Od polskich polityków słyszeliśmy wiele razy, że staniemy się drugą Japonią, Irlandią, prześcigniemy pod względem PKB na mieszkańca Francję, a nawet Wielką Brytanię. Na razie to się nie stało, ale dziarsko biegniemy do przodu. Polska dogania niektóre bogate kraje, ale… nie wszystkie. Jest europejski kraj, którego – z góry to wiadomo – pod względem zamożności nie dogonimy. To Holandia. Dlaczego akurat ona jest poza naszym zasięgiem? Dziś w „Subiektywnie o Finansach” rozwiązanie tej zagadki
Wiele wskaźników gospodarczych pokazuje, że Polska coraz bardziej zbliża się do najbardziej rozwiniętych państw zachodniej Europy. Nie należy tego mylić z możliwością osiągnięcia przez nas poziomu bogactwa skumulowanego w takich krajach jak Francja czy Wielka Brytania i w ogóle większość krajów Europy Zachodniej. Tego nie przebijemy być może nigdy, bo to zasoby nagromadzone przez stulecia często imperialnej i kolonialnej pozycji tych najbogatszych krajów. Ale już jeśli chodzi o bieżącą dynamikę wzrostu PKB czy bieżący poziom PKB na głowę, mamy szansę powalczyć.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Tym bardziej że w porównaniu z wieloma europejskimi potęgami nasz kraj rozwija się szybciej i stabilniej, bez załamań, jeśli oczywiście wykluczyć sytuację w czasie pandemii, kiedy wszystkie gospodarki mocno straciły na dynamice wzrostu. Polska obecnie „biegnie” dwukrotnie szybciej niż Wielka Brytania, więc na Wyspach słychać co jakiś czas zaskoczone i zaniepokojone głosy, że imperium brytyjskie ma konkurenta ze wschodu Europy.
Obecny premier Keir Starmer, który w czasie kampanii wyborczej mobilizował wyborców wizją Polski wyprzedzającej w wyścigu gospodarczym Wielką Brytanię, opierał się na konkretnych prognozach Banku Światowego i think tanków brytyjskich. Wszystkie szacunki wskazywały na regularnie wyższe tempo rozwoju Polski i stopniowe doganianie Zjednoczonego Królestwa w kluczowych wskaźnikach gospodarczych, np. PKB na głowę w ujęciu realnym czy dochodzie narodowych brutto na mieszkańca w sile nabywczej PPP.
Według Banku Światowego PKB Wielkiej Brytanii na mieszkańca rósł średniorocznie o 0,5% w ujęciu realnym w latach 2010–2021, podczas gdy w Polsce o 3,6%. Jeśli te tendencje się utrzymają, do 2030 r. mieszkańcy Wielkiej Brytanii będą o 500 funtów (600 dolarów) biedniejsi od mieszkańców Polski jeśli chodzi o bieżące PKB przypadające na mieszkańca – informowały media, w tym Politico czy BBC.
A kogo nie będziemy mogli dogonić, bo regularnie od wielu dekad rozwija się dokładnie w naszym tempie albo nawet szybciej? To ojczyzna tulipanów i… portów morskich, a także korytarzy transportowych. Ten kraj nam po prostu ucieka i nie mamy na niego na razie „podejścia”. Różnicę w tempie rozwoju widać wyraźnie na wykresie pokazującym wskaźnik GNI per capita, czyli dochód narodowy brutto na mieszkańca w sile nabywczej PPP.

Jak najszybciej uciec przed… Polską?
Laburzystowski premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, ostrzegał, że Polska może prześcignąć Wielką Brytanię pod względem gospodarczym w ciągu tej dekady, do 2030 r. Oczywiście przy utrzymaniu obecnych kierunków i tempa rozwoju naszego kraju. Tak zresztą prognozuje Bank Światowy. Skąd taka prognoza? Polska osiągnęła w ostatnich latach status 21. gospodarki pod względem PKB na mieszkańca, a stało się dzięki bardzo dynamicznemu i stabilnemu wzrostowi przez ostatnie trzy dekady.
Bank Światowy podkreśla, że wzrost gospodarczy w naszym kraju wynosił przeciętnie ok. 5% rocznie przed pandemią. Następnie, między 2019 a 2022 rokiem polska gospodarka urosła o kolejne 10%, co było nie lada osiągnięciem wśród krajów europejskich. W tym samym czasie nieprzytomnie bogata w stosunku do Polski Wielka Brytania rozwijała się jednak dużo wolniej. Pełzała a nie biegła.
Oczywiście, ogromna różnica w PKB na głowę i w poziomie zamożności jest wciąż faktem, bo Wielka Brytania miała okazję rozwijać się od stuleci w dobrym tempie i jeszcze stosunkowo niedawno, na początku XX w. miała status największego imperium gospodarczego na świecie. Stąd polski wskaźnik PKB na głowę to mniej niż połowa tego, co przypada na jednego Brytyjczyka. Polska musiałaby podwoić albo nawet potroić wzrost, żeby w tej dekadzie dogonić Wielką Brytanię, a to raczej niemożliwe. Ale już samo zbliżanie się do takiego supermocarstwa gospodarczego – może być ciekawym dla nas doświadczeniem.
A jak jest z dochodem narodowym brutto na mieszkańca, opartym na parytecie siły nabywczej (PPP)? Ten wskaźnik bierze pod uwagę również przepływy pieniężne między krajami, co jest ważnym czynnikiem, bo polscy pracownicy za granicą wysyłają do kraju przekazy pieniężne. Wskaźnik ten uwzględnia też niższe koszty życia w Polsce w porównaniu z Wielką Brytanią. Według Banku Światowego, ten wskaźnik dla Polski wyniósł w 2022 r. ok. 42 000 dolarów, w porównaniu do ok. 55 000 dolarów dla Wielkiej Brytanii.
Londyński ośrodek badawczy Cebr WELT (Centre for Economics and Business Research) prognozuje, że Polska może wyprzedzić Wielką Brytanię w dochodzie narodowym brutto na mieszkańca opartym na PPP już w 2035 r. Inne wskaźniki mogą stać się podobne w obu krajach w 2040 r. I w tym czasie Polska może mieć już za sobą Włochy i Francję, a być może będzie skoncentrowana na pogoni za Niemcami. To jednak na razie szacunki oparte na założeniu, że polski wzrost gospodarczy będzie stale i bez załamań dwukrotnie szybszy niż u konkurentów z UE. Na razie jest często nawet ponaddwukrotnie szybszy.
Oczywiście nie należy wykluczyć scenariusza, że Polska jeszcze przyspieszy. Ośrodek Cebr WELT wiąże to m.in. ze zdolnością naszej gospodarki do przyciągania pracowników zagranicznych, którzy wypełnią rosnącą lukę na rynku pracy., a być może potencjał rozwojowy będzie na tyle duży, że do Polski powróci część wykwalifikowanych pracowników, którzy wcześniej wyjechali do pracy Do Europy Zachodniej, w tym do Wielkiej Brytanii. Taki napływ pracowników z wysoką kulturę pracy w połączeniu z nakładami na automatyzacje i robotyzację, może podnieść poziom produktywności, czyli to, co jest od lat bolączką w polskich firmach.
Dlaczego Polska nigdy nie dogoni Holandii?
A co powoduje, że Holandia biegnie w naszym tempie albo jeszcze szybciej niż Polska? Holandia natomiast, jako kraj od zawsze demokratyczny i wolnorynkowy ma za sobą stulecia rozwoju, więc – teoretycznie – nie powinna tak szybko biec do przodu. Jednak trudno byłoby wyznaczyć punkt, w którym Polska spotka się wreszcie z Holandią. Chyba, że będzie to boisko piłkarskie, o ile nasza drużyna będzie w dobrej formie…
Holandia pokazuje wzrost gospodarczy bez fajerwerków, za to oparty na solidnych podstawach. Trzyma w ryzach podstawowe wskaźniki polityki pieniężnej i fiskalnej, a także – utrzymuje stały i bardzo liberalny kors wobec prywatnego biznesu.
Po krótkiej stagnacji w 2023 r. po pandemii, wzrost Holandii wyniósł w 2024 r. solidne (jak na Europę) 0,8%, a na 2025 r. Komisja Europejska prognozuje przyzwoite 1,6%, a następnie w 2026 r. – 1,5%. Wzrost PKB jest więc już wyższy niż przeciętnie w sąsiednich krajach strefy euro, a dynamika cen – zdecydowanie niższa. Holandia osiągnie cel polityki pieniężnej EBC, inflację na poziomie 1,9%, w 2026 r. Stabilnie wyższy wzrost w porównaniu ze średnią dla strefy euro pokazuje analiza holenderskiego oddziału Banku BNP Paribas.

Kraj bardzo dba o równowagę gospodarczą. Deficyty budżetowe są dużo niższe niż w Polsce. W 2026 r. dziura budżetowa nie powinna przekroczyć 2,4% PKB. Na 2025 r. planowany jest deficyt 1,9% PKB. Podobnie całość długu publicznego trzymana jest na uwięzi i na razie wciąż nie przekracza bardzo niskiego dla strefy euro poziomu 45% PKB (w przeciwieństwie do Polski, która dochodzi z długiem do 60% PKB).
W tym roku w Holandii stopa bezrobocia ma osiągnąć tylko 3,8%. Dla porównania – w Polsce jest ona na jednym z najniższych unijnych poziomów 2,8%, ale mamy niższy od Holendrów poziom aktywności zawodowej. Ciekawe, że to gospodarka wciąż wchłaniająca rzesze pracowników, w tym osób z zagranicy. Liczba wakatów strukturalnie przewyższa liczbę bezrobotnych. W Polsce, według ostatnich danych GUS, na jedną ofertę pracy na początku tego roku przypadało aż 15 bezrobotnych. W Polsce trudniejsze i dłuższe jest też poszukiwanie nowej pracy.
Jak stać się hubem handlowym dla całej Europy?
Skąd bierze się pomyślność i stabilność gospodarki holenderskiej w sytuacji, gdy wokół tyle niepowodzeń, a największy sąsiad i partner gospodarczy (czyli Niemcy) notuje kolejne lata stagnacji? To zasługa… miejsca na mapie i pozycji, którą wyrobiła sobie Holandia przez stulecia, a ostatnio wśród krajów dawnej Wspólnoty Europejskiej. Holandia działa jako główne centrum handlowe dla całej Europy.
Ten kraj posiada największe porty morskie – Rotterdam i Amsterdam – gigantyczną w skali Europy infrastrukturę przeładunkową i transportową. Kraj pokryty jest gęstą siecią dróg, autostrad, linii kolejowych i kanałów żeglugowych. Dzięki tej infrastrukturze, Holandia zaopatruje większość terytorium Niemiec, ale i wszystkich pozostałych krajów leżących w dorzeczu Renu. Wystarczy spojrzeć na mapę, żeby zrozumieć, w jak doskonałym miejscu leży ten kraj i jak bardzo powiązany jest z krajami sąsiednimi. Widać to w korytarzach głównych szlaków drogowych, kolejowych i rzecznych w Europie.
Dodatkowo Holandia jest hubem dla ogromnej infrastruktury energetycznej Morza Północnego, z ropociągami i gazociągami podmorskimi, platformami wiertniczymi, a także coraz większymi obszarami morskich farm wiatrowych, infrastruktury wodorowej, magazynowania dwutlenku węgla, energii itp. Przesył dużej części surowców tradycyjnych i energii odnawialnej dla starej części Unii Europejskiej odbywa się właśnie poprzez infrastrukturę Holandii. Ciekawy pogląd na złożoność tego ekosystemu daje Program North Sea Energy dla tego obszaru, który w jednej z części zahacza też o infrastrukturę na naszym wybrzeżu zachodnim – Gazoport w Świnoujściu.
Holandia jest ze wszystkich stron szczelnie opakowana swoimi najważniejszymi partnerami handlowymi. Najważniejsze kraje pod względem handlowym to Niemcy, Belgia, Francja i Wielka Brytania. Na piątym miejscu w eksporcie holenderskim są Stany Zjednoczone, ale tylko 5% całego eksportu trafia za Ocean. Czy to oznacza, że Holandia może stosunkowo mniej stracić np. na ewentualnym wprowadzeni ceł na import z Europy do USA? Nie, bo jako hub handlowy może stracić zyski z przeładunku i transportu.
Holandia nie eksportuje do USA dużo, ale za to sporo importuje, głównie ropę naftową i gaz, a także instrumenty medyczne i szczepionki. Od początku inwazji Rosji na Ukrainę eksport ropy naftowej i gazu z USA do Europy gwałtownie wzrósł, a duża jego część przechodzi przez port w Rotterdamie. W związku z tym eksport USA do Holandii gwałtownie wzrósł w ostatnich czasach.
Holandia zajmuje szczególną pozycję w gospodarce USA, które eksportują do Holandii znacznie więcej niż z niej importują. Ciekawostką jest więc fakt, że Holandia jest partnerem handlowym, z którym USA mają największą nadwyżkę handlową. W 2023 r. bilans handlowy między USA a Holandią osiągnął nadwyżkę w wysokości 44 mld dolarów na korzyść USA, podczas gdy podobne dane z Francją i Niemcami wykazały dla USA deficyty wynoszące odpowiednio 14 mld dolarów i 83 mld dolarów. Holandia nie mieści się więc w retoryce prezydenta Donalda Trumpa, który oskarża UE o handlowe wykorzystywanie USA.
Achilles nigdy nie dogoni żółwia?
W znanym paradoksie Zenona z Elei występują dwie postaci. Achilles, który uważa się za wyjątkowo szybkiego biegacza (biegnie dwa razy szybciej niż żółw) i żółw, który jak wiadomo słynie z powolności. Ustawiają się do biegu na wybranym dystansie, ale Achilles, zadufany w sobie zawodnik, postanawia dać fory żółwiowi i ustawia się w punkcie oddalonym o 1/2 długości całego dystansu od mety. To logiczne, skoro biegnie dwa razy szybciej. Startują. W tym momencie Zenon z Elei zamyka scenę i ogłasza, że Achilles nie dogoni żółwia, bo zanim sam dobiegnie do linii startu żółwia, to konkurent będzie już w kolejnym odcinku biegu.
Problem polega na tym, że dystans dzieli się na odcinki. Achilles dobiegnie do 1/2 dystansu w momencie, gdy żółw dobiegnie do 3/4 dystansu. Biegną dalej. Achilles przebiega 3/4 dystansu, ale żółw jest już dalej, ucieka, pokonuje bowiem 3/4 i 1/8 dystansu. Kiedy Achilles znajdzie się w tym dokładnie miejscu, jego konkurent ponownie przebiegnie swój odcinek dystansu i będzie o 1/16 lepszy. Ponieważ każda całość da się podzielić na połowę, to ten wyścig będzie trwał w nieskończoność. Achilles nigdy więc nie dogoni żółwia. Nieważne przy tym, że biegnie dwa razy szybciej. Nie jest w stanie przeskoczyć pokonywania kolejnych połówek dystansu.
Wiele faktów w tej metaforze się nie zgadza, Holandia wystartowała wcześniej i z lepszej pozycji nie dlatego, że Polska była w sobie zadufana i dała Holandii fory. Polska po prostu była w innym miejscu historii i w innym miejscu kontynentu, i wystartowała z bardzo odległego miejsca, wtedy, gdy Holandia raźno pokonywała kolejne etapy rozwoju. Polska w ostatnich trzech dekadach biegnie szybko, niemal jak Achilles i zmniejsza dystans do wielu państw. Wielu ekonomistów podkreśla szybsze tempo Polski, nawet, jak w przypadku Achillesa, dwukrotnie szybsze. Widać to było na przykładzie rozwoju w ostatnich latach Wielkiej Brytanii.
Mamy trochę pecha, że obecnie ok. jedna trzecia naszej granicy nie jest tak efektywna, jak mogłaby być, gdyby nie było konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. W normalnych warunkach mielibyśmy idealne położenie między Skandynawią a południem Europy i portami Morza Śródziemnego, a także między bogatą zachodnią Europą a Rosją i dalej – Chinami. Wielki jedwabny chiński szlak miał przecież przechodzić przez nasze porty lądowe – huby handlowe – na granicy z Białorusią. Na razie to nierealne.
Trzeba mieć nadzieję, że wojna się zakończy, a Chiny ponownie będą potrzebowały hubu transportowego w środku Europy, jako bramy na zachód. Tymczasem powinniśmy wykorzystywać to, co możliwe. Uczynić z naszego wybrzeża jeszcze większy atut logistyczny i transportowy, rozwijać siec powiązań z sąsiadami z północy, zachodu i południa, zbudować centralny port komunikacyjny w środku kraju, który byłby zapleczem nie tylko pasażerskim, ale i transportowym, logistycznym i wojskowym.
Dlaczego warto wytrwale dążyć do celu? Przyda się przestroga z „Zająca i żółwia”. Chyba wszyscy znają temat z bajki Ezopa i Jeana de La Fontaine’a. O zającu, który tak był przekonany o tym, że potrafi biegać szybko, że… dał się ostatecznie wyprzedzić żółwiowi. To kolejna wersja przypowieści o żółwiu. Poczciwe zwierzę nie jest obdarzone przymiotem szybkości poruszania się, ale dziwnym trafem w europejskiej kulturze funkcjonuje jako pozytywny przykład uporczywej pracy, która ostatecznie daje bardzo dobre efekty.
Nawet w świecie najnowszych technologii kosmicznych i opartych na sztucznej inteligencji, nic nie zastąpi solidnej realnej gospodarki i infrastruktury przemysłowej i transportowej. A za krótki filmik animowany oparty na bajce de La Fontaine’a wytwórnia Disneya dostała Oscara w 1935 r. Filmik dla dzieci, i dla dorosłych:
Zobacz też rozmowę o tym jak Europa powinna próbować wykorzystać szansę, którą daje nam Donald Trump, by stać się samodzielnym mocarstwem, także handlowym:
Źródło zdjęcia: Maciej Danielewicz

