19 sierpnia 2026

Rząd wreszcie proponuje zmiany podatkowe: klasa średnia zapłaci (trochę) mniejszy podatek dochodowy. Kto za to zapłaci? I czy to ma sens? Recenzja!

Rząd wreszcie proponuje zmiany podatkowe: klasa średnia zapłaci (trochę) mniejszy podatek dochodowy. Kto za to zapłaci? I czy to ma sens? Recenzja!

Rząd się wreszcie obudził i zaproponował zmiany podatkowe. Lepiej późno, niż wcale, chociaż nie jest to żadna wielka reforma, a co najwyżej korekta dająca ulgę klasie średniej, czyli tej grupie podatników, która jest najbardziej dzisiaj uciśniona.  Zdecydowanie łatwiej byłoby przeprowadzać większe zmiany trzy lata temu, gdy zadłużenie państwa było o bilion złotych niższe. Czy podatkowe pomysły rządu mają sens? 

Premier zachwala, że 3,5 mln podatników w przyszłym roku zapłaci mniejszy podatek. Liczba ta ma rosnąć o pół miliona osób rocznie, bo coraz więcej osób będzie wpadała w nowe zasady. A jakie to zasady i jakie zmiany podatkowe proponuje rząd? Przede wszystkim zostanie przesunięty próg podatkowy, od którego będzie się płaciło więcej, niż 12% podatku dochodowego. Przesunięcie będzie dość symboliczne, bo z obecnych 120 000 zł do 130 000 zł. Ale powyżej tej kwoty podatek jeszcze przez jakiś czas będzie rósł tylko do 24% (a nie do 32%, jak do tej pory).

Zobacz również:

Dotychczasowa stawka 32% będzie się „włączała” dopiero przy rocznym dochodzie przekraczającym 150 000 zł. To oznacza, że średnio 700 zł dodatkowego zarobku netto będzie „uwolnione” od podatku 32% (zamiast tego będzie 12%), a kolejne 1500 zł  dodatkowego zarobku miesięcznie będzie obciążone mniejszą daniną (24% zamiast 32%). To są moje, chałupnicze wyliczenia – jeśli macie dokładniejsze, bardziej fachowe – chętnie przyjmę. Osoby, które znajdą się w widełkach niższego podatku to typowa klasa średnia, czyli osoby zarabiające 130-150% średniej krajowej.

Dobra wiadomość jest taka, że tym razem rząd zaproponował sposoby finansowania zmian podatkowych. Będzie to podniesienie podatku CIT z 19% do 22% dla firm osiągających przychody 50 mln euro lub więcej oraz dla podatkowych grup kapitałowych oraz wzrost daniny solidarnościowej do 5% od dochodów osób fizycznych przekraczających milion złotych w skali roku. Zmiany mają zacząć obowiązywać od 2027 r., o ile ustawę podpisze prezydent (na razie nie ma jeszcze nawet projektu, jest tylko polityczna decyzja rządu).

To nie jest reforma podatkowa. To jest korekta

Kto naprawdę zapłaci za te zmiany podatkowe? Obawiam się, że nadzieje premiera Donalda Tuska, że to najbogatsze firmy i najbogatsi podatnicy indywidualni sfinansują obniżkę podatków dla klasy średniej, są płonne (o tym za chwilę). Z planów rządu nie wynika też żadne ograniczenie podatku liniowego, który jest dziś najcenniejszą opcją „ucieczkową” dla osób zarabiających na tyle dużo, że wpadają w próg podatkowy 32%.

Ten arbitraż podatkowy nadal będzie „działał”. Zmiany podatkowe go nie likwidują. Tyle, że będzie miał sens dla podatnika od nieco wyższego poziomu dochodów. Ale i tak jeśli ktoś będzie zarabiał rocznie ponad 130 00o zł (czyli o 10 000 zł więcej, niż dziś), będzie spoglądał z nadzieją na podatek liniowy. Nowa stawka podatkowa w wysokości 24% plus 9% podatku zdrowotnego to będzie nadal więcej, niż wynosi podatek liniowy w wysokości 19% plus 5% podatku zdrowotnego.

Najważniejsza część zmian (czyli przesunięcie obciążenia stawką podatkową 32% ze 120 000 zł dochodu do 150 000 zł dochodu) prawdopodobnie będzie dotyczyła stosunkowo niewielkiej liczby podatników. Podatek 32% płaci dziś 2,3 mln Polaków, czyli mniej więcej 10% wszystkich. Nie mam danych jak duża część z tych osób to te, które nie przekraczają 150 000 zł, ale pewnie mówimy o „dużych” kilku procentach wszystkich podatników.

Wyższe opodatkowanie dużych koncernów i pozyskiwanie z tego źródła pieniędzy na ulżenie klasie średniej to znany trend, prawie wszystkie rządy tam właśnie szukają pieniędzy. Tak się składa, że to właśnie te firmy mają największą zdolność przerzucania dodatkowych kosztów na klientów, odbiorców swoich produktów i usług. Zwłaszcza w takim kraju, jak Polska, gdzie rządy mieszają się w wolny rynek i go w dużej części „zaorały”. Na koniec więc – podobnie jak podatek VAT – wyższe opodatkowanie firm zobaczymy wszyscy w kieszeniach.

W pewnym sensie jest to pośrednie przerzucanie pieniędzy z kieszeni wszystkich (poprzez wzrost opodatkowania firm, które przerzucą koszty na klientów) do klasy średniej (która – żeby było jasne – dziś jest mocno dyskryminowana). A więc szału nie ma, ale nie ma co premiera potępiać w czambuł. Mimo wszystko wprowadzenie nowego progu podatkowego 24% dla dochodów nie przekraczających  i podniesienie najwyższego progu podatkowego do 150 000 zł to krok w dobrym kierunku – także z drugiego powodu.

Dziś jedną z największych wad polskiego systemu podatkowego jest to, że „wypycha” klasę średnią na działalność gospodarczą. Każdy, kto zarabia powyżej 10 000 zł miesięcznie, stara się zwiać do podatku liniowego. I – jeśli osiąga potem w życiu sukces – państwo od tego sukcesu nie dostaje już ani grosza dodatkowej daniny (bo zbiera od niego podatek liniowy, a nie progresywny).

Jeszcze 10 lat temu żeby przekroczyć próg 32% trzeba było zarabiać ponad dwukrotność średniej krajowej. Dziś wystarczy do tego już 120-130% średniej krajowej. Nic dziwnego, że ci, którzy wyrastają ponad średnią – chcą uciekać w podatek liniowy. Przez chciwość lub głupotę urzędników podatkowych i polityków. Gwałtowny wzrost opodatkowania zaraz po wejściu człowieka do klasy średniej, wypycha go z tradycyjnego systemu podatkowego.

To potwornie głupie. A potem trzeba tworzyć specjalne ustawy i wysyłać Państwową Inspekcję Pracy, żeby „odkręcała” problem, który sami tworzymy przez bardzo „stromą” progresję podatkową dla osób, którzy wchodzą do klasy średniej. Jakie są jej skutki, pokazał w bardzo przejrzystej infografice ekonomista XYZ. Niestety, ta korekta podatkowa daje ulgę klasie średniej, ale nie wyklucza tego zjawiska, które powoduje „wypychanie” ludzi z klasy średniej do podatku liniowego.

Wprowadzenie pośredniego progu podatkowego bardziej wyrówna też obciążenia podatkowe. Kilka lat temu aż 45% wszystkich dochodów z podatku PIT pochodziło z kieszeni 5% podatników przekraczających próg 32%. Teraz te proporcje pewnie się zmieniają (połowę podatków PIT płaci 10-15% podatników), ale i tak to na barkach podatników w najwyższym progu jest koszt utrzymania państwa, patrząc przez pryzmat podatku PIT (a to tylko 100 mld zł z 600 mld zł dochodów państwa).

Pięć lat temu próg 32% przekraczało ok. 1,9 mln osób, a dziś już ok. 2,4 mln osób (czyli jakieś 10% podatników). To oznacza wzrost o około pół miliona podatników – głównie z powodu braku waloryzacji progu 120 000 zł przy szybkim wzroście wynagrodzeń. Teraz ta częściowa waloryzacja nastąpi poprzez zmiany podatkowe proponowane przez rząd. Być może klasa średnia będzie miała dzięki temu większe możliwości akumulowania oszczędności. A tych oszczędności bardzo potrzebuje polska gospodarka.

Będą zmiany podatkowe. Ale co będzie z dziurą budżetową?

Czy nas na to stać? Zobaczymy jak te zmiany w podatkach ocenią agencję ratingowe, bo zaczyna się sezon przeglądów oceny naszej wiarygodności kredytowej. Rząd zaproponował źródło finansowania korekt podatkowych, ale – nie da się ukryć – to nie jest to, na co czekają analitycy i inwestorzy. Te decyzje nie przybliżają nas do znalezienia się na ścieżce ograniczania dziury budżetowej.

Zadłużenie Polski pod koniec tego roku przekroczy prawdopodobnie 2,6 biliona złotych. W ciągu ostatnich trzech lat zwiększyło się niemal o bilion złotych. W porównaniu do wielkości gospodarki nie jesteśmy krajem bardzo zadłużonym (to raptem 60% rocznego PKB, czyli wartości tego wszystkiego, co wspólnie wytwarzamy), ale zadłużamy się w tempie 6-7% PKB rocznie, niemal najszybciej w Unii Europejskiej. Płacimy też od naszego długu wysokie odsetki – ok. 5,5-6% rocznie. Włosi i Francuzi płacą 4%, Niemcy tylko 3,2%.

Analitycy i inwestorzy oczekują od nas wytyczenia ścieżki ograniczania tempa wzrostu naszego zadłużenia, bo jeśli nic nie zmienimy, za 6-7 lat będziemy już tak zadłużeni, jak Włosi czy Francuzi, choć nie dogonimy ich jeszcze pod względem zamożności. A to oznacza, że musimy zmniejszać dziurę budżetową o 40-50 mld zł rocznie. Dopóki inwestorzy nie zobaczą wiarygodnego planu na to, jest ryzyko, że będziemy płacić wysokie odsetki od tego długu.

W tym roku mamy mieć dziurę budżetową na poziomie 270 mld zł. Nawet jeśli przychody z podatków będą rosły wraz ze wzrostem nominalnego PKB o 6-7% rocznie (3,5-4% realnie plus 3% inflacji), to każdy spadek tempa wzrostu gospodarki automatycznie będzie oznaczał, że wpadamy w pętlę zadłużenia, nawet jeśli nie będziemy nic robili (czyli nie będziemy zaciągali nowych długów). To niebezpieczne.

Dziś płacimy mniej więcej 80 mld zł rocznie samych odsetek od wyemitowanych wcześniej obligacji. Ta kwota z roku na rok będzie rosła, bo w najbliższych latach będzie się kończyło „życie” obligacji wyemitowanych w erze niższych stóp procentowych. Podniesienie oprocentowania polskiego długu o 1 punkt procentowy zwiększa roczny koszt odsetek budżetu państwa o ok. 20–22 mld zł.

CZYTAJ TEŻ:

kto zadłużył nas bardziej

czy inwestowanie w długoterminowe obligacje jest bezpieczne

polska w pułapce długu

Zmiany podatkowe? Jak powinien się zmienić polski system?

Uważam, że są trzy najważniejsze rzeczy, które powinniśmy zmienić w systemie podatkowym po to, żeby był bardziej sprawiedliwy i żeby ludzie chcieli płacić podatki, a nie unikali ich za wszelką cenę. Zmiany podatkowe powinny iść w tym kierunku właśnie. Czy idą? Oceńcie sami.

Po pierwsze: wprowadzenie automatycznej, inflacyjnej waloryzacji progów podatkowych i kwot wolnych od podatku. Skoro dochody państwa z podatków wraz z inflacją automatycznie rosną (VAT w wysokości 23% przy wyższych cenach jest kwotowo wyższy, podatek PIT od zwaloryzowanych o inflację wynagrodzeń jest też wyższy), to powinno to działać także w drugim kierunku. Wprowadzenie automatycznej waloryzacji zmniejszyłoby pole działania politykom-populistom. Nie musieliby już obiecywać wyższych kwot wolnych od podatku, albo ulg podatkowych – musieliby wymyślić coś lepszego.

