91-latka, przeczołgana dokumentnie przez bank i uratowana dopiero dzięki wyrokowi sądu. Po śmierci syna starsza pani została sama – z psem, wspomnieniami i emeryturą ledwie wystarczającą na leki i rachunki. Po czterech latach dostała „czuły” list z banku z żądaniem spłaty 35 000 zł długu, o którym nawet nie wiedziała. Przez cały ten czas bank nie podjął żadnych działań windykacyjnych i naliczał odsetki karne w maksymalnej wysokości. Starszą panią uratowała dopiero ostatnia instancja
Jak to możliwe, że starsza pani niemal stała się ofiarą urzędniczej bezduszności? Dlaczego bank upomniał się o dług dopiero po czterech latach? Czy mógł w ogóle żądać spłaty od 91-letniej kobiety, która nie brała żadnego kredytu? I czy w starciu zwykłego człowieka z wielką instytucją finansową można jeszcze liczyć na sprawiedliwość? Odpowiedzi na te pytania przynosi historia, w której główną rolę odegrał Rzecznik Finansowy i zwykła ludzka przyzwoitość.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
91-latka z nie swoim długiem. Jak bank odkrył to po czterech latach?
Zaczęło się w 2018 roku. Pani Zofia (imię zmienione) straciła syna. Ból po śmierci bliskiej osoby jest sam w sobie wystarczająco trudny, ale urzędowa rzeczywistość nie zna litości — trzeba załatwić formalności, zgłosić zgon w instytucjach, pozamykać sprawy. Kobieta, jak przystało na uczciwego człowieka, poinformowała bank o śmierci syna. Dostarczyła akt zgonu. Wtedy nikt nie wspominał o istniejącym na koncie zmarłego zadłużeniu.
Minęły cztery lata. Cisza. Żadnych pism, telefonów, informacji. Aż tu nagle w 2022 roku bank sobie „przypomniał”, że syn pani Zofii miał niespłaconą pożyczkę. I wezwał matkę do spłaty długu. Nie tylko należności głównej – doliczył też odsetki karne. A że był to czas wysokiej inflacji, to momentami oprocentowanie niespłaconego długu sięgało 24,5% w skali roku.
Efekt? Z niewielkiej pożyczki zrobiła się suma, której 91-latka nie byłaby w stanie spłacić – prawie 35 000 zł. Dla osoby z emeryturą niewiele wyższą od najniższego świadczenia to astronomiczna kwota. Zrozpaczona kobieta postanowiła szukać pomocy. Trafiła do Rzecznika Finansowego – instytucji będącej de facto „rzecznikiem konsumenta”, o której wciąż zbyt mało osób wie, że potrafi skutecznie walczyć z potężnymi instytucjami finansowymi.
Prawnicy Rzecznika Finansowego zaczęli sprawdzać, dlaczego bank dopiero teraz „przypomniał” sobie o długu. Interwencja przyniosła efekt – bank zaprzestał działań windykacyjnych. Wydawało się, że sprawa jest zakończona, a 91-latka bezpieczna. Ale w 2025 roku bank niespodziewanie wrócił do ofensywy – złożył do sądu pozew przeciwko starszej kobiecie, domagając się zapłaty całej kwoty.
I tu zaczyna się część, która napawa nadzieją. Rzecznik Finansowy nie tylko znów wystąpił z interwencją, ale także dołączył do postępowania sądowego po stronie seniorki. Przekonał sąd, że roszczenia banku są przedawnione – bank miał trzy lata na dochodzenie swoich praw, a nie zrobił tego na czas. Sąd Rejonowy w Ostrołęce przyznał rację Rzecznikowi i oddalił pozew. Pani Zofia nie musi płacić ani złotówki.
Co ta historia mówi o systemie? Czy bank „mógł” się tak zachować?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że bank w tej sprawie zachował się bezdusznie. Miał dane klienta, znał sytuację życiową jego mamy, wiedział o śmierci kredytobiorcy. Mimo to milczał przez lata, a potem postanowił zarobić na odsetkach, licząc na to, że 91-latka się nie zorientuje i będzie można zająć jej emeryturę. Co więcej – skierował pozew przeciwko kobiecie w wieku, w którym wielu z nas mierzy się z chorobami, samotnością i zupełnie innymi troskami niż spory sądowe z korporacjami.
Z punktu widzenia prawa sprawa wydaje się prosta – roszczenie się przedawniło. Ale to, że sprawa mimo wszystko trafiła do sądu, jest symptomem szerszego zjawiska – instytucje finansowe często traktują ludzi jak numery w systemie. A jeśli klient nie zna swoich praw, nie ma siły ani wiedzy, żeby się bronić – łatwo może stać się ofiarą. Ta historia ma szczęśliwe zakończenie, ale mogła wyglądać inaczej. Dlatego warto przypomnieć kilka rzeczy.
Po pierwsze, każdy spadkobierca dziedziczy również długi, ale tylko do wysokości wartości odziedziczonego majątku – to tzw. przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza. Jeśli więc nie odziedziczyliśmy po zmarłym domu ani oszczędności, nie musimy z własnej kieszeni spłacać jego kredytów. Po drugie, jeżeli bank po latach upomina się o zapłatę, trzeba sprawdzić, czy roszczenie się nie przedawniło.
Długi zmarłego wchodzą w skład spadku i mogą przekroczyć wartość odziedziczonego majątku – dlatego przy dziedziczeniu stosuj zasadę ograniczonego zaufania, nawet po bliskich. Dobra wiadomość jest taka, że spadku (a więc i długów) nie przyjmujesz „z automatu” bez żadnej ochrony. A jeśli nie masz pewności, jak jest w danym, konkretnym przypadku – proś o pomoc. „Subiektywnie o Finansach” jest jednym z takich miejsc, ale na stronie www.rf.gov.pl też można bezpłatnie złożyć wniosek o pomoc.
Jak uniknąć spłacania nie swoich długów? Przewodnik dla zapobiegliwych
Po tym, jak dowiesz się, że możesz coś odziedziczyć, masz trzy możliwości: odrzucić spadek w całości (zrzekasz się i majątku, i długów), przyjąć go wprost (odpowiadasz za długi całym swoim majątkiem) albo przyjąć z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. Ten ostatni wariant jest najbezpieczniejszy w sytuacji, gdy nie znasz pełnej sytuacji finansowej zmarłego, bo ogranicza twoją odpowiedzialność do wartości aktywów spadku. Na decyzję masz sześć miesięcy – brak oświadczenia oznacza dziś automatyczne przyjęcie z dobrodziejstwem inwentarza.
Żeby skorzystać z dobrodziejstwa inwentarza w praktyce, trzeba wiedzieć, co dokładnie wchodzi w skład spadku. Służą temu dwa narzędzia: spis inwentarza sporządzany przez komornika (droższy, ale urzędowy i trudniejszy do podważenia) oraz wykaz inwentarza przygotowywany samodzielnie przez spadkobiercę (tańszy, ale prywatny dokument). W obu przypadkach chodzi o to, by rozpisać majątek „na plus” i długi „na minus” według stanu z dnia śmierci spadkodawcy. Jeśli np. aktywa są warte 950 000 zł, a długi 1 000 000 zł, przy przyjęciu z dobrodziejstwem inwentarza zapłacisz wierzycielom co najwyżej 950 000 zł – nie dołożysz ze swoich prywatnych pieniędzy.
Trzeba jednak pamiętać o jednym ważnym haczyku: po przyjęciu spadku – nawet z dobrodziejstwem – odziedziczony majątek „łączy się” z twoim majątkiem osobistym. Wierzyciel może zatem dochodzić swoich roszczeń zarówno z odziedziczonych składników, jak i z tego, co należało do ciebie wcześniej, choć tylko do kwoty odpowiadającej wartości spadku. W praktyce może mu się bardziej opłacać zająć np. twoją własną, „czystą” nieruchomość niż udział w skomplikowanym majątku spadkowym. Dlatego przy zadłużonym spadku warto jak najszybciej dokonać działu spadku, by każdy spadkobierca miał jasno określony udział i zakres odpowiedzialności.
Jeśli wiesz (albo masz mocne podejrzenie), że długi zdecydowanie przewyższają wartość majątku, najrozsądniej jest spadek odrzucić. Pamiętaj jednak, że wtedy „w twoje miejsce” automatycznie wchodzą twoje dzieci – i to one stają się kolejnymi spadkobiercami. W zadłużonych spadkach trzeba więc zadbać także o ich sytuację: odrzucić spadek również w ich imieniu, po uzyskaniu zgody sądu opiekuńczego, który sprawdzi, czy to leży w interesie dziecka. Na szczęście obecne przepisy przewidują, że dzieci i tak dziedziczą z dobrodziejstwem inwentarza, co chroni je przed wpadnięciem w długi „ponad stan”.
Ryzyko można też odciąć jeszcze za życia potencjalnego spadkodawcy, zawierając u notariusza umowę zrzeczenia się dziedziczenia. Wymaga to zgody tej osoby, ale jeśli ją uzyskasz, ty i twoje dzieci jesteście z góry wyłączeni z kręgu spadkobierców – a więc również z dziedziczenia długów. To rozwiązanie dla tych, którzy wiedzą, że bliski ma duże zobowiązania, nie radzi sobie finansowo albo prowadzi ryzykowne interesy.
CZYTAJ TEŻ:
———————————-
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————-
PRZECZYTAJ INNE CIEKAWE HISTORIE:
—————————–
CZYTAJ HISTORIE Z ŻYCIA WZIĘTE:
——————————-
zdjęcie tytułowe: Alexas_Fotos/Pixabay











