Nadchodzi koniec mrożenia cen prądu przez rząd. Od stycznia zapłacimy tyle, ile „wynegocjujemy” z firmą energetyczną (jeśli mamy umowę „komercyjną”) albo tyle, ile wynosi zatwierdzona przez Urząd Regulacji Energetyki taryfa (jeśli mamy umowę z „taryfą państwową”). Właśnie poznaliśmy ten drugi parametr. Co z rachunkami za prąd? Już tłumaczę. Uwaga, wracają (nie)sławne opłaty handlowe!
Kończy się „świat prostych wartości” na rynku energii elektrycznej. Od kilku lat ceny prądu de facto ustalał nam rząd, który ustawowo zamroził je najpierw na poziomie 0,5 zł za każdą kilowatogodzinę (kWh) brutto, a potem na poziomie 0,6 zł za każdą kWh brutto (czyli już z podatkiem VAT i akcyzą). Do ceny prądu dolicza się opłaty dystrybucyjne, więc ostateczny koszt energii dla zwykłych konsumentów wynosi dziś jakieś 1,1 zł za kWh (a przeciętna rodzina zużywa 2000-2500 kWh prądu rocznie).
- Płatności kartą czy gotówką? EBC sprawdził jak odpowiadają Europejczycy. Stara miłość do gotówki nie (za)rdzewieje. Uratują ją… młodzi! [POWERED BY EURONET]
- Ameryka nie musi się zawalić, żeby inwestorzy przestali na niej zarabiać. Czy właśnie zbliżamy się do tego momentu? [POWERED BY UNIQA TFI]
- Proszę zapiąć pasy, będzie bujało. Oto pięć zasad, które prawdopodobnie przyniosą Ci sukces w inwestowaniu w 2026 r. [POWERED BY XTB]
Ceny prądu nie pójdą w górę, ale uwaga na opłaty handlowe
Wszyscy płacimy po równo, ale to się kończy. Teraz (nareszcie) wraca (odrobinę) wolny rynek. A więc każdy może płacić za prąd trochę więcej, albo trochę mniej, w zależności od tego, gdzie go kupuje i jaką ma umowę. Zasadniczo mogą być dwie sytuacje: albo macie umowę zgodną z „urzędową” taryfą Urządu Regulacji Energetyki (każda duża firma energetyczna musi taką oferować), albo macie ofertę komercyjną, czyli np. z gwarancją stałej ceny na dwa lub trzy lata i z jakimiś dodatkami (elektrykiem, lekarzem, hydraulikiem).
W tej drugiej sytuacji jest 6 mln rodzin, które dały się w przeszłości namówić na „prywatną” umowę z firmą energetyczną. Jeśli należycie do tej grupy, to warto teraz zajrzeć na stronę firmy energetycznej, z którą macie umowę i sprawdzić, po ile będzie sprzedawała Wam prąd. Nie powinno być żadnych sensacji (rynkowe ceny prądu ostatnio są niskie), ale trzeba uważać na opłaty handlowe.
W czasie zamrożenia cen firmy energetyczne nie mogły pobierać opłaty handlowej (czyli takiej dodatkowej prowizji, opłaty „operacyjnej” za obsługę klienta), a teraz już mogą. Prawie w każdej „komercyjnej” umowie taka opłata jest i bywa wysoka. W takiej sytuacji warto sprawdzić jakie są możliwości przejścia na taryfę URE (czyli „państwową”). Tam opłaty handlowej nie może być.
Większość z Was – mniej więcej 9,5 mln rodzin – korzysta z taryf zatwierdzanych przez Urząd Regulacji Energetyki, które są też ważnym punktem odniesienia do umów „komercyjnych” (jedne nie za bardzo mogą się różnić od drugich). Urząd właśnie podał, ile będzie kosztował prąd w tej „państwowej” taryfie w przyszłym roku. Dla przypomnienia: w obecnej taryfie na 2025 r. w największych firmach energetycznych cena wynosi 0,77 zł brutto za kWh energii (ale nie ma to żadnego znaczenia, bo ceny prądu rząd zamroził na niższym poziomie). W nowej taryfie na 2026 r. cena wyniesie 0,6 zł za kWh brutto (a dokładniej 0,495 zł plus VAT i akcyza). Niemal dokładnie tyle samo, ile wynosi obecnie zamrożona cena.
Zatem nie zapłacimy więcej za sam prąd, choć rachunki w całości pójdą w górę, bo URE zgodził się na podwyżkę opłaty dystrybucyjnej. Ta podwyżka wyniesie mniej więcej 7,5%. W górę idzie też opłata mocowa (czyli taki „abonament” za utrzymanie przeważnie niepotrzebnych elektrowni, które są wykorzystywane tylko w czasie największego popytu na energię) oraz opłata na OZE (na finansowanie inwestycji w nowe źródła energii). Pierwsza wzrośnie dla większości z nas o 7 zł miesięcznie, a druga o złotówkę miesięcznie. Natomiast zniesiona zostaje opłata przejściowa (nie pytajcie co to takiego, bo nie wiem), dzięki czemu rachunek spadnie o 4 zł miesięcznie.
W sumie więc jeśli ktoś zużywa 200 kWh energii miesięcznie, to za sam prąd będzie płacił jakieś 120 zł (tyle, ile dotychczas), za jego dystrybucję pewnie jakieś 100-110 zł (o 7 zł więcej niż do tej pory) oraz 4 zł więcej z tytułu opłat dodatkowych (mocowej, OZE, przejściowej). Krótko pisząc: podwyżki są, ale niewielkie. Jest to cena, którą warto zapłacić za to, żeby „uruchomić” wolny rynek. Są firmy, takie jak Fortum, czy Respect Energy, które produkują lub kupują tylko „zieloną” energię, więc być może będą skłonne zaoferować ją taniej, niż największe firmy państwowe, takie jak PGE, Tauron, Enea, czy Energa.
Warszawiak zapłaci za prąd więcej (o ile nie zmieni sprzedawcy)
Największą grupą klientów, którzy nie „podpadają” pod taryfę zatwierdzoną przez URE są mieszkańcy Warszawy, którzy korzystają z oferty niemieckiej firmy e.on. Nie musi ona oferować taryfy „państwowej” (kiedyś wywalczyła to sobie w sądzie), więc jej klienci muszą mieć się na baczności. Jeszcze do niedawna e.on miał na stronie internetowej taryfę z ceną prawie 1,8 zł za kWh (czyli trzy razy wyższą od tej zamrożonej). Niedawno na stronie firmy pojawiła się nowa taryfa z ceną 0,62 zł za kWh (czyli trochę wyższą, niż ta z taryfy „państwowej”), ale dodatkowo dochodzi prawie 16,3 zł miesięcznie opłaty handlowej. Przy przeciętnym zużyciu prądu ta pozycja podnosi koszty o kolejne 6-7%.
I to właśnie opłaty handlowe będą stanowiły największy „ból” na rachunkach osób korzystających z ofert innych, niż taryfa zatwierdzona przez URE. Oczywiście: ta moneta ma dwie strony, bo zwykle tego typu umowy oferują gwarancję stałej ceny prądu na dłuższy czas (a więc „impregnują” przed ewentualnymi podwyżkami możliwymi w taryfach URE) oraz dają jakieś dodatkowe usługi (np. fachowców od drobnych napraw domowych). Ale prawda jest taka, że te korzyści zwykle bledną przy opłatach handlowych, które potrafią sięgać 30 zł miesięcznie (czyli stanowić kilkanaście procent rachunków).
Przykładowo e.on proponuje mieszkańcom Warszawy prąd z gwarantowaną ceną na trzy lata (0,62 zł w 2026 r. i 0,7 zł w latach 2027-2028) z opłatą handlową 19,3 zł miesięcznie i opłatą za pakiet fachowców 5 zł miesięcznie. Delikatnie pisząc: szału nie ma. Ale np. Enea oferuje pakiet ze stałą ceną energii na trzy lata 0,66 zł brutto za kWh plus mniej więcej 25 zł opłaty dodatkowej za usługi fachowców. Widać więc, że oferty „komercyjne” ze stałą ceną energii zakładają z góry, że prąd będzie coraz droższy. W pierwszym roku można na tym tylko stracić, w kolejnych – może być różnie, choć jeśli doda się opłatę handlową, to też chyba można stracić.
————————————-
CZYTAJ, TO TEŻ CIEKAWE:
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZOBACZ NASZE ROZMOWY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
———————————
zdjęcie tytułowe: Pixabay





