Niemcy próbują wyjść z pułapki recesji. Pomysły są różne: od wielkiego programu inwestycyjnego finansowanego z nowego długu po zachęcanie młodych ludzi, żeby sami zadbali o przyszłe emerytury. A jako wisienka na torcie wezwanie szefa banku centralnego do… podwyższenia wieku emerytalnego. Jest też propozycja, by Niemcy… pozbyły się części rezerw złota. Czy to już spektakularny pogrzeb opiekuńczej Bundesrepublik?
Bogatych Niemców nie stać na utrzymywanie obecnego wieku emerytalnego w sytuacji, kiedy żyją coraz dłużej, a kraj jest w kłopotach finansowych. Żeby utrzymać państwo dobrobytu tworzone z takim trudem od 80 lat – początkowo przy solidnym wsparciu amerykańskiego Planu Marshalla – trzeba coś zmienić. Tak uważają najważniejsi niemieccy urzędnicy. I zaczynają głośno o tym mówić. Część Niemców pyta jednak, czy jeśli usługi publiczne będą okrojone, bezrobocie wyższe (trzy miliony Niemców jest bez pracy), publiczne emerytury niższe, a wiek emerytalny podwyższony, to czy dalej to będzie państwo dobrobytu.
- Milion złotych do ręki w przypadku jednej z ponad 60 chorób i miliony euro na leczenie za granicą. Ruszają w Polskę z nową ofertą. „Jest dla każdego” [POWERED BY PZU]
- Wysokie ceny akcji, złoto bije rekordy… Czy to dobry czas na rozpoczęcie przygody z inwestowaniem? Statystyki, które dają do myślenia [POWERED BY SAXOBANK]
- Ameryka czy Europa – na który rynek postawić w najbliższych kilku latach w akcyjnej części portfela? Oto kilka liczb, które pomagają rozstrzygnąć ten dylemat [POWERED BY UNIQA TFI]
Czy podwyższenie wieku emerytalnego – co zaproponował właśnie szef banku centralnego Niemiec – odmieni stan niemieckiej gospodarki i przywróci opartą na solidnych niemieckich podstawach dolce vita? A może niemiecki Bundesbank powinien sprzedać złoto, jak sugerują dziennikarze portalu „Table Media”, którzy przeprowadzili wywiad z szefem banku centralnego? Bundesbank ma spore zasoby złota szacowane na 3350 ton, drugie co do wielkości na świecie (zasoby NBP to po wielkich zakupach z ostatnich 5 lat raptem 520 ton złota). Nawet tytuł wywiadu dla „Table Today” brzmi: .”Czy Bundesbank musi sprzedać złoto, Panie Nagel?”.
Czytaj więcej: Gospodarka niemiecka w recesji, a rząd się rozpadł. Mamy problem… gospodarczy z Niemcami? Eksperci NBP spróbowali policzyć jak duży
Jak uratować opiekuńczą Bundesrepublik?
Prezes niemieckiego banku centralnego Joachim Nagel zaapelował w mediach na początku listopada o podniesienie wieku emerytalnego, aby pobudzić słabnącą gospodarkę. Wezwał rząd do wdrożenia reform systemowych i argumentował, że podniesienie wieku emerytalnego jest niezbędne dla utrzymania konkurencyjności Niemiec i całej Europy (niemiecka gospodarka wypracowuje obecnie 24,2% PKB całej Unii Europejskiej). Niemcy są w najgłębszym kryzysie od dziesięcioleci, po kolejnych kilku latach recesji.
„Nawet jeśli jest to nieprzyjemne, musimy być wobec siebie szczerzy: jesteśmy starzejącym się społeczeństwem. (…) Musimy pracować dłużej, aby utrzymać dobrobyt, który pokolenia budowały od zakończenia II wojny światowej”.
Ton wywiadu jest nieco dramatyczny. Joachim Nagel odwołuje się do poczucia społecznego obowiązku i do nieuchwytnej kategorii odpowiedzialności międzypokoleniowej. Czy jednak solidarność między pokoleniami wystarczy, żeby zgodzić się na dłuższą pracę? Prezes przekonywał, że obywatele Niemiec na pewno zrozumieją, na czym polegają nowe wyzwania. Obecnie wiek emerytalny jest stopniowo podnoszony z 65 do 67 lat, w zależności od roku urodzenia, a pełne 67 lat będzie obowiązywać od 2031 roku. Czy to wystarczy?
Wypowiedź szefa Bundesbanku stała się głośna – nie tylko w Bundesrepublik, ale w całej Unii Europejskiej. Kraj, który odpowiada za niemal jedną czwartą unijnej gospodarki, często w ostatnich latach wyznaczał kierunki wielu europejskich polityk – społecznych, migracyjnych, ekologicznych, klimatycznych, gospodarczych. Ale od trzech lat Niemcy są w recesji, z której trudno im się wygrzebać.
Co miał do powiedzenia prezes Bundesbanku o gospodarce? Cóż, wygląda na to, że nie jest z nią dobrze. Nagel oczekuje, że wzrost gospodarczy w 2025 roku będzie w najlepszym razie „marginalny”, mimo pakietu stymulacyjnego o wartości 500 mld euro, największego jaki w XXI wieku widziała Europa. Nagel wyraził „ostrożny optymizm” co do ożywienia gospodarczego w przyszłości, jednak na razie efekty pakietu stymulacyjnego w Bundesrepublik nie są jeszcze odczuwalne.
Zdaniem szefa banku centralnego, niemiecka gospodarka może niedługo wejść na ścieżkę umiarkowanego wzrostu. Warunkiem jest jednak odpowiednio skonstruowany budżet i dobrze rozłożone wydatki. Na pomoc Nagel wezwał rynek europejski: „nie powinniśmy lekceważyć Europy”. Uznał, że jednolity rynek z 450 milionami konsumentów, silnymi firmami i wysoko wykwalifikowaną siłą roboczą to potencjał, który będzie wsparciem dla niemieckiego ożywienia.
Ekonomiści w Niemczech ostrzegają jednak, że setki miliardów euro inwestycji, które mają być finansowane z zaciąganego ogromnego długu, muszą być bardzo dobrze przemyślane. Gorzej, jeśli zostaną wydane niewłaściwe, np. na załatanie dziur w różnych wydatkach budżetowych, a na pewno jest to wielka pokusa dla rządu i kanclerza. Czy Niemcy nie przejedzą swojego pakietu stymulacyjnego?
Sprzedaż złota Bundesrepublik niemożliwa, trzeba iść do pracy
Szef Bundesbanku nie dopuszcza do siebie sugerowanego przez dziennikarzy rozwiązania, jakim mogłaby być częściowa sprzedaż złota ze skarbców banku centralnego. Mimo że Niemcy mają tyle szlachetnego kruszcu, że stanowi on ponad 70% całości niemieckich rezerw dewizowych. To swoisty rekord, udział porównywalny z amerykańskim, bo udział złota zazwyczaj nie przekracza w bankach centralnych 20% ich aktywów rezerwowych.
USA mają 8 133 ton złota, czyli ok. 2,5 razy więcej niż Niemcy, i w aktywach Rezerwy Federalnej ma ono ok. 74% udziału. W Polsce jest to poziom ok. 25%, ale prezes NBP Adam Glapiński dąży do zwiększenia tego udziału aż do 30% kosztem obligacji skarbowych denominowanych w dolarze amerykańskim. Polska obecnie jest na 12. miejscu wśród banków centralnych na świecie w ilości zgromadzonego złota. Więcej o tym można przeczytać tu:
Niemcy zgromadziły ogromne zasoby złota i raczej nie zamierzają się ich wyzbywać, tak jak ćwierć wieku temu zrobił to po stosunkowo niskiej cenie Bank Anglii (czego pewnie teraz żałuje). Chociaż przy obecnych cenach tego kruszcu sprzedaż części rezerw mogłaby być całkiem opłacalna. Złoto osiąga przecież najwyższe poziomy cenowe w historii, przyspieszane przez taniejącego dolara, i nawet po dużej październikowej korekcie cena uncji wynosi niemal 4000 dolarów. O aktualnych cenach na rynku złota można przeczytać tu:
Fiskalny pakiet inwestycyjny zaproponowany przez kanclerza Friedricha Merza w tym roku ma wynieść zawrotne 500 mld euro do pożyczenia przez niemiecki Skarb Państwa i wydania w ciągu 10 kolejnych lat. Przy obecnej cenie złota, Bundesbank musiałby wyprzedać całe swoje rezerwy złota, żeby otrzymać ok. 375 mld euro. Mimo ogromnego zasobu i niezwykle wysokiej ceny, wartość tego skarbu ma więc swoje ograniczenia. Złoto pozostające w skarbcach jest znacznie lepszym zabezpieczeniem stabilności finansowej kraju.
Dla wszystkich tych, którzy w tym momencie być może zastanawiają się, skąd Niemcy, które przegrały II wojnę światową i były zmuszone do wypłaty wielkich reparacji wojennych mogły nagle zgromadzić tak ogromne zasoby złota, krótkie wyjaśnienie. Według danych Bundesbanku, złoto zaczęła gromadzić Republika Federalna Niemiec dopiero w latach 50. XX wieku i robiła to w czasie powojennego boomu gospodarczego wyjątkowo intensywnie. To pozwoliło bankowi centralnemu skupić w ciągu zaledwie ok. 15 lat, w niewyobrażalnym wręcz tempie, niemal 4000 ton złota.
Dlatego Joachim Nagel stanowczo odrzucił pomysł, aby Bundesbank mógł sprzedać rezerwy złota w celu odciążenia budżetu federalnego. W podcaście Table.Briefings zapewnił słuchaczy: „Złoto pozostanie na swoim miejscu i nie zostanie sprzedane”. Dane na poniższej grafice Budnesbanku pochodzą z okresu przenosin złota do Frankfurtu nad Menem, nowszej grafiki nie ma, ale w złotych zasobach nie nastąpiły znaczące zmiany. Obecnie złota jest o kilkadziesiąt ton mniej, ok. 3350 ton:

Czy do gry wróci niemiecki tygrys?
Złota Niemcy mają bardzo dużo w skali świata, są na drugim miejscu, niestety z gospodarką jest już gorzej. Co prawda wciąż są trzecią gospodarką po USA i Chinach, i największą gospodarką Europy, ale od kilku lat mają poważne kłopoty z dalszym rozwojem. Początkowo ekonomiści myśleli, że to chwilowa zadyszka, jednak sytuacja raczej się pogarsza.
Przez dekady niemieckiemu eksportowi wystarczała przysłowiowa niemiecka solidność i niezwykle silne marki, które były synonimem trwałości i niezawodności. Niemiecki samochód czy sprzęt elektroniczny to było znacznie więcej niż jakikolwiek inny produkt ze świata. Jeśli komuś się wydawało, że taka sytuacja będzie trwać w nieskończoność, to… nie odrobił podstawowego kursu ekonomii.
Dziś niemieckie mercedesy stoją na placach sprzedaży w Chinach i coraz rzadziej znajdują nabywców. Samochody marek chińskich są często nowocześniejsze, wygodniejsze, dużo tańsze. po co więc przepłacać za markę, która oferuje rozwiązania często mniej innowacyjne? Spada niemiecki eksport, dotąd lokomotywa wzrostu gospodarczego naszego sąsiada zza Odry. Cios na początku tego roku zadał prezydent Donald Trump podwyższonymi cłami, a słabszy dolar zniechęca amerykańskich nabywców do inwestowania w droższe europejskie samochody. Wolą chińskie.
Czy na niemieckie kłopoty wystarczy umowa handlowa UE z krajami Mercosur, która być może byłaby ostatnią deską ratunku w powrocie do epoki szybkiego i łatwego eksportu? To się okaże. Ameryka Południowa to duży rynek, jednak to rynek konsumentów o dużo mniej zasobnych portfelach niż amerykańscy. Niemcy powinni włączyć piąty bieg innowacyjności, tym bardziej że mają wszystko, czego trzeba – pieniądze, naukowców, technologiczne know how.
Ostatnie wskaźniki wzrostu gospodarczego wyglądają żałośnie. O ile jeszcze w połowie tego roku ekonomiści spodziewali się stopniowej poprawy, o tyle dane za trzeci kwartał musiały ostudzić te oczekiwania. Wzrost gospodarczy w porównaniu do poprzedniego kraju to okrągłe 0,0%, a w skali roku zaledwie 0,3%.
Według wstępnych danych Urzędu Statystycznego (Destatis) pozytywną rolę w wygenerowaniu skromnego wzrostu gospodarki odegrały inwestycje w sprzęt służący do produkcji. Natomiast eksport, motor napędowy niemieckiego przemysłu przez dekady, notował spadek, głównie z powodu amerykańskich wyższych ceł na samochody i maszyny. Wykres niemieckiego wzrostu PKB za ostatnie lata nie napawa optymizmem, to raczej szorowanie po dnie:

Jakie prognozy na najbliższy czas? Prognoza rządowa z kwietnia przewidywała zerowy wzrost w 2025 roku, ale w październiku została podniesiona do 0,2%. Prognoza na 2026 rok została podniesiona z 1% do 1,3% wzrostu PKB. Na 2027 rok niemiecki rząd prognozuje wzrost na poziomie nawet 1,4% PKB. Minister gospodarki Katherina Reiche na konferencji prasowej, prezentując prognozy gospodarcze, powiedziała, że znaczna część wzrostu w nadchodzących latach będzie wynikiem „zwiększonego finansowania ze strony państwa”, w szczególności ze specjalnych funduszy na inwestycje infrastrukturalne i obronność.
„Aby zapewnić długoterminowy wzrost, musimy nadrobić zaległości w reformach: obniżyć koszty energii, promować inwestycje prywatne, rozwiązać problem wysokich podatków w porównaniu z innymi krajami, ograniczyć biurokrację, otworzyć rynki i umożliwić innowacje”.
Tym razem rząd nie oczekuje, że motorem napędowym ożywienia będzie handel zagraniczny. ma być to tym razem popyt krajowy, w szczególności konsumpcja prywatna oraz inwestycje. Zdaniem niemieckiej minister gospodarki, tym bardziej będzie to wyzwanie dla przemysłu tradycyjnie nastawionego na eksport. Rząd niemiecki prognozuje, że eksport spadnie o 0,1% w 2025 roku, a następnie odnotuje wzrost o 1,2% i 1,6% w ciągu dwóch kolejnych lat.
Te prognozy zostały skrytykowane przez ekonomistów, którzy zarzucają rządowi zbyt silną wiarę w to, że wystarczy dosypać z zewnątrz trochę grosza, żeby wyciągnąć gospodarkę z recesji. Zdaniem minister gospodarki, rząd ma świadomość, że pakiet fiskalny może być zaledwie początkiem, a potem konieczne jest stworzenie warunków do naturalnego wzrostu.
Niemcy lubią pracować, będą więc… pracować dłużej
A co z wyższym wiekiem emerytalnym? Diagnoza jest właściwie oczywista i można by ją zastosować do większości krajów europejskich, w tym – do Polski. Liczba osób w wieku produkcyjnym kurczy się, maleje liczba dzieci, sama wskaźnik urodzeń, natomiast rośnie spektakularnie liczba osób w wieku poprodukcyjnym, które przebywają na emeryturze. Kto będzie finansował funkcjonowanie państwa, wydatki społeczne, socjalne oraz system emerytalny? Malejąca grupa osób pracujących?
Według Kolońskiego Instytutu Badań Ekonomicznych (IW) do 2036 roku aż 19,5 mln osób z pokolenia wyżu demograficznego w Niemczech przejdzie na emeryturę, podczas gdy na rynku pracy pojawi się zaledwie 12,5 mln młodych pracowników. IW przewiduje, że w 2040 roku 100 pracowników będzie musiało utrzymać 41 emerytów, w porównaniu z 30 obecnie. To zasadnicza różnica i w takim układzie system emerytalny po prostu nie będzie mógł się finansować, a dopłaty z budżetu mogą przekraczać możliwości państwa.
Obecnie każdego roku około jedna czwarta budżetu federalnego – 117,9 mld euro w 2024 r. – jest wykorzystywana na łatanie luk w systemie emerytalnym. To obciążenie ma rosnąć. Dotąd kanclerz Niemiec unikał straszenia Niemców wyższym wiekiem emerytalnym, zadania podjął się szef banku centralnego, który nie jest związany obowiązkiem dbania o poparcie społeczne czy budowania potencjału politycznego. Grafika poniżej, autorstwa Financial Times, pokazuje skalę dopłat do emerytur z budżetu centralnego. Ciemnym kolorem zaznaczona jest część przeznaczona na dopłaty do wypłat emerytur, jasny kolor to reszta wydatków budżetowych:

Przy obecnym wieku emerytalnym nie za bardzo są szanse, żeby wzrosły świadczenia emerytalne w Bundesrepublik. Rząd Friedricha Merza stara się więc zachęcić Niemców do większego udziału w indywidualnych, wspieranych kapitałowo przez państwo i zarządzanych przez prywatne fundusze, kont emerytalnych. Miałoby to być uzupełnienie emerytur państwowych, które z czasem będą proporcjonalnie coraz niższe, wraz z powiększaniem się luki demograficznej na rynku pracy. Czy taki odważny kierunek mieści się niemieckiej wrażliwości finansowej?
Najciekawszy pomysł to wsparcie rządu dla inwestycji w akcje dla dzieci i młodzieży w wieku 6-18 lat, z przeznaczeniem na… przyszłe emerytury. Rząd uznał, że nawet 10 euro miesięcznie przeznaczone na taki cel, może uczyć dzieci i rodziców, że systematyczne oszczędzanie i rozsądne inwestowanie może za kilkadziesiąt lat przynieść efekty finansowe. Całość miałaby kosztować państwo 1,5 mld euro rocznie. Środki miałyby być zabezpieczone przez państwo do momentu osiągnięcia przez dzieci wieku emerytalnego. Dłuuuga perspektywa.
Niemcy, zbierajcie sami na swoje emerytury! Od dziecka!
Jak wysoką stopę zwrotu musiałyby mieć takie inwestycje? Rząd założył średni roczny zwrot na poziomie 7%, co wraz z rządową dotacją w wysokości 10 euro miesięcznie dałoby młodemu człowiekowi na progu dorosłości ok. 2 200 euro. Ta kwota nawet bez dodatkowych składek, mogłaby wzrosnąć do około 65 000 euro w ciągu kolejnych 50 lat. Pytanie jednak, czy kolejne fale inflacji nie zmieniłyby tych szacunków, nie mówiąc o nieprzewidzianych wydarzeniach na rynku kapitałowym. Ekonomiści podliczyli, że wystarczy 2% corocznej inflacji, żeby planowana kwota stopniała o dwie trzecie.
Z jednej strony można uznać taki projekt za działanie czysto symboliczne, ale z drugiej strony – tak wczesny start do świata inwestycji mógłby zachęcić młodych Niemców do większej odwagi w świecie finansów osobistych. Niemieckiemu społeczeństwu przydałoby się takie doświadczenie. Zresztą polskiemu – również. Niemcy jako społeczeństwo są bardzo konserwatywni, jeśli chodzi o podejście do prywatnych inwestycji. Wolą oszczędzać.
Obecnie zaledwie 17% dorosłych Niemców posiada akcje, fundusze inwestycyjne lub fundusze ETF, w porównaniu z 39% w Wielkiej Brytanii i 62% w USA. Niemcy, podobnie jak Polacy, są niepoprawnymi entuzjastami trzymania swoich oszczędności na kontaktach bankowych i bezpiecznych lokatach. Wolą nieco stracić na inflacji, ale nie lubią ryzykować utraty oszczędności w wyniku jakiegoś załamania na rynkach akcji czy innych aktywów. Dlatego rząd chce zachęcać obywateli do zainteresowania się rynkiem kapitałowym.
Niemieckie gospodarstwa domowe mają obecnie ok. 9 bilionów euro aktywów finansowych. Duża część tych ogromnych oszczędności, ok. 37%, leży sobie spokojnie w gotówce i na niskooprocentowanych lokatach bankowych.

Kiedy Friedrich Merz ostrzegł niedawno młodych Niemców w jednej ze swoich wypowiedzi dla mediów, żeby nie polegali wyłącznie na państwowych emeryturach, ale regularnie inwestowali niewielkie nawet kwoty na giełdzie, wywołało to ogólne poruszenie i zdziwienie. Ale – może warto się nad tym zastanowić?
Na razie niemiecki rząd chce zachęcić emerytów do kontynuowania pracy w ramach programu „aktywna emerytura”. Czyli działa „po dobroci”. Czy to wystarczy, czy jednak rząd będzie musiał pochylić się nad propozycją szefa banku centralnego i przymusić Niemców do wydłużenia aktywności zawodowej?
——————————–
ZOBACZ EXPRESS FINANSOWY I ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
CZYTAJ TEŻ O FRANCUSKICH KŁOPOTACH:
———————————-
CZYTAJ TEŻ O POLSKICH EMERYTURACH:
———————————-
Źródło zdjęcia: Robert Bye/Unsplash








