7 stycznia 2026

Co dalej z „Zielonym Ładem”? Co prawda się kruszy, ale bez zgody Niemiec nie upadnie. A Niemcy… czy zrobią krok wstecz? I co to oznacza dla Polski?

Co dalej z „Zielonym Ładem”? Co prawda się kruszy, ale bez zgody Niemiec nie upadnie. A Niemcy… czy zrobią krok wstecz? I co to oznacza dla Polski?

Europa zwalnia z zieloną rewolucją. Transformacja energetyczna? Tak, ale może nie tak szybko. Samochody elektryczne? Tak, ale nie wycofujmy jeszcze tych spalinowych. Czy unijna polityka klimatyczna szkodzi europejskiemu przemysłowi i rozwojowi? Ale Niemcy, najpotężniejszy kraj Unii Europejskiej, mimo rosnących kosztów energii i spadku konkurencyjności swojego przemysłu, konsekwentnie ją realizują. Nie ma możliwości, żeby zeszły z tej drogi – mówi Michał Kędzierski, analityk ds. Niemiec Ośrodka Studiów Wschodnich

Komisja Europejska właśnie zgodziła się na to, żeby nie trzeba było wycofywać się z produkcji aut spalinowych w Europie. To kolejny element słynnego „Zielonego Ładu”, który częściowo wypada z gry. Czy Europa może całkiem wycofać się z klimatycznej rewolucji? Musiałyby się na to zgodzić Niemcy, ale one nigdy na to nie pójdą. Przynajmniej tak uważa ekspert, z którym niedawno rozmawiałem.

Zobacz również:

Niemcy wierzą, że inwestycje w technologie niskoemisyjne (OZE, wodór, zieloną stal) przyniosą im długofalowe korzyści i warto się o to bić również na forum europejskim. Berlin był promotorem ETS i ETS2 w Unii Europejskiej i niemieckim politykom zależy, żeby wszystkie kraje jak najszybciej przyjęły nowe zasady zawarte w ETS2, bo Niemcy już wprowadziły u siebie identyczny własny system opłat emisyjnych, chcą więc równych warunków konkurencji we wszystkich krajach europejskich.

Transformacja energetyczna jest jednak bardzo kosztowna, a jej wpływ na koszty życia niemieckich gospodarstw domowych zaczyna doskwierać zwykłym Niemcom. Czy niemieccy wyborcy mogą zmienić podejście elit do energetyki i polityki klimatycznej? Na to pytanie odpowiada Michał Kędzierski z Ośrodka Studiów Wschodnich, który specjalizuje się w niemieckiej polityce klimatycznej, transformacji energetycznej, zielonych zmianach w niemieckim przemyśle i transporcie.

„Niemcy nie zamierzają odstępować od swojej strategii transformacji energetycznej, wbrew różnym hasłom. Niemcy uważają, że ich polityka jest dobra, a główny problem polega na tym, że inni nie chcą iść z nimi równym tempem. Przedstawiciele innych krajów: Holandii, Belgii, Norwegii, Danii przekonują Niemców, żeby nie zawracali z obranego kursu, bo to jest dobra droga i oni Niemcom w tej drodze pomogą” – mówi Michał Kędzierski. Ale co to oznacza dla Polski? Całość rozmowy na naszym kanale w Youtubie.

Maciej Danielewicz: W Europie determinacja do wprowadzania Zielonego Ładu słabnie. Czy w Niemczech też tak się stało, gdy ten kraj zaczął mieć problemy ze swoim rozwojem gospodarczym?

Michał Kędzierski: Na całym świecie polityka klimatyczna jest w pewnym sensie w odwrocie. Słychać coraz więcej głosów, że cele polityki klimatycznej, jej instrumenty, które powodują, że energia staje się coraz droższa, osłabią konkurencyjność europejskiego przemysłu, w tym niemieckiego przemysłu nastawionego na eksport. Przedstawiciele przemysłu chemicznego i stalowego w Niemczech apelują do Berlina, ale też do Brukseli, żeby wprowadzić pewne korekty, które osłabią tę presję na dekarbonizację i na wzrost cen energii.

Prezydent Donald Trump, kiedy rozpoczynał swoją prezydenturę na początku 2025 roku, zapowiedział, że zmieni zasady polityki klimatycznej, osłabi znacznie jej skalę. Stany Zjednoczone dążą do odbudowy swojego przemysłu, swoich zdolności produkcyjnych i chcą to osiągnąć m.in. dzięki znacznemu złagodzeniu zasad polityki klimatycznej. Niemcy również przecież chcą wspierać swój potencjał produkcyjny, ale wciąż są liderem dążeń do wprowadzenia systemu ETS2 i do rozszerzenia go na całą Unię Europejską. Czy to się może zmienić? Na razie mamy przesunięcie o rok terminu wejścia ETS2 na 2028 rok. Czy Niemcy zgodzą się na jego dalsze odsunięcie?

Na pewno nie wezmą przykładu ze Stanów Zjednoczonych. Jeśli chodzi o system ETS2, to Berlin od samego początku był jego orędownikiem. Kiedy w 2019 roku były wybory do Parlamentu Europejskiego, bardzo duże znaczenie miała polityka klimatyczna. Wówczas Ursula von der Leyen została szefową komisji z tym pomysłem, żeby wprowadzić Zielony Ład, którego jednym z głównych elementów było wprowadzenie systemu ETS2, czyli systemu handlu uprawnieniami do emisji w tych sektorach, które nie są objęte pierwszym ETS-em. A tym pierwszym ETS-em od 20 lat objęte są przede wszystkim energetyka i duży przemysł.

Systemem ETS2 mają zostać objęte pozostałe sektory gospodarki. Głównie chodzi o ciepłownictwo, ogrzewanie, transport. I Niemcy już w 2019 roku wprowadzili analogiczny do ETS2 system u siebie. To krajowy system, który dotyczy dokładnie tych sektorów, które mają być objęte systemem ETS2. Ten niemiecki system wszedł w życie w 2021 roku z dosyć niską ceną uprawnień do emisji, 25 euro za tonę CO2. I Niemcy ustalili, że to nie będzie taki prawdziwy handel, tylko de facto to jest opłata od tony emisji.

Cena jest z góry ustalana i rośnie z roku na rok z jedną przerwą w czasie kryzysu energetycznego. I obecnie wynosi 55 euro za tonę, a w 2026 roku ma się poruszać w korytarzu 55–65 euro. Z kolei system ETS2 ma być prawdziwym systemem handlu uprawnieniami, to znaczy nie da się do końca określić, jaka będzie cena – będzie ustalana przez rynek. Niemcy zakładali, że ETS2 wejdzie w 2027 roku i do tego terminu dążyli. Kiedy układali swój krajowy system, to doprowadzili go właśnie do 2027 roku, bo zakładali, że od 2027 roku będzie obowiązywać już ETS2.

Obecnie, od 2021 roku, niemieckie gospodarstwa domowe i firmy, które kupują gaz, benzynę, olej opałowy, olej napędowy, płacą dodatkową opłatę, której nie ma np. w Polsce i wielu innych krajach Unii Europejskiej. To nie znaczy, że nie ma jej wcale w innych krajach Unii Europejskiej, bo np. w Danii czy Szwecji też są. Wejście w życie ETS2 w krajach naszego regionu będzie oznaczać najprawdopodobniej bardzo dotkliwą podwyżkę np. cen benzyny, a w Niemczech może oznaczać nawet obniżkę cen paliw.

Oczywiście, mówimy tu tylko o pierwszych latach. System jest tak skonstruowany, że cena CO2 musi z czasem rosnąć i dla wszystkich będzie to oznaczać podniesienie cen. Ale w pierwszym okresie dla Niemiec to będzie podwójna korzyść. Obniżka cen i wyrównanie obciążeń z innymi państwami członkowskimi.

Czy wprowadzenie zasad uprawnień do emisji wcześniej niż w całej Unii Europejskiej mogło przyczynić się do spowolnienia gospodarki niemieckiej, jakie obserwujemy od kilku lat, kiedy Niemcy mają zerową albo wręcz ujemną dynamikę PKB? Gospodarka niemiecka jest praktycznie na poziomie PKB sprzed pandemii z 2019 roku, podczas gdy gospodarka polska rozwija się w średnim tempie ok. 3–3,5% PKB.

Obecna cena CO2 w niemieckim krajowym systemie wpływa na wzrost cen paliw mniej więcej o 10–15%, w zależności od tego, czy mówimy o benzynie, gazie ziemnym, oleju napędowym czy oleju opałowym. To jest mniej więcej paręnaście centów na litrze benzyny. Litr benzyny kosztuje teraz w Niemczech około 1,70 euro, to – gdyby nie było tej opłaty klimatycznej – cena byłaby 10% niższa. Oczywiście to wpływa negatywnie na konkurencyjność niemieckich firm. Natomiast, wbrew różnym nawoływaniom, Berlin utrzymuje ten kurs.

Oczywiście planowane są pewne korekty, ale generalnie kurs jest wytyczony i ma być kontynuowany. Bardzo dużo sektorów niemieckiej gospodarki nastawiło się już na transformację energetyczną i zainwestowało w technologie niskoemisyjne. Czy mówimy o samochodach elektrycznych, pompach ciepła, elektrolizerach do produkcji wodoru, wiatrakach, panelach fotowoltaicznych – we wszystkich tych technologiach Niemcy są albo jednym z liderów technologicznych, albo mają nadzieję, że będą wśród liderów na świecie.

W Niemcach jest wiara, że to słuszny kierunek. On jest obliczony, poparty ekspertyzami i różnymi studiami. Niemcy mają więc przekonanie, że idą w dobrą stronę. Natomiast mają świadomość, że wdrażanie tej polityki jest zbyt zbiurokratyzowane i być może brakuje presji na inne państwa, żeby podążały w tym samym kierunku.

I co ważne, Niemcy nie są w tym sami. Takie kraje jak Holandia, Belgia, kraje skandynawskie, wiele krajów Europy Zachodniej i Północnej myśli w dużej mierze w podobny sposób. Oczywiście, każdy kraj ma inne uwarunkowania, ale spojrzenie, że transformacja energetyczna i klimatyczna jest dobrym kierunkiem, nie jest bynajmniej tylko niemieckim stanowiskiem.

Jak ma wyglądać dekarbonizacja, skoro Niemcy wciąż uważają, że atom jest zły?

Niemieckim wyróżnikiem w skali całego świata jest to, że odchodzą od energetyki jądrowej w ramach polityki dekarbonizacji. To generalnie jest nielogiczne, bo atom jest źródłem niskoemisyjnym, który wpisuje się w logikę transformacji energetycznej i dekarbonizacji.

Niemieckie odejście od atomu ma zupełnie inne uwarunkowania niż polityka dekarbonizacji i wynika z innych pobudek niż polityka klimatyczna. Tak naprawdę odejście od atomu jest utrudnieniem realizowania polityki klimatycznej, a nie jej uproszczeniem. Decyzję o odejściu od atomu podjął rząd Gerharda Schrödera w 2001 roku. Temat odejścia od atomu w Niemczech to jest historia, która się ciągnie od lat 70. ubiegłego wieku. Nic nowego.

Jeśli chodzi o węgiel, to faktem jest, że Niemcy nie wydobywają już węgla kamiennego od 2018 roku, natomiast wciąż wydobywają i to na dużą skalę węgiel brunatny. I wciąż są największym producentem tego węgla w Unii Europejskiej, chociaż to wydobycie z roku na rok wyraźnie spada. Proces odejścia od węgla w Niemczech postępuje. Czasem w mediach czytam absurdalne wręcz doniesienia o tym, że Niemcy wracają od węgla. Nic takiego nie ma miejsca.

A jak Niemcy chcą pozyskiwać energię w przyszłości? Tylko z wiatru i słońca? Przecież to nierealne.

Niemcy stawiają na źródła odnawialne, nie mając de facto dużego zasobu tych sterowalnych źródeł odnawialnych takich jak np. energetyka wodna. Takie kraje jak Austria czy Norwegia, które mają duży udział energetyki wodnej, mają ten system stabilniejszy. W Niemczech ten system trzeba uzupełniać. I tutaj Niemcy mają całą masę pomysłów. Niektóre wydają się bardziej sensowne, inne mniej.

Przynajmniej w początkowym okresie tym uzupełnieniem systemu opartego na źródłach odnawialnych ma być gaz ziemny. Niemcy zastanawiają się, jak zdekarbonizować elektrownie gazowe. I tutaj są zasadniczo dwie opcje. Pierwszą z nich jest produkcja wodoru i technologie wodorowe, w których Niemcy są liderem. Niemcy liczą na to, że jeśli cały świat pójdzie w kierunku wodoru, zwłaszcza zielonego wodoru, to takie firmy jak ThyssenKrupp, Siemens, Sunfire, producenci elektrolizerów do produkcji wodoru będą robić na tym złoty interes.

Drugą opcją dekarbonizacji elektrowni gazowych może być CCS, Carbon Capture and Storage, czyli wychwytywanie dwutlenku węgla w procesie produkcyjnym i składowanie go w strukturach geologicznych, np. tam, gdzie wydobywano gaz ziemny bądź ropę naftową lub też wykorzystywanie tego wychwyconego dwutlenku węgla do procesów przemysłowych. Takie możliwości też istnieją.

Niemcy obrali sobie za cel osiągnięcie neutralności emisyjnej, klimatycznej na 2045 rok, czyli pięć lat wcześniej niż cała Unia Europejska. To jest jeden z najbardziej ambitnych celów w skali całego świata. A przy tym właśnie Niemcy próbują go osiągnąć przez stawianie przede wszystkim na niesterowalne źródła energii. I to jest kraj wysoce uprzemysłowiony, gdzie też wielu przedstawicieli przemysłu np. chemicznego mówi, że oni nie mogą dostosowywać swojej produkcji do tego, czy akurat wiatr wieje, czy słońce świeci.

Ale też Niemcy starają się stymulować swój przemysł do tego, żeby stawiać na rozwiązania technologiczne, które pozwolą bardziej elastycznie korzystać z energii elektrycznej. To znaczy zwiększać produkcję, kiedy jest akurat dużo energii z OZE, i zmniejszać produkcję, kiedy tej energii jest mniej. To ma też uzasadnienie ekonomiczne – kiedy w systemie jest dużo energii z OZE, to cena giełdowa spada, więc to teoretycznie powinno być tańsze.

Na razie Niemcy muszą kupować energię elektryczną z zagranicy – z Francji, z innych krajów. Czyli w tym okresie transformacyjnym niestety nie są samodzielne energetyczne, co jest pewnym problemem

To nie jest tak, że Niemcy nie są samodzielne. Niemcy wciąż mają wystarczająco dużo elektrowni konwencjonalnych, żeby samodzielnie pokryć swoje zapotrzebowanie na energię. To, że Niemcy dwa lata temu po wyłączeniu ostatnich elektrowni jądrowych zamieniły się z eksportera energii netto w importera energii netto, wynika z tego, że import energii do Niemiec jest tańszy niż produkcja w rodzimych elektrowniach. Niemcy importują więc energię na masową skalę, bo np. energia z OZE z innych krajów albo z francuskich elektrowni jądrowych jest tańsza niż produkowanie tej samej energii w rodzimych elektrowniach węglowych lub gazowych.

Polska jest z Niemcami mocno powiązana gospodarczo, czyli powinniśmy zbliżać nasze polityki gospodarcze. Ale w Polsce nie ma tej determinacji, o jakiej Pan mówił w przypadku Niemiec. Polska zupełnie nie przystaje do modelu niemieckiego. Jak to może zmienić perspektywy relacji gospodarczych między Polską a Niemcami? 

Jesteśmy na innym etapie rozwoju niż Niemcy. Mamy trochę inną strukturę gospodarki, inny poziom dochodów. Mamy też inną strukturę sektora energetycznego. Jest bardzo wiele powodów, dla których nie możemy iść takim samym tempem i podążać tą samą ścieżką, jaką idą Niemcy. A Niemcy wolą dogadywać się na szczeblu unijnym z tymi krajami, które myślą mniej więcej w tym samym kierunku i forsować pewne rozwiązania kosztem innych krajów. To jest zasadniczy problem w relacjach z Niemcami, żeby próbować rozmawiać z nimi w sposób prawdziwie partnerski. Ale zdecydowanie nie powinniśmy kopiować wszystkich niemieckich rozwiązań.

To jest jasne, że w wielu obszarach niemiecki model transformacji się nie sprawdził. Gdyby Niemcy zdecydowały się na pozostawienie energetyki jądrowej i oparcie swojego przyszłego miksu elektroenergetycznego na energetyce atomowej z dodatkiem właśnie energetyki odnawialnej, to – jak niektóre badania pokazują – ten system byłby dużo tańszy. Niższe byłyby koszty uprawnień do emisji, szybciej nastąpiłaby dekarbonizacja i byłby mniejszy zakres koniecznej rozbudowy sieci elektroenergetycznej.

Rozbudowa sieci elektroenergetycznej to jest w Niemczech obecnie największy koszt, jeśli chodzi o transformację. Transport na szeroką skalę energii wiatrowej z północy na południe i słonecznej z południa na północ to wielkie wyzwanie. A jednocześnie trzeba umożliwić przesuwanie tych wielkich wolumenów energii w zależności od tego, jak akurat słońce świeci i wiatr wieje. Niemcy obrali bardzo drogi model i teraz nie chcą z niego zawrócić.

Czy Polska zbuduje elektrownię atomową w sytuacji, kiedy Niemcy nie są przychylne takiemu projektowi? I czy Niemcy mogą jeszcze kiedykolwiek powrócić do energii atomowej?

Uważam, że powrotu do tradycyjnej energetyki jądrowej w Niemczech nie będzie, natomiast nie wykluczałbym, że Niemcy postawią w jakiejś perspektywie czasowej na SMR-y, a przede wszystkim na fuzję jądrową. Z tą drugą technologią Niemcy wiążą duże nadzieje. To zasadniczo inna technologia jądrowa niż tradycyjne rozczepianie atomu. W Niemczech działają obecnie cztery zaawansowane start-upy, które mają duże ambicje w zakresie fuzji jądrowej i mają też poparcie polityczne w realizacji tych projektów.

Więc w jakiejś perspektywie powrót do energetyki jądrowej, ale w rozumieniu SMR-y bądź fuzja, czyli nowe technologie jądrowe, jest moim zdaniem możliwy. Natomiast reaktywacja tego zamkniętego konwencjonalnego atomu, moim zdaniem, nie.

„Zieloni”, czyli lewa strona sceny politycznej, są przeciwko atomowi we wszystkich krajach ościennych. Ale ci, którzy w Niemczech zajmują się kwestiami energetycznymi, raczej przychylnie patrzą na to, że w Polsce są planowane takie inwestycje. Dlaczego? Niemcy wiedzą, że jeśli faktycznie oprą swój system na źródłach odnawialnych i to głównie tych niesterowalnych, to będą zdane na współpracę europejską i będą potrzebować w określonych interwałach czasowych importu energii, czystej energii z konwencjonalnych sterowalnych źródeł.

A jak pan ocenia przygotowanie niemieckich gospodarstw domowych do transformacji energetycznej? Bo do tej pory rozmawialiśmy głównie o przemyśle. W Polsce wciąż domy i mieszkania ogrzewane są energią z węgla czy drewna…

Jeśli chodzi o ogrzewanie domów, to węgiel jest wykorzystywany w Niemczech w marginalnym zakresie. To jest poniżej 1%. Natomiast niemiecką specyfiką jest to, że statystycznie co drugie mieszkanie jest ogrzewane gazem ziemnym. Który też, jak wiemy, nie wpisuje się na dłuższą metę w strategię dekarbonizacji.

I Niemcy starają się stymulować gospodarstwa domowe tam, gdzie to jest możliwe, na przechodzenie przede wszystkim na pompy ciepła. Na ten cel są też ogromne subwencje. W 2026 roku to ma być paręnaście miliardów euro na termomodernizację i wymianę źródeł ciepła, z których zdecydowanie największe środki pójdą na pompy ciepła. Ale wciąż popularnym rozwiązaniem są kotły gazowe.

Natomiast po wejściu w życie ETS2 i planowanej podwyżce cen gazu w dłuższym okresie ogrzewanie tradycyjne będzie drożało. Niemcy prowadzą więc szereg kampanii informacyjnych uświadamiających, że polityka klimatyczna będzie powodować, że z czasem ogrzewanie gazem będzie coraz droższe, a ogrzewanie pompą ciepła coraz tańsze. Niektóre wyliczenia pokazują, że tak jest już teraz. Jeśli to jest dom jednorodzinny i ktoś jeszcze dostawi do tego fotowoltaikę i magazyn energii, to koszty są już teraz zasadniczo niższe niż ogrzewanie domu gazem ziemnym. A ta różnica będzie się pogłębiać z czasem.

Zwykli Niemcy masowo przejdą też na auta elektryczne?

To jest najtrudniejszy element transformacji energetycznej, dlatego że bezpośrednio dotyka ludzi. Transformacja sektora elektroenergetycznego toczy się trochę jakby poza głównym polem widzenia, bo prąd w gniazdku jest taki sam, czy z wiatraka, czy z elektrowni jądrowej, czy węglowej. Ale to, czy mamy kupić pompę ciepła czy kocioł gazowy, czy też jeździć samochodem elektrycznym, a może przesiąść się na pociąg czy na hulajnogę, to już dotyka nas indywidualnie i wymusza pewne decyzje indywidualne dotyczące własnego majątku i własnych stylu życia.

Jakie to będzie wywoływało reakcje społeczne? W Niemczech to jest też realny problem, który nie wszyscy chcą widzieć. Kiedy rozmawiam z przedstawicielami „bańki energetyczno-klimatycznej”, to widzę, że świadomość tego problemu niby jest, bo wszyscy o nim mówią, ale nie jest traktowana jak realna trudność.

Popularność prawicowej skrajnej partii AFD w jakiejś części, dosyć istotnej moim zdaniem, wynika również z tego powodu, że wiele osób po prostu nie chce być przymuszanych do pewnych zachowań. I chociaż Niemcy jako społeczeństwo, co wszystkie sondaże pokazują, wciąż w około 80% popierają ideę transformacji energetycznej, samą ideę, podążanie w kierunku źródeł niskoemisyjnych, bycie bardziej zielonym, ekologicznym, to w mniejszym zakresie popierają już poszczególne instrumenty, to co dotyka nas indywidualnie.

I np. przymuszanie ludzi do odejścia od samochodów spalinowych jest w Niemczech obecnie widziane dosyć negatywnie. Jakie to wywoła reakcje społeczne i które partie będą na tym korzystać, to już jest kwestia jak najbardziej otwarta. Osobiście obstawiam, że pojawi się tak duża presja społeczna, że również w Niemczech nastąpi pewna reorientacja polityki. Nie mówię teraz o odejściu, rezygnacji z polityki klimatycznej, bo to się moim zdaniem nie wydarzy, ale spowolnienie i zweryfikowanie celów jest moim zdaniem możliwe.

Dziękuję za rozmowę.

ZOBACZ TEŻ TĘ ROZMOWĘ:

CZYTAJ TEŻ O NIEMCZECH:

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

Źródło zdjęcia: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
18 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
BadaczTalmudu
2 miesięcy temu

Chętnie się dowiem która prognoza „Ośrodka Studiów Wschodnich” kiedyś się sprawdziła… Jak wygra AfD, co nie jest niewyobrażalne, to z ecooszołomstwa Niemcy się wyleczą… :-))))

DrobnyInwestor
2 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

Chyba OSW robi dobrą robotę, bo nawet na takim portalu ruskie trole próbują oczerniać dobrą instytucję. W zaledwie 2 godziny +7 dla bezwartościowego komentarza? Jasne, już w to uwierzyłem. I komentarz to taki książkowy przykład rosyjskiej dezinformacji że ktoś musi coś udowadniać. Analitycy nie wróżą z kryształowej kuli ani nie przewidują przyszłości. Mogą wyjaśniać zjawiska i trendy, wskazywać czynniki je kształtujące oraz nakreślać możliwe scenariusze z określonym poziomem pewności.

Sławek
2 miesięcy temu
Reply to  DrobnyInwestor

Te 7 „plusów” pewnie dal sobie sam korzystajac z trybu inco gnito w przegladarce. Typowa onuca.

Ppp
2 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Nie rozumiem, o co macie do niego pretensje. TAK, powodzenie partii skrajnych jest spowodowane TAKŻE tym, że ludzie są zmuszani do czegoś, czego nie chcą nie widzą sensu, a co zbyt dużo kosztuje. Jak u nas Konfederacja – są ludzie, którzy ją popierają właśnie dlatego, że są przeciwko kolejnym pomysłom uciążliwym dla ludzi, a wciskanym jako ekologiczne (co nie zawsze jest prawdą). W Krakowie trwa konflikt o „strefę czystego transportu”, która powoduje, że ludzie spoza Krakowa nie mogą do niego wjechać lub muszą za to dodatkowo płacić – ale jednocześnie komunikacja zbiorowa jest słaba, droga, a za chwilę ma być… Czytaj więcej »

DrobnyInwestor
2 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Bo manipuluje i sprowadza dyskusję w inną płaszczyznę. W sumie w pewnym stopniu mu się udało bo po pierwsze rozmawiamy o czymś innym, a po drugie uznałeś że krytyka wobec niego jest w jakiś sposób spowodowana tym że bronię politykę klimatyczną.

BadaczTalmudu
2 miesięcy temu
Reply to  Ppp

[CENZURA-red, brak kultury wypowiedzi, używanie słów „lewactwo”, „ekooszołomwstwo”, „presstytutki”. Jeśli nie będzie Pan dyskutował kulturalnie i bez używania epitetów, to won z powrotem do Moskwy. Zrozumiano?]

BadaczTalmudu
2 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

[CENZURA-red, trolling na rzecz wrogów Polski]

BadaczTalmudj
2 miesięcy temu
Reply to  DrobnyInwestor

[CENZURA-red, brak kultury wypowiedzi]

Яцек
2 miesięcy temu
Reply to  DrobnyInwestor

Za tutejsze hejtowanie zero szekli Pan dostanie.

Marek
2 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

Lepiej być ecooszołem niż płaskoziemcem i ruską onucą, wyborcy Brauna.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Marek

Pełna zgoda. A najgorzej jest był płatnym, ruskim trollem i sługusem naszych wrogów

BadaczTalmudu
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

[CENZURA-red, trolling na rzecz wrogów Polski]

Яцек
2 miesięcy temu

Niemcy próbują następującego manewru: bilansować własny system energetyczny dzięki importowi i eksportowi mocy od sąsiadów z zachodu i ze wschodu.

Dziadyga
2 miesięcy temu
Reply to  Яцек

„Niemieckie odejście od atomu ma zupełnie inne uwarunkowania niż polityka dekarbonizacji i wynika z innych pobudek niż polityka klimatyczna.” – nie podoba mi się taki wywiad, gdzie stawia się pewną tezę, a następnie pomija jej wyjaśnienie. Istnieją dwa logiczne powody, choć nie dowiedzieliśmy się ostatecznie który z nich miał na myśli „doktór”. 1. Niepokoje społeczne. Nikt nie chce atomówki za płotem, mimo iż prawdopodobieństwo skażenia poza beton EJ są pomijalne. 2. Czynnik ryzyka w razie działań militarnych. Taką EJ łatwo zbombardować i doprowadzić do skażenia, choć systemy w pasywnej gen. 4 technologii budowy bloków atomowych są na tyle bezpieczne, że… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Dziadyga

Dzięki za uzupełnienie 😉

TomR
1 miesiąc temu
Reply to  Dziadyga

Wg jednego z wywiadów u Joe Rogana w latach 60-tych był duży entuzjazm odnośnie energii atomowej, który się wypalił po tym jak Indie przy okazji pracy nad energią atomową i wykorzystując wiedzę w związku z tym zdobytą skonstruowały w latach 70-tych własną bobmę atomową. Wówczas zorientowali się, że popularyzacja energii atomowej będzie prowadzić do broni atomowej nawet w średnio rozwiniętych krajach. Stąd powrót do ropy i węgla. Jeżeli chodzi o same Niemcy, to one importują energię z atomowych elektrowni francuskich, w tym umiejscowionych przy granicy z Niemcami. A w przyszłości, gdy statki handlowe będą miały napęd atomowy. np. https://interestingengineering.com/transportation/china-plans-worlds-first-nuclear-cargo-ship to… Czytaj więcej »

Dziadyga
2 miesięcy temu

Politykom UE muszą nieźle płacić „pod stołem”. Rachunki w Szwajcarii i portfele krypto pewnie puchną. Nikt o IQ powyżej 90 by nie przepychałby tego typu pomysłów, które nie mają żadnej zalety poza prywatnym interesem.

TomR
1 miesiąc temu

Podobno w Niemczech mają zwyczaj, że „klient to nasz niewolnik”, zamiast „klient to nasz pan”. https://www.youtube.com/watch?v=Z_LxTipTkz0 https://www.youtube.com/watch?v=WV2kDb3BFv4 a teraz na czele UE jest Niemka. To by tłumaczyło próby wpychania klientom produktów i usług, których nie chcą, np. samochodów elektrycznych, energii odnawialnej. Ale np. na eksport tak się zupełnie nie da zrobić, bo klienci zewnętrzni nie są w niewoli Unii Europejskiej. Żeby dobrze obsługiwać eksport trzeba koniecznie, absolutnie koniecznie być w stanie produkować zgodnie z ich zapotrzebowaniem i ich standardami, np. jak eksportujesz do Indii, to produkujesz zgodnie z normami i standardami z Indii i zgodnie z tamtejszym popytem jak eksportujesz… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu