24 lipca 2026

Polska coraz bardziej zadłużona. Ale kto zadłużył nas bardziej: Mateusz Morawiecki czy Donald Tusk? I co nam mówi o tym relacja długu do PKB?

Polska coraz bardziej zadłużona. Ale kto zadłużył nas bardziej: Mateusz Morawiecki czy Donald Tusk? I co nam mówi o tym relacja długu do PKB?

Polska jest coraz bardziej zadłużona. Niedługo osiągniemy konstytucyjny próg zadłużenia na poziomie 60% PKB. Gdzie szukać winnego? Który rząd zadłużył nas bardziej – Mateusza Morawieckiego czy Donalda Tuska? A może problem nie tkwi w rządzie, tylko w modelu gospodarczym, który wybraliśmy do rozwoju? Polskie PKB rośnie co roku średnio o 3%, aspirujemy do statusu 20. gospodarki świata, ale… jaka jest tego cena?

Mateusz Morawiecki znów jest na czołówkach gazet i portali internetowych. Przy tej okazji odżył spór o to, czy był dobrym premierem i przyczynił się do rozkwitu Polski czy też przede wszystkim przyczynił się do wzrostu zadłużenia kraju i zniszczenia wartości oszczędności Polaków? Niektórzy, widząc szybki wzrost długu Polski w ostatnich trzech latach, tęsknią do powrotu premiera Morawieckiego do rządów i mówią: „to Donald Tusk najbardziej zadłuża Polskę”.

Zobacz również:

Kto (naj)bardziej nas zadłużył?

No właśnie, kto? Donald Tusk czy Mateusz Morawiecki najbardziej przyczynił się do tego, że na koniec tego roku możemy mieć już 2,6 biliona złotych długu? Nie da się ukryć, że w latach rządów Donalda Tuska (i ministra finansów Andrzeja Domańskiego) dług urósł mocno.

Przypomnijmy, że po dwóch latach rządu Beaty Szydło ze Zjednoczonej Prawicy na koniec 2017 roku, państwowy dług publiczny (według definicji krajowej) wyniósł 961,8 mld zł, co stanowiło wtedy 48,5% PKB. Według metodologii unijnej (obejmującej dług samorządowy) zadłużenie przekroczyło już wtedy 1 bilion zł, co stanowiło 50,6% polskiego PKB. I wydawało się, że jest to kwota monstrualna.

Ale po kolejnych sześciu latach rządów Mateusza Morawieckiego państwowy dług publiczny (według definicji krajowej) wyniósł 1,33 biliona zł. W relacji do PKB wskaźnik ten wyniósł jednak tylko 38,9%. Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (według definicji Unii Europejskiej) wyniósł 1,69 biliona zł. W relacji do PKB było to tylko 49,6%, czyli mniej niż sześć lat wcześniej, mimo wzrostu nominalnego długu aż o prawie 700 mld zł!

Dziś – po niecałych trzech latach rządu Donalda Tuska – nasze zadłużenie liczone według metody krajowej przekroczyło 2 biliony złotych. Relacja tego długu do PKB wynosi 50,6%. A licząc metodą Unii Europejskiej (czyli razem z długiem samorządowym), jest to już 2,44 biliona zł.

Jakie jest rozwiązanie tej zagadki? Kto zadłużył nas bardziej w relacji do wielkości gospodarki i w relacji do wartości pieniądza – premier Morawiecki czy premier Tusk? Żeby to ocenić, patrzymy na najnowsze dane Ministerstwa Finansów o zadłużeniu sektora finansów publicznych. A także na podsumowanie bieżącego stanu finansów publicznych, które poczynił ostatnio Kuba Samcik. Za podstawę posłużyły mu wyliczenia z dokumentu: „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026”

CZYTAJ O TYM:

Polska zadłużona bardziej czy mniej? Kiedy dane się „rozjechały”?

Relacja długu Polski w relacji do PKB liczona metodą Unii Europejskiej wynosi już 61,6%. Ale w polskiej Konstytucji i w Ustawie o finansach publicznych brany jest pod uwagę dług liczony metodą krajową, a tu mamy jeszcze pewien margines bezpieczeństwa. Niestety szybko zbliżamy się do tej granicy również, jeśli policzymy nasze zadłużenie metodą krajową.

Poprzednio rządowi Donalda Tuska udało się zapobiec przekroczeniu tej granicy w 2014 roku, kiedy została „rozbrojona” część obligacyjna naszych składek emerytalnych zgromadzona w OFE. Oszczędności Polaków w kwocie ok. 150 mld zł przeniesiono do ZUS (jako zobowiązania na przyszłość), a obligacje umorzono. To znacznie obniżyło relację długu do PKB, z czego potem mogły skorzystać rządy Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. To pozwoliło bezboleśnie dla relacji długu do PKB realizować programy typu 500+, a także wprowadzić 13. i 14. emeryturę oraz wydatki socjalne.

Różnicę w metodach liczenia widać dobrze na wykresie poniżej z raportu Ministerstwa Finansów o stanie zadłużenia finansów publicznych. Obie metody dawały podobne wyniki, ale dane rozjechały się w czasie pandemii w 2020 roku, kiedy rząd Mateusza Morawieckiego przerzucił dużą część nadzwyczajnych wydatków państwa na zwalczanie skutków pandemii do funduszy celowych będących poza właściwym budżetem – w Banku Gospodarstwa Krajowego czy w Polskim Funduszu Rozwoju.

Pod koniec 2023 roku ok. 400 mld zł długu było już poza właściwym budżetem. Rząd Donalda Tuska rozpoczął proces konsolidacji finansów publicznych (czyli wciągnięcia tego długu wyhodowanego „na boku” do głównego budżetu), ale to wciąż proces w realizacji. Rozziew między metodami liczenia powiększa się, zamiast maleć. Trudno powiedzieć, kiedy Polska powróci do tej spójności finansów publicznych, jaka jest widoczna przed rokiem 2020.


Z powyższego wykresu wynika jednak coś jeszcze. Mimo skoku zadłużenia w 2020 roku późniejsze dane o relacji długu do PKB są bardzo optymistyczne. Relacja do PKB albo spada, albo jest stabilna. I tak jest do końca 2023 roku. Trend odwraca się dopiero w momencie, kiedy powstaje rząd premiera Tuska. Tempo przyrostu długu publicznego i wielkości corocznych deficytów w kasie państwa są „imponujące”. Rząd Tuska od początku proponuje budżety z bardzo wysokimi deficytami. Rośnie dług nominalny, rośnie relacja do PKB. Dlaczego?

Inflacja jest zła, ale… nie dla budżetu. I nie dla premiera

W latach 2020–2021 rząd Morawieckiego spowodował ogromny wzrost zadłużenia państwa związany z pandemią COVID-19. Było to jednorazowe zjawisko obserwowane niemal we wszystkich krajach rozwiniętych. Ale po pandemii relacja długu do PKB ustabilizowała się dzięki temu, że dosyć szybko zaczęła rosnąć inflacja i to w skali znacznie przekraczającej założenia budżetowe. Zadziałał stary i niezawodny mechanizm. Ten, który niszczy oszczędności ludzi, ale pomaga państwowemu budżetowi.

Dzięki wyższej niż zapisana w budżecie inflacji rosną dochody państwa z podatków, szczególnie z VAT i akcyzy, czyli z tych danin publicznych, które bezpośrednio są związane z rosnącymi cenami. Dzięki wyższym dochodom rząd ma wrażenie, że tzw. przestrzeń fiskalna dla kolejnych wydatków się poszerza. Rosnące ceny powiększają nominalną wartość PKB, dzięki czemu spada relacja długu do PKB.

Początkowy okres wzrostu inflacji wydaje się bardzo korzystny dla finansów publicznych. Dochody rosną szybciej niż wydatki, bo np. sfera budżetowa otrzymuje wynagrodzenia ze starych czasów, zgodnie z planem ustalonym w poprzednim roku. Dopiero po roku czy kilku latach zaczynają rosnąć żądania płacowe, a wzrost wydatków zaczyna dorównywać wzrostowi dochodów. I tu zaczyna się problem. Bo kiedy sfera budżetowa zgłasza żądania, to często inflacja już spada, a wraz z tym spadkiem spadają dochody państwa.

To okres rosnących stóp procentowych. W wyniku zacieśnienia polityki pieniężnej przez bank centralny słabnie dynamika wzrostu gospodarczego. Może pogorszyć się sytuacja na rynku pracy i wzrosnąć bezrobocie, ale żądania płacowe mogą wciąż pozostawać na podwyższonym poziomie. To sytuacja niekomfortowa dla rządu. Musi więcej wydawać, żeby np. rosnącymi płacami czy inwestycjami wspomóc spowalniającą gospodarkę, ale na te większe wydatki jest coraz mniej pokrycia w kurczących się dochodach.

Przestrzeń fiskalna kurczy się, a na pokrycie dotychczasowych wydatków rząd musi zaciągać większy dług, więc deficyty budżetowe rosną. Większość wydatków w polskim budżecie to wydatki sztywne, np. na cele społeczne czy socjalne, edukację czy zdrowie, których nie można ograniczyć. Rząd ma stosunkowo niewielkie możliwości zaoszczędzenia, więc musi finansować wydatki z długu. Ten pierwszy etap odpowiada okresowi rządów Morawieckiego, ten drugi – Tuska.

Polska w 2024 r. weszła w okres spadającej inflacji, zaczęło wtedy spadać tempo wzrostu dochodów z podatków – dochodowych, VAT i akcyz – rząd działa więc w zdecydowanie odmiennych warunkach od tych, z którymi miał do czynienia rząd Morawieckiego. Nic dziwnego, że zarówno Komisja Europejska, jak i instytucje międzynarodowe prognozują, że w kolejnych latach dług publiczny będzie systematycznie rósł relacji do PKB.

Jak przebiegały linie inflacji w kolejnych kluczowych latach, pokazuje wykres GUS poniżej. Przez niemal cały 2022 rok inflacja rosła, a w lutym 2023 roku osiągnęła swój szczyt na poziomie 18,4% i był to poziom najwyższy od 1996 roku. Potem inflacja już spadała, ale dosyć powoli. Spadająca systematycznie inflacja przyniosła ulgę posiadaczom oszczędności, nie pomogła jednak relacji długu do PKB.

Kiedy dług w relacji do PKB spada? I czy to zawsze dobrze?

Skąd obecne wysokie deficyty w państwowych budżetach? Po latach relatywnie słabszego wzrostu wynagrodzeń w części sektora publicznego obecny rząd przeprowadził znaczące podwyżki dla nauczycieli, urzędników, służb publicznych, a to zwiększa bazę wydatków także na kolejne lata. Jednocześnie nastąpiło spowolnienie dochodów podatkowych. Dochody budżetu nie rosną już tak szybko jak w latach bardzo wysokiej inflacji, która zwiększała dochody z VAT i akcyzy, ale też wpływy z PIT i CIT.

W ostatnich kilku latach z budżetu finansowane są znacznie większe niż w poprzednich latach zakupy sprzętu wojskowego. To zakupy rozłożone często na wiele lat i obciążające kolejne budżety. Po roku 2015 zwiększyły się wydatki państwa na cele społeczne, politykę prorodzinną, świadczenia dla emerytów – to wydatki, które były realizowane zarówno w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy, jak i obecnej koalicji KO-PSL-Lewica.

Obecny rząd odwraca proces przenoszenia części wydatków do funduszy celowych. Część zobowiązań stanowiących faktyczny dług publicznych wraca do budżetu centralnego. Za rządów Morawieckiego coraz większa część wydatków, zwłaszcza związanych z rządowym wsparciem gospodarki w czasie pandemii i późniejszej eksplozji inflacji, była realizowana przez Bank Gospodarstwa Krajowego, Polski Fundusz Rozwoju i różne fundusze celowe.

Tego zadłużenia nie pokazywały dane według krajowej metody liczenia długu PDP, więc ogólna relacja długu do PKB była zaniżona, a ekonomiści narzekali, że dane nie odzwierciedlają pełnego i faktycznego obrazu finansów publicznych. Pełne dane były widoczne w metodzie EDP, czyli długu sektora instytucji rządowych i samorządowych dla Eurostatu. Jak bardzo skomplikował się obraz finansów publicznych z powodu upychania wydatków covidowych i antyinflacyjnych w funduszach pozabudżetowych widać na wykresie Ministerstwa Finansów:

Czy można stwierdzić jednoznacznie, który rząd zadłuża Polskę bardziej? To zależy od okresu. Obecny rząd zwiększa zadłużenie bardzo szybko, bo rekordowe są deficyty za ostatnie trzy lata, wynoszące co roku po 200–300 mld zł. Z kolei na okres pandemii w 2020 roku przypada największy jednoroczny skok deficytu, który wyniósł wtedy niemal 85 mld zł, co stanowiło wówczas 3,7% PKB.

Największa różnica między Polską z lat 2016–2019 a Polską obecnie nie polega więc na tym, że jeden rząd – obecny – lubi dług, a ten poprzedni nie lubił. Zmieniło się zasadniczo otoczenie makroekonomiczne, a do pełnej oceny działań rządu w zakresie finansów publicznych trzeba by wziąć pod uwagę takie zjawiska jak pandemia, wojna w Ukrainie, gigantyczny program modernizacji armii, katastrofalny spadek dzietności i szybkie starzenie się społeczeństwa, a także utrzymywanie rozbudowanych transferów socjalnych.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

Jak to robią w USA? Tam też dane mogą się rozjechać!

Relacja długu do PKB czasem nie jest łatwa do uchwycenia. Ciekawy pod tym względem jest najnowszy wpis na blogu Rezerwy Federalnej, oddział w St. Louis, autor Christian Zimmermann: „Jak rozumieć różne relacje długu do PKB w USA, kiedy podobne serie danych pokazują inne historie”. Jaka jest rzeczywista relacja długu federalnego w USA do PKB? Czy dług jest już powyżej 100% PKB czy dopiero zmierza do tej granicy?

Punktem wyjścia jest poniższy wykres FRED z trzema liniami opartymi na danych z 2025 roku. To dwie linie długu USA do PKB z wartościami znacznie powyżej 100% i jedna linia, która jest znacznie niższa. Skąd biorą się różnice? Dwie linie o wyższych wartościach wyglądają bardziej jak trzecia linia, gdy usuniemy wewnętrzny dług federalny, którego dysponentami są „agencje i trusty”. Chodzi tu o zadłużenie posiadane przez amerykańskie agencje federalne i fundusze powiernicze (ang. trust funds), które posiadają obligacje rządu USA.

W kontekście amerykańskiego długu publicznego pojęcie to należy rozumieć tak, że jedna część rządu (np. Departament Skarbu) jest winna pieniądze innej części rządu. Największymi podmiotami w tej kategorii są fundusze emerytalne, takie jak system ubezpieczeń społecznych (Social Security Trust Fund) czy fundusze dla pracowników wojskowych i cywilnych.

Gdy agencje rządowe (np. Social Security) mają nadwyżki finansowe (zbierają więcej składek, niż wypłacają świadczeń w danym momencie), zgodnie z prawem muszą inwestować te pieniądze w specjalne, niebędące w wolnym obrocie papiery skarbowe. To wewnętrzne zadłużenie stanowi około 20% całego długu narodowego USA. Ponieważ to tylko „przekładanie pieniędzy z jednej kieszeni rządu do drugiej”, dług ten nie wpływa bezpośrednio na ogólny stan gospodarki i rynki finansowe w taki sam sposób jak dług zewnętrzny.


Na kolejnym wykresie FRED, pokazane zostały te same trzy serie danych, ale po odjęciu tej składowej, która dotyczy wewnętrznego zadłużenia. Tutaj wszystkie linie wyglądają podobnie. W rzeczywistości dwie z nich są niemal identyczne. Jednak dług federalny brutto jako procent PKB nadal nie do końca pokrywa się z tymi dwiema pierwszymi liniami. Są różnicę. O co chodzi i skąd mogą pochodzić te kolejne różnice?

Wynikają one z podziału danych na okresy – w zależności od roku fiskalnego i roku kalendarzowego. FRED prezentuje dane z różnych źródeł. Np. informacje dotyczące długu federalnego brutto wyrażonego jako procent PKB (linia niebieska) pochodzą z serii danych o długu federalnym brutto, która trafia do FRED z Rady Doradców Ekonomicznych i jest zgodna z rokiem fiskalnym rządu federalnego, a nie z rokiem kalendarzowym (federalny rok fiskalny trwa od 1 października do 30 września i obowiązuje od 50 lat).

Natomiast pozostałe dwie serie wskaźnika długu do PKB, pokazane na liniach zielonej i brązowej, oparta są na danych Biura Służby Fiskalnej Skarbu Państwa USA (US Treasury Bureau of the Fiscal Service), które są zgodne z rokiem kalendarzowym. I właśnie stąd pochodzi ta drobna – niepokojąca – różnica. Sporo zależy więc od metody i sposobu prezentacji, zawsze warto dokładnie przeczytać przypisy pod wykresami czy tabelami.

CZYTAJ TEŻ:

czy inwestowanie w długoterminowe obligacje jest bezpieczne

Jak najlepiej obniżyć wskaźnik długu do PKB? Represje finansowe!

Nawet przy rosnącym nominalnie poziomie zadłużenia jest możliwe, że podstawowy wskaźnik, jakim jest relacja długu do PKB, będzie spadać. Spektakularnym przykładem jest powojenna sytuacja długu federalnego w USA. Przy czym obniżenie tej relacji nie wynikało z drakońskich oszczędności i cięcia wydatków budżetowych. Sposoby mogą być różne i najskuteczniejsza jest kombinacja kilku metod.

Najczęściej to efekt dynamicznego wzrostu gospodarczego, który powoduje niemal samoczynny spadek relacji dług-PKB plus dynamiczny wzrost inflacji, która obniża rzeczywistą wartość długu. Ale są też… represje finansowe. Co się kryje pod tą tajemniczą nazwą? To bardzo skuteczne narzędzie zarządzania długiem dla kraju, który ma dobrą pozycję i wiarygodność na rynkach długu.

Mechanizm represji finansowych wymusza na inwestorach kupujących obligacje zgodę na niższe zyski z inwestycji w rządowy dług. Ta polityka kilkakrotnie została zastosowana na wielką skalę np. przez władze fiskalne i monetarne USA, co pozwoliło Stanom Zjednoczonym po II Wojnie Światowej znacznie zbić wysokość zadłużenia, które powstało z napompowania wydatków zbrojeniowych w latach 40. XX w. Na wykresie poniżej widać, jak bardzo spadła relacja długu USA do PKB w latach 50.-70. XX w. Pokazują to dane zebrane przez rządowy ośrodek FiscalData?:

Przydatny okazał się ówczesny dynamiczny wzrost gospodarczy w okresie prosperity lat 50. i 60. XX w. Nie zaszkodziła inflacja, która zmniejszyła realną wartość zadłużenia, szczególnie w latach 70. Ale bardzo przydatny okazał się mechanizm represji finansowej. Dług USA z ponad 100% PKB pod koniec lat 40. spadł do niewiele powyżej 30% w drugiej połowie lat 70. Czyli w ciągu ćwierćwiecza relacja długo do PKB zmniejszyła się o niemal dwie trzecie. To ogromna różnica.

Dług USA w relacji do PKB spadł też w drugiej połowie lat 90. XX w., kiedy udało się zbić tę relację z 66% PKB w 1996 roku do zaledwie 55% PKB w 2001 roku. To z jednej strony wysiłki administracji Billa Clintona, który zwracał szczególną uwagę na równoważenie finansów publicznych i ograniczanie skali deficytu budżetowego, a drugiej strony efekt dobrej koniunktury w gospodarce. Potem jednak przyszedł atak na WTC, wojna z Irakiem i długi USA zaczęły znów rosnąć. Nie tylko nominalnie. Również w relacji do PKB.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

Kto zadłużył nas bardziej: Morawiecki czy Tusk?

PKB reprezentuje całkowitą wartość pieniężną wszystkich wyprodukowanych towarów i usług w gospodarce. Gdy dochodzi do inflacji, ceny towarów i usług rosną, automatycznie zwiększając całkowity nominalny PKB bez konieczności zwiększania realnej produkcji. Dług publiczny ma natomiast stałą wartość nominalną (np. obligacje o wartości 10 miliardów dolarów wyemitowane 10 lat temu to nadal 10 miliardów dolarów). Proporcja długu w stosunku do szybko rozwijającej się gospodarki maleje.

Na przykład w pierwszym roku dług o wartości 100 dolarów a nominalna wartość PKB również wynosi 100 dolarów. USD. Relacja długu do PKB to 100%. W kolejnym roku inflacja powoduje wzrost wartości nominalnej PKB o 3%, jednak dług pozostaje na poziomie 100 dolarów. Stosunek długu do PKB spadłby więc tylko z powodu inflacji do 97,09% PKB. To teoria, która pokazuje możliwą erozję rzeczywistej wartości długu w otoczeniu wyższej dynamiki cen.

Inflacja w teorii przynosi korzyści pożyczkobiorcom kosztem pożyczkodawców. O ile rząd nie wyemitował obligacji powiązanych z inflacją (jak TIPS – Treasury Inflation-Protected Securities – w USA), spłaca dług w walucie, która jest mniej warta w ujęciu realnym. Stałe stopy procentowe płacone przez rząd stają się „negatywne” w ujęciu realnym, skutecznie przenosząc korzyści do posiadaczy obligacji (wierzycieli) do emitenta długu (państwa). Wraz ze wzrostem cen i płac, nominalne dochody podatkowe rządu również rosną, dając rządowi więcej gotówki pod ręką na spłatę stałego długu.

Ten mechanizm neutralizacji długu przez inflację działał skutecznie w wielu gospodarkach po II wojnie światowej, ale jego współczesna skuteczność jest ograniczona. Współczesne rządy emitują dużo krótkoterminowego długu lub długu powiązanego z inflacją. Gdy rośnie inflacja, obligacje krótkoterminowe muszą być rolowane po znacznie wyższych stopach procentowych, a obligacje indeksowane inflacją automatycznie zwiększają wypłatę dla posiadaczy obligacji, co może zniwelować korzyści z nominalnego wzrostu PKB.

Debata o tym, który rząd zadłużył Polskę bardziej, często pomija ważny fakt. W ostatnich latach nie tylko politycy finansowali swoje obietnice długiem. Pomagała im również inflacja, która zwiększała dochody państwa i zmniejszała ciężar wcześniejszych zobowiązań w relacji do PKB. Dziś ten parasol ochronny znika.

Problemem staje się to, że relacja długu do PKB rośnie, i to w sytuacji, kiedy w krajach europejskich ten wskaźnik systematycznie spada. Z jednej strony w całkowitym zadłużeniu znajdujemy się na granicy 60% PKB, więc jesteśmy pośrodku unijnej stawki, bo wiele krajów, nawet strefy euro, które są zobowiązane do trzymania finansów w ryzach, ma dużo większą relację długu do PKB:

Z drugiej strony, Polska stała się jednym liderów przyrostu tej relacji. Nie widać starań o poprawę tego wskaźnika, a główny czynnik, który w latach rządów Morawieckiego pomagał, czyli inflacja, już nie działa, albo działa w niewielkim stopniu. Nie dziwi, że znaleźliśmy się na podium, na trzecim miejscu, ale… od końca!:

A może przyszłość polskich finansów publicznych zależy nie od tego, kto jest u władzy, lecz od tego, czy gospodarka (a może inflacja) będzie rosła szybciej niż dług? Bo to właśnie relacja długu do PKB zdecyduje o bezpieczeństwie finansów państwa i stopach zwrotu naszego długu dla inwestorów finansujących deficyty budżetowe zakupem polskich obligacji w nadchodzących latach.

 

CZYTAJ TEŻ:

polska trzecią siłą w europie

BNP paribas trzy trendy

inflacyjny spisek

wydatki na zbrojenia grecka tragedia

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM: 

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

——————————

Źródło zdjęcia: Maciej Danielewicz

Subscribe
Powiadom o
79 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Aleks
23 dni temu

„Kto (naj)bardziej nas zadłużył?”Dobra zmiana – wprowadzenie rozszerzonych wydatkow socjalnych spowodowalo kumulacje zobowiazan, ktore narastaja – a sa finansowane długiem… Przyklad 500+ (obecnie 800+) Dane pokazują, ze rzady „dobrej zmiany” odziedzyczyly po swoich poprzednikach wzgledna dobra sytuacje budzetowa. Do tego wplywy z oplat za CO2 i transfery Unijne, przy niskich stopach % dały doping gospodarczy – do tego rosnaca inflacja i niskie stopy % NBP spowodowaly, ze dlug mimo iz wzrastal, to koszty jego obslugi byly nizsze… Srednio na rzadach tej dobrej zmiany kazdy obywatel Polski majacy oszczednosci jest stratny ok. 30%… A obecnie dlug rosnie, bo mamy % skladany… Czytaj więcej »

Admin
23 dni temu
Reply to  Aleks

Tak, to chyba dobra diagnoza. Niestety tę spiralę nakręciły rządy Zjednoczonej Prawicy, a premier Morawiecki był ich twarzą (i chyba mózgiem). Dzisiaj to już leci procentem składanym. Mówiąc obrazowo – Morawiecki rozpędził samochód do niebezpiecznej prędkości, a Tusk nie może znaleźć hamulca i próbuje nie wypaść z toru 😉

Sylwester
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Będzie jeszcze gorzej. Każdy kolejny rząd nawet nie będzie szukał hamulca, bo to spowoduje jego przegraną w kolejnych wyborach. Jedynym sposobem na uniknięcie przegranej w kolejnych wyborach (po likwidacji np. 800+) byłaby ogromna zmiana w setkach ustaw, która by zdążyła przed końcem kadencji przywrócić część zabranej gotówki jednym i dać lepszy przychód innym. Na to się nie zanosi, bo to ogromna praca najpewniej wymagająca wielu kadencji i współpracy międzypartyjnej, a nie od dziś wiadomo, że najlepsze wyborczo są proste i pozorne działania typu „daj money”, które w końcu wywrócą wózek. PS. Aż się ciśnie cytat z polskiego klasyka „a co… Czytaj więcej »

Last edited 23 dni temu by Sylwester
Admin
23 dni temu
Reply to  Sylwester

Politycy są emanacją społeczeństwa. Najpierw my musimy zmądrzeć, a potem dopiero oni zmądrzeją i znajdą hamulec. Albo musimy nauczyć się na własnych błędach, czyli poczuć kryzys na własnej skórze.

Яцек
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Stwierdzenie mogłoby być uprawnione, gdyby nie ordynacja wyborcza – zdarza się, że grono niemal 20% wyborców nie ma swojej reprezentacji parlamentarnej i zdane jest na łaskę ludzi, którym nie powierzyłoby nawet guzika.

Admin
23 dni temu
Reply to  Яцек

No, na tym polega demokracja. Te 20% musi przekonać jeszcze 20% i to przeważnie wystarczy, żeby rządzić pozostałymi 60% 😉

Niko
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Macieju kiedy w końcu bedzie ten kryzys i znowu dolar poszybuje na wyżyny a giełda na niziny ,wtedy byśmy sobie kupili dużo taniej takiego Orlena czy Pzu ,PkoBp?

Admin
23 dni temu
Reply to  Niko

Miał być już pięć lat temu, więc nie zdziwię się, jak jeszcze trochę poczekamy 😉

Phx
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Historia uczy, że Polak mądry po szkodzie. Zazwyczaj ta szkoda jest tak duża, że dotyka ona kilka pokoleń. A ci, którym już jest względnie dobrze, to nie mają tych doświadczeń i pędzą w nową szkodę wielopokoleniową.

Poza tym demokracja promuje niestety równanie do średniej, czyli do lenistwa (różnego rodzaju). Optymalna była by dynastia, jednak władza deprawuje. Zostaje tylko być mądrym w swoim królestwie i tworzyć własną (mikro)dynastię która będzie wiedziała jak się w tym wszystkim sprawnie poruszać. Narzekanie nic nie zmieni.

Admin
22 dni temu
Reply to  Phx

Tak, teraz o tym kto rządzi decydują ludzie, którzy nie pamiętają poważnego kryzysu. Przeżyjemy go i znowu na 20 lat będzie spokój.

Karol
22 dni temu
Reply to  Sylwester

„która by zdążyła przed końcem kadencji przywrócić część zabranej gotówki jednym i dać lepszy przychód innym”
Czyli chcesz zabrać 800+ rodzicom, którzy budują przyszłość tego narodu, i dać je bezdzietnym, którzy zamiast pracować kombinują, jak robić mniej za te same pieniądze? I liczysz, że na tym zbudujesz dobrobyt? 😀
Jaka jest ulubiona pensja bezdzietnego? Minimalna, bo wymaga najmniej wysiłku 😀
Komiczni w tym zwierzyńcu jesteście 😀
No dobr nie jest śmiesznie bo żyjecie na nasz koszt.

RAFAL
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Tusk nie chce a nie ,, nie może „. Zabierz pan teraz 800 plus ,13:- tki itp. Zmniejsz pobory różnych wojtów , burmistrzów różnych Kozich Wólek ( pobory średnio po 300 k brutto rocznie ) . Jeszcze w 2018 było to ok 100- 120 k . Zarzadów nikomu niepotrzebnych powiatów powielających kompetencje . Widać jak ciężko jest coś zabrać coś co zostało raz dane np po konowałach . Za mało było 240 zł / h , to trzeba było wymusić możliwość rzekomej pracy na 2 etatach .Pisiory to wszystko rozkręciły i zahamować to już chyba nie sposób . Trzeba by… Czytaj więcej »

Admin
23 dni temu
Reply to  RAFAL

Miesza Pan dwie sprawy – realną zmianę przepływów w budżecie (czyli zrobienie taniego państwa z niskimi podatkami, a nie wielkiego państwa socjalnego z niskimi podatkami) i odpolitycznienie państwa (żebyśmy nie mieli setek tysięcy urzędników-nierobów). Być może bez tego drugiego nie będzie poparcia dla tego pierwszego. Na razie Polacy nie rozumieją, że jeśli będziemy mieli takie podatki jakie mamy i takie świadczenia jakie mamy, to zbankrutujemy i najwięcej stracą na tym ci, którzy dzisiaj są beneficjentami tego socjału

Ppp
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Z drugiej strony PIS nie spowodował ani epidemii COVIDu, ani napaści Rosji na Ukrainę – a to one były podstawowymi powodami poważnych problemów. Zgodność czasu akcji i tożsamość uczestnika nie przesądza o jego WINIE, jeśli działa w sytuacji przymusowej.
Pamiętajmy też, że w 2015r była taka, że nie można było nie podnieść emerytur, płac i nie wprowadzić 500plus. To ostatnie okazało się nieskuteczne właśnie dlatego, że weszło o jakieś 10 lat za późno – ludzie urodzeni w szczycie demograficznym lat 80-tych mieli już po 30 lat i przyzwyczaili się, że dzieci nie są im potrzebne do szczęścia.
Pozdrawiam.

Admin
22 dni temu
Reply to  Ppp

Co do 500+ – pełna zgoda. Co do zarządzania pandemią – w Polsce było bardzo nieefektywne, bo rządziło wówczas ugrupowanie, które nie było w stanie skutecznie realizować nic ponad projekty typu „helicopter money”. Co nie oznacza, że obecna ekipa robiłaby to lepiej 😉

Max
23 dni temu
Reply to  Aleks

Najgorsze, że nakręcono tym samym nie tylko szybki wzrost zadłużenia, ale także oczekiwania społeczne. Dopóki ludzie wiedzieli, że pieniędzy nie ma i nie będzie, to poziom roszczeniowości poszczególnych grup społecznych był ograniczony. Po sypnięciu socjalami obywatele zmienili się w klientelę wyborczą, oczekującą od władzy kolejnych podarków i łapówek wyborczych, a politycy ostatecznie porzucili resztki rozsądku i zamienili się w populistów i świętych Mikołajów.

Admin
23 dni temu
Reply to  Max

Tak, zgadza się, zostaliśmy zdemoralizowani i przekonani, że pieniądze rosną na drzewach. I za to premier Morawiecki – bo tu ma większe „zasługi”, niż Tusk – powinien się smażyć w piekle…

Яцек
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Skoro za samą demoralizację taka sroga kara, to co za masową eksterminację Polaków przez odcięcie ich od diagnostyki i leczenia? Na tego skompromitowanego obcego agenta wciąż gotowa jest głosować tak duża grupa wyborców, że nadal chroniłby go immunitet..

Last edited 23 dni temu by Яцек
Admin
23 dni temu
Reply to  Яцек

Proszę się nie wydurniać. Ma Pan jakieś dane dotyczące „masowej eksterminacji”? Bo jeśli tak, to poproszę o link do źródła danych, a jak nie, to udzielam ostatniego ostrzeżenia.
Skompromitowany obcy agent to pan Morawiecki? Nieładnie go Pan nazywa. Myślę, że to nie była zdrada, tylko głupota. Przypominam, że to jego rząd uchwalił ustawę, która zlikwidowała wszystkie tamy dla wynagrodzeń lekarzy.
Generalnie uwaga na koniec: jeszcze jeden taki bełkot nie na temat i będzie ban.

Яцек
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Podczas pandemii oczywiście była nadwyżka narodzin nad zgonami i za to personel medyczny inkasował premie. Wiem, że zwolennicy ówczesnego zamordyzmu potrafią wypierać to, do czego wtedy doprowadziło zamknięcie tzw. służby zdrowia i jestem w stanie zrozumieć tych, którzy ulegli ślepej panice. Polecam lekturę książki ” Biała księga pandemii koronawirusa”. Nie widzę sensu wyszukiwać jeszcze innych źródeł, bo zaraz zostaną okrzyknięte prorosyjskimi, co już się zdarzyło w przypadku użytkownika objętego chyba dożywotnią cenzurą. Kryptonimy „Student” i „Jacob” jako współpracownika niemieckiej bezpieki dotyczą osoby o 100% zbieżności obu imion i nazwiska byłego premiera – sprawę nagłaśniał redaktor Leszek Szymowski. Temat oczywiście zignorowany… Czytaj więcej »

Admin
22 dni temu
Reply to  Яцек

Wydało się. A więc to Niemcy zamknęli nam szpitale 😉

Stefan
22 dni temu
Reply to  Яцек

Jakie były poziomy tej premii za nadwyżkę zgonów ponad urodzinami? I kto za to płacił? To było swiadczenie socjalne czy premia uznanniowa? Czy jeżeli dziś doprowadzę do nadwyżki zgonów nad urodzinami to też dostanę premię? Czemu wtedy nie dostałem żadnej premii?

Яцек
21 dni temu
Reply to  Stefan

Pan naprawdę mie wyczuł sarkazmu? Premie bralo się za obecność na liście krzątających się w pobliżu łóżka, w którym leżał człowiek z najczęściej fałszywie pozytywnym testem na przesadnie popularnego wówczas wirusa.

RAFAL
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Jest chyba wierzący to zdawał sobie sprawę , że będzie się smarzył ale ,,słuzył ” Polsce i się poświecił .

Admin
22 dni temu
Reply to  RAFAL

No może.

Karol
22 dni temu
Reply to  Max

No na przykład oczekiwania bezdzietnych są kosmiczne. Masz półtora miliona złotych do dyspozycji, więcej niż rodzic trójki dzieci, w nagrodę za to, że nic nie robisz, i jeszcze marne 3 × 800 zł chcą zabrać rodzicowi i podzielić między siebie, bo 143 zł dochodowego miesięcznie, jakie płacą od swojej minimalnej krajowej, czyli cały wkład w budżet mediany bezdzietnych, uzasadnia tę kradzież ich zdaniem. 😀 A nie myślałeś, Max, żeby narobić tyle dzieci, że skończy się kryzys demograficzny w Polsce? Wtedy rządzący szybko przestaną dopłacać rodzicom. Tak jak z elektrykami — jak trzeba było budować infrastrukturę dla elektryków, to były przywileje,… Czytaj więcej »

Daniel
22 dni temu
Reply to  Karol

Chłopie ale ty bełkoczesz…

RAFAL
21 dni temu
Reply to  Daniel

I tacy ludzie chodzą sobie bez opieki w wielu polskich miejscowościach .

Karol
22 dni temu
Reply to  Aleks

„500+ (obecnie 800+)” to akurat słaby przykład. 800+ to obecnie ok. 172 tys. zł na dziecko przez 18 lat. Tymczasem jako dorosły człowiek jak zostanie dobrze wychowane, to odprowadzi w ciągu życia ok. 1,75 mln zł podatków. Dlatego gdy ktoś mówi, że „nie stać nas na 800+”, wyobrażam go sobie jak kogoś, kto bierze kredyt w Providencie na wakacje, a potem oddaje dziesięć razy tyle. Tak jak bezdzietny, który chwali się, jak to nie pobrał 800 zł (kredyt na 800 zł), ale że w zamian okradł państwo na 10 razy tyle, to już zapomniał się przyznać. Jeśli już szukać przyczyn… Czytaj więcej »

Stefan
22 dni temu
Reply to  Karol

Prawda każdy zwolennik bezdzietności powinien uzasadnić jak funkcjonowałby krak gdyby w polsce od 1940 wszyscy byli bezdzietni.Najmlodszy czlowiek 86 latek skąd brałby środki na emeryturę bez dzieci które można okraść i rodziców których można wyzyskiwać jak dzisiaj. Plusem wysokiego socjalu dla bezdzietnych jest to, że to się w końcu zemści, rodzice skuszeni socjalem zostają coraz częściej bezdzietnymi i w końcu się doigramy życia na socjalu bezdzietności.

Яцек
22 dni temu
Reply to  Karol

Zwłaszcza te dzieci, które się w Polsce wykształcą i potem czmychną swe dorosłe życie spędzić za granicą przyniosą te mityczne miliony polskiemu budżetowi.
Dlaczego Polacy uciekają do obcych krajów, a nie zakladają swoich rodzin w Polsce? Bo nie są tu obywatelami należącymi do pierwszej kategorii.

Admin
22 dni temu
Reply to  Яцек

Ostatnio więcej Polaków wraca do kraju z emigracji, niż wyjeżdża. Pokazują to dane o saldzie migracji Polska-Wielka Brytania i Polska-Niemczy. Prawda jest taka, że w Polsce żyje się już lepiej, niż w Wielkiej Brytanii i Hiszpoanii (młodzi Hiszpanie przyjeżdżają tu do pracy), podobnie jak we Francji i niewiele gorzej, niż w Niemczech (jeśli chodzi o siłę nabywczą). Także to tej „tuskowo-kaczyńskiej” dyktatury wszyscy wracają, jak do Ziemi Obiecanej ;-)))

Яцек
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Przyczyną jest raczej brak poczucia bezpieczeństwa – Europa Zachodnia pogrąża się w odmętach barbarii, a mówiący o tym otwarcie trafiają za kratki. U nas jeszcze aparat państwa tak opresyjny nie jest.

Marcin Staly Czytelnik
23 dni temu

Napisze moze niepopularna opinie, ale nieważne kto zadluzyl bardziej, bo obaj przyczynili sie do zwiekszenia zadłużenia a to juz samo w sobie powinno zmusic do refleksji osoby głosujące na tych panów. Wiadomo, że wiekszosc obywateli nie mysli dlugoterminowo (podobnie jak nasi politycy), ale powinniśmy byc chociaz w stanie spojrzec wstecz i wyciągnąć wnioski.

Moim zdaniem potrzeba kogos nowego na scenie politycznej. 2 glowne partie juz mialy swoje szanse i sie nie sprawdzily. Przydalby sie jakis powiew swiezosci…

Admin
23 dni temu

Nie wiem czy to jest taka kontrowersyjna teza ;-). Ale kandydaci do tego „powiewu świeżości” też są niskiej jakości, niestety…

Mario
23 dni temu

Wynika z tego,że analizując długi okres czasu, gdzie w gospodarce polskiej i światowej zachodzą róźne pozytywne i negatywne zjawiska, mamy następujące liczby:
PIS (10 lat), dług UE: 530+1330 = 1860 mld.
PO/KO (10-11 lat), dług UE: 830+2440=3270 mld.

Odpowiedź na postawione w tytule pytanie może być tylko jedna 🙂

Admin
23 dni temu
Reply to  Mario

Źle Pan interpretuje liczby. Tego się nie sumuje 😉

Mario
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Jeżeli jest to dług narastający to jest jeszcze ciekawiej:
PIS: 60+500 = 560 mld.
PO: 300+1110 = 1410 mld.

Jakby nie patrzeć, odpowiedź na postawione w tytule pytanie może być tylko jedna 🙂

Admin
23 dni temu
Reply to  Mario

Proszę policzyć też inflację – czyli o ile PiS zniszczył wartość pieniądza. To by było blisko 50%. Czyli po jednej stronie mamy mniejszy wzrost długu i jednoczesne zniszczenie wartości pieniędzy ludzi, a po drugiej – większy wzrost długu i mniejszy spadek wartości oszczędności ludzi.
Wniosek – po uzupełnieniu obliczeń o inflację – jest taki, że PiS sfinansował wzrost długu „kradnąc” wartość oszczędności ludzi, a PO/KO robi to „na czysto”. Ale jeśli uzupełnimy bilans o spadek wartości pieniądza i odejmiemy czynnik zaburzający w postaci zbrojeń – to wydaje się, że saldo może być dość porównywalne

Mario
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Czyli teraz mamy narrację że to PIS zniszczył wartość pieniądza poprzez 50% inflację. Hmm, nie zakłada Pan scenariusza, że większość z tej rekordowej inflacji przyszła jednak z zewnątrz? Bądźmy uczciwi, panie Macieju…

Admin
23 dni temu
Reply to  Mario

To była moja odpowiedź na argument, że Donald Tusk zadłużył nas po idyllicznych rządach Zjednoczonej Prawicy.
Wiadomo, że duża część tej inflacji przyszła z zewnątrz, ale swoje dołożyły błędy w polityce pieniężnej oraz najbardziej hojne w krajach OECD drukowanie pieniędzy. Można było mieć 8-9% inflacji w szczycie (a nie 18%) i można było jej nie pompować wypłacając covidowe pieniądze bez limitów. Więc prawda – jak często bywa – leży tam, gdzie leży 😉

Stefan
22 dni temu
Reply to  Mario

Infoacja mogła być dużo niższa jakby kompetentni ludzie byli u władzy.

Aleks
23 dni temu
Reply to  Mario

Efekt „kuli snieznej” – niestety kula zaczyna przybierac coraz wieksza forme…
Pamietam wyliczenia na tym portalu, ze przekroczenie 2bln zł to juz powazny sygnal kryzysu finansowego budzetu panstwa.

Admin
23 dni temu
Reply to  Aleks

Trochę tak. Rentowność polskich obligacji coraz częściej zbliża się do 6%. A to już bardzo dużo.

Jarek
23 dni temu

Niestety artykuł mimo swojej objętości, unika odpowiedzi na postawione pytanie, czytelnik musi sam wykonać obliczenia. Przywołuje mnóstwo prawd i półprawd, niestety również oczywistą nieprawdę: przy spadku inflacji wcale nie spadają dochody z VAT, tylko spada tempo ich WZROSTU!
W tej sytuacji trudno przekazać ten artykuł sceptykom i osobom niezdecydowanym, ponieważ zbyt łatwo zakwestionować postawione tezy.
Ciekawy jestem, czy taki sceptyczny komentarz zostanie opublikowany bez cenzury.

Admin
23 dni temu
Reply to  Jarek

Panie Jarku, ten tekst nie wymaga wykonania żadnych dodatkowych obliczeń, wszystko co najważniejsze jest podane czytelnie w wykresach i tabelach. Ten tekst ma pokazać zależność trzech (a nawet czterech) czynników – wzrost tempa zadłużenia, inflacja (czyli spadek wartości pieniądza, w którym to zadłużenie rośnie) oraz zadłużenie w relacji do wielkości gospodarki i sama wielkość gospodarki. A więc dług może rosnąć, ale wartość pieniądza i wartość gospodarki jednocześnie może też się zmieniać. Zatem odpowiedź na postawione pytanie jest w pewnym sensie względna. Bo tu nie ma jednej liczby. Osoby niezdecydowane mają możliwość, żeby w warunkach politycznego jazgotu obejrzeć liczby, zobaczyć ich… Czytaj więcej »

Admin
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

A co do przychodów podatkowych to może być różnie, ale generalnie częściej spada tempo ich wzrostu. Poprawione, dzięki za zwrócenie uwagi

Raf
23 dni temu

Artykuł jest miękki. Brakuje prawdziwej analizy erozji naszych oszczedności.
Pan Morawiecki uruchomił taką drukarkę że oszczedności Pilaków budowane dekadami straciły niemal 50% swojej pierwotnej wartości.
Składany procent inflacji 20-24 wynosi 41%
Dla porównania strefa EURO 20%

Admin
23 dni temu
Reply to  Raf

Zgadza się, uruchomił. Ale mam wrażenie, że to jest tutaj zaakcentowane. Ale gdyby chcieć zrobić dużą analizę erozji naszych oszczędności, to jednocześnie trzeba by „uruchomić” analizę realnego wzrostu wynagrodzeń, pewnie wzbogacić to o efekty na rynku nieruchomości itp. To jest temat nieco obok, chociaż oczywiście ściśle powiązany z kwestią długu i PKB vs inflacja.

Mateusz
23 dni temu
Reply to  Raf

Przepraszam ale w czasie gdy u nas inflacja byłą wysoka, w krajach UE z nami sąsiądującymi, z EURO jako walultą lub nie, inflacja była podobna lub jeszcze wyższa. To była inflacja pandemiczno-wojenna i gdyby rządziło to co teraz rządzi było by co najmniej tak samo. Czy uważasz Pan, że nie ?

Admin
22 dni temu
Reply to  Mateusz

W innych dużych krajach inflacja było 8-9%, a nie 18%.

Mateusz
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

[CENZURA-red, bełkot]

RAFAL
22 dni temu
Reply to  Mateusz

Jedynie w Estonii było prawie 25 proc . Jeszcze większa niż u nas była na węgrzech ( ale tam było to samo dziadostwo spokrewnione ) . W Europie ok 8 proc . W USA w szczycie prawie 9 proc . We Francji ok 5 proc . Także panie całuj pan w D … Pisiorków.

Mateusz
22 dni temu
Reply to  RAFAL

Redaktor Samcik cenzuruje historię i nazywa ją bełkotem, choć równie dobrze jego odpowiedź też mógłbym tak nazwać tj. bełkotem, podał liczby na które mógłbym odpowiedzieć liczbami, równie wesoło, że np. w tych krajach (dużych) jest dwa razy i więcej ludności i byłaby dyskusja na liczbach? Napisałem, że te kraje które ma zapewne na myśli to państwa postkolonialne (z różna historią) co dla redaktora nie ma znaczenia jest bełkotem. poniżej najwyższe poziomy inflacji w czasie tzw. pandemii, Estonia – 25,2% – Sierpień 2022 Węgry – 25,0% – Styczeń 2023 Litwa – 24,1% – Wrzesień 2022 Łotwa – 22,2% – Wrzesień 2022… Czytaj więcej »

Admin
22 dni temu
Reply to  Mateusz

Nie historię, tylko bezproduktywny bełkot. Ale cieszę się, że wreszcie pojawiły się liczby.

Mateusz
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

To Pana opinia, że bełkot. Pan uważa, że można Polskę porównywać ekonomicznie bez względu na historię do Niemiec, Francji czy UK? NIe ma w Europie w ogóle takiego kraju raczej.

Stefan
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Masę bezproduktywnego bełkotu tutaj publikujecie. Roznica jest tylko czy jest to bełkot, bełkot w stylu Rafalkow czy zawiera faktyczne dane i informacje które obalają glupie argumenty.

Mateusz
23 dni temu

Donek nie zadłużył bo to wszystko wina PiS. On za nic nie odpowiada bo zawsze ktoś inny jest winny. Poza tym teraz buduje kosmodrom.

Admin
23 dni temu
Reply to  Mateusz

A potrafi Pan coś z sensem napisać? Bo za pisanie luźnych przemyśleń wypranego mózgu stąd się wylatuje na zbity pysk.

Mateusz
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Co ja mam poważnie napisać jeśli żyjemy w niepoważnej rzeczywistości. Poza tym czy to jest poważne pytanie, że Pan czytelników pyta kto nas zadłużył i dlaczego Pan stwierdzasz, że mam wyprany mózg? Bo nie piszę tak jak się Panu podoba? Pan zapyta Tuska jako aktualnie rządzącego kto nas zadłużył i jako redaktor zrelacjonuje czytelnikom odpowiedź.

Last edited 23 dni temu by Mateusz
Admin
23 dni temu
Reply to  Mateusz

No właśnie to, co Pan pisze o tym świadczy ;-).
Kolejne Pana komentarze nie będą publikowane, o ile nie będą zawierały merytorycznych, umotywowanych źródłami argumentów. Nie mam czasu na pyskówki.

Stefan
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

W przeciwienstwie do komentarzy ludzi piszących zgodnie z pana linią myślenia. Próbowałem przez kwartał, wypisałem sobie co pan lubi i dopuki byłem w linii mogłem sobie pisać bez argumentów, ze zmyślonymi argumentami z błędami i nikt mnie nie cenzurował ani się nie czepiał poza myślącymi uzytkownikami których zwraz ktoś dojeżdżał i im groził.
Więc trzeba brać te teksty nie jako neutralne zasady tylko jako zapowiedź nierównej dyskusji.

Admin
22 dni temu
Reply to  Stefan

Proszę uważać, żeby Pan nie poległ w nierównej walce 😉

Maks
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Samcik nie zachowuj pan się jak gbur obrażając wszystkich kto ma inne zdanie niż pan…

Admin
23 dni temu
Reply to  Maks

Stwierdzenie, że ktoś, kto jest monotematyczny i wszystko kojarzy mu się z Tuskiem, ma wyprany mózg, to stwierdzenie faktu, a nie obraza ;-). Może być jeszcze płatnym trollem, ale to też byłoby stwierdzenie faktu, gdybym miał mocne przesłanki w tym kierunku (zapewniam, że da się je mieć).
Wystarczy komentować merytorycznie, a zapewniam, że wszystko będzie dobrze. Sęk w tym, że ludzie z wypranymi mózgami tak nie potrafią i wtedy mają problem na tym forum ;-)). Pozdrowienia!

Stefan
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Proszę pisać prawdę, a nie dorabiać ideologii do nierównego traktowania.

Zbigniew
23 dni temu

Dziękuję za artykuł bo niejako sam taką sprawę wywoływalem. Ale Pana teza to trochę czy lepiej zostać przejechanym samochodem czy zostać powieszonym. Może i lepiej być przejechanym samochodem – mniejszy wstyd ale ogólnie to i tak i tak kicha a reszta to nieistotne szczegóły. Ja proponowałem by olewjąc temat kto jest winny kto nie winny pomyśleć co dalej i jak najbardziej krytykować ale za konkrety oraz proponować wyjście z tego bagna. W trudnej sytuacji jak nie potrafisz się wytłumaczyć w 60 sek. to umarłeś. I tak Pan niejako Donka przygniótł 🙂 Rekapitulując za PISu za dobrze nie było ale teraz… Czytaj więcej »

Admin
23 dni temu
Reply to  Zbigniew

Pełna zgoda, nie było bilansu otwarcia, więc trudno dzisiaj obecnej koalicji jednoznacznie powiedzieć: „to odziedziczyliśmy, a to wina PiS”

Dwa razy obiecać to jak raz dać
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

A jednak w latach 2023/2024 posłowie/posłanki o inteligencji jamochłona, którzy zostali nagrodzeni mandatem poselskim na przykład za śpiewanie wierszyków albo za medialne rżenie i podskakiwanie jak źrebię a potem mdlenie, mówili publicznie że zły stan finansów państwa to wina ośmiu lat rządów ich poprzedników a te 100 konkretów zostało opracowane w największym wysiłku ich agencji marketingowych… jako POSTULATY (czytaj: „marzenia pospólstwa”). Wiem już jak łatwo można zrobić karierę polityczną wśród jamochłonów – wystarczy postulować dzielenie skóry na niedźwiedziu, opowiadać na przemian o marzeniach i o tym że na drodze do ich realizacji stoją tamci/szarańcza/zaraza/mordercy uchodźców. A gdy jamochłon kłamie to… Czytaj więcej »

Admin
22 dni temu

Jeśli dobrze Pan zdiagnozował sytuację, to zapewne łatwo zostanie Pan posłem, premierem, albo i prezydentem w tej krainie jamochłonów ;-). Do dzieła!

Sławomir
22 dni temu

Ja bym już tym dwóm panom temu mniejszemu i trochę większemu podziękował !!! Amen

Admin
22 dni temu
Reply to  Sławomir

A jednak rok w co czwarty rok 60% Polaków na jednego z nich głosuje 😉

Яцек
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie 60% Polaków, lecz 60% ważnych głosów to oddane na to, żeby było jak dotychczas.
Jest szansa, że duopol kaczordonaldystyczny w końcu runie.

Admin
22 dni temu
Reply to  Яцек

30% Polaków nie głosuje. Z pozostałych 70% mniej więcej 70-80% wybiera Tuska albo Kaczyńskiego. Ostatnio trochę mniej, ale nie łudziłbym się na Pana miejscu ;-). Zwłaszcza, że alternatywa też jest populistyczna i z kaszą we łbach.

Яцек
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Populizmem wygrywa się wybory. Chyba nie liczy Pan na to, że nagle pojawi się partia, która niczego nie obieca?

Admin
20 dni temu
Reply to  Яцек

W Polsce się wygrywa populizmem, w Szwajcarii nie.

SirAdi
21 dni temu

Skąd pomysł, że „Rząd Donalda Tuska rozpoczął proces konsolidacji finansów publicznych (czyli wciągnięcia tego długu wyhodowanego „na boku” do głównego budżetu)”? Jakie dane za tym przemawiają? Bo patrząc na miniony roku, rząd kontynuował wypychanie deficytu finansów poza budżet.
https://www.rp.pl/budzet-i-podatki/art41070541-rzad-planuje-miliardy-poza-budzetem-to-wbrew-konstytucji

Admin
21 dni temu
Reply to  SirAdi

Nie, no coś-tam zrobili. Zlikwidowali część funduszy albo je wygaszają. Z tego, co znalazłem:
Fundusz Solidarnościowy – wygasili część działań.
Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych – zmienili zasady finansowania.
Fundusz COVID-19 – nastąpiło praktyczne zakończenie działalności.
Fundusz Pomocy – jest ograniczenie nowych zadań.
Fundusz Reprywatyzacji – przeniesienie części działań do budżetu.
Ministerstwo Finansów zaczęło ujmować część obligacji „pozabudżetowych” w budżecie i w długu. Natomiast oczywiście idzie to jak krew z nosa.

SirAdi
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Czyli wygaszają pozabudżetowe programy poprzedniego rządu – zero zaskoczenia. Ale w ich miejsce tworzą nowy dług poza budżetem, tym razem autorski.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu