31 lipca 2026

Kto by się spodziewał? To banki centralne „zatopiły” złoto na początku roku. Zawiodła ostatnia kotwica. Na chwilę czy na stałe? Co „centralsi” planują dziś?

Kto by się spodziewał? To banki centralne „zatopiły” złoto na początku roku. Zawiodła ostatnia kotwica. Na chwilę czy na stałe? Co „centralsi” planują dziś?

Banki centralne na początku roku kupiły najmniej złota od 10 lat! Nawet dla nich było za drogo? A co robią teraz? Planują dalsze zakupy złota. Tak wynika z najnowszego raportu World Gold Council „Central Bank Gold Reserves Survey 2026”. Tymczasem ceny złota znajdują się pod presją wysokich stóp procentowych w USA, a największe banki inwestycyjne obniżyły swoje krótkoterminowe prognozy dla cen kruszcu. Inwestorzy finansowi ograniczają zaangażowanie w złoto, natomiast banki centralne deklarują rekordowo wysoką gotowość do dalszych zakupów. Która z tych grup trafniej ocenia przyszłość rynku?

Według analityków Morgan Stanley najważniejszym czynnikiem wpływającym dziś na ceny złota są realne stopy procentowe oraz przepływy kapitału w ramach funduszy ETF. Wysokie rentowności amerykańskich obligacji i odsuwające się w czasie obniżki stóp Fed mają ograniczać atrakcyjność kruszcu dla inwestorów finansowych.

Zobacz również:

Raport World Gold Council pokazuje natomiast, że instytucje odpowiedzialne za zarządzanie rezerwami dewizowymi państw, podejmujące decyzje w perspektywie wielu lat, aż tak bardzo nie przejmują się spadkami cen złota, nawet tak potężnymi jak ostatnie, gdy złoto straciło na wartości 30%. To właśnie zderzenie krótkoterminowej logiki rynku z długoterminową strategią banków centralnych może być dziś najciekawszym zakładem na rynku złota.

Nie znaczy to jednak, że banki centralne chcą kupować złoto po każdej cenie. Z opublikowanych ostatnio danych wynika, że banki centralne kupiły na początku 2026 roku – gdy ceny złota dochodziły do 5600 dolarów za uncję – znacznie mniej złota, niż wcześniej sądzono. Kupiły jedynie 57 ton w pierwszym kwartale, aż o 187 ton mniej niż mówiły wcześniejsze wyliczenia.

To oznacza najsłabszy początek roku, jeśli chodzi o zakupy złota przez banki centralne od ponad dekady. Ta rewizja popytu na złoto, ogłoszona właśnie przez World Gold Council (wynikająca m.in. z tego, że część zakupów jest przez WGC szacowana, nie wynika z danych publicznych), oznacza, że ogólne tempo zakupów złota przez banki centralne w tym roku prawdopodobnie spadnie poniżej 2025 roku.

Popyt banków centralnych odbudował się w drugim kwartale – między kwietniem a czerwcem – osiągając łącznie 289 ton netto (a Polska była w tym czasie największym nabywcą – 51 ton). Ale najnowsze dane o spadającym gwałtownie popycie banków centralnych na początku roku tłumaczą w dużej mierze gwałtowność spadku cen złota w tym okresie. Zawiódł ten element popytu, który zwykle był ostatnim kołem ratunkowym.

O ile popyt na złoto ze strony banków centralnych powrócił, o tyle fundusze inwestycyjne i ETF-y notowane na giełdzie oraz zabezpieczone złotem odnotowały w drugim kwartale odpływy w wysokości 45 ton kruszcu. Spadł też popyt na sztabki i monety (o 3%, do 307 ton), a także popyt na biżuterię (do 278 ton, czyli aż o 17%). Popyt biżuteryjny jest najniższy od czasu pandemii Covid-19. To pokazuje, jak ważne było odbudowanie się w drugim kwartale popytu banków centralnych (289 ton). Bez tego na rynku złota byłby ciąg dalszy rzezi. Zwłaszcza że podaż złota z recyklingu spadła tylko o 6% (do 326 ton).

Widać, że bankierzy centralni nie zamykają oczu i nie kupują złota po każdej cenie. Ale każdy spadek cen wykorzystują do napełniania skarbców. Dlaczego ci uczestnicy rynku, którzy odpowiadają za biliony dolarów oficjalnych rezerw, wciąż kupują złoto i to także wtedy, gdy część inwestorów finansowych z niego wychodzi?

ZOBACZ TEŻ ROZMOWĘ O ZŁOCIE:

Banki centralne nie zmieniają planów, mimo spadku cen złota

Odpowiedzi częściowo dostarcza najnowszy raport Central Bank Gold Reserves Survey 2026, przygotowany przez World Gold Council. Wynika z niego, że banki centralne nie tylko nie ograniczają zainteresowania złotem, ale wręcz planują dalsze zwiększanie swoich rezerw. To sugeruje, że dla instytucji zarządzających rezerwami państw bieżące wahania notowań mają znacznie mniejsze znaczenie niż długoterminowe bezpieczeństwo aktywów.

Aż 89% ankietowanych banków centralnych uważa, że globalne rezerwy złota będą rosły w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Jeszcze bardziej wymowna jest druga statystyka: 45% respondentów deklaruje, że samo zamierza zwiększyć własne zasoby złota. To najwyższy wynik od początku prowadzenia badania przez World Gold Council.

Deklaracje te nie są jedynie wyrazem optymizmu wobec rynku złota. Warto pamiętać, że banki centralne od kilku lat należą do największych nabywców kruszcu na świecie i regularnie kupują ponad 1000 ton złota rocznie. Oznacza to, że rekordowe deklaracje znajdują potwierdzenie w rzeczywistych działaniach. Co ważne, są to zakupy prowadzone konsekwentnie, niezależnie od krótkoterminowych wahań cen, co odróżnia je od zachowania wielu inwestorów finansowych.

To właśnie tutaj pojawia się zasadnicza różnica między spojrzeniem banków centralnych a analizami części banków inwestycyjnych. Dla inwestorów finansowych kluczowe są dziś wysokie realne stopy procentowe i rentowności obligacji. Dla banków centralnych znacznie ważniejsze pozostaje bezpieczeństwo i struktura rezerw walutowych. Pozostaje jednak najważniejsze pytanie: skoro banki centralne kupują złoto niezależnie od jego bieżącej ceny, to czym właściwie kierują się przy podejmowaniu tych decyzji? I czy my powinniśmy kierować się podobnymi motywami?

Złoto przestało być tylko „polisą ubezpieczeniową”?

Najciekawszy wniosek z raportu World Gold Council nie dotyczy tego, ile złota chcą kupować banki centralne, lecz dlaczego chcą je kupować. Odpowiedź pokazuje, że w ostatnich latach zmienił się sposób myślenia o złocie. Nie jest ono już wyłącznie polisą na czas kryzysu. To zasadnicza zmiana w porównaniu z okresem sprzed kilkunastu lat, kiedy złoto traktowano przede wszystkim jako aktywo wykorzystywane w wyjątkowych sytuacjach. Dziś coraz częściej staje się trwałym elementem struktury rezerw, niezależnie od bieżącej sytuacji rynkowej.

Wśród najczęściej wskazywanych powodów utrzymywania złota w rezerwach banki centralne wymieniają jego odporność w okresach kryzysów, brak ryzyka kontrahenta oraz zdolność do długoterminowego przechowywania wartości. Coraz większego znaczenia nabiera również dywersyfikacja rezerw walutowych, zwłaszcza w świecie coraz częstszych napięć geopolitycznych i wykorzystania dolara jako broni po inwazji Rosji na Ukrainę.

To tłumaczy również, dlaczego banki centralne nie zmieniły swojego zachowania mimo potężnej korekty cen złota. Gdy ceny rosły, konsekwentnie zwiększały swoje rezerwy. Gdy ceny zaczęły spadać, nie wycofały się z zakupów i nadal deklarują chęć ich zwiększania.

Takie podejście dobrze wpisuje się w szerszy trend opisany również przez Europejski Bank Centralny. W najnowszym raporcie o międzynarodowej roli euro The international role of the euro, June 2026 EBC zwraca uwagę, że złoto odzyskuje znaczenie jako oficjalne aktywo rezerwowe, a jego wartość w rezerwach banków centralnych po raz pierwszy od wielu lat przewyższyła wartość amerykańskich obligacji skarbowych.

To pokazuje, że nie jest to tylko chwilowa reakcja na bieżące wydarzenia, lecz element głębszych zmian w światowym systemie finansowym. Z kolei raport WGC nie sugeruje szybkiego końca dominacji dolara. Pokazuje jednak wyraźnie, że coraz więcej banków centralnych chce zmniejszać koncentrację rezerw w jednej walucie. W praktyce oznacza to stopniowe zwiększanie udziału złota obok aktywów denominowanych w dolarach.

W ten światowy trend wpisuje się również Narodowy Bank Polski, który w ostatnich latach należał do największych nabywców złota na świecie. Zgodnie z deklaracjami prezesa Adama Glapińskiego z ostatnich konferencji prasowych, NBP byłby w gronie tych ankietowanych przez WGC banków centralnych, które na pytanie, czy mają zamiar zwiększać swoje rezerwy, odpowiedziałby  „tak”.

Banki centralne patrzą na złoto inaczej niż inwestorzy

Czy to oznacza, że banki centralne wiedzą o rynku złota coś, czego nie dostrzegają inwestorzy? Z punktu widzenia krótkoterminowych inwestorów obecna korekta cen złota może wyglądać jak sygnał do ograniczania zaangażowania. Banki centralne zdają się jednak wyciągać zupełnie inne wnioski. To dlatego ich zachowanie warto analizować osobno – kierują się innymi celami i innym horyzontem czasowym niż uczestnicy rynku finansowego.

Z perspektywy funduszy inwestycyjnych czy klientów ETF-ów obecna sytuacja jest dość czytelna. Wysokie realne stopy procentowe zwiększają atrakcyjność amerykańskich obligacji, a odsuwające się w czasie obniżki stóp Fed ograniczają zainteresowanie aktywami, które nie przynoszą odsetek. W takiej sytuacji część kapitału odpływa ze złota do instrumentów o wyższej bieżącej rentowności. To właśnie ten mechanizm podkreślają analitycy Morgan Stanley.

Banki centralne patrzą jednak na ten sam rynek z zupełnie innej perspektywy. Nie zarządzają portfelem inwestycyjnym nastawionym na maksymalizację stopy zwrotu w najbliższych kwartałach. Ich zadaniem jest ochrona wartości oficjalnych rezerw państwa przez wiele lat oraz zapewnienie ich płynności i bezpieczeństwa również w sytuacjach kryzysowych. Z tego punktu widzenia krótkoterminowe wahania cen złota mają znacznie mniejsze znaczenie.

Dlatego obie grupy uczestników rynku mogą dochodzić do zupełnie różnych wniosków, obserwując te same dane makroekonomiczne. Dla inwestora wzrost rentowności obligacji jest argumentem za ograniczeniem pozycji w złocie. Dla banku centralnego może być jedynie krótkotrwałym epizodem, który nie zmienia wieloletniej strategii dywersyfikacji rezerw.

Można powiedzieć, że inwestorzy i banki centralne kupują ten sam metal, ale z zupełnie innych powodów. Inwestor kupuje złoto przede wszystkim po to, by zarobić na zmianie jego ceny lub zabezpieczyć swój portfel przed krótkoterminowym ryzykiem. Bank centralny kupuje złoto przede wszystkim po to, by nie stracić – zachować bezpieczeństwo i wiarygodność państwowych rezerw niezależnie od sytuacji na rynkach finansowych.

Złotem „doważały” swoje rezerwy głównie kraje wschodzące

Niektórzy analitycy zwracają uwagę, że od 2022 roku tylko stosunkowo nieliczna grupa krajów – głównie zaliczanych do rynków wschodzących – napędzała popyt na złoto. Szwajcarski bank UBS przekonuje w swojej niedawnej analizie, że przełomem był kryzys finansowy z 2008 roku, a nie najazd Rosji na Ukrainę. To kryzys finansowy oznaczał strukturalną zmianę w zachowaniu banków centralnych.

Główny ekonomista UBS, Arendy Kapteyn, zauważa, że prawdziwy punkt zwrotny w popycie na złoto w sektorze oficjalnym nastąpił na długo przed 2022 rokiem. Wzrost zasobów złota w bankach centralnych rozpoczął się w okolicach globalnego kryzysu finansowego, a nie w 2022 roku (około 85% wzrostu miało miejsce między sierpniem 2008 a lutym 2022, a około 15% od tego czasu do dziś).

UBS pisze, że globalny kryzys skłonił banki centralne na rynkach wschodzących do ponownej oceny bezpieczeństwa posiadanych aktywów. Dotyczyło to głównie krajów mających silnie skoncentrowane rezerwy walutowe. A potem doszło do tego już słynne luzowanie ilościowe (czyli dodruk pieniądza) i ultra niskie stopy procentowe, które znacznie obniżyły koszt alternatywny posiadania złota.

Być może najbardziej godne uwagi jest to, jak skoncentrowane były zakupy – w całym uniwersum około 200 krajów. W latach 2008–2022 tylko sześć krajów odpowiadało za niemal cały wzrost oficjalnych zasobów złota. A od 2022 roku nieco inna grupa — Chiny, Polska, Indie, Irak, Czechy i Katar — napędzała praktycznie wszystkie zakupy netto.

Kto lepiej odczytuje przyszłość rynku złota?

Czy banki centralne mają rację? Odpowiedź poznamy w przyszłości. Być może najważniejszą lekcją płynącą z raportu World Gold Council jest to, że na rynku złota równie ważne jak odpowiedź na pytanie, co kupować, jest odpowiedzenie sobie na pytanie, na jak długo. To właśnie horyzont inwestycyjny sprawia, że inwestorzy finansowi i banki centralne, patrząc na te same dane, potrafią dojść do zupełnie różnych wniosków. Czy zakupy złota przy obecnych cenach nie będą pomyłką?

Bardzo wiele zależy od tego, czy złoto rzeczywiście będzie w najbliższych latach i dekadach spełniało dobrze swoje dotychczasowe funkcje, czyli narzędzia przechowującego wartość pieniądza. Być może jego bieżąca wycena w tym kontekście nie jest tak ważna, bo na giełdach handlowane jest w dużej mierze „papierowe” złoto, czyli prawa do zakupu złota w przyszłości (ale z opcją rozliczenia w gotówce).

Zatem wahania rynkowej wartości („papierowego”) złota są większe niż fundamentalnej jego wartości, wynikającego z popytu na „prawdziwy” kruszec. Analitycy jednego z banków inwestycyjnych ostatnio przypomnieli, że podczas największego „byczego” rynku złota w historii jego cena wzrosła… 24-krotnie. A mimo to większość inwestorów nie dotrwała do końca tego trendu, bo nie była w stanie znieść zmienności ceny złota.

I to, mimo że wówczas rynek nie był „wyposażony” w tak dużą liczbę opcji i instrumentów pozwalających handlować „papierowym” złotem. Podczas tego „byczego” rynku złoto doświadczyło czterech korekt przekraczających spadek o 20% (czyli w skali podobnej, jaką widzieliśmy ostatnio):

– w 1973 roku spadało przez cztery miesiące i straciło na wartości 29%, by cztery miesiące później podwoić cenę

– w 1974 roku spadało przez trzy miesiące i straciło na wartości 26%, by pięć miesięcy później być o 50% wyżej

– na przełomie lat 1975-1976 spadało przez dziesięć miesięcy i straciło na wartości połowę. Ale po kolejnym roku było już ponad dwa razy wyżej

– w 1978 roku w ciągu zaledwie miesiąca złoto straciło jedną czwartą wartości rynkowej. Ale po kolejnych 14 miesiącach było już trzy razy droższe. Żadna z tych korekt nie oznaczała końca „byczego” rynku, ale każda „zrzucała z sanek” dużą liczbę inwestorów o krótkim horyzoncie inwestycyjnym albo o zbyt słabych nerwach.

Częścią oszczędności powinniśmy zarządzać tak, jak banki centralne?

Jak bardzo obecna korekta cen złota przypomina te z poprzedniej hossy? Czy wciąż jesteśmy w hossie? Cóż, dowiemy się tego w ciągu najbliższych miesięcy lub lat. Strach przed podwyżkami stóp procentowych dziś odstrasza od złota, ale pytanie, co będzie, gdy wysokie stopy procentowe spowodują, że koszt finansowania długu państw wzrośnie, a ograniczenia finansowe w państwowych budżetach staną się niemożliwe do zignorowania.

Co to oznacza dla naszych portfeli, w tym portfeli inwestycyjnych oraz oszczędności na emeryturę? Być może warto wydzielić z tych oszczędności jakąś część, którą będziemy zarządzać tak samo, jak banki centralne, a więc nie z myślą o wzroście wartości, ale o ochronie i dywersyfikacji swoich rezerw finansowych. Wtedy wahania rynkowe przestają mieć znaczenie i ta część portfela jest z nich wyłączona.

ZOBACZ TEŻ:

CZYTAJ TEŻ:

hongkong idzie po zachodnie złoto

——————————-

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM: 

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

Źródło zdjęcia: Zlaťáky.cz/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
20 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Sławomir
23 dni temu

20 % złota??? 40% obligacje 40% akcje ???

Admin
23 dni temu
Reply to  Sławomir

U mnie w portfelu jest 40% akcji, 30% obligacji, 15% nieruchomości i 15% złota, srebra, różnych inwestycji alternatywnych oraz śladowe ilości krypto.
Uważam, że dopóki wyjście z kryzysu zadłużenia będzie kontrolowane, to najlepiej obronią akcje. Dopóki kryzys zadłużenia nie nastąpi można mieć też obligacje, a inwestycje alternatywne będą ratować jak sytuacja wymknie się spod kontroli. Taką mam wizję.

Phx
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Sporo tego ubezpieczenia. Pozazdrościć portfela (oczywiście pozytywnie), szczególnie zdywersyfikowane części obligacyjnej.

Może popełni Pan wpis o swoim portfelu? Jestem ciekaw Pana opinii i korekt w poszczególnych klasach aktywów.

Admin
22 dni temu
Reply to  Phx

Pewnie niedługo popełnię, ostatnio pisałem na początku roku…:
https://subiektywnieofinansach.pl/stretegia-czterech-cwiartek-2025-wynik/

Stef
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Nieruchomości w Warszawie sie kończą. Czynsze najmu spadły, ceny za m2 sie stabilizuje. Nie opłaca się, chyba ze liczymy że Jaszczomp obniży stopy %.

Admin
22 dni temu
Reply to  Stef

Czynsze najmu chyba nominalnie się trzymają, realnie spadły

Ppp
22 dni temu
Reply to  Sławomir

Złota jakieś 10-15%, przy czym masz tu jeszcze podział na złoto fizyczne i na papierowe, a to występuje w kilku rodzajach. Czyli np. 5-8% złota fizycznego, 5-8% funduszy inwestujących w akcje górników złota. Akcji i obligacji może być po połowie, jeśli chcesz – tylko tu znowu masz podział na instrumenty płacące dywidendy/odsetki oraz tylko zmieniające wartość.
Pozdrawiam.

Admin
22 dni temu
Reply to  Ppp

Dokładnie tak

Sławomir
22 dni temu
Reply to  Ppp

Akcje u mnie to etf acwi a obligacje to Edo tak trochę prosto

Sławomir
23 dni temu

Wydaje mi się że po prostu warto kupować złoto , nie ma innej alternatywy na dzień dzisiejszy chyba że bitcoin. Dodruk będzie cały czas , pieniądz będzie tracił na wartości a złoto nawet jak okresowo spadnie i myślę że dużo od dzisiejszego pułapu już nie poleci w dół to ludzie i tak wrócą prędzej czy później do tego kruszcu kwestia czasu i sytuacji na świecie plus chęć uniezaleznienia się państw od dolara

Admin
23 dni temu
Reply to  Sławomir

Jeśli dodruk będzie kontrolowany, to bardziej przed inflacją chronią akcje. A dopóki będzie umiarkowany (jak teraz) to obligacje też dadzą radę. Złoto widzę jako ubezpieczenie na taką okoliczność, że to się wyrwie spod kontroli

Sławomir
23 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Rozumiem tylko gdzie jest ten sufit tego dodruku jakie będą sygnały ostrzegawcze że to już jest ten moment, cały czas słyszymy o tym zadłużaniu się krajów na biliony papierków tylko u kogo są zadłużone np USA ,komu mają oddać te pieniądze. Proszę Pana jako fachowca w dziedzinie finansów i ekonomi trzymać rękę na pulsie i informować czytelników na bieżąco także o sytuacji zadłużenia w Polsce bo też chyba zaczyna się robić nieciekawie

Admin
22 dni temu
Reply to  Sławomir

Oczywiście, będę trzymał rękę na pulsie

Niko
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Macieju a za jakim etfem na obligacje i jakie obligacje Pan preferuje w takim portfelu?

Admin
22 dni temu
Reply to  Niko

Obligacje mam przeróżne: najwięcej skarbowych (zmienno- i stałoprocentowych), sporo też korporacyjnych (benchmarkowanych do WIBOR, głównie w ramach funduszy), trochę funduszy inwestycyjnych (dług polski i globalny). Więc trudno powiedzieć, które preferuję, bo mam tego 30% portfela. Chodzi o to, żeby generowało 5-6% rocznie, czyli inflacja plus 1-2%

Niko
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Ok ,dzięki💪

Phx
22 dni temu
Reply to  Sławomir

Ja to widzę tak: – złoto jest teraz na fali i jest już (ciągle, nawet po korekcie) bardzo drogie. Ulica się nim zachwyca. – obligacje są znienawidzone, zdołowane, z bardzo wysokimi kuponami, które na dłuższą metę są nie do utrzymania przy obecnym zadłużeniu państw. „Nikt” nie chce obligacji (w cudzysłowiu, bo jednak jest to ogromny rynek i codziennie jest kupowane o skalę więcej długu niż złota). Dla przypomnienia – niecałe dziesięć lat temu było dokładnie odwrotnie. Wynik złota w międzyczasie – rewelacja, obligacji zaś – niekoniecznie. Jeżeli to nie rypnie (a IMHO tak się nie stanie), to za kilka lat… Czytaj więcej »

Admin
22 dni temu
Reply to  Phx

Obligacje detaliczne dały połowę stopy zwrotu nieruchomości, też nieźle:
https://subiektywnieofinansach.pl/otodom-porownali-inwestycje-w-kawalerke-na-mokotowie-z-obligacjami-i-akcjami/

Sławomir
22 dni temu
Reply to  Phx

Czy złoto jest bardzo drogie??? Patrząc na dodruk pieniądza od początku covid 19 nie sądzę

Admin
21 dni temu
Reply to  Sławomir

Jak patrzyłem ostatnio to dopiero gdzieś przy cenie 3500 dolarów za uncję to by się jakość skorelowało z dodrukiem…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu