach walutowych i lokaty w euro, a na drugim miejscu są dolary. Niezbyt aktualne statystyki NBP mówią, że mniej więcej 70% pieniędzy „walutowych” Polaków w bankach to euro. Mówimy więc o równowartości 26 mld euro. Nie tak wiele mniej, niż 44 mld euro, które możemy pożyczyć w ramach SAFE. Oczywiście: nikt w Polsce nie kupiłby euroobligacji emitowanych na 45 lat z oprocentowaniem 3-3,5% rocznie. To musiałyby być papiery emitowane najwyżej na kilka lat.
Natomiast biorąc pod uwagę, że cztery na każde pięć euro, które trzymamy w bankach, jest na nieoprocentowanym koncie walutowym (a tylko 20% pieniędzy jest na terminowych lokatach walutowych, przeważnie oprocentowanych żałośnie) – być może gdyby Ministerstwo Finansów zaproponowało 3% rocznie, to duża część posiadaczy walutowych „osadów” w bankach by się skusiła, bo to byłoby znacznie więcej, niż okrągłe zero odsetek, które dostają do tej pory. Zresztą być może to byłaby interesująca inwestycja nie tylko dla tych, którzy już mają euro, ale też dla wszystkich posiadaczy oszczędności?
MASZ ZŁE PRZECZUCIA? OBEJRZYJ TO:
Oczywiście: nie mam pewności, że to by się udało. Ale gdyby rozkręcić wokół tego przedsięwzięcia patriotyczną atmosferę (a duża część posiadaczy walutowych depozytów to ludzie pamiętający PRL, czyli czasy, kiedy Polska była zależna od ZSRR i kisiła się za żelazną kurtyną), być może dałoby się zebrać miliardy euro. Sądząc po zainteresowaniu, którym cieszy się każda nowa oferta oprocentowanego depozytu w euro, wystawiana przez polski bank czy fintech, to jest gorący temat.
Zainteresowanie wszelkimi nowinkami inwestycyjnymi albo lokacyjnymi denominowanymi w euro jest – przynajmniej wśród moich czytelników i w szeroko pojętej społeczności „Subiektywnie o Finansach” – naprawdę spore, co świadczy z jednej strony o potrzebie dywersyfikacji oszczędności, a z drugiej o tym, że wojna nas niepokoi od strony finansowej.
ZOBACZ TEŻ:
Obligacje wojenne w euro dla ciułaczy: trzy zalety i jedna cienkość
Zalety emitowania euroobligacji do polskich ciułaczy byłyby trzy. Po pierwsze byłoby to tańsze źródło pieniędzy niż obligacje w złotych, za które trzeba płacić 5-6% (porównywalnie tanie, jak pieniądze z programu SAFE, choć bardziej krótkoterminowe). Po drugie, jeśli pożyczamy od swoich obywateli, to te pieniądze oraz odsetki wrócą do Polski i będą powiększały zamożność polskich obywateli, a nie klientów amerykańskich funduszy inwestycyjnych, tamtejszych banków inwestycyjnych, funduszy emerytalnych i firm ubezpieczeniowych.
Po trzecie wreszcie taka „pożyczka wojenna” byłaby znakomitym argumentem, niszczącym narrację przeciwników SAFE. Pieniądze na obronę narodową musimy skądś mieć. Ile się dało, pożyczyliśmy w Polsce, po kosztach porównywalnych z SAFE. A resztę bierzemy z Unii Europejskiej, bo rzeczywiście jest tanio i na bardzo długo.
ZBROJENIA A GOSPODARKA. CZYTAJ:
Jest pewna cienkość: w Polsce regulacje prokonsumenckie stanowią, że jeśli osoba fizyczna chce kupić obligacje w euro, to muszą to być obligacje notowane na giełdzie lub wartość jednej musi przekraczać 40 000 euro. Obligacje detaliczne emitowane przez Ministerstwo Finansów w złotych nie są nigdzie notowane, a wysoki limit wykluczyłby z takiej inwestycji większość chętnych. Być może euroobligacje mogłyby być notowane na giełdzie, ale wtedy zapewne nie można byłoby ograniczyć grona nabywców do polskich ciułaczy, w tym posiadaczy depozytów bankowych w euro. Trzeba by zmienić prawo.
Tak czy owak: uruchomienie drugiej, „patriotycznej” ścieżki pozyskiwania pieniędzy na zbrojenia byłoby rozwiązaniem sensownym z punktu widzenia wykorzystania polskich oszczędności i budowania polskiego kapitału. Mógłby funkcjonować obok programu SAFE (albo — gdyby zainteresowanie było duże — nawet zamiast niego). Podobnie jak wprowadzenie na giełdę polskich firm zbrojeniowych, żeby Polacy nie musieli inwestować swoich pieniędzy w akcje niemieckiego Rheinmetall.
Jeśli już musimy się zbroić, co samo w sobie nie jest przesadnie rozwojowe dla gospodarki (większe mnożniki są z inwestycji w naukę, technologie, budownictwo, przemysł), to inwestujmy, ile się da polskich pieniędzy.
———————–
CZYTAJ TEŻ O POLSCE I EURO:

———————–
DLACZEGO SIĘ ZBROIMY? I JAK? CZYTAJ:
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZOBACZ NASZE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
zdjęcie tytułowe: FinanceVisual
















