8 września 2026

Gospodarka rośnie, rąk do pracy ubywa. Pracuje mniej niż 15 milionów osób. Czy rozpaczliwie zaczynamy potrzebować więcej technologii?

Gospodarka rośnie, rąk do pracy ubywa. Pracuje mniej niż 15 milionów osób. Czy rozpaczliwie zaczynamy potrzebować więcej technologii?

Gospodarka rośnie, rąk do pracy… ubywa. Liczba pracujących w Polsce spadła poniżej 15 milionów! Polska osiągnęła moment, który ekonomiści zapowiadali od lat – liczba pracujących zaczęła spadać mimo solidnie rosnącej gospodarki. To może oznaczać, że Polska wchodzi w epokę trwałego niedoboru pracy. W takiej sytuacji wzrost gospodarczy będzie coraz częściej zależał nie od liczby pracowników, lecz od ich produktywności, nasycenia pracy technologią i automatyzacją

To zmiana, która wpłynie nie tylko na przedsiębiorców. Będzie decydowała o tempie wzrostu wynagrodzeń, wysokości inflacji, możliwościach rozwoju firm, a w dłuższej perspektywie także o poziomie życia Polaków. Dziś, przy niemal pełnym zatrudnieniu, problemem staje się brak ludzi do pracy. Stopa bezrobocia rejestrowanego spadła z ponad 20% na początku XXI wieku do około 5% obecnie, a w wielu branżach firmy nie pytają już, jak znaleźć klientów, lecz jak znaleźć pracowników.

Zobacz również:

Paradoks polega na tym, że polska gospodarka notuje niezłe tempo wzrostu mimo malejącej liczby pracujących. To zjawisko jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się mało prawdopodobne. To może być początek wielkiej zmiany, która przyspieszy inwestycje w automatyzację, robotyzację i wykorzystanie sztucznej inteligencji. Przez lata łatwiej było polskim firmom zatrudnić kolejnego pracownika niż inwestować w kosztowną automatyzację.

Dziś ta kalkulacja może być nieaktualna, a kurczące się zasoby pracy mogą stać się katalizatorem korzystnej transformacji. Polska przez trzy dekady budowała przewagę konkurencyjną dzięki dużej podaży stosunkowo taniej pracy. Ten model zaczyna się wyczerpywać. W kolejnych latach o przewadze firm coraz częściej zdecydują nie koszty zatrudnienia, lecz produktywność, poziom technologii i zdolność do zastępowania pracy kapitałem.

Liczba pracujących spada. Sezonowe wahnięcie czy trend?

Styczniowy odczyt GUS można potraktować jako zwykłe sezonowe wahnięcie w danych. Początek roku od lat oznacza bowiem wygasanie części umów i spadek zatrudnienia w niektórych branżach. Tym razem jednak liczba pracujących spadła poniżej granicy, która ma znaczenie symboliczne.

W gospodarce narodowej pracowało w styczniu niecałe 15 mln osób, a spadek widoczny jest nie tylko w porównaniu z grudniem, lecz także z analogicznym miesiącem ubiegłego roku. To sygnał, że za sezonowością kryje się znacznie silniejszy i trwalszy trend związany ze słabnącą demografią. Po raz ostatni liczba pracujących znajdowała się poniżej tego poziomu w czasie pandemii. Wcześniej ta granica została przekroczona dopiero pod koniec drugiej dekady XXI wieku, po wielu latach wzrostu zatrudnienia.

Badanie GUS na temat zatrudnienia należy do najbardziej kompleksowych źródeł informacji o rynku pracy, ponieważ opiera się na danych z ZUS i administracji skarbowej, obejmując praktycznie wszystkich pracujących w gospodarce narodowej. Nowe dane pokazują, że w styczniu liczba pracujących wyniosła 14 988 300 osób, czyli o 0,4% mniej niż rok wcześniej. O ile miesięczny spadek można tłumaczyć sezonowością, o tyle ujemna dynamika roczna sugeruje, że na rynku pracy coraz wyraźniej zaznaczają się skutki niekorzystnych zmian demograficznych.

Zmiany nie dotyczą wszystkich sektorów gospodarki w jednakowym stopniu. Największy spadek liczby pracujących w porównaniu z rokiem ubiegłym odnotowano w rolnictwie, leśnictwie i rybołówstwie (o 4,4%), a także w handlu (o 2,6%) i przetwórstwie przemysłowym (o 1,6%). To właśnie przemysł i handel należą do największych pracodawców w Polsce, dlatego nawet niewielkie procentowo spadki przekładają się na dziesiątki tysięcy miejsc pracy.

Jednocześnie są sektory, które nadal zwiększają zatrudnienie. Najszybciej rosła liczba pracujących w administracji publicznej (o 2,4%), edukacji (o 2,1%) oraz ochronie zdrowia i pomocy społecznej (o 1,5%). Pokazuje to, że polski rynek pracy coraz wyraźniej dzieli się na dwie części: prywatną gospodarkę, która odczuwa skutki kurczących się zasobów pracy, oraz usługi publiczne, gdzie zatrudnienie nadal rośnie.

Szczególnie istotne jest to, że największym pracodawcą w Polsce pozostaje przetwórstwo przemysłowe. W tej branży pracuje ponad 2,7 mln osób, czyli 18,1% wszystkich pracujących w gospodarce narodowej. To oznacza, że właśnie przemysł będzie jedną z branż, które najsilniej odczują skutki kurczących się zasobów pracy.

Koniec wzrostu opartego na liczbie pracowników?

Jak to możliwe, że pracowników ubywa, a PKB rośnie? Według prognoz ekonomistów w 2026 roku polska gospodarka ma urosnąć o około 3,5%. Nie jest to najwyższe tempo rozwoju w ostatnich trzech dekadach, ale wciąż oznacza solidny wzrost. Coraz wyraźniej widać jednak, że rozwój gospodarczy zaczyna opierać się na innych fundamentach niż jeszcze kilkanaście lat temu. Wzrost może pochodzić nie z większej liczby pracowników, lecz z większej produktywności.

Jeszcze kilkanaście lat temu taki obraz wydawał się mało prawdopodobny. W latach szybkiego rozwoju po wejściu Polski do Unii Europejskiej przedsiębiorstwa rosły przede wszystkim dzięki zwiększaniu zatrudnienia. Nowe inwestycje oznaczały nowe miejsca pracy, a wzrost produkcji szedł w parze z rosnącą liczbą pracowników. Dziś ten mechanizm zaczyna działać coraz słabiej, bo zasoby pracy przestają rosnąć.

Nie oznacza to jednak, że polska gospodarka przestanie się rozwijać. Oznacza raczej zmianę modelu wzrostu. Coraz większa część produkcji będzie musiała powstawać dzięki lepszej organizacji pracy, inwestycjom oraz wzrostowi wydajności. To proces, który wcześniej przeszły m.in. Niemcy, Japonia czy Korea Południowa, gdzie starzenie się społeczeństwa wymusiło szukanie nowych źródeł wzrostu gospodarczego.

Ekonomiści od dawna wskazują, że wzrost gospodarczy opiera się na trzech filarach: pracy, kapitale i produktywności. Polska przez wiele lat korzystała przede wszystkim z rosnącej liczby pracowników. Dziś coraz większe znaczenie będą miały dwa pozostałe czynniki – inwestycje oraz wzrost wydajności pracy.

Dla firm oznacza to zmianę sposobu myślenia o inwestycjach. Przez wiele lat łatwiej było zatrudnić kolejnego pracownika niż kupić robota przemysłowego, wdrożyć nowy system informatyczny czy zautomatyzować produkcję. W warunkach malejącej podaży pracy ta kalkulacja zaczyna się zmieniać. Coraz częściej to inwestycje w technologię będą tańsze i bardziej opłacalne niż poszukiwanie kolejnych pracowników.

Szczególną rolę może odegrać sztuczna inteligencja. Nie zastąpi ona wszystkich pracowników ani nie rozwiąże problemów demograficznych, ale może zwiększyć wydajność pracy w administracji, usługach, logistyce, finansach czy przemyśle. Podobnie robotyzacja pozwoli wykonywać część zadań, do których coraz trudniej znaleźć ludzi. Niedobór pracy może więc okazać się nie tylko wyzwaniem, ale również impulsem do modernizacji polskiej gospodarki.

Największa próba czeka przemysł

Polski przemysł od kilku lat znajduje się pod rosnącą presją. Z jednej strony musi konkurować z tańszą produkcją z Azji i inwestować w transformację energetyczną, z drugiej strony coraz trudniej znajduje ludzi do pracy. Jeszcze kilkanaście lat temu przedsiębiorstwa mogły rozwijać produkcję przede wszystkim poprzez zwiększanie zatrudnienia. Dziś coraz częściej jedynym sposobem zwiększenia produkcji staje się automatyzacja, robotyzacja i poprawa wydajności pracy.

Pracowników najbardziej zabraknie w fabrykach. Polska często jest postrzegana jako gospodarka usługowa, jednak dane GUS pokazują zupełnie inny obraz. Największym pracodawcą pozostaje przetwórstwo przemysłowe, w którym pracuje ponad 2,7 mln osób. To właśnie tam koncentruje się również największa grupa cudzoziemców zatrudnionych w Polsce. Oznacza to, że przemysł już dziś odczuwa skutki kurczących się zasobów pracy i w największym stopniu korzysta z zagranicznych pracowników.

To właśnie w fabrykach najszybciej będzie rosło znaczenie automatyzacji i robotyzacji. Nie dlatego, że przedsiębiorcy chcą zastępować ludzi maszynami, ale dlatego, że coraz częściej nie będą mieli kogo zatrudnić. W tym sensie niedobór pracowników może stać się impulsem do modernizacji całej gospodarki. Firmy, które pierwsze zwiększą wydajność dzięki nowym technologiom, zyskają przewagę konkurencyjną w warunkach kurczącej się podaży pracy.

Sytuację ratują cudzoziemcy i seniorzy! Potęgą mikrofirmy

Kurczące się zasoby pracy już teraz są częściowo uzupełniane przez dwie grupy pracowników: cudzoziemców oraz osoby, które osiągnęły wiek emerytalny. Według najnowszych danych GUS w gospodarce narodowej pracuje niemal 694 tys. cudzoziemców oraz ponad 757 tys. emerytów i rencistów. Łącznie to niemal 1,5 mln osób, bez których wiele branż miałoby poważne trudności z utrzymaniem normalnej działalności.

Cudzoziemcy zatrudnieni są głównie w przemyśle, transporcie, budownictwie, handlu oraz gastronomii, czyli sektorach od lat zmagających się z niedoborem pracowników. Z kolei pracujący emeryci najczęściej są aktywni w handlu, ochronie zdrowia, edukacji i przemyśle. To pokazuje, że polski rynek pracy już dziś korzysta z rezerw, które jeszcze kilkanaście lat temu miały znacznie mniejsze znaczenie. Problem w tym, że te możliwości mogą się stopniowo wyczerpywać.

Ekonomiści narzekają na słabszą aktywność zawodową wśród kobiet, ale w niektórych działach gospodarki pracują głównie kobiety. To przypadek edukacji i ochrony zdrowia, gdzie około 80% to kobiety. Kobiety stanowią też ponad połowę pracowników handlu i administracji. Wiele sektorów produkcyjnych wymaga pracy mężczyzn, jeśli wiąże się z większym wysiłkiem fizycznym, jednak przy automatyzacji i robotyzacji procesów przemysłowych coraz większą rolę będą odgrywały wiedza i umiejętność obsługi urządzeń.

Z danych GUS wynika też, że w ochronie zdrowia pracuje 195 tys. osób – lekarzy i pielęgniarek – samozatrudnionych na ogólną liczbę 1 mln pracujących w tym sektorze osób. Oznacza to, że niemal co piąta osoba pracująca w ochronie zdrowia prowadzi działalność gospodarczą lub pracuje na własny rachunek. To pokazuje, jak dużą rolę odgrywają kontrakty i samozatrudnienie w tym sektorze. Pisaliśmy też o tym tu w „Subiektywnie o Finansach”.

Polska jest krajem przedsiębiorców. Choć najwięksi pracodawcy zatrudniają setki tysięcy osób, polski rynek pracy pozostaje wyjątkowo przedsiębiorczy. Ponad 3,1 mln osób pracuje na własny rachunek lub pomaga w prowadzeniu rodzinnej działalności gospodarczej. Oznacza to, że co piąty pracujący nie jest pracownikiem najemnym. Szczególnie wyraźnie widać to w rolnictwie, budownictwie oraz działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej.

Jednocześnie niemal 4 mln osób pracuje w mikrofirmach zatrudniających do pięciu osób. To pokazuje charakterystyczną cechę polskiej gospodarki. Z jednej strony opiera się ona na dużych zakładach przemysłowych i międzynarodowych koncernach, z drugiej – na milionach małych rodzinnych firm czy JDG (jednoosobowa działalność gospodarcza). To właśnie najmniejszym przedsiębiorstwom najtrudniej będzie zastąpić brakujących pracowników inwestycjami w automatyzację.

Liczba pracujących spada. Potrzeba mniej rąk, więcej technologii

Polska wchodzi w nowy etap rozwoju gospodarczego. Przez ostatnie trzy dekady przewagą konkurencyjną była duża liczba dostępnych pracowników i relatywnie niskie koszty pracy. Ten model stopniowo się wyczerpuje. W najbliższych latach o sukcesie przedsiębiorstw będzie decydowała nie zdolność do zatrudniania kolejnych osób, lecz umiejętność zwiększania wydajności dzięki inwestycjom, nowym technologiom i lepszej organizacji pracy.

To oznacza zmianę nie tylko dla firm. W warunkach niedoboru pracowników mogą rosnąć wynagrodzenia, ale jednocześnie przedsiębiorstwa będą coraz silniej inwestowały w automatyzację, robotyzację i sztuczną inteligencję. Polska stanie przed tymi samymi wyzwaniami, z którymi od lat mierzą się starzejące się gospodarki Europy Zachodniej czy Japonii. O tym, czy utrzyma szybkie tempo rozwoju, zdecyduje przede wszystkim wzrost produktywności.

Przez większą część ostatnich trzydziestu lat Polska walczyła z bezrobociem. W kolejnych dekadach znacznie większym wyzwaniem może okazać się nie brak miejsc pracy, lecz brak ludzi do pracy. Symboliczna granica 15 milionów pracujących może się więc okazać nie tylko ciekawostką statystyczną, ale początkiem jednej z największych zmian na polskim rynku pracy od czasu transformacji gospodarczej w latach 90. XX wieku.

Dla przeciętnego pracownika oznacza to przede wszystkim zmianę pozycji na rynku pracy. W zawodach, w których zaczyna brakować rąk do pracy, łatwiej będzie negocjować wyższe wynagrodzenia lub zmieniać pracodawcę. Jednocześnie coraz większe znaczenie będą miały kwalifikacje, umiejętność korzystania z nowych technologii i gotowość do ciągłego uczenia. W gospodarce, w której ludzi do pracy jest coraz mniej, największym kapitałem stają się ich kompetencje.

CZYTAJ TEŻ:

ile wynoszą zarobki lekarzy na świecie


——————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

Źródło zdjęcia: Timon Studler/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
56 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
mirekk
22 dni temu

…a tym czasem osoby 50+ nie mogą znaleźć pracy mimo posiadani kwalifikacji i doświadczenia 😛

RAFAL
21 dni temu
Reply to  mirekk

Nieprawda . Polska jest fajnacka . Mojemu kuzynowi inżynierowi w wieku 52 lata zaproponowano w PUP staż półroczny za 1800 zł / m-c . Polska też jest uśmiechnieta , bo mnóstwo ludzi już ok50 – tki nie musi wcale pracować i pobiera emerytury , więc ten problem jest wyolbrzymiony .

Stefan
21 dni temu
Reply to  mirekk

Wśród osób 50+ ktore znam tylko osoby, które posiadają „doswiadczenie” (głównie w miganiu się od pracy i wykonywaniu najmniej przydatnych społecznie prac) mają problem z pracą. Ci którzy mają prawdziwe doświadczenie bez trudu znajdują pracę.

Marcin
22 dni temu

W przemyśle kicha, więcej słychać o redukcjach niż o nowych projektach. Ale skoro rośnie zatrudnienie w budżetówce tj. administracji publicznej, edukacji i ochronie zdrowia (bardzo dobrze płatne miejsca pracy z partyjną legitymacją) to jesteśmy uratowani…

Admin
22 dni temu
Reply to  Marcin

Pytanie czy wystarczy nam legitymacji do zapełnienia tych miejsc pracy 😉

RAFAL
22 dni temu
Reply to  Marcin

Ale jest też jaskółka nadzieji . Np sekretarz woj. w poł- wsch Polsce w 2025 pobrał ok 330 tys zł brutto a w 2024 ok 390 tys zł brutto.(oficjalne dane BIP). Także tyra za mniej .

Admin
22 dni temu
Reply to  RAFAL

Brutto. Netto to są jakieś grosze 😉

RAFAL
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Też mi się wydaje ,że na zdjęciach jakby trochę zmarnowany i wychudzony . Chyba bardzo przezył ten upadek do 330 tys zł . A przecież cały czas walczy o Polskę i dobro Polaków i mieszkanców regionu . No i chyba skończył z mozołem prestiżową kolegium humannum .

Nowy
22 dni temu

Nie potrzebujemy technologii. Niewolnictwo, feudalizm i głodowe pensje niech żyją. Na kim przełożeni się będą wyżywać. Przecież taki robot jest silniejszy jak przyłoży za wyzwiska, poniżanie to pół roku w szpitalu dla takiego pseudo menadżera. Choć z drugiej strony słyszałem że pracownik to koszt więc może…

Admin
22 dni temu
Reply to  Nowy

Na robocie też można się wyżywać i to lepiej, bo Kodeks Pracy go nie obowiązuje. Inna sprawa, że robota trudno opieprzać za to, że się opieprza. Ja jak jestem za bazarku w środku dnia to tam jest taki tłum pracowników, których prawdopodobnie trzeba by zakuć w kajdany, żeby zaczęli brać pieniądze w zamian za coś (a nie za opieprzanie się przez większość czasu rzekomej pracy), że trochę feudalizmu i niewolnictwa byłbym w stanie zaakceptować 😉

beholder
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Może to są pracownicy administracji, którzy po prostu nie mieszczą się w biurach, bo zatrudnienie rośnie szybciej, niż kubatura budynków 😉

Admin
22 dni temu
Reply to  beholder

Tak, to wytłumaczenie do mnie przemawia 😉

Admin
22 dni temu
Reply to  beholder

Wszystko przez te cholerne „gorące biurka” 😉

Monika
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Skąd Redaktor wie że to pracownicy? U mnie jest pełno emerytów, ale to są młodo wyglądający, wysportowani i podróżujący emeryci. Mogą to też być ludzie na urlopach. Samozatrudnieni. Pracujący zmianowo. Oraz wpadający na bazarek redaktorzy 😁

Admin
21 dni temu
Reply to  Monika

Tak, też wydaje mi się, że najwięcej jest redaktorów 😉

Stefan
21 dni temu
Reply to  Monika

No i osoby mające urlop, nie wiem który bazarek ale byłem na jednym w trakcie urlopu.

Weronika
22 dni temu
Reply to  Nowy

Tak, to wszystko prawda. I prawda z tym wyżywaniem się- to powszechne.
Potwierdzam!!!

Tropik
21 dni temu
Reply to  Weronika

Jak slysze jak 25-35 letnie dzieci po zwroceniu im uwagi przez managera, że coś zrobili źle lub czegoś nie zrobili a powinni, pyskują, żeby sobieanager sam to zrobił, to ja się nie dziwie, że jeżeli ktoś musi się z takim waszym podejściem do pracy użerać i ma świadomość, że nie ma kim kompetentnym Cię zastąpić, to się nie dziwię,. że slabsi managerowie po miesiącu zagryzamia zębów w końcu odpalą jakimś średnio przyjemnym tekstem, który oburzy taki specjalny płatek śniegu. Ale to nie jest powszechne, krzyk to narzędzie którym można zarządzać tylko najniższą najmniej wartościową warstwą społeczną, która motywację znajduje tylko… Czytaj więcej »

Last edited 21 dni temu by Tropik
Adam
22 dni temu

Jednym z efektów wdrażania nowych technologii i relatywnego wzrostu kosztów pracy w Polsce jest zmiana struktury zatrudnienia, która właśnie trwa. Dobitnym przykładem tego procesu jest tzw. (do niedawna) „stolica usług dla biznesu”, czyli Kraków. Otóż w 2025 r. zwolnienia grupowe w tym mieście objęły 4 443 osoby, a tylko w I półroczu 2026 r. zgłoszono do PUP kolejne 2 050 etatów do redukcji, z czego ponad 1 300 właśnie w sektorze usług dla biznesu.

Admin
22 dni temu
Reply to  Adam

Tak, to jest chyba ten efekt, o którym Pan pisze

RAFAL
22 dni temu

A jaki spadek pracujących zanotowano w urzędach ?

Mariusz
21 dni temu
Reply to  RAFAL

Ujemny 🙂

das
22 dni temu

„W gospodarce, w której ludzi do pracy jest coraz mniej, największym kapitałem stają się ich kompetencje.” Poszukiwane kompetencje zawsze będą w cenie, ale gdy nie ma ludzi do pracy to coraz większe znaczenie ma sam pracownik skory do pracy którą trzeba wykonać choćby nie wymagała wysokich kompetencji.

Admin
22 dni temu
Reply to  das

A jeszcze bardziej ten, kogo można nauczyć

Nowy
22 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Wreszcie sensowna odpowiedzi od Pana bo reszta to poniżej krytyki. No ale cóż tak to jest jak się jest oderwanym od rzeczywistości. Ale może jeszcze będą z Pana ludzie. Lepiej późno niż wcale

Admin
22 dni temu
Reply to  Nowy

Pytanie czy z Pana będą jeszcze ludzie?

Stefan
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Już są, bardzo trafnie zauważył. Te wcześniejsze odpowiedzi kojarzą mi się z ojcem mojego znajomego,. który zawsze jak gdzieś jechał to jak był korek to wyzywał zza kierownicy przy nas, dzieciach, innych kierowców, że po co oni jeżdżą i korki robią zamiast siedzieć w robocie. Samemu chyba nie zdając sobie sprawy, że jest jednym z nich, lub co gorsza czując się jedynym któremu prawo do korzystania z drogi w godzinach pracy się należy. Miałem totalny flashback tej sytuacji jak czytałem bełkot o bazarku.

Admin
21 dni temu
Reply to  Stefan

To nie bełkot, to naga prawda

Olek
21 dni temu

Obecnie z uwagi na rosnące koszty związane z oczekiwaniami pracowników i brak tych ostatnich na rynku coraz częściej można znaleźć informacje że firmy poprzez zwiększenie produktywności rozumieją dokładanie pracy obecnym pracownikom bo nie ma kogo zatrudnić bo oczekiwaniaza wysokie tych co są na rynku pracy. Może zamiast martwić się o gospodarkę,biedne firmy i pracodawców należałoby w końcu zacząć rozmawiać o tym jak pracuja ci którzy obecnie już pracują i o coraz większym odsetku ludzi którzy wypalają się zawodowo z uwagi na nadmiarne oczekiwania pracodawców i dokladanie roboty. Przecież pracodawcy łatwiej przychodzi dołożyć nowej roboty w ramach zwiększenia produktywności (realizacja kilku… Czytaj więcej »

Last edited 21 dni temu by Olek
Admin
21 dni temu
Reply to  Olek

Myślę, że wypalenie zawodowe jest problemem, ale jeszcze większym i bardziej ogólnym jest nieefektywność działania korporacji, w których funkcjonuje mnóstwo osób zarabiających dobre pieniądze i pracujących na 20% „mocy produkcyjnych”

Gabriela
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Korpo to musiałyby dobrze poszukać u siebie, czy zatrudnia ludzi zgodnie z ich kompetencjami, czy drogich klepaczo-klikaczy oraz czy faktycznie to, na czym pracują ludzie, jest dobrze zaprojektowane. Jeśli jest kiepsko zaprojektowane i połowa pracy polega na przepychaniu danych, to tak, jest to marnowanie pieniędzy. A ponieważ budżet na płace to inny koszyk niż budżet na poprawę działania czegokolwiek, to bez problemu zatrudnia się kolejnych przepychaczy zamiast zrobić porządne upgrade’y. Albo co gorsza, oczekuje się, że braki w architekturze pokryje się za pomocą AI. Czy muszę tłumaczyć, na jak wielu poziomach to może być głupi pomysł?

Admin
21 dni temu
Reply to  Gabriela

Przede wszystkim w korporacjach jest bardzo dużo stanowisk pośrednich pomiędzy decyzyjnością i egzekutywą. To się powinno spłaszczyć, żeby korporacje mogły być efektywne

Stefan
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

W której firmie można dostać 3 średnie krajowe za pracę na 20% możliwości, bo ja w mojej regularnie pracuje 9-11 godzin dziennie i cieszę się, że nie muszę jak mój teść siedzieć 16h dziennie na dupie żeby dostać dwie minimalne krajowe + jakiś ochłap więcej za nocki i wekendy z którego nie powstaje nawet jedna średnia krajowa. Chetnie bym sobie przeskoczył na 20% za dobre pieniądze. Ale jak widzę takie sytuacje w reali to zawsze się okazuje, że to było stanowisko dla kuzynki, a nie dla tego pozbawionego pleców kundla bez znajomości jak ja lub firma miała jakiegoś interna na… Czytaj więcej »

Last edited 21 dni temu by Stefan
Admin
21 dni temu
Reply to  Stefan

Nie mogę Pana demoralizować takimi informacjami, więc nie powiem. Proszę nadal zasuwać, to jest potrzebne

Marcin
21 dni temu

Ciekawe, bo mam 52 lata i jakoś nikt mnie nie chce do pracy……..

Admin
21 dni temu
Reply to  Marcin

A jaką Pan ma specjalizację (zawód)? Niestety, chyba jest coraz większy problem z niedopasowaniem rynku pracy do profilu pracowników. Nie widać tego w statystykach, ale się dzieje

mirekk
20 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Bez przesady – wiele rzeczy można się szybko nauczyć. Tylko ktoś musi dać szansę 😛

Admin
20 dni temu
Reply to  mirekk

Wiadomo!

Marcin
19 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

doktorat i 30 lat doświadczenia, wiele zrealizowanych z sukcesem projektów badawczo-wdrożeniowych w przemyśle. Niestety nikt mnie nie zatrudni, bo umiem więcej niż potencjalni przełożeni. Nawet na rozmowy nie zapraszają.

Admin
19 dni temu
Reply to  Marcin

A to jest rzeczywiście dość częste zjawisko. Szefowie obawiają się – raczej niesłusznie – ludzi, którzy mają dużą wiedzę, bo czytają ich jako zagrożenie dla siebie.

Klaudiusz
18 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

„Niestety nikt mnie nie zatrudni, bo umiem więcej niż potencjalni przełożeni.”
O ile wierzę, że jest drobny odsetek marnych managerów w marnych firemkach, którzy tak działają, o tyle wiara, że każdy manager na świecie boi się twoich niezrównanych umiejętności i nawet nie zaprasza cię na rozmowy pokazuje, że nie masz zielonego pojęcia o rynku pracy. Jednak przypuszczam, że ostatecznie o braku przedstawienia oferty nie zdecydowała świadomość managerów, że jestes geniuszem o którym nikt nie może się dowiedzieć, tylko znalezienie kandydata dużo lepszego od ciebie.

RAFAL
21 dni temu
Reply to  Marcin

Ostatnio w TV słyszałem tzw eksperta który mówił ,że trzeba ok 60 tki żonglować pracą . Nie próbował pan np w remontach dróg na um . zlecenie ?

RAFAL
21 dni temu
Reply to  Marcin

Może niech pan spróbuje w jakimś urzędzie . Czytam coraz więcej artykułów ,że do administracji coraz mniej chętnych , bo pensje słabe a z taką potęzną wiedzą , kompetencjami to ludzie z urzedów uciekają aby ambitnie zmierzyć się na rynku . Sam wprawdzie nie znam takiego przypadku ,ale piszą ,że tak jest ,więc to chyba prawda . A jak panu nie pasuje w urzędzie za marne ok 5 tys / m- c jako szeregowiec, to Amazon chyba przyjmuje ludzi . Ale trzeba dziennie ok 20 km zrobić z paczkami po magazynie . Czytałem ,że to dobre dla ludzi po 50… Czytaj więcej »

Admin
21 dni temu
Reply to  RAFAL

W urzędzie praca może nie jest wysokopłatna, ale jak widzę w jakim tempie niektórzy tam się poruszają… Zanim się rozpędzą to już jest 11.00 i w zasadzie nie opłaca się już rozpędzać bardziej, bo się już czeka na 15.00…

RAFAL
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Kobiety nie mogą się za bardzo rozpędzić bo mają wysokie szpile,długie pazury i rzęsy na czoło . To nie sprzyja osiąganiu wysokich prędkosci .

Admin
21 dni temu
Reply to  RAFAL

Ale za to przyjemnie się w rączki całuje i do nóżek pada, gdy już nadejdzie kolej i można zostać łaskawie obsłużonym

Marcin
19 dni temu
Reply to  RAFAL

Mądra rada. Ale na szczęście mam dochód pasywny z najmu i inwestycji, akurat tyle by sobie skromnie żyć. Ubezpieczenie zdrowotne z 1/2 etatu żony. Wszelkie prace przy domu samemu – fachowcy nie zarobią. Więc za Amazona podziękuję, odpoczywam i czekam do emerytury, która będzie wystarczająca na wygodne życie. W sumie trochę szkoda, bo mógłbym jeszcze sporo zrobić. I nawet nie chodzi o kasę, tylko o zajęcie na poziomie kwalifikacji i doświadczenia.

RAFAL
19 dni temu
Reply to  Marcin

Tak trzymać . Gratuluję. I mieć w d takich pseudoekspwrtów co mówia o żonglowaniu pracą i wyzwaniach ok 60 – tki .

RAFAL
21 dni temu
Reply to  Marcin

Zamiast szukać pracy ja zainwestowałbym w sp500 , nasaqa 100 , gold , silver , btc . Szkoda czasu na robotę . Nie jest to porada oczywiście .

Admin
21 dni temu
Reply to  RAFAL

Ooo, ja tak właśnie robię!

RAFAL
21 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Absolutnie nie brać się za nic konkretnego i produktywnego . Za takie rzeczy najmniej się płaci . Najlepiej to różne rolki, you tuby , kopanie i odbijanie piłek , śpiewy , tańce na lodzie i wodzie , nawijanie makaronu na uszy itp. Młodzież najczęściej już wie o co chodzi .

Admin
21 dni temu
Reply to  RAFAL

Wiem. Może spróbuję z TikTokiem.

Stefan
21 dni temu
Reply to  Marcin

Ja ostatnio zatrudniłem rocznik 72 eksperta i jestem zadowolony. Pewnie dlatego, że go znalem i pracowałem z nim 13 lat temu, a potem słyszałem dobre opinie o nim od ludzi którzy praciwali wcześniej. Rafał zaraz zrobi wykład o nepotyzmie i konieczności zakazania zatrudniania ludzi o których cokolwiek się wie, ale mam go gdzieś.
Załóż firmę i miej ich wszystkicg gdzieś pracując na własny rachunek, ja bym tak zrobił na twoim miejscu.

Zenek
21 dni temu

Gospododarka się rozwija i ma dobre perspektywny ale z drugiej strony https://skarbiec.biz/gospodarka/rynek-pracy/firmy-nie-tworza-nowych-miejsc-pracy-od-trzech-lat-panuje-stagnacja
i mam tutaj podobne odczucia jakiegoś zastoju jeśli chodzi o rynek pracy, ja nie odrobiłem jeszcze tej skumulowałem inflacji jaka była od 2020 i nie widzę perspektyw na to

Admin
21 dni temu
Reply to  Zenek

Tak, też to widzę. Nie ma nowych miejsc pracy i jest coraz większe niedopasowanie miejsc pracy do pracowników

Janusz
21 dni temu

Ten kraj potrzebuje kolumbijczyków, a nie robotów. Prąd drogi…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu