PPK, czyli pomysł na dodatkowe, automatyczne oszczędzanie na emeryturę, wychodzi z etapu power pointa. Od początku przyszłego roku PPK obejmie część z nas. Dostaniemy ciut niższe pensje, a w zamian… Skusicie się?

 

Pracownicze Plany Kapitałowe to jeden z dwóch pomysłów premiera Mateusza Morawieckiego na to, by uchronić nas przed enerytalną katastrofą. Jak wiadomo, państwowy ZUS ma roczny deficyt w wysokości 40 mld zł i w kolejnych latach lepiej nie będzie. Na razie państwo stać na pokrywanie ZUS-owskiego deficytu, ale prędzej czy później budżet wymięknie. A wtedy ZUS będzie wypłacał już tylko po 1000 zł dla każdego.

Czytaj też: Czy oszczędzający żyją dłużej? Jak zasłużyć na żywot niemieckiego emeryta? Policzyłem!

Czytaj też: Typowy hedonista. Kasę wydaje na ciuchy, botoks i knajpy. Chce szybko na emeryturę z ZUS. Hedonistyczną

Co zrobić, by to tego dramatu nie doszło? Rząd chce po pierwsze zlikwidować OFE i przekazać nam 75% pieniędzy, które tam zostały (czyli jakieś 150 mld zł) w formie „rezerwy” na dodatkową emeryturę (resztę pieniędzy z OFE pragnie zakosić). Zaś po drugie chce sprawić, byśmy automatycznie oszczędzali na nią nie tylko wpłacając część pensji do ZUS.

I właśnie w tej drugiej sprawie rząd pokazał właśnie projekt ustawy. Nie ma w nim zbyt wiele rzeczy, o których byśmy nie wiedzieli, ale pokrótce przypomnę co będzie grane.

Czytaj też: Premier Morawiecki chce, byśmy oszczędzali już w pracy. Są już pierwsze szczegóły jego planu

ZAPISZ SIĘ NA MÓJ NEWSLETTER! Raz na jakiś czas wyślę Ci e-mail z kilkoma radami dla Twojego portfela, najnowszymi informacjami o tym jak ja lokuję swoje prywatne oszczędności oraz z najciekawszymi tekstami, które ukazały się na „Subiektywnie o finansach”. Obiecuję: nie będzie spamu, ani molestowania! A na starcie w nagrodę dostaniesz pakiet pożytecznych porad. Kliknij ten link i zapisz się. Bądźmy w kontakcie!

Od stycznia 2019 r. ciut niższa pensja, ale za to…

Program ma ruszyć już od stycznia 2019 r. i w pierwszym rzucie ma objąć 11 mln pracowników dużych firm prywatnych i państwowych. Do PPK zostaną zapisani „z automatu” wszyscy pracownicy tych firm w wieku od 19 do 55 lat. Czyli ci, za których odprowadzane są składki na ubezpieczenie społeczne – niezależnie od formy zatrudnienia. W kolejnych latach program obejmie mniejsze firmy (zatrudniające mniej, niż 50 osób).

Rzecz ma działać w taki sposób, że już w momencie wypłaty wynagrodzenia jego niewielki procent – od 3,5% do 8% pensji brutto – będzie odprowadzany do wybranego przez pracodawcę funduszu inwestycyjnego (a ściślej – do jednego z kilku oferowanych przez wybraną przez pracodawcę firmę inwestycyjną).

Jeśli jakiś pracodawca nie wybierze żadnej firmy inwestycyjnej do PPK, to pieniądze pracowników będą kierowane do „państwowego” funduszu.

O co chodzi w funduszach inwestycyjnych? To forma lokowania oszczędności dająca szansę na zarabianie na sukcesie polskich firm, dostępna nawet dla tych, którzy się nie znają na inwestowaniu

Czytaj też: Dlaczego nie można trzymać wszystkich oszczędności tylko w banku. Jeden, ale za to miażdżący argument

Czytaj też: Cztery kroki, które musisz zrobić zanim zabierzesz się za inwestowanie

PPK, czyli oszczędzanie (prawie) dobrowolne

Pieniądze będzie można tylko częściowo – maksymalnie 25% zgromadzonego salda – „ruszyć” bez konsekwencji finansowych przed emeryturą (i tylko w określonych przypadkach losowych – np. ciężka choroba w rodzinie, zakup pierwszego mieszkania). A po osiągnięciu wieku emerytalnego – będzie je można wypłacić w dwóch formułach: jedną czwartą od razu, a resztę w ratach trwających co najmniej dziesięć lat.

PPK to program w zasadzie dobrowolny – co prawda każdy pracownik w 2019 lub 2020 r. zostanie do niego na początku zapisany, ale będzie można zrezygnować. Nawet jeśli procedura będzie kłopotliwa i „nieautomatyczna”, to będzie opcja ucieczkowa dla tych, którzy nie ufają nowemu systemowi i nie chcą obniżać sobie pensji akonto wyższych emerytur kiedyś-tam.

Będzie się też można najpierw zapisać, a po jakimś czasie zrezygnować, zabierając kasę. Ale nie za darmo… Wychodząc z PPK przed upływem 60-tki będziemy musieli zapłacić „prowizję” – oddać jedną trzecią pieniędzy do ZUS, od reszty zapłacić podatek i zwrócić ewentualne premie za systematyczne oszczędzanie, przyznane przez państwo.

Pieniądze zgromadzone w funduszach działających pod flagą PPK – choć dostęp do nich będzie ograniczony – zgodnie z zapisami w ustawie mają być nasze, prywatne, w odróżnieniu od kasy zgromadzonej w OFE, która okazała się być kasą „publiczną” i z tego powodu częściowo już została rozgrabiona. Od OFE nowe przedsięwzięcie ma się różnić tym, że program nie będzie pomniejszał składki na ZUS – to będą dodatkowe pieniądze wyjmowane z kieszeni pracowników i pracodawców.

Emerytalny plan Morawieckiego. Czy to jest potrzebne?

Tak, bo prawie nie mamy dodatkowych oszczędności na emeryturę. O ile w takiej np. Japonii co trzeci jen oszczędzany przez gospodarstwa domowe jest wkładany do produktów emerytalnych, o tyle w Polsce – najwyżej 10%. W funduszach inwestycyjnych mamy 150 mld zł, kolejne 60 mld zł w polisach inwestycyjnych, 20-30 mld zł w akcjach giełdowych spółek, a pewnie ze 100-200 mld zł po prostu pod poduchą. W dodatku większość tych oszczędności to krótkoterminowe zaskórniaki (taką rolę mają przecież bankowe depozyty).

W „wahikułach emerytalnych”, czyli na kontach IKE i IKZE, mamy odłożone jakieś 9 mld zł. Rocznie przybywa 1,5-2 mld zł, a liczbę osób, które aktywnie korzystają z IKE lub IKZE szacuje się na 400.000 – czyli 2-3% pracujących. I to mimo, że są preferencje! Od pieniędzy zgromadzonych w IKE nie płaci się na końcu podatku Belki, a pieniądze wpłacone na IKZE w danym roku odpisuje się z kolei od podatku dochodowego.

Czytaj też: Wreszcie pojawiły się sensowne opcje IKZE. Zaczniemy odkładać? 

Pobieranie „składki” już w momencie wypłaty wynagrodzenia to stary, wypróbowany w innych krajach sposób, by stymulować oszczędzanie na emeryturę. Jeśli się pieniędzy nie „schowa” od razu, to na bank się rozejdą na życie i niepotrzebne wydatki. Koncepcja oszczędzania „u źródła” jest więc jak najbardziej OK.

Czytaj też: Czy przez ostatnich 25 lat lepiej było mieć akcje banku czy… depozyt w tym banku? Policzyłem i… 

Dwie zalety PPK: brak podatku Belki i niskie opłaty za zarządzanie pieniędzmi

Oszczędzanie w PPK będzie miało dwie zalety. Po pierwsze wypłacane pieniądze nie będą obłożone podatkiem Belki, czyli zysk w całości trafi do naszych kieszeni. Po drugie w trakcie oszczędzania fundusze inwestycyjne będą pobierały bardzo niskie prowizje – tylko 0,5-0,6% rocznie za zarządzanie. Będą też miały zakaz pobierania opłat dystrybucyjnych. Będzie to więc najtańsza możliwość oszczędzania w funduszach inwestycyjnych dostępna w Polsce.

Czytaj tutaj: Fundusze inwestycyjne są pazerne. Czas z tym skończyć. A jak? Oto pomysł!

Czytaj też: Najstarszy w Polsce fundusz inwestycyjny skończył 25 lat. Ile można było w tym czasie na nim zarobić?

Niewykluczone, że po wprowadzeniu PPK swoje opłaty zaczną ciąć też „zwykłe” fundusze inwestycyjne, które dziś należą do najdroższych na świecie. A to może dodatkowo napędzić klientów do systematycznego oszczędzania długoterminowego.

Niewykluczone, że wprowadzenie PPK – o ile zbyt dużo pracowników nie zrezygnuje z uczestnictwa w programie już na starcie – pomoże koniunkturze na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych. Jeśli większość pracowników pozostanie w PPK, to trzeba szacować, że będzie do nich wpływało 9-10 mld zł rocznie. Nawet jeśli tylko część z tej kasy popłynie na rynek akcji, to może zapewnić stały popyt na parkiecie. I dobrą koniunkturę na polskim rynku kapitałowym.

Podobnie ma się wpływ PPK na rynek obligacji – dziś zwykli Polacy rocznie inwestują w obligacje tylko 7-8 mld zł rocznie. Dla porównania – Polskie zadłużenie wynikające z emitowanych przez rząd obligacji to prawie bilion złotych, z czego większość to dług zagraniczny. Pieniądze z PPK pozwolą powoli konwertować dług zagraniczny na krajowy.

Czy oszczędzanie w PPK da znacznie wyższą emeryturę? Tak, ale jeśli ty dasz więcej od siebie

Czy uczestnictwo w PPK może znacząco zwiększyć emeryturę? Załóżmy, że mamy przeciętnego pracownika, który zarabia brutto 3000 zł. To mniej, niż średnia krajowa, zbliżająca się do 5000 zł, ale chyba tyle zarabia dzisiaj „środkowy” pracownik (czyli taki, poniżej którego jest połowa i powyżej też połowa wszystkich nas). Na rękę taki gość dostaje 2150 zł.

Po wprowadzeniu PPK ów pracownik zostanie automatycznie zapisany do programu i – o ile się zeń zaraz nie wypisze – będzie oddawał 2% wynagrodzenia brutto na dodatkowe oszczędzanie na emeryturę. Mówimy więc o kwocie 60 zł (odciągane od pensji na rękę). Dodatkowo pracodawca dorzuci jeszcze 1,5% od siebie – czyli 45 zł.

Miesięcznie ów pracownik będzie przekazywał do funduszu inwestycyjnego 105 zł, obniżając swoje wynagrodzenie na rękę i podwyższając koszty pracy ponoszone przez pracodawcę (być może z tego powodu będzie miał ciut niższą pensję). W ramach specjalnej premii państwo na start dorzuci jeszcze 250 zł (a potem co roku będzie dopłacało po 240 zł). Rocznie więc pracownik wpłaci na dodatkową emeryturę 1500 zł.

Załóżmy, że to 30-latek, któremu do emerytury zostało jeszcze 30 lat pracy. I że fundusz inwestycyjny będzie rocznie wypracowywał 5% zysku. Załóżmy też, że owe 1500 zł rocznej składki będzie waloryzowane inflacją (czyli będzie wpłacał nominalnie z roku na rok trochę więcej). Na koniec powinien mieć do dyspozycji 107.000 zł.

Czyli będzie mógł wypłacić sobie 20.000 zł na raz i potem po 670 zł miesięcznie przez 10 lat. Nie wiadomo jakie wtedy będą emerytury z ZUS, ale jeśli założymy, że wyniosą 1000 zł dla każdego, to te 670 zł uratuje przed wylądowaniem pod mostem, ale nie pozwoli raczej żyć dostatnio.

A gdyby ów pracownik poszedł na całość i poprosił pracodawcę o wpłacanie do funduszu nie 2% pensji, ale 4% (czyli maksymalnej dozwolonwej wartości)? Łącznie z premią od państwa będzie rocznie odkładał ponad 2200 zł. I na koniec zainkasuje prawie 160.000 zł. Z tego oczywiście 40.000 zł będzie mógł wziąć od razu, a potem przez 10 lat brać po 1000 zł rocznie. Czyli podwoić swoją emeryturę obywatelską. To już jest coś.

Mamy więc program, który pozwoli 30-latkowi zwiększyć emeryturę do sensownego poziomu (aczkolwiek bez szans na emeryturę pod palemką), ale tylko jeśli podkręci do maksymalnego poziomu swoje składki. Na minimalnych składkach ten pomysł nie „pojedzie”. No i jeszcze warto pamiętać, że 60-latek pożyje w dobrym zdrowiu dłużej, niż 10 lat. Ba, nawet dużo dłużej, bo gdzieś do 83-go roku. Co się stanie z jego emeryturą po 10 latach wypłat z PPK?

Czytaj też: Jak z 5000 zł urzeźbić sobie prywatną emeryturę? Podaję patent. Nie każdemu się uda, ale…

Czy ktoś jeszcze zaufa polskiemu rządowi?

Rząd będzie się musiał mocno napracować, żeby przekonać Polaków do obniżenia sobie pensji, by w przyszłości znów mogli mieć nadzieję na emerytury nie tyle pod palmami, ale zaledwie „nie pod mostem”. Pamiętajmy, że od 1999 r. przez 15 lat byliśmy mamieni wizjami, iż w OFE mamy pieniądze na dodatkową emeryturę. Potem część z tych pieniędzy rząd sobie wziął, a sąd konstytucyjny przyklepał tezę, że są to tzw. środki publiczne.

Dziś rząd znów opowiada o dodatkowym oszczędzaniu na emeryturę, a jednocześnie wygląda na to, że chce uszczuplić resztówkę OFE (plan jest taki, żeby z tego co zostało po poprzedniej grabieży zabrać jeszcze jedną czwartą, czyli jakieś 50 mld zł).

Owszem, PPK mają być własnością obywateli. Owszem, pieniądze mają nie mieć nic wspólnego z ZUS-em. Owszem, mają charakteryzować się bardzo niskimi opłatami za zarządzanie. Owszem, mają to być „normalne” fundusze inwestycyjne, a nie specjalnie utworzone instytucje typu OFE, które na koniec będzie można znacjonalizować albo okraść. Ale mimo wszystko…

Na szczęście mamy jeszcze kilka miesięcy, żeby to przetrawić.

Obejrzyj webinaria o tym jak zabrać się do inwestowania pieniędzy. Jeśli chcesz mieć do nich dostęp – subskrybuj mój kanał na YouTube

obrazek tytułowy: Simon/Pixabay.com

 

Gratulacje! Jesteś zapisany

Share This