„Pomimo srogiej i długiej zimy, pomimo naszego narzekania, polskiej zawiści, pomimo zgrai nieudaczników, którzy w Polsce pchają się do rządzenia, na tle całej grupy 193 państw, które zwiedziłem, Polska wypada celująco. Mógłbym mieszkać w dziesiątkach krajów świata, ale cieszę się, że moją bazą jest Polska” – opowiada człowiek, który mniej więcej 300 dni w roku spędza na podróżowaniu
Podróże zawsze mają wymiar finansowy. Przede wszystkim dlatego, że podróże kosztują: trzeba kupić bilety, zarezerwować noclegi, zapewnić sobie wyżywienie na miejscu oraz ewentualnie zadbać o transport. I ponieść wydatki na różne – mniej lub bardziej potrzebne – rzeczy na miejscu. Kwestii finansowych związanych z podróżowaniem jest ogrom. Dlatego podróżowanie to też know-how. Kto nie ma doświadczenia, przepłaca albo nie jest w stanie zrealizować swoich planów. Jak tego uniknąć?
- Bank dopłaci do wakacji 2400 zł, a Lewandowski pomoże. Rusza nietypowa promocja: Urlopowicze będą porzucać inne banki? Analizuję! [POWERED BY BANK PEKAO]
- Trwa walka banków o portfele urlopowiczów. Czy podróżnik pokona piłkarza? 700 zł w prezencie, dobra lokata na rok, wiecznie darmowa karta bezspreadowa [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Razem czy osobno? Wspólne konto do inwestowania to w Polsce wciąż niezbyt popularne rozwiązanie. A daje poczucie bezpieczeństwa [POWERED BY SAXO BANK]
Wakacje to czas podróży. A jak podróżować rozsądnie, bezpiecznie i wycisnąć z przeznaczanych na to pieniędzy jak najwięcej? Posłuchajcie człowieka, który zjeździł świat kilka razy i ma dla Was kilka rad. Sławek Muturi dorobił się na rynku nieruchomości w Polsce, a potem wyruszył w świat. Ma pieniądze, ale nie zwiedza 5-gwiazdkowych hoteli.
Piotr Rosik: Skąd mieć pieniądze na podróżowanie? Czy żeby podróżować, trzeba być zamożnym człowiekiem? Wiele osób zadłuża się, żeby móc podróżować…
Od maja 2009 roku propaguję ideę wolności finansowej – chodzi o stan, w którym nie musisz pracować, by utrzymywać standard życia, do którego jesteś przyzwyczajony. Kluczowym dla osiągnięcia wolności finansowej czynnikiem jest umiejętność życia poniżej swoich możliwości finansowych. Ta umiejętność pomaga oszczędzać, a oszczędności można inwestować.
Zdecydowanie odradzam zadłużanie się dla zaspokojenia konsumpcji. Bo podróże to jednak rodzaj konsumpcji. Zadłużanie się na wakacje czy na jakikolwiek inny cel konsumpcyjny jest życiem ponad swoje możliwości finansowe i zdecydowanie to odradzam. Zwłaszcza jeśli chciałbyś osiągnąć wolność finansową. Konsumowanie na kredyt bardzo mi przypomina wchłanianie pustych kalorii w sieciach fast food. Czy się najesz? Nie wiadomo. Z pewnością zwiększysz masę i pogorszysz zdrowie.
W podróż wyruszasz z gotówką w kieszeni czy z kartami do płacenia albo z cyfrowymi aplikacjami w telefonie?
W podróżach polegam głównie na gotówce. Zabieram euro lub dolary amerykańskie. Nie wymieniam w Polsce złotych na lokalne waluty mało popularnych krajów, bo kursy takich walut są w kantorach obciążone bardzo dużym spreadem. Bardziej opłaci się wymienić np. dolary na lokalną walutę już na miejscu.
Czy masz procedury bezpieczeństwa finansowego, na wypadek gdybyś w jakimś egzotycznym kraju uległ poważnemu wypadkowi?
Jestem w podróży przez 300–320 dni w roku. Kupuję po 20–25 biletów lotniczych miesięcznie. Nie wykupuję ubezpieczenia podróżnego, bo wydałbym na to fortunę. Jedyna procedura bezpieczeństwa, jaką stosuję, wygląda tak, że nauczyłem się na pamięć numeru telefonu mojej córki. I wiem, że prześle mi pieniądze lub kupi bilet powrotny, gdybym potrzebował. Ubezpieczenie zdrowotne kupuję tylko wtedy, gdy jest wymagane do uzyskania wizy.
Z jakich rozwiązań finansowych korzystasz w trakcie podróży? Mówiłeś, że głównie z gotówki, ale nie chce mi się wierzyć, że jesteś zupełnie „offline”. Jakie aplikacje i narzędzia finansowe uważasz dziś za absolutnie niezbędne dla podróżnika?
Naprawdę, przysięgam. Rozwiązaniem, które zaspokaja większość moich potrzeb w podróży, jest gotówka. Mam kartę płatniczą i służy mi ona do kupna biletów lotniczych oraz do wynajmu aut. Choć o Revolucie słyszałem już lata temu, to dopiero kilka tygodni temu zacząłem tego rozwiązania używać. O innych, być może nawet pożytecznych, fintechach nawet nie słyszałem. Ogólnie z definicji odrzucam wszystko, co ma mi „ułatwić życie”. Węszę w tym podstęp. Nie chcę się uzależniać. Nie chcę outsource’ować myślenia. Nie wierzę w ułatwianie sobie życia. Wolę, idąc za radą Scott Pecka, wybierać trudniejszą drogę.
Jak zarządzasz ryzykiem kursowym? Czy korzystasz z kart wielowalutowych lub programów cashback?
Ryzykiem kursowym w ogóle nie zarządzam. Nie korzystam z podobnych rozwiązań. Przy okazji powiem, że dziwię się tym, którzy po wylądowaniu w jakimś kraju wymieniają kwotę szacowaną do wydatkowania na cały pobyt na lotnisku. Lotniskowe kantory to w większości krajów po prostu zalegalizowane złodziejstwo.
Z czego korzystasz przy przelewach międzynarodowych? Masz jakieś doświadczenia ze słynnym Western Union? Czy też polecasz inne rozwiązania?
Nie korzystam z takich rozwiązań. Raz tylko zrobiłem przelew międzynarodowy jakiemuś biuru podróży, z usług którego musiałem skorzystać, by załatwić sobie wizę do Czadu.
Logowanie się do polskich systemów bankowych z terytorium niektórych krajów jak Somalia czy Afganistan natychmiast uruchamia czerwone flagi w systemach bankowych. Jaki masz backup finansowy na wypadek, gdyby algorytm odciął cię od środków w najmniej odpowiednim momencie?
To prawda, że mój bank często blokuje moje karty. Próbowałem im przemówić do rozsądku. Wyjaśniałem, że w moim przypadku płatność w walucie, o której istnieniu nawet nie wiedzą ich analitycy od ryzyka, nie jest niczym ryzykownym. Niestety, bez skutku. Żaden klient nie wygra z algorytmami i twardymi zasadami instytucji finansowych.
Jak sobie z tym radzisz?
Staram się nie ignorować przychodzących SMS-ów w trakcie dokonywania płatności. [śmiech]
Czy miałeś w trakcie wojaży po świecie taką sytuację, że z jakiegoś powodu przez jakiś czas byłeś odcięty od swoich środków?
Pewnie dlatego, że polegam na gotówce, to nigdy nie miałem takiej sytuacji. Mimo tego że w wielu krajach odcinane są nie tylko systemy finansowe, ale w ogóle internet czy nawet energia elektryczna.
Jak z twojej perspektywy zmieniła się siła nabywcza polskiego rentiera na świecie w ciągu ostatnich 5–10 lat? Gdzie dziś dostajemy najwyższą jakość życia w stosunku do wydanej złotówki?
Ogólnie rzecz biorąc, wszystko i wszędzie ciągle drożeje. Firmy ciągle podnoszą ceny, testując granice bólu swoich klientów. A że robią to stopniowo, to owe granice bólu stopniowo przesuwają się w górę. Gdzie dostajemy najwyższą jakość w stosunku do wydanej złotówki? W krajach takich jak Kambodża, Wietnam, Mjanma, Filipiny – to w Azji. Lub w Peru i Boliwii w Ameryce Południowej. Najniższą jakość w stosunku do wydanej złotówki otrzymujemy w Afryce i w USA.
Na co dzisiaj – jako dojrzały inwestor i podróżnik, który nie ma problemu z pieniędzmi – najchętniej wydajesz środki w trakcie wojaży, a jakich kosztów wciąż unikasz? Jak wygląda twój system śledzenia wydatków w podróży? Czy masz jakieś dedykowane arkusze, aplikacje czy automatyzacje, które pomagają ci utrzymać kontrolę nad budżetem?
Chętnie wydaję na przeloty oraz na wejściówki na stadiony. Potrafię wydać sporo na dobre jedzenie. Bardzo opłacalnym wydatkiem jest dla mnie karta uprawniająca do wstępu do tzw. business lounge na lotniskach. Pojedyncze wejście może kosztować od 30 do 60 euro, natomiast koszt karty to około 450 euro rocznie. Ponieważ ja korzystam z tych saloników nawet po 20–25 razy miesięcznie, to potrzebuję abonamentu. Szkoda, że jeszcze nie ma takich kart dla przelotów.
Jestem ogromnym sknerą, jeśli chodzi o hotele. Gdy wybrałem się w daleką podróż po raz pierwszy sam, bez rodziców, to zapłaciłem za pokój w hotelu w Londynie – w jednej z dzielnic hotelowych typu Euston Square – 7,5 GBP, co w 1984 roku wydawało mi się szokująco dużą sumką. Dziś w tych samych rejonach Londynu łóżko w pokoju 16-osobowym kosztuje nawet 40 GBP, a pokój pewnie około 200 GBP.
CZYTAJ TEŻ:
Nie korzystasz z drogich hoteli, więc gdzie sypiasz?
Staram się w ogóle nie korzystać z hoteli. Nie tylko ze względu na ceny wolę hostele. Na marginesie dopowiem, że nie korzystam również z taksówek, zwłaszcza tych lotniskowych. W sklepach duty free kupuję tylko gazety, które z powodu odpowiednich regulacji zazwyczaj kosztują tyle samo co w kiosku na mieście. Swoją drogą, ceny towarów na lotniskach to kolejny przykład zdzierstwa. Dajmy na to, butelka wody mineralnej kosztuje tam 5–10 razy więcej niż „na mieście”.
Choć przykładowe 10 zł za butelkę wody nie wypali mi dziury w kieszeni, to odmawiam zakupu i czuję, że gdyby 90% pasażerów zrobiło tak samo, to ceny spadłyby z kosmosu na ziemię. I mniej wody byłoby wyrzucane do koszy przed stanowiskami kontroli pasażerów. Szacuję, że z powodu pazerności właścicieli sklepów wolnocłowych marnujemy każdego dnia miliony hektolitrów świeżej, często dopiero co kupionej wody!
Jakie są największe „ukryte koszty” długoterminowego podróżowania, o których mało kto myśli na starcie? Co zaskakuje prawdziwego podróżnika w wymiarze finansowym?
Jeśli mówimy o pewnego rodzaju zaskoczeniach związanych z podróżami, to dla mnie największe było takie, że okazało się, iż w ogóle nie potrzebuję w domu lodówki. Wyłączyłem ją. A ponieważ nie mam też w domu telewizora, to prawie w ogóle nie zużywam energii i moje rachunki za prąd nie przekraczają 30 zł miesięcznie.
Jak dbasz o bezpieczeństwo finansowe w trakcie podróży? Czy jakoś zabezpieczasz się na wypadek rabunku? Czy miałeś kiedyś sytuację, że ktoś chciał cię oszukać?
Noszę cienką „nerkę” na biodrze, pod spodniami. W niej mam ukryte paszporty. Zawsze mam przy sobie trzy aktualne, a czasami też jakiś stary, ale z ważną wizą np. USA lub Indii. Trzymam tam również dowód osobisty, karty bankowe, a także grubszą gotówkę.
I tyle?
Tak. Jest to zaskakująco skuteczna ochrona. Często owa „nerka” nie jest wykrywana nawet podczas osobistej kontroli na lotniskach. Pewnego razu, gdy zostałem zatrzymany na 4 dni w Burkina Faso i byłem kilkukrotnie transportowany i przeszukiwany, a mój paszport i portfel zostały mi zabrane wraz z całym plecakiem, to „nerkę” cały czas miałem pod spodniami.
Uważam, że największym zagrożeniem każdego podróżnika jest… on sam. Jeden jedyny raz, gdy straciłem cały portfel, miał miejsce w roku 1986 lub 1987 w Paryżu. Jako student pojechałem tam na miesiąc, by uczyć się języka francuskiego. Już pierwszego tygodnia pobytu dałem się oszukać ulicznym cwaniakom. Zająłem się odgadywaniem, pod którym kubkiem znajduje się kostka do gry lub moneta.
Straciłem przez swoją głupotę całą gotówkę oprócz jednego banknotu. To było chyba 100 lub 500 franków, już nie pamiętam. Znalazłem go w bocznej kieszeni spodni. Całe szczęście, że wcześniej zdążyłem zapłacić z góry za kurs, za miesiąc mieszkania u francuskiej rodziny oraz za miesięczny bilet na metro.
CZYTAJ TEŻ:
Spędzając większość roku w podróży, łatwo wpaść w pułapki podatkowe. Jak dbasz o to, by jednoznacznie utrzymać polski ośrodek interesów życiowych i nie narazić się na domiar podatkowy w krajach, w których przebywasz dłużej? Czy zdarzyło ci się, że jakiś urząd skarbowy za granicą upomniał się o podatek od twoich dochodów z racji czasu spędzonego na jego terytorium?
Miałem kiedyś rezydencję podatkową w Rumunii, bo tam mieszkałem. Wówczas obowiązywała tam płaska stopa podatku PIT w wysokości 12,5%, co było bardzo korzystne. Podatek PIT z tytułu przychodów z najmu zawsze płaci się w kraju lokalizacji nieruchomości. Ponieważ od 17 lat praktycznie nie mam przychodów z innych źródeł, to tematem podatków nie zawracam sobie głowy.
Podróżowanie po krajach o podwyższonym ryzyku statystycznie zwiększa prawdopodobieństwo nieszczęśliwego wypadku. Jak masz rozwiązaną kwestię sukcesji majątku na wypadek, gdybyś nagle odszedł?
Mam spisany testament.
Widziałeś rynki nieruchomości na całym świecie – od drapaczy chmur w Dubaju po dynamicznie rozwijające się azjatyckie metropolie. Czy oglądanie świata z perspektywy inwestora skłoniło cię do dywersyfikacji geograficznej i kupowania nieruchomości poza Polską czy wręcz przeciwnie – utwierdziło w przekonaniu, że inwestowanie nad Wisłą to najbezpieczniejsza strategia?
Teraz rzadziej, ale kiedyś regularnie w trakcie swoich podróży zaglądałem do deweloperów lub do agencji nieruchomości. Nie po to, by tam inwestować, ale by się przyjrzeć rynkowi, poszukać inspiracji, zobaczyć inne punkty widzenia. Przekonało mnie to, że polski rynek jest super. Po pierwsze u nas są wciąż niskie ceny mieszkań. Tak, wiem, że większość zaprotestuje. Bo ceny „wzrosły”. Bo „ludzi nie stać”. Tak, tak. Znam to wszystko.
Ale to jest tak, że wszyscy tak sądzą – na całym świecie. Czy znasz jakikolwiek kraj na świecie, którego mieszkańcy mówią, że u nich mieszkania są tanie? Choć rozmawiałem na temat nieruchomości w dziesiątkach krajów, to ja takiego przypadku nie znam. I w Polsce za 20 lat też będą mówili, że teraz ich nie stać. I będą wspominali, jak to w 2026 roku było tanio.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego polski rynek jest fajny. W stosunku do niskiego ryzyka inwestycyjnego osiągamy na nim wysokie stopy zwrotu. W Londynie lub w Paryżu stopa zwrotu z najmu, bez wliczania w nią tak zwanego wzrostu wartości nieruchomości, wynosi 1–2%. W Warszawie jest 2–3 razy wyższa.
Dodam jeszcze, że nie inwestuję za granicą, bo to… ryzykowne. Choć uważam, że inwestowanie w mieszkania na wynajem jest stosunkowo bezpieczne, to jednak nie jest pozbawione ryzyka. A to ryzyko rośnie w sposób geometryczny przy inwestowaniu za granicą, gdzie nie znasz tak naprawdę nie tylko rynku, ale też prawa ani zwyczajów.
CZYTAJ TEŻ:
Czy odnosisz jakieś wymierne zyski z podróżowania?
W sensie finansowym nie. Nie monetyzuję swoich podróży w żaden sposób. Nie prowadzę swoich social mediów. Nigdy nie szukałem sponsorów. Kiedyś, przy okazji zbiórki pieniędzy na leczenie przyjaciółki mojej córki, pewien nieznajomy zaoferował wpłatę brakujących do celu zbiórki 175 000 zł w zamian za podróż ze mną. Zgodziłem się, ale była to raczej jednorazowa akcja niż mój nowy sposób na finansowanie podróży.
W sensie niefinansowym mam natomiast wiele wymiernych korzyści. Chodzi głównie o niezliczoną ilość fajnych wspomnień i doświadczeń. No i mam też nietypowe osiągnięcia. Przypomnę, że odwiedziłem wszystkie 193 państwa członkowskie ONZ. Osób, które odwiedziły wszystkie 193 kraje po jednym razie, jest na całym świecie około 450. Biorąc pod uwagę całą populację świata, daje to 1 takiego podróżnika na każde 19 milionów mieszkańców!
Jestem także pierwszą osobą w historii, która odwiedziła wszystkie 193 kraje członkowskie ONZ co najmniej trzykrotnie. Są tylko 4 osoby, które odwiedziły 193 kraje dwukrotnie. To jeszcze nie koniec. Wspominałem, że uwielbiam wydarzenia sportowe. Od 1 stycznia do 13 lipca 2026 roku byłem już na 200 imprezach sportowych z 50 dyscyplin sportu, w około 60 krajach!
Co więcej, spotykając na lotnisku lub na stadionie jakiegokolwiek mieszkańca Ziemi, nie tylko wiem, gdzie dokładnie leży jego kraj, ale mogę mu powiedzieć, że co najmniej trzy razy byłem w jego kraju. To bardzo przełamuje lody, uwierz mi. Im mniej znany turystycznie kraj, tym bardziej.
Czy kiedykolwiek liczyłeś koszt alternatywny swoich podróży? Czy z perspektywy czystej matematyki finansowej nie opłacałoby się bardziej „zostać w domu” i wykręcić wyższą stopę zwrotu z kapitału?
Gdybym nie podróżował, to pewnie dziś miałbym o ileś tam kawalerek na wynajem więcej. Tylko co z tego? Po Warszawie jeżdżę na skuterze. Gdybym miał więcej, to jeździłbym dwoma? Prawdę mówiąc, i dziś byłoby mnie stać na kupno drugiego. Mieszkam w 37-metrowym mieszkaniu w bloku z wielkiej płyty. Przeniósłbym się do 74-metrowego? Dziś też byłoby mnie na to stać. Te dodatkowe mieszkania niczego by w moim życiu nie zmieniły.
Pojęcie procentowej stopy zwrotu z kapitału jest w moim przypadku totalnie abstrakcyjne. Dlaczego tak twierdzę? Otóż, jeśli byłeś na imprezie sportowej na żywo, to jestem przekonany, że bardzo miło to wspominasz. Nieważne, czy była to piłka nożna, siatkówka czy żużel lub badminton. Z pewnością pamiętasz te okrzyki, te emocje, tę pozytywną energię, która aż iskrzy na stadionie. Ja takich zastrzyków energii dostarczam sobie niemal codziennie. Czy to warte więcej niż 25% zwrotu z kapitału? Absolutnie tak!
[Czytaj dalej pod grafikami]
CZYTAJ O PODRÓŻACH:
Który kraj według ciebie – z czystej racjonalności, czyli bezpieczeństwa i finansów, a więc relacji jakości życia do wydatków – jest najlepszy do zamieszkania?
Polska! Czuję się obywatelem świata. W wielu krajach spędziłem po kilka miesięcy lub dłużej. Potrafię dogadać się w kilkunastu językach. Mam bliskich znajomych w kilkudziesięciu krajach. Wydaje mi się więc, że dysponuję wcale niemałą bazą danych porównawczych. Pomimo srogiej i długiej zimy, pomimo naszej tendencji do narzekania, do zawiści, pomimo nieudaczników, którzy w Polsce pchają się do rządzenia – Polska na tle całej grupy 193 państw wypada celująco. Mógłbym mieszkać w dziesiątkach krajów świata, ale cieszę się, że moją bazą jest Polska.
Mamy wiele powodów, by być dumnymi Polkami i Polakami. Jesteśmy przedsiębiorczy. Nam się jeszcze chce. Nasze domy, nasze miasta są zadbane. Transport publiczny działa dobrze. Nasza służba zdrowia jest o wiele lepsza, niż nam się wydaje. Na ulicach jest bezpiecznie. Stadiony, lotniska, hotele są nowoczesne. A to, co zrobiliśmy od 1989 roku, jest fenomenem w skali świata.
Co powiesz ludziom, którzy nie podróżują, bo uważają, że to zbyt trudne, zbyt niebezpieczne?
Znam ludzi, których byłoby z łatwością stać na dalekie podróże, ale tego nie lubią. Bo długie siedzenie w samolocie, bo obce języki, bo tropikalne choroby, bo niebezpiecznie. Rozumiem ich argumenty i w pełni szanuję ich wybór. Dla mnie podróżowanie jest właściwie życiem. Ryby najlepiej czują się w wodzie, a ptaki w powietrzu. Ja czuję, że najpełniej żyję, będąc w ciągłej podróży. Co więcej, pomimo zmęczenia – wynikającego z niewygód, z braku snu – jestem przekonany, że dzięki podróżowaniu będę żył dłużej w dobrym stanie umysłu i ducha.
Dziękuję za fascynującą rozmowę.
CZYTAJ TEŻ:
——————————-
CZYTAJ O WAKACYJNYCH OFERTACH BANKÓW:
————————–
CZYTAJ WIĘCEJ O SAMOLOTACH:
———————————-
CZYTAJ WIĘCEJ O WAKACYJNYCH DYLEMATACH:
————————-
PRZECZYTAJ TEŻ O KOLEJACH:
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
———————————
Źródło okładki: S. Muturi Instagram






























