Kiedy pod koniec lutego nad Iranem zaczęły wybuchać rakiety i drony wysyłane przez USA i Izrael, wydawało się, że konflikt, tak jak poprzednie jego odsłony, będzie ograniczony do terytorium Iranu i ewentualnie Izraela oraz sąsiadujących z nim obszarów, na których działają terrorystyczne organizacje palestyńskie wspierane przez Iran – Hamas i Hezbollah. Tym razem jednak konflikt rozszerzył się i drony oraz rakiety zaczęły też latać nad głowami zaskoczonych turystów w luksusowych enklawach hotelowych krajów arabskich. Co to oznacza dla naszych wakacyjnych planów? Czy „wyłączenie” z turystyki modnych krajów arabskich przyniesie jakieś komplikacje dla naszych urlopów? Tegoroczne wakacje będą droższe. Z kilku powodów
Do samego Iranu i tak niewielu Polaków zapuszczało się w ostatnich latach. System polityczny Iranu nie zachęcał do podróży do tego kraju, a dodatkowo – nie każdy i nie zawsze mógł tam pojechać. Ale już kraje sąsiadujące z Iranem, położone po drugiej stronie Zatoki Perskiej, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie (Dubaj i Abu Zabi), Oman, Katar czy Bahrajn, stały się w ostatnich latach popularnym miejscem przesiadkowym w dalszych podróżach do Azji i docelowym miejscem wakacji.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Iran postanowił bronić się nie tylko poprzez atak na Izrael, ale też poprzez zmasowany atak na emiraty po drugiej stronie Zatoki Perskiej. Wszędzie tam są amerykańskie bazy wojskowe, więc potencjalnie również z tych kierunków Iran może spodziewać się ataku. Problem jednak w tym, że irańskie ataki objęły również cele cywilne – hotele, a przede wszystkim tłumnie odwiedzane przez turystów, również z Polski, lotniska, które w kilku ostatnich latach rozwinęły się do tak dużych rozmiarów, że stały się globalnymi hubami ruchu turystycznego.
Ograniczenia lotów, zmiany tras i duża niepewność dla linii lotniczych i pasażerów – to rzeczywistość w tamtym regionie świata, nastawionym w dużej części na turystykę. Zapewne ta rzeczywistość szybko się nie zmieni. A nawet po uspokojeniu sytuacji chyba dużo czasu upłynie, zanim turyści znów uwierzą, że państwa Zatoki Perskiej to bezpieczny, turystyczny raj. Straty takich państw, jak Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie będą liczone w dziesiątkach miliardów dolarów. Ale wojna na Bliskim Wschodzie uderzy we wszystkich turystów na całym świecie.
Niezależnie od tego, czy konflikt będzie trwał – tak jak to deklarują władze amerykańskie – kilka tygodni, czy też kilka miesięcy, jest już przesądzone, że tegoroczne wakacje będą znacznie droższe od ubiegłorocznych. Dlaczego? Z kilku powodów.
Tegoroczne wakacje będą droższe. Trzy powody „lotnicze”!
Niestety, doszły nowe ryzyka, a część z nich zmaterializowała się bardzo szybko, w ciągu zaledwie kilku dni. Stąd diagnoza: „jest ryzyko, że wakacje będą droższe” jest już anachroniczna, bo to już nie jest ryzyko, tylko fakt. Pytanie – co zrobić, żeby odnaleźć się w tym galimatiasie. Konflikt tego typu dobrze pokazuje mechanizmy, które zwykle podnoszą ceny wyjazdów turystycznych i windują koszty wakacji. Tym razem nie będzie inaczej. Dlaczego tegoroczne wakacje mogą zdrożeć? Już tłumaczę.
>>> Po pierwsze – droższe jest (a będzie jeszcze bardziej) paliwo lotnicze. Kupując bilety na samolot na tegoroczne wakacje powinniśmy się nastawić na wyższe ceny. Największy koszt dla linii lotniczych to właśnie paliwo. Tuż po ataku USA i Izraela na Iran ceny paliwa lotniczego w Europie i na świecie gwałtownie wzrosły. W jednym z raportów cenowych czytam, że wzrost wyniósł nawet ok. 75% w ciągu tygodnia.
A już wcześniej ceny paliwa lotniczego w Europie osiągnęły poziom najwyższy od czasu początku wojny w Ukrainie. To oczywiste, że jeśli paliwo drożeje, to linie lotnicze przerzucają koszt na pasażerów i bilety są droższe. Pod koniec pierwszego tygodnia konfliktu, indeks paliwa lotniczego w Europie Północno-Zachodniej osiągnął poziom 1445 dolarów za tonę (w poprzednim tygodniu to było 800-900 dolarów).
Premia cenowa paliwa lotniczego w stosunku do oleju napędowego wzrosła do 26% (w poprzednim tygodniu wynosiła 8%). To oczywiście z powodu blokad ruchu tankowców w Cieśninie Ormuz. Olej napędowy drożeje natomiast znacznie szybciej niż paliwo do samochodów, bo pochodzi w dużej części z Zatoki, a poza tym popyt na nie jest znacznie mniej elastyczny (cały przemysł i rolnictwo potrzebują go do funkcjonowania).
Jeśli ceny paliw idą w górę, ceny oleju napędowego idą w górę jeszcze szybciej, to ceny paliwa lotniczego szaleją. Lotniska takie jak londyńskie Heathrow i paryskie Charles de Gaulle są w dużym stopniu uzależnione od dostaw paliwa lotniczego właśnie z Zatoki Perskiej – donosi Wall Street Journal.

Chcąc nie chcąc, linie lotnicze muszą podnosić ceny, żeby sobie zrekompensować wyższe koszty. Jednak, jak powszechnie wiadomo, pasażerowie kupują bilety często dużo wcześniej, a paliwo kupowane jest przez linie lotnicze na bieżąco. Przewoźnicy muszą więc w najbliższym czasie wziąć na siebie nagły wzrost cen paliw, którego nie uwzględniali przy wycenie biletów sprzedawanych w poprzednich tygodniach. Mogą chcieć odbić sobie te straty na wycenie biletów, które dopiero będą sprzedawały.
Niektóre linie lotnicze wykorzystują kontrakty terminowe i opcje, aby zabezpieczyć się przed wzrostem cen paliwa i zmianami wartości dolara amerykańskiego, w którym wyceniane jest paliwo lotnicze. W styczniu informowały o tym dwie najpopularniejsze tanie linie. Ryanair podawał, że ma zabezpieczone 84% dostaw paliwa przy cenie na poziomie 77 dolarów za baryłkę na 2026 rok (niestety obecnie cena baryłki ropy przekracza już 90 dolarów), a Wizz Air zabezpieczył 83% zapotrzebowania na paliwo lotnicze na rok 2026, ma też zabezpieczenie na 55% paliwa na rok 2027.
Z kolei brytyjskie tanie linie EasyJet informowały w styczniu, że zabezpieczyły 84% swojego zapotrzebowania na paliwo na pierwszą połowę 2026 roku i 62% na drugą połowę. Uderzenie nowych cen będzie więc być może trochę opóźnione. Niestety, nie należy sądzić, że tanie linie lotnicze, jak te obecne w Polsce – Ryanair i Wizz Air, pozostaną na dłużej wciąż tak tanie jak dotychczas. Przy dłużej trwającym konflikcie z czasem i one będą musiały dostosować się do bieżących warunków rynkowych.
Tym bardziej, że tanie linie częściej oszczędzają na komforcie podróżnych, korzystają z najtańszych lotnisk i ogólnie funkcjonują na niższych marżach, więc to cena paliwa jest dla nich kluczowym czynnikiem cenowym, zazwyczaj to około 30-40% wszystkich kosztów. „Low-costy” mogą mieć jednak młodsze i bardziej oszczędne samoloty, zazwyczaj są też w 100% zapełnione. Tanie linie latają też raczej na krótszych trasach. Nie będą miały kłopotów z omijaniem niebezpiecznych regionów świata, mają mniejsze spalanie paliwa. Dlatego ceny mogą wzrosnąć, ale mniej niż na liniach tradycyjnych.
CZYTAJ WIĘCEJ O WAKACYJNYCH DYLEMATACH:
>>> Po drugie – wydłużą się trasy lotów, bo trzeba będzie ominąć rozszerzający się obszar konfliktu. Wielkie linie lotnicze w Europie informują nie tylko o rosnących cenach paliwa, ale też o dłuższych zmianie tras. Lufthansa, narodowy przewoźnik Niemiec, widzi dużą niepewność dla swoich prognoz średnio- i długoterminowych jeśli chodzi o wyniki finansowe i przychody ze sprzedaży biletów. Choć popyt na loty długodystansowe, szczególnie na trasach do i z Azji i Afryki jest wciąż wysoki, a linia rozważa niedługo uruchomienie dodatkowych lotów do Singapuru, Indii, Chin i RPA.
Z kolei popularne w Polsce tanie linie lotnicze Wizz Air poinformowały w tym tygodniu, że oczekują niższego zysku netto o około 58,1 mln dolarów. Akcje WizzAir na londyńskiej giełdzie spadały potężnie przez cały tydzień, podobnie jak innych linii lotniczych w Europie. Europejscy przewoźnicy są szczególnie wrażliwi na wydarzenia na Bliskim Wschodzie, ponieważ często korzystają z lotnisk – hubów Zatoki Perskiej do przesiadek. Przez jakiś czas będzie to albo niemożliwe, albo utrudnione.
Konieczność omijania niebezpiecznego regionu widać na mapce agencji Reuters. Linie lotnicze obawiają się, żeby konflikt nie rozszerzył się jeszcze bardziej. Już zdarzyły się przypadki, że irańskie rakiety spadały na terytorium sąsiadujących z Iranem od północy Azerbejdżanu oraz Iraku. Azerbejdżan to kluczowy korytarz lotniczy między Azją a Europą, a po ataku irańskich rakiet, których część spadła na terminal na Międzynarodowym Lotnisku Nachiczewan, zamknął on część swojej przestrzeni powietrznej w pobliżu Iranu.

Niektóre linie jednak latają. Etihad Airways, jeden z dwóch przewoźników Zjednoczonych Emiratów Arabskich, informował o wznowieniu lotów do i z Abu Zabi oraz do Kairu, Delhi, Londynu, Frankfurtu, Nowego Jorku, Paryża, Moskwy, Toronto i Zurychu. Saudyjskie tanie linie lotnicze Flynas i linie Emirates z siedzibą w Dubaju zapowiadały uruchomienie lotów między Arabią Saudyjską a Dubajem, a Qatar Airways informowały, że otworzą loty z Muskatu w Omanie do Londynu, Berlina i Rzymu, a także z Rijadu do Frankfurtu. Skala lotów jest jednak ograniczona. Linie będą omijać cały region tzw. szerokim łukiem.
Dane Flightradar24 pokazują, że ruch na Międzynarodowym Lotnisku w Dubaju – największym na świecie węźle komunikacyjnym – nieco wzrósł pod koniec pierwszego tygodnia konfliktu, ale nadal wynosi tylko około 25% normalnego poziomu sprzed ataku na Iran. Ruch w Dubaju podsumowała na wykresie agencja Reuters:
>>>Po trzecie – chaos i zakłócenia w ruchu lotniczym wpłyną na problemy w planowaniu podróży i wakacji. Skala odwołanych lotów i zmian tras jest gigantyczna, choć dotyczy głównie linii europejskich i arabskich. Od 28 lutego odwołano ponad 20 000 lotów na siedmiu głównych lotniskach regionu Bliskiego Wschodu, a na razie nic nie wskazuje na szybkie zakończenie konfliktu, więc zakłócenia w ruchu i konieczność omijania wrażliwych miejsc to będzie nowa normalność w ruchu lotniczym, jak stało się nią omijanie Rosji.
Ale kłopoty czekają nas nie tylko dlatego, że dużo lotów zostało odwołanych. Tąpnięcie może spotkać logistykę globalnej turystyki w sytuacji, gdy tak naprawdę na razie niewiele wiadomo o tym, jak bardzo rozszerzy się konflikt i jak długo potrwa. To trochę podobna sytuacja, jak z zamknięciami turystyki i podróży w okresie pandemii Covid-19. Co prawda region zamknięcia jest mniejszy, ale za to akurat w ostatnich latach stał się kluczowy, i ze względu na mega lotniska przesiadkowe, i z uwagi na rozbudowę gigantycznej bazy wakacyjno-hotelowej.
Amerykańskie bazy wojskowe znajdują się we wszystkich krajach Zatoki perskiej – Bahrajnie, Kuwejcie, Omanie, Katarze, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wszystkie te kraje zostały zaatakowane rakietami i dronami irańskimi i w większości te ataki zostały zneutralizowane. Jednak rakiety i drony z Iranu były również wymierzone w infrastrukturę cywilną, w tym lotniska, porty i hotele, a to wywołuje efekt psychologiczny. Jeden płacy hotel w Bahrajnie czy Dubaju niszczy wizerunek budowany przez kilka dekad.
Reputacja emiratów z regionu, miast takich jak Dubaj, Abu Zabi i Doha, opierała się na tym, że jest to oaza stabilności, luksusu i dobra przystań do życia i pracy, a także – wypoczynku i zabawy. Teraz ten obraz runął, a zdjęcia płonących lotnisk i hoteli, nawet jeśli ataki nie wyrządziły specjalnych strat, na długo zapadnie w pamięci ludzi na całym świecie. Zatoka Perska jako miejsce wyjazdów może być więc czasowo wyłączona z użytku, nawet po ustaniu ataków i zapanowaniu pokoju. Chyba że ceny mocno spadną, co już częściowo się dzieje.
Ruch turystyczny na świecie całkiem nie zniknie, będzie musiał znaleźć inne kierunki. Mogą więc podrożeć wakacje w innych częściach świata, i z powodu wzrostu cen paliw lotniczych, i z powodu zwiększenia popytu na wypoczynek tam, gdzie jest bezpiecznie. Prawdopodobnie wakacje w Hiszpanii znów będą biły cenowe rekordy. Ale firmy turystyczne w Europie zaczynają sygnalizować, że jest nieco mniejsze zainteresowanie rezerwacjami „first minute” na tegoroczne lato. Powód jest oczywisty: niepewność. Jeśli nie wiadomo czy na świecie będzie spokojnie, to chęci na odległe podróże spadają.

Dla Polaków wakacje podrożeją, o ile złoty nie wróci do formy
Pewnie najdroższe w tym roku podróże czekają nas do dalekich krajów azjatyckich, do których docieraliśmy za pośrednictwem wielkich hubów przesiadkowych Zatoki Perskiej. Teraz trudniej się będzie do nich dostać, bo loty będą musiały omijać region konfliktu, a trzeba pamiętać, że z zachodniego ruchu lotniczego wyłączone są od dawna ogromne obszary Rosji. Jeśli więc mieliśmy plany, żeby polecieć do Tajlandii, Indonezji czy na Bali i Malediwy, podróż może być droższa, dłuższa i wymagać skomplikowanych przesiadek i połączeń.
Drugim czynnikiem droższych azjatyckich wakacji może być to, że ten region tradycyjnie zaopatrywał się w ropę naftową i gaz ziemny właśnie w krajach Zatoki Perskiej. Na razie takie kraje jak Chiny czy Japonia deklarują, że mają wystarczające zapasy ropy i gazu, ale to dopiero kilka dni. Gdyby konflikt [przedłużył się do kilku miesięcy, kraje azjatyckie mogłyby zacząć odczuwać problemy. Na pewno ceny paliw, które już wzrosły, będą oddziaływać również na koszty transportu wewnątrz tych krajów i na inne ceny, które zależą od paliw i energii.
Jak dostać się do Izraela? Obecnie będzie to trudne, bo nasz narodowy przewoźnik LOT odwołał rejsy do tego kraju, poza tym obszar Izraela jest bombardowany, więc lepiej przeczekać konflikt. Ryzyko – mniejsze choć też niezerowe – dotyczy lotów do takich popularnych wśród Polaków kierunków wakacyjnych jak wschodni region Morza Śródziemnego – do Egiptu, Turcji , na Cypr, czy do krajów Maghrebu, czyli północnego wybrzeża Afryki. Natomiast loty w kierunkach czysto europejskich, mogą zdrożeć w sumie o tyle, o ile zdrożeją paliwa lotnicze, nie więcej niż 5-15%.
Ogólny wzrost cen lotów, jeśli konflikt potrwa krótko, może wynieść średnio kilka-kilkanaście procent, natomiast jeśli ceny paliw utrzymają się dłużej na podwyższonym poziomie, wzrost kosztów może być poważniejszy i sięgać 20-30%. Tak zdarzało się w przeszłości. Jednak wzrost cen nie musi być stały, doświadczenie uczy też, że po pierwszych nerwowych reakcjach na rynkach towarowych, ceny powracają do nieco niższych poziomów. Na tym zależy też Stanom Zjednoczonym, które obiecały uruchomić swoje rezerwy dla stabilizacji podaży.
Jeśli chodzi o biura podróży, to na razie te operujące w regionie Zatoki Perskiej są głównie zajęte sprowadzaniem swoich klientów do krajów. Robią to państwa, ale robią to też awaryjnie biura podróży i linie lotnicze. Ta akcja dodatkowo może spowodować późniejsze wzrosty cen, bo operatorzy wakacji będą musieli powetować sobie poniesione w czasie tej wojny straty. Niektórzy eksperci z branży radzą więc, żeby starać się szybko rezerwować wakacje w okresie lata czy jesieni, bo potem może być drożej, nawet kiedy konflikt będzie już zakończony.
Na ceny podróży i wakacji za granicą wpływ będzie miał kurs naszej waluty. Złoty przez cały rok był bardzo stabilny i umacniał się, ale uległ pod naporem rakiet i dronów fruwających nad Zatoką Perską. Osłabienie o niemal 7 groszy to spora zmian, tym bardziej że dokonała się w ciągu jednego dnia. Co dalej? Przekonamy się w kolejnych dniach. Po tym osłabieniu złoty powrócił do poziomów sprzed około 10 miesięcy, stracił więc cały swój potencjał umocnienia z jesieni i zimy.

Jeśli jednak porównamy kurs złotego z poprzednimi wakacjami, to okazuje się, że poziom około 4,30 za euro był z nami zarówno w miesiącach wakacyjnych 2025 roku, jak i w lecie 2024 roku. Spadek wartości naszej waluty na początku marca tego roku nie powinien więc spowodować, że wakacje za granicą w przeliczeniu na euro czy dolary będą dużo droższe. Czy tak będzie – zobaczymy. Na poniższym wykresie widać jednak, że złoty jest dużo mocniejszy niż w latach 2021-2023. Obecna wartość naszej waluty to poziomy z lat 2019-2020.

Szalone destynacje 2026 roku? Niektóre porady się zdezaktualizowały. Ale wiele wyliczeń może wciąż być aktualnych. Na poniższym filmiku autorka pokazuje opcje turystyczne dla wszystkich, którzy poszukują tanich wakacji. Czy za 50 dolarów dziennie można będzie wciąż cieszyć się luksusem? W filmie zostało pokazanych 10 najtańszych krajów do podróżowania w 2026 roku. „Od ukrytych perełek Europy po tropikalne raje – odkrywam najtańsze kraje” – brzmi zachęta.
„Omówię wszystko, od rajskich plaż za 28 dolarów dziennie po europejskie miasta, gdzie kolacja kosztuje mniej niż 10 dolarów. Rzeczywiste zestawienie kosztów: koszty zakwaterowania, wyżywienia i transportu w każdym miejscu” – reklamuje się autorka filmiku. Jeśli ktoś z Czytelników trafi w te miejsca, prosimy o relację cenową. Dajcie znać, czy ceny z początku tego roku pokazane na filmie będą odpowiadały temu, co zapłacicie na miejscu np. w połowie tego roku:
A wakacje w Polsce? Może tu wreszcie zaoszczędzimy?
A wakacje w Polsce? W ciągu kilku dni skoczyły, i to właściwie bez wyraźnego powodu, ceny paliw. Ceny ropy naftowej na światowych giełdach towarowych oczywiście poszły w górę, ale paliwa sprzedawane w tygodniu po ataku na Iran nie były przecież kupowane po tych wyższych cenach, tylko pochodziły z poprzednich zakupów, i to często sprzed wielu tygodni. Co jest grane? O tym m.in. pisał niedawno Maciek Samcik w analizie dotyczącej cen na stacjach benzynowych:
Jeśli ceny podskoczyły jak piłeczka pingpongowa w jeden tydzień, to co będzie za kolejne kilka tygodni, jeśli ceny hurtowe ropy Brent dojdą np. do 100-120 dolarów? Wyższe ceny paliw na stacjach oznacza, że podrożeje transport i logistyka, a po kilku miesiącach żywność, ona w największym stopniu zależy bowiem od cen transportu. A większy popyt na krajowy wypoczynek zachęca właściciel hoteli i restauracji do podnoszenia cen.
Na poniższym filmiku autor przekonuje, że „podróżowanie nie musi być drogie”. Brzmi zachęcająco, a dodatkową atrakcją jest to, że autor umieszcza wśród tych tanich a cudownych miejsc również nasz kraj. Jesteśmy między takimi wakacyjnymi hitami jak Czarnogóra oraz Bośnią i Hercegowina a azjatycki Laos. Po sąsiedzku jeszcze – Kambodża, Tajlandia, Filipiny, Gwatemala i Maroko:
„W tym filmie dzielę się dziewięcioma niesamowitymi miejscami, w których można naprawdę dobrze wykorzystać swój budżet, nie rezygnując z atrakcji. Od Europy, przez Azję Południowo-Wschodnią, po Amerykę Środkową – to miejsca, gdzie budżet w wysokości 50–75 dolarów dziennie może zapewnić niesamowite jedzenie, krajobrazy i kulturę. Jeśli chcesz oszczędzać pieniądze na podróże, ale jednocześnie podróżować dobrze, ten przewodnik wskaże Ci właściwy kierunek” – reklamuje autor.
Może więc turyści ze świata wybiorą w tym roku raczej Polskę zamiast Bliskiego Wschodu? Dla polskiej branży turystycznej byłaby to dobra wiadomość. Dla tych z nas, którzy chcą spędzić wakacje w kraju, może to jednak oznaczać, że wzrośnie konkurencja i zapłacimy nieco więcej, bo ceny będą skrojone bardziej pod turystów z Europy Zachodniej. Jakie są Wasze przewidywania dotyczące cen tegorocznego letniego wypoczynku?
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————-
CZYTAJ O WOJNIE:

———————————-
CZYTAJ WIĘCEJ O WAKACJACH:
———————————-
Źródło zdjęcia: Wael Hneini.Unsplash, Maciej Danielewicz



















