24 lipca 2026

Polska coraz bardziej zadłużona. Ale kto zadłużył nas bardziej: Mateusz Morawiecki czy Donald Tusk? I co nam mówi o tym relacja długu do PKB?

Polska coraz bardziej zadłużona. Ale kto zadłużył nas bardziej: Mateusz Morawiecki czy Donald Tusk? I co nam mówi o tym relacja długu do PKB?

Polska jest coraz bardziej zadłużona. Niedługo osiągniemy konstytucyjny próg zadłużenia na poziomie 60% PKB. Gdzie szukać winnego? Który rząd zadłużył nas bardziej – Mateusza Morawieckiego czy Donalda Tuska? A może problem nie tkwi w rządzie, tylko w modelu gospodarczym, który wybraliśmy do rozwoju? Polskie PKB rośnie co roku średnio o 3%, aspirujemy do statusu 20. gospodarki świata, ale… jaka jest tego cena?

Mateusz Morawiecki znów jest na czołówkach gazet i portali internetowych. Przy tej okazji odżył spór o to, czy był dobrym premierem i przyczynił się do rozkwitu Polski czy też przede wszystkim przyczynił się do wzrostu zadłużenia kraju i zniszczenia wartości oszczędności Polaków? Niektórzy, widząc szybki wzrost długu Polski w ostatnich trzech latach, tęsknią do powrotu premiera Morawieckiego do rządów i mówią: „to Donald Tusk najbardziej zadłuża Polskę”.

Zobacz również:

Kto (naj)bardziej nas zadłużył?

No właśnie, kto? Donald Tusk czy Mateusz Morawiecki najbardziej przyczynił się do tego, że na koniec tego roku możemy mieć już 2,6 biliona złotych długu? Nie da się ukryć, że w latach rządów Donalda Tuska (i ministra finansów Andrzeja Domańskiego) dług urósł mocno.

Przypomnijmy, że po dwóch latach rządu Beaty Szydło ze Zjednoczonej Prawicy na koniec 2017 roku, państwowy dług publiczny (według definicji krajowej) wyniósł 961,8 mld zł, co stanowiło wtedy 48,5% PKB. Według metodologii unijnej (obejmującej dług samorządowy) zadłużenie przekroczyło już wtedy 1 bilion zł, co stanowiło 50,6% polskiego PKB. I wydawało się, że jest to kwota monstrualna.

Ale po kolejnych sześciu latach rządów Mateusza Morawieckiego państwowy dług publiczny (według definicji krajowej) wyniósł 1,33 biliona zł. W relacji do PKB wskaźnik ten wyniósł jednak tylko 38,9%. Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (według definicji Unii Europejskiej) wyniósł 1,69 biliona zł. W relacji do PKB było to tylko 49,6%, czyli mniej niż sześć lat wcześniej, mimo wzrostu nominalnego długu aż o prawie 700 mld zł!

Dziś – po niecałych trzech latach rządu Donalda Tuska – nasze zadłużenie liczone według metody krajowej przekroczyło 2 biliony złotych. Relacja tego długu do PKB wynosi 50,6%. A licząc metodą Unii Europejskiej (czyli razem z długiem samorządowym), jest to już 2,44 biliona zł.

Jakie jest rozwiązanie tej zagadki? Kto zadłużył nas bardziej w relacji do wielkości gospodarki i w relacji do wartości pieniądza – premier Morawiecki czy premier Tusk? Żeby to ocenić, patrzymy na najnowsze dane Ministerstwa Finansów o zadłużeniu sektora finansów publicznych. A także na podsumowanie bieżącego stanu finansów publicznych, które poczynił ostatnio Kuba Samcik. Za podstawę posłużyły mu wyliczenia z dokumentu: „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026”

CZYTAJ O TYM:

Polska zadłużona bardziej czy mniej? Kiedy dane się „rozjechały”?

Relacja długu Polski w relacji do PKB, liczona metodą Unii Europejskiej, wynosi już 61,6%. Ale w polskiej Konstytucji i w Ustawie o finansach publicznych brany jest pod uwagę dług liczony metodą krajową, a tu mamy jeszcze pewien margines bezpieczeństwa. Niestety, szybko zbliżamy się do tej granicy również, jeśli policzymy nasze zadłużenie metodą krajową.

Poprzednio rządowi Donalda Tuska udało się zapobiec przekroczeniu tej granicy w 2014 roku, kiedy została „rozbrojona” część obligacyjna naszych składek emerytalnych zgromadzona w OFE. Oszczędności Polaków w kwocie ok. 150 mld zł przeniesiono do ZUS (jako zobowiązania na przyszłość), a obligacje umorzono. To znacznie obniżyło relację długu do PKB, z czego potem mogły skorzystać rządy Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. To pozwoliło bezboleśnie dla relacji długu do PKB realizować programy typu 500+, a także wprowadzić 13. i 14. emeryturę oraz wydatki socjalne.

Różnicę w metodach liczenia widać dobrze na wykresie poniżej z raportu Ministerstwa Finansów o stanie zadłużenia finansów publicznych. Obie metody dawały podobne wyniki, ale dane rozjechały się w czasie pandemii w 2020 roku, kiedy rząd Mateusza Morawieckiego przerzucił dużą część nadzwyczajnych wydatków państwa na zwalczanie skutków pandemii do funduszy celowych będących poza właściwym budżetem – w Banku Gospodarstwa Krajowego czy w Polskim Funduszu Rozwoju.

Pod koniec 2023 roku ok. 400 mld zł długu było już poza właściwym budżetem. Rząd Donalda Tuska rozpoczął proces konsolidacji finansów publicznych (czyli wciągnięcia tego długu wyhodowanego „na boku” do głównego budżetu), ale to wciąż proces w realizacji. Rozziew między metodami liczenia powiększa się, zamiast maleć. Trudno powiedzieć, kiedy Polska powróci do tej spójności finansów publicznych, jaka jest widoczna przed rokiem 2020.


Z powyższego wykresu wynika jednak coś jeszcze. Mimo skoku zadłużenia w 2020 roku późniejsze dane o relacji długu do PKB są bardzo optymistyczne. Relacja do PKB albo spada, albo jest stabilna. I tak jest do końca 2023 roku. Trend odwraca się dopiero w momencie, kiedy powstaje rząd premiera Tuska. Tempo przyrostu długu publicznego i wielkości corocznych deficytów w kasie państwa są „imponujące”. Rząd Tuska od początku proponuje budżety z bardzo wysokimi deficytami. Rośnie dług nominalny, rośnie relacja do PKB. Dlaczego?

Inflacja jest zła, ale… nie dla budżetu. I nie dla premiera

W latach 2020–2021 rząd Morawieckiego spowodował ogromny wzrost zadłużenia państwa związany z pandemią COVID-19. Było to jednorazowe zjawisko obserwowane niemal we wszystkich krajach rozwiniętych. Ale po pandemii relacja długu do PKB ustabilizowała się dzięki temu, że dosyć szybko zaczęła rosnąć inflacja i to w skali znacznie przekraczającej założenia budżetowe. Zadziałał stary i niezawodny mechanizm. Ten, który niszczy oszczędności ludzi, ale pomaga państwowemu budżetowi.

Dzięki wyższej niż zapisana w budżecie inflacji rosną dochody państwa z podatków, szczególnie z VAT i akcyzy, czyli z tych danin publicznych, które bezpośrednio są związane z rosnącymi cenami. Dzięki wyższym dochodom rząd ma wrażenie, że tzw. przestrzeń fiskalna dla kolejnych wydatków się poszerza. Rosnące ceny powiększają nominalną wartość PKB, dzięki czemu spada relacja długu do PKB.

Początkowy okres wzrostu inflacji wydaje się bardzo korzystny dla finansów publicznych. Dochody rosną szybciej niż wydatki, bo np. sfera budżetowa otrzymuje wynagrodzenia ze starych czasów, zgodnie planem ustalonym w poprzednim roku. Dopiero po roku czy kilku latach zaczynają rosnąć żądania płacowe, a wzrost wydatków zaczyna dorównywać wzrostowi dochodów. I tu zaczyna się problem. Bo kiedy sfera budżetowa zgłasza żądania, to często inflacja już spada, a wraz z tym spadkiem spadają dochody państwa.

To okres rosnących stóp procentowych. W wyniku zacieśnienia polityki pieniężnej przez bank centralny słabnie dynamika wzrostu gospodarczego. Może pogorszyć się sytuacja na rynku pracy i wzrosnąć bezrobocie, ale żądania płacowe mogą wciąż pozostawać na podwyższonym poziomie. To sytuacja niekomfortowa dla rządu. Musi więcej wydawać, żeby np. rosnącymi płacami czy inwestycjami wspomóc spowalniającą gospodarkę, ale na te większe wydatki jest coraz mniej pokrycia w kurczących się dochodach.

