Wydajemy mniej więcej 11-12 mld zł rocznie na kupony Lotto. Co by było, gdybyśmy pieniądze wpłacane na kupony Lotto zainwestowali na rynku kapitałowym, licząc na wzrost zysków spółek, zamiast na fuksa? Dlaczego w Polsce podatek od szczęścia na loterii albo w grze losowej jest niższy, niż podatek od systematycznego pomnażania realnego kapitału? Czy Państwo promuje marzycieli-szczęściarzy kosztem tych, którzy twardo stoją na nogach i skutecznie biorą los w swoje ręce?
Patrząc na przychody Totalizatora Sportowego za zeszły rok (ponad 69 mld zł) oraz na skalę wzrostów tych przychodów w skali ostatnich lat (mniej więcej 30% rocznie) nie zdziwiłbym się, gdyby w podsumowaniu działalności państwowej spółki organizującej gry losowe na koniec 2025 r. znalazła się liczba zbliżona do 100 mld zł. A jestem już niemal pewny, że ta kosmiczna bariera przychodów Totalizatora Sportowego padnie w 2026 r. Gry losowe i hazard to prawdopodobnie jest jedna z najbardziej popularnych rozrywek Polaków, a kwota 100 mld zł stanowi mniej więcej 5% wszystkich pieniędzy, które zarabiamy w skali roku.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Ale spokojnie: nie jest z nami aż tak źle. Większość tych kosmicznych przychodów Totalizatora Sportowego pochodzi z działalności kasynowej, która charakteryzuje się tym, że obracane są wielokrotnie te same pieniądze. Gdybyśmy chcieli ustalić kwoty, które wydajemy na gry liczbowe, a więc Lotto, czy zdrapki i różne loterie z nagrodami pieniężnymi, to będą one stanowiły raptem 13% przychodów Totalizatora Sportowego. A więc prawdopodobnie wydaliśmy na nie w tym roku 11-12 mld zł. To wciąż olbrzymia kwota, ale jeśli przeliczymy ją na dorosłych Polaków, to wyjdzie jakieś 420 zł rocznie.
Ile pieniędzy wydajemy na kupony Lotto?
Biorąc pod uwagę, że do mniej lub bardziej systematycznego kupowania losów na loteriach przyznaje się mniej więcej co drugi dorosły obywatel, możemy założyć, że wśród grających średni roczny koszt uczestnictwa w tego typu zabawach wynosi 1000 zł, przy czym mówimy o bardzo nieprecyzyjnym szacunku. Pewnie gdybyście mieli wydać jednorazowo 1000 zł na szansę bycia multimilionerem, wynoszącą 1:13 000 000 w przypadku najpopularniejszej gry Lotto, to byście się mocno zastanowili. Ale ponieważ to nie jest wydatek jednorazowy, to i skrupułów jest mniej. 20 zł tygodniowo brzmi lepiej, prawda?
O tym, dlaczego gramy na loteriach – czy chodzi o prostą rozrywkę czy też jednak ktoś nam wmawia, że nasze marzenie o wygraniu milionów może się urealnić – jest bardzo ciekawy podcast w ramach cyklu „Tłoczone z danych”, zapraszam do posłuchania. Natomiast w tym felietonie chciałbym się zastanowić nad dwoma innymi pytaniami: co by było, gdyby grający przeznaczyli te pieniądze na coś bardziej pewnego, czyli na budowanie swojej niezależności finansowej oraz dlaczego państwo woli, żebyśmy jednak tego… nie robili?
1000 zł rocznie to nie jest być może zbyt wielka kwota, jeśli mówimy o inwestycjach, ale jednak mówimy o 80 zł miesięcznie. Załóżmy, że takie osiem dyszek miesięcznie inwestujemy w udziały kilkuset największych spółek świata. A więc – krótko pisząc – kupujemy los na zupełnie innej „loterii”. Zakładamy, że wielkie światowe firmy w swojej zbiorowości będą coraz większe i coraz bardziej zyskowne. Szansa na to jest dużo większa, niż 1:13 000 000. Patrząc na 200 lat historii rynków kapitałowych ona jest wręcz bliska pewności.
Wpłacamy więc 80 zł miesięcznie na rachunek funduszu ETF odzwierciedlającego notowania kilkuset największych spółek świata. Robimy to systematycznie przez całe dorosłe życie, a przynajmniej tę jego część, w której zarabiamy pieniądze – a więc co najmniej przez 40 lat. Raz w roku indeksujemy tę wpłatę o 3% inflacji, żeby utrzymać jej realną wartość. Zakładamy, że pieniądze będą rosły w tempie 7% rocznie, a więc mniej więcej w takim, w jakim rosły przez 200 ostatnich lat istnienia rynków kapitałowych (średnio). Co się stanie z naszymi 80 zł?
Po 40 latach takiego „kupowania losów” na rynku kapitałowym nasze 80 zł miesięcznie urośnie do… 223 000 zł. Z tego oczywiście tylko jedna trzecia to będą wpłaty, a dwie trzecie – zyski ze wzrostu wartości inwestycji oraz z procentu składanego, czyli efektu kuli śniegowej. Ten sam procent od coraz większej kwoty daje… coraz większą kwotę. Od razu uspokajam – te 223 000 zł uwzględnia już podatek Belki, czyli od dochodów z inwestycji. Ten podatek jest znacznie większy, niż podatek od wygranych z gier losowych, co jest rażącą niesprawiedliwością (o tym za chwilę).
Oczywiście: jest jeszcze inflacja. Ona też wynosi 3%, a więc nasze 223 000 zł mają za 40 lat zupełnie inną realną wartość, niż taka suma dziś. Realna wartość nabywcza tych pieniędzy wyniesie niecałe 70 000 zł. Ostatecznie więc każdy, kto wydaje statystycznie 20 zł tygodniowo na udział w Lotto lub dowolnej innej grze losowej – ma wybór: szansa 1: 13 000 000, by zostać multimilionerem albo… szansa 1:1 (pomijając ryzyko, że rynki kapitałowe zachowają się inaczej, niż przez poprzednie 200 lat), by z tych pieniędzy w skali życia mieć kwotę równowartą dzisiejszym 70 000 zł. A co można mieć dziś za takie pieniądze? Pół roku mieszkania w naprawdę dobrym hotelu, podróż dookoła świata albo jakaś inna przyjemność.

Podatek od szczęścia będzie wyższy?
Z jakichś przyczyn – o tym z jakich rozmawiają w podkaście „Tłoczone z danych” prof. Joanna Tyrowicz, dr hab Robert Krawczyk oraz Patrycja Maciejewicz – Polacy wybierają szansę dużo mniej prawdopodobną na dużo większą wygraną, czyli kupony Lotto i podobne gry losowe. To, że ludzie tak wybierają, jestem w stanie zrozumieć. Ale dlaczego system podatkowy niżej opodatkowuje dochód pochodzący ze szczęścia, niż ten pochodzący z kapitału, zaś dochód z kapitału traktuje gorzej, niż ten z pracy? Nie uważacie, że to stoi na głowie?
Co mam na myśli? Otóż wygrana w grach liczbowych jest opodatkowana zryczałtowaną stawką podatku wynoszącą 10% od kwoty wygranej. Co więcej, istnieje kwota zwolnienia z podatku od wygranych – jeśli wygrana jest mniejsza niż 2 280 zł, to podatku się nie płaci. Jej przekroczenie oznacza konieczność zapłacenia podatku od całości wygranej. Tymczasem podatek Belki, czyli od zysków z kapitału, wynosi 19%. I – jak się domyślacie – w tym przypadku nie ma żadnej kwoty wolnej. A więc podatek od szczęścia jest dwa razy mniejszy, niż podatek od rozmnożenia kapitału, na który wcześniej ciężko zapracowaliśmy. Zaś praca potrzebna, żeby na ten kapitał zapracować, może być opodatkowana stawką nawet 32% plus 9% składki zdrowotnej.
W pełni zgadzam się z tym, że warto mieć w życiu szczęście. Inna sprawa czy kupony Lotto zwiększają szansę na to szczęście. Ale dlaczego państwo nagradza tych, którzy mają szczęście, a nie tych, którzy zamiast liczyć na szczęście ciężko pracowali? Albo inaczej – dlaczego tych ostatnich surowiej karze? Jeśli ktoś zna odpowiedź na ten dylemat – niechaj da znać.
Ale – niezależnie od przyczyn – niewykluczone, że ta dysproporcja zostanie złagodzona. Niestety, nie poprzez obniżenie podatku od oszczędności, lecz poprzez podwyższenie podatku od szczęścia. Niedawno światło dzienne ujrzał rządowy projekt podniesienia podatku od wygranych w grach i zakładach wzajemnych z 10% do 15%. Ma on dotyczyć nie tylko gry w Lotto, ale też klasycznego hazardu, czyli kasyn, również internetowych.
Z tytułu tej działalności sam Totalizator Sportowy zgarnął w zeszłym roku 50 mld zł przychodów, a ze statystyk wynika, że państwowy operator ma 70% oficjalnego rynku kasynowego. Do tego dochodzi hazardowa szara strefa, warta – według szacunków Warsaw Enterprise Institute – kolejne 65 mld zł rocznie. Gdyby te pieniądze zainwestować na rynku kapitałowym… Obawiam się, że Polacy na hazard wydają więcej, niż na inwestycje na warszawskiej giełdzie. I to dopiero jest kłopot.
—————————————-
POSŁUCHAJ TEŻ PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”:
W podkaście „Finansowe Sensacje Tygodnia” było już kilka odcinków, w których oddawaliśmy głos prof. Joannie Tyrowicz z ośrodka badawczego GRAPE oraz jej ekipie i zaproszonym przez nią gościom. Dziś rozmawiamy z prof. Tyrowicz o znaczeniu badań, danych i nauki dla naszego bogacenia się. Czy wiemy o nas, naszym podejściu do pieniędzy, naszych inwestycjach i oszczędnościach emerytalnych wystarczająco dużo? I jakie problemy mogą wynikać z tego, że wiemy za mało?
Jak połączyć siły nauki i praktyki w pracy nas naszym bogaceniem się? O tym w 295. odcinku naszego podcastu, który zapowiada kolejny cykl wspólnych podcastów „Subiektywnie o Finansach” i GRAPE. Na falach „Finansowych Sensacji Tygodnia” i podcastu „Tłoczone z danych” znów będziemy Wam przybliżali wiedzę o pieniądzach widzianą z dwóch perspektyw. Zapraszam do posłuchania rozmowy o tym czego nie wiemy o naszych pieniądzach!
—————————————
POSŁUCHAJ PODCASTÓW „TŁOCZONE Z DANYCH”:
Loterie to podatek od marzeń czy od głupoty? Odpowiedzi szukamy z ekonomistą Michałem Krawczykiem z Uniwersytetu Warszawskiego w podcaście GRAPE | Tłoczone z danych. Zapraszają: Patrycja Maciejewicz (Gazeta Wyborcza, Wyborcza.biz) i Joanna Tyrowicz (GRAPE). Podcast znajdziesz pod tym linkiem.
Posłuchaj też: Podatek liniowy to hit czy kit? Samozatrudnieni to prawdziwi przedsiębiorcy czy spryciarze korzystający z luki podatkowej? Odpowiedzi szukamy z ekonomistką Justyną Klejdysz z Uniwersytetu Ludwika i Maksymiliana w Monachium w najnowszym odcinku podcastu GRAPE | Tłoczone z danych. Zapraszają: Patrycja Maciejewicz (Gazeta Wyborcza, Wyborcza.biz) i Joanna Tyrowicz (GRAPE). Podcast do odsłuchania tutaj.
Posłuchaj też: Czy podatek katastralny to katastrofa? Podatek katastralny – wielki nieobecny polityki mieszkaniowej w Polsce? Jakie nadzieje karmi, jakie lęki podsyca? Czy jego wprowadzenie to atak na święte prawo własności? Odpowiedzi szukamy z ekonomistą Adamem Czerniakiem (SGH) w najnowszym odcinku podcastu GRAPE | Tłoczone z danych. Zapraszają: Patrycja Maciejewicz (Gazeta Wyborcza, Wyborcza.biz) i Joanna Tyrowicz (GRAPE). Podcast do odsłuchania tutaj.
———————————–
PRZECZYTAJ TEŻ:
—————————
Niniejszy artykuł powstał w ramach współpracy „Subiektywnie o Finansach” z think-tankiem GRAPE dowodzonym przez prof. Joannę Tyrowicz. Współpraca ma na celu popularyzację wartościowych treści objaśniających działanie gospodarki i wyciskających ostatnie soki z danych.





