27 czerwca 2026

Piekielne upały! Co robią z naszymi zarobkami? Ile mogą kosztować gospodarkę? Czy mogą się… opłacać? Subiektywny bilans cieplny

Piekielne upały! Co robią z naszymi zarobkami? Ile mogą kosztować gospodarkę? Czy mogą się… opłacać? Subiektywny bilans cieplny
Współautor: Maciej Samcik
0

Do Polski dotarła fala upałów. Temperatury będą wyższe, niż na południu Europy w szczycie lata, mogą dojść nawet do 41-42 stopni Celsjusza w cieniu! Największe obawy będą dotyczyły zdrowia (takie upały mogą być śmiercionośne), ale jak wysokie temperatury wpływają na nasze zarobki? Ile kosztują całą gospodarkę? Czy powinniśmy zacząć się obawiać, że przez upały zbiedniejemy? 

Od lat różne ośrodki naukowe na świecie sprawdzają jak bardzo wzrost temperatury wpływa na spadek wydajności. Wyniki nie są jednoznaczne (szczegóły na wykresie w dalszej części tekstu). Możliwe, że jest to uzależnione od tego gdzie badania były przeprowadzone – upał na południu USA, gdzie zazwyczaj jest gorąco, inaczej wpływa na pracowników niż nawet „nędzne” 30 stopni na mieszkańców Norwegii, nieprzyzwyczajonych do takich okoliczności przyrody.

Zobacz również:

Gorąco? Ile kosztują nas upały?

„Uśrednione” fińsko-amerykańskie badania politechniki w Helsinkach i amerykańskiego wydziału Berkeley Lab, który jest związany z Uniwersytetem Kalifornijskim mówią, że jesteśmy najbardziej wydajni, gdy pracujemy w temperaturze 21-22 stopni. Gdy temperatura osiągnie 24 stopnie – pada „biurowo-ludzka granica wytrzymałości” , ale to jest jeszcze bez wpływu na wydajność pracy.

Potem spadek produktywności jest już lawinowy – o ok. 2% na każdy jeden stopień Celsjusza. Pracując w temperaturze 30 stopni mamy jedynie 91% naszej wydajności w porównaniu z sytuacją gdy temperatura wynosi 21,7 stopnia. To uśredniony wynik, boinne modele na przestrzeni lat wpływ spadku wydajności przy 30 stopniach szacowały na kilkanaście procent:

Co to dla nas oznacza?  Jak upały na zewnątrz wpłyną na wydajność pracy? Nawet jeśli mamy w pracy klimatyzację, to trzeba dojść do biura po nieprzespanej od upału tropikalnej nocy (jeśli temperatura nie spada poniżej 20 stopni, śpi się zwyczajnie źle), jechać zatłoczonym i dusznym metrem, ewentualnie czekać aż od klimatyzacji schłodzi się samochód (o ile nie był pod daszkiem czy w garażu). To powoduje, że w pracy jesteśmy ospali, obolali, nieskoncentrowani, otumanieni no i po prostu nam się nic nie chce. A to wpływa na produktywność i na gospodarkę. Jak?

Musimy przyjąć założenie, które polegają na tym, że upał wpływa na wszystkie 16,6 mln osób pracujących w Polsce – nieważne czy mają „klimę”, siedzą za biurkiem, czy budują drogi. Upał daje się we znaki wszystkim. Zakładamy, że jeden dzień z upałem ponad 30 stopni to „ solidarny” spadek wydajności o 10% niezależnie od branży, sektora, czy miejsca pracy – zapewne u jednych będzie większy, u innych mniejszy.

Roczna wartość naszego PKB to ok. 4 biliony zł (w tym roku będzie nawet więcej). Jeśli uwzględnimy nie 365 dni kalendarzowych, lecz tylko ok. 250 dni roboczych, dziennie wytwarzamy dobra i usługi o wartości 16 mld zł Zakładając 10-procentowy spadek wydajności, to przez jeden dzień upału PKB zmniejsza się o ok. 1,6 mld zł. Jeśli byśmy założyli, że ta mniejsza wydajność powinna przełożyć się na niższe wynagrodzenie, to przeciętnemu Polakowi należałoby odjąć od pensji „parę” złotych. A konkretnie – 2 zł dla każdych zarobionych 5000 zł. 

Całe szczęście, że ten – prawdopodobnie najgorętszy w historii Polski – dzień przypadnie w niedzielę, gdy niższa wydajność ma mniejszy wpływ na PKB.  Obawiam się, że to nie ostatnia tego lata fala upałów. I nie każda przyjdzie w weekend. Poza tym bardzo gorąco było już w piątek…

CZYTAJ TEŻ:

jak schłodzić mieszkanie bez klimatyzacji

Upały a zyski na giełdzie. W maju i we wrześniu żar z nieba „zarabia” pieniądze

Można się smucić, stękać i narzekać, ale są i dobre wieści. Badania naukowo-statystyczne dowodzą, iż słońce i wzrost temperatury to czynniki zwiększające prawdopodobieństwo, iż w górę pójdą… ceny akcji. Autorzy tego rodzaju analiz opierają się na naukowych opracowaniach, z których wynika, iż kiedy jest ładna pogoda, to w naszych mózgach łatwiej o optymizm i świat (również perspektywy dla swoich pieniędzy) widzimy w różowych kolorach.

Coś w tym pewnie jest. W 2001 r. para analityków Hirshleifer-Shumway porównała dane o dziennych stopach zwrotu z indeksów 26 światowych giełd w latach 1982-1997 i porównali je z danymi meteo dotyczącymi stopnia zachmurzenia w poszczególnych dniach. Po dokonaniu dodatkowych zabiegów na tych danych (np. odsezonowanie) zbudowali kilka modeli, z których większość pokazała, że posiadanie akcji w dni słoneczne daje lepsze efekty, niż inwestowanie wtedy, kiedy pada deszcz.

Np. na giełdzie w Nowym Jorku średnia stopa zwrotu w perfekcyjnie słoneczne dni, licząc w skali roku, wyniosła w latach 1982-1997 prawie 25%. W całkowicie chmurne dni – tylko 8,7%. Dla fanów statystyki trochę danych jest w tabelkach pod tym linkiem. Nie wszystkie modele statystyczne prezentowane przez naukowców przynoszą jasne wyniki, ale w większości przypadków wykazali oni, że inwestowanie w pogodne dni i wycofywanie się z rynku w pochmurne albo zwiększa stopę zwrotu, albo przynajmniej podwyższa współczynnik Sharpe’a, czyli zmniejsza ryzyko inwestowania.

Miło pomyśleć, że gdy słoneczko praży i nie ma nawet najmniejszej chmurki, to pieniądze rosną szybciej ;-). Dwa lata temu para analityków Ming Dong i Andréanne Tremblay opublikowała 70-stronicowy, sążnisty raport badający wpływ różnych czynników pogodowych, w tym opadów, wiatru i temperatury, na stopy zwrotu z posiadania akcji. Do analizy wzięli dane z lat 1993-2012 z ponad 50 rynków.

Analitycy podzielili analizowane giełdy na trzy grupy – w krajach chłodnych (do tych zaliczono m.in. Polskę), umiarkowanych i ciepłych. Każda z grup została potraktowana oddzielnie, bo też i wnioski były dla każdej grupy inne. Ponieważ dziś wszyscy myślimy wyłącznie o piekarniku, skupię się na analizie tego, co wyszło analitykom w sprawie wpływu temperatury za oknem na tempo wzrostu naszych pieniędzy.

Niestety, jedynym miesiącem, w którym stwierdzono, iż w chłodnych krajach występuje bardzo silna korelacja między temperaturą, a zyskiem z posiadania akcji jest… wrzesień. Z tego punktu widzenia fala upałów spłynęła na nas nieco za wcześnie.  W mniejszym stopniu korelację między poziomem temperatury a zyskami z posiadania akcji analitycy stwierdzili jeszcze w maju. 

CZYTAJ TEŻ:

gra o ciepło

Czy zmiany temperatury wpływają na gospodarkę?

Ale upały to nie tylko dyskomfort dla większości ludzi. Coraz więcej badań pokazuje, że wysoka temperatura wpływa na tempo i produktywność pracy, ceny żywności, rachunki za energię i na wzrost gospodarki. A więc na nasze portfele, a nie wyłącznie na zdrowie. Ekonomista z London School of Economics przeanalizował dane z 98 krajów z ostatnich 35 lat. I doszedł do wniosku, że coraz częstsze fale upałów mogą stać się jednym z najważniejszych czynników ekonomicznych XXI wieku.

W swoim artykule „Sezonowa zmienność temperatury i cykle gospodarcze” ekonomista Manuel Linsenmeier z London School of Economics analizuje dane z prawie 100 krajów z baz danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Dochodzi do wniosku, że w wielu krajach wpływ temperatury jest na tyle silny, że tłumaczy niemal całą różnicę w tempie wzrostu gospodarczego między różnymi porami roku.

Analiza dotyczy danych z lat 1990-2018 i wykorzystuje globalny zestaw informacji o kwartalnym PKB, wartości dodanej tworzonej w 35 gospodarkach europejskich oraz zestaw danych dotyczących temperatury i opadów. Ekonomiści od dawna podejrzewali, że temperatura jest jednym z czynników wpływających na wahania tempa wzrostu gospodarki. I to się potwierdza.

Naukowiec doszedł do wniosku, że kraje z większymi różnicami temperatur między latem a zimą mają tendencję do większych sezonowych minicykli gospodarczych. W Europie wpływ temperatury na sezonowość kreowania PKB jest największy i najbardziej znaczący w sektorach narażonych na temperatury, takich jak rolnictwo, budownictwo i produkcja pozabudowlana.

Autor przypisał poszczególnym kwartałom na półkuli północnej i południowej przynależność do sezonu zimowego i letniego. Następnie obliczył wielkość cyklu sezonowego, zdefiniowaną jako różnica między PKB latem i zimą, dzieląc to następnie przez roczne PKB. Wyniki zostały pokazane na mapie – grafice, z wielkością sezonowego cyklu gospodarczego (różnica między produkcją w półroczu letnim i półroczu zimowym jako procent rocznego PKB).

Zazwyczaj kraje najbardziej rozwinięte mają bardzo niewielkie różnice sezonowe w wartości PKB. Dla Polski ta różnica jest nieco większa niż dla większości krajów Zachodniej Europy, i jest to około 1,5%, nieco mniej niż w przypadku Szwecji i Norwegii, a dużo mniej niż w przypadku sąsiedniej Litwy.

Skąd się biorą wahania naszej aktywności pracowniczej?

Dotychczasowe badania sugerowały, że wahania tempa rozwoju gospodarek zależą głównie od zmian w preferencjach biznesowych i technologiach. A także w zmianach naszej ochoty na robienie zakupów (np. wysoką konsumpcją w okresie Bożego Narodzenia oraz zmianą profilu wydawania pieniędzy w wakacje).

Autor tych badań ujednolicił dane i uporządkował je w 24 modelach, żeby uwzględnić zmiany temperatur w różnych regionach świata. Porównał np. średnią temperaturę od października do marca na półkuli północnej ze średnią temperaturą od kwietnia do września na półkuli południowej. Co się okazało?

Najczęstszym wzorcem jest szczyt produkcji w czwartym kwartale, prawdopodobnie z powodu boomu konsumpcyjnego w okolicach Bożego Narodzenia. Takie zjawisko występowało jednak przede wszystkim w krajach półkuli północnej i można je zaobserwować tylko w około połowie badanych krajów (44 z 81 krajów na półkuli północnej i tylko 24% krajów na półkuli południowej).

Innym wcześniej zgłaszanym faktem jest najniższy poziom produkcji w pierwszym kwartale roku, prawdopodobnie z powodu reorganizacji produkcji. Zjawisko to występuje w krajach na półkuli północnej (54%, czyli 44 kraje) częściej niż w krajach na półkuli południowej (35%, czyli 6 krajów).

Trzecim, wcześniej opisywanym, faktem jest spowolnienie aktywności gospodarczej w okolicach czerwca, lipca i sierpnia, prawdopodobnie z powodu ferii szkolnych w wielu krajach i wakacji w środku roku. Takie lokalne minimum produkcji w drugim lub trzecim kwartale można zaobserwować w połowie krajów (42 kraje) na półkuli północnej (odpowiednio 18 i 24 kraje z lokalnym minimum w drugim i trzecim kwartale) oraz w 65% (11 krajów) na półkuli południowej.

Być może zauważyliście, że badanie pokazało, iż te trzy przytoczone wzorce – typowe dla aktywności gospodarczej w różnych sezonach –  występowały tylko w połowie badanych krajów. Dwa z nich są obserwowane głównie na półkuli północnej. Jeden z nich, szczyt produkcji gospodarczej w czwartym kwartale, nie został w ogóle potwierdzony na półkuli południowej.

W pełnej próbie kraje ze szczytem letnim aktywności gospodarczej występują nieco częściej niż kraje ze szczytem zimowym (55%, czyli 55 z 98 krajów). Ogólna zasada jest taka, że kraje na półkuli północnej mają tendencję do większej produkcji zimą niż latem, a na półkuli południowej – odwrotnie.

Większość krajów w Europie Północnej i Zachodniej to kraje ze szczytem zimowym jeśli chodzi o aktywność gospodarczą, podczas gdy większość krajów w Europie Wschodniej i na Bliskim Wschodzie to kraje ze szczytem letnim. Grafika pokazuje rozkład geograficzny krajów ze szczytem zimowym (W) i szczytem letnim (S). Kraje ze szczytem produkcji w zimie to te, w których różnica temperatur między latem a zimą jest mniejsza, a większa jest różnica opadów deszczu, a średnia roczna temperatura jest wyższa.

Badanie wykazało, że wpływ temperatury na aktywność gospodarczą i poziom produkcji jest mniejszy w krajach o wyższym poziomie PKB na mieszkańca (być może wynika to z większej automatyzacji produkcji). Autor zbadał też różne branże w zależności od tego, czy siła robocza jest relatywnie bardziej, czy mniej narażona na działanie temperatury zewnętrznej.

Okazało się, że wpływ temperatury widoczny jest w takich sektorach jak rolnictwo, budownictwo, produkcja przemysłowa, górnictwo i usługi komunalne. Wszystkie inne sektory nie były wrażliwe na zmiany temperatury. Podobne efekty dała analiza danych wewnątrz tych sektorów.

CZYTAJ TEŻ:

fale upałów planeta płonie

W przypadku Polski te badania pokazują, że przejście średniej temperatury z 0°C do 15°C zwykle pomaga gospodarce, przejście z 15°C do 22°C często też pomaga, ale już przejście z 22°C do 38°C może już zaszkodzić. Wiele innych badań pokazuje, że największe straty wynikające dla gospodarki z wysokich temperatur dotyczą krajów już bardzo gorących, np. Indie, Nigeria czy niektóre regiony Brazylii. Natomiast kraje chłodniejsze, takie jak Polska, Szwecja czy Finlandia mogą początkowo odczuwać pewne korzyści.

Łagodne ocieplenie z poziomu klimatu Polski z lat 80. XX wieku do klimatu Polski z lat 20. XXI wieku mogło przynieść pewne krótkookresowe korzyści gospodarcze. Natomiast dalsze ocieplenie i potencjalne coraz częstsze fale upałów 35–40°C mogą już te korzyści stopniowo niwelować.

Czy zmiany klimatu mogą spowodować, że zbiedniejemy?

Analiza Manuela Linsenmeiera pokazała, że niektóre kraje na świecie mają największą produkcję zimą, a inne latem. Widać to np. z wykresu pokazującego aktywność gospodarczą i poziom produkcji zimą i latem w USA i Brazylii. W USA, zgodnie z wzorcem dla półkuli północnej wyższa produkcja ma miejsce latem, a w Brazylii – odwrotnie, w czasie południowoamerykańskiej zimy. Z tym że tych ustaleń nie należy mieszać z badaniami nad ociepleniem klimatu, które dotyczą raczej wpływu na mniej rozwinięte gospodarki.

Jeśli będzie tak, jak mówią prognozy meteorologów, że przyszłe zmiany klimatu zmienią różnice temperatur między sezonami, może to być kolejny kanał, poprzez który zmiany klimatu wpłyną na produkcję gospodarczą i PKB w przyszłości – uważa Linsenmeier.

Wśród ekonomistów panuje pogląd, że wahania temperatur są raczej negatywne dla wzrostu gospodarczego, a stabilność warunków pogodowych zapewnia lepszy wzrost w długim terminie. Zbadała to m.in. para ekonomistów Garey RameyValerie A. Ramey. Już 30 lat temu doszli do wniosku, na podstawie analizy danych z 92 krajów i krajów OECD, że kraje charakteryzujące się większą zmiennością wzrostu gospodarczego osiągają przeciętnie niższe tempo wzrostu PKB per capita. Podobna zasada miałaby dotyczyć również wahań temperatur.

W 2024 roku Valerie A. Ramey została współautorką pracy o wpływie wzrostu globalnych temperatur na wzrost gospodarczy (Ishan B. Nath, Valerie A. RameyPeter J. Klenow). Artykuł zawiera tezę, że wzrost globalnych temperatur może mieć negatywny wpływ na aktywność gospodarczą, ale bardziej ze względu na szybkość zmian, a nie długookresowy trend wzrostu temperatur.

Ta praca jest pośrodku współczesnej wielkiej debaty ekonomistów i klimatologów nad wpływem ocieplenia klimatu na aktywność gospodarczą. Dwa najważniejsze obozy w tej debacie to z jednej strony ekonomiści uważający, że klimat obniża tylko poziom PKB, ale nie tempo wzrostu gospodarki. Inni ekonomiści uważają, że skutki mogą być znacznie poważniejsze, a cieplejszy klimat trwale obniża stopę wzrostu gospodarczego. A więc możemy przez zmiany klimatyczne biednieć.

W najpopularniejszym i najczęściej cytowanym artykule o wpływie ocieplenia klimatu na aktywność gospodarczą z 2008 roku, autorstwa Melissy Dell, Benjamina F. JonesaBenjamina A. Olkena, badacze postawili z kolei tezę, że wzrost temperatury o 1°C w danym roku obniża tempo wzrostu gospodarczego krajów biednych o około 1 punkt procentowy. Efekt nie ogranicza się do rolnictwa — widać go również w przemyśle, inwestycjach i stabilności politycznej.

Jednak Ishan B. Nath, Valerie A. RameyPeter J. Klenow dodali w 2024 roku do tych wniosków swoją – łagodniejszą – interpretację. Ich punkt wyjścia brzmi: jeśli temperatura naprawdę obniża stopę wzrostu na stałe, to po kilkudziesięciu latach biedniejsze kraje gorące powinny coraz bardziej odstawać od chłodniejszych. Tymczasem obserwujemy przepływ  technologii i wiedzy między krajami.

Autorzy argumentują, że klimat nie może być trwałą barierą wzrostu. Uważają, że szok temperaturowy ma duży wpływ na PKB, i ten wpływ utrzymuje się przez wiele lat, ale z czasem gospodarka częściowo wraca na wcześniejszą ścieżkę wzrostu, dlatego nie dochodzi do stałego obniżenia stopy wzrostu. Czyli klimat – jeśli się zmienia – szkodzi gospodarce, ale niekoniecznie długofalowo i trwale.

Czytaj też: Iść, ciągle iść w stronę słońca. A tam czeka wyższa inflacja. Wszystko przez… ceny nieruchomości. Co mają wspólnego słońce, czynsz za mieszkanie i inflacja?

Na upały pomoże rozwój technologiczny i… sjesty?

Trzeba jednak pamiętać o jednym z ważnych wniosków z analizy ekonomisty z London School of Economics – wpływ wahań temperatur jest mniej widoczny w gospodarkach bardziej rozwiniętych i zaawansowanych technologicznie. Nawet fale upałów nie zaszkodzą produkcji, przy odpowiednim poziomie automatyzacji czy robotyzacji. I gdy firmy stać na zapewnienie pracownikom komfortowych warunków do pracy.

Wysokie temperatury pogorszą nie tylko wydolność fizyczną, ale również produktywność pracy umysłowej. To jeden z powodów, dla których firmy coraz częściej inwestują w klimatyzację i rozwiązania ograniczające przegrzewanie biur. Nie wszędzie da się to zrobić Może to oznaczać wyższe ceny warzyw i owoców, a także większą zmienność cen żywności.

CZYTAJ TEŻ:

letnie promocje stacji paliw

Polskie rolnictwo może być nawet mniej odporne na fale upałów niż rolnictwo w krajach południa Europy, w których fale upałów są właściwie normą. Kraje takie jak Hiszpania czy Włochy od dekad funkcjonują w wysokich temperaturach i są częściowo dostosowane do upałów. Polska dopiero wchodzi w rzeczywistość regularnych fal gorąca, ma inne uprawy dostosowane do klimatu umiarkowanego, więc może ponosić większe straty. Będą rosły koszty zmian upraw, modernizacji budynków czy mechanizacji.

Zmiany temperatur nie muszą oznaczać spadku aktywności gospodarczej, a nawet bardzo duże różnice – jak fale upałów – nie muszą być niszczące dla produkcji, mogą po prostu prowadzić do przesunięcia aktywności między porami roku. Autor uważa, że wraz ze zmianami klimatu część produkcji może być przenoszona między sezonami.

W praktyce oznacza to, że budowy mogą częściej przyspieszać wiosną i jesienią, handel może notować słabsze wyniki podczas ekstremalnych upałów, firmy będą coraz bardziej dostosowywać godziny pracy do temperatury. Być może czeka nas – tak jak w krajach o gorącym klimacie, np. w Ameryce Południowej – oficjalnie rekomendowana przez prawo pora na sjestę w środku dnia, kiedy upały dają znać o sobie najbardziej? Kto chciałby mieć już teraz taką sjestę w czasie obecnych upałów?

—————————–

CZYTAJ TEŻ TO:

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

Źródło zdjęcia: Maciej Danielewicz/Cloud Purple/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu