Andrzej Domański będzie nie tylko ministrem finansów, jak dotychczas, ale również ministrem odpowiedzialnym za całą gospodarkę. Będzie więc już nie tylko „głównym księgowym”, ale też kreatorem polityki rządu w dziedzinie inwestycji i rozwoju. Kluczowej, bo tylko udane inwestycje w infrastrukturę, energetykę, nowe technologie i obronność pozwolą Polsce wyjść z korkociągu długów bez konieczności cięcia świadczeń społecznych. Co powinien jak najszybciej zrobić nowy superminister, żeby… zasłużyć na miejsce w panteonie wielkich poprzedników?
Nowy rząd premiera Tuska będzie szczuplejszy i ma być sprawniejszy w podejmowaniu decyzji. Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce, bo nadal jest to rząd koalicyjny, złożony z partii o różnych poglądach i różnych celach. Większa sprawność ma dotknąć zarządzanie gospodarką – Andrzej Domański będzie nowym superministrem do spraw finansów i gospodarki, a Miłosz Motyka ma rządzić ministerstwem energii i przemysłu.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
To niezwykle ważny „kawałek” rządu, bo odpowiada za przestawienie zwrotnicy całej polskiej gospodarki z konsumpcji na inwestycje. Gigantyczne dziury w zeszłorocznym i tegorocznym budżecie (w sumie niecałe 500 mld zł) oraz zbliżająca się w dużym tempie ściana w postaci „pękających” limitów zadłużenia (mamy już 2 biliony długu i co dziesiąta złotówka dochodów podatkowych przeznaczana na odsetki od wyemitowanych obligacji) – to problemy do natychmiastowego rozwiązania.
Albo przekierujemy ogromne pieniądze (setki miliardów złotych rocznie) na inwestycje i zrobimy to dobrze, rozpędzając gospodarkę (która dzisiaj zaledwie pełza) i zwiększając wpływy podatkowe, albo… będzie trzeba ciąć transfery socjalne i podwyższać podatki – a to byłby ostatni gwóźdź tego rządu do trumny. Czasu, żeby pokazać jakość, jest mało – najwyżej dwa i pół roku.
Wzrost gospodarki – dzięki inwestycjom – realnie o 4% rocznie przekładałby się na 60-70 mld zł rocznie wyższych wpływów z podatków. Za wygenerowanie tej poduszki finansowej, pozwalającej rządowi uniknąć cięć, a być może nawet zacząć realizować obietnice finansowe (np. ograniczenie podatku Belki, wyższa kwota wolna od podatku, zmniejszenie obciążeń dla przedsiębiorców). I właśnie rozpędzenie machiny wzrostu gospodarczego za pomocą pieniędzy z podatków będzie zadaniem, z którym zmierzy się nowy superminister Andrzej Domański.
Czy większy zakres obowiązków będzie oznaczał równocześnie większą samodzielność w podejmowaniu decyzji? Zobaczymy. Dziś wygląda na to, że superminister dostał do ręki władzę, która – jeśli zrobi z niej dobry użytek – może go wprowadzić do do panteonu znanych polskich polityków i ekonomistów, którzy po 1990 r. mieli szeroki zakres władzy i wykorzystywali go do forsowania swoich projektów zmieniania polskiej gospodarki. Co powinien zrobić superminister Andrzej Domański? Oto kilka pomysłów.
Jak to dawniej w polskich rządach z finansami i gospodarką bywało?
W decyzjach gospodarczych wolna i kapitalistyczna Polska miała mniej więcej taki debiut, jaki znamy z filmów Hitchcocka. Zaczęło się więc od trzęsienia ziemi w postaci planu Balcerowicza z roku 1990, a potem… cóż, bywało różnie. Ale przez bardzo długi okres kluczową rolę wśród ministrów odgrywał minister finansów, który bywał najczęściej wicepremierem i szefem Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, czyli rządowego ciała decyzyjnego w sprawach gospodarczych. Taką właśnie, silną pozycję mieli w rządach np. Leszek Balcerowicz, Marek Belka czy Grzegorz Kołodko.
Ministrów finansów było w ostatnich ponad 30 latach wielu i nie wszyscy zapisali się w świadomości Polaków. Są jednak nazwiska, które mocniej wybiły się na pierwszy plan, zresztą z różnych powodów. Do tej pory nie ma chyba konkurencji „plan Balcerowicza”. To określenie znają zapewne wszyscy Polacy. Ale Balcerowiczowi depcze po piętach „podatek Belki”, znany czytelnikom „Subiektywnie o Finansach” z dziesiątków artykułów na ten temat.
Ale czy wciąż porusza wyobraźnię „dziura Bauca”, związana z rekordowym ćwierć wieku temu – liczącym 100 mld zł – deficytem budżetowym, który przypadł na okres, kiedy szefem resortu finansów był Jarosław Bauc? Z kolei Jan Vincent-Rostowski, minister finansów w poprzednim rządzie Donalda Tuska, chciał trochę zaoszczędzić, ale został zapamiętany z nieco złośliwą intencją jako autor słów: „pieniędzy nie ma i nie będzie”.
Czasem w koalicyjnych rządach rozgrywały się wielkie batalie ekonomicznych samców alfa. Wielki spór o kształt polskiej gospodarki toczyli np. dwaj wicepremierzy i ministrowie rządu Jerzego Buzka – Janusz Steinhoff (gospodarka) z AWS i Leszek Balcerowicz (finanse) z Unii Wolności. Steinhoff był wielkim orędownikiem wsparcia państwa dla tradycyjnych przemysłów – górnictwa, hutnictwa, stoczni, a Balcerowicz w tym czasie promował swój kolejny plan oszczędności budżetowych, liberalizacji gospodarki i niskiego podatku liniowego.
Ministrowie finansów toczyli też wielkie spory z prezesami NBP. W mediach spory te zyskały swoją specjalną nazwę, używaną zawsze wtedy, gdy pojawiała się kolejna odsłona konfliktu. Miało dochodzić wtedy do sporu toczonego z dwóch stron ulicy Świętokrzyskiej. Chodziło o siedziby tych dwóch instytucji położone w odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów, ale po przeciwnych stronach ulicy. Taki słynny spór toczyli np. Leszek Balcerowicz (jako minister finansów) i Hanna Gronkiewicz-Waltz (prezes NBP). Bank centralny musiał z trudem bronić swojej autonomii.
Spory z Leszkiem Balcerowiczem toczył również nieco ekstrawagancki ekonomista, kilkukrotny minister finansów i wicepremier Grzegorz Kołodko. Oszczędnościowej i liberalnej polityce Balcerowicza Kołodko przeciwstawiał wizje raczej etatystyczne z dużym wsparciem państwa w planach rozwojowych dla gospodarki. Balcerowicz, jako prezes NBP, zarzucał np. Kołodce, ministrowi finansów, że planuje zbyt wysokie deficyty budżetowe, co grozi wzrostem inflacji. Temperatura sporu była wysoka, ale był to spór na argumenty, a nie na emocje.
Ostatni raz duży zakres kompetencji gospodarczych skupił w swoich rękach ekonomista i polityk Zjednoczonej Prawicy Mateusz Morawiecki. Przez pewien czas był premierem i jednocześnie ministrem rozwoju i finansów. Pozazdrościł też Leszkowi Balcerowiczowi długofalowych wielkich programów i zainicjował projekt „Polski Ład”. Niestety – plan miał wady fabryczne nie do naprawienia, bo wprowadził chaos w rozliczeniach podatkowych, głównie dla firm. Rząd musiał pospiesznie łatać dziury, a krytycy i złośliwcy ochrzcili projekt mianem „Polski Nieład”.
Pełen spis ministrów finansów w kolejnych rządach można znaleźć na stronie www.gov.pl.
Superminister: czy naprawdę będzie decydował?
Dawno już minister finansów czy minister ds. gospodarczych to nie były pierwszoplanowe funkcje w polskich rządach. Prawdopodobnie nawet większość z Was nie pamięta nazwisk kilku ostatnich ministrów finansów, tym bardziej ministrów ds. gospodarczych. Resort finansów z megaresortu, w którym decydował się kształt polityki gospodarczej rządu, już dawno temu skurczył się do funkcji czysto księgowych. Coroczne opracowywanie projektu ustawy budżetowej, kampanie rozliczania podatków i tyle. Wielkie batalie o politykę gospodarczą? Tego dawno już nie było.
Tym bardziej ciekawe są zapowiedzi premiera o utworzeniu wspólnej funkcji, która łączyłaby ogień z wodą. Ministra finansów, który tradycyjnie powinien być strażnikiem dyscypliny finansów publicznych i ministra gospodarki oraz rozwoju, który zarządza dużą częścią gospodarki powiązanej z państwem i wydaje pieniądze na inwestycje w rozwój kraju. Udział sektora państwowego w polskiej gospodarce to ok. 25-30% w porównaniu z przeciętnym udziałem takich sektorów w krajach Unii Europejskiej na poziomie nieco poniżej 10%.
Charakterystyczne było jedno z pytań dziennikarzy skierowane do jednego z członków nowego rządu po ogłoszeniu przez premiera nazwisk nowych ministrów. Pytanie brzmiało: „To do kogo teraz mają przyjeżdżać z protestami górnicy?” I jest to pytanie, które pokazuje też ministrowi Andrzejowi Domańskiemu nowe perspektywy jego roli w rządzie. Nie tylko księgowy pochylony nad tabelkami budżetowymi i podatkowymi, nie tylko analityk finansowy rządu, od teraz – w większym stopniu polityk, który musi wejść w sam środek sporów sektorowych, czy pracowniczych.
Sama nazwa resortu „gospodarki” zniknęła z krajobrazu ministerialnego już w 2015 r., zastąpiona od tego czasu przez resorty z „rozwojem” w nazwie i rozwinięciem o słowa: infrastruktury, inwestycji, przedsiębiorczości, technologii… Nie wypaliła za to kompletnie koncepcja resortu przemysłu. Taki resort dumnie podobno funkcjonował przez ostatnie niemal dwa lata na Śląsku. Nie przetrwał. Schedę po nim obejmie Andrzej Domański.
Andrzej Domański: superminister z „papierami” na panteon gwiazd?
Co musiałby zrobić nowy superminister, żeby zapisać się w panteonie gwiazd kreatorów polityki gospodarczej? Nie będzie to łatwe. Konkurencja jest spora. Chętnych do zarządzania wielkimi projektami sporo – np. część programu rozwoju mieszkalnictwa prawdopodobnie trafi do rąk polityków Polski 2050. Energetyką będzie zarządzał Miłosz Motyka. Nie wiadomo co z programami wsparcia transformacji energetycznej w naszych domach (dopłaty do samochodów elektrycznych, do nowych źródeł ogrzewania, fotowoltaiki). Zgodnie z deklaracjami premiera, nowy superminister ma mieć spory zakres władzy i decyzyjności.
„To jest pierwsze tego typu przedsięwzięcie, chyba w całej naszej historii demokratycznej Polski, aby w jednym ręku skupić decyzje stricte gospodarcze i finansowe. Będzie jedno centrum działające transparentnie i będzie realizowało całościową politykę finansowo-gospodarczą”.
Andrzej Domański jeszcze dwa lata temu nie miał może dużego doświadczenia politycznego, był głównym ekonomistą Instytutu Obywatelskiego, czyli think tanku pracującego na rzecz Platformy Obywatelskiej, i ekspertem współtworzącym program gospodarczy tej partii.
Domańskiemu w czasie krótkiego jeszcze okresu działania w rządzie udało się zebrać krytyków po obu stronach sporu politycznego. Dla zwolenników dyscypliny finansowej jest nie dość skuteczny w kontrolowaniu dziur budżetowych. W dwóch firmowanych przez siebie budżetach zapisał rekordowe deficyty (pierwszy to korekta projektu odziedziczonego po Zjednoczonej Prawicy).
W budżecie na 2024 r. zaproponował deficyt w wysokości 184 mld zł, który po po nowelizacji wzrósł do 240 mld zł, podczas gdy rząd Mateusza Morawieckiego wpisał wcześniej 164,8 mld zł. Z kolei w kolejnym budżecie na 2025 rok deficyt wyniósł już rekordowe niemal 289 mld zł. Zadłużenie publiczne dotarło nominalnie do ok. 2 bilionów zł, a w relacji do PKB jeszcze w tym lub przyszłym roku możemy dojść do konstytucyjnej ściany na poziomie 60% PKB. Jednocześnie Polska została objęta procedura nadmiernego deficytu, więc powinna mocno ograniczać wydatki, a nie je zwiększać.
Krytycy z prawej strony zarzucają mu, że zablokował środki na działalność partii politycznych dla Prawa i Sprawiedliwości. Jeszcze inni mają mu za złe, że nie wprowadził dopłat do kredytów mieszkaniowych i nie „dowiózł” projektu wspólnego z resortem zdrowia obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. Zmiany w składce zdrowotnej zostały nawet uchwalone, ale nie zostały zaakceptowane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Nie przeprowadził też obniżki podatku Belki. Kolejnym sprawdzianem będzie trzeci w jego karierze projekt ustawy budżetowej, tym razem na rok 2026. Założenia muszą być gotowe do końca wakacji.
Co superminister powinien zrobić jak najszybciej? Oto lista
>>> Likwidacja lub ograniczenie podatku Belki. Podatek od zysków kapitałowych od lat krytykowany jest przez inwestorów jako jedna z barier rozwoju polskiego rynku kapitałowego. Jednak w obecnej sytuacji budżetu i w kontekście unijnej procedury nadmiernego deficytu rezygnacja z 10 mld zł rocznie dochodów podatkowych może być trudną decyzją dla ministra finansów. Dla ministra gospodarki – pewnie byłaby łatwiejsza. Zwiększenie skłonności Polaków do oszczędzania mogłoby podnieść potencjał finansowania polskiej gospodarki (zwłaszcza, gdyby te pieniądze skierować na finansowanie gospodarki).
>>> Plan na dochodzenie do wyższej kwoty wolnej od podatku. Tu superminister miałby poparcie nowego prezydenta Karola Nawrockiego, który w kampanii wyborczej zadeklarował chęć takiej ulgi dla gospodarstw domowych. To jedna z obietnic wyborczych Koalicji Obywatelskiej, niestety obecny stan budżetu mógłby tego nie unieść. Koszt takiej zmiany mógłby wynieść nawet 50-55 mld zł. Ale superminister może zaproponować plan stopniowego dochodzenia do realizacji tej obietnicy. Kwota wolna od podatku nie musi przecież wzrosnąć skokowo z 30 000 zł do 60 000 zł.
>>> Powrót do waloryzacji progów podatkowych. To nieco wstydliwy temat dla ostatnich ministrów finansów. Inflacja nie odpuszcza, choć jest już niższa niż dwa lata temu, ale waloryzacja byłaby dużą ulgą dla wielu podatników, którzy zbyt szybko obecnie wpadają w kolejny próg podatkowy. Brak waloryzacji przy tak wysokiej inflacji to faktyczna podwyżka podatków dla wielu podatników. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że skumulowana inflacja od początku 2022 roku, czyli od inwazji Rosji na Ukrainę, wyniosła już niemal 30%.
>>> Nowe produkty oszczędnościowe, odciągnięcie kapitału spekulacyjnego od kupowania mieszkań. Atrakcyjność inwestycyjna nieruchomości w ostatnich latach doprowadziła do niepotrzebnego wzrostu cen mieszkań i domów (albo przynajmniej się do tego przyczyniła). W Polsce to zjawisko przybrało już zbyt duże rozmiary. Potrzeba nowych produktów do inwestowania pieniędzy. Może największe polskie firmy powinny emitować obligacje dla zwykłych ciułaczy? Może trzeba wprowadzić REIT-y, czyli papiery wartościowe, które mogą polskimi oszczędnościami sfinansować budowę mieszkań? Może odważna strategia ożywienia warszawskiej giełdy?
Superminister powinien powiedzieć Polakom, jak mogą pomnażać swoje oszczędności i zaproponować inne drogi. Czy to już może czas na jakiś kolejny wielki impuls dla polskiej giełdy? Zamiast podatku Belki ściągającego kasę z ciułaczy kupujących akcje (podatek wszedł w życie wtedy, gdy kondycja polskiego rynku kapitałowego była wyjątkowo korzystna) – zachęty podatkowe dla inwestorów?
Oczywiście, projektów, które mogą przynieść sławę przyszłemu superministrowi jest więcej. Na uproszczenie czeka polski system podatkowy – jeden z najbardziej skomplikowanych i niesprawiedliwych na świecie. Wyeliminowanie „pasażerów na gapę” (czyli tych, którzy nie płacą podatków i składek na ZUS), wyrównanie opodatkowania dochodów z pracy, kapitału i majątku, ujednolicenie i uproszczenie skali podatkowej oraz opracowanie systemu wsparcia dla firm potrzebujących kapitału lub partnera do rozwoju. Gdyby taki projekt się udał, Andrzej Domański wszedłby do panteonu najważniejszych postaci polskiej gospodarki, tuż obok Balcerowicza. À vous de jouer!
PRZECZYTAJ TEŻ O WIELKIEJ POLITYCE:
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
ZOBACZ NASZE WIDEOCASTY:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
Źródło zdjęcia: strona gov.pl



