11 grudnia 2022

Prezes NBP pociesza udręczonych inflacją konsumentów: „wytrzymajcie, za 10 lat dogonimy Francję”. Oto cztery rzeczy, które w tym celu musimy zrobić. Drobiazg

Prezes NBP pociesza udręczonych inflacją konsumentów: „wytrzymajcie, za 10 lat dogonimy Francję”. Oto cztery rzeczy, które w tym celu musimy zrobić. Drobiazg

Adam Glapiński, szef Narodowego Banku Polskiego pociesza przyciśniętych inflacją Polaków: „wytrzymajcie jeszcze trochę. Ceny przestaną rosnąć, a za 10 lat będziemy mieli takie PKB na mieszkańca jak Francja”. Ale czy to w ogóle możliwe? Co musiałoby się stać, żeby Polska była „drugą Francją”. Tylko cztery rzeczy. Drobiazg

Prezes NBP co miesiąc roztacza przed nami wspaniały obraz świata, w którym jesteśmy gospodarczą i polityczną potęgą, a tylko kwestią czasu jest to, że dogonimy bogaty Zachód. Maciek Samcik publicznie zadeklarował, że uwielbia słuchać prezesa Glapińskiego. Ostatnio podrzucił prezesowi kilka pomysłów, które powinny uczynić jego wypowiedzi bardziej wiarygodnymi. A więc i jeszcze milszymi do słuchania.

Zobacz również:

W ostatni czwartek prezes NBP nieomal obiecał nam, że wkrótce będziemy zamożni jak Francuzi. A dokładniej: Adam Glapiński wyraził nadzieję, że Polska – przy dobrym tempie rozwoju – może dogonić Francję, jeśli chodzi o poziom PKB przypadającego na mieszkańca. Czy to mogłoby oznaczać, że będziemy też zarabiali jak Francuzi (a więc trzy razy więcej niż teraz) i będzie nas stać na to wszystko, na co stać Francuzów?

Na początek ważne zastrzeżenie, czynione również przez prezesa NBP: doganianie czy ewentualne dogonienie Francji w poziomie PKB na mieszkańca absolutnie nie oznacza, że staniemy się „drugą Francją”. Zresztą nie ma co ścigać się na takie zestawienia. W przeszłości mieliśmy już być „drugą Japonią”, potem „drugą Irlandią”. Ostatnio jeden z ekonomistów amerykańskich, Barry Eichengreen, porównał Polskę do Korei Południowej, chwaląc nasz potencjał rozwojowy, dynamikę gospodarczą, a także wyniki makroekonomiczne osiągane przez nasz kraj przez ostatnie dwie dekady.

Francja, czyli inna liga

Ale Francja to inna liga. Przed naszym ostatnim meczem na Mundialu w Katarze jeden z francuskich portali zestawił potencjały gospodarcze Francji i Polski. Z porównania wyszło 3:1 dla Francji, czyli dokładnie taki wynik, jakim rzeczywiście zakończył się mecz piłkarski.

Na razie nasze miejsce w szeregu państw europejskich pod względem PKB na mieszkańca nie wskazuje na to, żebyśmy szybko nadgonili dystans do Francji. Spójrzmy na grafikę Eurostatu, który wyróżnia PKB na mieszkańca (GDP per capita), ale też miarę AIC, czyli rzeczywistą konsumpcję indywidualną (AIC per capita). Infografika poniżej pokazuje mapę Unii Europejskiej ze wskaźnikiem AIC za 2021 r., czyli według ostatnich dostępnych danych:

AIC jest miarą dobrobytu materialnego gospodarstw domowych. W 2021 r. AIC na mieszkańca wyrażony w standardach siły nabywczej (PPS) wahał się od 63% do 146% średniej UE w 27 państwach członkowskich. Takie informacje pochodzą z publikowanych przez Eurostat danych o parytetach siły nabywczej.

Z tych danych wynika, że dziewięć państw członkowskich odnotowało poziom konsumpcji indywidualnej i PKB na mieszkańca powyżej średniej UE i w tej grupie jest Francja, w której te wskaźniki były o ok. 10% wyższe niż średnia unijna. Trzynaście państw członkowskich znalazło się poniżej średniej. W Polsce poziom konsumpcji indywidualnej i PKB na mieszkańca znalazł się w przedziale między 11-20% poniżej unijnej średniej.

Tyle statystyka unijna. Pokazuje ona miejsce Polski w innej grupie państw niż te najbogatsze, w tym Francja. Czy w przyszłości Polska mogłaby się przesunąć na tej drabince nieco wyżej? Mogłaby, ale wymaga to wielu lat pracy i kolejnych dużych zmian w naszej gospodarce, rynku pracy i demografii. Powinniśmy:

>>> stać się krajem o gospodarce bardziej rynkowej, a nie kontrolowanej przez państwo;

>>> zwiększać konkurencyjność polskich firm, poprawiać ich wydajność i produktywność;

>>> lepiej przygotowywać młodzież do zmian na rynku pracy, przyciągać specjalistów z innych krajów;

>>> (to zapewne najtrudniejsze) zwiększać potencjał demograficzny naszego kraju.

Zanim nie uporamy się z tymi podstawowymi wyzwaniami, możemy mieć spore trudności z utrzymaniem naszej dynamiki wzrostu poziomu PKB na mieszkańca. A oto główne powody, dla których uważam, że na razie taki awans nie będzie możliwy. W Katarze nie mogliśmy awansować, bo przeszkodzili nam Francuzi, w awansie unijnym Francuzi nam pomagają od wielu lat i mogą pomóc w przyszłości. Ale nie da się dogonić ich w ciągu jednej dekady.

Czym imponuje światu Francja? I jak możemy ją gonić?

Francja ma oczywiście wiele atutów, o których niemal wszyscy na świecie wiedzą, ponieważ jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych krajów dla zdecydowanej większości z 8 miliardów Ziemian. Francja jest rozpoznawalna:

>>> turystycznie i kulturalnie – Paryż jest najczęściej odwiedzanym miejscem na globie i bije na głowę wszystkie inne atrakcje naszej planety. A to tylko jedna z wielu atrakcji tego kraju. Marką samą w sobie – nieźle sprzedawaną – jest francuska kultura dawna i obecna. A także francuska kuchnia.

>>> gospodarczo i pod względem siły marek – raczej trudno znaleźć człowieka, który nie kojarzyłby co najmniej kilku produktów francuskich, czy to przemysłowych, czy spożywczych. Często są to tak silne marki, że zazwyczaj znamy je choćby ze słyszenia „od zawsze”. Renault, Citroen, Michelin, Airbus, Yves Rocher, Danone, Carrefour, Auchan, Chanel, Dior, nazwy serów i wina…

>>> migracyjnie i językowo – Francja jest docelowym miejscem wielu kategorii migracji stałej lub czasowej – studentów, naukowców, specjalistów, uchodźców wojennych, imigrantów ekonomicznych, dysydentów politycznych itd. Język francuski, mimo że stracił swoją XIX-wieczną pozycję lingua franca, jest wciąż językiem ojczystym lub językiem bardzo dobrze znanym dla wielu setek milionów mieszkańców wielu krajów – m.in. w Kanadzie, Afryce, Azji Południowo-Wschodniej.

>>> finansowo i materialnie – Francja i jej obywatele mają zgromadzony przez wieki rozwoju cywilizacyjno-gospodarczego, m.in. w czasach kolonialnych, majątek, który plasuje ten kraj na jednym z pierwszych miejsc na świecie pod względem wartości bogactwa narodowego. Wartość aktywów pozostających w rękach prywatnych (w tym nieruchomości i dzieł sztuki), a także poziom oszczędności Francuzów są wielokrotnie wyższe niż w Polsce.

Tego wszystkiego oczywiście nigdy Polska nie osiągnie. Ale możemy powalczyć w sferze statystyki, bieżących wskaźników gospodarczych, które mają wpływ na dochody ludzi. Czy tutaj dalibyśmy radę? Oto cztery miejsca, w których możliwa jest rywalizacja. Ale nawet pod tym względem pościg może się Polsce jeszcze przez wiele dekad nie udawać, tym bardziej że Francja też nie stoi w miejscu, wykorzystując bezwzględnie swoje przewagi. Są cztery powody, dla których Francja nie da się łatwo dogonić:

>>> wysoka wydajność pracy (mimo najkrótszego w Unii Europejskiej tygodniowego czasu pracy)

>>> posiadanie przedsiębiorstw o zasięgu globalnym i dochodach generowanych na całym świecie, korzystających z wypracowanych we Francji innowacji w najbardziej zaawansowanych dziedzinach przemysłu

>>> bardzo rozwinięta konsumpcja prywatna, rozwinięty sektor usług konsumpcyjnych i finansowych

>>> demografia – najwyższy wskaźnik przyrostu urodzeń w Europie (w Polsce mamy jeden z najniższych)

Po pierwsze: krótki tydzień pracy i… wysoka wydajność

Słyszałem kiedyś od jednego ze znajomych dosyć pobłażliwą dla Francji opinię: oni się rozwijają wolniej, pracują krócej, w ciągu dnia robią sobie 2-godzinną przerwę na lunch, a w ogóle im nie chce się tak ciążko pracować jak nam, Polakom.

To prawda, Polacy spędzają w pracy więcej czasu w ciągu tygodnia. Nie idzie za tym niestety wysoka wydajność pracy. Można by nawet pomyśleć, że im dłużej pracujemy, tym mniej efektywnie. A im Francuzi krócej pracują i im wcześniej w każdy piątek wychodzą z pracy, spiesząc się na weekend, tym ten czas pracy wykorzystują efektywniej.

Francja jest w czołówce krajów świata z najlepszą wydajnością czasu pracy i największą produktywnością na jednego pracownika. Są w ogonie pod względem czasu pracy, ale na jednym z pierwszych miejsc (według niektórych danych – nawet na pierwszym miejscu na świecie) pod względem wydajności.

Poniżej grafika pokazująca miejsce Francji i Polski pod względem wydajności i produktywności w Europie. Wysoka pozycja Luksemburga i Irlandii jest skutkiem monokultury – przewagi sektora usług finansowych w strukturze gospodarki:

Polska wydajność pracy oczywiście poprawia się w ostatnich latach. Jest to w dużym stopniu wynikiem inwestycji zagranicznych i obecności zachodnich, w tym – francuskich, firm w naszym kraju. Wielkie firmy z zachodniej Europy czy z USA mają bowiem sprawdzone wzorce zwiększania efektywności i wydajności pracy, wnoszą dobrą organizację czasu pracy i logistyki zaopatrzenia w półprodukty, a także są silnie nastawione na efekt końcowy.

Polska gospodarka jest bardzo zróżnicowana. Mamy mnóstwo drobnych firm produkcyjnych, stanowiących ekosystem dla wielkich producentów globalnych, ale też produkujących samodzielnie. To niezły bezpiecznik na czasy kryzysu. Nie jesteśmy jak Finlandia uzależnieni od jednej Nokii czy jak Estonia od produkcji sprzętu komputerowego. Mamy ogromny sektor małych gospodarstw rolnych i małych producentów żywności, co zapewnia nam samowystarczalność w zakresie żywności, jest ona dobra i dość tania. Ale wskaźnik wydajności pracy jest w takich warunkach trudny do poprawy.

Polacy nie są jeszcze tak wymagający konsumpcyjnie jak obywatele zachodniej części Europy. Zwracają uwagę raczej na niskie ceny, a mniej na jakość. Akceptujemy produkty i usługi mniej „wypracowane” niż w zachodniej części Europy. A skoro akceptujemy, to cały sektor małych i średnich firm nie musi się aż tak bardzo starać, może zaoszczędzić na kosztach na rynek wewnętrzny. Bez większej standaryzacji produktów na najwyższym światowym poziomie nie uda nam się zbudować gospodarki wysokiej jakości.

Na razie, według niektórych danych, nasza wydajność pracy jest jedną z najniższych na świecie. Tak np. widzi nasze miejsce ośrodek analityczny ExpertMarket (część francuska), korzystający z danych OECD. Tytuł grafiki to – kraje najmniej produktywne na świecie w 2020 r.:

Po drugie: globalne firmy i globalne inwestycje

Firm globalnych w Polsce nie mamy. Od czasu wejścia do Unii Europejskiej staramy się budować w Polsce model małej gospodarki otwartej na wymianę handlową z zagranicą, głównie z krajami europejskimi. W nastawieniu na eksport idziemy śladem naszego największego partnera handlowego, sąsiada zza Odry. Z tym że Niemcy są graczem globalnym, liderem w produkcji na eksport do wielu krajów świata, w tym do USA i Chin. Polska eksportowo ogranicza się zasadniczo do strefy euro. To daje nam jednak dużą stabilność wymiany handlowej, ponieważ strefa euro jest największym i najbogatszym wolnorynkowym obszarem handlowym na świecie.

W Polsce nie mamy nie tylko firm globalnych, ale trudno nawet o liderów rynku środkowoeuropejskiego. Przez wiele lat cieszyliśmy się z bezpośrednich inwestycji zagranicznych i z tego, że lokowane są w naszym kraju zachodnie fabryki czy sieci handlowe. Mamy jednak wciąż mało własnych dużych firm prywatnych, największe firmy to dawne monopole państwowe, które wciąż pozostają pod kontrolą polityków.

W najważniejszym giełdowym indeksie WIG20 dominują spółki Skarbu Państwa, z tradycyjnych sektorów – finansowego, wydobywczego, przemysłowego, energetycznego. Trochę jak w USA w XIX wieku. Spółki nowej gospodarki, poza CD Projekt, są raczej niewielkie i nawet jeśli mają sukcesy innowacyjno-biznesowe, to ich skala działania jest raczej lokalna.

Dopóki nie będziemy mieli firm śmiało inwestujących poza Polską i prowadzących agresywną ekspansję za granicą, choćby w regonie, dopóty nasza gospodarka nie zyska ani siły, ani rozpoznawalności marek na świecie. Wciąż jesteśmy tylko poddostawcą półproduktów lub fabryką montażową dla przemysłu niemieckiego, nie mamy własnych marek, sprzedajemy mnóstwo produktów pod markami innych firm i trudno jest w tych produktach znaleźć informacje o kraju pochodzenia.

Prowadzony ostatnio przez rząd i PKN Orlen proces konsolidacji części przemysłu wydobywczo-energetycznego pod brandem Orlenu jest na razie projektem politycznym. Ma też oczywiście swój wymiar gospodarczy, ale widoczny raczej lokalnie w kraju. I na razie nie wiemy, czy efekty będą pozytywne dla konsumentów.

Trudno nam też będzie zwiększać wartość naszego PKB na mieszkańca, jeśli nasza gospodarka nie będzie miała w zanadrzu takich lokomotyw innowacyjno-eksportowych jak np. produkcja (współprodukcja) rakiet, samolotów, samochodów, superszybkich pociągów, wszelkiego rodzaju uzbrojenia itd. Takie lokomotywy ma Francja. My raczej jeszcze w skromnym zakresie. A większość uzbrojenia kupujemy za granicą. Podobnie jest z technologią energetyki jądrowej czy odnawialnej.

Oto miejsce Polski w zakresie innowacyjności w Europie. Według Światowego Forum Ekonomicznego jesteśmy na 4. miejscu od końca. Francja jest w grupie krajów o „silnym poziomie innowacyjności”.

Na razie nasz wzrost PKB na mieszkańca wisi na eksporcie do strefy euro, głównie do Niemiec. O kierunkach współpracy i również o naszym rozwoju decydują inni. Brak nam jeszcze samodzielności, która jest cechą takich gospodarek jak francuska.

Po trzecie: zamożni konsumenci, którzy wydają pieniądze

Francuzi dużo konsumują. I to konsumują głównie własne produkty przemysłowe i spożywcze, które uważają za najlepsze, cechujące się najlepszą światową jakością. Takie podejście konsumentów wymusza wosoką jakość produkcji na rynek wewnętrzny. Konsumpcja prywatna jest nad Sekwaną jednym z najważniejszych motorów rozwoju gospodarki. Przy czym jest to konsumpcja na wszelkich możliwych poziomach dostępnych rozwiniętemu społeczeństwu. Poczynając od zaspokajania potrzeb najbardziej podstawowych, po te najbardziej zindywidualizowane i wyjątkowe.

Polacy nie są jeszcze społeczeństwem na takim poziomie konsumpcji jaki ma Francja. Francję odwiedzają dziesiątki milionów cudzoziemców w ciągu roku, więc sprzedaż różnych towarów może iść pełną parą nawet wtedy, kiedy Francuzi zachęcani są – jak obecnie – do oszczędzania kryzysowego i zaciskania pasa z powodu rosnących kosztów życia. Do tego dochodzi sprzedaż online, a francuskie towary są często w swoich kategoriach produktami pierwszego wyboru, więc – problemów ze sprzedażą na całym świecie raczej nie ma.

Różnice w poziomie konsumpcji między dwoma krajami widać w statystykach Eurostatu. Polska jest na jednym z ostatnich miejsc w tej kategorii. Liczy się oczywiście zamożność i siła nabywcza społeczeństwa.

Obraz handlu we Francji kontrastuje z widokiem ulic wielu polskich miast. Wystarczy spojrzeć na wielkie handlowe niegdyś ulice stolicy naszego kraju. Ulica Marszałkowska i Aleje Jerozolimskie w Warszawie, ścisłe centrum europejskiej metropolii – to ulice pozbawione handlu. W galeriach handlowych dominują produkty wielkich światowych producentów towarów ze średniej i niższej półki cenowej. Produkty droższe i uważane za lepsze, bardziej luksusowe to raczej produkty zagraniczne. Tu niewiele się zmieniło przez 30 lat.

Francja natomiast szczyci się własnym silnym segmentem produktów luksusowych, jednym z najsilniejszych na świecie. A jest to biznes tyleż prestiżowy, ile wyjątkowo dochodowy. Sektor ten najlepiej reprezentuje koncern LVMH, który pod względem wartości giełdowej znajduje się na 20. pozycji wśród wszystkich firm na świecie. Jest to najwięcej warta spółka europejska, a zarazem największa firma na świecie oferująca produkty luksusowe: odzież, biżuterię, zegarki, kosmetyki i alkohol.

Właścicielem koncernu jest Bernard Arnault, jeden z najbogatszych ludzi na świecie, o majątku ok. 150 mld euro. Na liście najbogatszych Polaków w miesięczniku Forbes na pierwszym miejscu w 2022 r. znalazł się Michał Sołowow, którego majątek wyceniono na ok. 27 mld zł., co daje ok. 5,6 mld euro, czyli 27 razy mniej niż posiada najbogatszy Francuz.

Przyzwyczajenie Francuzów do życia towarzyskiego i częstego spotykania się ze znajomymi poza domem, a także zwyczaj częstych wyjazdów weekendowych i wakacyjnych w kraju, który oferuje nieskończone możliwości wypoczynku, zwiedzania i spędzania czasu „na mieście” i na łonie natury, jest również motorem bardzo dużej konsumpcji usług, szczególnie kulinarnych i hotelarskich.

Francuzi może nie tak powszechnie jak Amerykanie inwestują swoje oszczędności w akcje spółek na rynku kapitałowym, ale za to Francja jest ogromnym rynkiem inwestycji w bardziej stabilne i bezpieczne aktywa, jak np. nieruchomości, dzieła sztuki, produkty emerytalne, ubezpieczenia zdrowotne, na życie. Wszystkie mechanizmy konsumpcji wspomagane są oczywiście przez bogatych rezydentów z innych krajów zasilających Francję w kapitały. Francja to raj do mieszkania dla bogaczy z całego świata, i oni również dokładają się do bogactwa Francuzów.

Po czwarte: demografia. Pomaga Francji, a nie Polsce

Ostatnim wybranym przeze mnie atutem Francji jest demografia. Nasz kraj w ciągu 30 lat demokracji, wolnego rynku i gospodarki kapitalistycznej, która wprowadziła nas na tory relatywnej zamożności w porównaniu do wielu innych krajów na świecie, stracił przewagi demograficzne, które miał jeszcze na początku lat 90. Wtedy wydawało się, że społeczeństwo polskie jest młode i dynamiczne, a społeczeństwa zachodniej Europy są stare i pozbawione perspektyw rozwojowych.

Sytuacja się odwróciła. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci, i żadne finansowe zachęty nie są w stanie zmienić tego trendu, ponieważ dotyczy on w tej chwili już nie tyle chęci rodzenia dzieci, ile po prostu liczby kobiet, które ze względu na swój wiek mogą rodzić dzieci. Takich kobiet jest po prostu za mało, a będzie jeszcze mniej. Według najnowszych badań GUS liczba Polaków zmniejszy się o ok. 4,4 mln do roku 2050.

Tymczasem demografia i liczba urodzeń to siła Francji, kraju z zakorzenionym modelem rodziny 2+3 czy 2+4. Dużo dzieci rodzi się oczywiście w rodzinach imigrantów niedawno przybyłych do Francji, ale nie tylko. Francja ma jeden z najbardziej na świecie rozbudowanych systemów wsparcia dla rodzin z dziećmi, poczynając od sposobu rozliczania się z podatku dochodowego w zależności od liczby dzieci. Dochodzi do tego system żłobków, przedszkoli, w każdym miejscu, dla wszystkich dzieci. A rodzina z dziećmi może liczyć na spore mieszkanie, w zależności od liczny dzieci, za które może nawet nie zapłacić.

Według danych Eurostatu Francja jest liderem urodzeń przypadających na kobietę. Średnia liczba dzieci urodzonych przez Europejkę to 1,5 dziecka, podczas gdy we Francji w 2020 r. wskaźnik ten wyniósł 1,83, najwięcej w UE. W Polsce wskaźnik wynosi 1,39 i należy do najniższych w UE. A jeszcze w 1990 r. wynosił 2,06.

 

Polskie 500+ czy innego typu wsparcie dla dzieci to niewielka część tego, na co mogą liczyć rodzice i dzieci we Francji. Faktem jest, że wydatki budżetowe na politykę społeczną we Francji są kolosalne i odbywają się kosztem zwiększania zadłużenia państwa, ale efekty są wymierne. Wszyscy wiedzą, że we Francji opłaca się mieć dzieci.

Wiedzą o tym m.in. mieszkańcy dawnych francuskich kolonii, którzy ciągną nad Sekwanę niepowstrzymaną falą. Rodzi to czasem problemy, ale Francja od setek lat jest krajem niezwykle otwartym na przybyszów. To jest jej siła. Przez wiele lat po II Wojnie Światowej imigranci z kolonii byli tanią siłą roboczą i budowali bogactwo Francji w czasach „les trente glorieuses”, czyli trzydziestolecia niesłychanego wzrostu gospodarczego od roku 1945 do 1975.

Okres ten, poza wszelkimi pozytywnymi dla Francji czynnikami rozwoju gospodarczego, zaowocował też eksplozją demograficzną. Ówczesny baby-boom to m.in. przyczyna rewolucji 1968 r., ale też siła napędowa konsumpcji i rozwoju aż do obecnych czasów.

Imigranci to nie tylko robotnicy, to również wielcy Francuzi na przestrzeni wieków – naukowcy (i najwybitniejsza z nich – Maria Skłodowska), muzycy (i największy z nich – Fryderyk Chopin), architekci, malarze, piosenkarze, pisarze itd. Znajdują we Francji warunki do nauki, pracy i osiągnięć twórczych. Niesamowita właściwość przyciągania zdolnych i twórczych ludzi z całego świata przekłada się również na dynamikę gospodarczą. To prawdziwa wielkość Francji.

Polska o wiele mniej korzysta z tych szans na pozyskanie potencjału ludzkiego z zewnątrz. A jednocześnie co chwila zdarzają się nam fale wielkich emigracji, odpływów z kraju, ostatnia fala – po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, kiedy wyjechało z kraju 1-2 mln młodych osób. Ci emigranci zakładali rodziny już poza Polską, w Wielkiej Brytanii czy Irlandii rodziły się dzieci, które zapewne już nigdy do Polski nie wrócą na stałe. Brak dynamiki społecznej i otwarcia się na świat może być powodem coraz mniejszych zdolności rozwojowych. Rozwijają się bowiem społeczeństwa młode, a nie starzejące się.

Wszystko w życiu ma swój porządek

Jeśli więc prezes NBP mówił o możliwości dogonienia Francji w ciągu 10 lat, to może miał na myśli, że byłby to ostatni moment zanim polskie społeczeństwo nie zacznie się kurczyć na dobre i zanim straci demograficzny potencjał do rozwoju.

Jednak w 10 lat nie zdążymy naprawić problemów i różnic dzielących nas od Francji. A niektórzy ekonomiści przewidują, że kolejne 10-lecie upłynie w Polsce raczej na walce z podwyższoną inflacją i z niskim wzrostem gospodarczym, a nie na doganianiu najbogatszych krajów. Niski poziom inwestycji krajowych i niski poziom bezpośrednich inwestycji zagranicznych to słaba perspektywa, gdybyśmy chcieli dokonać kolejnego skoku wydajności i produktywności.

Prezes NBP uznałby to za czarnowidztwo, ale dowodów na przeciwny – optymistyczny – rozwój wydarzeń nie przedstawił. Co więc możemy robić? Działać efektywnie w tych ramach, które mamy do dyspozycji. A w skali świata mamy sporo. Tu prezes NBP ma absolutną rację: jesteśmy jednym z bogatszych państw na świecie, choć daleko nam do najbogatszych. Jednak to, co udało nam się osiągnąć przez ostatnie 30 lat, jest spektakularne.

NBP ma swój mandat. Polityka pieniężna nie zajmuje się wydajnością pracy, rozwojem wielkiego przemysłu, innowacjami technologicznymi, rozwojem rynku kapitałowego, wspieraniem konsumpcji i poziomu oszczędności społeczeństwa czy demografią. Może natomiast pomagać w tym, żeby wartość pieniądza była stabilna, waluta silna, a kraj atrakcyjny dla inwestorów. I na tym powinien się skupić prezes Adam Glapiński.

Na zakończenie kilka cytatów z prezesa NBP, które dodają otuchy: „Na tle innych krajów sytuacja Polski jest wyjątkowo dobra”. „Polska zaraz będzie krajem z jednocyfrową inflacją i całkiem przyzwoitym rozwojem gospodarczym”. „No, jest kryzys, bo jest wysoka inflacja. Ale poza tym wszystko jest OK”. W dobrych humorach – zaraz po świętach – możemy więc zabrać się za doganianie Francji.

Źródło zdjęcia: Maciej Danielewicz

————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o Finansach” i korzystaj ze specjalnych porad Macieja Samcika na kryzysowe czasy  zapisz się na weekendowy newsletter Maćka Samcika i bądźmy w kontakcie! W każdą sobotę lub niedzielę dostaniesz e-mailem najnowsze porady dla Twojego portfela.

>>> Zapisz się też na nasz „powszedni”, poranny newsletter „Subiektywnie o świ(e)cie” – przy porannej kawie przeczytasz wszystkie najważniejsze wieści dla Twojego portfela, starannie wyselekcjonowane i luksusowo podane przez Macieja Danielewicza i ekipę „Subiektywnie o Finansach”.

————

ZOBACZ OKAZJOMAT SAMCIKOWY: 

Obawiasz się inflacji? Zastanawiasz się, co zrobić z pieniędzmi? Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – to aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także zestawienie dostępnych dziś okazji bankowych (czyli 200 zł za konto, 300 zł za kartę…). I zacznij zarabiać na bankach:

>>> Ranking najwyżej oprocentowanych depozytów

>>> Ranking najlepszych kont oszczędnościowych. Gdzie zanieść pieniądze?

>>> Przegląd aktualnych promocji w bankach. Kto zapłaci ci kilka stówek? I co trzeba zrobić w zamian?

————

ZOBACZ WEBINAR:

Subscribe
Powiadom o
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Laszlo Kret
1 miesiąc temu

Ale jak to? To ludzie wolą Balsaca od wiecznie-cierpiącej-Polski-Chrystusem-narodów-będącej Mickiewicza?

To ględzenie Glapińskiego mi przypomina jak Miłosz twierdził, że kolejnym lingua franca będzie język polski — bo tylko w nim mamy bogactwo słownictwa na określenie matki.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Laszlo Kret

Defetysta 🙂

Łukasz
1 miesiąc temu

Ta grafika Expert Market dotyczy raczej członków OECD, a nie całego świata.

Jacek
1 miesiąc temu

Obyśmy tylko tej Francji nie dogonili w sferach innych niż ekonomiczne…

Piter
1 miesiąc temu

Panie Głapuś idź Pan oddaj swoją pensję dla tych co stracili na oszczędnościach. Kłamstwo inflacyjne polega na tym, że jak spadnie ona już do tych 2,5% to i tak oznacza rosnące ceny i to od znacznie wyższej bazy. O skutecznej walce z inflacją możemy mówić gdyby dzięki deflacji ceny spadły do takiego poziomu jaki byłby kiedy utrzymany byłby reżim 2,5% przez cały ten okres ewentualnie zerowa inflacja przez bardzo długi okres, tylko wtedy Głapuś nie będzie miał na ODSZKODOWANIA dla oszczędzających na „czarną godzinę”. Można okradać podatkami, można okradać odsetkami i jak się okazuje można również okradać inflacją!!! Teraz jeszcze… Czytaj więcej »

Łukasz
1 miesiąc temu

Znakomita analiza!

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Łukasz

Można by powiedzieć, że magnifique

Wer
1 miesiąc temu

Przepraszam Glapińskiego, ale co mnie obchodzi abstrakcyjny PKB, skoro ważniejsze jest ile ja, Ty czy inna konkretna osoba będzie mieć? PKB to tylko taka zbiorcza statystyka.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!