14 czerwca 2025

Piraci są wśród nas. Ściągamy pliki, oglądamy filmy, słuchamy muzyki – nie zawsze za to płacimy. Czy to w ogóle jest problem? A może… nie tak wielki?

Piraci są wśród nas. Ściągamy pliki, oglądamy filmy, słuchamy muzyki – nie zawsze za to płacimy. Czy to w ogóle jest problem? A może… nie tak wielki?

Czy można usprawiedliwić piratów? Dlaczego w ogóle ktokolwiek ma płacić za treści, które są dostępne w internecie? Co odróżnia tych, którzy chcą płacić, od niepłacących? Dlaczego za jedne treści gotowi jesteśmy zapłacić, a za inne nie? Czy chętnie przyznajemy się do tego, że korzystamy z treści bez płacenia? Jak oceniamy piractwo? I czy jest możliwe, że piractwo wcale nie szkodzi twórcom w tak dużym stopniu, jak wydaje się na pierwszy rzut oka?

Co wiemy o skali piractwa w Polsce? Wciąż jest masowe? Zmieniało się w czasie? Jak ściganie plików z książkami bez opłat odbija się na ich sprzedaży? Co wynika z eksperymentu GRAPE z udziałem „50 twarzy Greya”? Jakie są powody piractwa książkowego? Zbyt wysoka cena? Za długi czas oczekiwania na dostawę?

Zobacz również:

A jeśli wydawcy książek nie mają co narzekać? Jeśli pirackie korzystanie z publikacji książkowych podbije sprzedaż, bo rozpropaguje autora i tematykę. Pod względem handlowym odpowiedzi nie są jasne. Warto zbadać efekty. Ktoś to już zrobił. O tym m.in. dziś w „Subiektywnie o Finansach”. Żeby było jasne: nie popieramy piractwa, nie popieramy kradzieży. Natomiast okazuje się, że cyfrowe piractwo w polskich warunkach często wcale nie jest uznawane przez ludzi za kradzież.

Czytaj też: Twitter Blue już jest dostępny w Polsce. Czy to wybryk internetu czy początek rewolucji w mediach społecznościowych? Kto za to zapłaci? I czy social media mają inne wyjście?

Czytaj też: Gdy domowy budżet się nie spina, trzeba nad nim popracować. Oto pięć sposobów na zwiększenie dochodów i pięć na ograniczenie wydatków!

Pirat w domowym zaciszu, przy biurku i na kanapie

Do niedawna sprawa byłaby prosta. Chcieliście przeczytać książkę? Musieliście ją kupić, wypożyczyć z biblioteki, pożyczyć od znajomych. To było w czasach, kiedy książka była tylko przedmiotem. Co się dzieje wtedy, kiedy stała się plikiem i kiedy ten plik można  – kiedy się mocniej postaramy – ściągnąć bez opłaty, chociaż wiemy, że zasadniczo za tego typu treści trzeba zapłacić? To problem bardziej moralny czy ekonomiczny? Książka to przecież towar, który zawsze ma swoją cenę i swoje koszty wytworzenia.

Produkt, który można sobie ściągnąć z serwisu jako plik, to nie jest jednak to samo, co książka papierowa. Ale czy darmowe ściąganie jest tak samo naganne, jak kradzież książki? Niektórzy mogą ściągnąć książkę, i powiedzieć po dziesięciu stronach: „fajne, chcę wesprzeć tego autora”. I jednak kupić tę książkę. Albo ktoś może ściągnąć książkę i powiedzieć koledze, że jest fajna. Następnie ten kolega może kupi tę książkę i zapłaci za nią.

Jest tu wiele mechanizmów i wzorców zachowań, które mogą działać. One powodują, że substytucja nie jest pełna. Ci, którzy uprawiają piractwo, być może i tak nie kupiliby książki, gdyby musieli wyłożyć na nią pieniądze? Ale nawet takie osoby mogą mieć jakiś pośredni, mały, pozytywny wpływ na sprzedaż danego tytułu. Jaki może być łączny efekt piractwa książek w sieci?

——————————

Rozmawiali o tym ekonomiści – Joanna Tyrowicz z think-tanku GRAPE wraz z Michałem Krawczykiem z Uniwersytetu Warszawskiego – możecie odsłuchać tej rozmowy, klikając w ten link. A poniżej krótki fragment rozmowy.

Dlaczego ekonomiści zajmują się piractwem?

Michał Krawczyk: Jest to zjawisko, które dotyczy znacznej większości użytkowników internetu, którzy kiedykolwiek, cokolwiek ściągnęli albo oglądali na serwisie nieautoryzowanym. To jest znacząca część z nas, a wielu z nas konsumuje w ten sposób dużo treści. Kluczowym pytaniem czy wątpliwością jest to, dlaczego ktokolwiek płacić za treści. Skoro w internecie wszystko jest za darmo. Prowadzimy badania na ten temat od 2011 r.

Co wiemy na temat skali tego zjawiska? Jak różni się sytuacja w 2011 r. i obecna?

W niedawnym badaniu wyszło, że to jest skala rzędu kilkunastu dostępów do treści za pomocą nieautoryzowanych kanałów w skali miesiąca na użytkownika internetu.

Czyli jedna osoba kilkanaście razy w miesiącu korzysta z internetu w ten sposób?

Tak, ale to jest skrajnie niehomogeniczne, to znaczy – są osoby, które ściągają miesięcznie tysiące plików, a są takie, które nie robią tego prawie wcale. Przy czym może się pojawiać pytanie, czy wszyscy ściągający treści bez płacenia się do tego przyznają, bo przecież piractwo jest obciążone stygmatyzacją. Jedno z pierwszych naszych badań to było sprawdzenie, czy rzeczywiście ludzie mówią co innego, kiedy troszczą się o swoją własną samoocenę i potencjalnie w oczach badacza, a co innego, kiedy są mobilizowani do tego, żeby ujawnić prawdę.

Zaskakujące dla nas było to, że odsetek osób, które się przyznają do pozyskiwania treści ze źródeł nieautoryzowanych, nie różnił się zasadniczo w tych dwóch grupach. Czyli ludzie nie bardzo internalizują poczucie stygmatyzacji. Niezależnie od tego, czy mogli powiedzieć cokolwiek, czyli nas oszukać, czy byli zachęcani do tego, żeby powiedzieć prawdę, to był z grubsza bardzo podobny odsetek.

I też trzeba podkreślić, że bierze się to być może częściowo z tego, że samo pozyskiwanie treści ze źródeł nieautoryzowanych nie jest nielegalne ani w Polsce, ani w Unii Europejskiej. Nielegalne jest dystrybuowanie treści, do których nie mamy majątkowych praw autorskich, a nie samo ich pozyskiwanie.

Czy to oznacza, że ludzie bez problemu przyznawali się do rzeczy, które uznawali za niemoralne, czy też może po prostu nie uznawali ich za niemoralne?

Zdecydowana większość ludzi nie kupuje narracji, że piractwo jest kradzieżą i uważa, że to jest taka drobna rzecz zupełnie nieznacząca jak użycie czyjegoś ołówka, który leży na stole. Nikomu nie dzieje się krzywda, prawda?

Czy ma znaczenie to, czy treść ma postać materialną, jest drukowana książką, czy niematerialną, jest zapisem cyfrowym, który pobieramy?

To, co najsilniej wpływa na ocenę moralną postępowania związanego z pozyskiwaniem treści w sposób nieautoryzowany, czyli bez zgody tego, kto je udostępnia, to jest ten wymiar fizyczności. W przypadku obrotu cyfrowego, kopiowania czegoś z internetu, czy pobierania czegoś z internetu, nie zabieram tego fizycznie. Nie uszczuplam żadnego zasobu. Ta sytuacja dla wielu osób nie wiąże się z sankcją moralną.

Co dokładnie sprawdziliście w badaniu i jakie były wasze obserwacje?

Przeprowadziliśmy kilka badań. Eksperyment książkowy był największym z nich. To badanie terenowe, które przeprowadziliśmy 10 lat temu, ale niedawno udało je opublikować. Badanie polegało na współpracy z grupą dużych wydawców w Polsce. Chodziło o to, żeby sprawdzić wpływ piractwa na sprzedaż legalną.

Mieliśmy grupę tytułów książkowych, spośród których wylosowaliśmy połowę i tylko dla tej połowy sprawdzaliśmy pobrania przy pomocy serwisu plagiat.pl, który miał do tego stosowne narzędzie techniczne. Losowo połowa książek była chroniona przed piractwem, a połowa – nie. Eksperyment polegał na tym, że oznaczyliśmy książki, które będą dostępne w nieautoryzowany sposób, a inny zasób został pozbawiony tej możliwości.

To, co chcieliśmy sprawdzić, to – czy jeśli obejmiemy ochroną część książek przed darmowym ścignięciem, to faktycznie zobaczymy lepsze wyniki sprzedażowe, bo współpraca z wydawcami polegała nie tylko na tym, że oni nam dali tytuły, ale również dostarczyli nam bieżące dane sprzedażowe dotyczące tych tytułów. Przy czym oni nie wiedzieli, które tytuły z ich oferty my chronimy, a których nie chronimy.

Czy to była jakaś specyficzna literatura?

To były wszystkie książki, które wydawcy zechcieli nam powierzyć do tego eksperymentu, prawie 300 tytułów reprezentujących różne segmenty rynku. Mieliśmy nawet „50 twarzy Greya”. Ta książka miała większą sprzedaż chyba niż cała reszta razem wzięta. Mieliśmy też podręczniki, poradniki typu – jak żyć, literaturę fantasy, science fiction, taka mieszanka. Co się trafiło.

Podzieliliśmy książki na dwie grupy podobne do siebie pod względem tematyki. Uszeregowaliśmy je parami podobnymi do siebie. I w obrębie jednej pary, jeden tytuł był chroniony przed ściągnięciem, a drugi – nie. Ale ten tytuł nadal był dostępny w wersji pirackiej. Co się stało po roku? No, po roku stało się to, że dostaliśmy dana sprzedażowe i okazało się, że ten efekt eksperymentalny jest niewielki.

Okazało się, że ochrona jest skuteczna w tym sensie, że te tytuły, które były chronione rzeczywiście były znacznie mniej dostępne. Nasza eksperymentalna ochrona była więc skuteczna, ale nie była skuteczna, w tym sensie, że ta ochrona, którą otrzymała losowo wybrana grupa książek w bardzo małym stopniu przełożyła się na sprzedaż.

Ten efekt to było zaledwie kilka procent i on nie był istotny statystycznie. Istotne jest to, że badanie nie potwierdziło przekonania wydawców, że piractwo im okrutnie szkodzi i że ma bardzo duży negatywny wpływ na sprzedaż.

Czyli po prostu książki, które były niedostępne w wersjach nieautoryzowanych, nie sprzedawały się lepiej od tych oficjalnych?

Minimalnie lepiej. Tylko minimalnie lepiej. Ale statystycznie – raczej bez znaczenia.

——————————————

Pozostałą część rozmowy znajdziecie na naszym kanale podcastowym, a także na naszym kanale YouTube. Zapraszamy też do podcastów z cyklu „Tłoczone z danych”.

Wnioski z tej rozmowy? Piractwo możemy ocenić jednoznacznie negatywnie pod względem moralnym, ale pod względem bardziej handlowym nie musi ono mieć charakteru tylko negatywnego. Korzystanie, bezpłatne, z książek może nawet zwiększać sprzedaż, poszerzając rynek odbiorców zainteresowanych autorami czy tematami. Ośrodek GRAPE przeprowadził eksperyment książkowy. Jak na wyniki zareagowali wydawcy książek? Czy piractwo wymusza na nich innowacje? Czyni kulturę bardziej dostępną? Odpowiedzi szuka: Michał Krawczyk z Uniwersytetu Warszawskiego w najnowszym odcinku podcastu GRAPE.

————————–

Niniejszy artykuł powstał w ramach niekomercyjnej współpracy „Subiektywnie o Finansach” z think-tankiem GRAPE dowodzonym przez prof. Joannę Tyrowicz. Współpraca ma na celu popularyzację wartościowych treści objaśniających działanie gospodarki i wyciskających ostatnie soki z danych. Podcasty „Tłoczone z Danych” znajdziecie pod tym linkiem.

Czytaj też: Netflix na wojnie ze współdzieleniem kont. Koniec taniego oglądania? Sprawdziłem jak w innych krajach działa opłata dla użytkowników, którzy ze sobą nie mieszkają

Czytaj też: Jak płacić mniej za subskrypcje platform VoD i nie stracić dostępu do rozrywki? Ten prosty trik pozwoli zaoszczędzić 100-200 zł miesięcznie

Zobacz też najnowsze wideocasty:

Źródło zdjęcia: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
45 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Djdjdndn
11 miesięcy temu

“kiedy się mocniej postaramy – ściągnąć bez opłaty, chociaż wiemy, że zasadniczo za tego typu treści trzeba zapłacić?” Panie Macieju mam pana za rzetelnego dziennikarza a powiela pan stereotypy zamiast tego co wymaga prawo. Każdy z nas może LEGALNIE i bez opłat pobierać treści objęte prawem autorskim bez żadnych opłat. W Polsce nie ma przepisów prawa zabraniających czy penealizujacych takie działania! Czytelniku: Masz prawo ściągać książki z Internetu “za darmo”. Czy jest to moralne i etyczne to inna sprawa (zdąża mi się ale jak książka mi się podoba to doceniam autora i kupuje przeczytany już egzemplarz), ale dura lex sed lex to jest… Czytaj więcej »

Trombeusz
11 miesięcy temu
Reply to  Djdjdndn

Piszesz o rzetelności a sam piszesz bzdury. Nie nie mozesz pobierać za darmo rzeczy za które powinieneś zapłacić żeby uzyskać do nich dostęp (i to zapłacić wlascicielowi treści, a nie piratowi). Nie jest to legalne kłamiesz. Masz rację, ze ujdzie Ci to na sucho – nie dlatego, ze za to nie moze być kart rylko dlatego, ze droga do ukarania jest zbyt długa w stosunku do zysku, żeby się komukolwiek to opłacało. Więc masz rację pobierzesz książkę i nikt cię ścigał nie będzie, ale czyn pobrania książki – a dokładniej korzystania z tego ip – byl nielegalny w aktualnym stanie… Czytaj więcej »

Aleksander
11 miesięcy temu
Reply to  Trombeusz

O to co mówi polskie prawo: „Art. 23. [Dozwolony użytek osobisty]
1.
Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego oraz do korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym.”

I co pan Panie Trombeuszu na to? Wygląda na to że jednak legalne, i to Pan nie wie o czym mówi.

Trombeusz
11 miesięcy temu
Reply to  Aleksander

O instytut chłopskiego rozumu się włączył, czy już napisałeś kolejny artykuł o tym, że twoim zdaniem za zabranie dziecka na spacer grozi kara 5000 zł, bo przepis mówi: „„Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do lat 7, dopuszcza do przebywania małoletniego na drodze publicznej lub na torach pojazdu szynowego, podlega karze grzywny albo karze nagany” a na chłopski rozum jak rodzic idzie z 5 letnim dzieckiem za rękę po chodniku to jest ktoś mający obowiązek opieki (rodzic), ktory dopuszcza do przebywania dziecka na drodze publicznej, no skoro idzie z nim za rękę to ewidentnie dziecko przebywa z nim na… Czytaj więcej »

Ppp
11 miesięcy temu

Po pierwsze – piractwo nie jest kradzieżą. Przypomina raczej fotografowanie. Ktoś może tego nie lubić, ale sfotografowanie cudzego samochodu/domu nie jest równoważne z jego kradzieżą. Po drugie – mam doświadczenie z lat 90-tych, a doświadczenie to mówi, że piractwo pojawiło się w wyniku nieuczciwości i zachłanności wydawców. Pamiętam dyskusje w mediach na ten temat i większość wypowiedzi ludzi dzwoniących do studia była właśnie taka: sami sobie są winni! Co mądrzejsi artyści sami przyznawali, że to wydawcy są problemem, a nie piraci. Po trzecie – często ściąga się rzeczy stare, które „legalnie” są już niedostępne. Pod pojęciem „stare” rozumiem nawet kilku… Czytaj więcej »

Admin
11 miesięcy temu
Reply to  Ppp

No i chyba w pierwszym zdaniu jest clue problemu. Czy piractwo to kradzież? Jako człowiek, który żyje z jakoś-tam unikalnej tfurczości uważam, że jeśli ktoś spiratuje moje „dzieło”, to jest złodziejem. Ale wiem, że to jest ortodoksyjne ujęcie sprawy 😉

wtf
11 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Wskazówka problemu? Co to za nowotwór?

Admin
11 miesięcy temu
Reply to  wtf

A w którym zdaniu? Może „zjadło” jedno słowo?

Trombeusz
11 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

On nie zrozumiał clue problemu. Tak to jest jak się nie zdobyło odpowiedniego wykształcenia.

wtf
11 miesięcy temu
Reply to  Trombeusz

To może być sedno sprawy, więc może spróbuję pomóc uzupełnić wykształcenie różnym trombom (sic!). CLOU problemu. To z francuskiego.

Trombeusz
11 miesięcy temu
Reply to  wtf

Po co mi, skoro ja w przeciwienstwie do Ciebie zrozumiałem i nie musiałem zadawać glupich takich jak twoje pytanie?

wtf
11 miesięcy temu
Reply to  Trombeusz

No tak, po co ci wykształcenie. Świetne pytanie.

Trombeusz
11 miesięcy temu
Reply to  wtf

Ech dziecko… ja przeczytałem Maciejowe „clue problemu” i dobrze wiedziałem o co chodzi. W przeciwienstwie do Ciebie bo na skutek braków w edukacji musiałeś dopytać o co chodzi.
[CENZURA-red]

stef
11 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

„tfurczości” 😉

Trombeusz
11 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Piractwo nie pojawiło sie w wyniku zachłanności tylko dlatego, że skoro coś mozna było ukraść to po co za to płacić?
Proszę jak nagle przestajesz forsować – nie podoba się to nie koarzystaj i zaczynasz nawoływać „dej dej dej za darmo”.

Trombeusz
11 miesięcy temu
Reply to  Trombeusz

O kurcze po minusach [CENZURA-red]. No cóż moje opinia jest prosta, muzyka, gierki, książki nie są niezbedne do życia. Jak cena nie pasuje to nie korzystam, a nie kradnę, najwyraźniej mi brakuje nie tylko znajomości języka francuskiego ale również nie nabyłem mentalności złodzieja.

Ppp
11 miesięcy temu
Reply to  Trombeusz

Nie spytam Cię/Pana o wiek – po prostu przypomnę, że mój wpis dotyczy wspomnień sprzed 30 lat. WTEDY taka panowała opinia i wręcz była ona udowodniona w niektórych przypadkach. Jeśli DZISIAJ masz inną, to OK, ale to nie ma żadnego znaczenia dla opinii, która obowiązywała wtedy.
Pozdrawiam.

Trombeusz
11 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Nie napisałeś, że to była opinia tylko, że to był powód dlaczego ściągali nielegapnie. Tez kradłem jak kradzież intelectual.property nie byla jeszcze kradzieżą z uwagi na dziurawe prawo, jest mi glupio, byłem w takim wieku ze jak kupowałem płytki na bazarze to myślałem, ze tak się tym towarem handluje. Ale nigdy nie kradłem żeby zemścić sie na kimś i jak zrozumiałem o co chodzi, a że miałem dużo kontaktu z ludźmi z zagranicy, to dość szybko jak na polskie realia to przestałem. Idę o zakład na milion monet, że gdyby dzisiaj kradzież intelectual property była rownie prosta jak wtedy to… Czytaj więcej »

Jacek
11 miesięcy temu

Temat obecnie dotyczy chyba tylko ludzi względnie młodych, nie posiadających stałego źródła dochodów. I nie chodziło tylko o książki: pirackie oprogramowanie, gry, filmy i muzyka – miałem styczność że wszystkim. Kiedyś nie było e-booków, a wiele książek było trudno dostępne, np. poprzez brak dystrybucji do naszego kraju (sam pamiętam jak prosiłem ciocię z Niemiec o pomoc w zakupie specjalistycznych podręczników). Dziś nie jest to już problemem – jeśli dany tytuł naprawdę mnie interesuje, to jestem gotów za niego zapłacić żądaną cenę. Przyjemniej czyta się papierową książkę (o ile to nie tzw. cegła), ale z drugiej strony e-book nic fizycznie nie… Czytaj więcej »

Łukasz
11 miesięcy temu

Problem piractwa rozwiązuje rynek i zdrowy rozsądek. Spójrzmy: 1) muzyka – kiedyś nagminne, a kto dziś piraci muzykę? wszystko jest na Spotify, Youtube/Music, Tidal, nawet za darmo, co najwyżej z reklamami, a abonamenty nie są drogie i są na wiele osób często; 2) filmy i seriale – kiedyś nagminne, a dziś? masa streamingów, do wyboru do koloru, można wyrwać promocje, można opłacać jeden i zmieniać co kwartał jak się już wszystko zobaczy, piracenie stało się niewygodne, nie ma napisów, pliki są duże, po co to komu; 3) gry – kiedyś nagminne, a dziś? setki jak nie tysiące gier gratis co… Czytaj więcej »

Admin
11 miesięcy temu
Reply to  Łukasz

Niewątpliwie coś w tym jest 😉

Solomon Kane
11 miesięcy temu
Reply to  Łukasz

Zalezy jaka ksiazka. Beletrystyka, powiesci – po co mi papier ? Co ja z tym zrobie, kiedy na pólkach brak miejsca.
Sprzedawać komus . Nie mam czasu i ochoty. Tu ebook rzadzi.

Łukasz
11 miesięcy temu
Reply to  Solomon Kane

Do biblioteki można oddać. Inni skorzystają. Lepszy deal niż „posiadanie pliku”. Ebooki powinny kosztować 30% tego co papier oraz być dodawane do papieru za +10% wartości papieru. Change my mind. Oczywiście tak czy siak idziemy w stronę gdzie papieru zaraz nie będzie (bo ekologia, bo wygoda, bo moda). Na papierze zostaną poradniki i komiksy. Może to i lepiej.

Solomon Kane
11 miesięcy temu
Reply to  Łukasz

Dla mnie lepszy plik bo nie mam miejsca. Nie mam ochoty łazić do biblioteki bo po co ? Plik zawsze moge odkopac na dysku i dac zaufanemu koledze do czytania (dozwolony uzytek osobisty)

Jacek
11 miesięcy temu
Reply to  Solomon Kane

Tak, biblioteka nie przyjmuje wszystkiego jak leci. Ale jest opcja zostawienia książki np. w pociągu – może inny podróżny wypełni sobie czas jej lekturą?

Admin
11 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Dobry pomysł dla PKP, swoją drogą – mieć takie miniczytelnie

Trombeusz
11 miesięcy temu
Reply to  Łukasz

Brzmi jak biznesplan – nie każ zmieniać swojego umysłu, nie mów innym jak mają prowadzić biznes dopuki robią to sgodnie z prawem, sam zotworz wydawnictwo i działaj według twoich zasad. Bądź jak ja, uznałem ze hydraulik chce za dużo za robotę z to zrobiłem to sobie sam, a nie tłumaczyłem hydraulikom za ile mają pracować.

john
10 miesięcy temu
Reply to  Łukasz
  1. Nie wszystko na tych streamingach jest. Po prostu. Albo brakuje sezonów, albo całych seriali. Jeśli mam ochotę coś obejrzeć, to oczywiście wolę na netflixie, maxie czy disneyu. Ale jeśli nie ma, to muszę jakoś zdobyć…
Trpmbeusz
10 miesięcy temu
Reply to  john

„Ale jeśli nie ma, to muszę jakoś zdobyć…” No właśnie nie musisz, tylko potencjalne ryzyko kary jest za niskie żebyś zachował się jak człowiek. To tak samo jak z PCC ponieważ ludzie wiedzą, że raczej nie uda im się ukraść pcc przy kupnie samochodu, to ludzie płacą wtedy PCC żeby nie ryzykować karnej stawki, bo najpewniej i tak wyjdzie. Ale juz w przypadku zakupy roweru za 1500 zł te 30 zł należnego podatku zazwyczaj zostaje ukradzione, a jak już do kogoś się skarbówka przyczepi za tę kradzież to zamiast przeprosin jest plucie że zamordyzm, inwigilacja itd. I jeżeli jakiś cwaniak… Czytaj więcej »

jam80
10 miesięcy temu
Reply to  Trpmbeusz

Chyba czegoś nie rozumiesz. Jeśli serwis streamingowy ma w ofercie sezony od trzeciego wzwyż, to chyba ewidentnie ma kogoś za idiotę. Bo inaczej to ciężko zrozumieć…
A po drugie za oglądnięcie „lewej” wersji serialu nie ma żadnej kary.

Solomon Kane
11 miesięcy temu

Ściaganie muzyki i filmów w ramach dizwolonego użytku prywatnego jest u nas legalne. Prawo to dopuszcza.
https://www.prosteprawo24.pl/czy-sciaganie-z-internetu-jest-legalne/
Nie wolbo udostępniać.. Nie ma to zastosowania do gier i programów komputerowych

Z muzyka nie jest zle, streaming, Bandcamp. Oczywiscie nie ma tam wszystkiego…
Gorzej zaczyna byc z filmami i serialami – serwisy pączkują, zaczynaja walczyć z Rodzinami :), kasuja pozycje.
Ebooki u nas – afera Legimi spowodowała, ze tracimy tańszy dostęp do ebooków, które niekoniecznie chcemy miec na własność. A do biblioteki niekoniecznie lubiny chodzić.

Trombeusz
11 miesięcy temu
Reply to  Solomon Kane

Ale ten dozwolony użytek jest na legalnie pozyskanej własności intelektualnej. Ściągnięta z torrentów nagrana w kinie wbrew regulaminowi kamerką kopia nowego firmu to nie jest dozwolony użytek.

zalegacz
10 miesięcy temu
Reply to  Trombeusz

Chcesz się wypowiadać o normach prawnych, to może najpierw należałoby poświęcić trochę czasu na zajęcia, trochę pieniążków na czesne, no i najważniejsze trochę wysiłku na naukę. A bez tego to wygląda jak wygląda…

Trombuesz
10 miesięcy temu
Reply to  zalegacz

Chcesz mnie pouczać, to najpierw sam się naucz, bo twój wpis próbujący racjonalizować kradzież wygląda jak wygląda…

Rafal
11 miesięcy temu

Piractwo przeżywa renesans z powodu wszechobecnej plagi subskrypcji, zmian w licencjonowaniu „zakupionych” treści cyfrowych. Normą stają się sytuacje, że chcąc obejrzeć wybrany film – przecież mam streaming – okazuje się, że plantforma usunąła z biblioteki tę właśnie pozycję. I tak – mamy dostęp do tysięcy filmów, ale akurat tego, na który mamy ochotę nie obejrzymy. Pozostaje albo kopia na nośniku (DVD/BR), albo właśnie piractwo.

Nie zapominajmy też o branży gier, gdzie panuje w ogóle patologia. Nie kupujemy cyfrowej kopii – my kupujemy licencję na jej używanie. I właściciel platformy może kiedy tylko zapragnie wyłączyć dostęp.

Admin
11 miesięcy temu
Reply to  Rafal

Zdecydowanie coś w tym jest 😉

Jacek
11 miesięcy temu
Reply to  Rafal

Widziałem już takie przypadki, że gry nie można już było kupić, choć jej wcześniejsi nabywcy nie tracili do niej dostępu.

zalegacz
10 miesięcy temu

Kolejny tendencyjny artykuł. Słowa piractwo, moralność, a nawet kradzież! pojawiają się kilkadziesiąt razy. Dozwolony użytek – ani razu; jest jedno zdanie że nie jest to nielegalne (ale już słowo legalne nie przeszło autorowi przez usta), oczywiście bez żadnego komentarza, dlaczego jest to legalne, czyli jakie argumenty za tym przemawiają. Opłata reprograficzna – ani razu; a właściwie, czy według toku myślenia autora, taka opłata też nie powinna być nazywana kradzieżą?

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  zalegacz

Opłata reprograficzna – nawet jeśli jest kontrowersyjna – nie może zmieniać stanu rzeczy. Tak, jak źle postawiony znak drogowy nie zwalnia z przestrzegania przepisów. Na tej zasadzie kradzieżą jest też np. podatek bankowy, a wszyscy (poza bankami) ochoczo go popierają…

zalegacz
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Staram się ale nie rozumiem, co Pan napisał, ale nie dałem rady. Dobrze rozumiem, że dla Pana jak ktoś nie czerpie korzyści z przepisu, to dla niego czerpiący korzyści są złodziejami? Może kawa i jeszcze raz Pan napisze?

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  zalegacz

To proszę jeszcze pomyśleć

zalegacz
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

No to myślę: „Opłata reprograficzna – nawet jeśli jest kontrowersyjna – nie może zmieniać stanu rzeczy.” – dla Pana korzystający z dozwolonego użytku prywatnego są złodziejami, a to że płaci się opłatę reprograficzną rekompensującą straty twórców nie zmienia Pana oglądu na tych złodziei. „Tak, jak źle postawiony znak drogowy nie zwalnia z przestrzegania przepisów.” – tym znakiem jest dozwolony użytek prywatny czy opłata reprograficzna, a może jedno i drugie? Skoro wyzywa Pan korzystających z dozwolonego użytku prywatnego od złodziei, to pewnie tym złym znakiem jest dozwolony użytek prywatny. Dalej: znak nie zwalnia z przepisów, czyli jeżeli w mieście jest zły… Czytaj więcej »

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  zalegacz

Napisałem e-book. Kosztowało mnie to dwa tygodnie pracy. Poza poświęceniem czasu musiałem opłacić grafika, „łamacza”, informatyka, pośrednika płatności. Wydałem pieniądze na reklamę i marketing. Sprzedaję w tym e-booku swoją unikatową wiedzę, którą pozyskiwałem przez 20 lat. I tak, wyzywam ewentualnie korzystających z mojej pracy za darmo – pod pozorem „dozwolonego użytku prywatnego” – od bandytów, złodziei oraz kanalii. Uważam, że za takie złodziejstwo powinno się iść do więzienia. Jeśli istnieje prawo, która pozwala bezkarnie kraść mój czas i moją pracę, to nie widzę nic złego w istnieniu opłat, które przynajmniej mają rekompensować skutki tych kradzieży. Choć chciałbym, żeby zabronione było… Czytaj więcej »

zalegacz
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Mało tego, od tego co Pan zarobił, następni złodzieje (tak ich Pan nazywa) kradną kolejne pieniądze. Nie interesuje ich czas napisania e-booka, grafik, informatyk pośrednik czy 20 lat doświadczenia . Po prostu przychodzą i kradną 15%. Pewnie wg Pana też należy pozamykać ich w klatkach. Najlepsze jest to, że wnioski wypływające z tego bardzo ciekawego tematu (choć napisane tak tendencyjnie), są zupełnie nie przyjmowane przez samego autora.

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  zalegacz

A to akurat prawda – z artykuł wynika, że większość ludzi, którzy chętnie ukradną mój e-book i tak by go nie kupili. A dzięki temu, że go ukradli, może w przyszłości „poszerzą rynek”. Dość to karkołomne, ale nie muszę się zgadzać ze wszystkim, co jest w „Subiektywnie o Finansach” napisane.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu