1 września 2025

Koniec ery pracownika „gotowego do pracy”. Firmy zmieniają sposób poszukiwania ludzi do pracy. I budowania ich lojalności

Koniec ery pracownika „gotowego do pracy”. Firmy zmieniają sposób poszukiwania ludzi do pracy. I budowania ich lojalności

Polski rynek pracy jest w przełomowym momencie. Brak pracowników będzie wymuszał na firmach, szczególnie tych większych, nie tylko aktywne poszukiwanie odpowiednich osób, ale też ich wyszkolenie i stworzenie takich warunków, żeby pracownik traktował firmę nie tylko jako miejsce pracy, ale wręcz… projekt na życie. Wspólne cele i plany życiowe pracownika i jego pracodawcy, a firma niemal jak drugi dom? To wizja, która kwitnie w głowach menedżerów. Ale co na to pracownicy? Rozmawiam o tym z dr Ewą Łabno-Falęcką, doradcą zarządu Mercedes-Benz Vans Projekt Jawor

Czy pracownik mający plan na swoją przyszłość, powinien bliżej wiązać się z firmą, w której pracuje, czy raczej traktować ją jako jeden z wielu szczebli do kariery zawodowej? Młode generacje pracowników wybierają raczej tę drugą ścieżkę – często traktują pracę jak dostarczyciela pieniędzy, nie okazują lokalności. Owszem, od obecnego pracodawcy można się czegoś nauczyć, nabyć doświadczenia, poznać ludzi, zrobić sobie wpis w CV, żeby potem… zmienić pracę w poszukiwaniu nowych doświadczeń czy wyższych zarobków.

Zobacz również:

Ale po drugiej stronie są pracodawcy, którzy coraz bardziej potrzebują lojalnych pracowników. Ponieważ w pracy jest coraz więcej nowych technologii, sztucznej inteligencji, systemów informatycznych, to często pracownika trzeba nie tylko znaleźć i przekonać do pracy, ale i wyszkolić, nauczyć wielu rzeczy. I taki pracownik – w idealnym świecie pracodawcy – jest z nim już przez całe swoje zawodowe życie, traktuje swoją firmę jako „życiowy” projekt.

Dr Ewa Łabno-Falecka przekonuje, że coraz więcej dużych firm już nie czeka biernie na napływające CV, aż pracownicy sami się zgłoszą. Firmy wiedzą, że nie ma na rynku „gotowych” pracowników, więc aktywnie muszą poszukiwać ludzi do pracy, a potem dużo w nich inwestują. Bo jak już znajdą i zachęcą talenty, to potem chcą je utrzymać, co kosztuje coraz więcej czasu, wysiłku i pieniędzy. Pracownik coraz częściej jest dla pracodawcy „inwestycją długoterminową”.

Rywalizacja o najlepszych, najzdolniejszych, najbardziej elastycznych pracowników będzie kwitła – uważa moja rozmówczyni. Ale nie będzie obejmowała tylko jednej grupy pracowników – będzie dotyczyła wszystkich: także kobiet (zmniejszając lukę płacową) oraz osób dojrzałych, dziś miewających kłopoty na rynku pracy. O trendach w pozyskiwaniu pracowników rozmawiam z jedną z najważniejszych menedżerów Mercedesa w Polsce.

Dr Ewa Łabno-Falęcka pracuje w grupie Mercedes-Benz w Polsce od 2000 r., a od 10 lat zajmuje się koordynacją inwestycji tej firmy w naszym kraju. Mercedes-Benz jest obecny w Polsce od 1997 r. (sprzedaż, usługi finansowe, sieć dilerska, Europejskie Centrum Logistyczne), a od 10 lat w Jaworze na Dolnym Śląsku produkuje wysokowydajne silniki konwencjonalne i baterie elektryczne. Niedługo powstanie tam też nowa fabryka lekkich samochodów dostawczych. To nie będzie montownia wypróbowanych i znanych modeli, które są już na rynku, ale smart factory, w której produkowane będą – dziś dopiero projektowane – auta na kompletnie nowej platformie VAN.EA.

Czytaj też: Czy Polacy będą musieli dłużej pracować? Jak „załatać” dziury w polskim systemie emerytalnym? Prezes ZUS nie ma złudzeń

Poniżej najciekawsze fragmenty rozmowy z dr Ewą Łabno-Falęcką. Całej rozmowy można wysłuchać w podcaście audio, który jest dostępny na platformie Spotify oraz sześciu innych platformach podcastowych. Jeśli ktoś woli i posłuchać, i pooglądać, zapraszam do wersji wideo dostępnej po kliknięciu obrazka poniżej.

 

Maciej Danielewicz: Słyszymy w ostatnich miesiącach o tym, że Polska traci konkurencyjność. Firmy wycofują się z inwestycji, narzekają na coraz wyższe koszty pracy i brak odpowiednich ludzi. Zauważa Pani ten trend w Mercedes-Benz?

Dr Ewa Łabno-Falęcka: Są firmy, które się wycofują z Polski, sporo do Rumunii albo jeszcze dalej na wschód. Koszty pracy i koszty produkcji odgrywają oczywiście istotną rolę, ale nie chodzi tu tylko o pieniądze. Biznes i przemysł, cała gospodarka bardzo się upolityczniły, są w poważnym stopniu sterowane przez geopolitykę. Kryzys finansowy 2008/2009, pandemia, a potem wojna za naszą wschodnią granicą głęboko przeorały łańcuchy dostaw i warunki działania firm. Stąd zjawiska near shoring czy zgoła friends shoring.

Mercedes-Benz jest firmą globalną, operujemy na całym świecie. W Polsce mamy doskonałe doświadczenie. To jest z naszego punktu widzenia dobra lokalizacja, po pierwsze bliska, po drugie posiadająca stabilne ramy prawne jako członek Unii Europejskiej i NATO, a po trzecie duży rynek ze sporym potencjałem kapitału ludzkiego. To dla nas najważniejsze czynniki. Firma ma tu dobre doświadczenia. To daje poczucie stabilności i bezpieczeństwa.

Fabryka nowoczesnych silników czy baterii to wysoko zaawansowane technologie. Nie są to żadne montownie i bardzo się denerwuję, jak słyszę to słowo. Po wizycie w naszej fabryce w Jaworze goście mówią, że czują się jak na planie filmu science fiction. Wszystko jest zautomatyzowane, zrobotyzowane, działa na podstawie analizy danych w czasie rzeczywistym, produkty i linie produkcyjne mają swoich digital twins (cyfrowych bliźniaków) etc. To jest niezwykle innowacyjny przemysł 4.0. Notabene sektor motoryzacyjny jest jedną z najbardziej innowacyjnych gałęzi gospodarki. W Niemczech 58% środków na B&R przypada właśnie na automotiv.

W Polsce bardzo często za innowacje uważa się tylko tzw. disruptive innovation, innowację przełomową, czyli kompletnie nowy produkt, który przewraca rynek do góry nogami – w wyobraźni widzimy, jak Steve Jobs prezentuje najnowszy iPhone. W przemyśle działa to trochę inaczej: tu jest bardzo wiele takich stopniowych innowacji (incremental innovation) w procesie produkcji, w łańcuchu dostaw czy logistyce, które wynoszą nas na nowy poziom, choć każda innowacja z osobna nie jest spektakularna. Wspomnijmy też o innowacjach w organizacji pracy. Międzynarodowe firmy przychodzące do Polski to nie tylko kapitał. One oferują naprawdę sporo innowacji w całym procesie czy to produkcji, czy usług.

Dlaczego te wszystkie wysokie technologie, robotyzacja i innowacje nie wystarczają? Sprzedaż europejskich samochodów spada, są wypierane przez chińskie. To podkopało wyniki finansowe największych firm sektora, Mercedesa również. Z drugiej strony weszły wysokie cła na eksport samochodów z Europy do Stanów Zjednoczonych. Czy to są zjawiska, które mogą zniszczyć europejski przemysł samochodowy?

Skończyła się tzw. globalizacja kontenerowa. Kiedyś rzeczywiście kontenery z częściami z Dalekiego Wschodu płynęły do Europy i były montowane w Europie, szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej. Zarówno pandemia, jak i wojna pokazały, że taka pełna globalizacja to już przeszłość. Proszę sobie przypomnieć awarię kontenerowca Ever Given wiozącego części samochodowe na wiosnę 2021 r. przez Kanał Sueski. Kontenerowiec skutecznie zablokował drogę morską do Europy. Kilkadziesiąt statków nie mogło przez prawie tydzień dowieźć swoich ładunków i wiele fabryk po prostu stanęło. Europejski przemysł automotiv był, i po części dalej jest, bardzo zglobalizowany. Każdy producent ma tysiące dostawców. To jest pewien ekosystem, który łatwo zaburzyć.

Dziś na naszych oczach buduje się nowa architektura naszego przemysłu związana z przejściem z napędów konwencjonalnych na napęd elektryczny albo, ogólniej mówiąc, na napęd bezemisyjny, żeby nie zawężać tematu do jednej technologii. W produkcji konwencjonalnej byliśmy, jako europejska motoryzacja, mistrzami świata. Polityka UE wymusiła przestawienie zwrotnicy. Czy to było mądre czy nie – o tym już w branży nie dyskutujemy. Musimy się dostosować do zmian. Choć warto przypomnieć, że przemysł samochodowy to – w zależności od kraju – 11–13% emisji CO2, a np. rolnictwo ponad 30%.

Z czym dzisiaj macie największy problem, by w erze samochodów elektrycznych też spróbować być „mistrzami świata” albo przynajmniej nie odstawać od liderów?

Stopień komplikacji rynku, złożoność technologii, stopień interdyscyplinarności jest dziś w tym przemyśle ogromny i to jest prawdziwe wyzwanie dla firm. W elektromobilności są trzy czynniki ważne dla klienta: cena, zasięg i infrastruktura ładowania. Jeżeli chodzi o zasięg, to w ciągu ostatnich lat nastąpił ogromny postęp: nowy elektryczny Mercedes CLA ma zasięg 677 kilometrów realnie w trybie mieszanym, 475 kilometrów przy 120 km/h oraz 364 kilometry przy 140 km/h i rozładowaniu baterii do zera.

To oznacza, że ładuje się do 80% w około 22 minuty. To już jest jedna kawa na stacji ładowania, a nie długie kwadranse, jak jeszcze parę lat temu. Jeżeli chodzi o cenę, to niezupełnie sprawdziła się prognoza, że w 2025 r. zrównają się ceny napędów konwencjonalnych i elektrycznych. Ale różnica bardzo konsekwentnie się zmniejsza.

Największym problemem jest obecnie infrastruktura ładowania. Powoli tematem zaczyna być prawidłowy recykling baterii. Mercedes zbudował własną fabrykę recyklingu baterii, ponieważ zakłady istniejące na rynku nie spełniały naszych wyśrubowanych norm. Dużym wyzwaniem jest wartość rezydualna samochodów elektrycznych, która spada znacznie szybciej niż w przypadku samochodów z napędem konwencjonalnym. Auta elektryczne to mniej więcej 15% rynku europejskiego, a ostatnie ożywienie w rejestracjach daje nadzieję na więcej.

Czy w zakresie ESG, czyli np. norm emisji CO2, dla europejskiej motoryzacji coś się zmienia? Po objęciu urzędu prezydenta przez Donalda Trumpa z hasłem „drill, baby drill” sześć największych amerykańskich banków wycofało się z sojuszu net zero, czyli finansowania wyłącznie „zielonych” inwestycji. Czy to będzie wpływać na taką firmę jak Mercedes-Benz? Czy producenci w Niemczech również będą podlegać tej ewolucji zasad ESG? Czy sądzi Pani, że jednak ten trend silnego pójścia w stronę mniejszej emisyjności się utrzyma?

Jak mówiła Coco Chanel, moda przemija, styl zostaje. To, o czym Pan mówi, jest zjawiskiem na chwilę, natomiast wydaje mi się, że trend ku bezemisyjnej mobilności jest nieodwracalny. Jest wspaniała definicja ONZ mówiąca, co to jest sustainability, czyli zrównoważony rozwój. To taki sposób zaspokajania potrzeb obecnie żyjących na ziemi generacji, żeby przyszłe generacje mogły zaspokajać swoje potrzeby. Jeżeli w ten sposób podejdziemy do sprawy, to musimy zostawić tę planetę w takiej kondycji, żeby nasze dzieci mogły też korzystać z jej zasobów.

ESG jest tylko instrumentem na drodze do zrównoważonego rozwoju. Zostało wprowadzone dlatego, że niektóre podmioty gospodarcze nie potrafiły się samoograniczyć. Jak mówi jeden z gigantów jazzu, mój ulubiony genialny trębacz Winton Marsalis, autor „The Democracy! Suite”, najważniejsze pytanie to: jak namówić elity i potęgi tego świata, żeby same się kontrolowały. Wtedy żadne rygory ESG nie byłyby potrzebne. Mimo tego, o czym Pan mówi, że wiele firm skasowało DEI, czyli Diversity Inclusion Equality, w tym nawet kilka firm niemieckich, nic nie zatrzyma tego trendu, ponieważ rosną pokolenia, dla których polityka to nie politycy, tylko ochrona klimatu, lasów, zasobów wodnych i bioróżnorodności – to dla nich ważne.

W Niemczech kilka lat temu presja społeczna spowodowała, że rząd musiał się ugiąć pod orzeczeniem Sądu Najwyższego, który stwierdził, że niemiecka polityka klimatyczna nie jest dość ambitna. W Polsce to może jeszcze brzmieć dziwnie, ale trend idzie absolutnie w tę stronę. A biznes ma ogromny wpływ na nasze życie i zdrowie. Przychody wielu firm dorównują PKB średnich krajów.

ESG często jest kojarzone z takim systemem regulacji, które wymuszają duże zmiany, generują koszty i niektórzy obawiają się, że gospodarka, która zbyt mocno pójdzie w tym kierunku, stanie się być może mniej konkurencyjna.

A być może stanie się bardziej konkurencyjna w dłuższej perspektywie, długofalowo, w perspektywie kolejnych dekad. Widać to po naszych inwestycjach w dolnośląskim Jaworze. Pierwsza fabryka silników i baterii to była inwestycja o wartości miliarda euro. Kolejna ma wartość ponad miliard euro. I już na etapie koncepcji postanowiliśmy, że będziemy napędzać nasz zakład zieloną energią. Choć Polska nie słynie z zielonej energii, prawda? Ok. 60% energii jest opartej na węglu…

…i ładujemy nasze samochody elektryczne energią z węgla…

…nawet jeśli tak jest, to – zwłaszcza w miastach – jest bardzo ważne, żebyśmy zmniejszali tzw. emisję niską. Dziecko w wózku ma nosek na poziomie rury wydechowej samochodu. Elektryczne samochody w miastach, nawet jeśli zasilane są częściowo energią z węgla, wpływają jednak na to, że wdychamy mniej pyłów PM 2,5 i PM 10. Więc jesteśmy zdrowsi, mniej chorujemy na choroby krążenia, alergie czy nawet bezpłodność. Więc ok. 2017–2018 r. planowaliśmy fabrykę w Jaworze od razu jako neutralną pod względem emisji CO2, zasilaną w 100% energią odnawialną. Według strategii koncernu z 2019 r. wszystkie fabryki Mercedesa w Europie do 2022 r. miały być zeroemisyjne. I są, ale fabryka w Jaworze wyprzedziła te regulacje.

Jeżeli mówimy o ESG, to tam jest też literka „S”, social. Czyli m.in. kwestie rynku pracy. Jak to „S” zmieni naszą pracę?

W naszej fabryce pracuje prawie 50% kobiet. Jest to fabryka high-tech, w której nie są potrzebne mięśnie, a raczej umiejętności cyfrowe. Technologia to ogromna szansa dla kobiet. Są otwarte na nowe kompetencje, szybko się uczą, są staranne i zaangażowane. Nasza fabryka jest żyjącym przykładem, że „diversity is good for business”!

A jak wygląda rekrutacja do takiej nowoczesnej fabryki? Czy na rynku są osoby mające już wszystkie bazowe kwalifikacje, które są Wam niezbędne?

Do nowoczesnego zakładu pracy takiego jak fabryka high-tech oparta na zasadach przemysłu 4.0 nie ma w Polsce, a pewnie nigdzie, „gotowych” pracowników. Kiedy w 2017–2018 r. zaczynaliśmy rekrutację, to w Jaworze, 25-tysięcznym dość zaspanym miasteczku w południowej części województwa dolnośląskiego, bezrobocie było na poziomie prawie 18%. Bardzo wiele firm, z którymi współpracowaliśmy, pytało nas: „Jak wy tam znajdziecie ludzi do pracy?”. Zaczęliśmy szukać – a jak wiadomo: kto szuka, ten znajdzie.

Już na etapie akcji informacyjnej o rekrutacji skierowaliśmy naszą komunikację do kobiet. Np. na billboardach zawsze umieszczaliśmy wizerunki kobiet: czy to młodych, czy to dojrzałych. Potem mówiliśmy: dziewczyny, nie bójcie się technologii, my wam pomożemy. To jest trochę przesłanie dla całego biznesu. Znam bardzo wiele firm, które czekają na gotowych pracowników. Najlepiej, żeby to był biały, trzydziestoletni mężczyzna. A takich na rynku jest bardzo mało. Dlatego biznes musi wykonać wysiłek, być aktywny na rynku pracy, by inteligentnie i elastycznie przyciągnąć ludzi, dostosować zadania do ich predyspozycji oraz podnieść kompetencje, zarówno branżowe, technologiczne, cyfrowe, jak i społeczne.

W Polsce rynek pracy jest strukturalnie niedostosowany do wymogów pracodawców. Jednym z największych problemów jest … dojazd do pracy! Wykluczenie komunikacyjne na tzw. prowincji jest ogromne – z czego mieszkańcy Warszawy, Krakowa czy Wrocławia kompletnie nie zdają sobie sprawy. W Jaworze mamy powiatowe centrum kształcenia dla dorosłych, szkołę zawodową na 600 uczniów. Już tam przygotowujemy uczniów i pracowników do nowoczesnego rynku pracy. A naszych pracowników dowozimy własnym bezpłatnym transportem. Co ciekawe, w trakcie rozmów kwalifikacyjnych pierwsze pytanie kandydatów jest nie o zarobki, tylko czy jest bezpłatny transport pracowniczy!

Czyli – zakład pracy jako pewna koncepcja życia ze szkołą zawodową w pobliżu miejsca pracy, z autobusami, które dowożą pracowników do pracy, a nawet może z mieszkaniami w pobliżu fabryki? Pachnie mi to powrotem do PRL-u…

Ta koncepcja jest dużo starsza, bo sięga końca XIX w. W Niemczech tak funkcjonowały fabryki Kruppa i Thyssena w Zagłębiu Ruhry. W Polsce tak było na Śląsku, gdzie mamy familoki, w Łodzi i w Żyrardowie w pobliżu fabryki pracodawca budował mieszkania. Nie dlatego, że był altruistą, ale dlatego, że zdrowy i zadowolony, a więc zmotywowany pracownik pracuje dużo wydajniej. Wiadomo jednak, że pracownik jest człowiekiem z wieloma rolami w życiu, praca to nie wszystko.

Takie całościowe podejście do człowieka dobrze rozumiał PRL – Nowa Huta w Krakowie to przykład „miasta 15-minutowego”, 50 lat wcześniej, zanim tę koncepcję zaczął wdrażać Paryż. Więc może jest to po części powrót do pewnej koncepcji, która się sprawdziła? Nie chcę idealizować, ale jak mówi mój kolega, sprzedawca samochodów: tak jak mnie traktuje szef, tak ja traktuję klientów. Albo jak mawiał F.D. Roosevelt: „They do no care how much you know before they know that you care”.

Pracodawca korzysta dziś wszechstronnie z zasobów pracownika. Jak słusznie zauważa prof. Joanna Tyrowicz: przestańmy mówić o „rękach do pracy”, bo dzisiaj bardzo często nie pracujemy rękami, tylko głową. Pracodawca, który dba o dobrostan pracownika, dba o swoje interesy. Pora to zrozumieć. Szkolenia o work-life balance to za mało. Tu chodzi o kompleksowe podejście – i to się opłaca.

W naszej fabryce mamy bardzo małą fluktuację pracowników. Jak to się mówi: przyszedłem do pracy do firmy, a odchodzę z powodu szefa. W Polsce ludzie zmieniają pracę nie bez powodu. Natomiast jeżeli pracodawca uczciwie płaci, pozwala na rozwój kompetencji i szanuje każdego pracownika – a nie tylko oferuje owoce w czwartek i szkolenia z well-being – to ludzie są lojalni i pracują nie tylko dla wynagrodzenia.

To odejście od liberalnego poglądu, który zakłada, że pracodawca „kupuje” czas pracownika i jego kompetencje. Bierzemy z rynku osoby, które się zgłoszą do pracy. Chcą pracować? Niech pracują. Nie chcą pracować? Niech nie pracują. My tylko zapewniamy miejsca pracy, a te osoby się „wynajmują” jako pracownicy. To, o czym Pani mówi, to zakład pracy, który jest… „częścią życia”?

No przecież w pracy spędzamy minimum 1/3 życia! Czy to ma być czas do odfajkowania? To wtedy szkoda życia. Przyjmując człowieka do pracy, potrzebujemy miesiąca, dwóch, trzech, żeby do zadań w nowoczesnym zakładzie pracy osobę wprowadzić, podszkolić, przeszkolić i generalnie dobrze przygotować do czekających wyzwań. Zadania wciąż się zmieniają, a w procesy produkcyjne, HR-owe, logistyczne wchodzi np. sztuczna inteligencja, która wspiera pracę i musimy się tej współpracy z nią nauczyć. Pewne miejsca pracy przestają istnieć, pojawiają się nowe. Najstabilniejszym elementem jest zmiana, która wymaga dużej elastyczności. To nie jest łatwe, ale to jest świat, w którym żyjemy.

Ale czy takie silne powiązanie z zakładem pracy, o którym pani mówi, które jest bardzo opłacalne dla zakładu pracy, nie prowadzi do takiego przywiązania pracownika do firmy jak w Japonii? To nie jest chyba model, który byśmy uznali w Europie za dobry? Chyba nie o to nam chodzi, żeby całe życie poświęcić pracy?

Jawor nie ma pubów, do których pracownicy by szli po pracy. A mówiąc poważnie, nie widzę absolutnie tego niebezpieczeństwa, mamy jednak inną kulturę pracy. Natomiast widzę wdzięczność pracowników za różne działania podejmowane przez firmę np. w czasie pandemii. Zaoferowaliśmy szczepienia naszym pracownikom na terenie zakładu, notabene jako chyba pierwsi w Polsce, urządziliśmy punkty medyczne. Jeszcze raz: pracowników nie interesuje, jak mądry jest prezes, prezeska, szefowie. Pracowników interesuje, czy oni się o nich troszczą. Wiem, brzmi trochę patetycznie, ale staramy się, żeby tak było.

Prawie 50% w fabryce to kobiety. To tak samo wyszło czy zastosowaliście jakąś inżynierię? Szukacie na rynku pracy głównie kobiet, mimo że na przykład na danych stanowiskach mogliby pracować też mężczyźni, dlatego że jest parytet do zrealizowania?

Nie, my nie szukamy określonych grup pracowników, my zachęcamy wszystkie i wszystkich do pracy w naszym zakładzie. Ale co pokazują wszystkie badania HR-owe? Jeżeli mężczyzna czyta ogłoszenie o pracę i wydaje mu się, że spełnia 80% podanych warunków, to śmiało idzie na rozmowę rekrutacyjną, bo wydaje mu się, że te 20% to jakoś tam nadrobi. Jeżeli kobieta czyta takie ogłoszenie, a jeszcze do tego napisane bardzo męskim językiem: „szukamy młodego, energicznego pracownika”, to… ma duże opory. Kobiety potrzebują w swojej percepcji spełniać 120% wymogów, żeby w ogóle pójść na rekrutację. Odpowiednio napisane ogłoszenie daje określone pozytywne efekty.

Często wśród naszych czytelników spotykam się z komentarzami typu: „Mam 55 lat, nie mogę znaleźć pracy, nikt mnie nie chce na rynku pracy”. Czy zauważa Pani to zjawisko?

Wiek dzisiaj absolutnie o niczym nie decyduje. W marketingu i sprzedaży od dawna odchodzimy od takiej segmentacji rynku na zasadzie starzy czy młodzi, z miasta czy ze wsi. Wszystko zależy od stylu życia: co kto robi, jak się ubiera, jaką ma dietę, jak dba o siebie, co kogoś interesuje, czy ma hobby… Są na rynku 30-latkowie, którzy mają mentalność 90-latków. A Mick Jagger ma 80+ i nikt nie uważa go za „starego”. Więc odejdźmy od tej segmentacji wiekowej, ona mąci obraz i szkodzi rynkowi pracy.

W Polsce pracodawca, zamiast doszkolić starszego pracownika, otworzyć go na nowe technologie, woli zatrudniać kogoś młodszego. To zupełnie inaczej niż w Niemczech, gdzie są programy dla silver generation. Polscy pracodawcy dużo przez to tracą, ponieważ młody człowiek, który zastępuje starszego, jest co prawda wykształcony, ale nie ma doświadczenia 50- czy 60-latka, który może i ma trochę mniej energii, ale nadrabia to dużym doświadczeniem. Poza tym nie śpieszy się odebrać dziecka z przedszkola.

Wróćmy do atrakcyjności Polski jako miejsca inwestycji technologicznych. Czy przyciągając takie inwestycje, „kupujemy” sobie długoterminowy rozwój? Czy taki zakład jak ten w Jaworze łatwo jest przenieść np. do innego kraju? Moglibyście wywieźć wszystko do Rumunii czy do Bułgarii, bo tam jest tańszy pracownik albo niższe podatki?

100 lat temu można było po prostu wywieźć maszyny z danej manufaktury i na drugi dzień wznowić produkcję. Przy takiej inwestycji jak nasza w Jaworze, w fabrykę lekkich samochodów dostawczych na ultranowoczesnej platformie VAN.EA, gdzie mamy kompleksowe procesy produkcji z zachowaniem jakości Mercedesa od początku do końca to już nie jest takie proste. Ani opłacalne.

