Jak dużo zyskać i mało „włożyć”? Jak wygrać miliony i niewiele się nad tym napracować? Takie pytania najczęściej zadają sobie osoby biorące udział w loteriach. Loterie i psychologia graczy to bardzo ciekawy temat, bo na gry losowe wydajemy miliardy złotych w skali roku. Jeśli też sobie takie pytania stawiasz, to… mamy problem. Zadajmy też inne: czy są loterie lepsze i gorsze, jak grać, żeby to miało sens
Wszystko jest dla ludzi. Także gry losowe, czyli loterie. Ale chodzi o to, żeby być świadomymi konsumentami rynku gier. Jeśli gra sprawia nam przyjemność, jeśli traktujemy ją jak rozrywkę, to znaczy, że mamy zdrowy stosunek to tego „przemysłu”. Jeśli natomiast myślimy o grze jako o sposobie „inwestowania” czy pomyśle na szybki zarobek, oznacza to problemy.
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Jeżeli loterie i gry losowe to rodzaj rozrywki, jeszcze jeden wydatek konsumpcyjny, to bądźmy konsumentami, którzy czerpią radość z wydawania pieniędzy (to wydatek z podobnej kategorii jak zapłacenie za możliwość obejrzenia filmu na platformie VOD czy kupienie dostępu do gry sieciowej), ale nie traktują gier losowych jako sposobu na poprawę swojej sytuacji finansowej. Pamiętajmy, że prawdopodobieństwo głównej wygranej w Lotto da się wyrazić zawrotną liczbą: jeden do 14 milionów.
Czyli musimy przygotować się do myśli, że praktycznie nigdy nie wygramy, a gra losowa jest czystą rozrywką, a z kolei dla operatora gier losowych jest rodzajem łatwego dochodu, dzięki któremu państwo może zrealizować niektóre cele społeczne bez podnoszenia podatków. Zapraszam do przeczytania fragmentów rozmowy z Michałem Krawczykiem z Uniwersytetu Warszawskiego. Rozmawiają prof. Joanna Tyrowicz (ośrodek badawczy GRAPE) i Patrycja Maciejewicz (dziennikarka „Gazety Wyborczej”).
Patrycja Maciejewicz: Moja ulubiona liczba to 23. Tak mi się przynajmniej wydaje. Ale jeszcze nic nie wygrałam, na nią stawiając. Czy to coś ze mną jest nie tak, a może coś nie tak jest z moją liczbą?
Michał Krawczyk: A grasz? Bo jeżeli nie grasz, to nie wygrałaś i w tym nie ma nic niewłaściwego.
Patrycja Maciejewicz: Zdarzało mi się kiedyś grać, ale rzeczywiście porażki mnie zniechęciły.
Michał Krawczyk: Tak musi być, żeby ten interes się kręcił. Musimy wygrywać dużo mniej, niż „inwestujemy”. No i w dodatku ten rozkład jest specyficzny. To znaczy, jest nieliczna garstka tych, którzy wygrywają i zdecydowana większość tych, co przegrywają.
Patrycja Maciejewicz: To prawda, że kasyno zawsze wygrywa?
Michał Krawczyk: Kasyno też zawsze wygrywa w długim okresie, ale w kasynie ten rozkład może być trochę inny. To znaczy, w kasynie może być tak, że wygramy trochę i stwierdzimy, że to nam wystarczy. Natomiast w loteriach ten rozkład jest, jak ekonomiści go nazywają, prawoskośny. To znaczy, że jest bardzo mała szansa na gigantyczną wygraną. Tak jest, jeżeli gramy w lotto. Tam szansa wynosi 1 do 14 milionów, a w innych grach jest jeszcze mniejsza. Z dużo większym niż 50% prawdopodobieństwem te pieniądze, które zainwestowaliśmy w los, po prostu stracimy. W przypadku pojedynczej gry na ruletce ten rozkład nie jest aż tak ekstremalny.
Joanna Tyrowicz: Czyli w kasynie strata jest mniejsza niż w przypadku loterii. Chociaż wydaje się, że powinno być odwrotnie, bo kupon na loterię nie jest bardzo drogi. I to jest jeden z powodów, dla których loterie mogą być tylko monopolem państwowym. Gdyby to była prywatna „impreza”, to byłaby po prostu maszyna do robienia pieniędzy.
Patrycja Maciejewicz: Czy w takim razie to hazard jest zły czy raczej tylko loterie? Z tego, co powiedzieliście, wynika, że tylko loterie…
Michał Krawczyk: Nie do końca. Jeśli ktoś kupuje sobie kupon Lotto, to w znacznej większości przypadków nie prowadzi to do uzależnienia i bankructwa. Gra w kasynie jest bardziej ryzykowna. Liczba graczy jest znacznie mniejsza, ale ci gracze, którzy są na tym rynku aktywni, tracą dużo więcej pieniędzy, bo dużo więcej pieniędzy inwestują. I prawdopodobieństwo uzależnienia behawioralnego jest dużo większe, niż gdy wyłącznie gramy w Lotto.
Częściowo to wynika z tego, że Lotto to są losowania, które mają swój rytm. Odbywają się raz czy dwa razy w tygodniu. I możemy jakoś w naturalny sposób dostosować do tego swoje zakupy. Ktoś może mieć taki zwyczaj, że przed każdym losowaniem kupuje jeden los. W większości krajów można już mieć po prostu subskrypcję, tzn. mieć konto online i kupować losy. Te wydatki nie są duże, bo los kosztuje parę złotych czy euro. Natomiast, jeżeli pójdziemy do kasyna, to tę kwotę, którą weźmiemy ze sobą z domu, możemy przegrać w całości.
Joanna Tyrowicz: Psychologowie mówią też o tym, że „siła” tego przeżycia, gdy siedzisz przed telewizorem i oglądasz losowanie, jest jednak behawioralnie mniej intensywna. To mniej stymulujące przeżycie, niż kiedy uczestniczysz w jakiejś formie gry hazardowej, w interakcji z innymi ludźmi, w jakiejś konkretnej atmosferze. Natomiast, jeżeli nie wiesz, że ta loteria jest aż tak strasznie niekorzystna, że organizuje ją państwo, jeśli widzisz, że jest reklamowana, a reklama mówi, że loteria wspiera sport, kulturę, młodzież… Jeśli myślisz, że naprawdę masz szansę na wygraną, wtedy podejmujesz decyzję w znacznym stopniu pod wpływem dezinformacji albo w nieświadomości.
Michał Krawczyk: I to ma oczywiście istotne konsekwencje dla właściwej regulacji tego rynku.
Patrycja Maciejewicz: Wchodzisz do punktu sprzedaży losów, kupujesz los za złotówkę i wiesz, że co najmniej 50 groszy jest przegrane. Ale w zasadzie skąd to wiemy?
Michał Krawczyk: Kwota, która jest przeznaczona na nagrody, jest w większości państwowych loterii dość podobna. Jest to mniej więcej połowa wartości kupionych losów. Jest to znaczący przychód dla budżetu państwa. To może być 1% budżetu państwa lub nieco więcej. To można łatwo sprawdzić na stosownej stronie internetowej albo jak się odwróci kupon, tam jest napisane małym druczkiem, jaka kwota jest przeznaczona na nagrody.
Jak ktoś jest bardzo „wyrafinowany” matematycznie, to może sobie porachować, jakie jest prawdopodobieństwo tego, że przynajmniej pięć liczb z sześciu, które obstawia, będzie wśród tych sześciu, które zostaną wylosowane. To nie jest jakaś wiedza, która jest ukrywana. Dokładnie możemy prawdopodobieństwo wygranej policzyć. W życiu podejmujemy mnóstwo różnych decyzji w warunkach niepewności. Tu w pewnym sensie jest komfortowa sytuacja. Możemy dokładnie policzyć, jakie jest prawdopodobieństwo wygranej, o ile oczywiście nie wyznajemy teorii spiskowej, że liczba dwadzieścia trzy wypada częściej niż siedemnaście.
Patrycja Maciejewicz: Czy nie jest tak, że po prostu bardzo lubimy to ryzyko? Prawdopodobieństwo wygrania jest niewielkie, ale jeśli się zdarzy, to będzie coś wspaniałego. Czy jeżeli wiemy o tym, jak bardzo jest to ryzykowne, przestajemy grać?
Michał Krawczyk: Są tutaj dwie szkoły. Jedna jest taka, że rzeczywiście płacimy za marzenie. Płacimy za uczucia antycypacyjne, które są przyjemne. Myślimy sobie przez chwilę, że mamy tę możliwość, żeby zarobić mnóstwo pieniędzy i to jest to emocjonalne przetwarzanie możliwych przyszłych zysków. A druga szkoła jest taka, że ludzie nie są dobrzy w przetwarzaniu małych prawdopodobieństw. Przypisują zbyt dużą wagę decyzyjną bardzo małym prawdopodobieństwom skrajnych wyników. Nasz aparat kognitywny nie jest przyzwyczajony do tego, żeby przetwarzać tak małe prawdopodobieństwa.
Joanna Tyrowicz: Masz jakieś obiektywne szanse, że coś się wydarzy, np. 1 do 14 milionów. Ale gdybym Ciebie zapytała, co Ty tak w środku czujesz, jak mówisz „1 do 14 milionów”, to pewnie masz subiektywne poczucie, że jednak jest „jakaś” szansa. Ta szansa wynosi zero, ale Ty emocjonalnie czujesz, że ona tam jest, czeka na Ciebie i woła do Ciebie. Czyli to nie jest tylko to, że „kupujesz przyjemność”, że usiądziesz przed telewizorem z wydrukiem z Twoimi numerami i sprawdzisz, czy wylosują się Twoje liczby. Kupujesz jednak w jakimś sensie iluzję, że to prawdopodobieństwo jest większe, niż jest.
Michał Krawczyk: Tak, i tu jest taki subtelny trade-off pomiędzy obowiązkiem dostarczania adekwatnej informacji a pozwoleniem ludziom, żeby się cieszyli z tego, co lubią robić. To znaczy: reklamy loterii czy w ogóle hazardu nie powinny wprowadzać w błąd, w szczególności w przypadku loterii. Kluczowy wymiar jest taki, że nie powinniśmy sugerować ludziom, że oni mają istotny wpływ na to, jaka jest szansa wygrania. To znaczy, nie powinniśmy sugerować, że to jest pewna umiejętność, którą możemy wyćwiczyć. To jest gra zupełnie losowa i zupełnie nie zależy od naszych umiejętności i talentu.
Joanna Tyrowicz: Reklamy, które malują wspaniałą przyszłość, która czeka, gdy już wygrasz tę furę kasy, też są w pewnym sensie jednak manipulujące. Dlatego, że wtedy już masz jakieś oczekiwania, że wygrasz, i reklamy jeszcze zwiększają tę perspektywę wartości przyszłej wygranej. Reklamy pokazują, jak wspaniale może wyglądać Twoje życie.
Michał Krawczyk: Tak, badania pokazują też, że nasze subiektywne poczucie szczęścia po wygraniu nawet bardzo dużej kwoty stosunkowo szybko wraca do naszego bazowego poziomu. Bo człowiek zadziwiająco szybko przyzwyczaja się do tego, że ma dodatkowe dziesięć milionów złotych i przestaje go to ten fakt tak na co dzień cieszyć. Więc w tym sensie nasza antycypacja, że gdybym tylko raz wygrał tę główną pulę, to byłbym szczęśliwy do końca życia każdego dnia, jest po prostu błędna. To jest, empirycznie rzecz biorąc, nieprawda.
Natomiast jeszcze mechanizm psychologiczny, który warto znać: heurystyka reprezentatywności. Polega na tym, że ludziom się wydaje, że nawet mała próba powinna mieć takie same cechy jak populacja, z której coś zostało wylosowane. Ludziom się wydaje, że jak wybierzemy losowo dziesięcioro dzieci ze szkoły, to tam będzie pięciu chłopców i pięć dziewczynek. Ale jeżeli mamy tak małą próbę, to bardzo łatwo się może zdarzyć, że w tej próbie dziesięciorga dzieci jest akurat osiem dziewczynek i dwóch chłopców. I wtedy ludziom się wydaje, że może to wcale nie jest losowa próba, tylko pani celowo wybierała dziewczynki.
Patrycja Maciejewicz: Jakie to ma zastosowanie do loterii?
Michał Krawczyk: Jeśli mamy jakąś pulę liczb, a musimy z nich wybrać np. sześć, to jeśli wybierzemy sześć nieparzystych, to wydaje nam się, że coś jest w tym „podejrzanego”. No bo przecież połowa liczb jest parzystych, połowa nieparzystych, więc wydaje nam się, że to jest mało prawdopodobne, żeby wśród tych wylosowanych były same nieparzyste. To, że wybieramy liczby z jakiegoś trochę węższego przedziału, nie ma wpływu na prawdopodobieństwo naszego sukcesu. Jedyne, czego powinniśmy chcieć uniknąć, to wybieranie takiej kombinacji, która będzie popularna wśród innych ludzi, na przykład liczby związane z dzisiejszą datą. Jeśli wybieramy takie liczby, które pasują do dzisiejszej daty, to może się okazać, że sto innych osób zrobiło to samo i potem, zamiast wygrać dziesięć milionów, wygrywamy 100 000 zł.
Joanna Tyrowicz: To jest zresztą jeden z powodów, dla którego stopa zwrotu czy stopa straty z gier hazardowych tak bardzo różni się od stopy straty z loterii. W grach hazardowych możesz obstawić przedział. Natomiast we wszystkich grach loteryjnych wybieramy konkretne liczby, więc tam te prawdopodobieństwa są zawsze przeciwko nam. Nie można w żaden sposób zwiększyć prawdopodobieństwa wygranej przez to, że się jakoś rozszerzy spektrum czy zapłaci nieco więcej za jakiś los. Przy grach hazardowych organizator musi konkurować o klientów kasyn, oferując im gry, które mają nieco mniej niekorzystną relację straty do zainwestowanych pieniędzy.
Zapraszam do wysłuchania całego podcastu pt. „Loterie to podatek od marzeń czy od głupoty?” Zapraszają: Patrycja Maciejewicz (Gazeta Wyborcza, Wyborcza.biz) i Joanna Tyrowicz (GRAPE). Podcast znajdziesz pod tym linkiem.
POSŁUCHAJ TEŻ PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”:
W podkaście „Finansowe Sensacje Tygodnia” było już kilka odcinków, w których oddawaliśmy głos prof. Joannie Tyrowicz z ośrodka badawczego GRAPE oraz jej ekipie i zaproszonym przez nią gościom. Dziś rozmawiamy z prof. Tyrowicz o znaczeniu badań, danych i nauki dla naszego bogacenia się. Czy wiemy o nas, naszym podejściu do pieniędzy, naszych inwestycjach i oszczędnościach emerytalnych wystarczająco dużo? I jakie problemy mogą wynikać z tego, że wiemy za mało?
Jak połączyć siły nauki i praktyki w pracy nas naszym bogaceniem się? O tym w 295. odcinku naszego podcastu, który zapowiada kolejny cykl wspólnych podcastów „Subiektywnie o Finansach” i GRAPE. Na falach „Finansowych Sensacji Tygodnia” i podcastu „Tłoczone z danych” znów będziemy Wam przybliżali wiedzę o pieniądzach widzianą z dwóch perspektyw. Zapraszam do posłuchania rozmowy o tym czego nie wiemy o naszych pieniądzach!
POSŁUCHAJ PODCASTÓW „TŁOCZONE Z DANYCH”:
Posłuchaj też: Podatek liniowy to hit czy kit? Samozatrudnieni to prawdziwi przedsiębiorcy czy spryciarze korzystający z luki podatkowej? Odpowiedzi szukamy z ekonomistką Justyną Klejdysz z Uniwersytetu Ludwika i Maksymiliana w Monachium w najnowszym odcinku podcastu GRAPE | Tłoczone z danych. Zapraszają: Patrycja Maciejewicz (Gazeta Wyborcza, Wyborcza.biz) i Joanna Tyrowicz (GRAPE). Podcast do odsłuchania tutaj.
Posłuchaj też: Czy podatek katastralny to katastrofa? Podatek katastralny – wielki nieobecny polityki mieszkaniowej w Polsce? Jakie nadzieje karmi, jakie lęki podsyca? Czy jego wprowadzenie to atak na święte prawo własności? Odpowiedzi szukamy z ekonomistą Adamem Czerniakiem (SGH) w najnowszym odcinku podcastu GRAPE | Tłoczone z danych. Zapraszają: Patrycja Maciejewicz (Gazeta Wyborcza, Wyborcza.biz) i Joanna Tyrowicz (GRAPE). Podcast do odsłuchania tutaj.
—————————
Niniejszy artykuł powstał w ramach współpracy „Subiektywnie o Finansach” z think-tankiem GRAPE dowodzonym przez prof. Joannę Tyrowicz. Współpraca ma na celu popularyzację wartościowych treści objaśniających działanie gospodarki i wyciskających ostatnie soki z danych.
Źródło zdjęcia: William Warby/Unsplash



