20 lipca 2025

Urlop nad polskim morzem, czyli pogodowa ruletka. A ceny hoteli i pensjonatów niewiele niższe niż w Hiszpanii. Są ubezpieczenia od deszczowej pogody!

Urlop nad polskim morzem, czyli pogodowa ruletka. A ceny hoteli i pensjonatów niewiele niższe niż w Hiszpanii. Są ubezpieczenia od deszczowej pogody!

Wypoczywający nad polskim morzem (ale i nad jeziorami oraz w górach) mają za sobą dwa pogodowo fatalne tygodnie. W wielu przypadkach konsekwencją był zmarnowany albo odwołany urlop – nie każdy miał rezerwację w hotelu z basenem i spa, żeby przetrwać deszczową aurę. I nie każdy kupował pobyt bez przynajmniej częściowej przedpłaty, by móc go odwołać albo przesunąć. Jakie jest na to lekarstwo? Ubezpieczenie od złej pogody. 100 zł składki i 2000 zł rekompensaty, jeśli będę miał fatalną pogodę podczas urlopu. To będzie hit wakacji nad Bałtykiem?

Biorąc pod uwagę, że średnia cena noclegu w polskich kurortach to – biorąc pod uwagę hotele średniej klasy – 350-450 zł za pokój (a najpopularniejszych kurortach jeszcze więcej) można się zastanawiać czy polscy hotelarze nie przesadzają z cenami. W Hiszpanii czy Włoszech ceny hoteli są niewiele wyższe, a pogoda tam jest niemal gwarantowana.

Zobacz również:

Polskie hotele: niewiele tańsze niż hiszpańskie, a pogoda…

Bardzo jestem ciekaw, czy po tym lipcowym doświadczeniu spadnie popyt na wypoczynek nad polskim morzem w kolejnym sezonie. Chyba tylko „głosowanie nogami” przez zawiedzionych pogodą w tym roku turystów może spowodować jakąś refleksję cenową właścicieli hoteli i pensjonatów. Inna sprawa, że koszty ich utrzymania lawinowo rosną (choćby z powodu wzrostu wynagrodzeń, „pompowanych” coraz wyższą płacą minimalną), więc hotelarze niechętnie będą obniżali ceny.

Prawdą niezbitą jest jednak to, że różnica w cenie między hotelem podobnej klasy w Kołobrzegu czy w Sopocie (gdzie możemy mieć gwarantowane dwa tygodnie deszczu i temperatury 15 stopni) i w Maladze (gwarancja pięknej słonecznej pogody) jest niewielka. Podobnie zresztą jak koszt wyżywienia, byłem ostatnio w Andaluzji i w restauracjach płaciłem tam mniej, niż w warszawskich, jedząc dużo lepiej. W zasadzie koszty podbija tylko koszt dolotu, zwykle wynoszący 500-800 zł od osoby.

Z danych, które widziałem w raporcie „Rynek hotelarski w Polsce w 2024 r.” (o ile mi wiadomo, nie ma jeszcze edycji tegorocznej). Ceny w polskich hotelach najwyższe są właśnie w lipcu. Jest więc duża „szansa”, że jeśli ktoś z Was wykupił wypoczynek nad polskim morzem w pierwszej połowie lipca, to zapłacił za to, jak za zboże, albo przynajmniej najwyższą możliwą w skali roku cenę. A co dostał w zamian? Na pewno nie ładną pogodę na miejscu.

Z poniższych danych, obejmujących pierwszą połowę zeszłego roku, wynika, że średnia cena za pokój w polskim hotelu wynosiła wówczas 420 zł za noc. Dodając wskaźnik inflacji, w tym roku zapewne jest to bliżej 450 zł za noc. No i warto pamiętać, że ta cena nie obejmuje wyłącznie hoteli w najbardziej atrakcyjnych, nadmorskich miejscach. Jeśli nie wierzycie, że w Hiszpanii hotele wcale nie są droższe, to muszę Was poinformować, że tak właśnie jest. I są na to twarde liczby.

W serwisie Reuters dosłownie kilka dni temu znalazłem ciekawą informację, iż według firmy badawczej Mabrian ceny hoteli w Hiszpanii wzrosły o 23% w ciągu ostatnich trzech lat, osiągając wszakże średnią cenę 136 euro za noc. Mówimy więc o kwocie jakieś 580 zł za dobę hotelową (w Polsce – przypomnijmy – jakieś 450 zł). Z kolei według firmy monitorującej ceny Tecnitasa, ceny wynajmu apartamentów nad morzem wzrosły o 20,3%, licząc od połowy 2023 r., a większość z nich została zarezerwowana na to lato już w pierwszym kwartale.

Tym, co skłoniłoby mnie do podjęcia ryzyka wypoczynku latem nad polskim, zimnym morzem i w towarzystwie słynnych już „paragonów grozy” (choć bym ich nie demonizował, byłem w tym roku również przez kilka dni w Kołobrzegu i nie natknąłem się na to zjawisko) byłyby… ubezpieczenia od złej pogody. A więc sytuacja, w której – jeśli przez kilka dni longiem pada deszcz – dostaję od ubezpieczyciela (albo od hotelarza, który takie ubezpieczenie by dla mnie kupił) finansową rekompensatę.

Pieniądze nie uratują zmarnowanego urlopu, ale mogą zrefundować w dużej części koszt zakwaterowania i umożliwić wykupienie dodatkowego pobytu w innym, może szczęśliwszym terminie (albo w innym miejscu, z bardziej przewidywalną pogodą).

Ubezpieczenie od złej pogody: to się już zdarzało

Takich karesów jak wypłata odszkodowania z powodu deszczu nie obejmują zwykłe polisy turystyczne. One ubezpieczają od kosztów finansowych nieszczęśliwego wypadku, choroby oraz ewentualnie od odpowiedzialności cywilnej. Ubezpieczają bagaż, dokumenty, czasem wypłacają pieniądze w przypadku dużego opóźnienia podróży (gdy samolot nie odleci) albo gdy trzeba podróż odwołać z przypadku losowego. Ale polisy turystyczne nie płacą w przypadku złej pogody.

Mamy też ubezpieczenia majątkowe, które jednak obejmują ochronę przed mało prawdopodobnymi zjawiskami meteorologicznymi, takimi jak huragany, powodzie, trzęsienia ziemi, pożary, czy tornada. Ubezpieczyciele oferują zwrot kosztów, jeśli warunki pogodowe spowodują utratę dochodów z powodu wydarzeń objętych polisą. Ale muszą to być wydarzenia katastroficzne – a nie „zwykła” ulewa przez tydzień albo dwa.

Ale polisy od złej pogody się powoli zaczynają pojawiać. Kilka lat temu opisywałem pilotażową ofertę ubezpieczeniowej firmy Generali, która proponuje urlopowiczom ubezpieczenie właśnie od złej pogody. Jak to działało? Jeśli w ciągu dnia spadnie więcej niż 5 mm deszczu albo nastąpi zjazd temperatury poniżej 20 stopni – należała się turyście rekompensata warta w przeliczeniu 350 zł.

Godnie. Kasa na koncie jest następnego dnia, nie trzeba składać żadnych wniosków, robić żadnych zdjęć ani wzywać rzeczoznawcy. Polisa działała w taki sposób, że ubezpieczyciel sprawdzał informację o pogodzie i automatycznie ustalał, który z jego klientów (na podstawie jego deklaracji co do miejsca pobytu) powinien dostać odszkodowanie. Maksymalne odszkodowanie w przypadku „sopockiej” pogody wynosiło mniej więcej 2500 zł. Zaś składka w przypadku ubezpieczenia dla jednej osoby na tygodniowy wyjazd wynosiła 50-100 zł.

Jakiś czas temu opisywałem tego rodzaju polisę od tej samej firmy, która „płaciła” narciarzom do kilkuset złotych za każdy dzień pogody bez śniegu. Oczywiście w Generali nie pracują samobójcy, więc tamta polisa była oferowana tylko dla wyjazdów zagranicznych, a nie na ferie do Szklarskiej Poręby, Szczyrku, czy – za przeproszeniem – innego Zakopanego. Tam śnieg lub brak śniegu to rosyjska ruletka, a na szwajcarskich czy włoskich lodowcach – da się oszacować ryzyko takiego nieszczęścia (w większości przypadków zerowe).

Obecnie na polskim rynku nie znalazłem polisy, która by pozwoliła ubezpieczyć się od deszczowej pogody na letnim urlopie nad polskim morzem, czy nad jeziorami. Natomiast znalazłem taką polisę w USA, a w dodatku wygląda na to, że można w jej ramach ubezpieczyć pobyt w każdym zakątku świata, także w Polsce (a nasz kraj jest coraz popularniejszym miejscem wypoczynku).

WeatherPromise, czyli ubezpieczenie od złej pogody

Rzecz nazywa się WeatherPromise („Obietnica pogody”) i chroni plany urlopowe przed deszczem. „Obiecujemy, że jeśli opady deszczu będą większe niż wartość określona w polisie, wypłacimy Ci odszkodowanie — automatycznie!” – reklamuje się firma ubezpieczeniowa. Zarówno monitoring pogody, jak i ewentualnie wypłata są automatyczne. Po zakupie WeatherPromise klient otrzymuje link do panelu, gdzie może on zobaczyć dokładnie, jak firma monitoruje pogodę i czy wypłata przysługuje. Jeśli tak jest – przelew od firmy wychodzi automatycznie.

„Monitorujemy opady deszczu, korzystając z oficjalnych rządowych źródeł danych pogodowych: NASA, NOAA, ECMWF, Niemieckiej Służby Meteorologicznej, brytyjskiego Met Office i Japońskiej Agencji Eksploracji Aerokosmicznej (JAXA)” – pisze firma. Czyli są to oficjalne dane pogodowe, tworzone w zewnętrznych źródłach.

Firma mierzy opady deszczu w godzinach od ósmej rano aż do wieczora. Za deszczowy dzień uznaje taki, w którym co najmniej przez trzy godziny w okresie trwania monitoringu padał deszcz. Za „deszczową” godzinę uznaje się taką, w czasie której spadnie co najmniej 1,5 milimetra deszczu. Może to być zarówno stały, lekki deszcz, jak i krótkotrwała ulewa – ważna jest ilość wody, która spadła. Wypłata z polisy realizowana jest wtedy, gdy przez co najmniej dwie trzecie czasu pobytu są dni deszczowe.

Spróbowałem wycenić polisę dotyczącą trzydniowego pobytu w Sopocie. Wpisałem nazwę miejscowości, a system natychmiast określił położenie geograficzne hotelu, który wskazałem. Potem wpisałem wartość odszkodowania, które chciałbym otrzymać – najniższa jest kwota 500 zł i taką wpisałem. A na koniec wyskoczyła cena – niecałe 26 dolarów. Zatem składka wynosi 5% sumy ubezpieczenia. Jak przebiega wypłata pieniędzy w polisie?

„Otrzymasz bezpieczny link Stripe, który umożliwi Ci wprowadzenie danych osobowych — a my przelejemy pieniądze bezpośrednio na Twoje konto bankowe. Środki zazwyczaj docierają w ciągu 2–3 dni roboczych”

Szkoda, że tego nie oferują największe polskie firmy ubezpieczeniowe. Pewnie się boją, że by od takiej polisy zbankrutowały. Albo nie są jeszcze gotowe technologicznie. Wycena ryzyka pogodowego to nie są żarty, bo pogoda jest zmienna i dużo trudniej „wycenić” tę jej zmienność, niż np. ryzyko śmierci w jakimś wieku, albo ryzyko złamania nogi (tu wystarczy zwykła statystyka).

A może… opcja giełdowa, która zapłaci za złą pogodę?

W sumie każdy mógłby sobie takie ubezpieczenie od złej pogody sam „złożyć”. Są przecież na giełdach notowane instrumenty pochodne uzależnione od pogody. Sprzedawca instrumentu pochodnego na pogodę zgadza się ponieść ryzyko utraty pieniędzy w zamian za premię wypłacaną przez kupującego taki instrument pochodny. Jeśli do wygaśnięcia umowy opcyjnej nie wystąpią określone warunki pogodowe, opcja wygasa – wystawca opcji otrzymuje swoją premię. W przypadku niekorzystnych warunków pogodowych wypłaca z kolei nabywcy instrumentu pochodnego uzgodnioną kwotę odszkodowania.

Pod koniec lat 90. poprzedniego wieku (czyli niedługo przed rokiem 2000) ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę, że kwantyfikując pogodę w oparciu o miesięczne lub sezonowe średnie temperatury mogą sporządzić indeksy i „handlować” pogodą. Investopedia pisze, że pierwsza tego typu transakcja miała miejsce w 1997 r. w ramach kontraktu energetycznego zawartego przez spółkę energetyczną Aquila Energy.

Pogoda jest więc już towarem handlowym, można na niej zarabiać albo tracić tak, jak przy obracaniu indeksami giełdowymi, walutami, kontraktami na stopy procentowe, czy produkty rolne. Instrumenty pochodne nawiązujące do pogody zazwyczaj obejmują zdarzenia o niskim ryzyku i wysokim prawdopodobieństwie – inaczej niż klasyczne ubezpieczenia.

Ale jestem przekonany, że im bardziej niespokojna i niestabilna będzie pogoda, tym szybciej w Polsce pojawią się polisy wypłacające odszkodowanie za deszczowy urlop. Być może warto, by za ubezpieczenie od złej pogody wzięły się np. fundusze inwestycyjne i zaoferowały produkty oparte na opcjach pogodowych? Niezależnie od tego, czy tak się stanie, niektórzy twierdzą, że polisy od złej pogody na wakacjach mogłyby – gdyby się upowszechniły – wygrać rywalizację ze „zwykłymi” polisami turystycznymi.

———————————-

CZYTAJ WIĘCEJ O WAKACJACH:

czy w te wakacje banki pokonały revoluta

złoty silny i stabilny

ceny orlen w wakacje ma niższe

dopłaty za bagaż i nie tylko

karta kredytowa na wakacje world elite czy normalna

———————————-

PRZECZYTAJ WIĘCEJ O PODRÓŻACH:

spóźniony pociąg Berlin-Warszawa

u konduktora bilet gdy nie ma biletów

———————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————-

ZOBACZ NASZE NOWE WIDEOCASTY:

„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube

zdjęcie tytułowe: Kulturawpłot/X.com, Canva

Subscribe
Powiadom o
32 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
IRR
10 miesięcy temu

A czy są ubezpieczenia od upałów nie do zniesienia na południu Europy i od pożarów w pobliżu hotelu?

Łukasz
10 miesięcy temu

Powiem ze swojej strony: 2+1 (wiek dziecka między 2 a 5), rezerwowane jeszcze w styczniu – 5400 zł za tydzień w hotelu nad polskim morzem z wyżywieniem śniadania + obiadokolacje. Pokój / apartament większy z aneksem kuchennym (gdyby coś, kto ma dziecko rozumie), balkonem Do tego trzeba było dorzucić parking (miejski przy hotelu okazał się 2x tańszy niż hotelowy) + oczywiście nieco atrakcji na miejscu Pogoda dopisała tylko częściowo – 19-21 stopni przez kilka dni, potem deszczowo. Ogólne sprawę uratował hotel: basen, sauny, świetni animatorzy i sala zabaw dla dziecka Gdyby nie to, oceniałbym ten urlop naprawdę słabo. Teraz wiemy,… Czytaj więcej »

Łukasz
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie wiem jak w innych miejscowościach, ale tam gdzie my byliśmy już w tym roku było słabo wedle tego, co mówili stali bywalcy a i sama obsługa hotelu. No a mowa o drugim tygodniu lipca czyli w sumie chyba szczycie?

Aleks
10 miesięcy temu
Reply to  Łukasz

Czyli na słaba frekwencję bedzie jedno rozwiązanie = podwyżka cen…bo przyjedzie 2x mniej gości,wiec podwyższy sie ceny dla przyjeżdżających. To jak z podwyżkami w komunikacji publicznej – Ci co nie płacą wcale d…pie maja podwyżki cen,a Ci co placa – wybierają inny środek transportu.
Tak samo z wakacjami.
Ja od zostawiam $ za granica Polski – gwarancja pogody, atrakcje, itd.warte sa nawet przeplacenia tych 1 tys/2 tys zl. Co roku latam w inne miejsce (kraje)…wiec ciagle odkrywam swiat – EUrope czy Azje/Afrykę.

Last edited 10 miesięcy temu by Aleks
Stef
10 miesięcy temu
Reply to  Łukasz

Podziwiam za masochizm. W tej cenie można mieć gwarancję pogody w dowolnym kraju basenu Morza Śródziemnego

Łukasz
10 miesięcy temu
Reply to  Stef

Zanim pojawiło się dziecko nasze wakacje wyglądały zupełnie inaczej. Teraz ważne stały się takie kwestie jak właśnie basen, animatorzy, sala zabaw. Za granicą też są, choć od znajomych miałem sporo średnich opinii

Ppp
10 miesięcy temu

Bez ubezpieczenia – prościej i taniej.
Odkąd skończyłem chodzenie do szkół, wyjeżdżam przeważnie w Czerwcu i Wrześniu i jestem zadowolony. W drugiej połowie Maja czy na przełomie Wrzesień-Październik też bywa nieźle. Teraz musiałem wyjechać w pierwszej połowie Lipca i było chłodno, na szczęście nie lało bez przerwy.
Oczywiście jestem specyficzny, bo nie lubię upałów i nie mam zwyczaju smażenia samego siebie na Słońcu – a do zwiedzania i spacerów te 18-22stC są optymalne.
Pozdrawiam.

Pawceluto
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Eee tam widzę że Pan myśli tak ja kiedyś, czyli starymi kategoriami. Fakt dawniej nauka była od 1 września do ostatniego tygodnia w którym było zakończenie roku szkolnego, ale dzisiaj jest już inaczej. Wówczas w drugiej połowie czerwca choć nie wystawiali już ocen to nauczyciele przedmiotów ścisłych szli dalej z materiałem, ale teraz wielu nauczycieli jest już wtedy na swoich wakacjach. Teksty w stylu: a dlaczego mam przepłacać to norma. Czasy gdy wyjeździli oni nad Bałtyk tylko w lipcu czy sierpniu już dawno minęły i dzisiaj wrzesień-październik oraz maj-czerwiec to gwarancja absencji pedagogów w szkole. Co więcej jak dobrze się… Czytaj więcej »

Piotr
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Bo jest przedsięwzięciem, które w każdej chwili można nadrobić. Zresztą na początkowych etapach szkoły wyjazd zagraniczny może dać więcej, np. pod kątem nauki języka, niż dwa miesiące w szkole.

Piotr
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

7 latki nie wyślę bez nas na wakacje za granicę. Na razie była na obozie harcerskim, ale to trochę inna liga. Nawet wyjazd z rodzicami może być skuteczny, jeśli dziecko jest otwarte na nowe znajomości. Do tego samodzielne zamawianie lodów czy napojów. Takie podstawy, ale wchodzisz w życie bez tej blokady w rozpoczęciu rozmowy po anielsku, którą miało moje pokolenie, gdzie nauka angielskiego zaczynała się pod koniec podstawówki albo w liceum.

Anonim
10 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Ludzie są masochistami albo ignorantami. W lipcu średnio 170 mm opadu, w sierpniu już około 90 mm. Tak jest od tysięcy lat. Odpowiedź prosta – w lipcu siedź w domu jeżeli wybierasz się na urlop w naszym regionie….

Piotr
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

W sumie to nie wiem, czy nie wolałbym systemu 3 ferii. Od połowy lipca do końca sierpnia i do tego przerwa wiosenna i standardowe zimą. Chyba coś podobnego funkcjonuje w UK?

Piotr
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Kolejne urwane dni w tym patologicznym systemie już nie robią różnicy:

  • dzień nauczyciela – wolne
  • listopad – jak tylko styka się z weekendem wolne
  • grudzień/styczeń – prawie dwa tygodnie przerwy a jak w roku 22 i 23 był gwałtowny wzrost kosztów ogrzewania to szkoły mogły się zamknąć do 6 stycznia
  • Wielkanoc – wolne od czwartku
  • majówka – zawsze
  • a zaraz po egzamin 8 klasisty
  • Boże ciało – no wiadomo, że piątek będzie wolny.
Sylwester
10 miesięcy temu

Mam pewne wątpliwości co do realizacji ubezpieczenia. Poziom 1.5 mm/h przez minimum trzy godziny to całkiem sporo, np. może padać cały dzień 1 mm/h i to się nie kwalifikuje. Niby więc fajnie, jest ubezpieczenie, ale osiągnięcie wymienionych poziomów będzie raczej trudne w naszym regionie.
Z drugiej strony się wcale nie dziwię, w końcu ubezpieczyciel tak określa warunki, by na tym zarobić, a nie stracić.

Tomek
10 miesięcy temu

Chciałbym kiedyś być tak bogaty, żeby było mnie stać na tygodniowy urlop nad polskim morzem 🙂 Pogoda jak pogoda – każdy lubi inną. Natomiast patrząc przez pryzmat ceny i tego, co otrzymujemy na zagranicznym urlopie w przeciętnym, nadmorskim/oceanicznym hotelu a co otrzymujemy nad Bałtykiem wybór może być tylko jeden. Praktycznie przed każdym urlopem, kiedy porównuję ceny i zapada decyzja o miejscu wakacji, sytuacja wygląda następująco : za cenę wakacji all inclusive w 3-4 (a czasami 5) gwiazdkowym zagranicznym hotelu, z atrakcjami w postaci basenów, siłowni, aquaparku i jedzenia z piciem do woli, w Polsce mogę otrzymać nocleg ze śniadaniem i… Czytaj więcej »

Tomek
10 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Sam mam sentyment do polskiego morza, bo za dzieciaka jeździło się tam na wakacje i coś z chęci odwiedzenia „dawnych, wakacyjnych stron” pozostało. Ale ograniczamy to do 2-3, góra 4 dniowych wypadów, żeby zaspokoić uczucie nostalgii. Będąc nad naszym pięknym i urokliwym morzem ciągle mam wrażenie, że miejscowi „biznesmeni” chcą ze mnie zedrzeć jak najwięcej pieniędzy, czego za granicą w takim stopniu się nie odczuwa. Durny, hotelowy parking kosztujący 50-100 zł za dobę potrafi na samym początku pobytu sprowadzić na ziemię. O kosztach wyżywienia nie wspominając. Jasne, można samemu przygotowywać posiłki albo szukać tańszych miejscówek, tylko czy o to chodzi… Czytaj więcej »

Sylwester
10 miesięcy temu
Reply to  Tomek

To zależy do czego służy ów hotel. Jeśli tylko do przespania nocy, a całą resztę spędza się poza nim, to cena all inclusive, basenu, czy aquaparku jest zbyteczna. Noclegi w wielu punktach (jak np. agroturystyka) są jednak dużo tańsze niż hotele w naszym kraju (nawet poniżej 100 zł za osobodobę w 2 osobowym pokoju z własną łazienką), a wystarczające pod względem noclegu. Za granicą ciężej jest znaleźć takie pokoje za €20-25/osobodobę.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu