Ceny nad morzem nie rozpieszczają turystów. Szczególnie drogo jest w czasie wakacji, podczas których miejscowi muszą w końcu zarobić na cały rok swojego życia. Na ile w tym roku wyceniana jest smażona ryba w zestawie? Ile trzeba wydać za tygodniowe wakacje nad Bałtykiem? A ile Polacy planują wydać? No i najważniejsze – jak znaleźć miejsce na oszczędności pośród paragonów grozy? Szukam odpowiedzi!
- Bank dopłaci do wakacji 2400 zł, a Lewandowski pomoże. Rusza nietypowa promocja: Urlopowicze będą porzucać inne banki? Analizuję! [POWERED BY BANK PEKAO]
- Trwa walka banków o portfele urlopowiczów. Czy podróżnik pokona piłkarza? 700 zł w prezencie, dobra lokata na rok, wiecznie darmowa karta bezspreadowa [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Razem czy osobno? Wspólne konto do inwestowania to w Polsce wciąż niezbyt popularne rozwiązanie. A daje poczucie bezpieczeństwa [POWERED BY SAXO BANK]
Co roku w okresie wakacyjnym wraca temat tzw. paragonów grozy, czyli tego, że – podobno – ceny nad morzem są tak wysokie, że aż straszą. Specjalnie dla czytelników „Subiektywnie o Finansach” Wybrałem się na kilka dni nad Bałtyk do jednego z popularnych kurortów turystycznych, aby sprawdzić koszty wakacji w tym roku. Co się okazuje?
Ceny nad morzem? Nie doceniamy kosztów „żarcia”!
Zacznijmy od jedzenia, bo prawda jest taka, że podczas wakacji często nie doceniamy kosztów żywieniowych. Tu zjemy gofra, tam smażoną rybę, na plaży jakąś kukurydzę i sałatkę owocową, dzieci poproszą o frytki, potem kolacja w restauracji, do tego jakieś napoje i tak codziennie. Po powrocie do domu jesteśmy zdziwieni ubytkiem w portfelu, bo się okazuje, że na jedzenie nad morzem wydaliśmy np. drugie tyle co na zakwaterowanie.
Najpierw zestaw, który dla wielu turystów jest absolutnym wyjazdowym „must have”, czyli smażona ryba, frytki i surówka. W Międzyzdrojach 100 g smażonego fileta z dorsza kosztuje od 17,90 zł do 20,90 zł. Podobne ceny ma filet z łososia czy kergulena. Tańszy jest sandacz (16,90 zł – 18,90 zł za 100 g), a droższy halibut, którego cena za 100 g dochodzi nawet do 22 zł. A dodatki? Frytki w smażalni kosztują od 8 zł do 14 zł, a surówka od 9 zł do 12 zł. To oznacza, że za zestaw bez napojów zapłacimy około 60–80 zł (w zależności od wagi ryby).
Jeszcze droższe będą posiłki w restauracjach. Tutaj oczywiście wszystko zależy od tego, co jadamy i którą knajpę wybierzemy. Inna będzie cena ryby z dodatkami w restauracji „la di da”, a inna pierogów ruskich w knajpce usytuowanej dalej od plaży. Są droższe i tańsze lokale, ale pamiętajcie, że nie zawsze drożej znaczy lepiej. Często wysoka cena jest po prostu wypadkową dobrej lokalizacji.
Jeżeli zamawiacie przystawki, to trzeba liczyć się z wydatkiem rzędu kilkudziesięciu złotych. Zupy to ceny od 19 zł do nawet 70 zł. Drugie danie kosztuje od 40 zł do nawet 110 zł od osoby. Pizza? 40–80 zł. Tańsze jest zwykle menu dziecięce (20–50 zł). To oznacza, że trzyosobowa rodzina prawdopodobnie zapłaci za obiad między 200 zł a 300 zł.
Ostatnio było głośno o darmowej wodzie, którą posłowie chcą zapewnić klientom restauracji. Mielibyśmy dostawać pół litra wody z kranu do posiłków. To jednak melodia przyszłości. Na razie duża butelka wody to koszt od 20 do 40 zł. Inne napoje? Mała Pepsi to 10–16 zł, sok ze świeżych pomarańczy 16–28 zł. A alkohol? Lane piwo kosztuje od 12 zł do 28 zł, a drink Aperol 30–50 zł.
Wakacje to czas odpoczynku, więc czasem skusimy się pewnie także na mniejszy lub większy deser. Gofry kosztują od 9 zł do nawet 40 zł za sztukę (w zależności od wybranych dodatków). Za każdą gałkę lodów zapłacimy natomiast od 8 do 14 zł. Deser najlepiej smakuje w pakiecie z kawą (choć podobno wtedy jest najmniej zdrowy). Cappuccino to koszt od 14 zł do 23 zł. Jeszcze droższa jest kawa mrożona, zapłacimy za nią od 19 zł do 28 zł. A desery w restauracjach? Od 20 zł do 40 zł.
Do tego dochodzą napiwki, które – jeżeli je zostawiacie – zwiększą wydatki o kolejne 10-20%. Warto jednak czytać paragony, bo mi np. jeden raz ambitna kelnerka sama dopisała napiwek do rachunku i to całkiem spory. Jej pech, że nie lubię takich podpowiedzi, wiec ona jedyna obyła się bez takiej gratyfikacji z mojej strony.
Oczywiście można zjeść taniej – wystarczy skusić się na różnego rodzaju obiady domowe czy zestawy dnia. Wtedy w cenie 20–40 zł dostaniemy od razu cały posiłek (czasem dwudaniowy), a zdarza się, że i napój. Oczywiście musimy się liczyć z tym, że wtedy nie mamy zbyt dużego wyboru i po prostu jemy to, co jest dzisiaj zestawem dnia. No i porcje często są mniejsze – dostaniemy np. 120 g ryby. Najtańszy zestaw z rybą, który udało mi się znaleźć w Międzyzdrojach, kosztował 28 zł (zupa pomidorowa, morszczuk, frytki, surówka). A w ogóle najtańszy obiad dwudaniowy kosztował… zaledwie 19 zł.

Zostają nam jeszcze śniadania. Jeżeli Wasze noclegi, do których zaraz dojdę, nie zawierają śniadań, to trzeba coś rano zjeść. Zestawy śniadaniowe w lokalach znalazłem w cenach od 25 zł do 60 zł za osobę. Uwaga – najczęściej są serwowane tylko w godzinach porannych, wiec jak ktoś lubi pospać, to może się spóźnić.
Na to przygotujcie portfel! Ceny nad morzem to nie tylko wyżywienie
Jeżeli zdarza nam się nie doceniać kosztów wyżywienia na wakacjach, to co dopiero napisać o łącznych kosztach takiego wyjazdu? Prawda jest taka, że bardzo łatwo zapomnieć o niektórych kosztach, które w ogólnym rozrachunku będą stanowić znaczący procent budżet. A tak naprawdę koszty wakacji zaczynamy ponosić, zanim w ogóle zamkniemy nasze mieszkanie czy dom na klucz.
Zobaczcie: jakieś stroje kąpielowe, jakieś kremy do opalania, jakieś środki przeciw komarom, jakieś zabawki na plażę, jakieś plażowe lekkie ciuszki, może okulary przeciwsłoneczne. No i koniecznie parawan! W zależności od potrzeb to kolejne kilkadziesiąt, a nawet kilkaset złotych, których w ogóle nie zaliczamy do wydatków wakacyjnych! Z drugiej strony zdecydowanie warto planować takie zakupy z wyprzedzeniem, bo jeżeli o czymś zapomnicie, to na straganach przy plaży na pewno przepłacicie. Ceny potrafią być tam dwukrotnie, trzykrotnie wyższe niż w internecie.
Dalej mamy transport – przecież jakoś trzeba się na tę plażę dostać. W lipcu skończył się rządowy program CPN i wróciła „normalna” wysokość podatków w cenie paliwa. W rezultacie ceny benzyny wynoszą teraz jakieś 6,8 zł za litr „95” i nawet 7 zł za litr oleju napędowego. To oznacza, że podróż samochodem osobowym w dwie strony na trasie Warszawa–Międzyzdroje kosztuje około 650 zł. Podobną kwotę zapłacą Ślązacy czy Krakowianie. Poznaniacy kupią benzynę za jakieś 350 zł, Wrocławianie 450 zł, a Białostoczanie czy Lublinianie nawet 800 zł.
Alternatywą jest pociąg czy autobus, ale tutaj też nie będzie tanio, szczególnie jeżeli mówimy o czteroosobowej rodzinie. Bezpośredni pociąg z Warszawy do Międzyzdrojów to koszt od 87 zł do nawet 334 zł w jedną stronę (dzieci i młodzież mają 37% ulgi). Cena zależy od klasy i wyprzedzenia, z jakim kupujemy bilety. Inne miasta? Poznań od 38 zł do 214 zł, a Katowice od 89 zł do 240 zł.
CZYTAJ TEŻ:
Do tego dochodzi transport na dworzec i z dworca, co nierzadko oznacza taksówkę. Autobus na trasie Warszawa–Międzyzdroje z jedną przesiadką to jakieś 142 zł za osobę. Bezpośredni autobus z Katowic to 100–150 zł. Taniej będzie z Poznania – około 80 zł.
W popularnych kurortach turystycznych jest też tyle okazji do pozbycia się swoich pieniędzy, że tylko najtwardsi są w stanie oprzeć się temu całkowicie (nie rzucam kamieniem, bo sam dałem się namówić na nikomu niepotrzebne „pierdoły”). W rezultacie taki wypad (szczególnie z dziećmi) najczęściej kończy się zakupem jakichś pamiątek, prezentów czy biletów na atrakcje. To, w zależności od naszej silnej woli, pochłonie kilkadziesiąt do nawet kilkuset złotych.
Ceny noclegów nad morzem są… zróżnicowane!
Jeżeli wyjazd ma być kilkudniowy, a komfort wypadu na jeden dzień mają tylko Polacy mieszkający w miarę blisko Bałtyku, to trzeba gdzieś spać. Jest z czego wybierać – w sezonie możemy mieszkać w różnego rodzaju hotelach, pensjonatach, willach, apartamentach, resortach, domkach letniskowych, kwaterach prywatnych czy campingach. Ceny różnią się w zależności od lokalizacji (najczęściej im bliżej plaży, tym drożej), standardu (wiadomo), wyprzedzenia, z jakim dokonujemy rezerwacji (znam ludzi, którzy mają już zarezerwowany 2027 rok), liczby gości i długości pobytu.
Standardowy pokój w nadmorskim pensjonacie, willi czy apartamencie to koszt od 150 do 350 zł za osobę za noc. Są też tańsze opcje. Kwatery prywatne, czyli wynajem pokoju bezpośrednio od mieszkańców, są do zarezerwowania nawet w cenie poniżej 100 zł za osobę za noc. Oczywiście znalazłem i droższe kwatery.
Nad Bałtykiem powstaje też coraz więcej luksusowych resorów, w których nie tylko zarezerwujemy nocleg w apartamencie blisko plaży, ale także zorganizujemy sobie czas wolny w przypadku gorszej pogody (często wyposażone są w restauracje, kawiarnie, siłownię, basen, strefę spa, sale zabaw, animacje, prywatną plażę itd.). Cena? Od 1000 zł do nawet 2000 zł za noc za pokój w zależności od wybranego apartamentu i zakresu wyżywienia. Niektórzy nie przepadają za takimi resortami ze względu na ingerencję w nadmorską faunę i florę, ale nie da się ukryć, że pozwalają na luksusowe wczasy.
CZYTAJ TEŻ:
Od razu rozwiejmy mit, że już wszystkie miejsca noclegowe są pozajmowane. Porozmawiałem zarówno z wynajmującymi pokoje, jak i z większymi hotelami. Bez problemu można znaleźć noclegi w różnych terminach jeszcze na ten sezon. W recepcjach resortów czasem słyszałem, że mają pełne obłożenie, ale mniejsi przedsiębiorcy zgodnie twierdzili, że nie ma tłumów i mają wolne pokoje na większość terminów.
Można też zorganizować nocleg na polu namiotowym czy campingu. Cena wtedy zależy od liczby osób (i zwierząt) i typu zakwaterowania (namiot, kamper bus, przyczepa itp.). Przykładowo rodzina z dwójką dzieci, namiotem i samochodem osobowym zapłaci za tygodniowy pobyt 920 zł. W Międzyzdrojach spotkałem Niemkę, która przyjechała swoim busem (nazywała go rybobusem – „Fischbus”) i zaparkowała na zwykłym miejskim parkingu. I tak sobie mieszkała tam z psem przez kilka dni.
No właśnie – parking to kolejny koszt, który powinniśmy wziąć pod uwagę, jeżeli nasz nocleg go nie obejmuje. Miejski parking to koszt od 5 zł do 9 zł za godzinę w zależności od strefy (najczęściej im bliżej plaży, tym drożej) i najczęściej trzeba płacić od rana aż do późnego wieczora. Są też prywatne parkingi z cenami od 50 zł do nawet 150 zł za dobę. W przypadku parkingów musimy mieć też na uwadze, że w sezonie wolnych miejsc parkingowych może po prostu… zabraknąć.
W niektórych miejscowościach nadmorskich będziemy zobligowani także do uiszczenia opłaty miejscowej (potocznie klimatycznej), która np. w Międzyzdrojach wynosi w tym roku 3,40 zł za noc za osobę. To kolejny koszt, o którym często zapominamy, a przecież dwutygodniowy pobyt czterech osób to niemal 200 zł takiej opłaty!
Rodzina 2+2, tygodniowy pobyt. Budżet? Masakra!
Powyższe ceny są orientacyjne. Z oczywistych powodów nie byłem w stanie obejść wszystkich lokali w mieście, więc pewnie znajdziecie stawki i wyższe i niższe. Coś jednak można z tych cen wyczytać. Spróbujmy jeszcze podsumować wydatki wakacyjne, które Polacy będą musieli ponieść w tym roku. Uśredniłem powyższe ceny i wziąłem pod uwagę cztery modelowe gospodarstwa domowe, które spędziły swój tegoroczny urlop w Międzyzdrojach.
Państwo „Bezdzietni” to małżeństwo z Katowic, które wybrało się pociągiem (700 zł) na tygodniowe wczasy. Nocleg z dwoma posiłkami zorganizowali sobie w hotelu niedaleko plaży (4800 zł). Trzy razy pozwolili sobie na słodkie przyjemności (180 zł), dwa razy na zakupy na plaży (100 zł), raz wybrali się do lokalnej atrakcji turystycznej (180 zł), a wieczorami spędzali czas w barze na plaży (490 zł). Łącznie uszczuplili portfel o 6450 zł (921 zł za noc i 461 zł za osobę za noc).
Rodzina „Oszczędnych” (dwoje rodziców, trójka dzieci) słynie z… tak zgadliście – z oszczędności. Zarezerwowali z dużym wyprzedzeniem tanie kwatery prywatne z parkingiem na 2 tygodnie (4300 zł). Przyjechali samochodem z Poznania (350 zł). Śniadania, kolacje oraz przekąski i napoje na plażę przyrządzali samodzielnie z produktów kupionych w dyskoncie (1500 zł), a na obiady wybierali gotowe zestawy (2800 zł). Raz pozwolili sobie na deser w kawiarni (160 zł), a każde dziecko dostało małą zabawkę (100 zł). Łączny koszt takich wczasów to 9210 zł (658 zł za noc i 132 zł za osobę za noc).

Państwo „Pechowi” (rodzice z nastoletnim dzieckiem) trafili na kiepską pogodę, co nad Bałtykiem zdarza się całkiem często. Przyjechali samochodem osobowym z Katowic (650 zł) i wynajęli na tydzień pensjonat w miarę blisko plaży z parkingiem i ze śniadaniami (4150 zł). Codziennie w ciągu dnia zamawiali jakąś przekąskę (480 zł), a kolacje jadali u lokalnej gospodyni (1050 zł). Z powodu złej pogody musieli skorzystać aż z 5 lokalnych atrakcji (1250 zł). Koszt takiego wyjazdu wyniósł 7580 zł (1083 zł za noc i 361 zł za osobę za noc).
Najdroższe wczasy wybrali państwo „Bogaccy” (2 rodziców + 2 małych dzieci), którzy po prostu zarezerwowali ekskluzywny resort z parkingiem na 10 dni (10 470 zł). Przyjechali samochodem osobowym z Warszawy (650 zł) i codziennie jadali w restauracjach. Rano śniadanie z kawą dla rodziców i sokiem ze świeżych pomarańczy dla dzieci (1980 zł). Potem jakaś szybka przekąska na plaży (720 zł), a wieczorem kolacja (3600 zł). Co drugi dzień trafił się też deser z napojami (600 zł). Nie mogło się oczywiście obyć bez pamiątek (600 zł) czy skorzystania z lokalnej atrakcji turystycznej (320 zł). Łącznie pobyt wyniósł 18 940 zł (1894 zł za noc i 474 zł za osobę za noc).
Jak widzicie, tegoroczny wypad nad Bałtyk pochłonie od kilku do nawet kilkunastu tysięcy złotych. Każda z powyższych rodzin pewnie wyda jeszcze ze 100–300 zł na jakąś wodę czy inne drobiazgi, których nie uwzględniłem w analizie, aby się nie rozdrabniać (uwzględnione na infografice). Ceny nad polskim morzem są wysokie, ale nie muszą zrujnować Waszych portfeli.
Ceny nad morzem wyższe niż… nasze plany wydatkowe!
A jak powyższe wyliczenia wypadają na tle planów Polaków? Zastanawiało mnie, czy Polacy zdają sobie sprawę z realnych kosztów wakacji nad morzem, czy może raczej wydaje im się, że wydadzą mniej (lub więcej)? Pewnych odpowiedzi dostarcza Związek Banków Polskich, który opracował raport „Wakacyjny Portfel Polaków 2026”. Co z niego wynika?
Prawie połowa badanych liczy się z tym, że ich wakacje będą droższe niż rok temu. Deklarowana kwota wydatków wakacyjnych w tym roku wynosi średnio 2042 zł na osobę. To o 281 zł, czyli o 16% więcej niż rok temu. Trochę lepiej wyglądają średnie planowane wydatki całego gospodarstwa domowego, które nie są po prostu sumą indywidualnych deklaracji. Dzięki wykorzystaniu efektu skali planowane wydatki wyniosą w tym roku 5105 zł i będą o 704 zł (plus 16%) wyższe niż rok temu.
Okazuje się, że Polacy bardzo ostrożnie planują swoje wydatki wakacyjne i prawdopodobnie nie uwzględniają w szacunkach niektórych kosztów. Z drugiej strony, coraz więcej Polaków nauczyło się bardziej świadomie planować wydatki wakacyjne, gdyż rośnie odsetek osób deklarujących wyższe wydatki.
Gdzie znaleźć oszczędności? I czy w ogóle jest to możliwe?
Jak widzicie, w sezonie nad morzem nie jest tanio. To zrozumiałe – zacząłem swoje wakacje pod koniec czerwca i wiele placówek usługowych dopiero przygotowywało się do sezonu. Były jeszcze zamknięte. To znaczy, że ceny nad morzem powinny być wysokie, bo miejscowi mają tylko lipiec i sierpień (plus trochę maja, czerwca i września), aby potem przez cały rok „wyżyć” z turystów. Widzę jednak kilka sposobów na ograniczenie wydatków.
Po pierwsze wybierzcie mniejszą miejscowość, gdzie nie tylko będą niższe ceny, ale też będzie mniej okazji do wydania pieniędzy. Czasami wystarczy oddalić się o kilka, kilkanaście kilometrów od turystycznego kurortu, aby znaleźć niższe ceny i mniejsze tłumy.
Po drugie najwyższe ceny nad morzem są w wakacje, czyli w lipcu i w sierpniu. Jeżeli macie taką możliwość, to warto rozważyć wyjazd w innym terminie. Niekoniecznie od razu w zimie, ale w takim maju, czerwcu czy wrześniu pogoda często jest satysfakcjonująca, a ceny usług bywają niższe. Ja zacząłem swój wyjazd w drugiej połowie czerwca i zaobserwowałem, że – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – niektóre ceny wzrosły w piątek 26 czerwca. Ot, zaczął się sezon, to warto podnieść stawki.
Po trzecie warto zaplanować wyjazd z wyprzedzeniem. Najwyższe ceny są na ostatnią chwilę, kiedy wszyscy szukają, bo akurat przywiało do nas upały znad Francji. Jeżeli macie sprawdzone miejsce i znacie termin urlopu, to już teraz można myśleć o wakacjach w przyszłym roku.
CZYTAJ TEŻ:
Po czwarte dobrym pomysłem będzie przygotowanie sobie takiej wakacyjnej listy zakupów. Jeżeli zawczasu ustalimy, co chcemy kupić, to będzie nam łatwiej unikać pokus, które w nadmorskich kurortach naprawdę są na każdym kroku (salony gier, automaty, sklepiki, handel na plaży itd.).
Dziecięce zapędy można trochę utemperować, robiąc… zdjęcia. Jeżeli Wasza pociecha się czymś zainteresuje, a dzieci interesują się… no generalnie wszystkim, to zróbcie zdjęcie i umówcie się, że pod koniec wyjazdu wybierzecie jedną atrakcję. Warto też nauczyć dzieci (i siebie), że nad morzem jest masa… darmowych atrakcji!
Po piąte ceny są zróżnicowane, a najwyższe znajdziecie zaraz przy plaży i na głównym deptaku czy w centrum miasteczka. Jasne – kolacja na tle zachodzącego słońca jest romantyczna, ale może czasem warto odejść 2–3 ulice od plaży i zjeść taniej, a do tego w mniejszym tłumie?
Po szóste część rzeczy można zorganizować we własnym zakresie. Zamiast zamawiać śniadania w restauracji, można kupić składniki w pobliskim sklepie spożywczym i samemu coś przygotować. Zamiast kupować drinka na plaży, można zaopatrzyć się w kubek, lód i napoje. Zamiast codziennego zakupu kawy w kawiarni, warto korzystać z pokojowego czajnika i ekspresu (jeśli jest dostępny). I tak dalej.
Żeby było jasne – po to pracujemy, aby wydawać pieniądze. Nie chodzi o to, aby spać w jakiejś ruderze, 5 kilometrów od plaży, samodzielnie gotować wszystkie posiłki i nie sprawić sobie żadnej przyjemności. Ale jeżeli Wasz budżet nie jest z gumy, to może warto chociaż trochę poszukać oszczędności? Ciekawym pomysłem może być np. jeden, dwa dni „bez portfela”.
——————————-
CZYTAJ O WAKACYJNYCH OFERTACH BANKÓW:
Zdjęcie główne: wygenerowane w Gemini








