Odwrót od bitcoina przyspiesza, „spółki skarbcowe” pod wodą. Coraz gorzej wygląda sytuacja inwestorów lokujących oszczędności na rynku kryptowalut. A to podobno najpopularniejszy – przynajmniej patrząc na liczbę inwestorów, a nie o wartość przeznaczanych pieniędzy – sposób lokowania zaskórniaków w Polsce. W weekend cena bitcoina tąpnęła o kolejne 10% i znalazła się na poziomie ok. 75 000 dolarów za „monetę”, bardzo blisko rocznego minimum. Przy tej cenie nawet spółka Strategy, największy „skarbiec” z bitcoinami na świecie, jest już „pod wodą”. Jedyna dobra wiadomość to fakt, że… nikt już się nie spodziewa szybkiego końca tej bessy
To, co od kilku miesięcy dzieje się na rynku bitcoina – i szerzej na rynku kryptowalut – musi być dużym rozczarowaniem dla fanów tych aktywów. Jeszcze nieco ponad rok temu byli oni w totalnej ekstazie. Prezydent Donald Trump obiecywał legislacyjne eldorado dla projektów kryptowalutowych i budowanie rezerw państwowych z kryptowalut. Zaś rynek szturmowały ETF-y kupujące bitcoina, dające możliwość inwestowania na tym rynku nawet inwestorom-amatorom. Dziś w ETF-ach bitcoinowych jest 64 mld dolarów (czyli porządne kilka procent wartości rynkowej wszystkich bitcoinów).
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Hossa miała się zatrzymać dopiero na 200 000 dolarów za bitcoina, a wiele prognoz była jeszcze wyższa. Nadzieje napędzało pogarszanie się reputacji dolara i spadek jego wartości w połączeniu z coraz większymi obawami o wybuch kolejnego kryzysu zadłużenia. I o kolejny wielki dodruk pieniędzy. Bitcoin jako aktywo antyinflacyjne (którego nie da się „dodrukować”) miał być idealnym pomysłem „na przeczekanie”. Podobnie jak złoto, ale dla nowocześniejszych inwestorów.
Powstała nawet swoista moda na „spółki skarbcowe”, czyli firmy, których główną lub jedyną formą działalności jest trzymanie w bilansie bitcoinów lub innych kryptowalut. W szczytowym momencie ich popularności wyceny giełdowe takich firm sięgały 150% wartości posiadanych coinów. Analitycy twierdzili, że nic w tym dziwnego, bo inwestorzy w wyższej cenie płacą za bezpieczeństwo inwestycji, za scedowanie na „spółkę skarbcową” przechowywania coinów, a przede wszystkim za jej zdolność do kupowanie „monet” za pożyczone po niskiej cenie pieniądze (czyli za lewar).
Latem 2025 r. bitcoin osiągnął cenę 120 000 dolarów (trzy razy wyższą, niż jeszcze dwa lata temu), a jesienią poprawił rekord, dochodząc do 125 000 dolarów. A potem zaczęła się bessa, której finalnym akordem było załamanie ceny bitcoina o 10% w miniony weekend. Obecnie bitcoin „zaprzyjaźnia się” z poziomem 75 000 dolarów, który powstrzymał w kwietniu 2025 r. spadek jego ceny po ogłoszeniu przez Donalda Trumpa ogromnych ceł na towary z całego świata.

A jeśli i ta bariera padnie, to cena bitcoina może wrócić do poziomu sprzed dwóch lat (60 000 dolarów), a następnie do poziomu sprzed ponad trzech lat (20 000 – 30 000 dolarów), gdy zaczynała się hossa.
Bitcoin w rękach „ludu” nie jest już antyinflacyjny?
Co poszło nie tak? Wydaje się, że bitcoin przegrał rywalizację z metalami szlachetnymi o status globalnego „safe haven”, czyli bezpiecznej przystani na złe czasy. Inwestorzy, którzy chcieli chronić kapitał przed inflacją i szukali alternatywy dla obligacji, postawili na złoto (a potem też na srebro), zamiast na bitcoina i kryptowaluty. Dlaczego tak się stało? Trudno powiedzieć. Być może przeważyła renoma złota jako pieniądza z kilku tysiącami lat historii, a może fakt, że to złoto jest kupowane przez banki centralne do rezerw walutowych, nie bitcoin.
Prawdopodobnie przekleństwem bitcoina okazało się to, co było jedną z głównych przyczyn hossy – czyli napływ kapitału dzięki powstaniu ETF-ów pozwalających na inwestowanie w bitcoina. Dla takich inwestorów to po prostu kolejne spekulacyjne aktywo, taki „Nasdaq na sterydach”, a nie żaden „pieniądz przyszłości”, czy antyinflacyjna tarcza. Im bardziej bitcoin zachowuje się jak jeszcze bardziej wahliwe odzwierciedlenie giełdowych spółek technologicznych, tym bardziej przegrywa ze złotem. Rozjazd zaczął się w połowie zeszłego roku i trwa do dziś.

Dziś problemem bitcoina stał się również wzrost nadziei na to, że dolar jednak nie upadnie. Nowym szefem amerykańskiego banku centralnego będzie Kevin Warsh, który co prawda jest byłym doradcą Donalda Trumpa, ale kiedyś zdradzał zamiłowanie do walki z inflacją. Z jednej więc strony spada zainteresowanie inwestycjami konkurencyjnymi dla dolarowych obligacji (głównie złota, ale też w pewnej części bitcoina), a z drugiej spada atrakcyjność spółek technologicznych (bo wyższe oprocentowanie obligacji to wyższy koszt zadłużenia). Zaś bitcoin to ostatnio „Nasdaq na sterydach”.
Na to wszystko nakłada się coraz bardziej kiepski bilans napływów nowego kapitału na ten rynek. Im niżej jest cena bitcoina, tym słabszy jest dopływ pieniędzy do ETF-ów, które inwestują w bitcoina. Mniejsza liczba handlowanych codziennie bitcoinów (czyli mniejsza płynność) sprawia, że cena spada szybciej pod ciężarem sprzedających. A trzeba pamiętać, że ten rynek jest bardziej „zautomatyzowany”, niż rynek akcji.

Ponieważ bitcoin nie generuje przepływów pieniężnych (dywidenda, odsetki, czynsz), to inwestorzy nie próbują go wyceniać, jak spółki giełdowej, tylko patrzą na analizę techniczną. Częściej więc „włączają się” automatyczne zlecenia spowodowane przebiciem jakiejś bariery. Z podobnego powodu (że nie da się wycenić bitcoina jak spółki giełdowej) stosunkowo częściej staje się źródłem płynności – jak trzeba coś zamienić na pieniądze, to zamienia się na gotówkę bitcoina, a nie coś, co posiada łatwiej „wyliczalną” wartość fundamentalną.
Spółki „skarbcowe” już pod wodą? Czy to problem?
Na rynku bitcoina nie ma banku centralnego, który będzie „bronił” kursu. Tę rolę mogłyby spełniać „spółki skarbcowe”, którym powinno zależeć na utrzymywaniu możliwie wysokiej ceny bitcoina, czyli aktywa, w które zainwestowały. Ale im niższa cena bitcoina, tym mniejsze jest zainteresowanie inwestorów zakupem nowych akcji spółek tego typu (a to właśnie z takich pieniędzy są finansowane nowe zakupy cyfrowych monet).
Największy „skarbiec” bitcoinów to spółka Strategy, która oficjalnie ma 712 647 bitcoinów o wartości 53 mld dolarów (nieobciążonych, czyli nie będących zabezpieczeniem żadnych innych aktywów). Oprócz tego firma ma obligacje zamienne na akcje o wartości 8,2 mld dolarów. I to już jest dług, który teoretycznie może być zagrożeniem dla firmy, która może potrzebować gotówki, żeby wykupić te obligacje. Ale pierwsze transze obligacji zapadają dopiero jesienią 2027 r., a ponieważ są to obligacje zamienne, to można je zrolować na kolejne podobne papiery lub skonwertować na akcje.
Co prawda średni koszt zakupu bitcoinów będących w „skarbcu” Strategy to 76 000 dolarów (więc firma jest już „pod wodą”), ale nie ma zagrożenia, że Strategy będzie musiała pozbywać się na dużą skalę swoich „monet”. Jest za to problem polegający na tym, że znacznie mniejsza jest atrakcyjność emitowania nowych akcji „pod” kolejne zakupy kryptowaluty. Strategy sprzedaje nowe akcje po cenie rynkowej (żeby nie „dewaluować” własnych akcji), a ta jest dziś znacznie niższa niż wartość bitcoinów w portfelu firmy.
To działa jednak dobrze tylko wtedy, gdy akcje są notowane z premią w stosunku do wartości aktywów netto, czyli bitcoinów w „skarbcu”. W związku ze spadkiem ceny bitcoina premia ta zmieniła się teraz w dyskonto, co sprawia, że nowe emisje akcji są mniej atrakcyjne. Zmniejsza to zdolność Strategy do powiększania swojego portfela bitcoinów bez rozwadniania akcjonariatu. W 2022 roku, gdy akcje Strategy przez większość czasu były notowane poniżej wartości posiadanych bitcoinów, firma kupiła tylko ok. 10 000 bitcoinów – pisze portal Coindesk. Dziś Strategy jest warta na giełdzie tylko 48 mld dolarów, a więc zdecydowanie mniej, niż posiadane przez nią bitcoiny. Inne „spółki skarbcowe” – podobnie.

Znikąd nadziei? Klienci ETF-ów kupują coraz mniej bitcoinów, złoto odbiera kryptowalucie status „bezpiecznej przystani”, płynność na rynku spada, a „spółki skarbcowe” nie zwiększą zakupów bitcoinów, bo nie mają z czego. Analitycy spodziewają się wielu miesięcy marazmu. Z jednej strony coraz więcej „starych” posiadaczy bitcoinów będzie traciło nadzieję i je sprzedawało (mowa o tych, którzy kupowali po 20 000 – 30 000 dolarów za monetę), a z drugiej – dopóki bitcoin nie zacznie być postrzegany znów jako aktywo antyinflacyjne – nie będzie nowego popytu.
Być może sytuację odwróci spadek „wydobycia” nowych bitcoinów, bo w wielu miejscach na świecie ich kreowanie (ze względu na ogromne ilości potrzebnej energii) przestaje się opłacać. To zjawisko nieco podobne do deficytu na rynku surowców. Przy niskich cenach ich wydobycie przestaje się opłacać, więc jest coraz mniej nowego surowca na rynku. Nawet niewielki wzrost popytu powoduje wzrost ceny, który przyciąga inwestorów-spekulantów i tak rodzi się hossa, czasem przechodząca w bańkę spekulacyjną.
Bitcoinowi i całemu rynkowi kryptowalut brakuje takiego właśnie impulsu, który spowodowałby, że pojawiłaby się moda na krypto, nadzieje na jakieś nowe zastosowania. Nie wiadomo czy taki impuls się pojawi, ale sytuacja, w której analitycy dość jednogłośnie uważają, że nadzieja umarła – jak wiemy z innych rynków – być może oznacza, że „coś” się wydarzy. W przypadku aktywa, które nie generuje przychodów, dywidend, odsetek ani czynszów bardzo trudno jednak przewidzieć co by to mogło być. Macie jakieś pomysły?
——————————–
CO DALEJ Z KRYPTO?
————————————-
CZYTAJ WIĘCEJ O KRYPTO:
—————————
CZYTAJ O TOKENIZACJI AKTYWÓW:
———————————-
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH
Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.
>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj
>>> Samcikowy profil w portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj
>>> Nasz profil w Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj
>>> Połącz się z Samcikiem w Linkedin jak 26 000 ludzi. Dołącz tutaj
>>> Nasz profil w YouTube subskrybuje 12 000 widzów. Dołącz do nich tutaj
>>> „Subiektywnie o Finansach” jest już w BlueSky. Dołącz i obserwuj!
——————————
ZOBACZ SUBIEKTYWNE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtube. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
zdjęcie tytułowe: Pixabay, Canva









