Złoty silny i stabilny. Wysokie kursy walut w tym roku na szczęście nie zniszczą nam wakacji. Jaką część oszczędności trzymać mimo wszystko w obcych walutach jako rezerwę – na wypadek bieżących wydatków zagranicznych – a jaką w roli zabezpieczenia na wypadek globalnej destabilizacji? I które waluty najlepiej dziś mogą nadawać się jako zabezpieczenie?
Powodów, by kupować waluty obce, jest wiele. A sposobów na kupowanie walut? Chyba jeszcze więcej. Można w kantorze, można przez brokerów, można też w fintechach. Zmienność notowań złotego do dolara czy franka szwajcarskiego jest w ostatnich miesiącach dość duża. Jak kupować waluty, żeby uniknąć negatywnych skutków wahań kursów?
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Czy warto kupować dolary (euro, jeny, franki i inne)? Tak ogólnie warto. Dlaczego? Bo przechowywanie części oszczędności w obcych walutach może być polisą na wypadek dewaluacji złotego (i złotowej części oszczędności). Bo zimą wyjeżdżamy na narty, a latem na wakacje. Bo jeśli mamy kredyt frankowy (albo jakiekolwiek zobowiązanie, którego wartość pośrednio może zależeć od kursów walut), to możemy zabezpieczyć się przed wahaniami kursowymi.
W ostatnich miesiącach złoty jest silny, ale też trzeba pamiętać, że okoliczności (spadek wartości dolara w połączeniu z tym, że złoty „chodzi” zwykle w tym samym kierunku co euro) mu wybitnie sprzyjały. To nie potrwa wiecznie, biorąc pod uwagę bardzo szybko rosnące zadłużenie naszego kraju. Złoty będzie na pewno cierpiał w sytuacjach kryzysowych, nie jesteśmy jeszcze gospodarką tak potężną, by kapitał uciekał do Polski niczym do bezpiecznej przystani.
Każdy, kto ma już zauważalne oszczędności, liczone raczej w dziesiątkach tysięcy złotych niż w pojedynczych tysiącach, powinien 10–15% tych pieniędzy trzymać w innej walucie niż złoty. W grę wchodzą inwestycje denominowane w obcej walucie lub po prostu trzymanie walut na rachunku bankowym jako zabezpieczenia „na wszelki wypadek”.
Złoty silny i stabilny (na razie). Jak budować zabezpieczenie walutowe?
Jak takie zabezpieczenie zbudować? Przede wszystkim: systematycznie, regularnie. Próba trafienia w dołki czy górki notowań danej waluty najprawdopodobniej zakończy się niepowodzeniem. I to niezależnie od tego, czy kierujecie się obserwacją wydarzeń geopolitycznych, działań banków centralnych, danym makroekonomicznych czy analizą techniczną wykresów.
Owszem, można raz na jakiś czas trafić, ale zawsze trzeba mieć w pamięci ostrzeżenie: na foreksowych rachunkach zwykle 75–80% klientów notuje straty, statystyki w tej kwestii są podobne w każdym zakątku świata. Nawet wielkie fundusze inwestycyjne w długim terminie nie są w stanie wygrywać z rynkiem. Jednak my nie chcemy wygrywać z rynkiem – my chcemy zebrać pieniądze na wakacje za granicą albo np. na zakupy w amerykańskim Amazonie. Albo chcemy dywersyfikować swoje oszczędności i utrzymywać stałą 10–15% ekspozycję na dolara czy euro.
Systematyczne kupowanie walut obcych po to, by część swoich oszczędności uniezależnić od tego, co dzieje się z gospodarką w jednym konkretnym miejscu na Ziemi, jest tym bardziej rozsądną – ale i trudniejszą – strategią od czasu przejęcia rządów w USA przez Donalda Trumpa. Kiedyś po prostu można było postawić na dwie główne waluty, czyli dolara i euro. Dziś paleta chyba powinna być szersza. Głównie ze względu na niepewność co do pozycji dolara.
Z jednej strony kadencja Donalda Trumpa owocuje spadkiem wartości dolara (który jest dla prezydenta Ameryki efektem pożądanym, bo wspiera zmniejszanie „dziury” w handlu USA ze światem), a z drugiej strony poszukiwanie innej waluty (lub walut), które będą najważniejszym pieniądzem rozliczeniowym świata. Jedno jest pewne: będzie światowym systemem walutowym bujało. I dobrze byłoby już dzisiaj się do tego przygotować, spokojnie i systematycznie.
————————
ZAPROSZENIE:
Skorzystaj z największej w Polsce i najdłużej funkcjonującej na polskim rynku platformy wymiany walut, która nieprzerwanie działa już od 15 lat – Walutomat.pl. Za pomocą tej platformy – pochodzącej z Poznania – również Ojciec Redaktor (pochodzący z Poznania) wymienia waluty po dobrych kursach. Jak widać, wielkopolska solidność się przyciąga. Prowizje za wymianę walut na platformie Walutomat (czyli drugi element kosztów poza minimalnym spreadem walutowym) zaczynają się od 0,06% wartości wymiany i nigdy nie przekraczają 0,2%.
W niektórych bankach są już sprawnie działające kantory internetowe. Ale nie każdy ma w ofercie tyle walut oraz tak dobre kursy jak Walutomat. Na każdym 1000 euro wymiany na złote zaoszczędzić można 140-200 zł w porównaniu ze standardową ofertą rynkową z bankowych tabel wymiany walut. Dla nowych klientów, czytelników „Subiektywnie o Finansach”, Walutomat.pl ma specjalny kod rabatowy na dodatkowe korzyści z wymiany walut. Kliknij tutaj i sprawdź
————————
Dwa scenariusze dla dolara amerykańskiego
Możliwe są dwa scenariusze: albo Ameryka okaże się tak silną i odporną gospodarką, że zaufanie do dolara wróci (pomimo ogromnego długu Stanów Zjednoczonych) i wciąż to on będzie bronił wartości majątku w kryzysowych momentach, albo nastąpi zmiana. Ale ponieważ nie wiemy, jakie waluty przejmą z czasem rolę dolara w rozliczaniu światowego handlu, to warto „jechać” na kilku koniach.
Każda z alternatywnych walut ma jakieś defekty. Euro jest emanacją gospodarki europejskiej, która obecnie zmienia tory rozwoju i chce się bardziej zadłużać, by silniej rosnąć. Czy jej się to uda, nie wiadomo. Frank szwajcarski to przedstawiciel malutkiej w skali świata gospodarki, która może mocno odczuć wojny celne. Bank centralny Szwajcarii będzie się starał zniechęcać inwestorów do trzymania pieniędzy w tej walucie. Ale nie brakuje zwolenników tezy, że frankowi nic nie może zaszkodzić, dopóki Szwajcaria będzie miała taką reputację, jaką ma.
Jen japoński? Ostatnio stracił część swojego blasku, bo w Kraju Kwitnącej Wiśni inflacja sięgnęła 4% rocznie, a stopy procentowe to tylko 0,5%. Trzymanie pieniędzy w japońskich obligacjach bardzo boli (zwłaszcza gdy można realnie ochronić pieniądze przed inflacją, lokując w te amerykańskie). Funt brytyjski? Tamtejsza gospodarka wciąż cierpi po Brexicie, ale funt też jest tani, więc to koncepcja do rozważenia (choć głównie dla odważnych). Są też mniej popularne waluty jak np. krajów europejskich mających duże zasoby surowców (np. norweska korona) – one są mocno cykliczne.
Patrząc na kursy obcych walut wobec złotego, widzę trzy charakterystyczne rzeczy. Po pierwsze dużą strukturalną słabość funta brytyjskiego (o czym pisałem wyżej). I też jena japońskiego, który wraz ze wzrostem inflacji i „oprocentowania” pieniędzy w Japonii przestał być atrakcją dla tzw. carry trade, czyli zaciągania kredytów w Japonii i finansowania nimi inwestycji w reszcie świata. Złoty jest silny i coraz silniejszy wobec tych dwóch walut.
Druga zależność to fakt, że dolar amerykański – co by nie mówić o jego słabości – w przeszłości w największym stopniu spełniał funkcję „bezpiecznej przystani” w niepewnych czasach. Każde dramatyczne wydarzenie powodowało, że „zielony” stawał się oazą bezpieczeństwa. To powinno też działać w przyszłości i świadczy o tym, że całkiem pozbywać się dolara ze swoich „rezerw walutowych” nie można. No i frank szwajcarski – najbardziej stabilna i relatywnie najspokojniejsza z walut – popyt na nią nie zależy od carry trade, jest w miarę stabilny.

Są i bardziej ekstrawaganckie koncepcje jak np. zwiększenie udziału oszczędności w bitcoinie, czyli największej kryptowalucie świata (biorąc pod uwagę jej zmienność, jest to coś dla osób o mocnych nerwach) albo w złocie czy też innych surowcach mających większe zastosowanie w przemyśle. Mam na myśli np. srebro czy złoto – zastosowanie obu tych kruszców w przemyśle jest coraz większe.
Jak kupować waluty? Najlepiej regularnie i automatycznie
Jak kupować waluty w sposób regularny? To ważne, gdy złoty jest silny. Zakładam z góry, że jeśli ktoś chce w sposób systematyczny powiększać swoje oszczędności w walutach, to nie robi tego w kantorze stacjonarnym. Szkoda na to czasu i pieniędzy. W tej chwili oferta kont walutowych w bankach czy portfeli walutowych w fintechach jest tak szeroka, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Waluty warto kupować regularnie i… automatycznie. Niektóre platformy pozwalają na ustawienie alertów i planowanie automatycznych transakcji. Platformy internetowe przyjmują bowiem zlecenia wymiany walut z wyprzedzeniem. Dzięki temu możemy kupować waluty obce w większych odstępach czasu – raz w tygodniu albo raz w miesiącu.
Do tego można dołożyć sobie alert walutowy. Wyznaczmy sobie jakiś wyjątkowo korzystny kurs (na przykład o 5% niższy niż obecny). A jeśli rzeczywiście kurs danej waluty spadnie do tego poziomu, dostaniemy powiadomienie i możemy wystawić zlecenie kupna po tym kursie. To może służyć tym osobom, które chcą – oprócz systematycznych zakupów, czynionych raz na miesiąc lub raz na kwartał – łapać nadzwyczajne okazje.
————————
ZAPROSZENIE:
Skorzystaj z największej i najstarszej w Polsce platformy wymiany walut, która nieprzerwanie działa od 15 lat – Walutomat.pl. Za pomocą tej platformy również Ojciec Redaktor wymienia waluty po dobrych kursach. Prowizje za wymianę walut na platformie Walutomat zaczynają się od 0,06% wartości wymiany i nie przekraczają 0,2%. Dla nowych klientów, czytelników „Subiektywnie o Finansach”, Walutomat.pl ma specjalny kod rabatowy na dodatkowe korzyści z wymiany walut. Kliknij tutaj i sprawdź
————————
Niniejszy artykuł jest częścią akcji edukacyjnej, którą blog „Subiektywnie o Finansach” prowadzi wspólnie z firmą Currency One, właścicielem Walutomatu, największej niebankowej platformy wymiany walut w Polsce

zdjęcie tytułowe: DALL-E (AI)