W planie rządu nie ma wyższej kwoty od podatku. Kwota wolna od podatku w wysokości 30 000 zł (wcześniej była tylko symboliczna, żałośnie niska) została wprowadzona w Polsce przez rząd Mateusza Morawieckiego przy okazji niesławnego Polskiego Ładu (który okazał się najgłupszą reformą podatkową od dekad). Od tego czasu nie była ani razu waloryzowana. Ile powinna wynieść, żeby zachować swą „wartość”? Łącznie inflacja w Polsce wyniosła w latach 2022 r. mniej więcej 35%, zaś mediana wynagrodzeń poszła w górę o mniej więcej 50% – a więc dziś (gdybyśmy chcieli utrzymać realną wartość tej ulgi podatkowej) należałoby zwiększyć kwotę wolną od podatku do mniej więcej 45 000 zł.

Po drugie: uproszczenie systemu podatkowego i wprowadzenie sprawiedliwego opodatkowania dochodu niezależnie od źródła jego uzyskania. Dziś jest tak, że ten sam dochód może być w Polsce opodatkowany od 0% (jeśli pochodzi ze wzrostu wartości nieruchomości), poprzez 12% (jeśli podatnik płaci ryczałtowy podatek od przychodów), albo 19% (jeśli osiągnął dochód z kapitału, np. zarobił w banku na odsetkach), albo 24% (jeśli prowadzi działalność gospodarczą i jest na podatku liniowym z podatkiem zdrowotnym 5%), aż po 41% (jeśli przekroczył najwyższy próg podatkowy 32% i płaci 9% podatku zdrowotnego).

To jest popieprzone. Trzeba to uprościć i zrobić tak, żeby każdy dochód był mniej więcej tak samo opodatkowany. To samo dotyczy bałaganu ze stawkami VAT, bałaganu ze składkami do ZUS (trzeba skasować opcję, w której kilka milionów ludzi prawie tych składek nie płaci), czy ze składkami do NFZ (trzeba wprowadzić mniej więcej równy dla każdego podatek zdrowotny i opisać co w zamian dostaniemy).

Po trzecie: uporządkowanie progów podatkowych. Obecny system działa tak, że od pierwszych zarobionych 30 000 zł w danym roku nie płaci się podatku w ogóle, potem do 120 000 zł płaci się 12% podatku i 9% składki zdrowotnej (o ile ktoś nie płaci podatku na innych zasadach, patrz punkt poprzedni), a następnie – zarabiając mniej więcej 8 000 zł na rękę – nagle zaczyna się płacić 32% plus 9% składki zdrowotnej. Oznacza to bardzo gwałtowny wzrost opodatkowania dla osób, które właśnie wchodzą na poziom dochodów, który pozwalałby im akumulować oszczędności. W ten sposób klasę średnią przyciska się butem do gleby.

To jest też powód, dla którego każdy, kto zarabia powyżej 10 000 zł miesięcznie, stara się zwiać do podatku liniowego. I – jeśli osiąga potem w życiu sukces – państwo od tego sukcesu nie dostaje już ani grosza dodatkowej daniny. Przez chciwość lub głupotę, czyli gwałtowny wzrost opodatkowania zaraz po wejściu człowieka do klasy średniej, wypycha go z tradycyjnego systemu podatkowego. To potwornie głupie. I w tym aspekcie mamy wreszcie jakieś zmiany, choć – trzeba przyznać – relatywnie kosmetyczne. Arbitraż podatkowy będzie nadal działał, tylko będzie „włączał” się ciut później.

CZYTAJ TEŻ:

wyższe podatki

CZYTAJ TEŻ:

polska trzecią siłą w europie

BNP paribas trzy trendy

wydatki na zbrojenia grecka tragedia

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela.   Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

zdjęcie tytułowe: TVP Info

Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Tomek_wawa
43 minut temu

Zbliżają się wybory a więc rząd zaczyna dzielić kiełbasę wyborczą.

Szkoda, że zabrakło odwagi na głęboką reformę podatkową przedstawioną przez Redaktora Macieja – ale jak rozumiem za duży byłby opór osób na JDG, liberalnych mediów a na końcu prezydenta.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu