Koncepcja KNF pułapką dla frankowiczów? Sprawdzam komu opłaci się przewalutowanie

Koncepcja KNF pułapką dla frankowiczów? Sprawdzam komu opłaci się przewalutowanie

Pierwsze reakcje kredytobiorców frankowych na plan ogłoszony przez szefa Komisji Nadzoru Finansowego nie są entuzjastyczne. I trudno się dziwić – proponowane przez Andrzeja Jakubiaka warunki „oddłużenia” są dość surowe. Klienci będą musieli nie tylko oddać to, co „zarobili” dzięki płaconych w przeszłości niższych ratach, ale ostatecznie zdyskontować ogromną stratę na różnicach kursowych (w wielu przypadkach kilkusettysięczną), zadowolić się tym, że banki ewentualnie pokryje jej połowę, a także „wziąć na klatę” wyższe raty Jest to niby sprawiedliwy podział kosztów, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że banki „załatwiają” sobie tym rozwiązaniem znacznie więcej problemów, niż ich klienci. Kwestia niewystarczających zabezpieczeń kredytów, kosztów zalepiania luki w bilansach i w kapitale, przyszłego ryzyka kursowego, skutków ewentualnych procesów sądowych z klientami o unieważnienie umów… – to wszystko może być „zamiecione” kosztem kilkunastu miliardów złotych, rozłożonych na 20-25 lat (czyli przy rocznym uszczerbku w zysku netto banków na poziomie kilku, kilkunastu procent).

Klient też jest „do przodu”, bo oddłuża mieszkanie i odzyskuje nad nim kontrolę. Pytanie czy warto załatwiać to takim kosztem. Na pewno wyjścia nie mają te osoby, które chciałyby sprzedać mieszkanie – w ich wypadku koszty nie grają roli. Jeśli ktoś jest po rozwodzie, a ma z „byłym” wspólny kredyt, albo jego sytuacja rodzinna się zmieniła i potrzebuje np. zamienić mieszkanie na mniejsze, to przewalutowanie na warunkach podyktowanych przez Jakubiaka może być jedynym sensownym rozwiązaniem. Ale jeśli ktoś nie zamierza na razie sprzedawać mieszkania i jednocześnie jest w stanie żyć ze świadomością, że jego kredyt księgowo jest teraz bardzo duży (choć przecież tak naprawdę liczy się tylko najbliższa rata), to zapewne będzie miał duży orzech do zgryzienia. Zwłaszcza, że LIBOR spada coraz niżej, a i kurs franka ustabilizował się poniżej 4 zł… O propozycji przewodniczącego Jakubiaka wciąż wiemy niewiele. Bez odpowiedzi pozostają pytania o to, czy ewentualna oferta przewalutowania byłaby aktualna zawsze, czy tylko w jakimś „okienku” czasowym, czy „nowy” kredyt hipoteczny można byłoby przenieść do innego banku, a przede wszystkim – jak byłby oprocentowany (kto ustalałby parametry).

Zobacz również:

SUBIEKTYWNIE O PLANIE JAKUBIAKA W TVN 24 BIŚ. Zapraszam do obejrzenia gorącej recenzji koncepcji przewodniczącego Andrzeja Jakubiaka, którą przedstawiliśmy – wspólnie z Rafałem Hirschem – w programie TVN 24 Biznes i Świat.

tvnbis_sposb_na_franka

Na konkretnym przykładzie zobaczmy jak trudna jest odpowiedź na pytanie czy propozycja Jakubiaka byłaby opłacalna dla klienta. Załóżmy, że ktoś z Was wziął w 2006 r. kredyt w wysokości 140.000 franków szwajcarskich na 35 lat. Przy ówczesnym kursie franka na poziomie 2,5 zł dawało to jakieś 350.000 zł. Oprocentowanie kredytu bank ustalił na 2,8% w skali roku, na co składał się wskaźnik LIBOR (wówczas wynosił 1,6%) oraz marża banku 1,2%. Rata wynosiła, uwzględniając spread bankowy, jakieś 1500 zł. Ale uwaga: ktoś z Was mógł wówczas czuć obrzydzenie do franka szwajcarskiego i stanowczo zażądać w banku kredytu w złotych. Przy oprocentowaniu 5,8% w skali roku – taniej być nie mogło, bo sam WIBOR wynosił 4,2%, a w kredytach złotowych marże były wyższe, gdyż bank nie mógł zarabiać na spreadzie – rata wynosiłaby jakieś 1950 zł. Hmmm, prawie 450 zł różnicy co miesiąc. Gdyby ktoś z Was mimo wszystko ciężko się uparł na to, żeby płacić te 450 zł miesięcznie więcej i wziąć kredyt w złotych, to dziś, po ośmiu latach spłacania mieszkania w systemie rat równych, miałby jeszcze 320.000 zł długu. Ale jeśli nie chciał płacić prawie 2000 zł miesięcznie, tylko 1500 zł, to wybrał kredyt we frankach. Spłacał go przez tych osiem lat i dziś zostało mu jeszcze 120.000 franków. Tyle, że frank nie kosztuje już 2,5 zł, lecz prawie 4 zł, co oznacza, że ów dług przekłada się na 480.000 zł. I jest znacznie większy, niż wartość mieszkania

Na szczęście jednocześnie ze skokiem franka spadł wskaźnik LIBOR, od którego zależy oprocentowanie kredytu – jest na poziomie minus 0,9%, więc realne oprocentowanie kredytu wynosi już nie 2,8%, jak na początku, a tylko 0,3%. Rata miesięczna to 350 franków, czyli 1400 zł. Załóżmy teraz, że bank, w którym ktoś z Was ma zadłużenie we frankach, postanowi zaoferować możliwość przewalutowania i restrukturyzacji zadłużenia na zasadach proponowanych przez przewodniczącego Jakubiaka. Owe 120.000 franków długu musi więc zostać przewalutowane na złote po obecnym, bardzo wysokim kursie franka (dla ułatwienia rachunków załóżmy, że wynosi on 4 zł). Po tej operacji klient ma 480.000 zł długu i zero ryzyka kursowego. Czuje się lekko i beztrosko. Tym bardziej, że z tych 480.000 zł tylko 350.000 zł to tzw. „dług pierwotny”, zaś 130.000 zł wynika wyłącznie ze wzrostu kursu franka. Bank obniża mu więc wartość kredyt hipoteczny do wartości 350.000 zł i dodatkowo pomniejsza to saldo o wartość kapitału, który klient by spłacił, gdyby miał przez te osiem lat kredyt złotowy, a nie frankowy. Saldo długu hipotecznego wynosi więc 320.000 zł, zaś saldo „długu wtórnego”, wynikającego z ruchów walut, to 160.000 zł. Czas teraz ustalić nowe warunki spłaty obu długów.

Czas ustalić warunki spłaty obu „nowych” kredytów. Kredyt hipoteczny o wartości 320.000 zł może mieć oprocentowanie na poziomie WIBOR plus 2% (czyli w sumie 4%), co przy okresie spłaty rzędu 27 lat oznacza bieżącą ratę na poziomie 1600 zł. Kredyt „wtórny”, powstały wyłącznie z „dopisania” zmiany wartości franka, też rozpisujemy na 27 lat, ale jego stopa procentowa – zgodnie z deklaracją przewodniczącego Jakubiaka – wynosi tylko 1%. Rata tego drugiego kredytu to 560 zł, z czego – to też obietnica przewodniczącego – bank będzie umarzał połowę. Koszt tego kredytu wynosi więc 280 zl. Łącznie po przewalutowaniu 480-tysięcznego długu na złote klient musi się pogodzić z ratą na poziomie niecałe 1900 zł. To oznacza obciążenie o 500 zł wyższe, niż kilka dni wcześniej, kiedy kredyt był frankowy i cieszył się ujemnym LIBOR-em. Owszem, LIBOR CHF nie zawsze będzie mocno ujemny, a frank nie musi kosztować 4 zł, może być równie dobrze po 5 zł. Gdyby LIBOR CHF wrócił do poziomu 1% na plusie, a frank kosztował 5 zł, to rata kredytu frankowego podskoczyłaby do 2500 zł. Może więc warto płacić dziś 1900 zł zamiast 1400 zł, żeby mieć pewność, że kiedyś nie będzie trzeba płacić 2500 zł? Ale z drugiej strony – LIBOR w Szwajcarii jeszcze przez dobrych kilka lat będzie ujemny, a polska gospodarka będzie sie rozwijać szybciej, niż szwajcarska, więc frank powinien kosztować raczej coraz mniej, niż coraz więcej. Zwłaszcza, że od siedmiu lat kosztuje właśnie coraz więcej, a każdy trend – jak wiadomo – ma swój koniec.

Trudny dylemat? Niestety, muszę jeszcze go utrudnić. Częścią „Planu Jakubiaka” jest również to, aby klient zwrócił bankowi to, co zarobił dzięki płaceniu niższych rat w ramach kredytu we frankach. Przez osiem lat spłacania kredytu w szwajcarskiej walucie suma rat mogła wynieść ok. 50.000 franków, zaś średni kurs spłaty – jakieś 3 zł. W sumie więc nasz przykładowy klient, którym mógłby być ktoś z Was, przelał bankowi 150.000 zł. Gdyby ów klient zamiast frankowego kredytu spłacał złotowy, to w tym samym czasie przelałby bankowi 180.000 zł (uwzględniając spadający WIBOR). Co to oznacza? Że klient, jednocześnie z przewalutowaniem kredytu z franków na złote, powinien zwrócić do banku 30.000 zł. Oczywiście – zgodnie z propozycją przewodniczącego Jakubiaka – ta kwota też może zostać sfinansowana tanim kredytem na 1%.

SUBIEKTYWNOŚĆ W „ŚWIAT SIĘ KRĘCI”. Nie samym frankiem człowiek żyje. Ostatnio miałem przyjemność komentować w programie Agaty Młynarskiej pt. „Świat się kręci” bulwersującą sprawę firmy pożyczkowej, która żyła z… nieudzielania ludziom pożyczek. Jej twórcy zarobili w ten sposób grube miliony. Jak do tego doszło? Zapraszam do obejrzenia nagrania.

 tvpssk2601b1

tvpssk2601a

Czas podsumować sytuację. Ktoś ma mieszkanie warte 350.000 zł. Spłacał przez wiele lat kredyt we frankach, a mimo tego jego dług jest większy, niż był – wynosi 480.000 zł. Dzięki „Planowi Jakubiaka” ów ktoś może niejako „oddłużyć” to mieszkanie i sprawić, że będzie można je sprzedać, zamienić na inne, wcześniej spłacić kredyt itp. A przede wszystkim – spać spokojnie bez obaw, że raz się ma pół miliona długu do spłaty, a następnego dnia już milion. Cena jest jednak wysoka: po pierwsze zamiana kredytu na droższy o 500 zł miesięcznie. Być może droższy już na stałe. Po drugie konieczność zapłacenia 30.000 zł bankowi (czyli zwrotu osiągniętych w przeszłości korzyści).

Ilu z nas, frankowych kredytobiorców, musiałoby dopłacać? Duża. Według obliczeń DM Trigon, przewalutowanie przy obecnym kursie franka, oscylującym w okolicach 4 zł oraz przy poziomie LIBOR-u minus 0,75% oznaczałoby, że deal opłacałby się tylko pewnej grupie klientów, do których banki musiałyby dopłacić (w ramach „składki” związanej z umorzeniem części długu powstałego poprzez wzrost kursu franka) jakieś 7 mld zł. Trigon nie podaje jak duża byłaby ta grupa „korzystających”. Ale porównując tę kwotę ze stratami liczonymi dla sytuacji, w której banki muszą wziąć na klatę koszty wynikające z całej zmiany kursu franka od momentu zaciągnięcia kredytu (ok. 30 mld zł, choć rok temu KNF liczył, że to będzie 50 mld zł), można powiedzieć, że niezbyt liczna.  Poniżej macie tabelkę uzależniającą straty banków od kursu franka w momencie przewalutowania oraz od wartości LIBOR-u (a więc pośrednio: od różnicy między jego poziomem, a WIBOR-em).

strata_bankwtrigon

Czy warto dopłacić i zdjąć sobie z głowy ryzyko kursowe? Cóż, na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Alternatywą jest pozostanie w kasynie walutowym i liczenie na to, że nawet jeśli frank będzie po 5 zł lub więcej, to będzie tam tylko przez chwilę, a generalnie, długoterminowo uda się utrzymać średni kurs spłaty rat na poziomie poniżej 4 zł (a może i poniżej 3 zł?). Dlaczego nie miałby się zdarzyć taki oto scenariusz, że dziś „produkujemy” sobie 160.000 zł długu poprzez przewalutowanie całego kredytu, a za dwa lata widzimy franka po 2,5 zł. I nie śpimy po nocach, mając przed sobą jeszcze 25 lat spłacania długu, który – gdyby nie korzystać z przewalutowania – „wyparowałby” sam, wraz ze spadającym kursem franka? A dodajmy jeszcze do tego scenariusza np. wzrost WIBOR-u, powodujący dalsze pompowanie raty kredytów w złotych… Jest też inny scenariusz – walka w sądzie o unieważnienie kredytu frankowego. Może się przecież zdarzyć, że sąd orzeknie, iż taki kredyt nie był w ogóle kredytem bądź też był od początku kredytem złotowym. Wówczas to bank ponosiłby wszelkie konsekwencje wynikające z przymusowego przewalutowania kredytu po kursie z dnia zawarcia umowy. W takiej sytuacji klient miałby dziś kredyt o wartości 320.000 zł i nie musiałby partycypować w spłacie tego „wtórnego” długu, który w naszym przykładzie wynosi 160.000 zł. Skorzystanie z propozycji Jakubiaka najpewniej odcięłoby tę drogę.

Oczywiście: trzeba pamiętać, że omawiany przeze mnie przykład dotyczy konkretnego kredytu. Jeśli ktoś zadłużył się w 2008-2009 r., gdy kurs franka wynosił 2 zł, to rozwiązanie proponowane przez szefa KNF będzie dla niego bardziej korzystne. Nic nie „zarobił” na niższych ratach, odpada więc jeden z dwóch elementów ceny, którą trzeba zapłacić za „oddłużenie” mieszkania. Ale w przypadku klientów, którzy brali kredyty przy kursie 2,8-2,9 zł i powyżej, koszty wynikające z warunków „Planu Jakubiaka” byłyby liczone w dziesiątkach tysięcy złotych. Dlatego sądzę, że tą propozycją – być może jeszcze nie dziś, ale w przyszłości, gdy okoliczności staną się dla nich mniej sprzyjające – bardziej zainteresowane powinny być banki, niż klienci. Bo im – jak już wspomniałem – znika znacznie więcej problemów, na czele z ryzykiem płacenia klientom odszkodowań np. za niewłaściwe poinformowanie o ryzyku kursowym. Chyba, że… potraktujemy plan równego podziału kosztów wynikających ze wzrostu kursu franka między bank i klienta jako punkt wyjścia dla dalszych negocjacji. Im niższy będzie kurs franka i im bardziej elastyczne będą banki w negocjacjach z klientami, tym większa szansa, że koszty po stronie klienta staną się akceptowalne, biorąc pod uwagę korzyść, jaką byłoby „oddłużenie” mieszkania, jak i ryzyko wynikające z tego, że nie wiemy czy z perspektywy czasu przewalutowanie nastąpi w dobrym momencie, czy też w beznadziejnym. Z tego ostatniego punktu widzenia w ogóle bez sensu są wszelkie rozwiązania – łącznie z tym „jakubiakowym”, które zakładają przewalutowanie całości kredytu po jednym kursie, fiksując z góry stratę w porównaniu z kursem, po którym klient wszedł do walutowego kasyna. Bezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby chyba jednak przewalutowanie na raty, np. obliczone na 10 lat, z jakimiś dopłatami ze strony banku za ponadstandardowe ryzyko,na które bank – świadomie lub nie – naraził klienta. . 

SUBIEKTYWNIE O LICHWIE W „MINĘŁA 20”. Problem nadzoru nad firmami pożyczkowymi to jedna z kwestii, która ma być uregulowana jeszcze w tym roku. Ale jak to zrobić, żeby nie wylać dziecka z kąpielą, czyli nie wyprodukować kolejnej ustawy dziurawej jak ser szwajcarski? O tym niedawno rozmawiałem w TVP Info w programie „Minęła 20” Zapraszam do obejrzenia!

TVPinfostycz

PRAWIE PÓŁ MILIONA CZYTELNIKÓW „SUBIEKTYWNIE O FINANSACH”! Frankowa zawierucha spowodowała, że jeszcze chętniej, niż zwykle wpadaliście do blogu i czytaliście moje felietony. Bardzo Wam za to dziękuję i mam nadzieję, że wejdzie Wam to w krew. W styczniu było w blogu ponad 480.000 unikalnych użytkowników. Najpopularniejsze teksty zebrały ponad 1200 „lajków” czytelników i ponad 250 Waszych komentarzy, na które starałem się na bieżąco reagować. Dziękuję Wam bardzo za Waszą aktywność i zaufanie. I proszę o jeszcze!. 

SUBIEKTYWNOŚĆ NA GOSPODARCZYM OTWARCIU ROKU. Kilka dni temu miałem przyjemność brać udział w Gospodarczym Otwarciu Roku, czyli inaugurującej 2015 r. konferencji organizowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą. Dyskutowałem tam o nowych regulacjach prawnych, które czekają w tym roku świat finansów. Pod tym względem – ustawa antylichwiarska, ustawa o upadłości konsumenckiej, kolejne zacieśnienie ustawy o interchange, rekomendacja nadzoru bankowego w sprawie bancassurrance – to będzie dla finansistów bardzo intensywny rok. Dyskutowaliśmy też – m.in. z Adamem Jasserem, szefem UOKiK – o tym oznaczają te wszystkie zmiany jeśli chodzi o ochronę konsumentów.

KIG_gospodarcze_otwarcie_promo

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!