Coraz lepsze prognozy dla gospodarki Niemiec. Wskaźniki koniunktury w przemyśle pokazują, że jest on już o krok od ożywienia. A coraz więcej analityków – w tym z niemieckiego Bundesbanku – uważa, że nasz główny partner handlowy może wreszcie wykaraskać się z gospodarczych kłopotów, w jakie wpadł kilka lat temu. Czy to, że gospodarka Niemiec prawdopodobnie znów zacznie się rozpędzać, jest dla nas dobrą wiadomością? Z punktu widzenia rynku pracy niekoniecznie. Bundesbank zapowiada, że niemiecki „smok” znów zacznie wysysać pracowników z sąsiednich krajów
Odczyt wskaźnika PMI, który mierzy koniunkturę w przemyśle niemieckim, wyniósł w czerwcu 49 pkt. – podał właśnie niemiecki urząd statystyczny. Jest to najwyższy odczyt od 2022 r. To już tylko krok od poziomu 50 pkt., który wyznacza ożywienie w gospodarce. Jeszcze bliżej przełomu jest wskaźnik koniunktury w niemieckim sektorze usług – wynosi 49,4 pkt, aż ponad 2 pkt. więcej niż w poprzednim odczycie. To kolejne sygnały świadczące o tym, że niemiecka gospodarka zaczyna się rozpędzać. Niemiecki Bundesbank niedawno ogłosił, że nadchodzi nowa era na tamtejszym rynku pracy.
- Milion złotych do ręki w przypadku jednej z ponad 60 chorób i miliony euro na leczenie za granicą. Ruszają w Polskę z nową ofertą. „Jest dla każdego” [POWERED BY PZU]
- Wysokie ceny akcji, złoto bije rekordy… Czy to dobry czas na rozpoczęcie przygody z inwestowaniem? Statystyki, które dają do myślenia [POWERED BY SAXOBANK]
- Ameryka czy Europa – na który rynek postawić w najbliższych kilku latach w akcyjnej części portfela? Oto kilka liczb, które pomagają rozstrzygnąć ten dylemat [POWERED BY UNIQA TFI]
Od trzech lat – jak dobrze wiemy – niemiecka gospodarka buksuje, ale ostatnio Niemcy poszli po rozum do głowy i zmienili filozofię działania finansów na szczeblu centralnym. Nie będą już oszczędzać, co bardzo lubią, tylko wydawać… niemal bez umiaru. Zmiana paradygmatu gospodarki z nastawionego na ścisłą kontrolę wydatków i restrykcyjne przestrzeganie parametrów budżetowych nie była łatwa. Po drodze kraj przeszedł spore zawirowania polityczne.
Poprzedni kanclerz reprezentujący socjalistyczną partę SPD Olaf Scholz rozpisał przedterminowe wybory osłabiony fatalnymi notowaniami i coraz gorszymi wynikami gospodarczymi. W nowej szerokiej koalicji CDU/CSU (czyli partii konserwatywnej) i SPD kanclerzem został konserwatysta Friedrich Merz.
Co ciekawe, nowa koalicja podpisała się pod decyzjami budżetowymi z końcówki rządów Scholza. Wśród polityków panuje zgoda, że na tym etapie kłopotów gospodarczych kraju, jedynym skutecznym remedium na problemy może być już tylko naprawdę duża interwencja finansowa państwa. Chodzi o słynne 500 mld euro, zaproponowane jeszcze przez SPD, które ma zostać wpompowane do gospodarki w kolejnych 10 latach, głownie w infrastrukturę i przemysł zbrojeniowy.
Czytaj więcej: Gospodarka niemiecka w recesji, a rząd się rozpadł. Mamy problem… gospodarczy z Niemcami? Eksperci NBP spróbowali policzyć jak duży
Ożywienie gospodarcze dopiero w przyszłym roku, ale – spore
Niemiecki bank centralny uważa, że jest szansa na to, żeby Niemcy odkuły się po smutnym okresie, kiedy ich wzrost gospodarczy nie zachwycał. Bundesbank uważa, że może się to się stać w okresie, który nie sprzyja niemieckiemu eksportowi, bo nad Europą krąży widmo podwyższonych amerykańskich ceł nowej administracji Donalda Trumpa. Niemcy, jako główny europejski eksporter, straciłyby najwięcej na barierach ze strony USA. Ale – może to są strachy na lachy?
Bundesbank uważa, że ożywienie w gospodarce niemieckiej byłoby już widoczne, gdyby nie przeszkody związane z prezydentura amerykańską, która mocno podbiła globalną niepewność. Polityka handlowa na całym świecie czeka wciąż na rozstrzygnięcia i wynik negocjacji między państwami. Przedłużają się amerykańskie negocjacje z Unią Europejską, choć prezydent USA ogłosił sukces w rozmowach z Chinami i Wielką Brytanią.
Tam, gdzie normalne warunki gospodarcze nie działają, ma w Niemczech zadziałać stymulacja fiskalna. A Niemcy, dzięki swojej oszczędnościowej polityce ostatnich lat, mają spore rezerwy w możliwości dosypywania pieniądza do gospodarki. Nie mają kłopotów z nadmiernym deficytem i długiem publicznym, więc impuls fiskalny w postaci nawet pól biliona euro wpompowanych do firm zbrojeniowych, produkcyjnych i na rozwój infrastruktury nie powinien tak bardzo zaboleć, jak mógłby zaboleć w kraju z nadmiernym deficytem i już wysokim długiem jak Polska.
Jakie jest główne przesłanie, jakie przedstawia nam Bundesbank? Spodziewa się on wzrostu PKB na poziomie 0,7% i 1,2% w latach 2026 i 2027. To już by było coś, po niemal trzyletnim okresie rocznych spadków PKB. Najmocniej na 2025 r. ciąży polityka celna USA i perspektywa spadku eksportu. Kolejne lata to już możliwe efekty pakietów inwestycji rządowych.
Bundesbank oczekuje, że pakiet fiskalny wpłynie na znaczne zwiększenie wzrostu PKB do końca 2027 r., co jednak zostanie okupione wyższym deficytem budżetowym, nawet na poziomie „nieco ponad 4% PKB”. Ta wielkość obejmie nie tylko wyższe wydatki na obronę i infrastrukturę, ale także planowane obniżki podatków, zwiększone dotacje i transfery do przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.
Dług publiczny, jeden z najważniejszych wskaźników unii walutowej z Maastricht, wzrośnie do ok. 66% do 2027 r. Pod koniec 2024 r. osiągnął już 62,5% PKB. Jednak, zdaniem prezesa Bundesbanku, „finanse publiczne Niemiec poradzą sobie z tymczasowym wzrostem wskaźników deficytu i zadłużenia”.

Zwalniali, chomikowali, ale teraz będą zatrudniać! Polaków?
Ciekawe są prognozy niemieckiego banku centralnego dotyczące rynku pracy. „Od końca 2025 r. ożywienie gospodarcze będzie stopniowo skutkować wzrostem zatrudnienia, spadkiem bezrobocia i rosnącym niedoborem wykwalifikowanych pracowników„. Czy to nie jest zapowiedź tego, że po słabszym okresie pod względem popytu na pracę fachowców z zagranicy, teraz powrócą czasy, w których również polskim pracownikom łatwiej będzie o to, żeby znaleźć dobre zatrudnienie za Odrą?
Bundesbank szacuje, że popyt na pracę wymusi w początkowym okresie ożywienia intensywniejsze wykorzystanie już zatrudnionych pracowników. Wzrosną dzięki temu wskaźniki produktywności, które ostatnio spadały. Jednak nie przeszkodzi to zapotrzebowaniu na nowych pracowników. Czynniki demograficzne w Niemczech raczej się nie poprawią. Rozwiązaniem może być w takiej sytuacji tylko import dodatkowej fachowej siły roboczej z zagranicy, dodajmy – pracowników, którzy stosunkowo szybko i efektywnie zostaliby wchłonięci przez rynek pracy.
To złe wieści dla naszego rynku pracy. Jeśli niemiecki, rozpędzający się (na kredyt, ale na ten kredyt go stać) tygrys zacznie pożerać najlepszych polskich pracowników, to na pewno zaszkodzi to naszej gospodarce – jeszcze więcej będzie firm mających problemy z brakiem kreatywnych pracowników. Nie ma co się oszukiwać: nasz rynek pracy jest najbliższy i pełen bardzo dobrze przygotowanych osób. A więc to tutaj będą grasowały niemieckie firmy.
Kolejnym powodem prognozowanego braku pracowników na niemieckim rynku jest niedopasowanie między przygotowaniem i umiejętnościami dostępnych w Niemczech pracowników a zapotrzebowaniem na określone kwalifikacje i umiejętności. Może to oznaczać, że stopa bezrobocia w samych Niemczech nie będzie się obniżać, a mimo to niemieckie firmy i instytucje publiczne będą musiały korzystać z pracowników z zagranicy.
Tym bardziej to jest prawdopodobne, im mocniej pakiet fiskalny skoncentrowany ma być na nieco dotychczas zaniedbanych w niemieckiej gospodarce zadaniach – inwestycjach w przemysł zbrojeniowy i rozwój infrastruktury. Zwłaszcza w zakresie rozwoju infrastruktury polski rynek pracy ma bardzo duże doświadczenie zdobyte w ostatnich intensywnych pod tym względem latach i dysponuje ogromnymi zasobami świetnie przygotowanych pracowników.
Będą oni potrzebni w tym samym czasie w kraju (skala inwestycji w Polsce ma rosnąć). Ale warunki w Niemczech mogą być lepsze. Co na to polscy pracownicy? Albo – pracownicy z Ukrainy obecni na naszym rynku pracy i zapewniający mu stabilność i wzrost? Skuszą się?

Bundesbank mówi: w Niemczech będzie można więcej zarobić
W tym roku to jeszcze w ogóle nie będzie widoczne, ale od 2026 r. powinny ruszyć podwyżki płac, i to nie tylko tych negocjowanych i faktycznie – wymuszanych – przez związki zawodowe, ale również tych oferowanych przez firmy potrzebujące bardzo szybko konkretnych fachowców. Starsze umowy mogą funkcjonować na nieco gorszych warunkach płacowych, natomiast coraz lepsze warunki mogą dotyczyć umów nowych, w których firmy będą przymuszone do działania w związku z zapotrzebowaniem gospodarki na szeroki front inwestycyjny.
Cały rynek płac w 2026 r. będzie miał jeszcze dynamikę neutralną, chociaż zatrudnieni pracownicy mogą odczuć poprawę w wyniku zwiększenia czasu pracy i wzrostu ustawowej płacy minimalnej. Natomiast w 2027 r. rzeczywiste zarobki „wykażą nieco silniejszy wzrost niż negocjowane wynagrodzenia, wzrastając o 3%”.
———————–
POSŁUCHAJ TEŻ PODCASTU: Dlaczego po kiepskim 2023 r. polska gospodarka tak anemicznie zbiera się do szybszego wzrostu? Kiedy uruchomi się silnik inwestycji? Dlaczego słabnie silnik konsumpcji? Czego obawia się polski konsument? Dlaczego to, co widzimy w danych o stanie gospodarki, tak bardzo zaczęło rozjeżdżać się z tym, co czują i widzą ludzie w sklepach i na bazarkach? O strachach polskich konsumentów i nie tylko – Maciej Danielewicz rozmawia z Andrzejem Kubisiakiem z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Wszystkie nasze podcasty znajdziesz tutaj.
Źródło zdjęcia: Mikail Duran/Unsplash