Nie przenosimy maszyn – musielibyśmy przenieść cały ekosystem produkcji zbudowany na zasadach zrównoważonego rozwoju. Z architekturą i infrastrukturą drogową, wodną i energetyczną plus logistyką, która w dzisiejszych czasach jest nie tylko „just in time’, ale też „just in sequence’. Poza tym jest przychylność lokalnych władz i lokalnej społeczności – która nas już zna i nam ufa. No i wykwalifikowany personel. Prawdziwy kapitał to ludzie. Reszta to tylko pieniądze. Więc fabryki w Jaworze nie będziemy nigdzie przenosić.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Czytaj też: Jak często średnio zmieniamy pracę? Co się bardziej opłaca: skakać z kwiatka na kwiatek czy pracować przez całe życie w jednym miejscu? Są nowe dane!

Czytaj też: Zastanawiasz się, co robić, żeby zarobić? Naukowcy mają rozwiązanie: ich zdaniem ta jedna rzecz sprawia, że zawsze będziesz mieć dobrze płatną robotę!

Czytaj też: Jak znaleźć się na dobrej drodze do awansu i podwyżki? Te badania wyjaśniają meandry wielu zaskakujących awansów w twojej korporacji

Czytaj też: Kobiety są mniej skłonne do negocjacji zarobków, ale jeśli już się za to wezmą… Co decyduje o tym, że umiesz wytargować wyższą pensję?

Czytaj też: Pracodawcy wolą zatrudniać mężczyzn. A kobiety dają firmom wyższe zyski. Japoński badacz ustalił, co trzeba zrobić, by domknąć lukę płacową

ZOBACZ TEŻ INNE NASZE ROZMOWY:

 

Źródło zdjęcia: Adrian Jagosz, Pixabay, Canva

Subscribe
Powiadom o
58 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
igalor
9 miesięcy temu

No fajna reklama pani prezes ale niebo tym chyba artykuł?

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  igalor

Nie, to nie reklama, raczej rozmowa z ciekawym człowiekiem, który dlatego jest ciekawy, że przypadkiem gdzieś pracuje. No i – obiektywnie rzecz ujmując – tu są pokazane bardzo ciekawe procesy, które poniekąd tłumaczą to, co się dzieje na rynku pracy…

Stef
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

A co sie dzieje? Cykliczność gospodarki?

kamel
9 miesięcy temu

Bardzo dużo literek, żeby nie zmieściło się „ale kryterium decydującym o wyborze lokalizacji fabryki jest dostępność taniej siły roboczej”. Te wszystkie „benefity” (cel opisany jasno w zdaniu: „ludzie są lojalni i pracują nie tylko dla wynagrodzenia”) to nie są żadne dodatki do wynagrodzenia, a jego substytuty. Co się dzisiaj zmienia na rynku pracy, to właśnie zrozumienie przez pracowników, że pracują wyłącznie dla pieniędzy, a praca ma nie zaburzać ich życia prywatnego, bo nie warto. To, co pani dr opisuje, to albo zaklinanie rzeczywistości, albo próba rozwiązywania problemów komunizmu przez jeszcze więcej komunizmu, albo desperacki ruch na znalezienie siły roboczej wśród… Czytaj więcej »

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  kamel

Mnie się zdaje, że raczej z tego wywiadu wynika coś odwrotnego – że pracodawcy zaczynają rozumieć, że ludzie teraz nie pracują dla pieniędzy, tylko „przy okazji”. I będą musieli stwarzać takie warunki, żeby „okazja” trwała jak najdłużej. Czyli żeby delikwent czuł się jak w domu ;-). Pan chyba zrozumiał to zupełnie inaczej niż ja.

kamel
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Zrozumiałem to dokładnie tak samo – i podważam to na całej linii. Że niby pracownicy nie pracują dla pieniędzy?! – to po co, dla idei, doświadczenia (staże), z nudów, dla koleżeństwa? Może z braku miejsca w swoim developerskim „apartamencie”? Wolne żarty… a mówiąc dosadniej – stek korpo-HR-owych bredni. Młodzi ludzie dzisiaj – jak nigdy, potrzebują przede wszystkim pieniędzy; na wkład własny i dla zdolności kredytowej, bo inaczej to musieliby w swoim open-spejsowym boksie zamieszkać… To pokolenia lat 80-90 (pamiętających bezrobocie) pracowały za miskę ryżu, dla zdobycia kontaków, ładnej pozycji w CV – dzisiaj młodzi ludzie wiedzą, że poddanie się wyzyskowi… Czytaj więcej »

kamel
9 miesięcy temu

Jeżeli ktoś podejmuje pracę, żeby się czegoś nauczyć, to nie za mniejsze pieniądze – po prostu bez tej wiedzy raczej nikt nie płaci większych, bo arbitraż na rynku pracy działa dzisiaj bardzo sprawnie, więc trzeba na prawdę olbrzymiej ekwilibrystyki, żeby nazwać to czyimś wyborem. Racjonalnie działający człowiek przyjmuje najlepiej płatną ofertę, jaka jest dla niego dostępna – zaraz po zakończeniu edukacji nie ma raczej szans na stanowisko w radzie nadzorczej (chyba że nepotyzm lub inne kumoterstwo). Jeżeli ktokolwiek przyjmuje mniejsze pieniądze, to z innych powodów – np. wykluczenia komunikacyjnego. Ale oczywiście mogę się mylić – proszę o badania wskazujące, że… Czytaj więcej »

kamel
9 miesięcy temu

No to zaryzykuję stwierdzenie, że w większości przypadków – gdy praca nie ma czynników dyskwalifikujących, to po prostu najlepsza == najlepiej płatna (a nie „przy okazji”).
A rażące sformułowanie i wysiłek przy zdobywaniu? – no zaraz, przecież skoro ktoś rzekomo „wybiera” mniej płatną ofertę, to chyba nie człowiek zmuszony do szukania… Te słowa potwierdzają moją tezę – ludzie pracują dla pieniędzy. Skoro są zmuszani, to raczej z obowiązku pracują. A w ogóle to bardzo dziwnie mi się pisze takie truizmy…

kamel
9 miesięcy temu

…nie wiedziałem, że na fabrycznej linii montażowej są możliwe takie cuda, ale kudos dla magika, któremu uda się przekonać kogoś do pracy charytatywnej na rzecz korporacji.

Krysztofan
9 miesięcy temu

Nie rozumiem tego komentarza. Od jego pan na boczny tor tego o czym pisze kamel i wygrywa argumentami walkę której nie ma. Korporacja nie po to kombinuje z benefitami żeby pracownik sobie poszedł na swoje tylko zeby zapłacić mniej a mieć tego samego pracownika. Tak niektórzy chcą sprzedać swoje uslugi za żywa kasę a nie za 10 opcji socjalne, ktore potem mogą sie zmienić lub zdewaluować. A na drugim końcu spektrum są tacy ktorzy chodzili do pracodawcy ktory daje multisporta (jak jeszcze nie był taki popularny a był modny) i był gotowy za to przepłacić byle w towarzystwie mógł się… Czytaj więcej »

kamel
9 miesięcy temu

No oczywiście, nie ma obowiązku jedzenia i posiadania dachu nad głową… choć za włóczęgostwo można dostać mandat.
A gdy ktoś założy jednak własną firmę, to z pewnością powinien unikać zatrudniania w HR kogoś, kto proponuje pracownikom ZAMIAST pieniędzy przywitanie serdecznym uśmiechem i uściskiem dłoni przy wejściu na halę…

Krysztofan
9 miesięcy temu

No dobrze ale taka osoba która ma na sercu wyższe cele tym bardziej nie potrzebuje benefitów, bo skoro dla niej liczy się cel i satysfakcja to to czy dostanie 15 tys zł brutto czy dostanie 14 850 tys zł brutto + multisporta ma drugorzędne znaczenie. Jeśli ktoś chce wynaleźć rad i polon raczej nie będzie tego robił pod rzadami korpo władcy ktory potem przejmie, opatentuje ten wynalazek i zablokuje dostęp, kochane stany zjednoczone są świetnym przykładem. Misje, wolontariat, to jest artykuł w ktorym pani z mercedesa mowi jaki mają pomysł żeby zapłacić ludziom mniej a odnieść lepszy dla siebie efekt.… Czytaj więcej »

Radek
9 miesięcy temu

No ale Ci, którzy pracują dla tych idei czy ciekawych doświadczeń i mają bardzo małe wymagania finansowe, to jest malutki odsetek. To są ludzie, którzy często nie mają rodzin (bo tą miską ryżu siebie i dzieci nie wykarmią), albo mają bogatych rodziców i po zakończeniu wolontariackiej misji w Afryce wracają do wygodnego domu swoich rodziców 🙂 Jakby większy odsetek społeczeństwa tak robił, to kto by dzieci płodził i utrzymywał? Przeciętny Kowalski musi zarobić na mieszkanie, jedzenie, samochód i utrzymanie dzieci. Na to wszystko wielu ludziom niestety brakuje. Muszą oszczędzać w sposób wręcz przykry. Wielcy wynalazcy to często dziwacy, ludzie aspołeczni,… Czytaj więcej »

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Radek

Staramy się przyjmować także perspektywę osób mało zarabiających. Ale nie ma co kryć – większość czytelników „Subiektywnie o Finansach” to mieszkańcy dużych miast, więc ich perspektywę też pokazujemy…

Krysztofan
9 miesięcy temu

„Gdyby wszyscy od razu po zakończeniu edukacji biegli do najlepiej płatnej pracy, to chyba byłoby coś nie tak.” No dobrze ale motywatorem dla którego ktoś podejmuje nie najlepiej płatną pracę, jest to, że wierzy, że ten ruch zapewni mu w przyszłości lepiej płatną pracę. Czyli na koniec dnia motywatorem są i tak pieniądze. No chyba, ze jest już ustawiony i musi sobie tylko dorobić, to nie wybiera najlepiej platnej pracy, bo mniej platna jest zwyczajnie latwiejsza i lżejsza. Oczywiście rozumiem stanowisko Pani z mercedesa, przecież my robimy to samo. Benefitu pracownicze są wiarą mojej firmy, że 100 zł wydane na… Czytaj więcej »

Jacek
9 miesięcy temu
Reply to  kamel

Dokładnie tak! Widzę, jak pracują moje dzieci: syn i córka. Oni pracują tylko i wyłącznie dla pieniędzy i dokładnie olewają wszelką cześć i chwałę dla prezesów, chwały firmy i tym podobnych bzdur. Potrafią zmienić pracę z dnia na dzień , a zaręczam, że mają dużo zdolności i możliwości – pracowali na różnych stanowiskach w całej Europie i nie tylko (ale o tym nie będę się rozpisywać).

kamel
9 miesięcy temu

Dyskutujemy z tezami z artykułu, które nie znajdują potwierdzenia w obserwowalnej rzeczywistości ani w badaniach (choć mogę się mylić – wciąż na nie czekam).
Doktorat powinien zobowiązywać do stosowania metody naukowej, a nie widzimisię.

kamel
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

W osobnym wpisie, żeby napisać co być może miało tu być powiedziane (ale nie zostało), tj. właściwe znaczenie „nie tylko pieniądze”: ludzie pracują wyłącznie dla pieniędzy, ale pieniądze nie wystarczą. Czyli kasa jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym. W żadnym wypadku nie można tego oddać słowami „nie tylko dla wynagrodzenia” (cytat z artykułu), bo takie sformułowanie to gwałt na logice i zupełnie zniekształca fakt, że są dodatkowe warunki. Tak, poza pieniędzmi ludzie wymagają np. szacunku czy zachowania work-life balance (plus jakaś mała grupa interesuje się ESG czy DEI) – zatem same pieniądze to nie wszystko, ale to nie znaczy, że… Czytaj więcej »

kamel
9 miesięcy temu

Czy te osoby (pominę anegdotyczność dowodu) wybrały mniejsze pieniądze z powodu benefitów w nowej pracy, jak to wynikałoby z artykułu? Czy raczej z powodu toksyczności (np. niewiarygodności) pracodawcy płacącego więcej lub innych przyczyn zewnętrznych, które im tę „lepszą” pracę uniemożliwiały (np. konieczność wychowywania dzieci i związany z tym brak czasu)?

Bo ja również „nie wybrałem” w życiu wielu „fantastycznych” ofert – ale powodem jest wirtualność takich „okazji”, a nie postawa pracodawcy płacącego mniej.

Krysztofan
9 miesięcy temu

Dobrze ale to o czym pan pisze nie obala tezy kamela. Ti że człowiek poszedł pracować za mniejsze pieniądze może wynikać np. z: 1. Firma za mniejsze pieniądze nie wymaga nadgodzin. W firmie która płaci więcej ludzie pracując 55h tygodniowo (nieoficjalnie a nie za nadgodziny) i po uwzględnieniu nadgodzin ta dużo wyższa pensja staje się delikatnie wyższa. 2. Jedna z moich byłych prac: pracowałem przez półtora roku za mniej niż mogłem tylko po to żeby mieć konkretny wpis w cv i konkretne doświadczenie, mógłbym chwilowo zarobić więcej ale w długim okresie bym stracił. 3. Lepszy dojazd, stabilniejsze warunki zatrudnienia (bardziej… Czytaj więcej »

Ppp
9 miesięcy temu

Czytało się bardzo przyjemnie, ale teraz będzie mniej przyjemne pytanie: jaki procent pracodawców jest w stanie rozumieć, że pracownika trzeba szanować i faktycznie to robić? Tu jestem pesymistą.
Pozdrawiam.

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Między teorią, a praktyką jest zwykle dość duży rozdźwięk, ale może się okazać, że pracodawcy nie mają innego wyjścia…

Jaworzanka
9 miesięcy temu

„Pracownik na trudne czasy – trzeba go wykształcić i wychować” – pięknie to brzmi w teorii, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Jak można mówić o wychowywaniu i inwestowaniu w ludzi, skoro jaworski Mercedes właśnie nie przedłużył umów setkom pracowników? Gdzie tu lojalność i stabilność? W artykule pojawia się również stwierdzenie o „bardzo małej fluktuacji” w firmie. Naprawdę? Wystarczy spojrzeć na opinie pracowników w sieci, choćby na GoWork.pl, żeby zobaczyć, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Do tego dobrze wiem, że kobiety 50+, które teoretycznie mają być wspierane, są pomijane – osoba w tym wieku z mojego otoczenia właśnie straciła pracę, bo… Czytaj więcej »

Jacek
9 miesięcy temu

Lepiej zobacz Pan, jakie są zwolnienia grupowe w fabrykach w Łodzi, i nie tylko… Wywiad ten to jest jakiś jeden wielki pean samozadowolenia tej Pani… Wiedziałem, że w dyskusji padną same głosy sprzeciwu wobec wydźwięku tego wywiadu, i się nie pomyliłem. Moi przedmówcy napisali już to, co ja zamierzałem napisać. Pytanie do Pana: dlaczego Pan tak uporczywie broni tez tego wywiadu, całkowicie nieprzystającego zresztą do warunków pracy w Polsce? Pracował Pan kiedyś w jakiejś fabryce? Bo ja tak, prawie przez całę życie.

Jacek
9 miesięcy temu

Ciekawe, jakie będzie zdanie tej menedżerki wysokiego szczebla, gdy któregoś dnia dostanie znienacka wypowiedzenie z pracy? Czy wtedy będzie również trwała w zachwycie nad nadzwyczajną firmą, która jej się pozbyła.Swego czasu w wielkiej firmie, w której pracowałem (700 pracowników) byłem świadkiem, jak pozbyto się prezesa w ciągu jednego dnia (chociaż groził znajomościami w Sejmie, kontraktem menedżerskim itp).

Krysztofan
9 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Ciekawy przypadek. Każdy z bliżej znanych mi ważnych pracowników, menegerzy, prezesowie jak zostawali zwolnieni to w ciagu dwóch tygodni znajdowałem na linked inie info o zatrudnieniu w nowej firmie. Firma to nie rodzina, tylko biznes. Firmy nie opanowują produktów w kolorowe pudełeczka bo fajnie mieć kolorowe pudełeczka i dobrze dla konsumenta, tylko dlatego, że z badań wynika że lepiej wydać więcej na dwsign pudełka, bo konsument jest w stanie przepłacić za lepiej opakowany produkt. W tyk wypadku pensja i benwfity to produkt dla pracownika. Można dać okrągłe X wyplaty, a mozna spróbować dać mu mniej ale ładniej to opakować. Czemu… Czytaj więcej »

kamel
9 miesięcy temu
Reply to  Krysztofan

O tym właśnie jest dyskusja – pani z HR twierdzi, że pracodawcy zauważają, że wystarczy ładniej opakować pracę i nie trzeba tyle płacić. Ale to było prawdą ponad dekadę temu i dzisiaj jest nieaktualne. Rzeczywistość jest dokładnie odwrotna – pracownicy zauważyli, że opakowanie jest dzisiaj rzeczą oczywistą i w żaden sposób nie zmniejsza wymaganej kwoty. Nawiążę do różnych rzeczy, o które mogło chodzić, bo w sumie to z tekstu nie wiem… Czyli: nikt nie zgodzi się niższe wynagrodzenie, bo w biurze jest klimatyzacja. Po prostu do firmy bez klimatyzacji (jeżeli latem budynek się nagrzewa, bo może mieć swój naturalny chłód)… Czytaj więcej »

Krysztofan
9 miesięcy temu

Sorry ale tego typu komentarz przypomina mi tego CEO, która dała sobie miliony dolarów premii, a jednocześnie oświadczyła bez zażenowania pracownikom, że firma obcina bonusy świąteczne, bo musi mieć lepsze wyniki i jej nie stać na taką rozrzutność w tym roku.
Akurat w przypadku tego artykułu nie odczuwam tego tak mocno, bo jak kadry zaczynają mówić o utrzymaniu pracowników to oczywiście, mają na myśli tych pracowników na których im zależy – przecież to jest tak oczywiste jak to że ludzie pracują dla pieniędzy w tych firmach, tego nie trzeba mówić, a zaprzeczenie temu jest kłamstwem.

kamel
9 miesięcy temu
Reply to  Jaworzanka

I to by tłumaczyło, dlaczego firma robi sobie PR – po prostu szuka ludzi, którzy się na te piękne słowa nabiorą. Dla jasności – sam zatrudniam ludzi i wiem, że na opiniach z portali nie ma co polegać. Piszą je w dużej mierze (nie tylko – zaraz wyjaśnię) pracownicy, którzy byli zbyt leniwi, roszczeniowi lub zwyczajnie za głupi (taka brutalna prawda) na swoją pracę. Reszta – no cóż, czasem wymagania były wyższe, niż ich wyobrażenia, czasem po prostu mieli pecha i trafili w jakiś ciężki okres w firmie, a czasem faktycznie w dziale są toksyczne osoby. Bywa różnie, a opinie… Czytaj więcej »

kamel
9 miesięcy temu

„Sentymentów nie ma” – no właśnie. Ład w pracy to jest (niestety dla niebieskich kołnierzyków, wkrótce też dla białych) automatyzacja oraz (niestety dla białych kołnierzyków i klientów) standaryzacja procesów (procedury). Czym większa firma, tym większa stopa zwrotu z inwestycji w takie mechanizmy. Nie oszukujmy się i powiedzmy sobie to wprost – ludzie są złem koniecznym każdej prawie firmy. Człowieka się szkoli przynajmniej parę tygodni, trzeba mieć nadmiarową siłę roboczą, bo zawsze ktoś jest na L4 czy urlopie, ciągle jest rotacja i znowu strata czasu i pieniędzy na rekrutację i kolejny onboarding. Płaci się za kadry, płaci się za pilnowanie papierów… Czytaj więcej »

kamel
9 miesięcy temu

To jest powszechnie powtarzany mit, że automatyzacja nie zabiera ludziom pracy. Otóż zabiera i za każdym razem w historii zabierała, pozostawiając ludzi bez środków do życia. My tego nie widzimy, bo z perspektywy dekad nie widać tych przymierających głodem i wywalonych na bruk, szczególnie gdy zostali pochowali w jakiejś zbiorowej mogile. Widzimy jedynie hrabiostwo, szlachtę, artystów i ogólnie salony, a od pewnego momentu jeszcze mieszczaństwo – analfabeci nie pozostawili po sobie zbyt wielu śladów. Już wyjaśniam, na czym polega mit – otóż konkretny stajenny czy woźnica, który stracił pracę, prawdopodobnie nie będzie w stanie przekwalifikować się na mechanika czy kierowcę.… Czytaj więcej »

Jacek
9 miesięcy temu

Myli się pan. Procent zamożnych na świecie jest taki sam, jak 50, 100 czy 500 lat temu, tylko ich ilość się zwiększyła. Przybyło za to kilka miliardów biedaków. Ogólnie rzecz biorąc – brawa dla pana Kamela. To jest człoweik, który prawidłowo ogarnia rzeczywistość i nieźle rzutuje ją na przyszłość, a nie żenująca pani menedżer wysokiego szczebla.

Jacek
9 miesięcy temu

Przybyło ludzi zamożnych, bo zwiększyła się. ilość ludzi na świecie. W tym samym sensie – przybyło ludzi biednych. Chyba zgodzi sie Pan ze mną?

kamel
9 miesięcy temu

Dla mnie zamożny jest ten, kto jest wolny od zobowiązań. 30-letni kredyt na szyi raczej dyskwalifikuje. Czy zatem przybyło ludzi zamożnych? Procentowo, przy uwzględnieniu wzrostu ludności? No nie wiem – przybyło ludzi żyjących dobrze, ale na kredyt (choćby ta hipoteka). Ilość kapitału nie ma znaczenia – vide helicopter money, liczy się dystrybucja kapitału w społeczeństwie. A z tego, co mi wiadomo, nierówności się pogłębiają, a nie zacierają. Dopóki te nierówności są lokalne, tj. pod jednym parasolem fiskalnym, problem jest do ogarnięcia poprzez politykę podatkową i redystrybucję (bezpośrednią – socjalną oraz pośrednią – usługami publicznymi). Ale wchodzimy w fazę, gdy nierówności… Czytaj więcej »

Krysztofan
9 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Nie no akurat z tym jest tak, że rozwarstwienie się zwiększyło, osoby bogate z topki stanu posiadania mogą sobie pozwolić na rzeczy niewyobrażalne dla bogaczy sprzed lat. Ale takiej przeciętnej osobie żyje się lepiej niż te 50 czy 100 lat temu miała przeciętna osoba. Więc ilość biedaków rosnie tylko wtedy że dziś nazwiesz biedakiem kogoś kto 50-100 lat temu byłby calkiem bogaty.

Chyba ze siegasz tao szeroko i liczysz nieśnych ludzi z indii ale co to ma do strategii kadrowej jakiejś korporacji w Polsce?

W kazdym raziw zgadzam się kamel ostro wygrał tę dyskusję.

Last edited 9 miesięcy temu by Krysztofan
Tomasz
9 miesięcy temu
Reply to  Krysztofan

Czy ja wiem? Bogacze sprzed lat posiadali na własność ludzi i całe państwa (król, cesarz itd). To były dopiero możliwości. Co prawda samolotu nie mogli kupić ale to dlatego że ich nie było. Albo ten gość z Mali, o którym mówi się że był najbogatszy w dziejach, idąc na pielgrzymkę wywołał inflacje w sąsiednim państwie (Egipt) na lata. Nie mówię że teraz nie ma rozwarstwienia ale bogacze mają ograniczenia. Na szczęście.

Tomasz
9 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Też z zainteresowaniem przeczytałem posty kamela. Martwi mnie najbliższa przyszłość. Nie jestem gotowy finansowo nie pracować a nie chciałbym w przyszłości musieć szukać czegokolwiek mając za konkurencję masę innych ludzi. Tylko jak się do tego przygotować?

kamel
9 miesięcy temu

Tak, dobrze, że świat się rozwija – dobrze w ujęciu globalnym i statystycznym, dobrze dla nas, bogatych (20 gospodarka świata), ale nie absolutnie dobrze, ponieważ zawsze są ofiary. Ludzie, całe nacje – które nie nadążają. Lokalnie można to kompensować i naprawiać – np. bogaty kraj może wprowadzić socjal dla swoich mniej dostosowanych obywateli, prawo pracy chroniące słabszych przed wyzyskiem, dofinansowywać system emerytalny i zapewniać jakieś minimum bytowe. Ale bogata jest tylko mała część świata. Biedotą są całe kontynenty, nawet tak bogaty kraj, jak USA, jest zamieszkały głównie przez biedotę (zaryzykuję twierdzenie, że bogactwo USA jako instytucji wynika właśnie z tej… Czytaj więcej »

kamel
9 miesięcy temu

Europa tak sobie radziła ze „wschodnią dziczą”, że dzisiaj możemy sobie oglądać filmy typu „300”, „Ogniem i mieczem” albo (choć to ciężkie doświadczenie, z pogranicza masochizmu estetycznego) „Odsiecz Wiedeńska”. O głowie Henryka Pobożnego filmu nie znam, ale to również była obrona Wiednia… Ciekaw też jestem wpływu, jak doświadczenia tureckie miały na Drakulę… A konsekwencje naszego „radzenia sobie” z Azjatami widzimy dzisiaj na Ukrainie – to anypolonizm (już pal licho, czy aby nie uzasadniony) od czasów Chmielnickiego aż po Wołyń pozostawił ich na wschodzie i teraz muszą zjeść tę żabę. Czy teraz będziemy radzili sobie tak samo (źle)? – raczej jeszcze… Czytaj więcej »

Jacek
9 miesięcy temu
Reply to  kamel

W punkt! Krótko: to co Pan napisał, jest znacznie rzetelnielszą i bliższą prawdy analizą, niz powyższy wywiad menedżerki wysokiego szczebla, który wzbudził tylko moje zażenowanie.

Piotr
9 miesięcy temu

Fajne brednie, jedyna firma w okolicy i strat „lojalność”. Podobna historia z „biznesami” w Nowym Sączu, tania siła robocza bo nie ma alternatyw.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu