11 sierpnia 2026

We Francji najmniej urodzeń od stulecia. Załamała się demografia kraju uważanego za wzór polityki rodzinnej. A w Polsce bez zmian: „Więcej pieniędzy!”

We Francji najmniej urodzeń od stulecia. Załamała się demografia kraju uważanego za wzór polityki rodzinnej. A w Polsce bez zmian: „Więcej pieniędzy!”

Francja przez lata uchodziła za europejski wzór polityki rodzinnej. Dzięki rozbudowanemu systemowi świadczeń, ulg podatkowych i opieki nad dziećmi długo pozostawała krajem o najwyższej dzietności wśród dużych państw Europy Zachodniej. Dziś ten model przestaje działać. Demografia słabnie, liczba urodzeń spadła do najniższego poziomu od ponad stu lat, a współczynnik dzietności obniżył się do 1,55 dziecka na kobietę. Czy to oznacza, że nawet najbardziej rozbudowana polityka prorodzinna nie jest już w stanie odwrócić trendu spadku urodzeń? A jeśli tak, to jakie wnioski powinna wyciągnąć z tego Polska? I polscy politycy, którzy wciąż ścigają się na wkładanie coraz większych pieniędzy do kieszeni rodziców?

W Polsce powoli zaczyna się wyścig pomysłów polityków na to, jak zmienić katastrofalną polską demografię. Od przynajmniej dekady ta polityka prodemograficzna opiera się na refundowaniu rodzicom coraz większej części ich wydatków na dzieci, zwłaszcza w pierwszych latach. Najpierw była ulga podatkowa na dzieci, potem roczny zasiłek (tzw. kosiniakowe), następnie „wjechało” 500+, potem podniesione do 800+. Dorzucono tzw. babciowe, czyli dotacja do opieki na dzieci. Poza tym wydłużono urlopy rodzicielskie.

Zobacz również:

I wszystko na nic. Liczba dzieci w Polsce spada, liczba rozwodów rośnie, coraz więcej osób mieszka w jednoosobowych gospodarstwach domowych, z których wyjątkowo trudno „wypączkować” dzieci. A kolejny etap licytacji o wpychanie rodzicom do kieszeni pieniędzy za rodzenie i wychowywanie dzieci właśnie się zaczyna. Prawo i Sprawiedliwość oraz konkurujące z nim stowarzyszenie Rozwój+ Mateusza Morawieckiego przedstawiły szereg nowych pomysłów, „wartych” kilkadziesiąt miliardów złotych.

Jak mieć więcej dzieci? Polscy politycy mają tylko jeden pomysł: więcej pieniędzy!

Wśród nich jest np. pensja rodzicielska, czyli wypłacanie – na koszt podatników – pensji minimalnej dla obojga rodziców dziecka do ukończenia przez to dziecko trzeciego roku życia (pensja rodzicielska mogłaby być łączona z pracą). Jest też emerytalna składka rodzinna, czyli odkładanie części składki emerytalnej płaconej przez dziecko (jak już dorośnie i zacznie zarabiać pieniądze) na konto jego rodziców. Jest też bon prokreacyjny, czyli 30 000 zł do ręki dla rodziców mających dziecko, żeby chcieli mieć drugie. Albo „Mieszkanie dla Rodziny” – czyli częściowa spłata kredytu hipotecznego zaciągniętego przez rodziców.

Aż strach pomyśleć co będzie dalej, przecież do wyborów jeszcze sporo czasu. Jeśli politycy już teraz tryskają gejzerami pomysłów na wydawanie jeszcze większych pieniędzy z myślą o poprawie demografii… Kłopot w tym, że coraz więcej badań pokazuje, że to już nie jest kwestia pieniędzy. Dzieci po prostu przestały być modne, ludzie nie chcą płodzić następców z wygody, albo z powodu niestabilności świata, albo z powodu zmian klimatu, albo z innych powodów, z których pieniądze nie są najważniejsze. Francuzi właśnie się o tym przekonali.

CZYTAJ TEŻ:

emerytura matka katarzyna pełczyńska nałęcz

Jeszcze w 2010 roku współczynnik dzietności wynosił we Francji 2,03 dziecka na kobietę i należał do najwyższych w Unii Europejskiej. Wielu demografów wskazywało Francję jako przykład skutecznej polityki rodzinnej, która może nie tylko zwiększyć liczbę urodzeń, ale też ograniczyć skutki starzenia się społeczeństwa. Najnowsza analiza francuskiego urzędu statystycznego INSEE pokazuje, że wskaźnik dzietności, z którego Francja była przez dekady tak dumna zanurkował, jest najsłabszy od… 1918 roku!

Spadek wskaźnika urodzeń skłonił prezydenta Emmanuela Macrona już wcześniej do ogłoszenia alarmu… niemal wojskowego. Wezwał ni mniej, ni więcej tylko do „ponownego zbrojenia demograficznego” Francji. To określenie – „réarmement démographique” – użyte przez szefa państwa zostało przez wielu Francuzów uznane za wyjątkowo niefortunne. Wiele młodych kobiet poczuło się dotkniętych, że zostały potraktowane jako czynnik siły militarnej kraju. Albo wręcz… mięso armatnie. Ale to niejedyne francuskie sposoby na mobilizację kobiet.

Francuski rząd w ramach wzmocnienia swojej polityki rodzinnej wprowadził w tym roku nowy urlop porodowy, maksymalnie dwumiesięczny i dostępny dla każdego rodzica już od 1 lipca tego roku. Wszyscy 29-letni Francuzi mieli otrzymać też przed wakacjami specjalny list od rządu w sprawie… ich roli w dzietności. List ma być jednym z szesnastu środków wspierania dzietności opracowanego przez francuskie Ministerstwo Zdrowia.

Czytaj też: Francja miała demograficznego Świętego Graala. Dzietność nad Sekwaną była dumą rządzących, ale coś się psuje. Czerwony alert dla… polskiego rządu

Załamanie dzietności niejedno ma imię, dzieci uciekają z centrów miast

Według najnowszych danych z Francji, w latach 2010-2012 liczba zarejestrowanych urodzeń spadła o 14%, z poziomu 833 000 do 715 000 urodzeń. W ostatnim okresie (2022-2025) liczba urodzeń zmniejszyła się aż o 11%, głównie pod wpływem spadku wskaźnika urodzeń do 1,55 dzieci na kobietę, czyli do poziomu najniższego od ponad 100 lat. „Spadek dotyka głównie kobiety poniżej 35. roku życia i towarzyszy mu przesunięcie liczby urodzeń do późniejszego wieku” – można przeczytać w raporcie INSEE

Najbardziej zaskakującym wnioskiem z analizy INSEE jest to, że spadek liczby urodzeń nie rozkłada się równomiernie na mapie Francji. Najsilniej dotyka on centrów największych metropolii, podczas gdy ich obrzeża radzą sobie znacznie lepiej. W samym Paryżu liczba urodzeń zmniejszyła się między 2010 a 2022 rokiem aż o 23%. Tymczasem w departamentach otaczających stolicę – takich jak Essonne czy Val-d’Oise – spadek był wielokrotnie mniejszy. Podobny schemat widać również wokół Lyonu, Tuluzy czy Nantes.

Nie oznacza to, że mieszkańcy wielkich miast przestali zakładać rodziny. Coraz częściej po prostu wyprowadzają się poza administracyjne granice metropolii. Autorzy raportu wskazują, że największe obszary miejskie nadal przyciągają młodych dorosłych, ale gdy ci decydują się na dzieci, wybierają przedmieścia i strefy podmiejskie. To właśnie tam znajdują większe mieszkania, domy oraz ceny nieruchomości, które – choć również wysokie – są bardziej dostępne niż w ścisłych centrach.

Raport pokazuje więc, że liczba urodzeń zależy dziś nie tylko od decyzji o posiadaniu dzieci, lecz także od możliwości znalezienia mieszkania odpowiedniego dla rodziny. W centrach metropolii dominują niewielkie lokale i bardzo wysokie ceny za metr kwadratowy, co utrudnia powiększenie rodziny. Przeprowadzka staje się często nie tyle wyborem stylu życia, ile ekonomiczną koniecznością.

To zjawisko ma jeszcze jeden ważny skutek. Przedmieścia największych aglomeracji częściowo rekompensują spadek dzietności dzięki napływowi młodych mieszkańców. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w mniejszych miastach i słabiej rozwiniętych regionach. Tam liczba urodzeń maleje nie tylko dlatego, że kobiety mają mniej dzieci, lecz także dlatego, że coraz mniej kobiet w wieku rozrodczym w ogóle tam mieszka.

Gdy młodzi wyjeżdżają, lokalna demografia zaczyna działać jak błędne koło – mniej urodzeń oznacza mniej przyszłych rodziców, co z czasem jeszcze bardziej pogłębia spadek liczby mieszkańców. W Polsce podobny proces można zaobserwować wokół Warszawy, Krakowa czy Wrocławia. Młode rodziny również coraz częściej opuszczają centra miast, szukając większego metrażu na obrzeżach aglomeracji.

Czy Polska podąża tą samą drogą? Dramatyczny spadek urodzeń

O ile Francja ubolewa nad spadkiem dzietności do 1,55, o tyle w Polsce sytuacja jest znacznie bardziej dramatyczna. U nas doszło do prawdziwego załamania wskaźnika urodzeń. Według danych GUS, polski współczynnik dzietności spadł w 2024 roku do ok. 1,16 – najniższego poziomu w powojennej historii, a roczna liczba urodzeń zmniejszyła się z 413 000 w 2010 roku do 250 000.

Polska jest dziś znacznie poniżej poziomu uznawanego za niezbędny do prostej zastępowalności pokoleń (to wskaźnik na poziomie około 2,1 dziecka na kobietę), a nawet wyraźnie poniżej obecnego, tak bardzo negatywnego, wyniku Francji. Od 2012 do 2024 roku, głównie w wyniku załamania dzietności, ubyło w naszej demografii ponad milion osób. Pokazują to dane z raportu GUS nt. sytuacji demograficznej:

Jednak podobnie jak we Francji również w Polsce o liczbie urodzeń coraz częściej decyduje nie tylko dzietność, ale również miejsce, w którym mieszkają młode rodziny. Nowo urodzone dzieci nie znikają równomiernie z mapy Francji. Pojawiają się przede wszystkim tam, gdzie młode rodziny mogą sobie pozwolić na większe mieszkanie. Centra wielkich metropolii tracą urodzenia na rzecz przedmieść i stref podmiejskich.

We Francji Paryż stracił np. jedną czwartą urodzeń w 12 lat, a w niemal czterech departamentach na dziesięć liczba urodzeń spadła, i to jednocześnie z trzech powodów: kobiety mają mniej dzieci, maleje liczba kobiet w wieku rozrodczym, a dodatkowo młodzi dorośli wyprowadzają się do bardziej atrakcyjnych regionów. Nawet więc wzrost dzietności nie wystarczy, jeśli z danego regionu znikają osoby, które mogłyby zakładać rodziny. Widać to na mapie Francji, na której zaznaczone są różne powody ubytku mieszkańców.

Na mapce zaznaczone zostały departamenty, w których spadek liczby ludności wynika z następujących przyczyn: kolor niebieski – nagromadzenie negatywnych skutków, kolor błękitny – dominujący efekt wskaźnika dzietności, kolor różowy – dominujący wpływ wskaźnika dzietności przy amortyzacji migracyjnej, kolor czerwony – dołujący efekt mobilności mieszkaniowej, kolor zielony – dominujący efekt demograficzny:

Raport INSEE pokazuje, że o liczbie urodzeń coraz częściej decyduje nie tylko polityka rodzinna, ale także migracje wewnętrzne, dostępność mieszkań i sposób rozwoju największych aglomeracji. To może być jedna z najważniejszych lekcji również dla Polski.

Decydują ceny mieszkań, a nie dostęp do 800+ i babciowego?

Czy podobny proces zachodzi również w Polsce? Choć GUS nie analizuje jeszcze zmian terytorialnych w tak szczegółowy sposób jak francuski INSEE, wiele danych wskazuje, że mechanizm jest bardzo podobny. Od lat obserwujemy odpływ młodych rodzin z centrów największych miast do otaczających je gmin i powiatów. Powodem są przede wszystkim ceny mieszkań, dostępność większego metrażu oraz chęć poprawy jakości życia. A ta jakość może być dla rodziny z dziećmi znacznie wyższa kilkanaście kilometrów od centrum zatłoczonej metropolii.

Wystarczy spojrzeć na rozwój stref podmiejskich Warszawy, Krakowa, Wrocławia czy Poznania. To właśnie tam najszybciej przybywa mieszkańców w najlepszym wieku do zakładania rodzin i młodych rodzin z dziećmi. Jednocześnie centra największych miast coraz częściej stają się miejscem dla singli, par bez dzieci lub osób starszych. Widać to również w polityce wielkich miast, które decydują się na likwidację żłobków, przedszkoli i szkół podstawowych, bo brakuje w niektórych dzielnicach wystarczającej liczby dzieci.

W efekcie liczba urodzeń może spadać mimo wzrostu liczby mieszkańców całej aglomeracji. Oznacza to, że dane dotyczące samych miast mogą być mylące. Spadek liczby urodzeń w Warszawie czy Krakowie nie musi oznaczać, że młodzi ludzie w ogóle rezygnują z rodzicielstwa. Często oznacza po prostu, że dzieci rodzą się kilka lub kilkanaście kilometrów dalej, choć już nie – kilkadziesiąt kilometrów dalej, bo z tych dalszy okolic ludzie przeprowadzają się bliżej metropolii.

Statystyki GUS idealnie odzwierciedlają francuski trend. Podczas gdy w samym Poznaniu przyrost naturalny jest głęboko na minusie (-5,4 na 1000 mieszkańców), okalający go powiat poznański jest jednym z najmłodszych demograficznie obszarów w kraju z dodatnim lub bliskim zeru saldem i znacznie wyższym wskaźnikiem urodzeń niż w całej Polsce.

Podobnie w wielu gminach pod Warszawą wskaźnik urodzeń w przeliczeniu na 1000 mieszkańców jest o 25–30% wyższy niż w ścisłym centrum stolicy. Powiaty podwarszawskie – piaseczyński, warszawski zachodni czy wołomiński – odnotowują wskaźnik urodzeń na poziomie 9–10 na 1000 mieszkańców, podczas gdy średnia dla miast w Polsce spada poniżej 7 na 1000 mieszkańców.

Są też gminy w Polsce, które biją rekordy demograficzne. Np. Siechnice pod Wrocławiem, Lesznowola czy Marki pod Warszawą, gdzie saldo migracji i wskaźnik dzieci na 1000 mieszkańców należą do najwyższych w Polsce.

ZOBACZ TEŻ:

ubyło milion polaków

Jeśli sama wyższa dzietność nie wystarczy…

W debacie o demografii najczęściej mówi się właśnie o współczynniku dzietności. To ten wskaźnik trafia do nagłówków mediów i jest omawiany przez polityków i ekonomistów. Raport INSEE pokazuje jednak, że liczba urodzeń zależy od znacznie większej liczby czynników. Autorzy pokazują, że w wielu regionach Francji jednocześnie działają trzy procesy: kobiety rodzą mniej dzieci, maleje liczba kobiet w wieku rozrodczym, a młodzi dorośli coraz częściej przenoszą się do innych części kraju.

To oznacza, że nawet wzrost dzietności nie musi automatycznie przełożyć się na wyraźny wzrost liczby urodzeń. Jeśli w danym mieście lub regionie mieszka coraz mniej osób w wieku 25–40 lat, potencjalnych rodziców po prostu ubywa. W efekcie liczba urodzeń spada z powodów, których nie da się wyjaśnić wyłącznie decyzjami o posiadaniu dzieci. Jaka jest w takiej sytuacji skuteczność programów wsparcia dla rodzin? Raczej musiałaby to być zachęta do osiedlania się na jakimś obszarze.

Francuskie doświadczenia pokazują, że skuteczna polityka demograficzna nie może ograniczać się wyłącznie do świadczeń rodzinnych. Równie ważne stają się dostępność mieszkań, rozwój transportu, możliwość znalezienia pracy poza największymi metropoliami oraz warunki, które zachęcają młodych ludzi do pozostania lub osiedlenia się w danym regionie. Bez tego nawet najbardziej hojna polityka prorodzinna może okazać się niewystarczająca.

To ważna lekcja również dla Polski. Od lat obserwujemy odpływ młodych ludzi z wielu powiatów do największych aglomeracji lub za granicę. W niektórych regionach problemem staje się już nie tylko niska dzietność, ale także brak osób, które mogłyby zakładać rodziny. Z tego punktu widzenia demografia przypomina efekt kuli śnieżnej – mniej młodych mieszkańców oznacza mniej urodzeń, a to z kolei oznacza jeszcze mniej potencjalnych rodziców za dwadzieścia czy trzydzieści lat.

W Polsce ten efekt kuli śnieżnej już działa. Z danych GUS wynika, że w ciągu zaledwie jednej dekady liczba kobiet w wieku rozrodczym (15–49 lat) skurczyła się o niemal milion z około 9,3 mln jeszcze w 2010 roku. W miastach takich jak Wałbrzych, Bytom czy w wielu powiatach ściany wschodniej roczna liczba urodzeń spadła od 2010 roku o ponad połowę – nie tylko dlatego, że kobiety rodzą rzadziej, ale też dlatego, że młode mieszkanki stamtąd wyjechały i urodziły dzieci w okolicach Warszawy lub w miastach Wielkiej Brytanii.

Dodatkowo po 1990 roku wiek najwyższej płodności kobiet z wieku 20–24 lata przesunął się do 25–29 lat, a obecnie także do grupy 30–34 lata. Znaczący wzrost płodności ma miejsce w najstarszych grupach wieku kobiet. W latach 1990–2023 udział matek w wieku co najmniej 30 lat podwoił się i stanowią one 57% kobiet, które urodziły dziecko w 2023 roku. Jednak późniejszy wiek urodzenia pierwszego dziecka powoduje też, że kobiety mają już dużo krótszą perspektywę do posiadania większej liczby dzieci.

Nie 800+ a dostępność mieszkań może wpływać na liczbę urodzeń

Przez ostatnie lata dyskusja o demografii w Polsce koncentrowała się przede wszystkim na świadczeniach rodzinnych. Kolejne rządy zastanawiały się, jak wysokie powinny być zasiłki, jak długo powinny trwać urlopy rodzicielskie i jak zwiększyć dostępność żłobków. To oczywiście może być bardzo ważne, ale francuski raport demograficzny pokazuje, że w XXI wieku równie ważnym elementem polityki zwiększania urodzeń może i powinien być… rynek mieszkaniowy.

Liczba urodzeń jest największa na przedmieściach największych francuskich metropolii. To właśnie tam młode rodziny najczęściej znajdują mieszkania lub domy o metrażu pozwalającym myśleć o drugim czy trzecim dziecku. W centrach miast, gdzie ceny mieszkań należą do najwyższych, decyzja o powiększeniu rodziny zderza się z prostym rachunkiem ekonomicznym.

Problemem nie musi być brak chęci posiadania dzieci, lecz brak miejsca, w którym mogłyby one dorastać. To dlatego Paryż zanotował spadek liczby urodzeń aż o 23%, podczas gdy w bezpośrednim sąsiedztwie stolicy Francji ten wskaźnik jest stosunkowo dobry:

Podobna sytuacja jest w Polsce. Według danych GUS i NBP, średnia cena metra kwadratowego w Warszawie czy Krakowie w ciągu ostatnich 5 lat wzrosła o ponad 70%. Jednocześnie w centrach miast deweloperzy budują głównie kawalerki i niewielkie mieszkania dwupokojowe – lokale o metrażu do 45 m² stanowią już ponad połowę nowej podaży. Dla rodziny planującej drugie dziecko oferta w centrum miasta stała się niedostępna cenowo, ale też mało atrakcyjna pod względem powierzchni mieszkania. To zachęca do przeprowadzek.

Już niedługo również w Polsce może się okazać, że jednym z najważniejszych wyzwań demograficznych nie jest już wyłącznie wysokość świadczeń rodzinnych. Coraz większe znaczenie mogą mieć dostępność mieszkań dla rodzin, rozwój transportu publicznego, planowanie nowych osiedli i ograniczanie kosztów życia w największych aglomeracjach. Innymi słowy, polityka mieszkaniowa będzie wpływać na liczbę urodzeń równie mocno jak tradycyjna polityka rodzinna. Czy jednak warto przesuwać środki z 800+ na mieszkania dla młodych rodzin?

O decyzjach dotyczących rodzicielstwa wciąż decyduje wiele czynników – od sytuacji materialnej i stabilności zatrudnienia po dostęp do opieki nad dziećmi. Francuskie doświadczenia sugerują jednak, że nawet najbardziej rozbudowany system świadczeń finansowych – a w Polsce już dziś mamy bardzo rozbudowany i potwornie kosztowny – może nie wystarczyć, jeśli młodych rodzin nie będzie stać na mieszkanie odpowiadające ich potrzebom. Jeśli tak, to coraz częściej trzeba pytać bardziej o sposób rozwoju miast i rynku mieszkań.

CZYTAJ TEŻ:

CZYTAJ TEŻ:

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

Źródło zdjęcia: Arturri Montysarri/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
124 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Oskar
1 miesiąc temu

Wg mnie najpodlejsze są próby majstrowania przy systemie emerytalnym – były już propozycje Pełczyńskiej-Nałecz (która notabene kiedyś twierdziła, że ZUS to piramida finansowa) powiązania wieku emerytalnego kobiet z posiadanymi dziećmi a ostatnio propozycja Morawieckiego aby dzieci oddawały część swojej składki rodzicom. Generalnie jedna propozycja jest głupsza od drugiej i naruszają tylko zaufanie do systemu emerytalnego dla którego zaufanie powinno być wysokie – pokazuje, że ZUS to taka zabawka dla polityków nad którą mogą majstrować

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Oskar

Tak, po OFE bardzo trzeba się pilnować z takimi pomysłami, bo jak duża grupa ludzi dojdzie do wniosku, że nie ma co na to wszystko płacić, to będziemy mieli samosprawdzającą się przepowiednię…

Yhy
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Już trochę mamy jak spojrzeć na rozrost b2b zastepujacego uop. Z pkt widzenia systemu optymalizatorzy jada na plecach 'frajerów’ płacących normalnie składki.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Yhy

To prawda, aczkolwiek na b2b z kolei płaci się gigantyczną składkę zdrowotną, więc ten medal ma dwie strony

Yhy
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Jakby sie nie opłacało to by sie nie rozrastało… 😄

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Yhy

Nie sposób odmówić logiki temu stanowisku 😉

Miguel
1 miesiąc temu
Reply to  Oskar

Zaufanie? Człowiek pracuje 35-45 lat i jest awykonalne zagwarantować mu niezmienność zasad emerytalnych na cały ten okres (jeśli już to może na ostatnie 10-15 lat), szczególnie jeśli chodzi o wiek emerytalny. Emerytury są wypłacane ze składek osób obecnie pracujących, przy czym liczba emerytów stale rośnie, a pracujących maleje. Poza tym kobiety żyją dłużej, a składki odkładają krócej niż mężczyźni. Coś więc z wiekiem musi być robione, choć z głową, a nie to co było w ostatnich propozycjach.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Miguel

Słowo klucz: „z głową”

TomR
1 miesiąc temu
Reply to  Miguel

Duże elektrownie atomowe mają trwałość 60 lat. Być może nawet z opcją przedłużenia do 80. Starsze były projektowne na 30 lat, a udawało się przełużyć do 60 lat. I faktycznie ten tak uwielbiany przez finansistów system finansowy ma problem z obsługą tak długich czasów działania. W perspektywie 60 – 80 lat nie potrafią finansować, mimo że są rzeczywiste obiekty techniczne, które przez tak długi okres czasu działają.

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Oskar

Są o tyle głupie, że dotykają aspektu, który dla przyszłego rodzica nie ma żadnej wartości.
Przyszły rodzic patrzynna to, że nie mając dziecka może tak samo jak jego kolega z pracy na takim samym stanowisku kupić sobie wygodne mieszkanie z rozsądnym czasem spłaty kredytu, a jako rodzic to mieszkanie już będzie za małe,.dostanie do utrzymania żonę która może będzie spoko, a może za kilka lat jej psychicznie odwali, dostanie dziecko do utrzymania, a za to wszystko dostanie od panstwa pieniądze, które często może zarobić pracując po kilkadziesiąt minut dziennie po godzinach w nadgodzinach.

Marcin
1 miesiąc temu
Reply to  Oskar

akurat oba pomysły były super. czemu bezdzietna kobieta ma iść na emeryturę w wieku 60 lat? a i oddanie części składek rodzicom to super pomysł.

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Marcin

Jeden jest debilny, a drugi problematyczny. Tak jak napisałem powyżej, nie znam żadnego rodzica którego prxy robieniu dzieci interesowaly aspekty emerytalne,. które nawet nie mają wartości tylko są opcja rozpoczęcia emerytury wcześniej (bezdzietny sobie zacznie emeryturę wcześniej bez pytania o łaskę, bo będzie mial tyle oszczędności dzięki nieposiadaniu dzieci, ze sobie ja luzie sfinansuje kilka lat bez pracy), to przychodzi później jak emerytura zaczyna być perspektywą 20-30 lat, jak nasi rodzice przechodzą na emeryturę i zauważamy powoli a jednocześnie nagle, że jesteśmy naszymi starymi i nas też to czeka. Drugi wątek oddawania składek jest o tyle problematyczny, że sukces finansowy… Czytaj więcej »

Last edited 1 miesiąc temu by Tomasz
Aleks
1 miesiąc temu

Jak zwykle statystyki: „współczynnik dzietności wynosił we Francji 2,03 dziecka na kobietę i należał do najwyższych w Unii Europejskiej. Wielu demografów wskazywało Francję jako przykład skutecznej polityki rodzinnej, która może nie tylko zwiększyć liczbę urodzeń, ale też – ograniczyć skutki starzenia się społeczeństwa. „ Ta dzietnosc wynikala z duzego rozmnazania sie klientow franc.polityki socjalnej, o sniadym kolorze skory … Nie idzmy droga wylacznie socjalu… Dla dzietnosci wazne sa dwa elementy: dziecko nie moze byc kosztem – tu Polska poczynila pewne kroki jak 800+, itp. ale nadal mozna nie tyle wyplacac $, a darowac oplaty jak np. za wejscie do publ.atrakcji (np.… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Aleks

Może Pan mieć trochę racji co do przyczyn sukcesu polityki demograficznej we Francji. Teraz imigranci w kolejnych pokoleniach już też nie chcą się rozmnażać. Co do Pańskiej hipotezy dwuelementowej, to z pierwszą się nie zgadzam. Głównie dlatego, że dziecko zawsze będzie kosztem, także emocjonalnym, organizacyjnym (nie tylko finansowym). Więc tutaj bym się nie ścigał. Jak ktoś chce mieć dzieci – to będzie je miał niezależnie od tego ile dostanie „cashbacku”. Jak nie chce – to kasa i tak nie zmieni jego zdania. Natomiast co do punktu drugiego to zgadzam się co do wydźwięku (choć jeśli chodzi o szczegóły to trzeba… Czytaj więcej »

Jurek
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie zgodziłbym się z faktem, że starsze osoby nie chcą mieszkać w centrach miast. Przecież tam mają blisko do przychodni, kościoła czy apteki. Na peryferiach przy dzisiejszym wykluczeniu transportowym starsza osoba jest bardzo mocno zależna od innych.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Jurek

Fakt, ale starsze osoby bardziej cenią sobie ciszę i spokój. Chociaż może rzeczywiście trochę nadinterpretuję. Trzeba by wprowadzić home swap i zobaczyć czy byłoby zainteresowanie

TomR
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

A nie łatwiej zrobić „infrastructure swap”? Przenieść istniejącą infrastrukturę do nowych lokalizacji gdzie mieszkają młodzi ludzie. Tzn. do nowych budynków, ale zachowując maszyny, pracowników, struktury organizacyjne. A budynek w centrum sprzedać. W końcu np. wieloletnim koszcie szpitala budynek to tylko kilka procent kosztów, a cała reszta jest przenaszalna.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  TomR

Nie wiem, trudno mi powiedzieć, kompletnie się na tym nie znam

Lakwin
1 miesiąc temu
Reply to  Jurek

To można zapewnić sobie też poza centrum.

Jurek
1 miesiąc temu
Reply to  Lakwin

Ale jest trudniej, bo większość infrastruktury jest w centrach miast.

Aleks
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

„młodzi ludzie mieszkający na peryferiach potrzebują dostępu do infrastruktury”.

I dlatego kompletnie bezrozumny byl pomysł PiSu program Mieszkanie+ ktory glownie mial funkcjonować na peryferiach gdzie nie bylo ŻADNEJ infrastruktury jak żłobki,przedszkola czy szkoly…

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Aleks

Dokładnie tak. Francuzi mają niezły pomysł – dopłacają rodzicom do kredytu hipotecznego, ale dotyczy to tylko mieszkań na rynku wtórnym i tam, gdzie jest dobra infrastruktura. Nie pompują popytu tam, gdzie to jest przeciwskuteczne

Stef
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie pamiętam kto ale udowadniał na przykładzie europejskich krajów że migranci w drugim pokoleniu maja praktycznie taka dzietności jak tubylcy.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Stef

Czyli dobrze się zasymilowali 😉

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Stef

Tak to wynika z prostego faktu. Migranci najpierw są karmieni ściemą, że socjal na dzieci jest duży. Żyją w oderwaniu, żyje im się lepiej niż w ich kraju więc wierzą w tę propagandę. Potrm zaczynają zauważać, że nie mając dziecka może i nie ma doplat ale nie ma kosztów przekraczających te dopłaty, więc z tej samej pracy generuje się więcej pieniędzy dla siebie i akurat zobaczenie tego w cyklu życia trwa dwa pokolenia. Wybierają to co się bardziej opłaca.

Yhy
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Ja sie z kolei nie do konca zgadzam z tym „niezaleznie od cashbacku”. Coraz wiecej opinii dot. tego ze to nie o kase chodzi a o wygode. Zgoda, o wygode i brak odpowiedzialnosci przede wszystkim, ale o kase wg mnie też. Podnieslismy swiadczenie z 500zl na 800zl i patrzcie, nie motywuje, dzieci nie przyrasta… no nie motywuje, bo koszty miesieczne sa wielokrotnie wieksze. Jak podniesiemy na 900 to tez nie zadziala. Ale moze 2500 zadziala. Albo 4000 :). A najlepiej te pieniadze dac nie w socjalu tylko ulgach podatkowych.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Yhy

Zgadzam się, jeśli już to w ulgach (chociaż to powoduje, że mniej zamożni nie mają od czego odliczyć ulgi). Albo w finansowaniu świadczeń.

Jurek
1 miesiąc temu
Reply to  Aleks

Aktywność z dzieckiem zawsze będzie droższa, ale dlaczego u nas jest tak droga. Koleżanka wróciła z pobytu w Niemczech gdzie z wnuczkami chodziła na basem – 9 euro za 3 osoby. Ja byłem w MOSIR w Bolesławcu gdzie osoba kosztowała 45 zł czyli jakieś 10 euro…
Dlaczego wstęp do muzeum we Włoszech może kosztować kilka euro, a u nas zaczyna się od 40 zł ?

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Jurek

To jest rzeczywiście patologia. Ale wynikająca prawdopodobnie z tego, że te baseny w każdym powiecie, pobudowane za pieniądze z UE, nie złapały rentowności i teraz jest walka, żeby jak najmniej do nich dopłacać.

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Aleks

Batdzo dobre spostrzeżenia.

Miguel
1 miesiąc temu
Reply to  Aleks

Aby dziecko nie było kosztem finansowym, była szansa przy wprowadzaniu 500+. Ale populiści wybrali gotówkę do ręki zamiast te same środki przeznaczane na konkretny cel związany z dziećmi (też na zakupy spożywcze). Samochody z napisami, że kupione z 500+ pewnie to w większości żart, ale stanowiący karykaturę tego co wprowadzono.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Miguel

Dokładnie tak.

james85
1 miesiąc temu

Od początku programu 500 a teraz 800+ miałem opinię, że to nie przyczyni się w żaden sposób do poprawy / zwiększenia dzietności. Tak samo wszystkie te babciowe, kamyszakowo tygrysowe, to istne mamienie durnego wyborcy, w dodatku za jego pieniądze. Społeczeństwo jest wygodne, a dzieci to obowiązek, który przeszkadza w przeżywaniu życia – taka jest prawda. To co mogłoby stanowić faktyczną zachętę do zwiększenia ilości bombelkuf, to zwolnienie rodziców z podatku dochodowego do ukończenia 18 roku życia. Natomiast w przypadku posiadania co najmniej 3 dzieci, zwolnienie z odprowadzania składek ZUS. System prosty, nie generujący kosztów po stronie administracji (tak wiem, że… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  james85

Chyba mamy jeszcze za dużo dzieci, żeby ten proponowany przez Pana system ulg mógł wytrzymać 😉

james85
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Pan patrzy przez pryzmat kosztów, a proszę spojrzeć na to ile w ten sposób urośnie gospodarka i jak będzie zasilony budżet państwa. VAT na akcesoria dla dzieci, mleko, odżywki, pieluchy itp. Nowe miejsca pracy (branża dziecięcia mocno ostatnimi laty się okroiła), to znowu nowe wpływy do budżetu. Szkoły, baseny, nowe inwestycje, większe samochody itp. Popyt wewnętrzny zrównoważy koszty obsługi dzieciorobów.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  james85

Pytanie przy jakiej liczbie dzieci ta inwestycja na skalę społeczną się zwróci

james85
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Ale to łatwo policzyć: pasza, pieluchy – vat 5%, wydatki co miesiąc ca. 500 zł (vat 25 zł), ubrania, smoczki, wózki itp. wydatki co miesiąc ca. 500 zł (vat 115 zł) – same wpływy vat na szybko 140 zł. Kolejno nowe miejsca pracy (podatek dochodowy), nowe budynki (podatek od nieruchomości), do pracy trzeba dojechać (vat i akcyza paliwo), ktoś musi dowieźć więcej paliwa na stacje (podatek drogowy + środki transportu), na stacji więcej energii na podgrzanie hotdogów (vat energia). I tak dalej i tak dalej. Nowe dzieci = nowe wydatki. Brak dzieci = brak wydatków w konsekwencji brak nowych inwestycji.… Czytaj więcej »

Dawid
1 miesiąc temu
Reply to  james85

Plus czlowiek wykonują pracę za którą zarabia też tworzy wartość dla innych ludzi. Jakby kie było elektryków którzy szybko i drogo zrobią drobną naprawę w domu to ja musiałbym poświęcić dużo więcej czasu żeby się tego nauczyć i zrobić to samodzielnie. Więc korzyścią są nie tylko podatki innych ludzi ale też wartość jaką generuje ich praca.

Dawid
1 miesiąc temu
Reply to  james85

I przede wszystkim Ci ludzie kiedyś tak jak my staną się dorośli i będą zarabiać, pracować i rozwijać ten kraj.
Poza tym posiadanie dzieci hartuje, ja nigdy w życiu nie byłem tak zmęczony, a jednocześnie zmuszony do działania jak wtedy gdy miałem kilkuletnie dzieci, a to przełamanie i odkrycie, że twój organizm może więcej, zostaje i czyni z ciebie efektywniejszego czlowieka w przyszłości, bo przełamuje pewną barierę psychiczną.

Dawid
1 miesiąc temu
Reply to  james85

Trzeba rozróżniać dwie rzeczy. Jeżeli jako pozytywny efekt 800+ traktujemy, dzietność spadła mniej niż jakby 800+ nie było, to program zadziałał. Nie trudno skorelować krzywe dzietności z różnych europejskich krajów i zobaczyć, że po wprowadzeniu 800+ pochodna ma w Polsce inny, korzystniejszy, przebieg delty niż w panstwach w których nie wprowadzono 800+ w tym samym okresie. Jeżeli oczekujesz poprawy dzietności, tj. przelamania trendu malejącego i zamiany w rosnący, to nie ma szans z tak śmiesznie niskimi świadczeniami. Dziecko dalej poza tym, że ogranicza, to jest droższe w utrzymaniu i pochłania czas, a postulowane przez bezdzietnych zyski emocjonalne większości osób tego… Czytaj więcej »

Tomasz
1 miesiąc temu

„Czy to oznacza, że nawet najbardziej rozbudowana polityka prorodzinna nie jest już w stanie odwrócić trendu spadku urodzeń?” Nie to oznacza, że zawsze jeżeli alternatywą będzie prostsze, wygodniejsze i bogatsze życie jako bezdzietny, to ludzie wybiorą, to co jest korzystniejsze. Błędem logicznym jest uważanie, że rodzice dostają dużo bo dostają więcej niż kiedykolwiek. Jeżeli twoja firmą doprowadziła do sytuacji, że pracownicy z twojego działu zarabiają 60% ich rynkowej wartości, to np. po tym jak odejdzie pierwsza osoba bo znalazła pracę uczciwie płatną, po niej druga, piąta, dziesiąta. To pracodawca może wymyśleć taki fortel, dobra dajmy na odchodne 50% podwyżki jako… Czytaj więcej »

beholder
1 miesiąc temu

Jeśli zmienić punkt widzenia i przyjąć, że celem działania polityków jest pozyskanie głosów wyborców przy lekceważącym stosunku do konsekwencji decyzji, o ile te wystąpią dalej niż 3, może 4 cykle wyborcze, to podejście „więcej pieniędzy” jest zrozumiałe i skuteczne.
Jeśli przyjąć, że celem działania polityków jest dbałość i długofalowy rozwój i wzmacnianie siły państwa, to mam kilka mostów do sprzedania, w konkurencyjnej cenie i bardzo dobrej lokalizacji.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  beholder

Jest tak, jak Pan pisze, ale nie oznacza to, że musimy się godzić na ten typ polityków

beholder
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

My nie musimy się godzić, ale też pewnie grupa docelowa SoF to mało ciekawy segment elektoratu. Liczą, myślą, się pytają, ogólnie, nie rokują 😉
Przy naszym systemie wyborczym czterdzieści parę punktów procentowych poparcia prawie na pewno daje większość w sejmie. Trzeba trafiać do mas, a nie wdawać się w durny dyskurs z klasą średnią.

Zali wzrok orli zgaśnie?
Czyż ulegniemy w walce?!
Ciaśniej
ściśnijcie światu na gardle
proletariatu palce!
Naprzód pierś podaj nagą,
niech flaga na niebo zawiewa!
Kto tam znów rusza prawą?
Lewa!
Lewa!
Lewa!

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  beholder

Nie wiem czy jest aż tak źle, jak Pan pisze. Myślę, że ludzi nie będących zdalnie sterowanymi botami populistycznych polityków jest więcej, niż te kilkaset tysięcy, które tu przychodzi 😉

piotr
1 miesiąc temu

Sytuację poprawi nowy program mieszkaniowy „Mieszkanie pod Seniorach” szacuje się go na 120-150k rocznie.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  piotr

No, nie wiem czy tak wiele osób będzie chciało mieszkać w tych mieszkaniach. Prędzej by chcieli je sprzedać.

piotr
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Czyli podaż będzie większa. A to może obniżyć ceny na rynku pierwotnym.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  piotr

Tylko do pewnego poziomu. Koszty budowy są jakie są. Ale pewnie o 10-15% da się obniżyć, bo na razie jeszcze deweloperzy jadą na wysokich marżach

Stef
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Czyli ktos kupi taniej, stare do remontu niż od dewelopera.

Franciszek
1 miesiąc temu

Aby zwiększyć dzietność należy wprowadzić godzinę policyjną, cenzurę, ograniczyć programy telewizyjne oraz dostęp do internetu. Regularnie wyłączać prąd w godzinach wieczornych. Im więcej swobody i wolności, tym mniejsza dzietność. Dobrze to rozumieją dyktatorzy. Największa dzietność była w PRLu za czasów Bolesława Bieruta i w stanie wojennym za Wojciech Jaruzelskiego. Ludzie ze strachu siedzieli w domu przy świecach i więcej tulili się do siebie.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Franciszek

Stan wojenny byłby jakimś rozwiązaniem, ale nie jestem pewny czy to jest robialne przy obecnym rozpasaniu społeczeństwa i wciąż małej armii 😉

Miguel
1 miesiąc temu
Reply to  Franciszek

Ależ to prawda. Nadal miesięczna statystyka urodzeń pokazuje, że krótsze jesienne i zimowe dni sprzyjają poczęciom.

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Miguel

W sumie ciekawe, ja interpretowałem to (bo sam tak celowałem) po prostu tym, żeby dziecko urodziło się w odpowiednim momencie roku. I myślałem, że powód jest taki sam u wszystkich, a tutaj sugestia, że ludzie jak kundle się rozmnażają bez żadnego opamiętania i władzy nad swoimi popędami jaka przystoi człowiekowi. Bardzo ciekawe stanowisko, trzeba to zbadać.

Adam
1 miesiąc temu
Reply to  Franciszek

Czasy Bieruta jako przykład wysokiej dzietności? Otóż jak łatwo sprawdzić w Roczniku statystycznym największa dzietność była notowana w Polsce w okresie II RP. A dokładnie w 1925 r. (1 036 000 urodzeń) wobec zaledwie 794 000 urodzeń w 1955 r., czyli za Bieruta.
Proszę więc tak nie fetyszyzować czasów stalinowskich, bo pod względem przyrostu ludności daleko im do II Rzeczpospolitej.

Aleks
1 miesiąc temu
Reply to  Adam

II RP to byla dzisiejsza taka Afryka (ale bez maszyn/aut/kompuetrow i smartfonow)… – tam tez jest przyrost rzedu 2+10

Mike
1 miesiąc temu

Święta trójca: właściwy partner, stabilna praca, mieszkanie na własność.

Dopóki mieszkania nie będą duże i dostępne, to będzie 0 lub 1 dziecko na parę max. Ta sama historia jest ze stabilnością pracy, choć tutaj jesteśmy lata świetlne przed rynkiem nieruchomości. Kwestia partnera to już bardziej kwestia kulturowa.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Mike

Większość kobiet uważa, że już w pierwszym punkcie jest problem, bo mają coraz wyższe aspiracje, a faceci w dużej części ich nie zaspokajają (w sensie: ich pula jest relatywnie niewielka)

Mike
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie redaktorze, racja, ale to akurat problem wewnętrzny tych kobiet. Jeśli jest para, szczęśliwa para, to inne czynniki są ważne i jeśli Państwu zależy na demografii, to powinno je rozwiązać – tymczasem jeszcze bardziej je pogłębia w imię własnego interesu polityków.

Alternatywnie zawsze można uznać, że problem nie istnieje i interes własny jest ważniejszy 😉

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Mike

Chyba politycy tak właśnie uznali 😉

Stef
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Bo i kobiety odleciały z wymaganiami. Jedna z apek zrobiła statystykę że większość kobiet chce faceta 1.90 cm lub więcej a podobno takich w apce było tylko 10 %. Czyli powiedzmy 9o% kobiet walczy o 10 % zasobu facetów. To sie nie moze udać.

Ps
W Portugalii odsetek rozwodów wynosi 94%. Taka ciekawostka.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Stef

Żeby to chodziło o wzrost… To chodzi o wykształcenie i ambicję (pośrednio też o status finansowy), żeby zdobywać coraz wyższe kwalifikacje, co wielu młodych mężczyzn uważa za trudne – zwłaszcza, że w rywalizacji o te wyższe kwalifikacje kobiety występują z nimi na równych prawach.

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Stef

Wyciąganie wniosków o społeczeństwie na podstawie apek randkowych ma tyle samo sensu co wyciąganie danych o pożyciu na podstawie pornosów.
Na OLX ludzie tez najpierw oglądają ferrari, lambo i marki luksusowe, a potem kończą z 7 letnim oplem, który jest w ich lidze.

Miguel
1 miesiąc temu
Reply to  Stef

94% to zwykła manipulacja. Jeśli w danym roku jest 10.000 ślubów i 9.400 rozwodów, to nie oznacza 94% rozwodów tylko 6% wzrost liczby małżeństw. Po pierwsze, w liczbie rozwodów są pary będące wiele lat po ślubie, a po drugie tam maleje liczba ślubów co powoduje, że relacja liczby ślubów i rozwodów daje jedynie 6% przyrostu.

Franciszek
1 miesiąc temu
Reply to  Mike

Za Bieruta była jeszcze gorsza sytuacja mieszkaniowa. Kilka pokoleń musiało zmieścić się w jednym mieszkaniu. Za ścianą dziadkowie i rodzice, a młode małżeństwo z małym dzieckiem w drugim pokoju lub ledwo przedzielonym meblościanką. Potrafiło rodzić się milion nowych dzieci w ciągu roku (obecnie w okolicach 200 tys.). Matki rodziły średnio trójkę dzieci. Czy to znaczy, że za Bieruta były większe wygody i luksusy niż teraz?

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Franciszek

Bierut nam zaczyna tutaj wychodzi na chodzący ideał. Brzmi niepokojąco, zaraz się pojawią postulaty, żebyśmy zaproponowali Chinom, że będziemy ich prowincją, bo tak lubimy komunistyczne trzymanie za mordę 😉

Karol
1 miesiąc temu
Reply to  Franciszek

Tak ale za bieruta bezdzietni nie mieli tak luksusowego życia jak dzisiaj. A dużo bardziej ważne od tego jakie są warunki jest to jaką masz alternatywę. Kiedyś bezdzietny to był wioskowy glupek, symbol chłopa który nic nie potrafił, dziś bezdzietny ma łatwiej i jeszcze prowadzi w mediach narracje, że to nie on rozkrada Polskę.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Karol

Bo nie rozkrada. Panie Marku, Karolu i Dariuszu w jednym ;-). Naprawdę aż tak się Pan wstydzi tego, co Pan pisze? ;-))

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Rozkrada. 70 letni bezdzietny tylko ciągnie swiadczenia, nie zostawił nikogo po sobie, prześlizgnął się przez system który został zbudowany na umowie społecznej, że on dostarczy przyszle pokolenie, a przyszłe pokolenie zapewni mu emeryturę i leczenie. Żyje na koszt innych, żeby to ocenić wystarczy porównać dwa modele kraju: A. Taki w którym nie ma osób młodszych niż 70 lat ponieważ każdy kto obecnie ma 70 lat lub więcej został bezdzietnym z konieczności (3%) lub wyboru (reszta). I z czego kraj w którym jest 100% emerytów bedzie wypłacał te wszystkie super swiadczenia ktore statzy bezdzietni mają dziś? B. Taki w ktorym dzietność… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Tomasz

Jeśli ktoś nie łamie prawa, to niczego nie „rozkrada”. Myślę, że Pan Tomasz vel Dariusz vel… (jeszcze pięć imion, bo tak się wstydzi tego, co pisze) nie rozumie znaczenia słów, których używa 😉

Dawid
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Doskonale rozumie, uczyłem się od samego Rafałka, tej podłej retoryki, bo jest ona dopuszczana tutaj. I od rafałka wiem, że urzednik rozkrada kraj biorąc pensję bo bierze pensję za pracę która nie jest pracą w fabryce, która nic nie wytwarza (ja się z tym nie zgadzam, ale to ja jestem nazywamy wariatem nie Rafałek, więc pewnie ma rację), a policjant rozkrada korzystając z prawa do emerytury, która mu przysługuje. Powinien pan potrafić się domyśleć, że nie mówiłem tu o kradzieży zdefiniowanym w prawie karnym tylko właśnie o bardziej potocznym rozumieniu tego słowa w kontekście w którym używane jest powszechnie (kiedyś… Czytaj więcej »

Last edited 1 miesiąc temu by Dawid
Stef
1 miesiąc temu
Reply to  Franciszek

Najwięcej to sie chyba urodziło 670 000 albo 720 000 do miliona jeszcze daleko

Gabriela
1 miesiąc temu
Reply to  Franciszek

Za Bieruta wszyscy mieli źle. A dzieci nikt na świat nie zapraszał, same się pojawiały, bo mąż chce to żona musi. Aborcja nie była dostępna, z antykoncepcji szklanka wody zamiast. No może kalendarzyk okazjonalnie, ale też opornie, że zacytuję osobę z rodziny „a ile to złości było, że teraz nie można…”. W ogóle fascynuje mnie, jak wiele osób uważa, że kiedyś ludzie mieli dużo dzieci, bo chcieli. Nie chcieli. One się systematycznie i masowo zdarzały wbrew planom. To jest mega wielki anachronizm myślenie, że ludzie chcieli dzieci. Tam nie było nic do chcenia. Chcieć można było syna, żeby przekazać gospodarkę.… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Gabriela

„Mąż chce, to żona musi” – i teraz młodsi czytelnicy zastanawiają się nerwowo: „a komu to przeszkadzało”? 😉

Miguel
1 miesiąc temu
Reply to  Gabriela

Nie zapominajmy, że Kościół dużo działał w tej sprawie. Po wojnie nakłaniał do rodzicielstwa i odbudowy tkanki narodu, a później gdy pojawiło się świadome rodzicielstwo widać jednoznaczny wzrost liczby urodzeń po pierwszych trzech pielgrzymkach Papieża do Polski. Dziś na coniedzielnych mszach jest nieporównywalnie mniejsza frekwencja, Wojtyłę niepamiętające go pokolenie traktuje niczym karykaturę, a sama organizacja straciła dawny autorytet.

Last edited 1 miesiąc temu by Miguel
Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Gabriela

Bardzo dobry wniosek, całe to cukierkowe rodzicielstwo to wymysł bezdzietnych, którzy nie chcą uczciwie ponieść swojej części doli funkcjonowania państwa, więc wymyślają takie bajki, że rodzicielstwo jest super, a jak twoje nie jest to znaczy, że jesteś beznadziejnym rodzicem i tym bardziej nie zasługujesz na nic wiecej.

Maciek
1 miesiąc temu

Mam żonę. Oboje pracujemy. Dobrze zarabiamy. Mamy trójkę dzieci. Żona jest na skraju załamania nerwowego. Ona chce zapewnić dzieciom, to czego sama nie miała. Najlepszą edukację, zajęcia pozaszkolne, opiekę psychologiczną. Natomiast skutek jest odwrotny. Dzieci nie chcą się uczyć, są leniwe, oporne. Chcą grać w gry a może mają przesyt tych zajęć. Nieważne. Ale żona się frustruje. Nie. Nie jest to moja wina. Ja również uczestniczę w wychowaniu dzieci. Problem leży w tym, że nieświadomie wychowujemy pokolenie leniwców i egoistów. I teraz następne pokolenie patrzące na nasz trud nie będzie chciało mieć dzieci. Bo po co? Nie odpoczniesz sobie na… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Maciek

Niestety, wpływ rodziców na wychowanie maleje wraz ze wzrostem wykorzystywania przez dzieci nowych technologii i platform społecznościowych.
Myślę, że to, co Pan ma na myśli, to jest odwrócenie atomizacji społeczeństwa. Gdyby ludzie żyli w rodzinach wielopokoleniowych (jak w Hiszpanii czy we Włoszech), to by mnóstwo rzeczy związanych z opieką nad dziećmi było łatwiejszych.

Maciek
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Świetny przykład z rodzinami wielopokoleniowymi. Udział dziadka czy babci jest nieoceniony w procesie wychowywania dzieci.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Maciek

Tak, to jest gamechanger. Mając taki backup można mieć poczucie bezpieczeństwa. A my mamy mnóstwo samotnych, starszych ludzi i mnóstwo samotnych młodych ludzi, którzy ledwo „wyrabiają na zakrętach”…

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

I mnóstwo dziadków, którym nie chce się zajmować wnukami. Wolą sobie skrollować na telefonie. Serio to nie tylko plaga wśród dzieci tylko też u ludzi w wieku okołoemerytalnym. Smutne. Ja się trzymam od tego z daleka (millenials 89′).

Paulina
1 miesiąc temu

Bardzo nie lubię argumentu o „wygodzie” – to jest czynnik, ale jednak jeden z mniejszych. Gorszym problemem są kwestie logistyczno-finansowe. Co z tego, że Państwo daje ochłapy w postaci 800, 1500 czy czego tam jeszcze jeśli jednocześnie prywatyzuje się wszystko i koszty utrzymania dziecka rosną [głupia wizyta u specjalisty plus wykup leków „zjada” całe 800, jeśli dziecko ma logopedę/terapię autyzmu/psychologa czy to miesięczny koszt też jest wyższy]. Do tego brak dostępności mieszkań sprawia, że mieszkamy na przedmieściach, do pracy i placówek jest daleko. A żłobek czy przedszkole dalej otwarte do 17:00, plus jeszcze take fantastyczne wynalazki jak dyżury wakacyjne. To… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Paulina

Ma Pani rację. Problem w tym, że dobrze zorganizować wsparcie logistyczne i finansowe rodzicielstwa jest trudne. Durny polityk potrafi dać 500+, bo to jest łatwe, a jednocześnie prywatyzuje wszystkie usługi. Potrzebujemy mądrej polityki, a nie populistycznej

Maciek
1 miesiąc temu
Reply to  Paulina

A ja bardzo nie lubię argumentu o kwestiach logistyczno – finansowych. Uważam, że ludziom w czasie, w którym mogą mieć dzieci, zawsze będzie brakowało czasu i pieniędzy. Niezależnie od tego ile im się dosypie. Jeśli chodzi o sprawę przedmieść – wyprowadziłem się z Tarchomina na przedmieścia Warszawy nie ze względu na to, że nie stać mnie było na mieszkanie, ale głównie dlatego, żeby odetchnąć od stolicy, złapać trochę przestrzeni dla siebie i dzieci. Widzę i obserwuję jak dużo domów powstaje na przedmieściach. Nie przez drogie mieszkania, tylko przez pokolenie lat 80 i 90, które po prostu opuszcza miasta.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Maciek

Tak, potwierdzam ten trend. Aczkolwiek uważam, że ceny nieruchomości też mają znaczenie. Podobnie jak praca zdalna (która powoli się „cofa”).

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Maciek

„Uważam, że ludziom w czasie, w którym mogą mieć dzieci, zawsze będzie brakowało czasu i pieniędzy. Niezależnie od tego ile im się dosypie.” To jest prawda, ale to się latwo rozwiązuje dokonując takiego samego obliczenia jak rodzic podejmujący decyzję o pierwszym, drugim lub dowolnum kolejnym dziecku. Taki rodzic patrzy ile stracinie zostając bezdzietny i jeżeli strata jest za duża to rezygnuje z rodzicielstwa. Wiec nie trzebau dosypywać tyle żeby było „wystarczająco, świetnie, idealnie” tylko tyle żeby było „nie gorzej niż gdy jest bezdzietny. Można by też bezdzietnych zagonić w weekendy do bezplatnej opieki nad dziećmi (pod rygorem kary dożywocia w… Czytaj więcej »

TomR
1 miesiąc temu
Reply to  Paulina

Pod hasłem „alloparenting” można znaleźć jak to podobno było kiedyś – że niby była opieka nad dziećmi grupowa, w której uczestniczyła spora część wsi. Jak trzeba było dzieci gdzieś przechować, to po sąsiedzku można było zostawić u sąsiadów, a potem sąsiedzi mogli zostawić swoje u was.
Poza tym dziecy były dużo bardziej autonomiczne – same chodziły do szkoły, bawiły się ze sobą na zewnątrz itp. – nie było obowiązku nadzoru non-stop 24/7.

TomR
1 miesiąc temu
Reply to  Paulina

Jeszcze jeden rys historyczny: dawniej u zamożnych rodzin pracowały dziewczyny z biedniejszych rodzin jako służące. To rozwiązywało problem kto ma się zająć dziećmi w bogatszych rodzinach (czyli m.in. u bardziej zajętych czasowo rodziców). Obecnie takie coś jest zakazane, m.in. bo jest konstytucyjny obowiązek nauki do 18 lat i zasadniczo ogranicza się pracę dzieci. Wprowadzajac ten zakaz rząd nie przemyślał w pełni kto i w jaki sposób miałby zastąpić te służące (żłobek?, przeszkole? – krótszy czas pracy niż dostępność służących, brak sprzątania mieszkania, gotowania – gorsza funkcjonalność), więc problem zajmowania się dziećmi jest problemem nierozwiązanym – stare rozwiązanie zakazane, nowe ułomne.… Czytaj więcej »

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  TomR

O tyle nietrafiony jomentarz, że zamożne rodzimy nie wyrabiały skali rodzenia dzieci, więc to wszystko nie ma większego znaczenia.

Yhy
1 miesiąc temu
Reply to  Paulina

Ja bym argumentu o wygodzie nie umniejszał. Tak, socjal na dzieci vs koszty to ochłapy, pełna zgoda, ale ja znam sporo osób bez rodziny i dzieci które zarabiają bdb, spokojnke w 1% najlepszych zarobków w PL, które dzieci nie mają tylko i wyłącznie z wygody własnej. Bo tak mogą każy weekend od wiosny do jesieni pykać w góry, na rowery, na żagle, zimą se pracować miesiąc czy dwa z Azji. Ostatnio nawet te weekendy rowerowe przeplatają pracą zdalną w tyg. w dzień, a po 16 komputer do sakwy i dalej na rower. Nie musza utrzymywac domu, nic ogarniac. Ich nawet… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Yhy

Też znam takie osoby

Kardamon
1 miesiąc temu

Zdelegalizować social media, przestać pielęgnować hipergamię.
Problem się sam rozwiąże.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Kardamon

Co do pierwszego – zgoda 😉

Karol
1 miesiąc temu
Reply to  Kardamon

A nie będziesz krzyczał, że to cenzura i zabór wolności i że każdy powinien sam decydować?

TomR
1 miesiąc temu
Reply to  Kardamon

Problem z hipergamią jest taki, że do czasów rozwoju internetu mało było o tym wiadomo. Teraz jak wiadomo że np. w ramach tej hipergamii kobiety mają tendencję do najpierw żenienia się z bogatszymi od siebie mężczyznami, a potem w ramach rozwodu dzielenia majątku na pół – to który mężczyzna będzie chciał wejść w takie niekorzystne coś?

Paweł_NT
1 miesiąc temu

Zwolnić pierwszą nieruchomość z podatku ( tą pod adresem zameldowania) i wzmocnić prawo własności przy wynajmie. W zamian na drugą i kolejną nieruchomość nałożyć podatek kastralny. Dziś wiele nieruchomości stoi pustych za strachu przed wynajmem i jako lokata kapitału. Natomiast przy takim podatku wielu trzy razy się zastanowi czy to się kalkuluje i wrzuci te nieruchomości na sprzedaż co też obniży ceny. Demografii to nie uratuje , ale zwiększy dostępność mieszkań i budżety samorządów trochę polepszy.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Paweł_NT

Albo przepiszą dodatkowe nieruchomości na dzieci lub teściową 😉

Paweł_NT
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Tak, ale ten limit też się dość szybko skończy. A poza tym z rodziną to najlepiej na zdjęciu. „teraz to moje i co mi zrobisz „.

Karol
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Też dobrze bo trzeba mieć teściowa która mie ma nieruchomości i dzieci na które te nieruchomości można przepisać. Właśnie o to chodzi.
A jeszcze jak taki rozdawacz nieruchomości wpadmie na pomysł rozwodu i traciowa stwierdzi,. że to jej nieruchomość więc ona sobie ją zostawi, to będę się śmiał z zaradności

Last edited 1 miesiąc temu by Karol
Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Karol

Spokojnie, nie wszyscy w tym kraju są bezdzietni, Panie Karolu, Piotrze, Pawle, Jacku i ilu Pan tu jeszcze imion używa 😉

Tomasz
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Oczywiście i ja nie mam problemu że oni sobie skorzystają z tego o czym Pan pisze. Po to są mieszkania, żeby każdy kto sobie wypracuje miał własne.
Trochę problem że łatwiej sobie wypracować jak nie masz dzieci, no chyba że rodzice komuś wypracowali to inna bajka.

Radek
1 miesiąc temu
Reply to  Paweł_NT

A gdyby tak po prostu usuwać z mieszkań tych co nie płacą? Zamiast rozwiązywać problem na około?

ARTi
1 miesiąc temu

Mamy okazję uczestniczyć w eksperymencie Calhouna (mysia utopia). Tam myszy po pewnym czasie życia w dobrobycie i bezpieczeństwie też nie były zainteresowane rozmnażaniem.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  ARTi

Tak, to natura. Powinien nastąpić spadek populacji, jej zbiednienie i odnowa. Tylko u nas to zostanie zaburzone przez migracje

Marcin
1 miesiąc temu

Postępująca depopulacja nie ma podłoża ekonomicznego, tylko kulturowe. Dekady sekularyzacji, konsumpcjonizmu i promocji dewiacji przynoszą takie właśnie efekty. Dlatego żadne zasiłki, świadczenia, tanie mieszkania czy darmowe żłobki nie podniosą wskaźnika urodzeń. Co najwyżej zwiększą presje migracyjną – w Afryce co sekundę rodzi się 4-5 dzieci.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Marcin

Czyli nadal będzie nas 8 mld, tylko zmienimy lekko kolor. Dla mnie bomba!

Miguel
1 miesiąc temu
Reply to  Marcin

promocji jakich dewiacji? Nie neguję faktu, ale wpływ dewiacji na skalę, bo on jest mikroskopijny.

Marcin
1 miesiąc temu
Reply to  Miguel

Kiedyś, kiedy homoseksualizm nie uważano za coś normalnego, homoseksualiści dla niepoznaki zakładali rodziny, mieli dzieci, a swoje popędy zaspokajali na boku. Dziś są wręcz z tego dumni i rodzin nie zakładają. Przyjmując, że homoseksualiści wg. różnych źródeł stanowią 5-10% populacji, negatywny wpływ na demografię jest faktem.

Dawid
1 miesiąc temu
Reply to  Marcin

Dziwny argument. Brakuje nam 50% dzietności i twierdzisz, że dontej pory homoseksualiści go wyrabiali?

TomR
1 miesiąc temu

100% kobiet po 2,1 dziecka średnio można zastąpić przez 20% kobiet po 10,5 dziecka średnio. Biologicznie spokojnie by się dało, przy odpowiedniej selekcji medycznej kobiet.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  TomR

Chyba bym nie chciał, żeby Pan został fuhrerem…

TomR
1 miesiąc temu

Problemem jest system prawny. Jest tak skonstruowany, że w połączeniu z sytuacja rzeczywistą wychowywanie dziecka nie jest możliwe i jest wręcz groźne np. ryzyko więzienia. Np. trzeba gwarantować utrzymanie na 26 lat, podczas gdy gospodarka żadnych gwarancji długoterminowych nie daje. Jak się spełni scenariusz braku dochodów to za ponad 3 miesiące niepłacenia alimentów idzie się do więzienia. Poza tym systemowi prawnemu coś odwaliło, jeżeli chodzi o wymagania – że niby dziecko ma być 24/7 nadzorowane i chronione. To nie jest w praktyce możliwe do zapewnienia. Duża rozrodczść jest tam lub wówczas, gdy nie ma odpowiedzialności prawnej, gróźb ze strony systemu… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  TomR

Słusznie, duża odpowiedzialność (w tym finansowa) i brak gwarancji – spojrzenie z kosmosu (wniosek bardzo ogólny) ale coś w tym jest

Monika
1 miesiąc temu

A praca dla tych wszystkich nowonarodzonych to będzie? Czy zasiłek – dochód podstawowy?

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Monika

Się zobaczy 😉

Dawid
1 miesiąc temu
Reply to  Monika

Jak będzie dochód podstawowy bo maszyny będą robić wszystko za nas i już nie trzeba pracować to w sumie będzie wszystko jedno czy będzie dzieci więcej czy mniej. Problem jest teraz, że pracy nie brakuje, a zdolnych będzie ubywać i pod ten scenariusz trzeba się martwić.

Paweł
1 miesiąc temu

Jest pewnie wiele różnych kamyczków, niestety w całości składają się na lawinę. Co mi przychodzi do głowy (kolejność przypadkowa)

  • bezpieczeństwo zewnętrzne (wojna, klimat!)
  • dobry partner! (niestety Polska brązowieje więc pewnie będzie coraz gorzej)
  • dobra stała praca (a tu ciągle o AI i potężnym rozwarstwieniu na całym świecie)
  • porządne mieszkanie nie na obrzeżach z 3h dojazdem wszędzie
  • opieka zdrowotna (w tym o ironio również dostęp do aborcji jako wyznacznik podmiotowości kobiet i planowania rodziny a nie przypadkowości)
  • porządną infrastruktura opieki publicznej i szkolnictwa

ps gadanie o Bierucie to bajdurzenie typu „Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze… na śniadanie matka kroiła wiatr”

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Paweł

Wysokie wymagania 😉

Gabriela
1 miesiąc temu

Bawi mnie trochę jak się nagle wszyscy zaczęli martwić o dzietność. To znaczy jest to taki śmiech sarkastyczny i nieco psychopatyczny, ale śmiech. Nie mamy kompletenie planu na to, by łączyć pracę z rodzicielstwem, bo ja przepraszam, ale dodatek na przedszkole to nie rozwiązanie, to inna wersja kredytu 2%. I zrobił dokładnie to samo. Przedszkoli nie ma, a jak są to i tak odbiór dzieci bywa w godzinach, że nie wytrzymuje to z pracą. A jak ktoś odezwie się, żeby były dłuższe godziny, to zawsze „mądrość internetu” wyskakuje, że własnych dzieci się nie chce widzieć na oczy. Gratulacje, właśnie kolejne… Czytaj więcej »

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Gabriela

Cóż, to może być dość trafna diagnoza

Martyna
1 miesiąc temu

A może jest nas po prostu za dużo? 200 lat temu było milion ludzi teraz ponad 8. Może ta niechęć do dzieci to zwykłe biologiczne odreagowanie. Niechęć całego społeczeństwa nie tylko potencjalnych rodziców.

Admin
1 miesiąc temu
Reply to  Martyna

Ciekawe spojrzenie. Tylko teza jest o tyle fałszywa, że w Afryce to zjawisko nie wystąpiło. Więc nadal będzie nas 8 miliardów 😉

Dawid
1 miesiąc temu
Reply to  Martyna

Przypomne, że dzietność w afryce spada systematycznie od 50 lat. Tym samym argumentem możnaby próbować zwalczać szczepionki, może organizmu się bronią i dlatego powstają ludzie którzy poswiadomie brew nauce nie chcą się szczepić. To absurd ale można takie zdanie wypowiedzieć bez dowodu tak samo jak twoje. Moim zdaniem tak jak w szczepionkach dopóki za dużo ludzi nie będzie niezaszczepione to działa odporność stadna i można jechać na tych którzy ponieśli ryzyko (bo mimo iż szczepionki są korzystnez wiemy to to womencie gdy 100% ludzi jest zaszczepionych z to tobie jako jednostce bardzoej opłaca się nie zaszczepić bo ryzykujesz minimalne ryzyko… Czytaj więcej »

Last edited 1 miesiąc temu by Dawid
TomR
1 miesiąc temu
Reply to  Dawid

„Gdy bezdzietność staje się decyzją to należy zacząć niekorzystne dla społeczeństwa decyzje obkładać podatkami,” Jaki jest proponowany algorytm sprawdzania przez urzędy skarbowe, a potem sądy czy bezdzietność „jest decyzją” czy też nie jest decyzją lecz jest spowodowana czymś innym , a np. wynikiem zbiegu okoliczności lub braku sukcesu w znalezieniu partnera do rozmnażania itp.. Tzn. podatnik nie podjął decyzji o bezdzietności, ale nie ma dzieci, bo tak wyszło. Np. czy mężczyźni z którymi kobiety nie chcą się wiązać będą zwolnieni z podatku? Jeżeli jakaś bezdomna osoba podejdzie do bezdzietnej osoby przeciwnej płci z klasy średniej lub wyższej i ta bezdomna… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-searchtop-menucontrastcloseletter