Przestrzeń fiskalna kurczy się, a na pokrycie dotychczasowych wydatków rząd musi zaciągać większy dług, więc deficyty budżetowe rosną. Większość wydatków w polskim budżecie to wydatki sztywne, np. na cele społeczne czy socjalne, edukację czy zdrowie, których nie można ograniczyć. Rząd ma stosunkowo niewielkie możliwości zaoszczędzenia, więc musi finansować wydatki z długu. Ten pierwszy etap odpowiada okresowi rządów Morawieckiego, ten drugi – Tuska.

Polska w 2024 r. weszła w okres spadającej inflacji, zaczęły wtedy spadać dochody z podatków dochodowych, VAT i akcyzy, rząd działa więc w zdecydowanie odmiennych warunkach od tych, z którymi miał do czynienia rząd Morawieckiego. Nic dziwnego, że zarówno Komisja Europejska, jak i instytucje międzynarodowe prognozują, że w kolejnych latach dług publiczny będzie systematycznie rósł relacji do PKB.

Jak przebiegały linie inflacji w kolejnych kluczowych latach, pokazuje wykres GUS poniżej. Przez niemal cały 2022 rok inflacja rosła, a w lutym 2023 roku osiągnęła swój szczyt na poziomie 18,4% i był to poziom najwyższy od 1996 roku. Potem inflacja już spadała, ale dosyć powoli. Spadająca systematycznie inflacja przyniosła ulgę posiadaczom oszczędności, nie pomogła jednak relacji długu do PKB.

Kiedy dług w relacji do PKB spada? I czy to zawsze dobrze?

Skąd obecne wysokie deficyty w państwowych budżetach? Po latach relatywnie słabszego wzrostu wynagrodzeń w części sektora publicznego obecny rząd przeprowadził znaczące podwyżki dla nauczycieli, urzędników, służb publicznych, a to zwiększa bazę wydatków także na kolejne lata. Jednocześnie nastąpiło spowolnienie dochodów podatkowych. Dochody budżetu nie rosną już tak szybko jak w latach bardzo wysokiej inflacji, która zwiększała dochody z VAT i akcyzy, ale też wpływy z PIT i CIT.

W ostatnich kilku latach z budżetu finansowane są znacznie większe niż w poprzednich latach zakupy sprzętu wojskowego. To zakupy rozłożone często na wiele lat i obciążające kolejne budżety. Po roku 2015 zwiększyły się wydatki państwa na cele społeczne, politykę prorodzinną, świadczenia dla emerytów – to wydatki, które były realizowane zarówno w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy, jak i obecnej koalicji KO-PSL-Lewica.

Obecny rząd odwraca proces przenoszenia części wydatków do funduszy celowych. Część zobowiązań stanowiących faktyczny dług publicznych wraca do budżetu centralnego. Za rządów Morawieckiego coraz większa część wydatków, zwłaszcza związanych z rządowym wsparciem gospodarki w czasie pandemii i późniejszej eksplozji inflacji, była realizowana przez Bank Gospodarstwa Krajowego, Polski Fundusz Rozwoju i różne fundusze celowe.

Tego zadłużenia nie pokazywały dane według krajowej metody liczenia długu PDP, więc ogólna relacja długu do PKB była zaniżona, a ekonomiści narzekali, że dane nie odzwierciedlają pełnego i faktycznego obrazu finansów publicznych. Pełne dane były widoczne w metodzie EDP, czyli długu sektora instytucji rządowych i samorządowych dla Eurostatu. Jak bardzo skomplikował się obraz finansów publicznych z powodu upychania wydatków covidowych i antyinflacyjnych w funduszach pozabudżetowych widać na wykresie Ministerstwa Finansów:

Czy można stwierdzić jednoznacznie, który rząd zadłuża Polskę bardziej? To zależy od okresu. Obecny rząd zwiększa zadłużenie bardzo szybko, bo rekordowe są deficyty za ostatnie trzy lata, wynoszące co roku po 200–300 mld zł. Z kolei na okres pandemii w 2020 roku przypada największy jednoroczny skok deficytu, który wyniósł wtedy niemal 85 mld zł, co stanowiło wówczas 3,7% PKB.

Największa różnica między Polską z lat 2016–2019 a Polską obecnie nie polega więc na tym, że jeden rząd – obecny – lubi dług, a ten poprzedni nie lubił. Zmieniło się zasadniczo otoczenie makroekonomiczne, a do pełnej oceny działań rządu w zakresie finansów publicznych trzeba by wziąć pod uwagę takie zjawiska jak pandemia, wojna w Ukrainie, gigantyczny program modernizacji armii, katastrofalny spadek dzietności i szybkie starzenie się społeczeństwa, a także utrzymywanie rozbudowanych transferów socjalnych.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

Jak to robią w USA? Tam też dane mogą się rozjechać!

Relacja długu do PKB czasem nie jest łatwa do uchwycenia. Ciekawy pod tym względem jest najnowszy wpis na blogu Rezerwy Federalnej, oddział w St. Louis, autor – Christian Zimmermann: „Jak rozumieć różne relacje długu do PKB w USA, kiedy podobne serie danych pokazują inne historie”. Jaka jest rzeczywista relacja długu federalnego w USA do PKB? Czy dług jest już powyżej 100% PKB czy dopiero zmierza do tej granicy?

Punktem wyjścia jest poniższy wykres FRED z trzema liniami opartymi na danych z 2025 roku. To dwie linie długu USA do PKB z wartościami znacznie powyżej 100% i jedna linia, która jest znacznie niższa. Skąd biorą się różnice? Dwie linie o wyższych wartościach wyglądają bardziej jak trzecia linia, gdy usuniemy wewnętrzny dług federalny, którego dysponentami są „agencje i trusty”. Chodzi tu o zadłużenie posiadane przez amerykańskie agencje federalne i fundusze powiernicze (ang. trust funds), które posiadają obligacje rządu USA.

W kontekście amerykańskiego długu publicznego pojęcie to należy rozumieć tak, że jedna część rządu (np. Departament Skarbu) jest winna pieniądze innej części rządu. Największymi podmiotami w tej kategorii są fundusze emerytalne, takie jak system ubezpieczeń społecznych (Social Security Trust Fund) czy fundusze dla pracowników wojskowych i cywilnych.

Gdy agencje rządowe (np. Social Security) mają nadwyżki finansowe (zbierają więcej składek, niż wypłacają świadczeń w danym momencie), zgodnie z prawem muszą inwestować te pieniądze w specjalne, niebędące w wolnym obrocie papiery skarbowe. To wewnętrzne zadłużenie stanowi około 20% całego długu narodowego USA. Ponieważ to tylko „przekładanie pieniędzy z jednej kieszeni rządu do drugiej”, dług ten nie wpływa bezpośrednio na ogólny stan gospodarki i rynki finansowe w taki sam sposób jak dług zewnętrzny.


Na kolejnym wykresie FRED, pokazane zostały te same trzy serie danych, ale po odjęciu tej składowej, która dotyczy wewnętrznego zadłużenia. Tutaj wszystkie linie wyglądają podobnie. W rzeczywistości dwie z nich są niemal identyczne. Jednak dług federalny brutto jako procent PKB nadal nie do końca pokrywa się z tymi dwiema pierwszymi liniami. Są różnicę. O co chodzi i skąd mogą pochodzić te kolejne różnice?

Wynikają one z podziału danych na okresy – w zależności od roku fiskalnego i roku kalendarzowego. FRED prezentuje dane z różnych źródeł. Np. informacje dotyczące długu federalnego brutto wyrażonego jako procent PKB (linia niebieska) pochodzą z serii danych o długu federalnym brutto, która trafia do FRED z Rady Doradców Ekonomicznych i jest zgodna z rokiem fiskalnym rządu federalnego, a nie z rokiem kalendarzowym (federalny rok fiskalny trwa od 1 października do 30 września i obowiązuje od 50 lat).

Natomiast pozostałe dwie serie wskaźnika długu do PKB, pokazane na liniach zielonej i brązowej, oparta są na danych Biura Służby Fiskalnej Skarbu Państwa USA (US Treasury Bureau of the Fiscal Service), które są zgodne z rokiem kalendarzowym. I właśnie stąd pochodzi ta drobna – niepokojąca – różnica. Sporo zależy więc od metody i sposobu prezentacji, zawsze warto dokładnie przeczytać przypisy pod wykresami czy tabelami.

CZYTAJ TEŻ:

czy inwestowanie w długoterminowe obligacje jest bezpieczne

Jak najlepiej obniżyć wskaźnik długu do PKB? Represje finansowe!

Nawet przy rosnącym nominalnie poziomie zadłużenia jest możliwe, że podstawowy wskaźnik, jakim jest relacja długu do PKB, będzie spadać. Spektakularnym przykładem jest powojenna sytuacja długu federalnego w USA. Przy czym obniżenie tej relacji nie wynikało z drakońskich oszczędności i cięcia wydatków budżetowych. Sposoby mogą być różne i najskuteczniejsza jest kombinacja kilku metod.

Najczęściej to efekt dynamicznego wzrostu gospodarczego, który powoduje niemal samoczynny spadek relacji dług-PKB plus dynamiczny wzrost inflacji, która obniża rzeczywistą wartość długu. Ale są też… represje finansowe. Co się kryje pod ta tajemnicza nazwą? To bardzo skuteczne narzędzie zarządzania długiem dla kraju, który ma dobrą pozycję i wiarygodność na rynkach długu.

Mechanizm represji finansowych wymusza na inwestorach kupujących obligacje zgodę na niższe zyski z inwestycji w rządowy dług. Ta polityka kilkakrotnie została zastosowana na wielką skalę np. przez władze fiskalne i monetarne USA, co pozwoliło Stanom Zjednoczonym po II Wojnie Światowej znacznie zbić wysokość zadłużenia, które powstało z napompowania wydatków zbrojeniowych w latach 40. XX w. Na wykresie poniżej widać, jak bardzo spadła relacja długu USA do PKB w latach 50.-70. XX w. Pokazują to dane zebrane przez rządowy ośrodek FiscalData?:

Przydatny okazał się ówczesny dynamiczny wzrost gospodarczy w okresie prosperity lat 50. i 60. XX w. Nie zaszkodziła inflacja, która zmniejszyła realną wartość zadłużenia, szczególnie w latach 70. Ale bardzo przydatny okazał się mechanizm represji finansowej. Dług USA z ponad 100% PKB pod koniec lat 40. spadł do niewiele powyżej 30% w drugiej połowie lat 70. Czyli w ciągu ćwierćwiecza relacja długo do PKB zmniejszyła się o niemal dwie trzecie. To ogromna różnica.

Dług USA w relacji do PKB spadł też w drugiej połowie lat 90. XX w., kiedy udało się zbić tę relację z 66% PKB w 1996 roku do zaledwie 55% PKB w 2001 roku. To z jednej strony wysiłki administracji Billa Clintona, który zwracał szczególną uwagę na równoważenie finansów publicznych i ograniczanie skali deficytu budżetowego, a drugiej strony efekt dobrej koniunktury w gospodarce. Potem jednak przyszedł atak na WTC, wojna z Irakiem i długi USA zaczęły znów rosnąć. Nie tylko nominalnie. Również w relacji do PKB.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

Kto zadłużył nas bardziej: Morawiecki czy Tusk?

PKB reprezentuje całkowitą wartość pieniężną wszystkich wyprodukowanych towarów i usług w gospodarce. Gdy dochodzi do inflacji, ceny towarów i usług rosną, automatycznie zwiększając całkowity nominalny PKB bez konieczności zwiększania realnej produkcji. Dług publiczny ma natomiast stałą wartość nominalną (np. obligacje o wartości 10 miliardów dolarów wyemitowane 10 lat temu to nadal 10 miliardów dolarów). Proporcja długu w stosunku do szybko rozwijającej się gospodarki maleje.

Na przykład w pierwszym roku dług o wartości 100 dolarów a nominalna wartość PKB również wynosi 100 dolarów. USD. Relacja długu do PKB to 100%. W kolejnym roku inflacja powoduje wzrost wartości nominalnej PKB o 3%, jednak dług pozostaje na poziomie 100 dolarów. Stosunek długu do PKB spadłby więc tylko z powodu inflacji do 97,09% PKB. To teoria, która pokazuje możliwa erozję rzeczywistej wartości długu w otoczeniu wyższej dynamiki cen.

Inflacja w teorii przynosi korzyści pożyczkobiorcom kosztem pożyczkodawców. O ile rząd nie wyemitował obligacji powiązanych z inflacją (jak TIPS – Treasury Inflation-Protected Securities – w USA), spłaca dług w walucie, która jest mniej warta w ujęciu realnym. Stałe stopy procentowe płacone przez rząd stają się „negatywne” w ujęciu realnym, skutecznie przenosząc korzyści do posiadaczy obligacji (wierzycieli) do emitenta długu (państwa). Wraz ze wzrostem cen i płac, nominalne dochody podatkowe rządu również rosną, dając rządowi więcej gotówki pod ręką na spłatę stałego długu.

Ten mechanizm neutralizacji długu przez inflację działał skutecznie w wielu gospodarkach po II wojnie światowej, ale jego współczesna skuteczność jest ograniczona. Współczesne rządy emitują dużo krótkoterminowego długu lub długu powiązanego z inflacją. Gdy rośnie inflacja, obligacje krótkoterminowe muszą być rolowane po znacznie wyższych stopach procentowych, a obligacje indeksowane inflacją automatycznie zwiększają wypłatę dla posiadaczy obligacji, co może zniwelować korzyści z nominalnego wzrostu PKB.

Debata o tym, który rząd zadłużył Polskę bardziej, często pomija ważny fakt. W ostatnich latach nie tylko politycy finansowali swoje obietnice długiem. Pomagała im również inflacja, która zwiększała dochody państwa i zmniejszała ciężar wcześniejszych zobowiązań w relacji do PKB. Dziś ten parasol ochronny znika.

Problemem staje się to, że relacja długu do PKB rośnie, i to w sytuacji, kiedy w krajach europejskich ten wskaźnik systematycznie spada. Z jednej strony w całkowitym zadłużeniu znajdujemy się na granicy 60% PKB, więc jesteśmy pośrodku unijnej stawki, bo wiele krajów, nawet strefy euro, które są zobowiązane do trzymania finansów w ryzach, ma dużo większą relację długu do PKB:

Z drugiej strony, Polska stała się jednym liderów przyrostu tej relacji. Nie widać starań o poprawę tego wskaźnika, a główny czynnik, który w latach rządów Morawieckiego pomagał, czyli inflacja, już nie działa, albo działa w niewielkim stopniu. Nie dziwi, że znaleźliśmy się na podium, na trzecim miejscu, ale… od końca!:

A może przyszłość polskich finansów publicznych zależy nie od tego, kto jest u władzy, lecz od tego, czy gospodarka (a może – inflacja) będzie rosła szybciej niż dług? Bo to właśnie relacja długu do PKB zdecyduje o bezpieczeństwie finansów państwa i stopach zwrotu naszego długu dla inwestorów finansujących deficyty budżetowe zakupem polskich obligacji w nadchodzących latach.

 

CZYTAJ TEŻ:

polska trzecią siłą w europie

BNP paribas trzy trendy

inflacyjny spisek

wydatki na zbrojenia grecka tragedia

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM: 

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

——————————

Źródło zdjęcia: Maciej Danielewicz

Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Aleks
41 minut temu

„Kto (naj)bardziej nas zadłużył?”Dobra zmiana – wprowadzenie rozszerzonych wydatkow socjalnych spowodowalo kumulacje zobowiazan, ktore narastaja – a sa finansowane długiem… Przyklad 500+ (obecnie 800+) Dane pokazują, ze rzady „dobrej zmiany” odziedzyczyly po swoich poprzednikach wzgledna dobra sytuacje budzetowa. Do tego wplywy z oplat za CO2 i transfery Unijne, przy niskich stopach % dały doping gospodarczy – do tego rosnaca inflacja i niskie stopy % NBP spowodowaly, ze dlug mimo iz wzrastal, to koszty jego obslugi byly nizsze… Srednio na rzadach tej dobrej zmiany kazdy obywatel Polski majacy oszczednosci jest stratny ok. 30%… A obecnie dlug rosnie, bo mamy % skladany… Czytaj więcej »

Admin
32 minut temu
Reply to  Aleks

Tak, to chyba dobra diagnoza. Niestety tę spiralę nakręciły rządy Zjednoczonej Prawicy, a premier Morawiecki był ich twarzą (i chyba mózgiem). Dzisiaj to już leci procentem składanym. Mówiąc obrazowo – Morawiecki rozpędził samochód do niebezpiecznej prędkości, a Tusk nie może znaleźć hamulca i próbuje nie wypaść z toru 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu