25 lutego 2026

Prof. Ireneusz Dąbrowski: bez pożyczek z SAFE sufit nam się na głowę nie zawali. ETS2 to duże zagrożenie. Mamy wielką szansę, bo… wciąż mamy przemysł!

Prof. Ireneusz Dąbrowski: bez pożyczek z SAFE sufit nam się na głowę nie zawali. ETS2 to duże zagrożenie. Mamy wielką szansę, bo… wciąż mamy przemysł!

Co najbardziej potrzebne jest obecnie polskiej gospodarce do dalszego szybkiego rozwoju? Czy jesteśmy małymi Chinami Europy i co to znaczy? Czy inflacja jest już pokonana i stopy procentowe będą spadały dalej? Czy powinniśmy brać pieniądze z SAFE? Z „Subiektywnie o Finansach” o przyszłości Polski rozmawia Ireneusz Dąbrowski, prof. Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i członek Rady Polityki Pieniężnej. Najważniejsze myśli z tej rozmowy w skrócie:

  • Jako ekonomista widzę poziom 3,5% jako docelowy, jeśli chodzi o główną stopę NBP. Zejście poniżej jest bardzo trudne i wymaga bardzo dogłębnych analiz.
  • Nadwyżka oszczędności w sektorze prywatnym pokazuje, że w Polsce nie ma barier kapitałowych. Przedsiębiorstwa też mają rekordowe nadwyżki finansowe, które lokują na lokatach, w bankach. To oznacza, że stopa procentowa banku centralnego nie jest w tej chwili krytyczna dla poziomu inwestycji.
  • Polska to jest jeden wielki „biznes”, w którym wszyscy mamy „udziały” i musimy robić wszystko, żeby wartość tych „udziałów” rosła, czyli kupować polskie produkty w kraju, inwestować za granicą.
  • Próba zmiany struktury gospodarki międzynarodowej polega na tym, że Chiny chcą wyjść z pułapki średniego dochodu. Chcą się przesunąć z pozycji producentów śrubek do producentów całych samochodów. Chiny muszą to okupić bardzo wielkimi kosztami, ale idą tą drogą. Marża na produkcji chińskich samochodów spadła z 1,3% do 0,7%.
  • Słabość Stanów Zjednoczonych — i o to jest ta cała walka Donalda Trumpa — polega na tym, że krótkoterminowo myślący sektor finansowy nie powinien dłużej dominować nad realną gospodarką. W Stanach Zjednoczonych to się całkowicie rozjechało, krótkoterminowy zysk zniszczył długoterminowe cele.
  • To jest wielka szansa dla nas, ponieważ my — w odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych — wciąż mamy przemysł. I możemy go uczynić bardziej innowacyjnym. Paradoksalnie Amerykanie mają gorszą sytuację, bo oni nie mają przemysłu. Zamiast inżynierów mają influencerów. […] A my mamy przemysł, tylko musimy go odpowiednio przekształcić. I moim zdaniem był na to bardzo dobry pomysł dziesięć lat temu. Ten obiecany milion aut elektrycznych, cały program prorozwojowy, plan przekształcenia polskiej produkcji w przemysł nowoczesny.
  • Projekt ETS2 to duże zagrożenie dla naszej gospodarki. A szczególnie dla naszej pozycji w globalnych łańcuchach wartości. My musimy konkurować tanią energią i atrakcyjnym rynkiem pracy. Nie jesteśmy dysponentem łańcuchów wartości. Te łańcuchy wartości przeniosą się do innych krajów o niższych kosztach energii i o niższych kosztach pracy. To może spowodować ogromne problemy.
  • Jeśli chodzi o SAFE, to martwi mnie, że nie mamy pełnej swobody wydawania tych pieniędzy. Wydaje mi się, że przy tym koszcie możemy uzyskać źródło finansowania samodzielnie. Nawet jeśli nie będzie pożyczek z SAFE, to sufit nam się na głowy nie zawali. Bardziej bym się martwił o sposób wydania tych pieniędzy.

W styczniu 2026 roku inflacja konsumencka w Polsce (CPI) spadła do poziomu 2,2%, czyli poniżej wartości, w którą celuje Rada Polityki Pieniężnej (2,5% +/- 1 p.p.). Dynamika cen znajduje się obecnie w dolnym przedziale wahań, co było zaskoczeniem dla wielu ekonomistów. Czy to krótki epizod, czy też wynik trwałych procesów, które sprowadzą inflację do stabilnego, niskiego poziomu? I czy to byłby powód do radości czy zmartwień? A jeśli spadająca inflacja to wczesny sygnał zmniejszania potencjału wzrostu polskiej gospodarki?

Zobacz również:

Niska inflacja i tani pieniądz to jednak przede wszystkim szansa. Ekonomiści od lat narzekają na niski poziom inwestycji w polskiej gospodarce. Czy obecny poziom stóp procentowych — które trudno uznać za niskie — ma na to decydujący wpływ? A może przyczyna niskich inwestycji tkwi gdzie indziej, a nie w relatywnie drogim wciąż pieniądzu? Co zrobić, by obudzić w Polsce „smoka” inwestycji, który pozwoli pokonać ostatni — najtrudniejszy — odcinek drogi w pogoni za bogatym Zachodem?

No i co z zadłużaniem Polski? Bardzo wysokie deficyty budżetowe i unijne programy pożyczkowe (takie jak KPO i SAFE) mogą wpuścić nowe pieniądze do gospodarki, ale powodują rosnące obciążenie długiem. Czy spadek kosztów obsługi długu publicznego wynikający ze spadających stóp procentowych oraz z coraz większego zainteresowania Polską zgłaszanego przez globalny kapitał to gwarancja, że dług Polski pozostanie pod kontrolą? O tym wszystkim rozmawiam z prof. SGH Ireneuszem Dąbrowskim, członkiem Rady Polityki Pieniężnej.

Tej rozmowy możesz posłuchać w wersji podcastowej, wystarczy kliknąć ten link.

Inflacja spadła, ale czy pozostanie niska? Co ze stopami?

Maciej Danielewicz: Na początku tego roku inflacja spadła do 2,2%. Czy to oznacza ostateczne pożegnanie z wysoką inflacją, która była z nami przez 5–6 ostatnich lat? W marcu 2024 roku inflacja też na chwilę spadła do 2%, ale potem znów urosła do prawie 4%. Czy tym razem może być tak samo?

Ireneusz Dąbrowski: Spadek inflacji w 2024 roku rzeczywiście nie okazał się trwały, ale w międzyczasie mieliśmy podwyżki cen prądu, były różne zewnętrzne czynniki, które na to wpłynęły. Natomiast już wtedy, dwa lata temu, procesy inflacyjne były w zasadzie pod kontrolą. Zejście inflacji do celu NBP było tylko kwestią czasu przy takich parametrach polityki pieniężnej, jakie wyznaczyliśmy.

Praktycznie od pół roku inflacja jest w przedziale celu inflacyjnego NBP, a w tej chwili jesteśmy nawet w dolnym paśmie tego przedziału. Oczywiście zawsze są pewne ryzyka i niebezpieczeństwa, ale dziś nie są takie jak kiedyś. Wydaje mi się, że na trwałe zeszliśmy do celu inflacyjnego. Oczywiście pod warunkiem, że nie pojawią się jakieś szoki zewnętrzne.

Co zadecydowało o tym, że inflacja — o ile nic nadzwyczajnego się nie wydarzy — na dobre zakotwiczyła w okolicach 2–2,5%? Czy to zasługa polskich czynników czy zewnętrznych?

Spirala cenowo-płacowa się wygasiła, czyli podmioty działające na rynku – konsumenci, pracownicy – widzą, że inflacja jest opanowana i oczekują, że będzie na podobnym poziomie w przyszłości albo nawet jeszcze niższa. W związku z tym pracownicy bardzo obniżyli swoje żądania płacowe. Widzimy, że presja płacowa spada. Wygaszenie spirali cenowo-płacowej to jest główny czynnik spadku inflacji.

Druga rzecz to spadek marż w gospodarce. Wcześniej opinia publiczna wskazywała na problem, który nazywa się „greedflation”. To inflacja pchana przez chciwość. W momencie kiedy ceny się rozregulowały, czyli mieliśmy już inflację, firmy wykorzystywały to często do podnoszenia cen powyżej tempa wzrostu kosztów. Marże przedsiębiorstw wzrosły dwukrotnie powyżej średniej długoterminowej. W tej chwili to zjawisko inflacji marżowo-cenowej też się ustabilizowało.

Mechanizm tych dwóch sprzężeń zwrotnych kilka lat temu się pojawił i podbijał inflację, ale w tej chwili został wygaszony. Wszystko inne nie jest już takie istotne. A więc zmiany cen prądu, cen żywności to zjawiska, które mają charakter fluktuacji krótkoterminowych. To się wyjmuje z analiz i operuje się pojęciem inflacji bazowej lub inflacji superbazowej, czyli bez cen administracyjnych.

I co dzisiaj mówi inflacja superbazowa o naszych portfelach i podejściu do wydawania pieniędzy?

Inflacja superbazowa pokazuje prawdziwe procesy inflacyjne w gospodarce. Od pół roku, a nawet dłużej, ona też jest opanowana. To ważne, bo jeżeli procesy na poziomie inflacji superbazowej przebiegają spokojnie, wtedy nie mamy się czym martwić nawet w przypadku chwilowych zaburzeń w działaniach konsumentów. Kluczem z punktu widzenia Rady Polityki Pieniężnej jest reakcja konsumentów na przejściowy szok.

Jeżeli na przykład nagle cena paliwa rośnie, to konsument może uznać, że trzeba to przeczekać. Benzyna skacze z 5 zł na 6 zł? „W porządku, poczekamy, aż spadnie” – mówią konsumenci. Ale kiedy konsumenci przestają czekać, to idą do pracodawców i mówią: „ceny wzrosły, żądamy wzrostu wynagrodzeń”. Jeśli pracodawcy się na to godzą, to wtedy pojawia się spirala i to jest problem, który nas niepokoi. Najważniejsza jest reakcja konsumentów na szok. Jeżeli konsumenci nic nie robią, tylko czekają, to Rada Polityki Pieniężnej też tylko czeka.

Ile nas jeszcze czeka obniżek stóp procentowych i jaki powinien być docelowy w najbliższym czasie poziom głównej stopy procentowej?

Nie wiem, co zadecyduje Rada. Jako ekonomista widzę poziom 3,5% jako docelowy, jeśli chodzi o główną stopę NBP. Zejście poniżej jest bardzo trudne i wymaga bardzo dogłębnych analiz. Nie wiemy jeszcze dokładnie, jak inflacja się „ułoży”. Wydaje się, że to będzie w dolnej części pasma celu inflacyjnego. Jeżeli by tak było i miałbym twarde dowody, że tam inflacja zakotwiczy, to wtedy można się zastanawiać, czy 3,5% nie jest poziomem możliwym jeszcze do skorygowania w dół.

To są moje rozważania prywatne, niezwiązane w ogóle z Radą Polityki Pieniężnej. Co zrobi Rada? To jest dziesięć osób, z których każda ma swoje poglądy, każda jest zwolennikiem jakichś teorii ekonomicznych. Jedni uważają, że trzeba podnosić stopy procentowe, bo są za niskie. Większość uważa, że jednak można je obniżać. A jaka decyzja się z tego wyłoni? Zobaczymy. A nasze obecne decyzje będą oddziaływać na gospodarkę w perspektywie czterech, sześciu czy ośmiu kwartałów, czyli do końca 2027 roku.

Wzrost wynagrodzeń i dziura budżetowa: czy to „obudzi” inflację?

W 2026 roku i w przyszłym inflacja powinna pozostać w celu NBP? A nie obawia się Pan wzrostu wynagrodzeń? To jest jednak 6–7% w skali roku. Czy to nie rozbuja inflacji? Jaki poziom wzrostu wynagrodzeń byłby bezpieczny dla dynamiki cen?

Inflacja powinna w tym i przyszłym roku zostać w dolnej części celu inflacyjnego [czyli 1,5–2,5% w skali roku — przypis redaktora]. Gdybym miał dzisiaj prognozować, to bym taki właśnie scenariusz obstawiał. Wzrost płac obecnie jest „na granicy” [według GUS w styczniu 2026 roku wzrost wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw wyniósł 6,1% w skali roku — przypis redaktora]. Ostatnio wzrósł mocno wskaźnik produktywności w polskiej gospodarce, do około 4% rocznie. Jeżeli dołożymy do tego inflację na poziomie 2,5%, to wychodzi nam około 6,5% nominalnego wzrostu płac. To powinien być wzrost bezpieczny dla gospodarki.

Czyli 3% podwyżki płac w budżetówce zaproponowane przez rząd w ustawie budżetowej też nie jest zagrożeniem dla inflacji?

To bardzo bezpieczny poziom. Ale przypominam, że dwa lata temu wzrost płac był na poziomie 20% w sektorze usług publicznych i w sektorze publicznym, a nauczyciele, w tym i ja, dostali podwyżkę 30%. To było bardzo niebezpieczne. Mogło rozkręcić spiralę inflacyjną. Trochę zresztą rozkręciło, ale mniej, niż oczekiwałem, dlatego że duża część tych podwyżek trafiła na oszczędności. Stąd zresztą problemy budżetowe.

W dużej części ludzie, dostając te podwyżki, odbudowali nimi swoje oszczędności przedcovidowe. Oczywiście mamy konkurencję, więc te podwyżki w sektorze publicznym natychmiast się przełożyły na podwyżki w sektorze prywatnym, chociaż nie tak silnie, jak oczekiwaliśmy, i spowodowały ten wzrost płac, który znowu nam wywindował na chwilę inflację. Na szczęście nie tak mocno i nietrwale. Te procesy ustały i wróciliśmy do celu inflacyjnego. Dlatego teraz te planowane podwyżki na poziomie 3% są już racjonalne, szczególnie w sektorze publicznym.

A plany rządu? Mamy kolejny rok dużej dziury budżetowej. To oznacza, że do gospodarki może trafić więcej pieniędzy, niż rząd ściąga z podatków. Dlaczego to miałoby nie zagrozić wzrostem inflacji? 

Ryzyko wysokiego deficytu budżetowego oczywiście istnieje. Ważne, na co te pieniądze pójdą. Bo deficyt budżetowy zwiększa popyt. Przy nieelastycznej produkcji w krótkim okresie przedsiębiorcy mogą nie zwiększyć produkcji, tylko podniosą ceny. Takie zagrożenie zawsze jest, jeżeli zwiększamy popyt globalny. Do tej pory przy wysokim deficycie w państwowym budżecie nie rósł o tyle, o ile zakładałem, bo duża część osób, która dostała podwyżki, po prostu zaczęła oszczędzać.

To zjawisko oczywiście oznacza pewien problem dla budżetu, bo w momencie, kiedy konsumenci oszczędzają, a nie wydają pieniądze w sklepach, spadają dochody z VAT-u. A poza tym firmy nie mogą podnosić cen. W związku z tym marże są niższe, ale również niższe zyski i niższe wpływy do budżetu.

Może na tym ucierpieć dynamika wzrostu gospodarczego?

Najlepszy układ jest wtedy, gdy wzrost popytu globalnego przełoży się na wzrost podaży globalnej, czyli wzrost produkcji. Ale jeżeli wzrost popytu globalnego przełoży się na ceny, to wtedy i tak nie ma wzrostu gospodarczego. To, co nas interesuje w teorii wzrostu gospodarczego czy w ogóle w klasycznej makroekonomii, to PKB potencjalny, czyli potencjał gospodarki. A on może się rozwijać tylko i wyłącznie poprzez inwestycje.

My musimy więcej inwestować i te inwestycje muszą wywoływać tzw. efekty mnożnikowe. Najlepiej, żeby to były zakupy w Polsce — polskich maszyn i usług, bo wtedy pieniądz zostaje w Polsce i Polacy znowu go wydają. I to właśnie jest efekt mnożnikowy. To jest najlepszy sposób wydawania pieniędzy. I to jest główne zadanie dla rządu. Zadaniem Rady Polityki Pieniężnej jest stabilizacja gospodarki, czyli dbanie o to, żeby produkt bieżący był jak najbliżej produktu potencjalnego. Im bardziej odchodzimy od produktu potencjalnego, tym bardziej powstaje luka popytowa, dodatnia albo ujemna, i tym bardziej mamy potem wahania inflacji — albo procesy dezinflacyjne, albo inflacyjne.

Nie jesteśmy drugą Japonią. Polskie firmy za mało inwestują

Często narzekamy, że w Polsce jest mało inwestycji rozwojowych w sektorze prywatnym. A sektor publiczny karmi się środkami pożyczanymi z zagranicy: zwiększonymi deficytami budżetowymi, środkami unijnymi… Może stopy procentowe, czyli cena pieniądza, są za wysokie?

Nadwyżka oszczędności w sektorze prywatnym pokazuje, że w Polsce nie ma żadnych barier kapitałowych. Przedsiębiorstwa też mają rekordowe nadwyżki finansowe, które lokują na lokatach, w bankach. Depozyty przedsiębiorstw w bankach mają historycznie rekordowe poziomy. To oznacza, że stopa procentowa banku centralnego nie jest w tej chwili krytyczna dla poziomu inwestycji.

Ona jest krytyczna dla sektora publicznego, bo każde obniżenie stóp procentowych o 1 pkt procentowy przy zadłużeniu budżetu na poziomie 2 bilionów złotych to jest potencjalne 20 mld zł oszczędności. My obniżyliśmy w tym cyklu stopy procentowe o 2,75 pkt, to jest prawie 60 mld zł oszczędności dla budżetu. Natomiast w sektorze prywatnym poziom inwestycji nie jest już tak wrażliwy na zmiany stóp procentowych. Dominuje po prostu ogromna awersja do inwestycji.

Pieniądze są na kontach, a nie są inwestowane?

Wchodzimy w meandry ekonomii behawioralnej, czy psychologii ekonomicznej. To jest cały szeroki problem naszego systemu ekonomicznego, że przez te lata ucisku, zaborów, niemieckiej i sowieckiej okupacji, a potem w PRL żyliśmy w czasach opresji, a głównym celem było przetrwać. Nie rozwijać się, tylko po prostu — przetrwać. Są takie badania socjologiczne, z których wynika, że celem przedsiębiorców w Polsce jest po prostu przetrwać. Firmy uzyskują jakąś pozycję i zakładają, że w najbliższym czasie więcej nie trzeba, bo to im gwarantuje przetrwanie.

Jest bardzo silna awersja do ryzyka. Wynika ona również z wojny za naszą wschodnią granicą i z zamieszania geopolitycznego, które jest silne i powoduje, że polskie firmy, poza wyjątkami, nie prą do inwestycji, nie są ekspansywne. Polskie firmy bardzo mało inwestują za granicą. Teraz to się trochę zaczyna poprawiać, ale do tej pory, jeśli porównamy firmy polskie i czeskie, to Czesi mają pozycję inwestycyjną netto dodatnią. Czyli ich firmy więcej inwestują za granicą i mają więcej dochodów z inwestycji zagranicznych niż firmy zagraniczne w Czechach. U nas jest zupełnie na odwrót.

Musimy zrozumieć, że Polska to jest jeden wielki „biznes”, w którym wszyscy mamy „udziały”, i że musimy robić wszystko, żeby wartość tych „udziałów” rosła, czyli kupować polskie produkty w kraju, inwestować za granicą.

Czyli polskie firmy, żeby zwiększyć bogactwo Polski, powinny wyjść poza nasz kraj? Robią to giganci tacy jak Orlen czy KGHM…

Orlen, KGHM, CCC, LPP, InPost. Mamy kilka takich firm, ale potrzeba ich więcej. To jest absolutnie fundamentalne i kluczowe. Mówimy np. w tej chwili o tym, że poziom PKB per capita, liczony według parytetu siły nabywczej PPP, w przypadku Polski zrównał się z japońskim. Ale jeżeli do tego dodamy dochody z zagranicy japońskich firm, to wciąż jest różnica aż 30-40%. Bo japońskie firmy mają świetną pozycję za granicą. A my z naszego PKB jeszcze płacimy firmom zagranicznym, które wypłacają sobie zyski i to wycieka z Polski. Kluczowe jest nie PKB, lecz PNB, a więc produkt narodowy, czyli wartość aktywów danego narodu.

Na dzisiejszy system gospodarczy trzeba spojrzeć poprzez tak zwane globalne łańcuchy wartości. Jest bardzo ważne, na jakim jesteśmy poziomie w tych globalnych łańcuchach wartości. I tutaj nie jest dobrze. Wystarczy przeanalizować tzw. krzywą uśmiechu, gdzie wysoka marża jest na początku łańcucha wartości i na jego końcu. Czyli tam, gdzie się wytwarza i tam, gdzie się dystrybuuje. Polska jest w środku. A jeżeli jest się w środku, to oznacza tylko jedno, że konkuruje się niskimi płacami. A to nie są nasze aspiracje.

Polska jak „małe Chiny”. W pułapce, ale z wielką szansą

To jest to, co nazywamy pułapką średniego wzrostu?

To jest dla nas bardzo niebezpieczne. Całe zamieszanie międzynarodowe, zmiana struktury gospodarki międzynarodowej polega właśnie na tym, że Chiny chcą wyjść z pułapki średniego dochodu. Chcą się przesunąć z pozycji producentów śrubek do producentów całych samochodów. I to budzi niepokój za granicą. Chiny muszą to okupić bardzo wielkimi kosztami. Marża na produkcji chińskich samochodów spadła z 1,3 do 0,7%. Czyli praktycznie sprzedają po kosztach. Przy pełnym wsparciu dyplomacji chińskiej.

To jest słabość Stanów Zjednoczonych — i o to jest ta cała walka Donalda Trumpa — że krótkoterminowo myślący sektor finansowy nie powinien zdominować realnej gospodarki. To się w Chinach udało, tam są długoterminowe cele, możesz robić, co chcesz, ale nie możesz wyskoczyć poza długoterminowe cele. A w Stanach Zjednoczonych to się całkowicie rozjechało, krótkoterminowy zysk zniszczył długoterminowe cele.

Ta wizja krótkoterminowego zysku zdezindustrializowała Stany Zjednoczone, czyli spowodowała przeniesienie łańcuchów wartości i produkcji do Azji, co jednocześnie oznacza ogromne kłopoty w przypadku wojny lub globalnych wstrząsów, a to było widać w czasie pandemii Covid-19. W momencie, kiedy Chiny zablokowały eksport, cały świat „piszczał”, bo się okazało, że na samochód wyprodukowany w Niemczech trzeba było czekać półtora roku.

A czy to samo zjawisko — choć w mniejszej skali — nie dotyczy też zachodniej Europy. Tak naprawdę takim centrum produkcyjnym została środkowa Europa. np. Polska, która regionalnie odgrywa rolę takich „małych Chin”. No i my też chcielibyśmy z tej pułapki bycia dostawcą komponentów się wyzwolić. Tak jak Chiny w skali globalnej.

To jest wielka szansa dla nas, ponieważ my — w odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych — wciąż mamy przemysł. Sam ten fakt daje szansę, że możemy go uczynić bardziej innowacyjnym. Paradoksalnie Amerykanie mają tu gorszą sytuację, bo oni nie mają przemysłu. Zamiast inżynierów mają influencerów. Stracili przewagę w kapitale ludzkim. I teraz muszą ten przemysł z powrotem przyciągnąć do Stanów Zjednoczonych i nauczyć tych ludzi z powrotem robić samochody, buty i inne rzeczy.

A my mamy przemysł, tylko musimy go odpowiednio przekształcić. I moim zdaniem to był bardzo dobry pomysł dziesięć lat temu. Ten obiecany milion aut elektrycznych, cały program prorozwojowy, plan przekształcenia polskiej produkcji w przemysł nowoczesny.

Niestety, w dużej części ten plan został na papierze czy raczej w power poincie. A w tej chwili barierą dla przemysłu są już wysokie ceny energii. Mamy najwyższe ceny energii w Europie.

Tak, wszystko opiera się na energii. I to idzie w złą stronę. Projekt ETS2, który ma wejść w życie w 2028 roku, będzie oznaczał biedę. Trzeba sobie wprost powiedzieć: to jest śmiertelne zagrożenie dla naszej gospodarki. A szczególnie dla naszej pozycji w globalnych łańcuchach wartości. My musimy konkurować tanią energią i atrakcyjnym rynkiem pracy. Nie jesteśmy dysponentem łańcuchów wartości. I te łańcuchy wartości przeniosą się do innych krajów o niższych kosztach energii i o niższych kosztach pracy. I to może spowodować ogromne problemy.

Dlatego musimy inwestować w przemysł podwójnych zastosowań. Ogromne inwestycje, które planujemy w przemysł militarny muszą skutkować postępem technologicznym możliwym do przeniesienia później, tak jak kiedyś stało się w przypadku internetu w Stanach Zjednoczonych, do sektora prywatnego. I to jest dla nas moim zdaniem ogromną szansą. Musimy znaleźć jakieś nisze, sektory, które doinwestujemy i które staną się naszym znakiem rozpoznawczym. Może sektor dronowy do wykorzystania w logistyce, do nowoczesnego transportu paczek? Takich pomysłów musimy mieć jak najwięcej.

Bez SAFE sufit nam się na głowę nie zawali

Czy pożyczać na to wszystko pieniądze z Unii Europejskiej? Czy brać udział w takich programach jak SAFE? Jest wśród polityków ogromny spór: wykorzystać pożyczki SAFE czy nie wiązać się takim zobowiązaniem i samodzielnie finansować potrzeby, choćby drożej?

To wszystko są de facto pożyczki, bezpośrednie i pośrednie. Martwi mnie, że nie mamy pełnej swobody wydawania tych pieniędzy. Mamy nałożony mechanizm tzw. warunkowości, czyli uzależnienie wydawania pieniędzy od mgliście pojętej praworządności, a o spełnieniu tego warunku zdecyduje urzędnik w Brukseli. Czyli tak jak kiedyś urzędnik w PRL-u decydował, gdzie ma powstać fabryka, a nie rachunek ekonomiczny, tak samo tu może się okazać, że to wszystko jest wypadkową jakichś zagadkowych decyzji administracyjnych.

Wydaje mi się, że przy tym koszcie możemy uzyskać źródło finansowania samodzielnie. Nawet jeśli nie będzie pożyczek z SAFE, to sufit nam się na głowy nie zawali. Możemy identyczną kwotę pożyczyć na rynkach finansowych i damy sobie radę. Raczej bym się martwił o sposób wydania tych środków. To nie może pójść w jakieś zagraniczne zakupy tylko po to, żeby się przymilać naszym partnerom. Musimy stworzyć system, który my kontrolujemy z szybką pętlą decyzyjną w Polsce, rozwijający przemysł zbrojeniowy Polski. Chyba że musimy kupić coś, czego sami nie wyprodukujemy.

Dziękuję za rozmowę.

——————-

CZYTAJ WIĘCEJ O SAFE:

SPÓR O SAFE

awantura o pieniądze z programu safe

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————–

ZOBACZ TEŻ INNE ROZMOWY:

Źródło zdjęcia: Adrian Jagosz

Subscribe
Powiadom o
73 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Zbyszek
2 miesięcy temu

Bardzo dziękujemy redaktorowi za opublikowanie wywiadu ze zdeklarowanym sympatykiem Prawa i Sprawiedliwości: Prof. Dąbrowski kandydował bez powodzenia do Parlamentu Europejskiego z listy Prawa i Sprawiedliwości w 2004 rok W latach 2005–2006 był wicewojewodą opolskim, a w 2006–2007 – wiceministrem skarbu państwa. To okres, gdy rządy w Polsce sprawowała koalicja z udziałem PiS. Cóż za niespodzianka, że po linii partyjnej profesor: Wyraźnie dystansuje się od UE chociaż Polska jako kraj weszła do UE głosem 77% obywateli, to profesor jest rzadkim typem Polaka, który mentalnie nie wszedł do UE i wyraźnie nie chce być europejczykiem Zapomniał o rytualnym skrytykowaniu Zielonego Ładu, choć… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Wolałbym żeby Pan w tym wywiadzie wskazał błędne tezy naszego rozmówcy i z nimi podyskutował, niszcząc go siłą argumentu zamiast skupiać się na udowadnianiu, że „z typem nie ma co gadać”, bo „jest z PiS”. Nawet jeśli jest, to mnie się wydaje, że to jest ciekawa rozmowa o przewagach, wadach, przyszłości i zagrożeniach dla polskiej gospodarki oraz o tym, gdzie wyląduje stopa procentowa oraz czy nie jest zbyt wysoka biorąc pod uwagę obecną polską transformację. Nawet jeśli z pozycji konserwatywnych, to mam wrażenie, że kilka myśli jest ciekawych i „zapładniających intelektualnie”.

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Przecież wypunktowałem tezy rozmówcy i gdzie są one błędne. To jeszcze raz: ETS i ETS2 nie jest wprowadzony po to aby zniszczyć gospodarkę, tylko aby tu było czyściej i zdrowiej w myśl zasady płacisz za swoje zatruwanie (na podobnej zasadzie jak za ścieki). Polska jest jedynym krajem EU, któremu ETS przeszkadza. A wszystko dlatego, że postanowił przechulać pieniądze na transformację (środki zasiliły fundusz Covid, z którego kupiliśmy zagranicą węgiel, który się okazał być niespalalnym miałem i który sobie od trzech lat gnije pod chmurką). SAFe – zgodnie z zasadą „wiem, ale nie powiem” profesor mówi, ze zamiast brać preferencyjny 3%… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

I to są argumenty ;-). Nie będę z nimi dyskutował, bo w większości mam podobne zdanie. Chociaż jeśli chodzi o możliwość finansowania wydatków zbrojeniowych to wskazałem alternatywę dla pożyczki na 3,1-3,6%: można pożyczyć euro od Polaków. Obligacje są narzędziem bardziej elastycznym, niż pożyczki. https://subiektywnieofinansach.pl/awantura-o-pieniadze-z-programu-safe-pozyczmy-euro-u-swoich/ Ale osobiście uważam, że SAFE też trzeba brać, być może niekoniecznie „pod korek”. Co do ETS2, to on miał działać trochę inaczej niż ETS. I oczywiście pełna zgoda, że prawica przehulała przez własną głupotę i krótkowzroczność 100 mld zł z opłat za CO2, które dostaliśmy z Brukseli. Ale nie zmienia to faktu, że pozbawieni tych pieniędzy… Czytaj więcej »

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

„Ale ja też nie jestem pewny czy my – ze swoją strukturą gospodarki i zapóźnieniami – jesteśmy w stanie to łyknąć bez bólu.” Zgoda. Ale jeżeli, gdy demokratycznie zapadają decyzję UE, nie jesteśmy w stanie w systemie podwójnej większości (przypominam mniejszość blokująca musi składać się z co najmniej czterech państw członkowskich reprezentujących ponad 35% ludności UE) znaleźć mniejszości blokującej takie decyzje jak Mercosur, albo ETS2 (wywalczyliśmy jedynie odroczenie o rok) – to to chyba pokazuje, że Polska jest problemem, a nie urzędnicy UE? Jeśli nie jesteś w stanie przekonać sojuszników, to może coś z tobą jest nie tak, a nie… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Myślę, że nikt nie zwala winy na innych. Jesteśmy na etapie, na którym wydaliśmy – jak Pan słusznie zauważył – 100 mld zł na węgiel, budowanie i burzenie elektrowni węglowych i inne głupie rzeczy (nota bene chciałbym zobaczyć polityków za to odpowiedzialnych w więzieniu) i teraz wchodzi system opłat za emisje CO2, który nam może rozwalić fajnie kręcącą się gospodarkę, a przy okazji wynieść do władzy partie prorosyjskie. Musimy myśleć jak ograniczyć straty, a nie siedzieć i się biczować. Dzisiaj w interesie polskiej gospodarki jest to, żeby Niemcy nas nie „dojechali” Zielonym Ładem tylko żebyśmy my ich „dojechali” naszym wzrostem… Czytaj więcej »

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

„Dzisiaj w interesie polskiej gospodarki jest to, żeby Niemcy nas nie „dojechali” Zielonym Ładem tylko żebyśmy my ich „dojechali” naszym wzrostem gospodarki.” Niech Pan zostawi tych Niemców w spokoju. Mniejszość blokująca to co najmniej cztery państwa członkowskie reprezentujące ponad 35% ludności UE. Naprawdę trzeba mieć głowę umeblowaną jak Kaczyński aby ciągle powtarzać, że wszystkim sterują Niemcy. Jaki problem jest porozumieć się z Hiszpanią, Francją, Włochami? Poza być może takim, że dla nich Zielony Ład (albo ETS, albot ETS2) to żaden problem bo oni już transformowali gospodarkę? Ostatnio pojechał Nawrocki do Meloni, bo uważał że jest takim bonzo, że łatwo przekona… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Ale ja nie mówię, że Niemcy czymś sterują. Mówię o tym, że my się rozwijamy w tempie 4% rocznie, a oni w tempie 0% rocznie. I że mamy historyczną szansę, by przejmować ich firmy (i zgarniać z tego dywidendę), zamiast dawać dywidendę im za przejmowanie naszych firm. Dlatego nie jest w naszym interesie sytuacja, w której my nie rośniemy już o 4% rocznie. Mam nadzieję, że wyrażam się jasno ;-).

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Z tą „konkurencją na otwartym rynku” to bym nie przesadzał ;p). W Europie (zwłaszcza na poziomie państw, a nie firm) nie ma „otwartego rynku”. Każdy ma jakieś dopłaty, preferencje, kwoty. Gdybyśmy mogli z Niemcami, czy Francuzami konkurować na otwartym w pełni i wolnym rynku, to byłoby bardzo ciekawe doświadczenie. Ale to się nie wydarzy ;-).

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

„W Europie (zwłaszcza na poziomie państw, a nie firm) nie ma „otwartego rynku”.”

Akurat w segmencie energii jest tak, że wszystkie kraje ponoszą koszty ETS. I my, z naszym postulatem, skasowania ETS (oraz ETS2) jesteśmy tam postrzegani jako wyjątkowe cwaniaki.
Inne państwa patrzą na nas i nic dziwnego, że nie chcą się zgodzić na to, aby po tym jak same poniosły koszty transformacji u siebie, zwolnić z tych opłat Polaków (którzy jako jedyni w UE postanowili rżnąć głupa pozorując transformację i jak przyszło do płacenia zwiększonych rachunków za energię to się mazgają i proszą o litość.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Zgadzam się z Panem w ocenie sytuacji, co nie zmienia faktu, że profesor może mieć rację w ocenie przyszłości, jeśli teraz nie „przycwaniaczymy”.
Choć słyszałem, że ETS2 ma być jakoś zmieniany, więc może jeszcze są inne rozwiązania.
Inna sprawa, że dopóki reparacje nie są jeszcze wypłacone (ja to kiedyś liczyłem i mi wyszło nawet o bilion więcej niż posłowi Mularczykowi ;-)), to bym się tak Niemcami nie przejmował :-)).

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Choć słyszałem, że ETS2 ma być jakoś zmieniany, więc może jeszcze są inne rozwiązania.”

Być może. Do tego trzeba zebrać koalicję państw gotowych do zmiany całej polityki.
Na ten moment maks co zebraliśmy jako Polska to jednoroczne odroczenie. Nie ma na forum EU wystarczającej liczby państw gotowych aby zaakceptować wyrzucenie ETS2 do kosza. O czym zdaje się nie wiedzą czytelnicy.

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

mamy historyczną szansę, by przejmować ich firmy (i zgarniać z tego dywidendę), zamiast dawać dywidendę im za przejmowanie naszych firm.”

Ale chyba Pan nie myśli, że ktokolwiek w UE pozwoli polskim firmom uzyskać przewagę konkurencyjną poprzez skasowanie ETS (albo dopłaty z budżetu niwelujące negatywny wpływ ETS), podczas gdy wszystkie inne kraje się już transformowały i ETS nie przeszkadza ich firmom (które by to miały być przejmowane przez polskie firmy)??

🙂

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Jeśli o to nie powalczymy, to oczywiście nikt nie pozwoli. A od takiego stękania jak Pańskie nasza pozycja negocjacyjna (i tak nietęga) na pewno się nie poprawi ;-). Gdyby Niemcy tak stękali w 1939 r. („czy Polacy nam pozwolą rozwalić im kraj? czy ktoś w Europie pozwoli nam rozwalić tę Polskę?”) to też by nic nie wskórali. A tak proszę, narobili nam szkód, których nie odrobimy przez 200 lat. Można? Można ;-).

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

ETS już weszło w życie, przyjęliśmy ją do obiegu prawnego w 2002 roku. Tu słabo widzę szanse na skasowanie, jako że wszyscy inni dookoła się zmodernizowali. Został tylko ostatni zapóźniony uczeń w klasie i trudno oczekiwać, że cała klasa będzie się nad nami litować. Tu bym sobie nadziei nie robił, ten pociąg odjechał.

ETS2 odroczyliśmy tylko o rok. Tu szanse są być może większe bo dotyczy indywidualnych gospodarstw, transportu, indywidualnego ogrzewania – jako że tu konsekwencje dotkną (w różnym stopniu) wszystkich.

Trzeba walczyć. Już wyżej napisałem co jest potrzebne do podjęcia lub odrzucenia decyzji na forum całej UE.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

A ja słyszałem, że ETS2 będzie jeszcze mocno zmieniony.

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Szczerze to nie wiem czy powinienem się z tego cieszyć skoro oznacza to kolejne lata smogowego brudu, syfu i chorób górnych dróg oddechowych (czasem terminalnych, patrz nowotwory płuc u osób nigdy nie palących papierosów) bez specjalnej nadziei na widoczną poprawę.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Dla wielu innych oznacza to też brak wzrostu domowych rachunków o kilkaset złotych miesięcznie

Gregory
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

> Jeżeli się boisz konkurencji na otwartym rynku – to może coś z Tobą jest nie tak?

Sieroty po PRL wszystkiego boją się, tego nie da się łatwo zmienić.

DrobnyInwestor
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Polecam pobawić się kalkulatorem mniejszości blokującej i na ile jest łatwiej takiemu krajowi jak Niemcy zablokować coś. Jeśli Niemcy zechcą przepchnąć deal z Rosją to nie wystarczy Finlandii, Szwecji, Litwy, Lotwy, Estonii, Polski, Czech i Rumunii aby zebrać mniejszość blokującą.

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  DrobnyInwestor

Jeśli Niemcy zechcą przepchnąć deal z Rosją to nie wystarczy Finlandii, Szwecji, Litwy, Lotwy, Estonii, Polski, Czech i Rumunii aby zebrać mniejszość blokującą.”

W systemie podwójnej większości, do przyjęcia wniosku, konieczne jest jednoczesne spełnienie dwóch warunków: 55% państw członkowskich „za” oraz reprezentacja przez nie 65% ludności Unii.

Najpierw niech Pan pokaże 55% państw członkowskich, reprezentujących 65% ludności UE, które poprą hipotetyczny wniosek Niemiec do przepchnięcia deal’u z Rosją.

DrobnyInwestor
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Tańsze surowce, handel i większość polityków zamknie oczy poprze chociaż by na zasadzie „nie zaszkodzi”.

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  DrobnyInwestor

Pan się nie krępuje i poda listę tych krajów i polityków co to polecą i w ciemno klepną na zasadzie „nie zaszkodzi”.

PS. Nie do wiary, jeśli Pan nie wie jak w UE zapadają decyzje to naprawdę nie trzeba się tym aż tak bardzo chwalić.

DrobnyInwestor
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Doprowadziłeś argumenty do absurdu.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  DrobnyInwestor

A konkretnie? Które? Dlaczego?

DrobnyInwestor
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Chyba każdy.
Co to za argument że ktoś kandydował z ramienia PiS 20 lat? Jan Rokita był liderem PO, Morawiecki doradzał Tuskowi, a Trump wspierał demokratów.
Trudno zakwestionować że kredyt SAFE ma ograniczenia, a dalej jakieś komentarze o rozkradaniu i ciąg dalszy niechęci do PiS.
A komentarz o ETS2 to sprowadzenie do absurdu level max.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  DrobnyInwestor

No, ja kiedyś głosowałem na Korwina, a korwinistą już od jakichś 35 lat nie jestem 😉

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

przecież chodzi o to, że nie tylko kandydował. Ale był również urzędnikiem państwowym 2005–2006 był wicewojewodą opolskim, a w 2006–2007 – wiceministrem skarbu państwa.

Chyba przecież każdy kto ma IQ wyższe niż rozmiar buta wie, że w PiS-ie nie ma bezstronnych, bezpartyjnych, ekspertów.
Wyłożył to swego czasu Fogiel w wywiadzie telewizyjnym, dlaczego tak jest.

Nie zatrudniamy ekspertów, bo jak zatrudnialiśmy ekspertów to nie chcieli oni realizować naszego programu” Radosław Fogiel

XD

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Rozumiem, że od 2007 r. trzeba typa ignorować, bo był wiceministrem. Litości, są jakieś granice 😉

Zbyszek
2 miesięcy temu

Tak w skrócie polemizuję z poglądami profesora odnośnie:

  • ETS2 i pomyleniem go z ETS (bo to on decyduje aktualnie o cenach energii)
  • SAFe
  • poglądem zrównującym urzędnika UE z kacykiem wsadzonym przez PZPR
  • mgliście pojętej praworządności”
BadaczTalmudy
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

[CENZURA-red, użytkownik wykluczony z dyskusji w ramach zimowej akcji sprzątania ruskich śmieci]

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  DrobnyInwestor

Przystawiłem poglądom profesora lustro. Jeżeli Panu się nie podoba obraz, to nic na to nie poradzę. To nie ja opowiadam brednie zrównujące urzędnika UE z kacykiem wsadzonym przez PZPR.

Tomek
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Bot Leyen

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Tomek

„Gratuluję wyboru nowej przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Zdobycie tego mandatu i zaufania było możliwe także dzięki poparciu europosłów PiS. Głęboko wierzę, że relacja z KE będzie oparta na dialogu i partnerskiej współpracy”.” Morawiecki, PiS

Niewiele brakowało, aby nie została wybrana. Trzeba to powiedzieć, że zaważyły głosy polskiej delegacji Prawa i Sprawiedliwości. Wygrała dzięki naszym głosom – powiedział profesor Legutko.” Legutko, PiS

XD

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

I trudno powiedzieć czy to było bardziej harakiri czy może jednak seppuku 😉

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Chcieli za wszelką cenę zablokować Timmermans’a, więc wybrali von der Leyen…

śmieszne są teraz te ich płacze 😉

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Chcieli też wprowadzić reformę podatkową, a wyszedł im „Polski Ład”. Chcieli zbudować elektrownię na węgiel, a musieli ją wysadzać w powietrze. Chcieli zbudować fabrykę aut elektrycznych, a kupili projekt karoserii we Włoszech. Chcieli nie wpuszczać imigrantów, a wpuścili ich najwięcej ze wszystkich. Wychodziły im rzeczy proste i nieskomplikowane, jak 500+. I to rzeczywiście przejściowo zmniejszyło nierówności, więc jest ich sukcesem.

Hieronim
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Redaktorze, można rozmawiać, chociaż w tym przypadku równie dobrze możemy wyjąć książeczkę o tytule „Program PiS” i otworzyć na dowolnej stronie.
Dalej nie mam z tym problemu, ale warto zaznaczyć to w komentarzu do rozmowy.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Hieronim

No to trzeba wyjąć i albo się zgodzić z tym co tam jest napisane, albo to zniszczyć siłą argumentów. Mniej więcej 30% Polaków uważa, że to co w tej książeczce jest napisane generalnie jest OK. Jeśli naszym zdaniem nie jest – trzeba to tym ludziom powiedzieć zanim zrobią coś głupiego przy urnie wyborczej.

DrobnyInwestor
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Typowe dziecko wojny polsko-polskiej. Nie będę dyskutował z kimś bo jest z innego obozu, a wszystkie argumenty sprowadzę do absurdu.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  DrobnyInwestor

Mieliśmy też dwa razy podcastowe rozmowy z Ludwikiem Koteckim, rozmawialiśmy z prof. Joanną Tyrowicz… Nie musimy się zgadzać, ale warto wymieniać poglądy, bo to jest rozwijające. Ja czytam głównie rzeczy, z którymi się nie zgadzam. Jeszcze nie doszedłem do takiego stanu, w którym piszę rzeczy, z którymi się nie zgadzam, ale już nad tym pracuję ;-)). Pozdrowienia!

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Redaktorze, czy Ludwik Kotecki, albo prof. Joanną Tyrowicz kandydowali kiedykolwiek z jakiejkolwiek listy partyjnej w wyborach? Moim głównym zarzutem do prof Dąbrowskiego jest fakt, że choć kandydował do Parlamentu Europejskiego (bez sukcesu) z listy PiS to demostruje wszem i wobec, że – nie wie jak w UE zapadają demokratyczne decyzje (urzędnik w Brukseli nie jest królem) – tylko realizuje polityki pod bezpośrednią kontrolą Rady UE (gdzie zasiada przecież przedstawiciel polskiego rządu) – oraz nie wie na czym polega praworządność rozumiana jako rządy prawa gdzie jest trójpodział równych władz ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej w myśl zasad check&balance (i najwyraźniej nie przeszkadza… Czytaj więcej »

Zbyszek
2 miesięcy temu

Oczywiście, że profesor ma tę wiedzę. Problem polega na tym, że używa populistycznych argumentów jakoby to urzędnik UE podejmował decyzje w oderwaniu od decyzji sformułowanych przez CAŁĄ wspólnotę. Dodatkowo Pan profesor rozmyślnie używa porównania jakoby urzędnik UE (wybrany demokratycznie) był tym samym czym urzędnik w PRL z nadania PZPR. Taki poziom obelgi jest dla mnie nieakceptowalny i dla każdego dziennikarza również powinien taki być. „Mamy nałożony mechanizm tzw. warunkowości, czyli uzależnienie wydawania pieniędzy od mgliście pojętej praworządności, a o spełnieniu tego warunku zdecyduje urzędnik w Brukseli. Czyli tak, jak kiedyś urzędnik w PRL-u decydował, gdzie ma powstać fabryka, a nie… Czytaj więcej »

Gregory
2 miesięcy temu
Reply to  DrobnyInwestor

Dyskusja o ekonomii z czynnym politykiem to jednak sport porównywalny do gry w szachy z gołębiem. Można, ale po co?

Dorota
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Polska do UE weszla jak Pan pisze 77% glosów.Było to w 2003 r(referendum).Bardzo dawno temu.Już nieaktualne.Dużo przez ten czas świat się zmienił i UE też.Ilu tych Polaków glosujacych za UE jeszcze żyje?????Gdyby referendum bylo dziś nie jestem pewna czy Polacy by wybrali przystąpienie do UE.

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Dorota

Rzeczywiście dużo się zmieniło, po dołączeniu do UE dokonaliśmy gigantycznego skoku, polskie PKB powiększyło się trzykrotnie, jesteśmy w G20 największych gospodarek świata (a startowaliśmy w 1989 roku z pozycji bankruta), wg parytetu siły nabywczej właśnie prześcignęliśmy Hiszpanię i Japonię a za sześć lat powinniśmy prześcignąć Wielką Brytanię.

W kontekście praworządności – dzisiaj w tym stanie praworządności w Polsce nikt by nas do EU już nie wpuścił. Więc co dalej? Naprawiamy praworządność?

Czy może położymy się na pleckach i czekamy aż nas wyrzucą (albo otoczą kordonem sanitarnym jak Węgry)?

A może zrobimy referendum i się policzymy? Zabrania ktoś zrobić referendum?

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Zbyszek

Szkoda pieniędzy na referendum, 75% Polaków to mniejsi lub więksi euroentuzjaści. Co się oczywiście może zmienić jak już staniemy się płatnikami netto.

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Dokładnie tak – referendum by ich zniszczyło. Nawet by mogli nie uzbierać wymaganych podpisów oraz zgody parlamentu aby doprowadzić do referendum. Więc jedyne co eurosceptycy moga robić to zatruwać przestrzeń publiczną argumentami z d… wziętymi o eurokołchozie itp itd.
Jak widać w załączonym wywiadzie nawet profesorowie na ważnych stanowiskach mogą bredzić bez sensu.

Zbyszek
2 miesięcy temu

Czy mamy wpisać do Konstytucji, że o projektach UE można tylko dobrze i na klęczkach albo nic?”

Do kontytucji już mamy wpisane trójpodział władzy i zasady praworządności. Mamy również wpisaną nadrzędność prawa UE nad prawem krajowym. No i jak widać nie powstrzymuje to Pana profesora przed bzdurnymi dywagacjami o „mgliście pojętej praworządności” – akurat jest określona bardzo precyzyjnie, poprzez szczegółowy raport komisji weneckiej oraz kamienie milowe podpisane przez Morawieckiego. Jest napisana tak precyzyjnie, jak tylko może być (wręcz jak krowie na rowie).

Zbyszek
2 miesięcy temu

No właśnie, jeśli ja skromny czytelnik posiadam tę wiedzę, to chyba tym bardziej tę wiedzę powinien posiadać profesor prawnik onegdaj kandydujący do Parlamentu Europejskiego, a do tego były wiceminister – prawda?
Chwalenie się swoją niewiedzą o tym jak zapadają decyzje w UE, gdzie są opisane zasady praworządności, chyba nie przystoi człowiekowi, który chciał tworzyć prawo w UE.

Zbyszek
2 miesięcy temu

No ale chyba zgodzi się Pan z tym, że urzędnicy UE to nie królewięta (tak jak ich chciałby widzieć Pan profesor) którzy ponad rządami państw członkowskich podejmują decyzje w oderwaniu od polityk uzgodnionych wcześniej na szczytach unijnych?

Zbyszek
2 miesięcy temu

Hmmm może dlatego, że opinia którą Pan profesor zaprezentował jest niezgodna z faktami? W tym konkretnym przypadku („mglista praworządność”) po coś ten premier Morawiecki przecież zamówił opinię komisji weneckiej. Po coś podpisał te kamienie milowe, po braku spełnienia których urzędnik UE stwierdził (całkiem słusznie), że Polska jako państwo nie spełnia standardów praworządności (do których sama rękami Morawieckiego się zobowiązała). I w związku brakiem spełnienia ww. standardów urzędnik UE wstrzymał dla Polski wypłaty KPO. A dodatkowo inny urzędnik UE (sąd TSUE) naliczał Polsce kary za brak respektowania standardów UE – zapłaciliśmy bodaj jako państwo 500 milionów euro kar. Swoboda formułowania opinii… Czytaj więcej »

Яцек
2 miesięcy temu

O to właśnie chodzi – nic się nie zmieniło, ale ster przejęła „właściwa” ekipa i pieniądze od razu popłynęły.

Zbyszek
2 miesięcy temu
Reply to  Яцек

Proszę sobie doczytać moją odpowiedź zamieszczoną wyżej pod postem redaktora.

Zbyszek
2 miesięcy temu

Panie Macieju litości – przecież takie informacje to chyba jest Pan w stanie sprawdzić dlaczego ruszyły wypłaty KPO? Uruchomienie wypłat z KPO dla Polski nie wynikało z samej „zmiany władzy”, ale z oceny Komisji Europejskiej, że Polska zaczęła realizować tzw. kamienie milowe dotyczące praworządności zapisane w KPO. Zmiana rządu z PiS na Koalicję Obywatelską była czynnikiem politycznym, ale formalną podstawą decyzji były konkretne działania i zobowiązania wobec UE. Czym były blokady? Środki z KPO (część unijnego programu odbudowy po pandemii) były powiązane z warunkami dotyczącymi: niezależności sądów, likwidacji systemu dyscyplinarnego wobec sędziów, przywracania do orzekania sędziów odsuniętych decyzjami Izby Dyscyplinarnej.… Czytaj więcej »

Freak
2 miesięcy temu

Napisał Pan „Musimy zrozumieć, że Polska to jest jeden wielki „biznes”, w którym wszyscy mamy „udziały”, i że musimy robić wszystko, żeby wartość tych „udziałów” rosła, czyli kupować polskie produkty w kraju, inwestować za granicą.” Ja kiedyś też tak myślałem, powiem więcej nawet tak robiłem. Jednak rządzący poprzez swoje działania skutecznie wyleczyli mnie z takiego myślenia. Wprowadzone przez nich ustawy naraziły mnie na przymusowe koszty, ponadto wprowadzają coraz to nowe podatki, kary, zakazy ograniczenia. W moim przypadku wspieranie tego ” biznesu ” źle się skończyło. Nie będę sponsorował tych co robią mi krzywdę. Teraz kupuję produkty, które mają najlepszy stosunek… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Freak

Kanclerz Niemiec lubi to 😉

Ppp
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Freak ma rację – postulaty profesora są generalnie słuszne, tylko źle zaadresowane. Zamiast mówić: „Polacy, kupujcie polskie”, powinien (nie tylko on) mówić „Rządzący, róbcie tak, by Polakom opłacało się kupować polskie”. Czyli to RZĄD powinien ciąć koszty, bo sam je w znacznym procencie tworzy.
Pozdrawiam.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Słusznie, zgadzam się z takim podejściem. To politycy są od tego, żeby nam dać odpowiednie narzędzia i motywację

Hipolit
2 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Polityk PiS ma sprzeciwić się linii partii i namawiać do ograniczania kosztów 🤣
To jest tak samo prawdopodobne, jak Ziobro chwalący Żurka

Яцек
2 miesięcy temu
Reply to  Hipolit

Był w tej partii kiedyś młody polityk, który otwarcie sprzeciwił się wierchuszce i powiedział, że co innego obiecywali wyborcom.
A obaj wymienieni panowie to ta sama szajka kaczordonaldystów.

Tomek
2 miesięcy temu

SAFE to zły deal.

  1. 80% projektów złożonych w ramach safe przez Polskę ma krótki termin realizacji, wobec czego aby pieniądze się nie zmarnowały należy „na szybko” podpisać umowy. Co nagle to po diable idealnie wpisuje się w tę sytuację. Dostawcy narzucą marżę, wiedząc że musimy szybko działać. Te 3% oprocentowanie wyjdzie nam bokiem.
  2. Obligacje byłyby rozsądniejsza opcją.
  3. Inwestycja we własne fabryki broni i amunicji. Infrastruktura po 4 latach wojny na Ukrainie już byłaby gotowa do działalności wytwórczej. Sejm powinien się zająć uproszczeniem regulacji w zakresie powstawania zakładów zbrojeniowych w sytuacji zagrożenia wojną, a nie ideologią i obyczajowością.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu