Na światowym rynku pracy walczą dwie tendencje: dążenie do skracania czasu pracy i całkiem przeciwna – do jego wydłużenia. Ale nic na siłę. W Polsce ruszył właśnie pilotaż 4-dniowego tygodnia pracy, a co z niego wyniknie – zobaczymy za kilka lat. Natomiast warto wiedzieć, że kraje już znane ze stosunkowo krótkiego czasu pracy szukają możliwości… jego wydłużenia. Krótszy urlop za większą kasę: wchodzicie w to?
We Francji, gdzie trudna sytuacja budżetowa skłania rząd do szukania oszczędności, trwa debata nad tym, żeby piąty tydzień płatnego urlopu mógł być dla pracownika opcją, a nie bezwzględnie przestrzeganym obowiązkiem. Czy pięć tygodni urlopu to za dużo na wypoczynek? Dotychczas słyszeliśmy, że oderwanie się od pracy to element dobrostanu pracownika, a np. polski Kodeks Pracy nie chce słyszeć o tym, żeby zamieniać dni urlopu na brzęcząca monetę. Ale nad Sekwaną postawiono (rząd i media) pytanie, czy pracownik chciałby pracować więcej, żeby zarabiać więcej.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Urlop za kasę – czy to dobry kierunek?
Niektórzy chcieliby więcej wypoczywać, inni – więcej zarabiać. Wszystko zależy od indywidualnych potrzeb ludzi. Ale – potrzeby mają również państwa. Polska i Francja to dwa kraje, które nieoczekiwanie znalazły się bardzo blisko siebie, jeśli chodzi o wysokie, zbyt wysokie, poziomy deficytów budżetowych. Cięcia bardzo okazałych – zwłaszcza we Francji, chociaż u nas też – wydatków na cele społeczne i socjalne raczej nie wchodzą w grę. Co więc można robić? Jedną z propozycji we Francji są… zachęty do rezygnacji z części urlopu.
Stały się one już czymś więcej niż tylko kolejnym sensacyjnym tematem związanym z rynkiem pracy, poruszanym w mediach w czasie sezonu ogórkowego. Ostatnio weszły w oficjalny obieg prawny. Zostały bowiem wpisane do projektu francuskiego budżetu na przyszły rok. Gdyby ustawa budżetowa na rok 2026 weszła w życie bez zmian w tym zakresie, to pracownicy mogliby wnioskować o rezygnację z piątego tygodnia urlopu w zamian za podwyżkę wynagrodzenia. Na razie nie wiadomo, jak dużo mogliby na tym skorzystać i czy „odszkodowanie” byłoby dla nich opłacalne.
Podobnie jak w przypadku projektów RTT (skrócenia czasu pracy), oznaczałoby to w rzeczywistości jednorazową podwyżkę wynagrodzenia. Pytanie jest takie: Czy zgodziłbyś/zgodziłabyś się mieć o jeden tydzień urlopu mniej w ciągu roku? Precedens już jest. RTT to program funkcjonujący od kilku lat związany z wcześniejszym skróceniem tygodniowego czasu pracy do 35 godzin. Pracownicy mają możliwość wydłużenia tygodnia pracy w zamian za dodatkowe pieniądze. Statystyki pokazują jednak, że efekt tego rozwiązania nie jest duży, pracownicy wolą krótszy czas pracy.
Jakie byłyby szczegóły tego nowego projektu? Jak bardzo mogliby na nowych regulacjach skorzystać pracownicy. To ustali zapewne parlament w trakcie prac nad przyszłorocznym budżetem. Prawdopodobnie chodziłoby o to, żeby była możliwość wyboru dłuższej pracy poprzez rezygnację z jednego lub więcej dni odpoczynku, ale maksimum do tygodnia, w zamian za podwyżkę wynagrodzenia i za zgodą pracodawcy. Tak funkcjonuje RTT. Jeśli propozycja weszłaby w życie, nawet jako opcja, byłaby ona pierwszym tak poważnym odwróceniem zdobyczy socjalnych pracowników XX w.
Propozycja francuskiego premiera François Bayrou nie spotkała się z pozytywnym przyjęciem związków zawodowych. Uznano, że premier niszczy jedno z największych zdobyczy socjalnych swojego imiennika, socjalistycznego prezydenta François Mitteranda. Płatny urlop został wydłużony w roku 1982, czyli w apogeum rozkwitu gospodarki francuskiej w XX w., ale również w momencie przełomu, kiedy zaczęły być już odczuwalne skutki pierwszych kryzysów naftowych lat 70. Był to flagowy projekt socjalistów, którzy obiecywali polepszenie bytu klasy robotniczej.
Wówczas Francja była jeszcze przede wszystkim krajem przemysłowym, z dużym udziałem sektorów produkcyjnych. Mitterand doszedł do władzy dzięki kilku bardzo czytelnym obietnicom. Piąty tydzień płatnego urlopu, krótszy o jedną godzinę tydzień pracy (39 godzin zamiast 40) z docelowym skróceniem tygodnia pracy do 35 godzin, obniżenie wieku emerytalnego do 60 roku życia i podniesienie minimalnego wynagrodzenia SMIC. Pierwsze dwie obietnice prezydent spełnił niemal natychmiast po zaprzysiężeniu, bez udziału parlamentu, drogą wydanych dekretów.
Tak szczodrze ofiarowane klasie robotniczej przywileje nie były ograniczone tylko do tych Francuzów, którzy już pracował. Były częścią dużego programu ujętego w 110 obietnic, a zwieńczonego tzw. umową solidarnościową (le contrat de solidarité). Solidarność miała polegać na tym, że w okresie, kiedy dynamicznie rosła liczba osób bezrobotnych, przedsiębiorstwa zadbają o to, żeby zmniejszenie wymiaru czasu pracy uwolniło miejsca dla tych, którzy pracy szukają, a nie mogą jej znaleźć. To miał być sposób na niemal automatyczną redukcję bezrobocia i zwiększenie zatrudnienia.
Przez kolejne 40 lat zmieniała się struktura francuskiej gospodarki, ale po epoce przemysłowej pozostały bardzo silne związki zawodowe. Wydały one teraz druzgocącą opinię nowemu pomysłowi premiera, który chciałby odejść od mitterandowskisch obietnic. „To część jakiegoś muzeum grozy” – skomentowała projekt Marylise Léon, sekretarz generalna związku zawodowego CFDT (Francuska Konfederacja Związków Zawodowych Pracy). Jeśli tak zdecydowaną opinię mają związkowcy, to czy będzie to oznaczać kolejną mobilizację sprzeciwu społecznego we Francji?
Na obrazku poniżej wycinki z gazet w pierwszych dniach prezydentury Mitteranda w maju 1981 r. Opis na górze: „39-godzinny tydzień pracy, piąty tydzień płatnego urlopu, uchwalenie solidarnościowego podatku od fortun (L’Impôt de Solidarité sur la Fortune), emerytura w wieku 60 lat, podniesienie płacy minimalnej”:

Co mówią Francuzi w sondażach?
A jak odnoszą się do najnowszych oszczędnościowych propozycji premiera sami Francuzi? Co mówią w sondażach? Tradycyjnie prawa pracownicze należą we Francji do tych najbardziej zazdrośnie strzeżonych zdobyczy cywilizacyjnych. Dotychczas Francja szła raczej w kierunku skracania czasu pracy, więc pojawiały się w mediach nawet tak rewolucyjne propozycje, żeby wskoczyć na jeszcze wyższy poziom zdobyczy socjalnych i rozszerzyć płatny urlop o kolejny – szósty – tydzień. Szczególnie dla młodego pokolenia coraz ważniejsza jest bowiem równowaga między życiem zawodowym a prywatnym.
W jednym z nowszych sondaży pracowni YouGov France sprzed dwóch lat, ok. 78% Francuzów opowiedziało się za szóstym tygodniem płatnego urlopu! To ogromne poparcie, które pokazuje, w jak innym miejscu są oczekiwania społeczne i pomysły obecnych polityków rządzących Francją. Okazuje się, że za szóstym tygodniem urlopu opowiada się więcej kobiet (82%) niż mężczyzn (74%). Młode pokolenie w wieku 25–34 lat w 83% popiera szósty tydzień urlopu, a jeszcze więcej zwolenników jest wśród pracowników z dziećmi (85%).
Ciekawe jest to, że więcej urlopu chcieliby pracownicy sektorów ze sztywniejszym czasem pracy, przestrzeganym bardziej restrykcyjnie i z ograniczoną elastycznością. Z kolei 69% osób powyżej 55. roku życia uważa, że ma wystarczająco dużo urlopu. W tym przypadku najważniejszą rolę odgrywa na pewno to, że w tym wieku pracownicy mają już dorosłe dzieci, więc nie odczuwają presji na spędzanie rodzinnych wakacji, ale też mają mniej stresu spowodowanego koniecznością łączenia obowiązków rodzinnych z zawodowymi.
Czy jednak prawdą jest stereotyp, obecny także chyba w Polsce, łączący Francuzów z długimi okresami wypoczynku, długimi wakacjami i upodobaniem do czasu wolnego? Okazuje się, że sondaż nie potwierdza tego modelu, bo 40% Francuzów twierdzi, że nie wykorzystuje całego swojego urlopu w ciągu roku, a aż 49% Francuzów jest wręcz przeciwnych nieograniczonemu urlopowi i np. wydłużaniu długości płatnych wakacji o kolejny tydzień.
Sondaże odpowiadają też na pytanie, dlaczego wielu Francuzów ma mało pozytywny stosunek do długiego urlopu. Wiąże się to najczęściej z wykonywanymi w pracy zadaniami, które nie pozwalają na dłuższe okresy wypoczynku. Nie każdy może jechać sobie na wakacje, kiedy chce, mimo że tradycyjnie sierpień jest okresem, w którym wiele firm po prostu się zamyka, żeby pozwolić pracownikom na dłuższe wyjazdy bez konieczności zapewnienia zastępstwa. W rzeczywistości nie każdy może wziąć tyle samo wolnego, a wielu pracowników ma obawy przed braniem długiego urlopu.
Takie nastroje nasilają się zwłaszcza w okresach słabszej koniunktury w gospodarce i na rynku pracy. Charakterystyczny pod tym względem jest jeden w wniosków sondażu, gdzie można przeczytać, że :we francuskim społeczeństwie widoczne są obawy przed zbyt długą nieobecnością w miejscu pracy, nawet jeśli nieobecność wynika po prostu z wykorzystania przysługującego pracownikowi urlopu. Pracownicy obawiają się także większego obciążenia pracą wtedy, gdy inni przebywają na urlopie.
A czy rozwiązaniem mógłby być 4-dniowy tydzień pracy, tak często ostatnio zachwalany, również w polskich mediach? Okazuje się, że 77% Francuzów deklaruje poparcie dla 4-dniowego tygodnia pracy. Czyli – dwie trzecie populacji woli krótsze, bardziej efektywne tygodnie w biurze i mniej zajęte, bardziej relaksujące weekendy. Czy to byłby lepszy kierunek niż ewentualne dalsze zwiększanie wymiaru płatnego urlopu? To możliwe.

Kiedy urlop tak naprawdę nie jest urlopem…
Wszystko byłoby jeszcze znacznie prostsze, gdyby urlop był naprawdę urlopem. Jednak ostatnie lata, szczególnie od czasu pandemii, zmieniły tak mocno sposób wykonywania zadań w pracy, że wpłynęło to również na czas wolny. Francja jest krajem w coraz mniejszym stopniu przemysłowym, a w coraz większym – nastawionym na logistykę i usługi. Praca biurowa i usługi dominują w krajobrazie francuskiego rynku pracy, szczególnie w większych miastach. A jeśli tak, to znaczy, że zaczyna zyskiwać na znaczeniu również praca zdalna, przetestowana z powodzeniem w czasie pandemii.
Praca z domu lub z dowolnego miejsca w mieście to wygoda, ale też zobowiązanie do ciągłego kontaktu z firmą. To już na co dzień obciąża pracowników, połączonych z firmą na stałe smartfonem czy laptopem. Stąd postulaty wprowadzenia prawa do odłączenia od firmy, do wyłączenia telefonu. Ale niestety podobnie dzieje się na urlopach. Sondaż YouGov France pokazuje konsekwencje tej zasadniczej zmiany na rynku pracy, jaką jest upowszechnienie się pracy zdalnej w nowoczesnej, postprodukcyjnej gospodarce. Okazuje się, że ok. 50% pracowników pracuje w czasie urlopu.
„Powszechne wprowadzenie telepracy zwiększyło zróżnicowanie różnych aspektów życia; nie ma już ścisłej granicy między pracą a życiem poza nią”.
Tak twierdzi francuska badaczka rynku pracy, Claudia Senik, ekonomistka i profesor na Sorbonie. Tego typu mechanizm rzadziej występuje w sektorach produkcyjnych, gdzie obecność pracownika na miejscu jest konieczna. Francja ma w planach jakiś zakres reindustrializacji, ale zwiększanie potencjału produkcyjnego potrwa długo, a zapewne nie będzie to powrót do stanu z lat 70.-80. XX w. Przyszłością rynku pracy pozostanie więc zapewne praca zdalna. Czy jednocześnie zwiększy ona poczucie dobrostanu pracownika i zmniejszy presję na długie urlopy?
Na razie, według think tanku DARES, ośrodka badawczego ds. Badań, Studiów i Statystyki, z pracy zdalnej we Francji korzysta prawie połowa firm, a tego typu praca może dotyczyć nawet 26% pracowników, podczas kiedy jeszcze w 2019 r., przed pandemią, pracowało w taki sposób zaledwie 4% osób. W czasie pandemii było to ok. 50% osób. Co czwarty pracownik pracuje obecnie zdalnie co najmniej jeden dzień w tygodniu. Tak duża zmiana w systemie pracy wpływa również na to, jak pracownicy traktują urlopy wypoczynkowe. Być może długie urlopy nie są już największym atutem pracy.
A jak to wygląda w naszym kraju. Polacy też mają problem z wykorzystaniem urlopu, który im przysługuje. Osoby zatrudnione na etacie mają prawo do płatnych 26 dni urlopu, ale często się zdarza, że nie wykorzystują tego czasu i ociągają się z wybraniem całości urlopu. Zaległe dni w końcu muszą wykorzystać, ale często robią to niemal pod przymusem i niekoniecznie wtedy wypoczywają. Często i tak pozostają wtedy w domu, a nawet mają kontakt z pracą, więc zasadniczy cel urlopu, jakim jest wypoczynek i oderwanie się od pracy, nie do końca jest spełniony.
Skalę tego urlopu-nieurlopu zbadał w jednym ze swoich monitorów rynku pracy Instytut Randstad. Na poniższej grafice widać, że ok. jedna trzecia pracowników deklaruje, że w ciągu roku nie udało się im wykorzystać całości urlopu, przy czym częściej deklarują to mężczyźni niż kobiety, a także osoby młodsze w wieku 20-30 lat i te lepiej wykształcone, co najmniej z wykształceniem średnim.

Czy na urlopie rzeczywiście w pełni wypoczywają i odrywają się zupełnie od swoich zadań w pracy? Niekoniecznie. Badanie Randstad pokazuje, że wciąż mamy do czynienia z modelem zaangażowanego pracownika, który z różnych powodów, być może presji pracodawcy, a być może własnych obaw o to, żeby się nie narazić, odbiera na urlopie telefony z pracy albo prowadzić korespondencje mailową. Przy czym zdecydowanie częściej odbieramy służbowe telefony, robi to z różną intensywnością ponad połowa pracowników. Mniej niż połowa korzysta też ze służbowego kontaktu mailowego.
Im więcej technicznych możliwości kontaktu, tym niestety gorzej dla pracownika. W badaniu nie ujęto co prawda wiadomości tekstowych, ale na pewno dużo Czytelników z własnego doświadczenia zna sytuacje, w których na urlopie pracodawca kontaktuje się z pracownikiem za pomocą smsów czy innych wiadomości przekazywanych przez aplikacje smartfonowe. W świecie tak dużych możliwości kontaktu, nie ma nawet jak uzasadnić tego, że nie odebrało się wiadomości. Nawet na urlopie.


Nie tylko firmy, również budżet potrzebuje więcej pracy
Czy jednak to, że na urlopie i tak czasem jesteśmy trochę w pracy uzasadnia… skasowanie części urlopu? Przypominałoby to leczenie dżumy – cholerą. Jednak premier Francji powołuje się na potrzeby budżetowe. Francja zadłużona, a zadłużyła się, żeby jak najwięcej dobra wszelakiego dać swoim obywatelom, potrzebuje teraz pomocy i wsparcia od obywateli. François Bayrou wezwał społeczeństwo francuskie do mobilizacji. Nie będzie cięć wydatków socjalnych, ale w imię uzdrowienia finansów publicznych Francja powinna ustabilizować swoje deficyty. Premier chce zaoszczędzić w 2026 r. aż 43,8 miliardów euro.
W momencie prezentacji projektu budżetu na 2026 r. premier zapowiedział wprowadzenie środków mających na celu położenie kresu „klątwie” długu. Ostrzegł, że sytuacja może zbliżyć się do tej, w jakiej była Grecja w latach 2015–2019, kiedy koszmarnie zadłużona musiała ponieść ogromne koszty społeczne, takie jak „obcięcie emerytur o 30% i pensji urzędników o 15%”. O tych dwóch aspektach wspomniał Bayrou, sugerując, że może przytrafić się to rownież Francji. Wszystko przez nadmierne zadłużenie:
„Z każdą sekundą dług Francji rośnie o 5000 euro (…). Mamy obowiązek wziąć na siebie odpowiedzialność, ponieważ to ostatni przystanek przed przepaścią”.
To dlatego zaproponował rewolucyjne i kontrowersyjne działania, takie jak zlikwidowanie dwóch dni świątecznych wolnych od pracy czy zamianę piątego tygodnia urlopu na dodatkowo płatna pracę. Dzięki tym propozycjom, deficyt finansów publicznych ma się zmniejszyć z 5,8% PKB w 2025 r. do 4,6% PKB w 2026 r. Docelowo premier chciałby dążyć do sprowadzenia deficytu budżetowego do poziomu akceptowanego w UE, czyli poniżej 3% PKB, co – jego zdaniem – mogłoby się stać w ciągu 4 kolejnych lat, czyli do roku 2029:
„Wydajemy za dużo w stosunku do naszych dochodów” (…). Minęło ponad 50 lat, odkąd nasz kraj ostatni raz przedstawił zrównoważony budżet (…). Czy byłbyś skłonny zrezygnować z dwóch dni świątecznych, aby pomóc zmniejszyć deficyt budżetowy?”
Żeby zrealizować tak duże oszczędności, premier Francji zaproponował, żeby rok 2026 był rokiem „pustym”. Co to oznacza? Zamrożenie wydatków publicznych i świadczeń socjalnych na poziomie z roku poprzedniego, bez uwzględnienia inflacji, która ma wynieść około 1,4%. Wśród wielu propozycji oszczędności na poziomie funkcjonowania sfery budżetowej, administracji publicznej i samego rządu, znalazły się zachęty do intensywniejszej pracy. Diagnoza premiera jest taka – Francuzi za mało pracują:
„Musimy więcej pracować. Cały naród musi ciężej pracować, aby produkcja i działalność kraju jako całości były bardziej znaczące przez cały rok, aby poprawić sytuację Francji”.
Polska, która podobnie jak Francja została objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu, na razie nie ma aż takiej ochoty, żeby oszczędzać. Co prawda rząd ogłosił stopniowo zejście z deficytem budżetowym w kolejnych latach, ale na razie deficyty puchną, a wraz z nimi – puchnie dług publiczny, który w tym roku może przekroczyć poziom 60% PKB. Zadłużenie publiczne dotarło nominalnie do ok. 2 bilionów zł. Czy przypadkiem również nam nie przydałoby się wołanie ze strony rządu o… oszczędności i więcej pracy? Tymczasem zbliża się kolejny okres wyborczy, który nie będzie temu sprzyjał.
Taka sobie pogoda… lepiej zostać w pracy niż męczyć się nad morzem?
Wiele spraw w życiu jest kwestią naszych wyborów. Ale w wielu sprawach decydują za nas inni. Kodeks Pracy np. nie dopuszcza rezygnacji pracownika z części urlopu. jest to możliwe tylko w ściśle określonych sytuacjach, np. wtedy, gdy odchodzimy z pracy i pozostały nam do wykorzystania dni urlopu, których już nie damy rady wykorzystać. Mamy wtedy prawo do ekwiwalentu pieniężnego. W przypadku normalnej pracy osób zatrudnionych na etatach, urlop po prostu musimy prędzej czy później wykorzystać, nie możemy go spieniężyć.
Gdybyśmy za bardzo się opierali i zwlekali z wzięciem wolnych dni, to pracodawca może nas przymusić do wzięcia urlopu, bo sam odpowiada za to, żeby pracownicy nie rezygnowali ze swoich praw do dobrostanu urlopowego. Nie tylko musimy wykorzystać urlop zaległy z poprzedniego roku do końca września kolejnego roku, ale część urlopu powinniśmy wziąć w pakiecie dwutygodniowym, co ma nam pozwolić na odpoczynek pełną piersią i dokładne odstresowanie się od pracy. Różnie to bywa w praktyce, ale – takie są zasady. Formalnie urlop jest dobrem niezbywalnym.
Nikt nas na razie nie wzywa do rezygnacji z piątego tygodnia urlopu, ale gdyby była taka możliwość, kto z Czytelników chciałby zamienić cenne wolne od pracy dni na dodatkowe wynagrodzenie? Opłacałoby się?
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
PRZECZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT:

A może… nielimitowany urlop gwarantowany przez pracodawcę? Czytaj poniżej:
Przeczytaj też o tym jak testosteron może… zwiększyć Twoje wynagrodzenie:
———————————-
ZOBACZ NASZE WIDEOCASTY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
Źródło zdjęcia: Andri Klopfenstein/Unsplash/DALL-E/Maciej Samcik/Canva



