25 lipca 2026

Koniec klasy średniej? Dobre zarobki już nie wystarczają. Wielka Brytania pokazuje, co może czekać Polskę. Czas przesunąć progi podatkowe?

Koniec klasy średniej? Dobre zarobki już nie wystarczają. Wielka Brytania pokazuje, co może czekać Polskę. Czas przesunąć progi podatkowe?

Brytyjska klasa średnia stała się jednym z głównych tematów politycznej debaty na Wyspach. Lewicowy rząd zapowiada działania, które mają zmniejszyć koszty życia i poprawić sytuację. Nie, nie chodzi o osoby najuboższe, tylko o… klasę średnią! Powód jest prosty – coraz więcej osób z dobrymi zarobkami nie stać na życie, do którego byli przyzwyczajeni. Zbliża się koniec klasy średniej. Choć Polska jest na wcześniejszym etapie tego procesu, wiele sygnałów wygląda znajomo: drogie mieszkania, rosnące obciążenia podatkowe i coraz trudniejsze budowanie majątku

Przez lata klasa średnia była symbolem stabilizacji. Wystarczyła dobra praca, własne mieszkanie i regularne oszczędzanie, by z każdym rokiem poprawiać swoją sytuację finansową. Dziś ten model coraz częściej przestaje działać. Choć pensje rosną, równie szybko – a często szybciej – rosną koszty utrzymania, ceny nieruchomości i podatki. Coraz więcej osób ma poczucie, że pracuje więcej niż kiedyś, ale nie przekłada się to na większy majątek ani wyższy poziom życia.

Zobacz również:

To właśnie dlatego temat klasy średniej wrócił do centrum debaty politycznej w Wielkiej Brytanii. Nie chodzi już wyłącznie o pomoc najuboższym, ale także o ludzi, którzy zarabiają powyżej średniej, płacą wysokie podatki i do niedawna uchodzili za finansowo bezpiecznych. Dziś coraz częściej odkładają decyzję o zakupie mieszkania, ograniczają wydatki i rezygnują z części planów, bo codzienne koszty pochłaniają coraz większą część ich dochodów.

Czy to problem wyłącznie brytyjski? Niekoniecznie. W Polsce również coraz częściej pojawiają się sygnały, że awans do klasy średniej nie daje już takiego poczucia bezpieczeństwa jak jeszcze kilkanaście lat temu. Rosnące ceny mieszkań, wyższe obciążenia dla osób zarabiających powyżej średniej i coraz trudniejsze budowanie oszczędności sprawiają, że doświadczenia Brytyjczyków mogą być dla Polaków ważnym ostrzeżeniem.

Na Wyspach widać koniec klasy średniej?

„Brytyjska klasa średnia zaczyna się chwiać” – pod takim hasłem agencja Bloomberg opisuje jedno z najważniejszych zjawisk zachodzących dziś w brytyjskim społeczeństwie. Według tej agencji informacyjnej, nawet gospodarstwa domowe osiągające dochody uznawane dotąd za wysokie coraz częściej mają problemy z rosnącymi kosztami życia i odkładaniem pieniędzy. To już nie tylko problem osób o najniższych dochodach, ale również ludzi, którzy jeszcze niedawno uchodzili za finansowo bezpiecznych.

Ciekawe, że to nie jest kolejny tekst o inflacji czy o drogich mieszkaniach. Bloomberg opisuje zjawisko znacznie poważniejsze i dotykające samej struktury brytyjskiego społeczeństwa – to stopniowe słabnięcie klasy średniej. Jeśli podobny proces zacznie postępować również w Polsce, może zmienić sposób, w jaki myślimy o awansie społecznym, oszczędzaniu i budowaniu majątku.

Jeszcze niedawno przynależność do klasy średniej w Wielkiej Brytanii oznaczała przede wszystkim finansową stabilność. Dobra praca pozwalała kupić własne mieszkanie, wychować dzieci, regularnie odkładać pieniądze i myśleć o spokojnej emeryturze i dalekich podróżach odbywanych w komfortowych warunkach. Dziś coraz więcej Brytyjczyków uważa, że ten model przestaje działać.

Problem nie polega na tym, że mieszkańcy Wielkiej Brytanii nagle zaczęli zarabiać mniej. W wielu zawodach płace nadal rosną. Jeszcze szybciej rosną jednak ceny mieszkań, czynsze, rachunki, koszty opieki nad dziećmi czy podatki. W efekcie nawet gospodarstwa domowe osiągające dochody wyższe od przeciętnych mają coraz większe trudności z odkładaniem pieniędzy i budowaniem majątku.

To właśnie dlatego sytuacja klasy średniej stała się jednym z najważniejszych tematów brytyjskiej debaty publicznej. Coraz częściej mówi się nie o ubóstwie, lecz o zjawisku określanym jako „ściśnięta klasa średnia”. To ludzie, którzy dobrze zarabiają, ale mają poczucie, że z roku na rok coraz większa część ich dochodów znika na pokrycie bieżących wydatków, a nie na poprawę poziomu życia.

To ważna zmiana także z innego powodu. Przez dziesięciolecia to właśnie klasa średnia była fundamentem brytyjskiej gospodarki, ale też gwarantem brytyjskiego systemu politycznego, który opierał się na równoważeniu celów dwóch rywalizujących ze sobą partii – konserwatystów i laburzystów. To klasa średnia miała dobrą pracę, kupowała mieszkania, inwestowała, oszczędzała na emeryturę i wspierała konsumpcję. Jeśli ta grupa ogranicza wydatki i tracić poczucie finansowego bezpieczeństwa, skutki odczuwa cały kraj.

Ta zmiana już odbija się na systemie politycznym. Maleje poparcie dla dwóch głównych partii, a rośnie – dla ugrupowań bardziej skrajnych. Z kolei ekonomiści zwracają uwagę, że sprawa nie sprowadza się tylko do wysokości wynagrodzeń. Coraz większe znaczenie ma to, ile pieniędzy zostaje ludziom po opłaceniu mieszkania, rachunków, podatków i innych podstawowych wydatków. W praktyce wiele rodzin, które na papierze należą do klasy średniej, ma coraz mniejszą swobodę finansową niż jeszcze kilkanaście lat temu.

To właśnie dlatego dyskusja o kondycji klasy średniej wykracza dziś daleko poza Wielką Brytanię. Podobne pytania pojawiają się w wielu rozwiniętych gospodarkach: czy wzrost wynagrodzeń nadal przekłada się na wzrost zamożności i czy kolejne pokolenia będą żyły lepiej od swoich rodziców. Coraz częściej odpowiedź na oba pytania nie jest już tak oczywista.

Dlaczego klasa średnia przestała się bogacić?

Za pogorszeniem sytuacji brytyjskiej klasy średniej nie stoi jedno wydarzenie ani jedna decyzja rządu. To efekt kilku nakładających się na siebie trendów, które przez lata stopniowo ograniczały możliwości finansowe gospodarstw domowych. Największym problemem okazały się koszty mieszkania, ale nie jest to jedyny problem. Coraz większą część wynagrodzeń Brytyjczyków ze średniej półki zarobkowej pochłaniają również podatki, rachunki i usługi, które jeszcze kilkanaście lat temu były znacznie bardziej dostępne.

Presja na budżety klasy średniej ma wiele źródeł. Poza kosztami zakupu i utrzymania mieszkania, są to rosnące obciążenia finansowe. Wyższe podatki, składki oraz zamrożone progi podatkowe sprawiły, że większa część podwyżek trafia do budżetu państwa. W efekcie wielu pracowników nominalnie zarabia więcej niż kilka lat temu, ale ich dochód do swobodnego wykorzystania rośnie znacznie wolniej albo wręcz się nie zmienia.

Coraz droższe stają się również usługi, które jeszcze niedawno były oczywistym elementem życia klasy średniej. Opieka nad dziećmi, prywatne leczenie, ubezpieczenia czy edukacja pochłaniają coraz większą część domowego budżetu. W rezultacie gospodarstwa domowe częściej ograniczają wydatki lub rezygnują z oszczędzania.

Potwierdzają to dane brytyjskiego urzędu statystycznego. Porównanie wskaźnika HCI (Household Costs Index, Wskaźnik kosztów gospodarstwa domowego)  z tradycyjnym wskaźnikiem inflacji CPI pokazuje, że największą różnicę między odczuwaną przez gospodarstwa domowe inflacją a oficjalnym wskaźnikiem cen tworzą wydatki związane z mieszkaniem i utrzymaniem domu:

Przez wiele lat pogarszająca się sytuacja klasy średniej była rozłożona w czasie i mniej odczuwalna. Dopiero po okresie wysokiej inflacji i wzroście stóp procentowych w latach 2022-2024 wiele gospodarstw domowych przekonało się, jak niewielki margines bezpieczeństwa finansowego im pozostał. Wyższe raty kredytów, droższe usługi i rosnące podatki sprawiły, że nawet osoby osiągające ponadprzeciętne dochody zaczęły ograniczać wydatki i rezygnować z części planów.

To prowadzi do głębszej zmiany. Dawniej wysoka pensja była przepustką do budowania majątku – pozwalała kupić mieszkanie, regularnie odkładać pieniądze i stopniowo zwiększać bezpieczeństwo finansowe rodziny. Dziś coraz większa część dochodów wystarcza jedynie na pokrycie bieżących kosztów życia. Właśnie dlatego wielu Brytyjczyków ma poczucie, że mimo dobrych zarobków ich sytuacja finansowa nie poprawia się tak, jak oczekiwali.

Ceny domów uciekają zarobkom klasy średniej

Inne dane brytyjskiego urzędu statystycznego pokazują, jak bardzo zmienił się rynek nieruchomości w ciągu ostatnich trzech dekad. O ile pod koniec lat 90. XX wieku przeciętny dom kosztował niewiele ponad trzykrotność mediany rocznych zarobków, dziś jest to ponad siedmiokrotność mediany wynagrodzeń. Oznacza to, że nawet osoby osiągające dochody typowe dla klasy średniej potrzebują znacznie więcej czasu na zgromadzenie wkładu własnego i spłatę kredytu.

W praktyce oznacza to, że dla młodych Brytyjczyków wejście do klasy średniej przestało automatycznie oznaczać możliwość zakupu własnego domu. Nawet osoby z dobrze płatną pracą coraz częściej przez wiele lat wynajmują mieszkania, odkładając decyzję o zakupie nieruchomości. Niestety, wynajem mieszkania też mocno podrożał, więc trudniej odłożyć pieniądze na zakup własnego lokum. Dla wielu rodzin największą barierą nie jest już zdolność kredytowa, lecz zgromadzenie wysokiego wkładu własnego.

To zmienia całą logikę budowania majątku. W poprzednich pokoleniach zakup mieszkania był początkiem gromadzenia kapitału. Wartość nieruchomości rosła, kredyt stopniowo malał, a po jego spłacie rodzina dysponowała sporym majątkiem. Dziś coraz większa część dochodów idzie na wysokie raty kredytów lub czynsze, przez co na oszczędności i inwestycje zostaje znacznie mniej pieniędzy. Właśnie dlatego ekonomiści coraz częściej wskazują rynek mieszkaniowy jako jedno z głównych źródeł problemów współczesnej klasy średniej.

Wysokie ceny mieszkań wpływają nie tylko na domowe budżety, ale również na mobilność pracowników i rozwój całej gospodarki. Osoby mieszkające w tańszych regionach często rezygnują z lepiej płatnej pracy w dużych miastach, ponieważ wyższe wynagrodzenie nie rekompensuje kosztów zakupu lub wynajmu mieszkania. To zjawisko od lat jest jednym z najważniejszych problemów brytyjskiego rynku pracy.

Polska znajduje się dziś w innej sytuacji niż Wielka Brytania, ale kierunek zmian również budzi niepokój. Według danych NBP i GUS relacja cen mieszkań do dochodów jest niższa niż w Anglii, jednak w największych miastach zakup mieszkania nadal wymaga równowartości kilku rocznych wynagrodzeń. Po gwałtownych wzrostach cen z lat 2020–2024 rynek wprawdzie się ustabilizował, ale dostępność mieszkań wciąż pozostaje jedną z największych barier dla młodych gospodarstw domowych.

CZYTAJ TEŻ:

warszawa mieszkania ceny mieszkań

klasa średnia rozliczenie pit

Jak działa fiscal drag? I czy opóźni koniec klasy średniej?

Mniej widocznym, ale bardzo dotkliwym, czynnikiem pogarszającej się sytuacji brytyjskiej klasy średniej są zmiany w systemie podatkowym. Przez kilka lat progi podatku dochodowego były zamrożone, podczas gdy wynagrodzenia rosły. W efekcie coraz więcej pracowników wpadało do wyższych stawek podatkowych, mimo że formalnie rząd nie podnosił podatków. Brytyjski Office for Budget Responsibility wskazuje, że mechanizm, określany jako „fiscal drag”, stał się jednym z ważniejszych źródeł wzrostu dochodów państwa.

Fiscal drag bywa nazywany „ukrytą podwyżką podatków”, ponieważ nie wymaga zmiany stawek podatkowych ani uchwalania nowych danin. Wystarczy, że wraz z inflacją i wzrostem wynagrodzeń coraz więcej osób przekracza kolejne progi podatkowe. Z punktu widzenia budżetu państwa wpływy rosną automatycznie. Z punktu widzenia pracowników oznacza to natomiast, że coraz większa część każdej podwyżki zostaje oddana fiskusowi.

Zamrożenie progów podatkowych nie jest drobną zmianą techniczną. Według prognoz brytyjskiego Office for Budget Responsibility w ciągu kilku lat ponad 5 mln osób zacznie płacić podatek dochodowy, niemal 5 mln trafi do wyższego progu podatkowego, a około 600 tys. podatników zapłaci najwyższą stawkę podatku. Wszystko to bez formalnego podnoszenia stawek podatkowych.

Dla rządu to bardzo wygodny mechanizm. Wpływy podatkowe rosną bez politycznie kosztownej decyzji o podniesieniu podatków. OBR wskazuje jednocześnie, że brytyjskie finanse publiczne będą w kolejnych dekadach pod coraz większą presją z powodu starzenia się społeczeństwa, rosnących wydatków na ochronę zdrowia oraz kosztów obsługi długu publicznego. W takich warunkach pokusa zwiększania dochodów budżetu poprzez fiscal drag staje się jeszcze większa.

Polska nie stosuje identycznego mechanizmu jak Wielka Brytania, jednak efekt odczuwany przez wielu pracowników jest podobny. Z najnowszego raportu OECD wynika, że obciążenia podatkowo-składkowe osób zarabiających powyżej przeciętnego wynagrodzenia rosły w Polsce wyjątkowo szybko na tle innych państw rozwiniętych. Oznacza to, że coraz większa część kolejnych podwyżek zarobków Polaków pozostaje w systemie podatkowym i składkowym, zamiast zwiększać dochód do dyspozycji gospodarstw domowych.

To pokazuje, że presja na klasę średnią nie wynika wyłącznie z rosnących cen mieszkań czy kosztów życia. Coraz większe znaczenie mają również podatki i składki, które ograniczają dochód pozostający do dyspozycji gospodarstw domowych. W efekcie sama podwyżka wynagrodzenia coraz rzadziej oznacza proporcjonalny wzrost poziomu życia. Coraz większa część dodatkowych zarobków zostaje bowiem przejęta przez państwo, co utrudnia oszczędzanie, inwestowanie i budowanie majątku.

O tych mechanizmach pisałem na Subiektywnie o Finansach tu:

wyższe podatki

Czego możemy nauczyć się od Brytyjczyków?

Czy Wielka Brytania znajdzie sposób na odbudowę klasy średniej? Takie pytanie stawiają prowadzący podcast „In The Room Politics”, analizując pierwsze zapowiedzi nowego premiera Andy’ego Burnhama. Uczestnicy podcastu zwracają uwagę, że brytyjska debata coraz rzadziej dotyczy makroekonomii i wzrostu gospodarczego.

Znacznie ważniejsze stało się to, czy klasę średnią stać na zakup mieszkania, czy rachunki nie rosną szybciej od wynagrodzeń i czy dzieci będą miały szansę żyć lepiej niż ich rodzice. Utrata wiary w awans kolejnego pokolenia staje się jednym z najbardziej niepokojących sygnałów dla gospodarki i nastrojów społecznych.

Prowadzący podcast zwracają uwagę, że największym obciążeniem dla klasy średniej nie są już podatki, a koszty mieszkania. Niedobór mieszkań pcha w górę ceny zakupu i czynsze, ogranicza mobilność pracowników i pochłania coraz większą część dochodów gospodarstw domowych. A klasa średnia nie ma co liczyć na transfery socjalne czy podwyżki płacy minimalnej. Kluczowe będzie zwiększenie podaży mieszkań oraz wzrost produktywności gospodarki, który pozwoli tworzyć jeszcze lepiej płatne miejsca pracy.

To wnioski, które coraz bardziej dotyczą również Polski. Choć nasza gospodarka nadal dogania bogatsze kraje Europy, coraz więcej danych pokazuje, że osoby zarabiające powyżej średniej również odczuwają rosnącą presję kosztów życia. Ceny mieszkań pozostają wysokie w relacji do dochodów i możliwości kredytowych, a obciążenia podatkowo-składkowe specjalistów należą do najszybciej rosnących w OECD. W efekcie coraz trudniej nie tylko kupić mieszkanie, ale także regularnie oszczędzać i inwestować.

Polska jest co prawda w innym momencie wzrostu gospodarczego, kiedy doganiamy bardziej rozwinięte gospodarki. I co chwilę słyszymy, że z roku na rok bliżej nam np. do Wielkiej Brytanii. Ale wiele polskich danych pokazuje, że również u nas osoby zarabiające powyżej średniej odczuwają rosnącą presję kosztów życia i czasem muszą rezygnować z oczekiwanego poziomu konsumpcji.

Ceny mieszkań – zdaniem większości Polaków – są za wysokie jak na możliwości zarobkowe i kredytowe, a obciążenia podatkowo-składkowe dla specjalistów należą do najszybciej rosnących w OECD. W takiej sytuacji budowanie oszczędności staje się coraz trudniejsze, trudniej tez myśleć o inwestycjach finansowych klasy średniej, które mogłyby pomnażać zamożność tej grupy Polaków.

Różnica polega na tym, że Polska znajduje się dopiero na początku tego procesu i wciąż chodzi raczej o budowanie klasy średniej. W Wielkiej Brytanii dyskusja dotyczy już ratowania klasy zamożniejszych mieszkańców. W Polsce wciąż rozmawiamy głównie o wzroście wynagrodzeń i niedoborze mieszkań. Tymczasem doświadczenia Brytyjczyków pokazują, że sama podwyżka pensji nie wystarczy, jeśli jeszcze szybciej rosną koszty życia, utrzymania mieszkania i fiskalne obciążenia.

Coraz częściej liczy się dla nas to, ile pieniędzy zostaje nam na koncie po zapłaceniu podatków, rat kredytu, czynszu i rachunków. To właśnie ta kwota decyduje dziś o możliwości budowania majątku, a nie wysokość wynagrodzenia wpisana w umowie o pracę.

Czytaj też: Epickie! Polacy w Wielkiej Brytanii zaczęli właśnie zarabiać… więcej niż rodowici Brytyjczycy! Jak to możliwe, jak to się robi? Co potrafią Polacy w UK?

Czytaj też: Polska systematycznie dogania pod względem PKB na mieszkańca bogate kraje Europy Zachodniej. Ale jest kraj, którego nie dogonimy. To Holandia

Czytaj też: Według danych MFW właśnie wkraczamy do grona 20 największych gospodarek świata. Co będziemy z tego mieli? I dlaczego nie chcą nas wpuścić do G20?

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

zurych pomysł na za drogie mieszkania

ZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

Źródło zdjęcia: Jurica Koletić/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Hieronim
1 godzina temu

Panie Redaktorze, ile razy PO (partia, hehe, liberalna) zmieniła progi podatkowe w ciągu 11 lat rządów?

Admin
46 minut temu
Reply to  Hieronim

PO już dawno nie jest partią liberalną. Ostatnią partią liberalną – która umarła z powodu braku liberałów w kraju – była Nowoczesna

Ppp
59 minut temu

Zacznijmy od czegoś prostego: progi podatkowe powinny być określane w przepisach nie konkretnymi sumami, lecz procentami np. płacy minimalnej. Wtedy co roku podnosiłyby się automatycznie i nie byłoby problemu, jak teraz, że ktoś wpada w drugi próg podatkowy zaraz po przekroczeniu płacy średniej, bo u nas progi nie były podnoszone od wielu lat.
Pozdrawiam.

Admin
46 minut temu
Reply to  Ppp

Dobry pomysł!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu