22 sierpnia 2026

S&P Dow Jones Indices ogłasza awans Polski do grona „rynków rozwiniętych”. A co to oznacza w praktyce? Sprawdzam co może się teraz wydarzyć

S&P Dow Jones Indices ogłasza awans Polski do grona „rynków rozwiniętych”. A co to oznacza w praktyce? Sprawdzam co może się teraz wydarzyć

S&P Dow Jones Indices ogłasza: Polska awansuje z grupy rynków wschodzących do elity rynków rozwiniętych. Czy to oznacza, że polska giełda będzie teraz grała w tej samej lidze, co najbardziej rozwinięte rynki świata? I czy polskie akcje z tego powodu będą wyżej wyceniane? Co zyskujemy, a co możemy stracić na nowym miejscu w tabelach S&P Dow Jones?

Podwyższenie naszej pozycji nastąpi w praktyce dopiero za rok – we wrześniu 2027 roku. Ale już dziś wiadomo, że zmiana statusu Polski może oznaczać duże przetasowania w portfelach globalnych funduszy inwestycyjnych i pasywnych funduszy ETF. Przede wszystkim tych, które śledzą indeksy z rodziny S&P i dostosowują swoje inwestycje do ich składów. A więc fundusze rynków wschodzących zapewne sprzedadzą polskie akcje, w fundusze rynków rozwiniętych je dokupią.

Zobacz również:

Przetasowania w portfelach funduszy mogą być tym większe, że Polska jest obecnie znacznie poważniejszą częścią indeksów rynków wschodzących (emerging markets) niż będzie w przypadku indeksów rynków rozwiniętych (developed markets). Z drugiej strony pieniędzy w funduszach rynków rozwiniętych jest więcej, niż w funduszach rynków wschodzących. Według szacunków S&P udział Polski zamiast 1,27% w indeksach „wschodzących” będzie wynosił zaledwie 0,15% w bardziej prestiżowych indeksach rynków rozwiniętych.

Zmiana klasyfikacji może wpłynąć na strukturę zagranicznego kapitału na warszawskiej giełdzie, na płynność największych spółek, na wysokość obrotów ich akcjami oraz na ich wyceny. Ile pieniędzy może przypłynąć na polski rynek akcji i obligacji? To o tyle ważne pytanie, że 70% obrotów na warszawskiej giełdzie generuje kapitał zagraniczny, a więc to on decyduje o wycenach polskich aktywów. Czy fundusze akcji rynków rozwiniętych mogą uznać, że Polska jest atrakcyjnym – w sensie wycen – rynkiem w większym stopniu, niż jest to dziś w przypadku funduszy rynków wschodzących?

Polska już raz awansowała. I nie wywołało to hossy

Polska nie po raz pierwszy wychodzi z grupy rynków wschodzących. We wrześniu 2018 roku nasza giełda została przeklasyfikowana w podobny sposób przez FTSE Russell i Stoxx do grona rynków rozwiniętych. Był to historyczny moment – Polska stała się pierwszym krajem Europy Środkowo-Wschodniej, który trafił do kategorii developed markets. Siedem lat później – czyli teraz – podobną decyzję podjął S&P Dow Jones Indices. Następnym krokiem byłby awans Polski w klasyfikacji innego prestiżowego dostawcy indeksów giełdowych – MSCI.

Czy faktycznie jest to globalna zmiana statusu polskiego rynku? Cóż, dla FTSE Russell i Stoxx oraz S&P jesteśmy rynkiem rozwiniętym, dla MSCI – wschodzącym. Różne firmy zarządzające aktywami korzystają z różnych punktów odniesienia, ale część z nich bierze też pod uwagę płynność rynków i to, czy dobrze odzwierciedlają całą gospodarkę. Kapitalizacja polskich  spółek notowanych na giełdzie to tylko ok. 30% PKB (czyli wartości polskiej gospodarki) wobec ok. 70% średnio w Unii Europejskiej.

Co poprzedni awans – ogłoszony przez FTSE Russell – zmienił dla inwestorów? Czas zmiany klasyfikacji wyglądał spektakularnie: na ostatniej sesji przed korektą składu indeksów wartość obrotów na warszawskiej giełdzie przekroczyła 5,4 mld zł. Dla porównania, średni dzienny obrót w poprzednich kilku miesiącach wynosił zaledwie 820 mln zł. Był to najwyższy dzienny obrót w historii giełdy. Powód był prosty: fundusze pasywne musiały dostosować portfele do nowych wag Polski w indeksach.

Ostatecznie nie oznaczało to jednak, że na polską giełdę nagle popłynęła fala nowego kapitału. Analiza Narodowego Banku Polskiego podsumowująca 2018 rok na rynkach wskazywała, że zmiana klasyfikacji wywołała niewielki odpływ kapitału inwestorów pasywnych. NBP ocenił, że reklasyfikacja miała niewielki wpływ na zmienność cen akcji. Sam gigantyczny obrót był więc przede wszystkim efektem przetasowania portfeli, ale nie przyniósł giełdzie wiele nowego kapitału, który zostałby na dłużej. I nie podniósł cen akcji.

Co wydarzy się tym razem? O tym zdecyduje przede wszystkim skala aktywów powiązanych z indeksami, które będą musiały sprzedać polskie akcje. I skala funduszy, które będą musiały je kupić. Wykres indeksu WIG obejmujący okres 2018 roku nie pokazuje wielkiej zmiany. Wprost przeciwnie, obecność w nowym indeksie nie przeszkodziła głównemu indeksowi warszawskiej giełdy w spadkach w latach 2020 i 2022. Dopiero potem rozpoczęła się obecna hossa.

Awans od S&P Dow Jones Indices obniży premię za ryzyko?

Jednorazowe przepływy związane ze zmianą indeksów i ich dostawaniem do nowych warunków mogą być spektakularne, ale dla polskich spółek znacznie ważniejsze może być to, co stanie się później. Status rynku rozwiniętego może stopniowo zmienić sposób, w jaki zagraniczni inwestorzy postrzegają ryzyko inwestowania w Polsce. A to ma bezpośrednie przełożenie na koszt kapitału i na wyceny aktywów.

Dla spółek niższa premia za ryzyko oznacza potencjalnie tańsze finansowanie i wyższą wycenę przyszłych zysków. Zmiana nie musi być widoczna w postaci skokowego napływu pieniędzy na giełdę. Może działać poprzez stopniowe obniżanie dyskonta, z jakim zagraniczny kapitał wycenia polskie aktywa w stosunku do aktywów np. amerykańskich. To może być największą korzyścią z awansu do grona rynków rozwiniętych, który zaserwował nam S&P Dow Jones Indices.

Globalny inwestor nie musi już traktować Polski jako części koszyka emerging markets, obciążonego wyższą premią za ryzyko niż dojrzałe rynki Europy Zachodniej. Nie oznacza to oczywiście, że polskie akcje automatycznie staną się droższe. Ostatecznie nadal liczyć się będą wyniki spółek, realne stopy procentowe, stan finansów publicznych kraju i stabilność gospodarki. Zmienić może się jednak punkt wyjścia, od którego inwestor będzie kalkulował ryzyko.

Przykładem jest Grecja, która po kryzysie z 2009 roku, została zdegradowana ze statusu rynku rozwiniętego do wschodzącego, a obecnie przygotowuje się do powrotu do grona developed markets. W tym czasie grecki rynek przeszedł ogromną transformację: jego kapitalizacja wzrosła dziesięciokrotnie, a liczba spółek w indeksie MSCI Greece zwiększyła się z dwóch do ośmiu. I to nie nowa klasyfikacja wywołała tę zmianę. To poprawa kondycji rynku sprawiła, że powrót do grupy rynków rozwiniętych stanie się możliwy.

Dla Polski oznacza to, że największą wartością decyzji S&P może okazać się nie dzień, w którym indeksy zostaną technicznie przestawione, lecz kolejne lata. Jeśli wraz z nowym statusem będzie rosła płynność handlu, liczba inwestorów instytucjonalnych inwestujących w polskie aktywa i atrakcyjność polskich spółek dla globalnego kapitału, premia za ryzyko może stopniowo się zmniejszać. A wtedy „awans” będzie miał wymierną wartość.

Grecja pokazuje, co naprawdę musi się zmienić

Przykład Grecji jest szczególnie interesujący, bo jest ona jedynym rynkiem w historii klasyfikacji MSCI, który najpierw należał do grupy rynków rozwiniętych, następnie został zdegradowany do emerging markets, a teraz wraca do grona developed markets. Grecja została zdegradowana w 2013 roku, po kryzysie zadłużeniowym. Powrót do grona rynków rozwiniętych ma nastąpić w maju 2027 roku.

Skala zmian, jakie zaszły przez te 14 lat, jest dużo większa niż sama zmiana klasyfikacji. W 2013 roku standardowy indeks MSCI Greece składał się z zaledwie dwóch spółek, nie obejmował żadnego banku, a jego kapitalizacja wynosiła około 5,5 mld dolarów. A kiedy Grecja wchodziła do grupy rynków rozwiniętych w 2001 roku, indeks obejmował 24 spółki, a jego kapitalizacja sięgała 27,9 mld dolarów. Widać więc, że po kryzysie finansowym nie tylko grecka gospodarka, ale i notowane na giełdzie spółki zmarniały.

Dziś grecki indeks MSCI ma już osiem spółek i kapitalizację około 10-krotnie większą niż w 2013 roku. Poprawa sytuacji dokonała się dzięki odbudowie gospodarki i rynku finansowego. Grecja odzyskała rating inwestycyjny w 2023 roku, a w latach 2021–2024 jej realny PKB rósł średnio o 4,75% rocznie, wobec około 3% dla całej Unii Europejskiej. Jednocześnie relacja długu publicznego do PKB spadła z 210% w 2020 roku do 155%  w 2024 roku, a według prognoz ma dalej się obniżać.

MSCI zwraca uwagę, że poprawie greckiej sytuacji gospodarczej towarzyszyła także bardzo dobra koniunktura na giełdzie: indeks MSCI Greece w krótkim i 10-letnim okresie, licząc do końca marca 2026 roku,  osiągał lepsze wyniki niż MSCI Emerging Markets, jak i MSCI Europe. Te kilkunastoletnie starania zostaną nagrodzone, ale widać już, że taki awans nie musi być czymś stałym i nie przesądza sam w sobie o tym, że jakiś rynek jest na stałe włączony w najważniejszy globalny obieg pieniądza.

Zmieniła się też struktura samego rynku w Atenach. W 2013 roku grecki indeks nie miał w ogóle banków. Obecnie cztery duże banki – National Bank of Greece, Eurobank, Piraeus Bank i Alpha Bank – mają odpowiadać za około 80% wagi indeksu MSCI Greece po przejściu do grupy rynków rozwiniętych. Cały sektor finansowy stanowi obecnie około 75% indeksu. To pokazuje, że za powrotem Grecji do developed markets stoi nie tylko wzrost kapitalizacji, ale również odbudowa instytucji finansowych i rynku kapitałowego.

W 2025 roku MSCI wskazywał jeszcze na jeden problem – Grecja nie spełniała wymogu trwałego utrzymywania odpowiedniej liczby spółek o wymaganej wielkości i płynności. Dopiero po rozwiązaniu tego problemu zdecydowano o powrocie do grona rynków rozwiniętych.

Dla Polski oznacza to, że nie powinniśmy patrzeć na decyzję S&P wyłącznie jak na zapowiedź jednorazowych przepływów pieniędzy między indeksami. Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy wraz ze zmianą statusu polski rynek będzie dalej zwiększał kapitalizację, płynność i atrakcyjność dla zagranicznych inwestorów. Wtedy szanse na to, że polskie akcje będą traktowane przez inwestorów jako pewna inwestycja (od której nie należy uciekać przy pierwszym większym zamieszaniu w globalnej gospodarce) i wyżej wyceniane – zostanie wykorzystana

Polska awansuje w klasyfikacji S&P Dow Jones. Pięć możliwych konsekwencji

Po pierwsze, dojdzie do przetasowania w portfelach funduszy inwestujących według indeksów S&P Dow Jones Indices. Polska ma obecnie około 1,27% udziału w koszyku rynków wschodzących S&P DJI. Po przejściu do grupy rynków rozwiniętych jej udział ma wynieść około 0,15%. Nie oznacza, że z Polski automatycznie odpłyną miliardy dolarów. Część inwestorów pasywnych będzie musiała dostosować swoje portfele do nowej klasyfikacji.

To oznacza potencjalną presję podażową na polskie akcje, szczególnie te o największej kapitalizacji i płynności. Część funduszy emerging markets będzie musiała sprzedać polskie akcje, ale skala tego zjawiska będzie zależeć od tego, jak dużo aktywów jest faktycznie powiązanych z indeksami, których skład zostanie zmieniony. Przez rok sporo może się tez jeszcze w tym zakresie zmienić.

Po drugie, polskim akcjom zaczną się przyglądać nowi inwestorzy. Dla inwestorów, którzy z natury nie wystawiają nosa poza największe, najbardziej wiarygodne rynki, Polska będzie jednym z nowych celów inwestycyjnych. Jednak nasz kraj będzie miał w koszyku developed markets znacznie mniejszą wagę niż ma obecnie w ramach emerging markets. Z punktu widzenia pojedynczego funduszu oznacza to więc potencjalnie mniejszą ekspozycję na Polskę, nawet jeśli sam rynek, w części rynków rozwiniętych, jest wielokrotnie większy.

W krótkim terminie może dojść do mieszanki dwóch przepływów: sprzedaży przez część funduszy opuszczających polski rynek oraz zakupów przez fundusze, które dopiero będą mogły Polskę włączyć do swoich benchmarków. Ostateczny bilans będzie zależał od struktury aktywów powiązanych z poszczególnymi indeksami. Na to nałoży się trzecie zjawisko – możliwy wzrost zainteresowania polskim rynkiem przez fundusze aktywnie zarządzane, działające wyłącznie na rynkach rozwiniętych. Jeśli uznają polskie spółki za dobrą inwestycję – wyceny mogą być większe.

Po trzecie, jeżeli na zmianie mają zyskać polskie akcje, w pierwszej kolejności powinny to odczuć największe i najbardziej płynne spółki. To one mają największą szansę znaleźć się w globalnych indeksach i portfelach instytucjonalnych. Dla zagranicznego inwestora liczy się nie tylko sama obecność Polski na mapie rynków rozwiniętych, ale przede wszystkim możliwość szybkiego wejścia i wyjścia z inwestycji. Dlatego zmiana klasyfikacji może być szczególnie istotna dla największych firm z polskiej giełdy.

Po czwarte, kropla drąży skałę i strategię. Ważny może być efekt długoterminowy. Globalne fundusze często mają mandaty inwestycyjne określające, czy mogą inwestować w emerging markets, developed markets czy w oba segmenty. Przejście Polski do grona rynków rozwiniętych może więc zwiększyć liczbę globalnych strategii inwestycyjnych, w których polskie akcje będą się mogły pojawić. To potencjalnie zwiększa bazę inwestorów zainteresowanych Warszawą.

S&P DJI przy klasyfikacji bierze pod uwagę m.in. wielkość i płynność rynku, dostępność dla inwestorów zagranicznych, stabilność oraz warunki funkcjonowania rynku kapitałowego. Sama decyzja jest więc również sygnałem, że Polska spełnia standardy stawiane rynkom rozwiniętym.

Po piąte, nie ma powodu wpadać w euforię, ale każda dobra polska spółka ma większą szansę zostać doceniona. Awans w klasyfikacji S&P Dow Jones nie oznacza automatycznej hossy, a zmiana klasyfikacji nie jest rekomendacją kupna polskich akcji. O tym, czy WIG będzie rósł, nadal zdecydują przede wszystkim wyniki spółek, stopy procentowe, tempo wzrostu gospodarki, kurs złotego, polityka fiskalna oraz globalny apetyt na ryzyko. Sama zmiana etykiety Polski nie sprawi, że nagle wszystkie polskie akcje staną się bardziej wartościowe.

Może natomiast zmienić strukturę rynku. Polska może mieć dostęp do innej grupy inwestorów, część dotychczasowych inwestorów może zmniejszyć ekspozycję, a największe spółki mogą stać się bardziej widoczne dla globalnego kapitału. Pytanie brzmi: czy będziemy w stanie wykorzystać ten efekt do tworzenia globalnych marek giełdowych.

CZYTAJ TEŻ:

co może pójść nie tak z oki

ile pieniędzy do oki?

Źródło zdjęcia: NickyPe/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu