22 lipca 2026

O ile musiałby stanieć metr mieszkania w Warszawie, żeby stolica przestała być najdroższym miastem w Polsce? Czy to się może wkrótce wydarzyć?

O ile musiałby stanieć metr mieszkania w Warszawie, żeby stolica przestała być najdroższym miastem w Polsce? Czy to się może wkrótce wydarzyć?

Ceny mieszkań w Warszawie. Czy stolica musi mieć realnie najwyższe ceny nieruchomości w Polsce? Po kilku latach gwałtownych wzrostów ceny mieszkań w stolicy zaczęły się stabilizować, a na rynku wtórnym widać nawet, że spadły. Ale czy to może być początek większej zmiany? Policzyłem, o ile musiałby stanieć metr kwadratowy mieszkania, żeby Warszawa przestała wyraźnie odstawać od innych dużych polskich miast pod względem kosztu mieszkania. I czy jest choćby cień szansy na taką przecenę mieszkań w Stolicy?

Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że ceny mieszkań w Warszawie mogą rosnąć niemal bez końca. Dziś rynek wysyła pierwsze sygnały, że tak nie jest. Z najnowszej analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że ceny mieszkań ustabilizowały się, choć jednocześnie rośnie liczba osób ubiegających się o kredyt hipoteczny. Oznacza to, że popyt zaczyna wracać. Na razie – na szczęście? – nie przekłada się już automatycznie na kolejne rekordy cenowe, jak to było w kilku poprzednich latach.

Zobacz również:

To z powodu ogromnego „nawisu” mieszkań, który jest po drugiej stronie tego bilansu. Nawet coraz wyższy popyt nie jest w stanie go wchłonąć. Niedawno Maciek Samcik liczył, że deweloperzy w Polsce mają aż 70 000 niekupionych mieszkań, zbudowanych w większości na kredyt. Ten „nawis” powstał przez to, że spodziewali się szybszego spadku stóp procentowych i rządowego programu dopłat do kredytów.

To się nie wydarzyło, więc od dwóch lat deweloperzy sprzedają znacznie mniej mieszkań, niż budują. I to zaczyna być dla nich problem, bo gotówki w kasie jest coraz mniej, a odsetki od zadłużenia trzeba płacić. Więc są wdzięczni za każdego nowego kupującego i wolą sprzedać mieszkanie taniej, niż wypuścić tego chętnego do konkurencji (która też tonie w wybudowanych już mieszkaniach).

Podobny obraz wyłania się z danych Narodowego Banku Polskiego. W pierwszym kwartale 2026 roku średnia cena transakcyjna mieszkań na rynku wtórnym w Warszawie wyniosła 16 400 zł za metr kwadratowy. I była o 1,7% niższa niż rok wcześniej. To niewielka zmiana, ale symbolicznie ważna – pokazuje, że nawet w najdroższym mieście w kraju zatrzymał się trwający od kilku lat boom. Warszawa to ostatnie miejsce, po którym można byłoby się spodziewać spadku cen. A jednak się wydarzył.

To nie oznacza jednak, że mieszkania w Warszawie stały się tanie. Stolica wciąż wyraźnie dystansuje pozostałe największe miasta pod względem cen, a różnica liczona jest w tysiącach złotych za metr kwadratowy. Jak duży musiałby być spadek cen, aby Warszawa przestała być oazą mieszkaniowej drożyzny na tle reszty kraju? I czy taki scenariusz w ogóle jest dziś realny?

Ceny mieszkań w Warszawie spadają, ale wciąż są (za) wysokie

W 2006 roku, na początku boomu kredytowego, średnia cena metra kwadratowego mieszkania wynosiła około 5 000 zł. Potem szybko szła w górę, ale po światowym kryzysie finansowym rynek wszedł jednak w kilkuletnią fazę stagnacji, a ceny przez długi czas utrzymywały się w okolicach 7 000 zł za metr. Nowa fala wzrostów rozpoczęła się po 2015 roku, gdy niskie stopy procentowe, rosnące wynagrodzenia i poprawiająca się sytuacja gospodarcza znów zwiększyły popyt na mieszkania.

A największą w historii najnowszej Polski eksplozję cen widzieliśmy w latach 2020–2023, kiedy do wymienionych wyżej czynników politycy dołożyli program „Bezpieczny Kredyt 2%”. W ciągu kilku lat średnia cena metra kwadratowego mieszkania w stolicy wzrosła o ponad połowę! Zatrzymały je dopiero wysokie stopy procentowe (i drastyczny spadek liczby klientów „kredytowych”) połączony z dużą „produkcją mieszkań przez deweloperów.

Od trzech kwartałów mamy jednak solidne schłodzenie rynku. Na rynku warszawskim ceny spadają po raz pierwszy od początku boomu na rynku nieruchomości, który trwa co najmniej od 2020 roku.

Ta korekta nie zmienia jednak pozycji Warszawy wśród innych dużych miast w Polsce. Stolica pozostaje zdecydowanie najdroższym rynkiem mieszkaniowym, a za metr kwadratowy trzeba zapłacić znacznie więcej niż w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu czy Poznaniu. Często jest to kilkadziesiąt procent więcej niż płaci się w innych – również przecież drogich dla Polaka – metropoliach. Czy to oznacza, że warszawski nabywca mieszkań jest już trwale skazany na najwyższe ceny?

Wnioski PIE znajdują potwierdzenie również w najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego z czerwca tego roku. Z raportu o cenach mieszkań i sytuacji na rynku nieruchomości wynika, że po raz pierwszy od wielu lat stolica odnotowała roczny spadek cen handlowanych mieszkań. Po korekcie o inflację oraz wzrost wynagrodzeń okazuje się, że roczne dynamiki cen na rynku wtórnym nieruchomości (oznaczonym jako RW) w stolicy były ujemne, a na rynku pierwotnym (oznaczonym jako RP) tylko minimalnie dodatnie.

Czy jednak takie niewielkie spadki cen, jakie zauważają PIE i NBP w swoich raportach, mogą realnie zmienić sytuację na rynku i przybliżyć warszawskie mieszkania do kieszeni przeciętnego Polaka? Przez ile lat musiałaby tanieć mieszkania – i o ile musiałby stanieć metr kwadratowy – żeby Warszawa przestała być najdroższym miastem w Polsce? I czy taki spadek rzeczywiście oznaczałby, że zakup mieszkania stanie się łatwiejszy dla Kowalskiego?

Skala wzrostów cen z poprzednich kilku lat sprawia, że niewielki spadek dziś nie zmienia radykalnie sytuacji kupujących. Aby sprawdzić, w jakich warunkach nastąpiłaby poprawa, policzyłem, jak duża korekta byłaby potrzebna, by Warszawa przestała być najdroższym rynkiem mieszkaniowym w Polsce.

O ile „powinien” stanieć metr mieszkania w Warszawie?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, porównałem aktualne średnie ceny transakcyjne mieszkań na rynku wtórnym w sześciu największych miastach Polski. Sprawdziłem, jak duża musiałaby być korekta cen w Warszawie, aby stolica przestała być najdroższym rynkiem mieszkaniowym w kraju.

Najmniejsza zmiana potrzebna byłaby do tego, żeby Warszawę wyprzedził Kraków. To nie jest taki abstrakcyjny cel, bo ostatnio Kraków wyprzedza Warszawę w nominalnej wysokości przeciętnego wynagrodzenia w firmach. Można? Można! Wynika to z tego, że stolica Małopolski jest centrum usług biznesowych i informatycznych dla zagranicznych korporacji, co podwyższa średnie wynagrodzenia i… zwiększa popyt na mieszkania dla specjalistów.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

zurych pomysł na za drogie mieszkania

Z danych GUS za pierwszy kwartał tego roku wynika, że w Krakowie średnia płaca w firmach zatrudniających ponad 10 osób sięgała 11 600 – 13 400 zł brutto, podczas gdy w Warszawie było to około 11 200 – 11 600 zł brutto. W szerszym ujęciu, uwzględniając medianę wynagrodzeń i wszystkie firmy, Warszawa prawdopodobnie nadal pozostaje liderem. Mimo to przykład Krakowa pokazuje, że różnice między metropoliami mogą się zmniejszać, a o cenach mieszkań mogą decydować wynagrodzenia najlepiej opłacanych specjalistów.

Gdyby podobny kierunek miał dotyczyć rynku mieszkaniowego, to jakiej korekty cen potrzebowałaby Warszawa, żeby utracić pozycję najdroższego miasta w Polsce, jeśli chodzi o ceny nieruchomości?

W pierwszym kwartale 2026 roku stawki transakcyjne w stolicy utrzymywały się na najwyższym poziomie w kraju, osiągając 16 475 zł za metr kwadratowy na rynku pierwotnym oraz 16 393 zł za metr kwadratowy na rynku wtórnym (według raportu NBP). Choć Kraków zajmuje drugie miejsce na podium cenowym największych metropolii, to dystans dzielący oba miasta jest spory. Nowo wybudowane mieszkania pod Wawelem kosztowały średnio 15 384 zł za metr kwadratowy, a ceny mieszkań używanych wyniosły 15 110 zł za metr kwadratowy.

Sytuacja jest więc taka, że choć w Krakowie w dużych firmach zarabia się generalnie więcej, niż w Warszawie (albo porównywalnie), to cena metra mieszkania w Krakowie jest o ponad 1000 zł niższa na każdym metrze kwadratowym. To wydaje się tym bardziej dziwne, że dla wielu osób Kraków jest lepszym do życia miejscem, niż wielka Warszawa.

Aby stolica kraju ustąpiła miejsca stolicy Małopolski pod względem cen nieruchomości, stawki w Warszawie musiałyby zaliczyć spadek o o co najmniej 1 091 zł za metr kwadratowy, czyli o około 6,6% na rynku deweloperskim oraz o minimum 1 283 zł za metr, czyli o 7,8%, na rynku wtórnym. Przy obecnej stabilizacji cen taka korekta wymagałaby silnego spadku popytu, bo podaż mieszkań w Warszawie jest siłą rzeczy limitowana niewielką dostępnością gruntów, na których można jeszcze cokolwiek zbudować (poza peryferiami). Tymczasem na razie korekta na rynku wtórnym w Warszawie wyniosła tylko 1,7%.

Wystarczy 1 000 zł na metrze i… Warszawa nie będzie już najdroższa

Nie oznaczałaby jednak, że mieszkania w Warszawie stałyby się tanie. Aby stolica zbliżyła się do przeciętnego poziomu cen w największych polskich miastach, potrzebny byłby znacznie większy spadek. Jak wygląda Warszawa w porównaniu ze średnią dla sześciu metropolii poza Warszawą? Tu widać dużo większą przepaść.

Według danych NBP za pierwszy kwartał 2026 roku, średnia cena transakcyjna mieszkań na rynku pierwotnym w grupie sześciu największych miast poza stolicą (Kraków, Wrocław, Gdańsk, Poznań, Gdynia, Łódź) wyniosła 13 873 zł za metr kwadratowy, podczas gdy na rynku wtórnym było to 12 991 zł za metr kwadratowy.

To oznacza, że aby stawki w Warszawie spadły poniżej poziomu średniej dla pozostałych metropolii, stołeczny rynek musiałby doznać naprawdę głębokiej korekty. Cena transakcyjna nowego metra kwadratowego w Warszawie (16 475 zł) musiałaby obniżyć się o ponad 2 600 zł, czyli o około 15,8%. Z kolei na rynku wtórnym (cena warszawska 16 393 zł) spadek musiałby przekroczyć 3 400 zł, czyli wynieść ponad 20,7%. To praktycznie niemożliwe.

Ta różnica nie do pokonania nie jest jednak przypadkowa. Stolica pozostaje największym rynkiem pracy w kraju, jest siedzibą administracji rządowej, najważniejszych instytucji centralnych i największych firm, przyciąga najlepiej wynagradzanych specjalistów, oferuje największą liczbę miejsc pracy i od lat pozostaje głównym kierunkiem migracji wewnętrznych dla Polaków. To właśnie te czynniki sprawiają, że mieszkania są tu wyceniane wyżej niż w pozostałych dużych miastach.

Jeśli jednak spojrzymy na różnicę w poziomie wynagrodzeń pomiędzy Warszawą i innymi dużymi miastami, to okaże się, że różnica w cenach mieszkań między Stolicą i pozostałymi aglomeracjami może być… uzasadniona. Otóż z danych GUS wynika, że różnica w poziomie wynagrodzeń brutto między Warszawą a sześcioma największymi miastami poza Warszawą wynosi przeciętnie ok. 18–24% na niekorzyść tych miast. To oznacza, że Warszawa „płaci” średnio o ok. 1 600–2 200 zł brutto więcej miesięcznie niż Wrocław, Kraków, Gdańsk, Poznań, Katowice i Łódź.

Różnica w cenach mieszkań między Warszawą i innymi dużymi miastami jest większa, niż 1 600-2 200 zł brutto, gdyż wynosi aż 2 600-3 400 zł. Realnie więc różnica wynosi 1 000 zł na metrze kwadratowym. I to jest „prawdziwa” skala spadku cen mieszkań w Warszawie, by przestała być realnie „najdroższa”.

Oczywiście, ten rachunek jest uproszczony. Uśrednia ceny mieszkań, uśrednia zarobki. Średnie wynagrodzenie nie jest takim, które osiąga większość mieszkańców. A więc zarówno w Warszawie (gdzie różnice dochodowe są większe), jak i w innych miastach „drożyzna” jest efektem tego, że ludzie zarabiają poniżej średniej. A po drugie – koszty życia to nie tylko koszt zakupu, czy wynajmu mieszkania.

Co nie zmienia faktu, że Warszawa utraci miano realnie najdroższego miasta na rynku nieruchomości, gdy ceny spadną o 7-9% (gdy już spadły o 1,7%). Jak sądzicie, to się może zdarzyć? Cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie może spaść o 1 000-1 100 zł przy jednoczesnym utrzymaniu się cen na tym samym poziomie w innych miastach?

Czy Warszawa może spuścić z tonu na rynku nieruchomości?

Głębsza korekta cen mieszkań wymagałaby wyraźnego osłabienia popytu. Tymczasem obecnie trudno wskazać czynnik, który miałby do tego doprowadzić. Oba raporty – PIE i NBP – pokazują, że warunki będą sprzyjać ponownym wzrostom cen. Od 2025 roku stopy procentowe NBP spadły już łącznie o 2 punkty procentowe, co poprawiło zdolność kredytową gospodarstw domowych. W efekcie rośnie liczba osób zainteresowanych kredytami hipotecznymi, choć nie przekłada się to jeszcze na silny wzrost cen mieszkań.

Drugim czynnikiem jest podaż mieszkań. Po rekordowej aktywności deweloperów oferta mieszkań pozostaje wysoka, co ogranicza możliwość dalszych podwyżek cen i wzmacnia pozycję negocjacyjną kupujących. Z drugiej strony analitycy zwracają uwagę, że liczba nowych projektów stopniowo maleje, więc nadwyżka podaży może z czasem się zmniejszać.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

ceny na rynku nieruchomości

wyniki finansowe atal - dużej firmy deweloperskiej

dom development wyniki

sprzedać dużo mieszkań

W przypadku Warszawy znaczenie mają również czynniki, których nie widać w statystykach kredytowych. Stolica pozostaje największym rynkiem pracy w Polsce, oferuje najwyższe wynagrodzenia, przyciąga nowych mieszkańców oraz koncentruje najlepiej płatne miejsca pracy. To sprawia, że popyt na mieszkania jest bardziej odporny niż w większości innych miast. Choć Kraków w niektórych zestawieniach wynagrodzeń zaczął doganiać lub nawet wyprzedzać Warszawę, skala stołecznego rynku pracy pozostaje nieporównywalnie większa.

Musiałoby nastąpić nie tyle zwykłe schłodzenie rynku, ile w ogóle – zmiana jego fundamentów. Mogłyby do tego doprowadzić chyba tylko wyjątkowo niekorzystne okoliczności, takie jak głęboka recesja, gwałtowny wzrost bezrobocia, silny odpływ ludności z Warszawy albo bardzo duży wzrost podaży mieszkań przy jednoczesnym załamaniu popytu, ale wtedy spadałyby też ceny w innych miastach. Żadne z tych czynników nie są obecne w prognozach ekonomicznych.

Jedyna szansa na dogonienie cen w Warszawie to wskoczenie do grona lepiej opłacanych specjalistów, dla których mieszkania w stolicy są bardziej dostępne mimo ich wysokiej ceny lub poczekanie na dalszy spadek stóp procentowych i oprocentowania kredytów hipotecznych. Zdaniem analityków PKO BP bardziej prawdopodobny dla Warszawy w najbliższych latach jest scenariusz stabilizacji niż głębokiej przeceny na rynku. W perspektywie najbliższego roku największy polski bank spodziewa się jedynie niewielkiego wzrostu średnich cen transakcyjnych mieszkań.

Z jednej strony popyt na mieszkania powinien stopniowo rosnąć dzięki wcześniejszym obniżkom stóp procentowych, poprawie zdolności kredytowej gospodarstw domowych oraz dalszemu wzrostowi wynagrodzeń. Z drugiej strony, oferta mieszkań pozostaje nadal duża, co ogranicza możliwość gwałtownych podwyżek cen i sprzyja negocjowaniu rabatów przez kupujących.

Analitycy PKO BP zwracają jednak uwagę, że ta równowaga może nie być trwała. Liczba nowych inwestycji deweloperskich maleje, na rynek trafia mniej nowych mieszkań, a jednocześnie rosną koszty budowy związane m.in. z droższymi gruntami i nowymi wymaganiami technicznymi. Jeżeli popyt będzie się odbudowywał szybciej niż podaż, znów może się pojawić presja na wzrost cen.

Jeżeli taki scenariusz się sprawdzi, dostępność mieszkań może poprawiać się nie dlatego, że lokale będą wyraźnie tańsze, lecz dlatego, że pensje i zdolność kredytowa będą rosły szybciej niż ich ceny. To oznaczałoby zmianę, której rynek nie widział od wielu lat.

CZYTAJ O TYM, JAK WALCZĄ O MIESZKANIA:

mamdani podatek od mieszkań

podatek od wartości nieruchomości

CZYTAJ WIĘCEJ:

kredyt na ponad 100 lat

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

wynajem krótkoterminowy

demografia załatwi nam spadek cen mieszkań? Japonia pokazuje drogę

z tym pomysłem czynsz spadnie?

wynajmujesz mieszkanie - będzie bieda na emeryturze

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

Źródło zdjęcia: Maciej Danielewicz

Subscribe
Powiadom o
41 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Ppp
25 dni temu

Warszawa ma towarzystwo w postaci kilkunastu miasteczek dookoła, skąd można do niej dojechać w kilkanaście-kilkadziesiąt minut pociągami. Może warto by było przeanalizować ceny w całej aglomeracji? Czasami dojazd z zewnątrz jest krótszy od przejazdu z jednej dzielnicy do drugiej, a mieszkanie może być sporo tańsze – co pokryje ewentualne wyższe koszty dojazdów.
Pozdrawiam.

Admin
25 dni temu
Reply to  Ppp

Tak, to jest – moim zdaniem – dodatkowy czynnik ryzyka jeśli chodzi o ceny w samej Warszawie. Ale pytanie czy on może „wywalić” ceny o 10%. Wątpię…

Alf/red/
25 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie spowoduje obniżenia, bo już teraz ceny w wianuszku (sprawdziłem Legionowo, Pruszków, Piastów, Piaseczno, Ząbki) nie tylko w okolicy dworców PKP dotykają, a nawet przebijają np. warszawską wielką płytę na Ochocie (~14k). Piaseczno ma ceny transakcyjne do 17k, Pruszków i Ząbki do 16k. Bo Grodziska, Wołomina czy Mińska to już do aglomeracji bym nie zaliczał. Zresztą, od kilku miesięcy w Wyborczej jest cykl artykułów-reportaży jak się mieszka w całym naszym wianuszku, w różnych bliższych i dalszych miejscowościach, w tym w szeregówkach łanowych w gminie Raszyn (mnóstwo tego się tam buduje „w środku niczego”), i wniosek jest jasny – jest taniej,… Czytaj więcej »

Admin
25 dni temu
Reply to  Alf/red/

Też nie bardzo wierzę w wariant z rakietą…

Skipper
25 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Moim zdaniem w okolicznych miastach sytuacja jest częściowo podobna. Atrakcyjne są lokalizacje z szybkim dostępem do kolei. Podobnie jak w Warszawie do metra. Problem w tym, że te dobre lokalizacje powoli się kończą co winduje ceny. Dodatkowo w okolicznych miastach mamy mniejszą podaż niż w Warszawie i okazuje że w Pruszkowie czy Otwocku ceny w centrum są często spro wyższe niż w Warszawie szczególnie na rynku wtórnym. Czy się opłaca jeździć pociągiem czy lepiej komunikacją lub rowerem w Warszawie niech każdy odpowie sobie sam. W Warszawie deweloper oprócz konkurencji ze strony innych deweloperów musi też patrzeć na rynek spory wtórny.… Czytaj więcej »

Admin
25 dni temu
Reply to  Skipper

Tak, zgadzam się z tą diagnozą. Średnia cena będzie coraz mniej mówiła

Ppp
25 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Tylko, jak ktoś znajdzie mieszkanie tańsze o 30% w Błoniu czy Legionowie, to nie będzie to już jego problem.
Pozdrawiam.

Admin
25 dni temu
Reply to  Ppp

Zgadza się. A w Legionowie, jeśli z dobrym dojazdem do kolejki – miodzio. Albo Zegrze Południowe. Mieszka się nad jeziorkiem, w spokojnej okolicy, a jak trzeba do miasta to się wsiada do pociągu i za pół godziny się jest w „centrumie”

Alf/red/
25 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

No nie tak znowu się hop siup wsiada, bo pociągi z Zegrza są co godzinę (w weekend co dwie) i w pół godziny to się nawet do Gdańskiej nie dojedzie. No i baza mieszkaniowa jest malutka.

Admin
25 dni temu
Reply to  Alf/red/

No fakt, stamtąd co godzinę jadą. A do Warszawy Gdańskiej w 35 min. A to już prawie centrum 😉

Marek
23 dni temu
Reply to  Ppp

To był żart, awaria pociągu raz na tydzień, czas dojazdu 1.5 godziny, nie mieszkasz przy stacji ani nie pracujesz przy niej, piszę bo wiem dojeżdżałem tak 20 lat.

Paweł_NT
25 dni temu

O ile nie dziwią mnie ceny w dużych miastach i miejscach turystycznych to przeglądając oferty nieruchomości w tzw. „zadupiach” , gdzie nie ma pracy a i nieraz podstawowej infrastruktury (przychodnia, szkoła, itd.) gdzie na logikę ceny powinny być dużo mniejsze ta różnica jest niewielka. Szukałem działki na wypoczynek w takim miejscu ale ceny to jakieś nieporozumienie. Tylko teksty typu „ cicha spokojna okolica” lub „ z dala od miejskiego zgiełku „ Mam wrażenie, że te gadania o demografi i wyludnianiu to żart, oczywiście w kontekście nieruchomości.

Admin
25 dni temu
Reply to  Paweł_NT

A no właśnie: pytanie o ile „blisko do miejskiej infrastruktury” powinno być droższe, niż „cicha, spokojna okolica”. To jest bardzo ciekawe zagadnienie, chociaż oczywiście raczej indywidualne – bo każdy lubi coś innego. Ale zapewne któraś z tych grup jest przeważająca i w tym sensie decydująca o cenach

Marco
25 dni temu
Reply to  Paweł_NT

Też się nad tym zastanawiam. Marcin Iwuć jak mantrę powtarza, że małe miasteczka są skazane na zagładę, że demografia, że lekarze, że infrastruktury ni ma i nie będzie etc., a te małe miasteczka z powiatowymi włącznie nieźle sobie radzą. Pochodzę z miasta 25 tyś. teraz mieszkam w 500 tyś. i przy okazji odwiedzin „na starych śmieciach” widzę, że non stop coś się buduje i ceny są może i niższe, ale to nie wyprzedaż czy jakaś okazja względem dużego miasta. Może jeszcze to się nie zaczęło (zgłada)? Ale przecież już ludzie epoki PRL w dużej mierze mieszkania „pozwalniali” zmieniając kwatery na… Czytaj więcej »

Admin
25 dni temu
Reply to  Marco

Jak będzie dobry transport, to mniejsze miasteczka też będą się rozwijały. Tylko trzeba pamiętać, że teraz tam jest inwestowany pieniądz z Unii Europejskiej, a on się za jakiś czas skończy i wtedy będzie „sprawdzam”

Skipper
25 dni temu

Moim zdaniem nie należy się spodziewać istotnej zmiany cen.
Trzeba jednak mieć na uwadze, że wciąż w Warszawie mamy dużo ruin, gdzie koszty utrzymania niedługo przekroczą wartość odtworzeniową tych budynków. Kto to zatem kupi taką ruinę za ogromne pieniądze i będzie jeszcze więcej płacił miesięcznie?
Wszystko zależy więc od wielu czynników. Lokalnie będą drożeć a gdzie indziej tanieć.

Admin
25 dni temu
Reply to  Skipper

Tak, zgadzam się z tą opinią. Generalnie raczej nie spadnie, musiałoby się coś stać z atrakcyjnością Warszawy jako miejsca do życia. Nie wiem, może zanieczyszczenie, jakieś radykalne ograniczenia dotyczące możliwości spędzania czasu – w każdym razie musiałby być jakiś wstrząs

Stef
25 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Pytanie czy nie powstanie rozwarstwienie dzielnicowe? Ochota ma mase osob w wieku 70+ czyli za chwilę pojawi sie sporo mieszkań pytanie czy rynek je wchłonie.

Admin
25 dni temu
Reply to  Stef

Pewnie się pojawi. Pytanie czy one będą przekazywane następnym pokoleniom, czy sprzedawane…

Niko
25 dni temu

Panie Macieju ,są podobno tacy co twierdzą że hossa nieruchomosciowa skończyła sie w 2024 wraz z kredytem 2%,od tego czasu jakby faktycznie ceny lekko spadły a bynajmniej nie rosną .

Admin
25 dni temu
Reply to  Niko

Tam był wzrost ceny o 20%, więc to, że teraz nie rośnie, jest po prostu uśrednieniem koniunkturalnym. O bessie będzie można mówić jak od jakiejś kilkuletniej średniej ceny spadną o 20%. Na razie się nie zanosi, przynajmniej patrząc na rynek jako całość.

Zbigniew
25 dni temu

Co do cen na rynku pierwotnym śrenia cena za m2 jest jeszcze może jako tako do obrony (chociaż też są różne lokalizacje i standardy których nie powinno się łączyć) ale na rynku wtórnym już nie. Teraz gdy popyt spekulacyjny umarł (lepiej mieć kasę na KO niż w mieszkaniu, obniżenie popytu na wynajem, obniżenie popytu w oczekiwaniu na niższe stopy % oraz ryzyko zmiany prawa w najmie krótkoterminowym) i ceny są niejako jawne (chociaż pojawiają się z ogromnym opóźnieniem) to prawdziwa analiza musialaby zostać rozbita na wiele kategorii: na rynku wtórnym: – całkiem innymi są mieszkania wybudowane w ciągu kilku ostatnich… Czytaj więcej »

Admin
25 dni temu
Reply to  Zbigniew

Z tą niesprzedawalnością mieszkań na czwartym piętrze to bym nie przesadzał, ale generalnie ma Pan rację z tą segmentacją – ceny mieszkań powinno się podawać w podziale na takie właśnie segmenty. To jest bardzo niehomogeniczny rynek

Niko
25 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Znałem czlowieka który mieszkał na 4 piętrze bez windy i miał 90 lat do końca życia wychodził z mieszkania po schodach do góry robił sobie przerwy ,no bo czemu nie na emeruturze już spieszyć sie nie trzeba😉

Admin
25 dni temu
Reply to  Niko

Wchodzenie po schodach świetnie robi na serce!

Niko
25 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Też tak uważam, trzeba być optymistą a nie wieczną marudą😉

EKD
22 dni temu
Reply to  Niko

Fajnie, ale nie wszyscy tak mają

Mateusz
25 dni temu

a po co ma tanieć?

Mateusz
25 dni temu
Reply to  Mateusz

no bo z doniesień medialnych można zrozumieć, no że zdrowie bardzo drogie jest, a zdrowie chyba ważniejsze od mieszkania

Mateusz
25 dni temu

Niech to będzie, że o dwa miesięczne pobory słynnego lekarza Krawczyka ale od ceny całej nieruchomości!

Last edited 25 dni temu by Mateusz
Admin
24 dni temu
Reply to  Mateusz

Ambitnie.

Mateusz
24 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

no dobra to o jeden ale tak w ogóle to mogłoby być proporcjonalne na jakiejś zasadzie do kosztu nieruchomości

Jeżyk
24 dni temu

Można w bardzo łatwy sposób obniżyć ceny nieruchomości w całej Polsce – Wystarczy umożliwić eksmisje niepłacących najemców i ograniczyć najem krótkoterminowy w miejscach gdzie żyją mieszkańcy miasta. Należy pozwolić decydować wspólnotom, czy chcą być przestrzenią do mieszkania, czy bazą hotelową.

Admin
24 dni temu
Reply to  Jeżyk

Nie wiem czy to tak prosto działa, ale na pewno miałoby to wpływ na rynek nieruchomości

Ekspert
21 dni temu

Kilka prostych rozwiazań. Jako przeciwnik podatków w każdej postaci uważam, że uczciwym byłoby zrównanie podatku od najmu chociaż do podatku od zysków kapitałowych, idealnie do potatków od pracy (przypomnę 12 + 9% najniższe opodatkowanie na skali). Wprowadzenie katastru od mieszkania liczba dzieci + 1 progresywnego. Wprowadzenie realnych podatków od nieruchomości gruntowych z planem zagospodarowania pod zabudowę – zapobiegłoby to kiszeniu ziemi przez ludzi z majątkiem 10M+ i odblokowało ogromne tereny pod zabudowę. Po wykorzystaniu gruntu zgodnie z przeznaczeniem mieszkaniówka / usługi powrót do standardowego podatku obowiązującego. Przy kiszeniu i traktowaniu jak skarbonki wysoki podatek majątkowy. To jest prorozwojowe gospodarczo praca… Czytaj więcej »

Admin
21 dni temu
Reply to  Ekspert

Ostatnie kraje bez podatków to były chyba z 500 lat temu 😉

Ekspert
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Kiedyś płacono dziesięcinę, która była całkiem uczciwa. Obecnie płaci się 12% PIT, 9% podatku zdrowotnego który tylko dla ściemy nazywa się składką i 50 innych podatków. Podatki od pieniędzy które już były opodatkowane i klasyczny Polak kończy z 60% opodatkowaniem. Tylko większość jest zbyt uśmiechnięta lub PiSowsko otłumaniona, żeby to zrozumieć.

Adam
2 dni temu

Widzę że mało kto już pamięta lata 2008-2013

Admin
1 dzień temu
Reply to  Adam

Nic dwa razy się nie zdarza 😉

Adam
1 dzień temu
Reply to  Maciej Samcik

Idąc tym tokiem myślenia, nie powtórzą się też już wzrosty.

Admin
1 dzień temu
Reply to  Adam

Też tak uważam. Chyba, że będzie jakaś duża imigracja z krajów relatywnie zamożnych (np. klimatyczna z Hiszpanii, która już się powoli zaczyna)

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu