6 maja 2026

Polityczna awantura o kryptowaluty. Ale czy politycy wiedzą, o jaką stawkę jest ta gra? Lepiej, żebyście Wy to wiedzieli

Polityczna awantura o kryptowaluty. Ale czy politycy wiedzą, o jaką stawkę jest ta gra? Lepiej, żebyście Wy to wiedzieli

Trwa polityczna wojna o nadzór nad światem kryptowalut. Czy ma być – jak chciałaby prawica – liberalny czy też względnie ścisły, którego firmy krypto nie polubią, ale który da okruchy bezpieczeństwa klientom? Czy ten ściślejszy ma w ogóle sens, skoro można zarejestrować firmę w innym kraju i działać w Polsce bez problemów regulacyjnych? A może kryptowalut w ogóle trzeba zabronić? Kilka dni temu pojawił się raport mówiący o tym, że kryptowaluty są… groźne dla demokracji. Czy może w tym coś być? O jaką stawkę naprawdę toczy się gra?

Od lipca powinna zacząć w Polsce działać ustawa, która wprowadza zapisy unijnego rozporządzenia MICA. A więc odrobinę reguluje rynek kryptowalut – jeden z najpopularniejszych wśród Polaków form lokowania kapitału. Rząd w trybie pilnym kieruje do parlamentu kolejną wersję ustawy wdrażającej MICA. Prawica i prezydent uważają, że ustawa jest zbyt restrykcyjna (zbyt wiele obowiązków, zbyt wysokie opłaty dla firm z branży krypto). A rząd jeszcze podkręca: podwyższa w ustawie kary za oszukiwanie i okradanie ludzi przez nieuczciwe firmy kryptowalutowe. Chce powiedzieć: „oni (prawica) chronią przestępców”. W tle oczywiście jest afera Zondacrypto, w której ludzie stracili kilkaset milionów złotych.

Zobacz również:

Dlaczego prawica lubi kryptowaluty?

Bój politycznych narratorów jest też o to, czy uwierzymy, że prawicowe partie opozycyjne rozpostarły nad Zondacrypto parasol ochronny, czy za opóźnienia w pracach nad polską ustawą i loobing za liberalnymi przepisami ktoś wziął pieniądze i czy Zondacrypto finansowała partie prawicowe. „Subiektywnie o Finansach” to nie jest miejsce, w którym odpowiemy na te pytania. Natomiast to, że prawica czuje wyjątkową miętę do świata kryptowalut – nie jest niczym nadzwyczajnym. Branża krypto była największym donatorem kampanii Donalda Trumpa, więc byłoby dziwne, gdyby nie sponsorowała polityków prawicy także innych krajach. Również w Polsce.

Niektórzy mówią, że nie chodzi tylko o to, że prawica jest liberalna gospodarczo i generalnie nie lubi regulacji (więc wspiera wszystko co zwiększa prywatność, decentralizację, łamanie monopolu państwa, minimalizowanie wpływu państwa). Ale może jest i drugie, poważniejsze dno? Jak przeczytałem w blogu brytyjskiego influencera finansowego Chrisa Skinnera, think-tank Bloomsbury Intelligence and Security Institute (BISI) opublikował kilka dni temu raport o tym, że kryptowaluty są wręcz… groźne dla demokracji. A więc że popierający je politycy mają w popularyzacji tego „pieniądza” konkretny cel – myślą o tym, by demokrację zaorać i rządzić w sposób nieskrępowany.

Gdybyśmy mieli przyjąć to założenie, to trzeba by kryptowalut zabronić, bo rozwalą tę część świata (już mniejszościową), w której panują demokratyczne zasady. Ale czy to prawda? Na jakich przesłankach opiera się to rozumowanie? Kryptowaluty to miała być przecież tylko „innowacja w płatnościach”, która ma realizować libertariańskie marzenie o minimalizacji roli państwa jako emitenta pieniądza oraz o roli centralnych instytucji jako „strażników rynku”. I usunięciu tych, którzy „widzą” przepływ naszych pieniędzy i kontrolują tym samym społeczeństwo oraz ustalają zasady gry.

Spór na pewno idzie więc o to, czy świat krypto ma być „chwycony za twarz” i poddany próbie minimalizowania jego „inności”. W przeciwnym razie będzie się nadal swobodnie rozwijał, stając się w jakimś stopniu alternatywnym systemem finansowym, do którego będziemy mogli wejść albo nie, w zależności od tego czy mu ufamy czy nie. Ale jest też znacznie ważniejsza oś w tej politycznej walce. Jaka? O tym za chwilę. Najpierw dwa słowa o tym, czy warto się zajmować polityczną młócką o sam kształt ustawy regulującej kryptoaktywa.

Zondacrypto, czyli przekręt i… pretekst

Czy gdyby ta ustawa, którą rząd forsuje, obowiązywała wcześniej, to uniknęlibyśmy afery Zondacrypto? Moim zdaniem nie. Firma była zarejestrowana w Estonii, mogła tam działać do lipca 2026 r. bez licencji wymaganej przez MICA (znajdowała się w reżimie okresu przejściowego), a na mocy ustawy wdrażającej MICA w Polsce, nasz KNF mógłby co najwyżej zadać pytania na temat Zondacrypto łotewskiemu nadzorowi. Nie ma pewności czy by z tych uprawnień skorzystał i czy dostałby odpowiedź.

Natomiast coraz więcej wskazuje na to, że Zondacrypto była nie tylko giełdą kryptowalutową, ale też pralnią brudnych pieniędzy (może rosyjskich) oraz że została założona za pieniądze rosyjskiej mafii, więc być może – niezależnie od ustawy MICA – powinna być zamknięta wcześniej, niż sama się przewróciła – czyli na podstawie podejrzeń o szkodliwą z punktu widzenia państwa i z gruntu przestępczą działalność. Ale ten wątek trzeba dopiero wyjaśnić, bo nie wiemy co i kiedy wiedziały o działalności Zondacrypto polskie służby bezpieczeństwa.

Czy ustawa wdrażająca rozporządzenie MICA sprawi, że casus Zondacrypto nie będzie mógł się powtórzyć? Moim zdaniem nie, choć będzie to trudniejsze. Świat kryptowalut to emitowane przez prywatne firmy cyfrowe „żetony” (mające realną wartość w pieniądzu), handlowane na prywatnych giełdach i przechowywane w prywatnych portfelach, których nie da się objąć nadzorem w tradycyjnej postaci, bo ten system finansowy jest zdecentralizowany.

Pod rządami MICA firmy zajmujące się emisją kryptowalut, ułatwiające handel nimi oraz oferujące usługi przechowywania będą musiały pokazać kapitał własny (udokumentować go z potwierdzeniem niezależnego rewidenta), wykazać dowody kompetencji i doświadczenia głównych menedżerów w finansach i usługach krypto (oraz niekaralność), pokazać procedury przeciwdziałające praniu pieniędzy (monitorowanie transakcji, identyfikacja klientów, raportowanie podejrzanych transakcji), pokazać zasady bezpieczeństwa (procedury ochrony kluczy i portfeli, ochrona danych klientów, procedury zarządzania ryzykiem), a także pokazać zasady ochrony aktywów klientów oraz zasady rozdzielenia aktywów własnych i klientów.

Firmy będą musiały raz w roku raportować swoje finanse do organów nadzoru, zgłaszać incydenty bezpieczeństwa oraz wszelkie zmiany we władzach. Nadzór, jeśli jest prowadzony rzetelnie, powinien wykryć naruszenie zasad najpóźniej w ciągu kilkunastu miesięcy. Raportowanie na bieżąco dotyczyć ma jednak tylko zgłaszania tzw. incydentów operacyjnych, naruszeń bezpieczeństwa, zmian organizacyjnych i zmian w zakresie usług. Kapitał, płynność, wyniki finansowe niestety będą raportowane tylko raz na rok [CIĄG DALSZY TEKSTU POD ZAJAWKAMI].

CZYTAJ WIĘCEJ O AFERZE:

czy nasze pieniądze są bezpieczne

czy państwo mogło zrobić więcej

zondacrypto estończycy wiedzieli nie powiedzieli

zondacrypto czyli recydywa

Bitcoin jest jak Uber, czy AirBnb, czyli system się „wykrzaczył”

Kryptowaluty polegają na decentralizacji: tu nie ma banku centralnego, jest algorytm i zdecentralizowane „tworzenie” pieniądza. Nie ma banków pośredniczących w przesyłaniu pieniędzy, transferuje się je bezpośrednio z portfela na portfel. Nie ma instytucji rozliczeniowych, jest rozproszona księga transakcji, w której każdy może sprawdzić autentyczność transferowanego pieniądza (każda transakcja zostawia ślad, który – za pomocą klucza publicznego – można znaleźć w sieci, ale same transakcje są prywatne). Te funkcje kryptowalut spowodowały, że zainteresowali się nimi politycy.

A to oznacza, że politycy mają finansowy interes w tym, żeby korzystać na wzroście tego rynku (kosztem rynku tradycyjnych aktywów i tradycyjnego pieniądza). Jeśli w systemie nie ma centralnych instytucji, to trudniej skutecznie pilnować uczciwych zasad (może to robić tylko społeczność na zasadzie „spółdzielni” – co ma dobre i złe strony). A jeśli nie można pilnować zasad, to zarabianie pieniędzy może stać się przyjemniejsze, szybsze, można łatwiej oszukiwać i nie obawiać się kary. Polityk, mający uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie, może ją wykorzystywać we własnym interesie i bogacić się szybciej. Być może dlatego liberalni politycy wspierają kryptowaluty – bo czują tu łatwy pieniądz dla siebie.

Chyba to samo – to już moje spostrzeżenie – wydarzyło się na „rynku” gospodarki współdzielenia. Uber powstał z idealistycznego dążenia do tego, żeby każdy mógł udostępnić swój samochód za drobną opłatą. Czyli żeby ludzie mogli sobie pomagać bez pośrednictwa korporacji. Airbnb powstało, by każdy mógł udostępnić na chwilę swoje mieszkanie za drobną opłatą. Oba modele biznesowe nie były regulowane, bo miały służyć społeczeństwu, obniżaniu kosztów, wspieraniu się wzajemnie w lokalnych społecznościach.

Oba się wykrzaczyły, gdy pojawili się w nich ludzie, którzy postanowili szybciej zarobić pieniądze korzystając z tego, że jest to działalność słabiej regulowana. Uber „obsiadły” wielkie floty parataksówek zatrudniających niewolników-imigrantów, a Airbnb sieci firm wynajmujących dziesiątki, setki mieszkań, czyli tworzących „parahotele” nie objęte regulacjami.

Kryptowaluty też powstały z idealistycznego dążenia do pomocy ludziom. Bitcoin miał być narzędziem do przesuwania wartości na drugi koniec świata bez pośrednictwa banków. Z jednego cyfrowego portfela do drugiego. Cel szczytny i powodujący „demonopolizację” światowego systemu finansowego. Potem ktoś zauważył, że skoro nie można ich (przynajmniej niektórych) „dodrukować”, to mogą służyć jako ochrona przed inflacją. Dyskusyjne, ale może kiedyś się sprawdzi. I pojawili się na tym rynku inwestorzy. Skoro się pojawili, to cena zaczęła rosnąć. A jak zaczęła rosnąć, to przyszli spekulanci, którym jest wszystko jedno czym handlują – byle była wahliwość ceny.

A dziś jesteśmy w momencie, w którym do gry weszli już nie tylko inwestorzy, już nie tylko spekulanci, ale chciwi i cyniczni politycy mający wpływ na regulacje. Np. Donald Trump, emitujący własną kryptowalutę, na której on zarabia, a ludzie tracą. Polityk zawsze będzie ustalał takie zasady gry, które nie chronią najsłabszych uczestników tej gry, tylko jego. Czyli wciąga zwykłych ludzi do gry w pokera znaczonymi kartami [CIĄG DALSZY TEKSTU POD ZAJAWKAMI].

——————————

CZYTAJ WIĘCEJ O KRYPTO:

odwrót od bitcoina spółki skarbcowe pod wodą

vaneck i szalona prognoza dla bitcoina

Bój o kryptowaluty to bój o najwyższą stawkę: demokrację?

A gdzie tu zagrożenie dla demokracji? BISI pisze, że wynika ono z tego, że jeśli politycy – zapewne działając z pobudek merkantylnych – spowodują wzrost udziału świata kryptowalut w światowych finansach, to wpłyną na spadek przejrzystości polityki. A demokracja opiera się na „widoczności”. To już nie jest „tylko” problem walki z cyberatakami, czy dezinformacją albo manipulowaniem algorytmami na platformach społecznościowych. Wraz z ekspansją kryptowalut dochodzi możliwość ingerencji finansowej w system polityczny na dużą skalę.

Państwa, mafie, grupy przestępcze, obce wywiady mogą dyskretnie kierować pieniądze do ekosystemów politycznych, nie pozostawiając oczywistych śladów. I wtedy kryptowaluta przestaje być „innowacją finansową”, a zaczyna być narzędziem wpływu na społeczeństwo. Rozdrobniony, ponadgraniczny, trudny do kontrolowania system finansowy oparty na decentralizacji może być wygodnym narzędziem nie tylko do zarabiania pieniędzy przez uprzywilejowane osoby, ale też do wpływu na wyniki wyborów w państwach demokratycznych. Jeśli nie wiadomo kto finansuje polityków, to oni mają większe pokusy, by wchodzić w groźne dla nas, ale opłacalne dla nich deale.

Przez dziesięciolecia świat funkcjonował na stosunkowo scentralizowanych torach – system przelewów międzynarodowych SWIFT (monitorujący przepływy), banki centralne emitujące pieniądze, nadzorowane przez państwa oraz licencjonowane banki komercyjne przechowujące pieniądze (i w razie potrzeby je blokujące). Kryptowaluty oferują alternatywny system, który pozwala tworzyć konkurencyjne sieci monetarne: prywatny pieniądz emitowany przez prywatne firmy bez „pokrycia” w potencjale gospodarczym konkretnego państwa, bez „pieczęci wiarygodności” banku centralnego. Raport stawia tezę, że to nie jest decentralizacja, tylko fragmentacja.

Mówi coś jeszcze bardziej niepokojącego: im bardziej kryptowaluty się rozwiną, tym większe będzie ryzyko utraty kontroli nad finansowaniem polityków, a potem suwerennością monetarną. I o to jest ta gra. Jeśli wygrają ją państwa i rządy wspierające obecny system – oparty na emitowanej przez państwa walucie, bankach centralnych, przelewach kontrolowanych przez licencjonowane banki komercyjne – to kryptowaluty zostaną chwycone za twarz, może nawet zakazane (jak stało się w Chinach). Jeśli wygrają politycy wspierający „przemysł” kryptowalutowy – to zapewne zarobią na tym ogromne pieniądze i zmieni się system polityczny. Na jaki? Trudno powiedzieć. Raczej nie będzie to już demokracja.

Spór o wielką stawkę, czyli pieniądz i władzę. Ile zależy od nas?

Demokracje będą się zapewne broniły wprowadzając ograniczenia dla kryptowalut. Pojawi się nadzór nad aktywnością portfeli (a każde większe aktywności będą monitorowane na tyle, na ile się da), pojawią się wyraźne granice między „regulowaną kryptowalutą” a „nielegalną kryptowalutą” (ta pierwsza będzie pewnie nadzorowana, a ta druga pewnie będzie zakazana). A marzenie o wolnym, otwartym, zdecentralizowanym systemie finansowym zderzy się z rzeczywistością potęgi państwa narodowego. Tak samo, jak marzenie o możliwości „pożyczenia” swojego samochodu, czy „użyczenia” mieszkania turyście zderzyło się z chciwością korporacji takich jak Uber, czy Airbnb.

I o to jest ta gra, o której dzisiaj słyszycie w radiu, którą obserwujecie w telewizji. Chris Skinner podsumował to tak: te same cechy, które czynią kryptowaluty potężnymi – decentralizacja, anonimowość i prywatność, „bezgraniczność” – są cechami, które czynią je politycznie destabilizującymi. Nie ująłbym tego lepiej. Kryptowaluty w czystej postaci to demokracja – czyli wolność i decyzyjność. Kryptowaluty pod rządami bogatych i wpływowych – to już karykatura demokracji.

Ale z drugiej strony: czy demokracja liberalna w podobny sposób się nie wykrzaczyła? Była idea globalnej współpracy i w miarę równego podziału dóbr. I na tym zbudowała się globalizacja, dzięki której powstały korporacje „za duże by upaść”.  Aż w końcu zdecydowaliśmy, że tego nie chcemy. Co zdecydujemy tym razem? Na końcu jest zawsze zaufanie. Jeśli zaufamy „nowemu światu”, to on wygra. Jeśli zaufamy „staremu”, to chwyci kryptowaluty za twarz (na tyle, na ile będzie umiał). I reguły gry zostaną zachowane. Pieniądz będzie emitowany przez państwo, będą istniały instytucje centralizujące obieg pieniądza, pozostaną gwarancje państwa dla depozytów.

Na niekorzyść „starego” świata działa ogromne zadłużenie wyrażone w tradycyjnym pieniądzu. Im trudniej je będzie spłacać, tym mniejsze będzie zaufanie do „tradycyjnych” walut i tym większa szansa dla alternatywnych pieniędzy. Może też się pojawić pokusa, żeby „zaorać” stary system i nie spłacać już „starych” długów. Ale żeby to można było zrobić, potrzebny jest nowy pieniądz i nowy system. Tak się składa, że już puka do naszych drzwi.

———————

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

coraz większy popyt na pieniądze

klasa średnia rozliczenie pit

———————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela.  Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————-

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM: 

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

———————————

ZOBACZ SUBIEKTYWNY KANAŁ W YOUTUBIE:

„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu „Magazyn Subiektywnie o Finansach”, a poza tym rozmowy o Waszych pieniądzach z mądrymi ludźmi, komentarze i wideofelietony oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube.

————————————-

KRYPTOAKTYWA DLA „NORMALSÓW”:

bitcoinowy etf na gpw

fundusz odzwierciedlający notowania bitcoina

komputery kwantowe ryzykiem dla bitcoina

bitcoin vs stablecoin

—————————

CZYTAJ O TOKENIZACJI AKTYWÓW:

cyfrowe certyfikaty akcji

——————————

zdjęcie tytułowe: Copilot AI

Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Яцек
20 minut temu

Nie zapominajmy też o pieniądzu CBDC, który może być skrajnie antyobywatelskim narzędziem nacisku ekonomicznego – w tym przypadku nikt nas nie spyta, czy chcemy w to wchodzić, czy nie.

Max
16 minut temu

No cóż, demokracja ma o wiele dłuższą historię, niż kryptowaluty. Wykrzaczała się już wielokrotnie, co opisywali już starożytni (Arystoteles, Arystofanes). Przyczyną nigdy nie były kryptowaluty, bo ich po prostu nie było. Teraz też obserwujemy duże pogorszenie jakości ustroju, w którym żyjemy. Politycy i przyjazne im media już znaleźli kozła ofiarnego, czyli kryptowaluty. Tymczasem nie byłoby kryptowalut, gdyby państwa dbały o to, do czego zostały powołane, na przykład o stabilność emitowanych przez swoje banki centralne walut. A co mamy? Dodruk pieniądza w takt kampanii wyborczych. Inflację, zżerająca wartość oszczędności w czasie. Populistycznych polityków, przekupujących łapówami wyborczymi elektorat. Nie liczy się jakość… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu